Paweł Skrzydlewski : Ekonomia czy ekonomika ?
Problem, jaki stoi przed nami, w istocie rzeczy sprowadza się do pytania o to, jaką rolę winny pełnić w ludzkim życiu środki (dobra materialne), które człowiek wytarza, a przez które zarówno on sam, jak i jego życie może trwać i rozwijać się.1 Pytanie to warto postawić, szukając na nie filozoficznej odpowiedzi, z uwagi na szereg przemian, jakie dokonują się na naszych oczach w dziedzinie wytwórczości.2 Przemiany te symbolizuje swoista zmiana w kulturze Zachodu ekonomiki na ekonomię. Zmianom tym towarzyszy wiele istotnych transformacji w kulturze, w życiu rodzinnym, społecznym i państwowym, a nawet w wymiarze globalnym. Nade wszystko jednak przemiany te dotykają – i to przeważnie z negatywnym skutkiem – samego człowieka. Wymownym tego dowodem jest choćby dający się zaobserwować fakt istnienia w życiu społecznym tzw. cywilizacji śmierci.3Cywilizacja ta, promująca rzeczy kosztem osoby, technikę kosztem dobra moralnego, legalistycznie pojętą sprawiedliwość bez miłosierdzia, preferująca posiadanie kosztem ludzkiego bycia – wydaje się wszystko to czynić również na płaszczyźnie wytwórczości dóbr materialnych. Troska zatem o właściwe rozumienie i funkcjonowanie sfery ludzkiej wytwórczości dotyczącej dóbr materialnych – winna być odczytywana jako troska o samego człowieka. Szczególne zadanie w tej dziedzinie ma do spełnienia realistyczna filozofia, która posiadając właściwe sposoby rozpoznawania i wyjaśniania rzeczywistości – jest zdolna do dostarczenia współczesnemu człowiekowi integralnej wizji ludzkiego życia, w tym także życia związanego w wytwórczością dóbr materialnych, czyli środków do życia. Wizja ta jest dziś niezwykle ważna – z uwagi na szereg wypaczeń samego życia ekonomicznego – jak i z uwagi na fakt, że życie to coraz częściej bywa we współczesnej kulturze Zachodu ideologizowane przez różnorodne doktryny pozbawione prawdy o człowieku i świecie.
1. Zrozumieć działalność wytwórczą człowieka
Jak ukazuje to naturalne ludzkie doświadczenie, stanowiące podstawę dla realistycznego filozofowania – człowiek istnieje, rozwija się i działa we właściwych sobie kręgach życia społecznego.4 Będąc bytem spotencjalizowanym i zarazem bytem społecznym – wymaga nieustannego wsparcia i dopełniania. Wsparcie to i aktualizacja człowieka dokonuje się z jednej strony przez dobra ludzkiej kultury (ludzkie poznanie; obyczajowość i wychowanie; dzieła sztuk pięknych; religię), lecz także dzięki wytwarzanym przez człowieka środkom materialnym. Te ostatnie są koniecznym elementem, bez którego nie może trwać i rozwijać się człowiek. Nie oznacza to jednak, że pełnią one rolę naczelną i że sfera ludzkiej kultury duchowej ma zostać im podporządkowana. Wręcz przeciwnie – ludzkie naturalne doświadczenie ukazuje, że środki te są właśnie środkami, że w normalnym biegu życia pełnią rolę służebną w stosunku do kultury duchowej, a przez to i samego człowieka. Ich służebność w stosunku do człowieka w praktyce realizuje się w kontekście życia społecznego, na płaszczyźnie naturalnych kręgów – środowisk, które tworzy człowiek. Do kręgów tych zaliczyć należy: rodzinę wraz z gospodarstwem domowym; społeczność lokalną (gminę) oraz społeczność zorganizowaną we wspólnotę samowystarczalną, jaką jest państwo.5
Wspomniane kręgi ludzkiego życia nie są czymś dla człowieka przypadkowym, lecz stanowią naturalną i konieczną dla niego niszę, dzięki której dochodzi on do pełni swego życia.6 Ludzka wytwórczość dóbr materialnych przenika całe ludzkie życie społeczne, sam zaś fakt istnienia społeczności ludzkiej w jej różnorodnych formach jest warunkiem koniecznym wytwórczości i to nie tylko od strony technicznej. Wszak wytwórczość ludzka niezwykle rzadko – jeśli w ogóle kiedykolwiek – jest dziełem jednego człowieka, a jeśli nawet – to jest zawsze zapośredniczona przez cały kontekst przeszłej i obecnej kultury, jest skierowana do drugich ludzi. Wytwórczość środków do życia ma zatem charakter społeczny, podobnie jak ich użytkowanie – choć zawsze dokonuje się przez konkretnego człowieka, związana jest szeregiem międzyludzkich relacji.
Z perspektywy naturalnego ludzkiego doświadczenia rzeczywistości – dla człowieka kręgi życia (rodzina, społeczność – państwo) jawią się więc jako środki i przestrzenie, dzięki którym dokonuje się rozwój samego człowieka. Mają one swój cel – jest nim doskonałość człowieka jako istoty rozumnej i wolnej, jako bytu osobowego, obdarzonego godnością i suwerennością. Każdy ze wspomnianych kręgów życia na właściwy sobie sposób może doskonalić człowieka, ale doskonalenie to faktycznie może zachodzić wówczas, gdy w kręgach tych ugruntowana jest znajomość i afirmacja właściwego celu, gdy kręgi te faktycznie celowi temu są przyporządkowane.7
2. Zagrożenia na płaszczyźnie życia rodzinnego i społecznego
Niestety, współczesna kultura, dystansująca się od realistycznej filozofii, niejednokrotnie zainfekowana błędami antropologicznymi wydaje się zapominać o tym, że dobro człowieka, pojęte jako jego integralny rozwój do pełni życia osobowego, stanowi cel i zarazem kryterium działań społecznych i samych struktur społecznych.8 Dobro człowieka jest także miarą i kryterium w dziedzinie ludzkiej wytwórczości materialnych środków do życia.
