Fides et Ratio

śp. Ks. Tadeusz Kiersztyn

 

KAPŁAN przed plutonem egzekucyjnym:

Chciałbym pokrótce przedstawić dramat mego życia poświęconego  dziełu Intronizacji Jezusa Króla w naszym Narodzie. Od kilkunastu lat  władze duchowne zmuszały mnie, bym zaparł się Jezusa Króla i bym wraz z  narodem Izraelskim wybrał Barabasza, tak jak to uczyniły one na fali  soborowych przemian.Gdy sztandaru Jezusa Króla Polski mimo wszelkich  gróźb, kar i nacisków nie chciałem wypuścić z dłoni, postawiono mnie,  tak jak ongiś górników z „Wujka”, przed plutonem „egzekucyjnym”, którym  dowodził sam kard. Stanisław Dziwisz, i nie strzelano do mnie z broni  palnej, lecz popełniono na mnie mord moralny przy użyciu broni, znanej  dobrze siłom ciemności. Zanim opiszę te smutne wydarzenia, by były one  zrozumiałe, krótko przedstawię historię mego życia, umieszczając w niej  linki do najważniejszych dokumentów.Moja droga życia Nazywam się Tadeusz Kiersztyn i mam obecnie 62 lata. Do  zakonu jezuitów wstąpiłem w sierpniu 1971 roku. Studia z zakresu  duchowości ukończyłem w Rzymie w roku 1980. Rok wcześniej zostałem  wyświęcony również w Rzymie przez papieża Jana Pawła II. W zakonie  jezuitów pełniłem funkcje prefekta kleryków, a potem Krajowego Dyrektora  Apostolstwa Modlitwy i redaktora naczelnego „Posłańca Serca  Jezusowego”. Jednakże cały czas specjalizowałem się w formacji duchowej  świeckich. Rok 1996 był rokiem przełomowym w moim życiu, gdyż pod wpływem pism  Rozalii Celakówny Pan Bóg pozwolił mi przewartościować całą dotychczas  zdobytą wiedzę pod kątem Jego królewskiej godności. Dogłębnie  zrozumiałem, że to Bóg króluje nad narodami (Ps 47,9) i że On jest jedynym Władcą, Królem królów i Panem panujących (1Tm 6,15). Raduj  się ziemio opromieniona tak niezmiernym blaskiem, a oświecona jasnością  Króla Wieków, poczuj, że wolna jesteś od mroku, co świat okrywa (Exultet). W przeciągu dwóch miesięcy doprowadziłem do otwarcia procesu  kanonizacyjnego Rozalii Celakówny, apostołki Jezusa Króla Polski, na  terenie Archidiecezji Krakowskiej przez ks. kard. Franciszka  Macharskiego, co miało miejsce 5.11.1996 r. Od tej chwili „nasza Rózia”  otrzymała tytuł Służebnicy Bożej, a ja poświęciłem cały wolny czas, by z  jednej strony wspierać czynności procesowe, a z drugiej strony by  głosić Polsce misję Rozalii – wezwanie do ogłoszenia Pana Jezusa Królem  Polski przez władze kościelne i państwowe. W niecały miesiąc po otwarciu procesu S.B. Rozalii Celakówny ofiarowałem  Panu Jezusowi w Bazylice Serca Jezusa w Krakowie, wśród dość  dramatycznych okoliczności, wotum – złotą koronę. To wydarzenie  spowodowało, że ujawniły się ukryte dotąd w zakonie jezuitów i w Kurii  krakowskiej siły liberalne, niewiele mające wspólnego z Objawieniem i z  religią katolicką, wrogo nastawione do idei panowania Boga w naszym  Narodzie. Głównymi wtedy przeciwnikami Jezusa Króla Polski objawili się:  prowincjał jezuitów Prowincji Polski Południowej o. Adam Żak oraz  metropolita krakowski ks. kard. Franciszek Macharski, co skutkowało tym,  że na drodze zakazów i poprzez różnego rodzaju ostracyzmy próbowano  zniechęcić mnie do szerzenia