Fides et Ratio

Magdalena Ziętek: konserwatyzm a kapitalizm

Do mniej więcej połowy XX wieku konserwatyści należeli raczej do przeciwników kapitalizmu czy też ekonomicznego liberalizmu. W dużej mierze wynikało to z tego, że jako arystokracja ziemska byli przekonani o wyższości własności ziemskiej nad „kapitalistyczną” (czyli posiadaniu niematerialnych udziałów i akcji). W wyniku rozłożonego w czasie procesu wywłaszczania dawnej arystokracji, zmienił się także stosunek konserwatystów do kapitalizmu.Nowe pokolenia konserwatystów weszły wręcz w sojusz ze zwolennikami wolnego rynku. Połączył ich wspólny wróg: socjalizm. Wielu konserwatystów przy tym zupełnie bezkrytycznie przejęło paradygmaty liberalizmu gospodarczego, niejako w całości je internalizując. Czy konserwatyzm jednakże rzeczywiście można „ożenić” z liberalizmem bez szkody dla tego pierwszego? Moim zdaniem nie.

Pierwszy argument na rzecz takiego stanowiska znajdziemy w „Zasadach filozofii prawa” Hegla. Hegel nazywany jest diagnostykiem nowoczesnego świata; z taką oceną jego dorobku trudno się nie zgodzić. Hegel dobitnie pokazał, że podstawą nowoczesności jest gospodarka wolnorynkowa. Liberalizm gospodarczy jest bowiem najwyższym przejawem zasady wolności, która – według Hegla – w nowoczesnym świecie w pełni się urzeczywistniła. Hegel zwraca uwagę na to, że liberalizm gwarantuje jednostce osobistą niezależność, znosi on bowiem struktury społecznego panowania w postaci osobistej zależności jednostek od siebie. Charakterystyczny dla kapitalizmu podział pracy, zdaniem Hegla, prowadzi do daleko posuniętej decentralizacji władzy. Jednostka, we wszystkim, co robi, jest zależna od wszystkich innych (właśnie ze względu na podział pracy), ale od nikogo w taki sposób, jak np. chłop od swego pana w feudalizmie. Emancypacja jednak ma swoją cenę. Tradycyjne formy uspołecznienia oparte na więziach osobistych zostają zastąpione przez nowe, oparte na więzach prawno-ekonomicznych.

Jak Hegel słusznie pokazuje, kapitalizm zmienia w sposób fundamentalny społeczną rolę rodziny i lokalnej wspólnoty. W systemie przednowoczesnym jednostka była od nich silnie zależna, gdyż to one decydowały o statusie społecznym i sposobie życia swoich członków. Rodzina i wspólnota lokalna były jednak także zobowiązane do określonej troski nad swoimi członkami. Podobnie zorganizowany był system cechów. Z jednej strony ograniczał on wolność gospodarczą, z drugiej zaś jednak cechy wypełniały liczne funkcje socjalne. Warto także wspomnieć o roli Kościóła katolickiego, do którego przynależność także wiązała się z konkretnymi ograniczeniami indywidualnej wolności, w zamian za to jednostka także korzystała z licznych świadczeń społecznych. Rodziny, wspólnoty lokalne, cechowe czy też religijne w daleko posuniętym stopniu były samowystarczalne. Produkcja żywności, odzieży czy też licznych przedmiotów codziennego użytku dokonywana była bowiem w ich obrębie.

Nowoczesny kapitalizm zmiótł z powierzchni ziemi taką strukturę społeczną. Jest to związane przede wszystkim z charakterystycznym dla kapitalizmu podziałem pracy. W nowoczesnym systemie gospodarczym jednostka specjalizuje się w wąskiej dziedzinie, przez co jej praca jest dużo bardziej efektywna. W wyniku podziału pracy człowiek jednakże staje się, w sposób dotąd nieznany, zależny od innych ludzi. Nawet przy zaspokajaniu swoich najbardziej podstawowych potrzeb zdany jest bowiem na odpowiednią kooperację z wieloma innymi jednostkami. Paradoks nowoczesnego kapitalizmu polega więc na tym, że prowadzi on do powstania nowego typu kolektywu, w którym wszyscy są zależni od wszystkich. Jednostka np. kupując chleb w piekarni, nie ma wpływu na to, jak hodowane czy przechowywane było zboże albo jak pieczony był chleb (np. czy piekarz używał soli spożywczej czy też innej…). Podział pracy prowadzi do powstania nowego systemu zaspokajania potrzeb. Zwraca na to uwagę Hannah Arendt:

W naszym pojmowaniu (…) narody i wspólnoty polityczne postrzegamy na podobieństwo rodziny, o której codzienne sprawy musi dbać olbrzymia, ogólnonarodowa administracja gospodarcza. Myśl naukowa odpowiadająca tej przemianie to już nie nauka polityczna, lecz „ekonomia narodowa” lub „ekonomia społeczna” czy Volkswirtschaft, które wszystkie wskazują na coś w rodzaju „kolektywnego prowadzenia gospodarstwa”; kolektyw rodzin, pod względem ekonomicznym zorganizowanym na wzór jednej ponad-ludzkiej rodziny, jest tym, co nazywamy „społeczeństwem”, zaś jego polityczna forma organizacji nazywana jest „narodem” 1

To, co Hannah Arendt opisuje jako jedną ponad-ludzką rodzinę, jest heglowskim społeczeństwem obywatelskim. To ono staje się nową rodziną jednostki, przez co jej zależność od „małej” rodziny czy też lokalnej wspólnoty staje się coraz mniejsza. Hegel pokazuje, że kapitalizm wyrywa jednostę z jej lokalnej wspólnoty oraz rodziny, bierze w swoje własne posiadanie, a następnie „zużywa” do swoich własnych celów. W nowoczesnym świecie rola rodziny sprowadza się więc do dostarczania społeczeństwu obywatelskiemu nowych członków, tak by mogło ono dalej się rozwijać:

W świecie nowoczesnym zatem to już nie rodzina, lecz „raczej społeczeństwo obywatelskie jest (teraz) tą przepotężną siłą, która przeciąga na swoją stronę człowieka, żąda od niego, by pracował tylko dla społeczeństwa, by wszystkim, czym jest, był dzięki temu społeczeństwu i wszystko, co czyni, czynił za jego pośrednictwem.2

Zdaniem Hegla, z tego właśnie powodu społeczeństwo obywatelskie zobowiązane jest do zastąpienia jednostce jej rodziny, czyli do przejęcia określonych funkcji socjalnych. Nowoczesne społeczeństwo obywatelskie, którego ekonomiczną bazą jest gospodarka wolnorynkowa, przynosi więc ze sobą nowy typ uspołecznienia.

Stosunki międzyludzkie ulegają tu depersonalizacji: w miejsce bezpośrednich zależności osobistych wkraczają relacje społeczne, tj. takie, w których osoby odnoszą się do siebie nie wprost, lecz za pośrednictwem swych odniesień do rzeczy, a całokształt ich wzajemnych oczekiwań i zobowiązań regulowany jest rozmaitymi formami umowy.3

Taka nowoczesna forma uspołecznienia stoi w jawnej sprzeczności z ideałem katolickiego konserwatyzmu, w którym to relacje personalne odgrywają pierwszorzędną rolę. Społeczeństwo obywatelskie natomiast można za Heglem określić jako: różnicujący dystans pośrednictwa, który zewsząd wdziera się do ludzkiego życia, ale który najpierw i przede wszystkim odbiera człowiekowi właśnie „etyczną” samooczywistość jakichś stałych punktów oparcia i zasad orientacji, danych mu pierwotnie w takich formach ponadindywidualnych więzi wspólnotowej, a zarazem „naturalnego” zwierzchnictwa i uzależnienia, jak tradycyjna rodzina i równie tradycyjne państwo autorytarnego panowania. Nowoczesna zasada uspołecznienia pośredniego – uspołecznienia przez ujednostkowienie, zróżnicowanie i dystans – nie jest przy tym po prostu ślepą siłą, która tylko rozbija i niszczy tamte „etyczne totalności” dawnego świata; ona raczej sama wkracza na ich miejsce, zastępuje je.4