Problem ten jest szczególnie widoczny na przykładzie szeroko pojętej dziedziny życia ekonomicznego, czyli dziedziny wytwarzania i użytkowania środków do życia. Sama praca ludzka, która niegdyś była postrzegana przede wszystkim jako działalność samego człowieka dla dobra człowieka, dzisiaj jest raczej pewnym procesem wytwórczym, w którym partycypuje człowiek, lecz już nie jako podmiot, lecz pewien czynnik niepodmiotowy, niesuweren- ny. Na gruncie tak pojętego procesu mówi się już nie o pracowniku – lecz o zasobach ludzkich i o kierowaniu nimi. Praca, przez którą i dzięki której powstają środki do życia, przestaje być mierzona doskonałością człowieka, jaką winna przynosić; miarą i zarazem celem pracy staje się korzyść, materialny zysk, który podporządkowuje sobie ostatecznie samego człowieka. Rodzi to poważne niebezpieczeństwo zinstrumentalizowania człowieka, a ostatecznie zniewolenia go. Jest bowiem faktem, że znaczącą większość swojego dojrzałego życia współczesny człowiek spędza w pracy – czasem jest to okres sięgający 40 lat! Jest też faktem, że do pracy tej przygotowuje go edukacja, niekiedy całkowicie zredukowana do „przyuczenia” do zawodu. Współcześnie utrwaliło się nawet przekonanie, że owoce dobrej edukacji rozpoznawane są po efektach, tj. po zarobkach, że należy się kształcić, bo wykształcenie jest kluczem do sukcesu finansowego.
Zarysowana wyżej „kultura pracy” oraz nierozerwalnie związana z nią nowożytna ekonomia przemieniają nie tylko wnętrze samego człowieka, lecz także jego rodzinę. Coraz częściej przestaje ona być wspólnotą osób zrodzoną ze wzajemnej miłości, opartej na fundamencie monogamicznego małżeństwa, a staje się związkiem kontraktowym, którego sens tkwi w zysku lub też przyjemności. W tak pojętej rodzinie nie ma już za wiele miejsca na wzajemną miłość – właściwą dla ludzi dojrzałych i normalnych – jest natomiast miejsce na konsumpcję i gromadzenie środków do życia oraz rozrywki. Rodzi się jednak pytanie – czy tak pojęta rodzina może wypełniać naturalne dla niej zadania w postaci formowania człowieka, czy jest faktycznie rodziną i formą życia na marę natury ludzkiej? Wydaje się, że nie.
Tymczasem klasyczna kultura europejska (cywilizacja łacińska), a także dokonane w niej filozoficzne analizy ukazują, że rodzina ludzka, mająca swój fundament w związku małżeńskim kobiety i mężczyzny, powstałym dobrowolnie za sprawą wzajemnej miłości – ma swój cel, a jest nim dobro człowieka tworzącego rodzinę (małżonków, dzieci, najbliższych).9 Do realizacji swego zadania musi ona jednakże posiadać właściwe środki, do których zaliczyć trzeba majątek oraz to, co on przynosi rodzinie. Z tej racji człowiek i jego rodzina wymaga sztuki, jaką jest ekonomika, dzięki której powstają nie tylko środki do życia, lecz także pojawia się w człowieku zdolność do dobrego ich używania. Efektem ekonomiki jest zatem dobry człowiek i piękne ludzkie życie, we wspólnocie domowej – w rodzinie.
Niestety, tak pojęta ekonomika została usunięta ze współczesnej kultury na rzecz tzw. ekonomii, umiejętności i wiedzy – dzięki której pomnaża się zysk przy jak najmniejszych nakładach. Praca w świetle zasad ekonomii to już nie działanie człowieka, lecz sposób na produkcję zysku (pomnażanie pieniądza), w której wprawdzie jeszcze uczestnicy człowiek, lecz już nie jako podmiot, którego dobro jest celem pracy i samej ekonomii. Zysk, jako skutek tak pojętej pracy, staje się ogniskową całej tworzonej w społeczności kultury; dobrobyt – bogactwo staje się racją zmian w strukturze społecznej. Zmiany te niejednokrotnie godzą w podstawy ludzkiej rodziny, która coraz częściej jest traktowana przez współczesną kulturę i jej teoretyków jako „ciało obce”. Ma ono zostać usunięte, przeszkadza bowiem w pomnażaniu zysku. I tak jak przed wiekami starożytni myśliciele postulowali w swych utopijnych projektach społeczność bez rodziny, tak zarówno nowożytni, jak i współcześni reformatorzy wieszczą koniec rodzinie. Przykładem tego mogą być tu choćby rozważania cywilizacyjne A. Tofflera, A. Kojeve’a czy F. Fukuyamy.10
Tymczasem realistyczna filozofia ukazuje zgoła odmienny porządek rzeczy, w którym człowiek jawi się jako podmiot rodziny i pracy, a zrazem cel, dla dobra którego istnieje rodzina i praca.11 Jednakże tak pojęta praca i rodzina może istnieć tylko tam, gdzie sama kultura ludzka – zwłaszcza w wymiarze społecznym – realizuje dobro człowieka. Dobro to trzeba rozpoznać, właściwie zinterpretować, a także wyjaśnić, czyniąc je dla człowieka atrakcyjnym i zrozumiałym. Niemałą rolę pełni tu filozofia (metafizyka człowieka i metafizyka ludzkiego działania – etyka), która obok religii i związanej z nią tradycji nieustannie na nowo wydaje się być powołaną do takiej właśnie działalności. To właśnie na gruncie filozofii doszło do wykrystalizowania się rozumienia działalności wytwórczej człowieka związanej z dostarczaniem środków do życia. Wytwórczość tę, jak i umiejętność korzystania z powstałych środków, wiązano z tzw. ekonomiką. Czym jednak była ekonomika i dlaczego zarówno człowiek, jak i jego rodzina, a także inne kręgi życia społecznego wymagają przede wszystkim ekonomiki, a nie ekonomii w wydaniu nowożytnym?
