Odrzucić „Cywilizację Oświecenia”
Neokonserwatyzm – Wikipedia: „Nielicznymi nie-Żydami, zaliczonymi do grona neokonserwatystów (potocznie: neocons), są: (…)” – zdominował politykę Stanów Zjednoczonych i całego Zachodu po rozformowaniu Związku Radzieckiego i ustanowieniu tzw. świata jednobiegunowego w końcu XX wieku. Ale nie fakt hegemonii amerykańskiej przesądził o konflikcie neokonserwatystów z chrześcijańskim systemem wartości. Z artykułu Mozgola wynika bowiem również taka prawda, że istnieje pewna ciągłość pomiędzy filozofią i celami stawianymi sobie przez osiemnastowiecznych oświeceniowców walczących z feudalizmem, monarchiami, papiestwem i katolicyzmem (czyli z naszą starą cywilizacją), a dzisiejszą filozofią i celami stawianymi sobie (i nam!) m. in. przez neokonserwatystów amerykańskich. Nazywając budowaną przez nich nową (anty)cywilizację „cywilizacją Oświecenia” (choć wolno chyba o niej mówić w ślad za Janem Pawłem II: „cywilizacja śmierci”), Autor wskazuje na korzenie dzisiejszego zła w Ameryce i w Europie, którymi są utopijne ideały oświeceniowe krzewione i wprowadzane w życie (po jakże licznych trupach!) od dwustu kilkadziesięciu lat. Oświecenie, liberalizm, neokonserwatyzm – to jakby łańcuch przyczynowo-skutkowy zastępowania chrześcijańskiego świata przez „system demokratyczno-liberalny, opierający się na wartościach oświeceniowych”. Oświecenie w tym nowym systemie urosło jakby do rangi globalnej religii, posiadającej swoich świętych, męczenników i kapłanów, a także swoje święte księgi uniwersalnych, niepodważalnych i niemożliwych do odrzucenia „wartości”.
Pisze Mozgol: „Rzeczywistością zastaną i konserwowanym status quo, konstytuującym ideologię neokonserwatywną, jest cywilizacja Oświecenia ze wszystkimi jej koncepcjami filozoficznymi, które uformowały za oceanem gmach państwa i społeczeństwa amerykańskiego. Neokonserwatyści są świadomymi kontynuatorami i obrońcami tego oświeceniowego porządku. Publicysta „Commentary” Adam Wolfson stwierdził, że naród amerykański narodził się jako społeczeństwo demokratyczne, bez możliwości odwołania się do arystokratycznej tradycji, której wszak nigdy nie posiadał, zapominając o konsekwentnym i skutecznym eliminowaniu tej tradycji, najpierw przez zwolenników niepodległości, a później przez jankesów. Triumf Północy w czasie wojny secesyjnej de facto zniszczył za oceanem ostatnie wyspy idei arystokratycznej, odwołującej się do europejskiej spuścizny. Francis Fukuyama podkreśla, że neoconi świadomie odrzucają niemalże wszystkie elementy politycznego konserwatyzmu akceptowane w Europie – hierarchię, tradycję oraz pesymistyczne postrzeganie natury ludzkiej, będąc optymistami i idealistami wierzącymi w możliwość zmiany świata i uszczęśliwienia ludzkości.
Tradycjonalista James Kurth umieszcza neoconów w typowej dla Oświecenia opozycji do teologicznego porządku chrześcijańskiego: Od samego początku (…) neokonserwatyści postrzegali tradycję chrześcijańską jako obcą, a nawet groźną (…). Jedyną zachodnią tradycją, której neokonserwatyści rzeczywiście chcą bronić, jest Oświecenie (…). Chcieli i chcą narzucić je reszcie świata wraz z ustanowieniem swoistego amerykańskiego imperium (…). Nie jest to plan konserwatywny, lecz radykalny i rewolucyjny. Właściwie można powiedzieć, że zachodnia cywilizacja, mając takich przyjaciół jak neokonserwatyści, nie potrzebuje już wrogów. Na łamach „Commentary”, będącego wewnętrznym pismem neokonserwatystów, Dan Himmelfarb wyłuszczył nader prosto różnicę pomiędzy paleokonserwatystami a neoconami, nawiązując do myślicieli i spadkobierców Oświecenia: neokonserwatyści przynależą do tradycji liberalno-demokratycznej nowoczesności, tradycji Monteskiusza, Madisona i de Tocqueville’a, natomiast paleokonserwatyści są spadkobiercami chrześcijańskich i arystokratycznych wieków średnich, Augustyna, Akwinaty i Hookera.
Konserwatywni i katoliccy – tradycjonalistyczni przeciwnicy neoconów zwracają uwagę, że nie mają oni nic wspólnego z konserwatywną krytyką oświeceniowych pryncypiów, która charakteryzuje konserwatyzm, nazywając ich „neojakobinami”, wcieleniem mentalności antykonserwatywnej. Istotnie, społeczne pomysły Oświecenia takie jak zasada suwerenności ludu, trójpodział władz, konstytucjonalizm i demokratyzm, prawa człowieka, rozdział Kościoła od państwa – stanowią nigdy nie poddawany w wątpliwość fundament światopoglądu neokonserwatywnego. Oczywiście, założenie demokratycznej aktywności politycznej wymaga przyjęcia retoryki politycznej akceptowalnej dzisiaj przez masy, narzucającą pewne wymagania i autocenzurę, jednak analiza wypowiedzi neoconów pozwala na przyjęcie tezy o autentycznym poparciu dla demokracji jako formy sprawowania rządów przez neokonserwatystów.