Liberalizm ekonomiczny oraz nowoczesny typ uspołecznienia oznaczają więc nieuchronne wykorzenienie i wyobcowanie takich „wolno puszczonych” jednostek: przynosi im utratę życiowego oparcia w pierwotnej (o tyle też „organicznej”) więzi ze wspólnotą i jej substancjalnym ładem obyczajowo-etycznym, które niegdyś zaspokajało ludzką potrzebę ochrony i bezpieczeństwa, stałych miar i niezawodnych zasad orientacji. Społeczny proces modernizacji (…) jawi się więc w tej perspektywie jako swoisty stan rozdarcia i trwałego kryzysu tożsamości w całym ludzkim życiu, myśleniu i działaniu. Człowiek znajduje się tu nie jednorazowo czy przejściowo, lecz właśnie stale w polu nieusuwalnego napięcia pomiędzy jego własną potrzebą i wolą jednostkowo-osobowego samopotwierdzenia, które wyzwala od wszelkich form wymuszanej zależności, a równie silnym dążeniem do tego, by poddać się i oddać opiece jakiejś mocy ponadindywidualnej, by roztopić się w sensownym ładzie jakiejś ponadosobowej całości.5 Podsumowując tę część rozważań, należy stwierdzić, że kapitalistycznego porządku ekonomicznego nie da się oddzielić od jego społeczno-obyczajowej „nadbudowy”.

Przejdźmy do analizy kolejnego aspektu omawianego tutaj zagadnienia. Tak zwany rozwój gospodarczy w systemie nowoczesnej gospodarki kapitalistycznej definiowany jest poprzez stały wzrost produkcji. Funkcją wzrostu produkcji oczywiście jest stały wzrost konsumpcji. Teoretycznie nowe produkty mają służyć zaspokajaniu materialnych potrzeb człowieka. Dla kapitału interesujący jednakże są tylko ci, którzy dysponują odpowiednimi środkami finansowymi. A ponieważ w społeczeństwach zamożnych w tej chwili mamy do czynienia z sytuacją nasycenia rynku, dalsze napędzanie produkcji możliwe jest tylko dzięki „produkowaniu” nowych potrzeb. Kapitalizm dla swojego rozwoju potrzebuje więc człowieka o mentalności materialistyczno-hedonistycznej. Produkowanie nowych potrzeb możliwe jest bowiem tylko wtedy, kiedy uwaga ludzi będzie w sposób celowy przenoszona na sferę materialną. Asceta, który swoje potrzeby ogranicza do minimum, w gruncie rzeczy hamuje tak zwany rozwój gospodarczy. Tak więc konserwatyści, którzy użalają się nad tym, że ludzie całą swoją uwagę poświęcają bezmyślnej konsumpcji, a którzy jednocześnie promują kapitalizm, w gruncie rzeczy sami sobie przeczą. Kapitalizm nie może bowiem rozwijać się bez sterowania konsumentami, którzy mają kupować stosy w sumie niepotrzebnych im rzeczy. W końcu idealna konsumentka to taka, która w łazience na półce trzyma całą serię kosmetyków: do pielęgnacji paznokci, do złuszczania naskórka z pięt, do szczególnie wysuszonych partii ciała, jak kolana i łokcie, do biustu i szyi, przeciw cellulitowi na pośladki i uda, do twarzy na dzień i na noc, do pielęgnacji oczu, ust, włosów… Idealna konsumentka śledzi różnego rodzaju nowinki, między innymi poprzez regularną lekturę tzw. prasy kobiecej. Idealna konsumentka regularnie bywa w gabinecie odnowy biologicznej czy też solarium. A ponieważ aktywność konsumpcyjna jest bardzo czasochłonna, nasza idealna konsumentka nie będzie miała ani czasu, ani głowy na rozwój duchowy. Powiedzmy szczerze: rozwój duchowy nie przynosi nowych miejsc pracy i dla kapitalizmu jest marnowaniem ludzkiej energii. W świetle wcześniejszych rozważań na temat społeczeństwa obywatelskiego jako nowej ponad-ludzkiej rodziny oznacza to, że społeczeństwo takie może rozwijać się tylko wtedy, kiedy w całości będzie składało się z idealnych konsumentów. Społeczeństwo takie będzie więc zainteresowane odpowiednim kształtowaniem procesu socjalizacji: konsumpcyjny styl życia będzie podstawowym składnikiem wzorca nowoczesnej socjalizacji.