3. Z dziejów kształtowania się rozumienia ekonomiki
Termin ekonomika oraz zespół zagadnień oznaczany przez ten termin wyrasta z klasycznej kultury greckiej i sposobu życia człowieka w środowisku rodzinnym. Jedno z pierwszych użyć terminu ekonomika odnajdziemy u Ksenofonta z Aten (około 436-353 przed Chr.), ucznia Sokratesa, autora dzieła Ojkonimikos.12 W dziele tym, będącym w swej zasadniczej części dialogiem między Sokratesem a Kritobulosem, rozważane jest zagadnienie należytego, roztropnego kierowania gospodarstwem domowym na wsi. Gospodarowanie to ma według poczynionych w dialogu uwag przede wszystkim owocować dobrym i pięknym ludzkim życiem.
W świetle tego dialogu ekonomika jawi się jako stała sprawność i sztuka oparta na sofrozyne (zob. rozdział XXI Ojkonimikos), umożliwiająca należyte prowadzenie i urządzenie gospodarstwa domowego, połączonego z właściwym używaniem dóbr, jak i ze sprawnością ich zdobywania (wytwarzania).
Tak pojęta ekonomika była częścią kultury klasycznej starożytnej Grecji.13 Rozważania nad ekonomiką rozwinie i uwzględni Arystoteles w swych dziełach Polityka oraz Etyka Nikomachejska, a także w Ekonomice (ta ostania powszechnie nie jest uznawana za autentyczne dzieło samego Arystotelesa).14 Stanowisko Arystotelesa zostało powszechnie przyjęte i dominowało w kulturze aż do czasów renesansu, jednak ostatecznie zostało porzucone w czasach oświecenia na rzecz tzw. ekonomii.
Arystoteles zwrócił uwagę na to, że człowiek ze swej natury jest istotą społeczną, zrodzoną do życia z drugimi ludźmi, o wiele bardziej niż jakiekolwiek inne istoty.15 Naturalnym początkiem życia ludzkiego jest rodzina, na którą składają się rodzice (małżonkowie ojciec i matka), dzieci, majątek (ożywiony i nieożywiony, trwały i ruchomy).16 Rodziny tworzą wspólnoty gminne, gminy budują wspólnotę państwową. Rodzina jest także dla Arystotelesa kręgiem ludzkiego życia, gdzie człowiek najwięcej i najpełniej pożytkuje wytworzone środki do życia. Ekonomika, jako pewna trwała dyspozycja i zarazem wiedza, pozwala zdaniem Arystotelesa na takie urządzenie rodziny i takie jej funkcjonowanie, w którym człowiek może nie tylko żyć, ale żyje pięknie, na miarę swej natury.17 Z uwagi na to, że życie ludzkie staje się pięknym i dobrym przez obecność w nim cnoty (arete) – ekonomika uczy cnoty i wprowadza życie cnotliwe do domu, działań rodzinnych. Dobry i dojrzały człowiek, dobra rodzina i dobre państwo bardziej cenią ekonomikę niż owoce, które przynosi. Stąd należyte jej upowszechnianie i utwierdzenie winno być przedmiotem starań jednostek, samych domostw, gmin oraz państw.
Na gruncie polskim w początkach XVII w. klasyczne rozumienie ekonomiki rozpowszechniał i utwierdził Sebastian Petrycy z Pilzna, wybitny filozof, lekarz, komentator i tłumacz dzieł Arystotelesa.18 Podkreślił on nieantagoni styczny charakter klasycznej ekonomiki, jej uniwersalną wartość oraz doskonalącą rolę w życiu człowieka, rodziny, narodu i państwa. Związał jej rozumienie z cnotami roztropności, sprawiedliwości i umiarkowania, akcentując jednocześnie wychowawczą rolę ekonomiki – zwłaszcza dla młodzieży. Ekonomika, zdaniem Sebastiana Petrycego, ćwiczy w człowieku przede wszystkim to, co w nim najlepsze i najbardziej ludzkie – rozum, by był prawy i panował nad wszystkimi działaniami ludzkimi. „Na świecie tu póki żywiemy, potrzeba, abyśmy zawżdy sprawowali rozumem; żądze nasze chciwe i gniewliwe pod posłuszeństwo baczenia podbijali [...] a gdybyśmy tak nie czynili, bylibyśmy podobni bydłu nierozumnemu”.19 Polski uczony podkreślał, że wszyscy ludzie mają rozum i z tej racji wszyscy są sobie równi. Jego zdaniem, tak pojęta ekonomika, dopełniona moralnością i wiarą chrześcijańską, już nie potrzebuje niewolników lecz sług – ludzi, ofiarnych i solidnych pracowników, którzy już nie są „żywą własnością pana domu”, lecz ludźmi, z którymi należy się obchodzić należycie.20 Tym samym Sebastian Petrycy usuwa z ekonomiki znane od czasów starożytnych niewolnictwo. „Sługa urodzony ma być różny od bydlęcia u człowieka i pana bacznego. Bydłu nie zwykliśmy folgować w pracy, ale słudze urodzonemu folgować przystoi, dlatego iż nam podobnym człowiekiem jest, naszą naturę na sobie nosi, od jednego stworzyciela, co i my, jest stworzony”.21
A zatem w cywilizacji łacińskiej – zasadniczo pod wpływem nauczania Kościoła katolickiego – z dziedziny ludzkiej wytwórczości została usunięta instytucja niewolnictwa, bo przecież stoi ono w jawnej sprzeczności z godnością człowieka, jaką każdy jest obdarzony na mocy urodzenia się człowiekiem.