Źródłem sytuowania się II fali neoconów na pozycjach konserwatywnych nie jest bynajmniej wierność tradycji, którą traktują jako „element informacyjny”, dotyczący wyznawanych w przeszłości wartości. Brigitte i Peter Berger ten wybiórczy stosunek do tradycji, pojmowanej jako ewolucyjne nagromadzenie zwyczajów, wyrazili na łamach „Commentary”: źródłem naszego konserwatyzmu nie jest wiara, lecz sceptycyzm. Nie istnieje na tej płaszczyźnie żaden punkt styczny pomiędzy tradycjonalizmem konserwatystów a neokonserwatyzmem. Ten drugi jest światopoglądem na wskroś postępowym, a przybierana w debacie konserwatywna retoryka podporządkowana jest nadrzędnemu celowi, jakim jest zabezpieczenie demokracji. Neokonserwatysta Arthur M. Schlesinger twierdzi, że demokracja liberalna jest wiarą tego środowiska.”
Na koniec zaś Autor pisze: „Neokonserwatyzm cechuje charakterystyczny dla lewicowego światopoglądu utopizm, wyrastający z filozoficznych wartości oświecenia i radykalnego demokratyzmu, które z całą bezwzględnością potępił Leon XIII w encyklice Immortale Dei i św. Pius X w liście dotyczącym błędów Sillonu Notre charge apostolique. Charakterystyczna dla liberalizmu wiara w człowieka, zdolnego do samodzielnego rozwiązania wszystkich problemów świata, wyrasta z amerykańskiego „optymizmu” wyśmiewanego przez Alexisa de Tocqueville’a, a zdefiniowanego przez Leona XIII jako herezja „amerykanizmu”. Liberalny światopogląd neokonserwatystów nie jest ratunkiem dla cywilizacji, w imię której Ameryka walczy z „osią zła” na świecie, ale koniem trojańskim w zdezorientowanych szeregach konserwatywnej prawicy, otwartej na przyjęcie potępionej przez Grzegorza XVI i Leona XIII fałszywej idei wolności (encykliki Mirari vos i Libertas). (…) Katolicki publicysta John Medaille, podsumowując neokonserwatywną wizję polityki społecznej i gospodarczej, stwierdził: To nie jest nowe i to nie jest konserwatywne. To konserwuje Oświecenie i XIX wieczne tezy liberalizmu.”
Cyt. za: http://www.bibula.com/?p=37611
Wydaje się, że dla nas, Polaków, współczesne amerykańskie dylematy tożsamościowe są tu najmniej istotne. Przecież my sami mamy poważny problem ze zrozumieniem własnej przeszłości i z wyciągnięciem z niej pożytecznych wniosków. Obracamy się ciągle w narzuconym nam jeszcze przez oświeceniowców zaklętym kręgu „postępowej” filozofii i równie „postępowej” historiografii. Zakodowane mamy od kilku pokoleń, że szlachecka i katolicka Pierwsza Rzeczpospolita, to był w XVIII wieku dziejowy anachronizm, nadający się w zasadzie do likwidacji, a w najlepszym razie do gruntownego zmodernizowania przez „postępowych” księży i masonów. Bohater pozytywny XVIII wieku? – oczywiście Kościuszko, bo to przecież był nie tylko generał polski, ale i generał Stanów Zjednoczonych (!), który walczył z monarchią brytyjską o amerykańską oświeceniową demokrację, a wróciwszy do Polski wzniecił „jedynie słuszne” antyrosyjskie powstanie. Nie ocaliło ono wprawdzie Rzeczypospolitej (tak jak i bitwa pod Dubienką nie ocaliła masońskiej Konstytucji 3 Maja), ale za to uratowało „wiekopomną” oświeceniową Rewolucję we Francji i wszystko to, co można nazwać jej owocem. A że „przy okazji” zdarzył się rozłożony w czasie upadek cywilizacji łacińskiej i warunkującego jej istnienie chrześcijańskiego społeczeństwa stanowego, to już, doprawdy, mniejsza o to… Skoro sam Thomas Jefferson powiedział o Kościuszce, że był najczystszym synem wolności, a Berek Joselewicz stwierdził, że Kościuszko był „posłańcem od Boga”, to już spokojnie można sobie pisać, że np. „Kościuszko walczył o prawa chłopów, Żydów, amerykańskich Indian, kobiet i wszystkich innych ofiar dyskryminacji. Był prawdziwym księciem tolerancji” (A. Storożyński). – A przecież tolerancja, jak podaje prof. L. Hass, wraz z braterstwem i humanitaryzmem, to w rozumieniu Konstytucji Wolnych Mularzy z 1723 r. (tzw. Konstytucji pastora Andersona) swego rodzaju słowo-wytrych rewolucji – to główna treść nowego oświeceniowego morale jednostki, które przez masonów „zostało postawione ponad lojalność wobec władzy państwowej” i w zdecydowanej opozycji wobec dotychczasowych „normujących całe życie człowieka zasad religijno-dogmatycznych”, czyli w opozycji do naszej łacińskiej cywilizacji…