posłannictwa Rozalii. Po dwóch latach  utarczek, gdy zorientowano się, że wyżej cenię obowiązek wiary niż  względy ludzkie, postanowiono mój problem rozwiązać definitywnie. W  czerwcu 1998 r. złożono mnie ze stanowiska Krajowego Dyrektora AM oraz z  redaktora naczelnego „PSJ”, a w trzy miesiące potem zażądano ode mnie,  bym opuścił Polskę na nieokreślony czas. W tym czasie jezuici opcji liberalnej czynili wszystko, by  zdyskredytować posłannictwo Rozalii, a zwłaszcza wszystkie działania  związane z Intronizacją Pana Jezusa na Króla Polski. Już w lutym 1998 r.  o. prowincjał Adam Żak podczas egzorty wygłoszonej do członków  wspólnoty jezuickiej na Przegorzałach w Krakowie stwierdził, że misją  Kościoła nie jest szerzenie Królestwa Bożego na ziemi, a tylko  działalność charytatywna. Ten nieporównywalnie heretycki pogląd, godzący  w samą istotę Ewangelii, uświadomił mi, jak dalece Towarzystwo Jezusowe  zatraciło ducha swego charyzmatu, a także jak groźne może to być dla  Kościoła. W tym czasie bowiem szeptano między jezuitami, że o. A. Żak  wraz z bp. T. Pieronkiem oraz bp. J. Życińskim przygotowywali razem  przemówienia papieskie przed kolejną podróżą do Polski Jana Pawła II. Rozwój wydarzeń, o których należałoby swoją drogą napisać obszerne  sprawozdanie, nie pozostawiał złudzeń, że z chwilą mego wyjazdu z Polski  zniszczony zostanie proces Rozalii oraz zniszczona zostanie założona  przeze mnie Fundacja Serca Jezusa – powód (łac. actor) w procesie kanonizacyjnym S.B. Rozalii Celakówny (dla wyjaśnienia dodam, że powód to „osoba” zajmująca się finansowaniem procesu oraz prowadzeniem Biura  Postulacji przez wskazanego przez siebie postulatora kanonicznie  zatwierdzonego). Zważywszy na głęboki kryzys wiary w zakonie jezuitów  oraz potrzebę wzięcia w obronę Fundacji Serca Jezusa – pełniącej rolę  powoda w procesie – i Biura Postulacji S.B. Rozalii Celakówny, moja  decyzja brzmiała: Jeśli zakon zmusza mnie do opuszczenia Polski, to wolę  opuścić zakon, by zostać w Polsce dla wyżej wymienionych racji. Moją  decyzję przedstawiłem w liście do prowincjała z dnia 30 września 1998: Powiadamiam, że przed Panem Bogiem i własnym sumieniem podjąłem  definitywną decyzję opuszczenia Towarzystwa Jezusowego. Wstąpiłem do  Towarzystwa Jezusowego z niezłomną wolą służenia w nim Chrystusowi i  bronienia Jego Królestwa na ziemi przed atakami szatana, działającego  przez ludzi mu uległych (por. ĆD, Medytacja o dwóch sztandarach). Przez  prawie 30 lat coraz bardziej przygniatała mnie świadomość, że  Towarzystwo Jezusowe zdradziło swe szczytne ideały, demonstrując w  obliczu współczesnych zagrożeń przerażającą pasywność lubw osobach  poszczególnych kapłanówjawnie spiskując przeciwko Chrystusowi i Jego  Królestwu. Rozwój wydarzeń z ostatnich miesięcy, dotyczących mojej osoby i mojej  działalności, przekonał mnie o beznadziejności co do dalszych prób  zrealizowania mego powołania na drodze, którą obecnie kroczy Towarzystwo  Jezusowe. Przy okazji z przykrością muszę stwierdzić, że poziom  moralny, jak również poziom świadomości teologicznej Ojca Prowincjała,  które ujawniły się zwłaszcza w prowadzonych