4. Nowa wizja człowieka źródłem nowożytnej ekonomii
Czasy nowożytne i współczesne przynoszą nową koncepcję człowieka i życia ludzkiego. Koncepcja ta zostanie przyjęta przez organizatorów wytwórczości środków do życia. W jej świetle dochodzi do porzucenia starożytnego i średniowiecznego modelu życia gospodarczego, prowadzącego do pełnej aktualizacji potencjalności ludzkich za sprawą różnorodnych dóbr (wewnętrznych i zewnętrznych), w tym osiągnięcia Dobra Nieskończonego i transcendentnego w stosunku do samego człowieka i świata. Tym samym w czasach nowożytnych i współczesnych zaczyna kształtować się nowy rodzaj działalności wytwórczej, której sensem jest nie tyle osiągnięcie celu życia ludzkiego – co życie dla środków do życia, połączone z ich posiadaniem, dysponowaniem, wytwarzaniem i zarządzaniem nimi. Dochodzi tym samym do porzucenia samego modelu życia ludzkiego, znanego od starożytności i średniowiecza, wraz z odrzuceniem starożytnej i średniowiecznej koncepcji ekonomiki. W miejsce ekonomiki wkracza ekonomia, bardzo często podbudowana myśleniem (koncepcjami) utopijnymi i ideologicznymi. W swej istocie jest ona technologią wytwarzania dóbr, środków do życia, zautonomizowaną w stosunku do natury samego człowieka i celu jego życia. Zarówno nowożytna ekonomia, jak i sfera działalności oznaczana przez ten termin została oderwana od moralnej (ludzkiej) doskonalącej roli, jaką odnajdziemy w starożytnej i średniowiecznej ekonomice. Działalność ekonomiczna, a także sama ekonomia nakierowana została na jak największe pomnażanie dóbr użytecznych (przy jednoczesnym jak najmniejszym zaangażowaniu środków służących do ich powstania). Celem ekonomii stał się zysk, bogactwo; miarą jej działań skuteczność. Sama ekonomia, głęboko przesiąknięta myśleniem utopijnym wraz z nauką, która od czasów renesansu zaczyna pełnić rolę technologii – ma za zadanie budowę swoistego „raju” na ziemi. Niekiedy tak pojętej działalności ekonomicznej przypisuje się cel w postaci zaspokajania potrzeb indywidualnych, rodzinnych, społecznych, państwowych – lecz potrzeby te są natury zasadniczo biologicznej, ich rozumienie kształtuje się w oparciu o utylitaryzm, hedonizm i materializm.
Narodziny nowożytnej i współczesnej ekonomii nierozerwalnie związane są nie tylko ze zmianami rozumienia człowieka, życia ludzkiego, lecz przede wszystkim z zapoznaniem samego życia rodzinnego i rozumienia tego, czym jest rodzina i życie rodzinne człowieka. Już Antoine de Montchretien w swej pracy z 1615 r. pt. Traite d’ economie politique akcentuje to, iż działalność ekonomiczna to przede wszystkim działalność państwa, a nie rodziny. Wielką rolę w przemianie ekonomiki na ekonomię odegrają myśliciele oświeceniowi, w tym J. J. Rousseau, który w 1755 r. opublikuje w piątym tomie Wielkiej Encyklopedii (Encyclopedie ou Dictionnaire raisonne des sciences, arts et metiers) artykuł O ekonomii politycznej. Nakreśli w nim nie tylko podstawowe tezy swej przyszłej pracy O umowie społecznej (Du contrat social ou principes du droit politique), która tak znacząco wpłynie na rozumienie spraw społecznych, państwowych i ekonomicznych w całej Europie, a potem w Ameryce Północnej, ale także zarysuje i wytoczy tory dla przyszłych działań ekonomicznych.22
Ich podmiotem staje się już nie człowiek i jego życie rodzinne, lecz państwo z silnym prawem, będącym wyrazem „woli powszechnej”, zmierzającej do dobrobytu. Z czasem także i państwo przestanie być podmiotem kierującym wytwórczością, a rolę czynnika kierowniczego przejmą wielkie konsorcja oraz zarządzający nimi „specjaliści”, którzy generują miejsca pracy oraz stymulują konsumpcję, kierowani zasadniczo chęcią pomnożenia zysku. Skutkiem takiego stanu rzeczy okazało się być nie tylko zniewolenie znacznej części społeczności, lecz także utrata suwerenności przez same państwa. Ucierpiało w tym także środowisko naturalne człowieka, poddane rabunkowej polityce i nieroztropnemu gospodarowaniu.
Szukając zasadniczych inspiracji dla przemiany ekonomiki w ekonomię, musimy wskazać na Adama Smitha i na jego dzieło Wealth of Nations z 1776 r. Dzieło to sprawi, że jego autor zostanie okrzyknięty „ojcem współczesnej ekonomii”. A. Smith w swej pracy poszukuje źródeł i przyczyn bogactwa narodów (państw), upatrując je w ekonomii nauki, która właśnie te źródła odkrywa i uczy, jak zasady bogacenia się wprowadzać w życie.
Przemianę ekonomiki w ekonomię wspiera szeroki nurt angielskiego utylitaryzmu, który w dobrach użytecznych widzi źródło i sens wszelkich innych dóbr (J. Bentham), wspiera nowożytny hedonizm i liberalizm oraz wiążący się z nim konsumpcjonizm. Także ideologie o charakterze kolektywistycznym podążają tą samą drogą, upatrując w bogaceniu się drogi samorealizacji społeczeństwa – człowieka (marksizm i jego mutacje). Praca w marksistowskim ujęciu jest przecież nie tylko drogą „samozbawienia się” człowieka, lecz także tym, co samego człowieka rodzi! Z uwagi zaś na to, że – jak się sądzi – „byt kształtuje świadomość” musi ona być pierwszoplanowym zadaniem człowieka, choć sam człowiek nie ma ani prawa, ani możności, w świetle kolektywizmu marksistowskiego, sprawować kontroli nad produkcją i konsumpcją środków do życia.