Czy możemy się więc dziwić, że wychwalany dzisiaj pospołu przez media katolickie i laickie, „książę tolerancji” Kościuszko pisał: „Nie można mieć nadziei, że zmieni się ich [Księży] zachowanie, gdyż w ich podstawowym interesie leży mamienie ludu kłamstwami, strachem przed piekłem, dziwacznymi dogmatami oraz abstrakcyjnymi i niezrozumiałymi ideami teologicznymi. Księża będą zawsze wykorzystywać ignorancję i przesądy Ludu, posługiwać się (proszę w to nie wątpić) religią jako maską przykrywającą ich hipokryzję i niecne uczynki. Ale w końcu jaki jest tego rezultat: lud nie wierzy już w nic, jak np. we Francji, gdzie chłopi nie znają ani obyczajności, ani religii; są bardzo ciemni, chytrzy i niegodziwi. Widzieliśmy Rządy Despotyczne, które posługiwały się zasłoną religii w przekonaniu, że to będzie najmocniejsza podpora ich władzy, wyposażano więc Księży w największe możliwe bogactwa kosztem nędzy ludu, nadawano im najbardziej oburzające przywileje aż po miejsce u Tronu, jednym słowem, tak mnożono względy, dobra i bogactwa Duchownych, że połowa Narodu cierpiała i jęczała z biedy, podczas gdy oni, nie robiąc nic, opływali we wszelkie dostatki. Teraz, kiedy znane są zgubne skutki tego błędu, wydaje mi się, że nie ma lepszego sposobu niż pozwolić im upaść i upodlić się, a na koszt Rządu utworzyć szkoły dla Chłopów, w których będą oni mogli uczyć się moralności, rolnictwa, rzemiosła i kunsztu.” (fragment „memoriału wręczonego przez Tadeusza Kościuszkę w roku 1814 w Paryżu księciu Adamowi Czartoryskiemu”, opublikowanego w „Kwartalniku Historycznym”, R. LXXII, z. 4, 1965; zob. oryginał: sanguszko.republika.pl/kosciuszko.htm oraz tłumaczenie wraz z komentarzem Eugeniusza Humeniuka: racjonalista.pl/kk.php/s,5498). Humeniuk podpowiada: „Wyrażone w memoriale Kościuszki jego myśli na temat kościoła i duchowieństwa nie są dlań zasadniczo nowe. Idea tolerancji i równouprawnienia kultów religijnych stanowi podstawę wydanej 7 maja 1794 pod Połańcem odezwy do duchowieństwa polskiego, grecko-orientalnego, nieunickiego, tak zakonnego jak i świeckiego i innych dokumentów powstania (…) Myśli memoriału o wrogości kościoła wobec idei oświecenia, o zaborczych dążeniach duchowieństwa, o tym, że religia stanowi punkt oparcia dla niewolnictwa i tyranii, wreszcie pojęcie o Bogu jako praprzyczynie świata i religia uczucia — wszystko to, niewątpliwie, wiązało się z percepcją przez Tadeusza Kościuszkę idei deizmu, w szczególności tej jego odmiany, której pojawienie się związane jest z imieniem Jana Jakuba Rousseau. Są to myśli z rozdziału O religii mieszczańskiej w czwartej księdze znakomitego dzieła o umowie społecznej. Wiadomo, że Jan Jakub Rousseau był ulubionym pisarzem Tadeusza Kościuszki.” – I tak oto powróciliśmy do początku, do praprzyczyny obecnego nieładu, niezrozumienia historii i lansowania herezji „Oświecenia”.
Dzisiejsze przypomnienie tekstu „Katolik wobec neokonserwatyzmu” – w dwa lata po jego publikacji na łamach polskiego miesięcznika tradycjonalistów katolickich – jest, być może, dowodem na gwałtowne poszukiwanie przez zwolenników polityki prozachodniej (i oczywiście przez samych Amerykanów) jakiegoś wyjścia ze ślepego cywilizacyjnego zaułka, w który ich wpędziło tzw. Oświecenie i jego ideologiczna (a przede wszystkim praktyczna) spuścizna. Jednak owo mozolne i zniuansowane rozróżnianie „konserwatyzmów” rodzi również nadzieję, że nie chodzi tu tylko o dalsze poszukiwanie „socjalizmu z ludzką twarzą” (np. pod nazwą „konserwatywnego liberalizmu”) i o zaprezentowanie ludowi nowej wersji oświeceniowej mitologii do wierzenia, ale raczej o całkowite odcięcie się od kultu „postępowych reformatorów” i „szabel rewolucji”, i odrzucenie „cywilizacji Oświecenia” w imię powrotu do przyrodzonego Ładu Bożego na ziemi.
Czy to nastąpi? – zobaczymy.
G.G.


