ze mną rozmowach, były dla  mnie w najwyższym stopniu gorszące. Jestem głęboko przekonany, że  prowadzi Ojciec Prowincję sobie powierzoną do duchowego samozniszczenia,  szkodząc tym samym całemu Kościołowi. Biorąc to wszystko pod uwagę, dalsze przebywanie w Towarzystwie  Jezusowym niesie dla mnie nieuchronną groźbę zmarnowania życia i budzi  poważne obawy o zbawienie wieczne. Dlatego też, doświadczając wielkiej  udręki duchowej, którą powoduje powyższa świadomość, jak też psychicznej  niemożności dalszego wywiązania się ze ślubów zakonnych, złożonych  przeze mnie w dobrej wierze w Towarzystwie Jezusowym, ze swej strony w  sposób całkowicie wolny i świadomy z dniem dzisiejszym zrywam te więzy,  które łączą mnie z Zakonem poprzez śluby, równocześnie komunikując, że  rozpoczynam stosowne starania, by zerwanie tych więzów zostało także  uznane od strony formalnej przez kompetentną władzę kościelną. Dom Zakonny, w którym obecnie przebywam, opuszczę w terminie podanym mi  przez Ojca w liście z dnia 29 września 1998 r., tj. do dnia 8  października 1998 r. Zgodnie z zapowiedzią opuściłem zakon w październiku 1998  roku, przenosząc się do Wspólnoty św. Klaudiusza, jednostki prawnie  działającej w ramach Fundacji Serca Jezusa. Jednakże oficjalne  rozwiązanie więzów z zakonem według prawa mogło nastąpić wyłącznie na  drodze dymisji udzielonej mi przez zakon. Po rocznym oczekiwaniu dymisję  z zakonu otrzymałem w dniu 25 września 1999 r. Rozpocząłem wtedy  starania, by znaleźć przychylnego mi biskupa i tu objawiła się twarda  rzeczywistość: zbyt potężnych miałem wrogów, by moje poszukiwania  zostały uwieńczone sukcesem. Chcąc uratować mą godność bezlitośnie szarganą przez dawnych współbraci,  ujawniłem powody mego odejścia z Towarzystwa Jezusowego listem otwartym  Do Jezuitów.  Natomiast, by uratować me kapłaństwo, musiałem uciec się do  niezamierzonego zresztą fortelu. W 2000 roku zwróciłem się do ks. kard.  Macharskiego z pisemną prośbą o zezwolenie mi na wykonywanie święceń na rzecz Wspólnoty św.  Klaudiusza. Ponieważ na mój list nie otrzymałem odpowiedzi od ks.  Kardynała, pozwoliło mi to uchwycić się prawa do wykonywania czynności  kapłańskich w oparciu o pozwolenie domniemane (zdjęcie 1, zdjęcie 2).  Dla wyjaśnienia dodam, że „Kodeks Prawa Kanonicznego” zostawia w tym  względzie dość szeroki margines, dzięki któremu mogłem rościć sobie  prawo do wykonywania święceń (kan. 269, 693, 701, 1335). Jedynie  suspensa (dekret zakazujący wykonywania święceń) udzielona mi w formie  deklaratywnej przez kompetentną władzę kościelną mogła pozbawić mnie  nabytego w powyższy sposób prawa do wykonywania święceń na rzecz  Wspólnoty św. Klaudiusza. Suspensy nigdy nie otrzymałem. Jednakże Kuria  krakowska i jezuici z Krakowa robili wszystko, by zmusić mnie do  zaprzestania posługi kapłańskiej, co praktycznie pozbawiłoby mnie  możliwości szerzenia misji Rozalii.Skazani na unicestwienie Zaczęło się na początku roku 1999 od haniebnego ataku (zdjęcie 1, zdjęcie 2, zdjęcie 3, zdjęcie 4/1, zdjęcie 4/2)  bpa Kazimierza Nycza na Fundację Serca Jezusa, co zarazem uderzało w  proces Rozalii (pamiętajmy, że Fundacja była powodem w procesie) oraz  miało na celu pozbawienie mnie jakiegokolwiek oparcia i możliwości  działania. Metoda Kurii krakowskiej polegała na tym, by na pierwszym  etapie działań w tej sprawie stworzyć pozory własnej bezstronności. Stąd  nagle pojawiła się jakaś grupa osób świeckich, na interwencję której  Kuria musiała zająć się sprawą Domu Rekolekcyjnego Fundacji. Wyjaśnienia Fundacji na chwilę ostudziły niszczycielskie zapędy bpa K.  