Bardzo wielu wpływowych myślicieli i działaczy społecznych – od czasów oświecenia do końca dwudziestego wieku (Condillac, J. Bentham, W. Petty, P. Boisguillebert, J. C. Simonde de Sismondi, J. R. McCulloch, R. Malthsa, J. B. Say, D. Ricardo, B. Frankin, J. S. Mili, K. Marks, W. Lenin, E. Bóhn von Baverk, F. Halsej, L. Walras, R. Owen, Ch. Babbage, F. W. Taylor, H. Emerson, L. Gantt, H. Fort, H. Fayd, A. Maslov, D. Mc Gregor, P. Drucker, L. E. von Mises, A. F. Hayek) – akcentuje to, że działalność ekonomiczna jest w pierwszym rzędzie dostarczaniem środków do życia i zaspokajaniem potrzeb. Dyscyplina, która wprost lub pośrednio traktuje o tej właśnie działalności, jest też różnie nazywana: ekonomią polityczną, ekonomią społeczną, ekonomią narodową, ekonomią państwową, nauką o gospodarce, nauką o gospodarstwie narodowym, teorią zarządzania, teorią zarządzania i organizacji. Każda z tych dyscyplin posługuje się sobie właściwą ideologią, w skład której może wchodzić doktryna ekonomiczna (fizjokratyzmu, merkantylizmu, mechanizmu rynkowego, równowagi gospodarczej, prawa popytu i podaży, centralnego planowania bądź też inne) regulująca to, co ma być wyprodukowane, wraz z podaniem tego, w jakich okolicznościach, dzięki czemu i ile, jakiej jakości i dla kogo, a także, jakie i komu przynosi to korzyści.
5. Klasyczna ekonomika oraz jej charakter i przedmiot
Nowożytna ekonomia, czyniąc za swój główny cel pomnażanie dobrobytu, zdecydowanie odcina się od ekonomiki klasycznej, która jako pewna dyscyplina przynależy do etyki i stawia sobie za cel nie tylko poznanie (prawdę), lecz także dobro człowieka. Jak ukazują to analizy starożytnych filozofów, przedmiotem ekonomiki z jednej strony jest zdobywanie środków do życia, ale także ich odpowiednie używanie, zapewniające godziwe (dostatnie, dobre moralnie i piękne) życie człowieka w rodzinie.
Już Ksenofont zauważył, że ekonomika jako sprawność i zarazem sztuka pozwala należycie zarządzać gospodarstwem domowym. Sztuka ta i umiejętność w pierwszym rzędzie przynależy do życia rodzinnego – do domu, na które składa się rodzina (domownicy) i majątek (ruchomy i nieruchomy; ożywiony i martwy, w tym także niewolnicy- słudzy, którzy są częścią majątku). Dzięki niej człowiek wolny (pan domu, głowa rodziny), a także jego żona, która współuczestniczy w gospodarowaniu, mogą rozkoszować się posiadanymi dobrami, czyniąc z nich należyty użytek. Ekonomika nie tylko ma przynieść pożytek – korzyść w postaci dóbr materialnych (choć bez tego ona nie istnieje), lecz przede wszystkim ma doskonalić tego, kto korzysta z wytworzonych dóbr.
Jak zauważa W. Jaeger, w starożytności zarząd gospodarstwa domowego nie miał charakteru despotycznego, nie był formą jakiejś tyranii, lecz swoistą paideią (uprawą, wykształceniem i wychowaniem, doskonaleniem) tego, kto kieruje gospodarstwem, jak i tych, którzy podlegają władzy kierowniczej.23 Sądzono bowiem, że dzięki ekonomice majątek staje się dobrem dla człowieka, same zaś posiadane rzeczy zasługują na miano prawdziwej własności, własności ludzkiej, która służy człowiekowi, a nie zawłaszcza człowieka wraz z jego życiem.
Dla starożytnych myślicieli sprawą oczywistą był fakt, że bez sztuki ekonomiki majątek jest tylko ciężarem i zagrożeniem dla tego, który go użytkuje.24 Dobre użytkowanie i zarządzanie gospodarstwem domowym nie tyle wiąże się z ciągłym jego pomnażaniem, lecz także z osiągnięciem stanu samowystarczalności, w której można dobrze żyć jako człowiek. Nadmiar dóbr – tak jak i ich brak – jest dla człowieka szkodliwy i uciążliwy. Podobnie rzecz się ma z rodziną i państwem – zarówno brak, jak i nadmiar powoduje szkodę.
Ekonomika zatem w pierwszej kolejności prowadzi do ubogacenia człowieka żyjącego w rodzinie, w gronie przyjaciół; pośrednim jej zadaniem jest powiększenie, zabezpieczanie i utrzymanie majątku. Świadectwem obecności ekonomiki jest należyty porządek w gospodarstwie, który umożliwia korzystanie z tego, co potrzebne. Porządek ten wypływa z natury i praw, jakie nią kierują. Zdaniem starożytnych myślicieli, bez ekonomiki nie tylko nie ma dobrego gospodarstwa, ale i nie ma rodziny, opartej na małżeństwie, w którym rodzi się nowy człowiek.25 Bez rodziny nie istnieje ani wspólnota społeczna (gmina), ani wspólnota państwowa.
Zdaniem Ksenofonta i Arystotelesa, zabieganie o obecność ekonomiki w gospodarstwie domowym winno również spoczywać na władzy państwowej i łączyć się z polityką. Bowiem bez dobrze urządzonego gospodarstwa nie ma ani siły militarnej państwa, ani jego dobrobytu, ani pięknego życia publicznego, ani sprawiedliwości, ani przyjaźni między obywatelami.