Idźmy dalej. Jak to zostało wyżej wspomniane, kapitał interesuje się tymi, którzy posiadają środki finansowe na zakup produktów i usług. Ciemną stroną kapitalizmu jest więc społeczne wykluczenie tych wszystkich, którzy nie dysponują takimi środkami. Nawet ich podstawowe potrzeby nie zostaną zaspokojone. Najbardziej dobitnym przykładem jest tutaj Afryka. Mieszkańcy Afryki, która jest kontynentem najbogatszym w surowce mineralne, cierpią głód i żyją w skrajnej nędzy. Afrykańskie bogactwa naturalne natomiast zostały zawłaszczone przez korporacje pochodzące z tak zwanych państw cywilizowanych. Korporacje te dysponują odpowiednimi środkami, które umożliwiają im korumpowanie rządów wielu państw. Muszą one sobie zapewnić dostęp do surowców, gdyż inaczej państwa cywilizowane nie będą mogły „rozwijać się” gospodarczo. Obecnie mamy więc do czynienia z sytuacją, kiedy Afrykańczycy umierają z głodu, podczas gdy Europejki albo Amerykanki wsmarowują w swoj ciała kremy wyprodukowane z surowców pochodzących właśnie z Afryki (przemysł kosmetyczny coraz częściej oferuje takie właśnie produkty). Na gruncie systemu kapitalistycznego inne rozwiązanie nie jest też możliwe: to mieszkańcy krajów wysoko rozwiniętych mają pieniądze na zakup produktów, których w gruncie rzeczy nie potrzebują. Liczni mieszkańcy Afryki natomiast nie mają środków nawet na zakup żywności. Dla katolickiego konserwatysty sytuacja taka nie jest do pogodzenia z koncepcją dobra wspólnego.

Problem społecznego wykluczenia ma jeszcze inny aspekt. W społeczeństwie konsumpcyjnym osoby biedne, chore i stare są zbędnym balastem dla nowoczesnej „ponad-ludzkiej rodziny”. Aborcja, eugenika i eutanazja stają się powoli mechanizmami oczyszczania takiej „rodziny” z pasożytów. Kwestia ta jest także ściśle powiązana z kolejnym aspektem omawianego tutaj zagadnienia, a konkretnie z typem relacji międzyosobowych panujących w nowoczesnym społeczeństwie obywatelskim. Relacje te charakteryzują się tym, że oparte są na egoizmie i czystej interesowności. Nie może też to dziwić: podstawą społeczeństwa obywatelskiego w końcu jest kapitalistyczna etyczność. Jednostka, której więzi osobiste ze swoją własną „małą rodziną” są słabe – albo która w ogóle nie ma takiej rodziny – zdana jest na łaskę swojej nowej, dużej rodziny. W przypadku, gdy jednostka taka jest zbyt biedna, by na starość np. opłacić opiekunkę, staje się ciężarem dla swojej dużej rodziny. Powszechny dostęp do eutanazji na pewno będzie jednym z wygodniejszych rozwiązań tego problemu.

Jak to już zostało wyżej wspomniane, zdaniem Hegla społeczeństwo obywatelskie zobowiązane jest do zastąpienia jednostce rodziny, czyli do przejęcia określonych funkcji socjalnych. Hegel doskonale zdawał sobie bowiem sprawę z tego, że kapitalizm bez socjalnej nakładki prowadzi do wielu społecznych patologii. Problem polega jednak na tym, że po pierwsze, to samo społeczeństwo decyduje o zakresie takiej opieki. Po drugie, społeczna solidarność nie wynika z bezinteresownej troski o słabszych, tylko z konieczności przeciwdziałania społecznym patologiom, które mogą rozsadzić nowoczesną ponad-ludzką rodzinę. Takie w końcu było uzasadnienie reform socjalnych dokonanych przez Bismarcka: zamiast czekać na rewolucję, wolał przeprowadzić ją sam…

Przejdźmy do ostatniego zagadnienia, które chciałabym poruszyć w tym opracowaniu. Wielu zwolenników liberalnego kapitalizmu wierzy, że mechanizmy rynkowe same doprowadzą do powstania stanu harmonii interesów. Przyjmują oni, że egoistyczne jednostki, które będą kierować się wyłącznie zaspokajaniem swoich interesów, mogą przyczynić się do tworzenia ogólnego dobrobytu. Podstawą takiego światopoglądu jest założenie, że egoizm można przerobić na dobro, i to za pomocą określonych mechanizmów. Wielu liberałów wierzy bowiem, że system określonych bodźców ekonomicznych może w pełni sterować ludzkim zachowaniem. Jest to oczywiście związane z modelem homo oeconomicus oraz przynależnym mu modelem ludzkiej racjonalności. Na problem ten zwraca uwagę Ernst Friedrich Schumacher. W swojej książce „Małe jest piękne” cytuje Keynesa, którego słowa najlepiej opisują model kapitalistyczny. Oto one:

Jeszcze przez co najmniej sto lat będziemy musieli udawać przed samymi sobą i wszystkimi wokół, że uczciwość jest podła, a podłość uczciwa; ponieważ podłość popłaca, a uczciwość nie. Naszymi bogami muszą być jeszcze przez jakiś czas skąpstwo, lichwa i nieufność, ponieważ tylko one mogą nas wyprowadzić z mrocznego tunelu materialnych potrzeb.6

Sam Schumacher krytycznie odnosi się do tych słów, stwierdzając, że: Droga do nieba wybrukowana jest złymi chęciami.7 I dalej:

Z całą pewnością idea osobistego bogacenia się ma dla człowieka ogromną siłę przyciągania. W cytowanym już przeze mnie eseju Keynes radził nam, że nie czas jeszcze „powracać do jasnych i pewnych zasad religii oraz o tradycyjnych cnót, według których skąpstwo jest godne potępienia, lichwa grzechem, a miłość pieniądza czymś obrzydliwym”. Postęp gospodarczy – radził Keynes – jest możliwy tylko pod warunkiem, że wykorzystamy ten potężny motor ludzkiego działania, jakim jest egoizm. Ten sam, przed którym bronić nam się każe religia i tradycyjna moralność. Współczesna gospodarka napędzana jest obsesyjną zachłannością i rozpasaną zawiścią, które to cechy nie tylko nie są przypadkowe, ale przeciwnie, to one są źródłem naszego sukcesu. Pytanie tylko, jak długo mogą być tym źródłem i czy nie tkwi w nich czasem zalążek zagłady.8

Pytanie to jest jak najbardziej uzasadnione. Trudno nie przyznać racji Schumacherowi, że stwierdzenie nieuczciwość popłaca, a uczciwość nie, jest słuszne na krótką metę, a w dłuższej perspektywie okaże się fałszywe. Schumacher słusznie wskazuje na to, że jeśli kultywować będziemy takie ludzkie wady, jak chciwość i zawiść, to doprowadzimy nieuchronnie do upadku inteligencji. Człowiek powodowany chciwością czy zawiścią traci zdolność widzenia rzeczy takimi, jakie rzeczywiście są: nie widzi ich w pełnym kształcie i wymiarze.9 I dalej:

Uważam, że nie można budować pokoju na powszechnym dostatku w dzisiejszym znaczeniu tego słowa, jeśli ten dobrobyt – o ile w ogóle jest możliwy – osiągnąć można jedynie przez pielęgnowanie takich właściwości ludzkiej natury, jak zachłanność i zawiść, które przecież niszczą inteligencję, szczęście, spokój wewnętrzny, a więc całą łagodność człowieka. (…) Twierdzenie, że „nieuczciwość popłaca”, jest zaprzeczeniem mądrości. Nadzieja, że dążenie do dobra i cnoty możemy odłożyć do czasu, kiedy osiągniemy już stan powszechnego dobrobytu, że możemy zbudować podstawy pokoju, goniąc za dobrami doczesnymi, nie zawracając sobie jednocześnie głowy sprawami ducha i moralności, jest nadzieją nierealną, nienaukową i nielogiczną. W czasach, kiedy jeszcze nie odnosiliśmy takich sukcesów jak dziś, oddzielenie mądrości od ekonomii, nauki, technologii mogło nam jakość ujść na sucho. Dziś sprawy moralności, sprawy ducha przesuwają się na plan pierwszy.10

Podstawowym problemem czysto kapitalistycznego światopoglądu jest więc przekonanie, że etykę (inną niż utylitarystyczną) można zastąpić mechanizmami ekonomicznymi. Kwestia ta jest ściśle powiązana z charakterystycznym dla społeczeństwa konsumpcyjnego modelem socjalizacji, o którym już krótko wspominałam. Samodyscyplina, asceza, rozwój duchowy nie odgrywają w nim żadnej roli. Nie może to też dziwić. Jeśli się dokładnie przyjrzy temu, jak funkcjonuje współczesny kapitalizm, nietrudno będzie dostrzec, że tak zwany rozwój gospodarczy opiera się na celowym tworzeniu licznych wad charakteru, z postawami nałogowymi włącznie. Chciwość, materializm, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, hedonizm, rozrzutność i cała gama innych wad to podstawy „rozwoju” gospodarczego. To na nałogowcach zarabia się najwiekszą kasę. Idealny konsument to taki, który nie potrafi pohamować swoich popędów, czyli: erotoman, narkoman, alkoholik, palacz, żarłok, narcyz, wygodniś, i tak dalej. W końcu tak zwany rozwój gospodarczy sprowadza się do tworzenia kapitału oraz nowych możliwości konsumpcji. A co konkretny człowiek ma z tego? Mieszkaniec „cywilizowanego świata” będzie oczywiście prowadził dość wygodne i rozrywkowe życie, ale prędzej czy później nabawi się jednej z chorób cywilizacyjnych… Będzie to rak płuc albo wątroby, cukrzyca, miażdżyca, albo dotknie go zawał… (co jest znowu świetnym kąskiem dla przemysłu farmakologicznego albo dla handlarzy ludzkimi organami. Mieszkaniec świata mniej cywilizowanego natomiast nie umrze z głodu, jeśli sprzeda swoją nerkę).