W starożytności żywiono przekonanie, że najpełniej ekonomika realizuje swój cel w gospodarstwie rolnym i pracy wolnego człowieka na roli (georgia) „dostarczając dóbr nieskończonych nie pozwala brać ich przy miękkości, ale przyzwyczaja wytrzymywać mrozy, zimy i skwary [...] pracujących ćwicząc siły im przyczynia, trzymając zaś dozór w gospodach umężnia”.26 Z takich właśnie ludzi, zaprawionych w działaniach gospodarskich, pochodzą najlepsi obywatele państwa, a dzięki ich pracy bogate jest samo państwo.
6. Starożytna koncepcja ekonomiki a problem niewolnictwa
Starożytna koncepcja ekonomiki – zdaniem jej twórców – wymagała odpowiednich narzędzi, do których zaliczano niewolników. Stąd też do zadań ekonomiki zaliczano także umiejętność kierowania niewolnikami. Niewolnik bowiem, będąc z natury człowiekiem niezdolnym do ludzkiego życia (życia wedle wskazań rozumu i życia dla celu ludzkiego życia), mógł jedynie pełnić rolę żywego narzędzia, którym kieruje istota rozumna. Uległość niewolnika wobec osoby posiadającej rozum była postrzegana nie tylko jako dobro samego niewolnika, lecz także dobro pana. Bez pana niewolnik stawał się zagrożeniem dla siebie i innych. Dlaczego? Bo nie był zdolny do używania rozumu. Używanie rozumu, a tym samym świadectwo pełni człowieczeństwa, dla starożytnych przejawiało się w tym, w jaki sposób człowiek umiał odróżnić dobro od zła, prawdę od fałszu, sprawiedliwość od niesprawiedliwości. W czasach starożytnych sądzono, że niestety w ludzkiej społeczności rodzi się pewna liczba ludzi, którzy pomimo sprzyjających okoliczności nie są zdolni do używania rozumu, z tej racji ich naturalnym miejscem jest służba człowiekowi rozumnemu oraz wytwórczość środków do życia. Nie oznacza to, że kierowanie niewolnikami musi opierać się na gwałcie i pogardzie w stosunku do nich. Starożytna ekonomika zalecała tu umiarkowanie i roztropność, które nie stoją w sprzeczności z naturą człowieka wolnego i naturą niewolnika.27 Dobro bowiem pana i niewolnika są zbieżne. Ten drugi, z racji braku możliwości używania rozumu (rozróżniania dobra od zła, prawdy od fałszu, a co za tym idzie, z racji niemożności posiadania cnoty i życia istotnie ludzkiego), nie jest w stanie sam sobą kierować (żyć po ludzku) i nie jest zdolny o własnych siłach funkcjonować dla celu życia ludzkiego, a jedynie może troszczyć się o środki do życia, sam ich na własność nie posiadając. Stąd też sądzono, że władza pana nad niewolnikiem jest czymś naturalnym i dobrym, pożytecznym dla wszystkich domowników, a nade wszystko dla samych niewolników, którzy podlegając prawidłom ekonomiki, kierowani rozumem swego pana – doskonalą się i spełniają na miarę swych możliwości.
Niewątpliwie starożytna koncepcja niewolnictwa – głosząca potrzebę całkowitej uległości niewolnika wobec pana – z perspektywy odkrytej prawdy o człowieku zasługuje za odrzucenie. Doświadczenie bowiem poucza, że ludzie, choć w stopniu niejednakowym, umieją rozpoznać prawdę i dobro, odróżnić sprawiedliwość od niesprawiedliwości.
7. Integralny charakter ekonomiki
W zakres klasycznej ekonomiki wchodziła także troska o należyte wychowanie potomstwa i dobre ułożenie relacji małżeńskich, co miało mieć fundament w trwałej przyjaźni i miłości wzajemnej.28 Dobry gospodarz, podobnie jak i dobry obywatel – to zdaniem Arystotelesa dobry człowiek, czyli ktoś obdarzony pełnią cnót i żyjący cnotliwie według prawego ludzkiego rozumu. Prawość ludzkiego rozumu była efektem pokierowania rozumu porządkiem rzeczywistości, była skutkiem ubogacenia rozumu prawdą świata i jego prawami. Arystoteles sądził, że gospodarz nie tylko umie zdobyć majątek, ale także umie go należycie strzec, utrzymując go we właściwym porządku, robiąc z niego właściwy (ludzki, rozumny i godziwy) użytek.29 Właściwy sposób użytkowania majątku sprowadza się do służenia człowiekowi w osiąganiu przez niego celu życia, a tym jest szczęście; formy zdobywania są różnorodne i zależne od wielu czynników; porządek zaś jest wyznaczony naturą i jej celem. Tym samym za Arystotelesem można zauważyć, że choć polityka i ekonomika mają wiele wspólnego, to jednak nie są tożsame ze sobą, gdyż ekonomika wyprzedza powstaniem swym politykę, bez ekonomiki bowiem nie sposób osiągnąć celu polityki, jakim jest szczęście wspólnoty obywatelskiej, państwa.30 Ekonomikę różni również od polityki to, że zna ona tylko jedną formę władzy, jaką jest monarchia, polityka zaś pozwala na wiele form ustrojowych.31
W praktyce – jak poucza o tym doświadczenie – gospodarowanie wiąże się z wieloma sprawnościami. Przede wszystkim wymaga dobrego obeznania z miejscem, rozumienia tego, co dane i co ma być zdziałane, co ma posłużyć w działaniu (rzetelnej wiedzy połączonej z rozumieniem i właściwą oceną). Wymaga ono także przyrodzonych uzdolnień, dyspozycji do kierowania, głębokiego przekonania do tego, co się czyni, a także pilności i prawości.32 Wszystko to zespolone razem pozwala wykształcić przyjazną człowiekowi niszę do jego rozwoju w postaci trwałego, zamożnego i przyjaznego ogniska domowego, pamiętając o tym, że nie może istnieć tak życie polityczne – jak i rodzinne – bez największego skarbu, jakim jest wzajemna miłość. Stąd dla Arystotelesa, jak i dla Ksenofonta „z natury pierwsze miejsce zajmuje rolnictwo (…) Rolnictwo stoi na pierwszym miejscu dlatego, że jest sprawiedliwe. Nic bowiem nie bierze od ludzi, ani za ich zgodą, jak handel i zajęcia zarobkowe, ani wbrew ich woli, jak to bywa na wojnie. Pozatym jest ono zgodne z naturą, bo jak wszystkie istoty z natury otrzymują swój pokarm od matki, tak i ludzie czerpią swe pożywienie z ziemi. Ponadto rolnictwo przyczynia się wielce do wyrobienia sprawności, bo nie wyniszcza ciała jak zajęcia rzemieślnicze, przeciwnie krzepi je tak, że rolnicy są zdolni znosić zmiany powietrza i wszystkie trudy, prócz tego wyrabia odwagę wobec niebezpieczeństw ze strony nieprzyjaciół [z zewnątrz], bo rolnicy mają posiadłości położone poza murami miejskimi”.33
Zdaniem Arystotelesa naturalna, właściwa człowiekowi jako człowiekowi realizacja dobra przyjmuje zakresy działań: indywidualnych (stąd mamy dział etyki zwanej etyką indywidualną), rodzinnych i domowych (stąd istnieje ekonomika), działań na płaszczyźnie wspólnoty państwowej, społecznej, obywatelskiej (stąd mamy politykę).34 Ekonomika jawi się więc jako dział etyki, który zarazem wyjaśnia (aspekt teoretyczny), dzięki czemu dochodzi do osiągnięcia dobra w gospodarstwie rodzinnym, czym tak naprawdę to dobro jest. Zadaniem ekonomiki jest także cel praktyczny, a mianowicie usprawnienie samego człowieka do osiągania należytego dobra (przyjemnego, godziwego i użytecznego) w życiu rodzinnym. Ekonomika zatem ma za zadanie prowadzić człowieka do życia istotnie ludzkiego, szczęśliwego w obszarze życia rodzinnego, tak aby ten nie tylko mógł żyć dostatnio, lecz by żył pięknie, realizując w swym życiu ideał kalokagathei. Jej zadanie nie sprowadza się do wytwarzania ani też zdobywania i używania dóbr materialnych w jakiejkolwiek formie, lecz do osiągania przez człowieka pełni życia, stosownie do okoliczności zewnętrznych i samej natury człowieka, przy użyciu posiadanych środków. Środki te właśnie przez to, że prowadzą skutecznie i godziwie człowieka do celu – mają dla niego wartość i znaczenie, natomiast oderwane od celu stają się ciężarem i zagrożeniem. Z tej też racji ekonomika przynależała do cnoty roztropności. Przedmiotem ekonomiki było i jest zatem wszystko, co do wspominanego celu prowadzi w zakresie życia rodzinnego, domowego, zapewniając jednocześnie człowiekowi żyjącemu w rodzinie autarkię, suwerenność wraz z samowystarczalnością, będącą synonimem ludzkiego życia wolnego.35
8. Św. Tomasz z Akwinu i jego koncepcja ekonomiki
Przy uwzględnieniu generalnych zmian w koncepcji samego człowieka i celu życia ludzkiego wraz z nową wizją rzeczywistości, podobne do Arystotelesowskiego rozumienie ekonomiki odnajdziemy również w średniowieczu (zwłaszcza u Św. Tomasza z Akwinu). Tomasz, podobnie jak Ksenofont i Arystoteles, zwiąże rozumienie ekonomiki z rozumieniem działania ludzkiego. Z tego tytułu ekonomika i rozważania wokół spraw domu, gospodarstwa domowego będą przynależały do filozofii moralnej (etyki), która rozważa porządek działań ludzkich ustanowiony właśnie przez człowieka w jego życiu rodzinnym, domowym.36
Ekonomika będzie więc traktowała o życiu ludzkim w rodzinie, gospodarstwie domowym. Jej zadanie widział w takim ukształtowaniu życia rodzinnego, by było ono dobre dla człowieka.37 Zamożność osiągana za sprawą ekonomiki nie jest celem głównym, lecz środkiem do godziwego życia ludzkiego. Ekonomika jako taka należy do wiedzy praktycznej, a zatem przyporządkowanej działaniu. Jej swoistość nie leży w sztuce zdobywania pieniędzy i majątku,38 choć sama wymaga i zawiera w sobie umiejętności potrzebne do skutecznego zdobywania środków do życia, używając ich i sprawując nad nimi władzę. Ekonomika jest raczej sztuką i sprawnością niż nauką, wiedzą, choć wiedzy wymaga i ją zakłada. Z tego tytułu, podkreśla św. Tomasz, ekonomika przynależy, obok polityki, do cnoty roztropności.39 Specyfiką ekonomiki jest to, że występuje jako jedna z postaci roztropności realizującej dobro człowieka w środowisku życia domowego rodzinnego, gdy tymczasem polityka wiedzie do realizacji dobra wspólnego na płaszczyźnie życia państwowego, sama zaś cnota roztropności służy jednostkowemu dobru człowieka (zob. STh II-II, q. 47, ar. 11). Polityka jednak z racji tego, że przyporządkowana jest realizacji dobra wspólnego w całej społeczności osób, z uwzględnieniem dobra poszczególnych jednostek – jest dla św. Tomasza sprawnością priorytetową, naczelną.40
Ten, kto sprawuje władzę w gospodarstwie domowym jest zarządcą i włodarzem nie tylko majątku, lecz i poniekąd ludzi stanowiących rodzinę.41 Trzeba tu jednak zaznaczyć, że podstawa zrzeszenia, jakim jest dom – rodzina – nie jest czysto biologiczna, lecz ma swe źródło w decyzji małżonków, którzy pragną ze sobą żyć nie tylko dla spłodzenia potomstwa i konieczności wzajemnej pomocy, lecz także z racji więzi przyjaźni, miłości. Właśnie w takiej wspólnocie ekonomika umożliwia życie dobre i samowystarczalne.42
Czy zatem w świetle przedstawionych powyżej rozważań współczesny człowiek winien odrzucić w całym wymiarze nowożytną ekonomię i nabudowaną na niej kulturę? Generalna odpowiedź brzmi nie, nie – o ile kultura ta może faktycznie służyć człowiekowi, o ile ekonomia współczesna szanuje to, czego uczy ekonomika.