Podsumowując tę część rozważań, należy stwierdzić, że kapitalizm prowadzi do zniszczenia etyki i do antagonizacji relacji międzyludzkich. Jednym z antidotów na taki stan rzeczy jest powolne zwiększanie się roli państwa w kształtowaniu tych relacji. Tam, gdzie mechanizmy będą zawodzić – a zawodzą na całej linii, o czym świadczy chociażby najświeższa afera solna – wkroczy państwo ze swoimi instytucjami kontrolnymi. I w ten oto sposób nakręcana jest spirala dialektycznego rozwoju nowoczesnego świata: niszczenie etyki prowadzi do zwiększenia roli państwa i powstawania mentalności legalistycznej, co jeszcze bardziej przyczynia się do osłabiania roli indywidualnego sumienia, co z kolei zwiększa rolę państwa. I tak dalej.

Na zakończnie podjętych w tym opracowaniu rozważań należy stwierdzić, że konserwatyści powinni podjąć wysiłek stworzenia własnego modelu ekonomicznego. Czasy lokalnych autarkii bezpowrotnie minęły: przy aktualnej ilości ludzi powrót do modelu przednowoczesnego prawdopodobnie nie jest możliwy. Dalszy rozwój kapitalizmu natomiast doprowadzi do stworzenia nowego typu człowieka, który dosłownie sam będzie produktem społeczeństwa konsumpcyjnego. W tym miejscu warto jeszcze raz zacytować Schumachera, który słusznie wskazuje na to, iż: Hołubienie naszych potrzeb i ich rozbudowywanie jest zaprzeczeniem mądrości. Jest również zaprzeczeniem wolności i pokoju. Każda nowa potrzeba zwiększa naszą należność od zewnętrznych sił, na które nie mamy wpływu. Rośnie w ten sposób nasz egzystencjalny lęk. Jedynie przez redukcję naszych potrzeb możemy złagodzić napięcia, które w końcu leżą u podstaw wszelkiej niezgody i wszelkiej walki.11 Konserwatyści powinni więc zastanowić się nad stosunkiem ekonomii do etyki i polityki, jak również pracować na rzecz przywrócenia klasycznych kategorii rozumu praktycznego i cnót etycznych. Bezkrytyczne przejmowanie ideologii nowoczesnego kapitalizmu przez konserwatystów natomiast jest niczym innym jak podcinaniem gałęzi, na której sami siedzą.

Magdalena Ziętek

  1. Hannah Arendt, Kondycja ludzka, Warszawa 2000, s. 34. 
  2. Marek Siemek, Hegel i filozofia, Warszawa 1998, s. 122, cytat w tekście: G.W.F. Hegel, Zasady filozofii prawa, Warszawa 1969, § 238, Uzupełnienie, s. 410. 
  3. Siemek, s. 136. 
  4. Siemek, s. 114. 
  5. Siemek, s. 141. 
  6. Ernst Schumacher, Małe jest piękne, Warszawa 1981, s. 35. 
  7. Schumacher, s. 36. 
  8. Schumacher, s. 42. 
  9. Schumacher, s. 43. 
  10. Schumacher, s. 44-45. 
  11. Schumacher, s. 45. 

http://www.dystrybucjonizm.pl/magdalena-zietek-konserwatyzm-a-kapitalizm/

Dodane przez - 02 maj 2012. w Publicystyka. Można śledzić odpowiedzi tego wpisu przez RSS 2.0. Można pozostawić odpowiedź do tego wpisu

Komentuj

Anti-Spam Quiz:

Polecane linki

Galeria fotografii

Zaloguj się | Opracowane przez G