Dramat współczesnej ekonomii polega na próbach uczynienia z niej dziedziny odseparowanej od naturalnego porządku ludzkiego życia, na jej takim funkcjonowaniu, które uwłacza naturalnej godności człowieka, na dyskryminowaniu przez ekonomię nie tylko właściwych międzyludzkich relacji, lecz także na niszczeniu naturalnego środowiska oraz ludzkiego życia. Nie chodzi tu zatem o to, aby tak jak to miało miejsce w starożytności i w średniowieczu, uczynić z rodziny i gospodarstwa domowego centralne miejsce produkcji i użytku środków do życia. Jest to niewykonalne i nierozsądne, co więcej, nie służy faktycznie człowiekowi, który przemieniając świat i siebie samego – nieustannie potrzebuje nowych sposobów życia i nowych środków, które będą go faktycznie rozwijały.
Współcześnie jawi się niezwykle silna potrzeba uporządkowania sfery ludzkiej wytwórczości, takiego uporządkowania, w którym człowiek, będąc podmiotem, będzie mógł bez szkody dla siebie oraz innych korzystać ze środków do życia, jakie wytworzył. Porządku tego nie da się uczynić bez prawdy o człowieku, bez jej afirmacji! Z tej też racji cała ludzka kultura potrzebuje poznania filozoficznego, przez które człowiek uzyskuje znajomość prawdy i jej rozumienie. Filozofia odsłania bowiem przed człowiekiem potrzebę nie tylko znajomości reguł wytwarzania środków do życia, lecz także potrzebę nieustannej edukacji w dziedzinie ekonomiki, bez której wszelkie środki do życia nie mogą stanowić prawdziwego dobra człowieka. Także teologia, jako nauka dopełniająca ludzkie poznanie Objawioną Prawdą, ma tu do spełnienia wielkie zadanie.
Niestety, przyjęta w czasach nowożytnych koncepcja ekonomii dystansuje się, a nawet zwalcza klasyczną ekonomikę i jej zalecenia. Dla wielu ludzi praca przestała być środkiem – stała się celem ludzkiego życia. Tym samym człowiek przestał pełnić rolę podmiotu, a sam stał się „dobrem użytecznym” na gruncie życia zbiorowego. Owoce pracy (zwłaszcza te wymierne, finansowe) przestają służyć celowi ludzkiego życia, bywają natomiast miarą człowieczeństwa i wartości osoby ludzkiej.
Można także bez trudu dostrzec, że wbrew oczekiwaniom nowożytnych twórców koncepcji ekonomii, ich teorie wprowadzane w życie nie tylko nie przynoszą zamierzonego skutku w postaci powszechnego dobrobytu i zaspokojenia potrzeb, lecz wręcz przeciwnie, pomnażają ubóstwo, rujnując państwa, społeczności narodowe, rodziny i samego człowieka, który już nie żyje pięknie dzięki posiadanym środkom, lecz pragnie środków, aby móc przeżyć. Dlatego należy się zdecydowanie przychylić do tezy, że nowożytna ekonomia, oderwana od moralnego (ludzkiego) charakteru, od ekonomiki – wytwarza niewolniczy sposób życia człowieka, gdyż to, co decyduje o byciu wolnym na płaszczyźnie działań publicznych jest nie tylko przez nią niecenione, lecz spychane na plan dalszy i na wiele sposobów dyskredytowane. Mowa tu o ukształtowanym, prawym rozumie człowieka, o wolnym czasie, w którym człowiek przybliża się do swego życia, o posiadanych środkach, majątku, który jest dysponowany i zarządzany przez człowieka, a także o rodzinie i przyjaciołach, wśród których człowiek żyje i wzrasta, używając środków do życia.
Economy or economics?
Summary
The author undertakes a philosophical problem of the role that should be performed in the human life by means (materiał goods), which are produced by the man, and by which all his life is able to last and develop itself. This phenomenon seems to be extremely important considering the chain of transformations that occur be- fore our eyes in the domain of production. All these events are sym- bolized by a specific exchange of the economics into the economy in the Western culture. Moreover, they are accompanied by many es- sential changes in the culture itself, in the life of family, society, and state, and even in the global dimension. But first of all, the transformations affect – mostly with negative results – the man himself. The fact of so called „civilization of the death” (present in the social life) is its significant expression. Therefore, the care for a proper un- derstanding and running of the sphere of human production of the materiał goods becomes indispensable. A particular task in this domain belongs to the realistic philosophy, which has at its disposal appropriate means to recognize and explain the reality, and is able to supply the contemporaiy man with an integral vision of the human life, including the life connected with producing the materiał goods, i.e. the means of living.
dr Paweł Skrzydlewski
Źródło: P. Skrzydlewski, Ekonomia czy ekonomika? w: Człowiek i państwo, red. P. Jaroszyński i in., Fundacja „Lubelska Szkoła Filozofii Chrześcijańskiej”, Lublin 2006, ss. 201-224. Opublikowano za zgodą Międzynarodowego Stowarzyszenia Étienne’a Gilsona.
za: http://www.dystrybucjonizm.pl/ekonomia-czy-ekonomika/


