Nycza – jak sądzę, będącego jedynie wykonawcą poleceń ks. kard. F.  Macharskiego. Jednakże racje wyższe, domagające się zniszczenia Fundacji  musiały wziąć górę nad zdrowym rozsądkiem, bo po pięciu miesiącach  milczenia bp K. Nycz wydał niezwykle przewrotny komunikat. Z jednej  strony rzucał on tyle niejasny, co głęboki oszczerczy cień na Fundację, a  z drugiej strony izolował ją od kapłanów i wiernych pod płaszczykiem  troski o dobro (a jakże) dzieci. Drugi etap działań w tej sprawie polegał na tym, by komunikat dotarł do  możliwie jak największej ilości ludzi. Opublikowano go w Biuletynie diecezjalnym, a  następnie zadbano, by za pośrednictwem głównie ludzi świeckich dotarł  on do najdalszych ośrodków i osób utrzymujących od lat łączność z  Fundacją. Przypuszczam, że zasadniczy wpływ na te działania Kurii  krakowskiej mieli jezuici, gdyż jeszcze w 2006 roku, po upływie 6 lat,  o. Tadeusz Chromik rozsyłał nadal komunikat po całej Polsce osobom  świeckim. Dla wyjaśnienia dodam, że komunikat „omijał” moją osobę, gdyż  wtedy jeszcze formalnie należałem do Towarzystwa Jezusowego i nie było  podstaw prawnych do bezpośredniego ataku na mnie, lecz pośrednio,  ponieważ zamieszkałem w w/w Domu Fundacji, był przede wszystkim  bezlitosnym ciosem we mnie. Przy okazji składam hołd osobom, które wtedy  zarządzały Fundacją i prowadziły Dom Rekolekcyjny, bo cierpienie mi  zadane z taką samą mocą spadło i na nie. Oprócz ogromu poniesionych przeze mnie i przez Fundację upokorzeń ten  atak nie przyniósł oczekiwanego skutku. Niemniej kampanię oszczerstw i  pomówień, zarówno jezuici, jak i Kuria krakowska, kontynuowali w latach  następnych. Nie ustawali w zniesławianiu mnie, udzielając fałszywych  informacji, że zniszczyłem Apostolstwo Modlitwy, że porzuciłem  kapłaństwo, że jestem suspendowany (przodował w tym kolejny jezuicki  prowincjał o. Krzysztof Dyrek, rektor Bazyliki Serca Jezusa, o.  Kazimierz Trojan, o. Tadeusz Loska i kilku innych jezuitów) lub że  zostałem wyrzucony z zakonu i że nie mam prawa wykonywania święceń  (przodowała w tym Kuria krakowska). Ponadto powyższe instytucje wbrew  prawu i oczywistym faktom zniesławiały nadzorowane przez Fundację Serca  Jezusa Biuro Postulacji S.B. Rozalii Celakówny twierdząc, że takowe nie  istnieje, a jeśli działa, to nielegalnie. Z tego powodu zabroniono w Posłańcu Serca Jezusowego umieszczać adres Biura Postulacji, a wkrótce potem całkowicie usunięto z niego rubrykę poświęconą Rozalii. Należałoby postawić pytanie, skąd u powyższych osób brał się ten zapał w  niszczeniu Fundacji, Biura Postulacji i mnie” Według mego wieloletniego  rozumienia całości wydarzeń odpowiedź jest jedna: to paniczny lęk i bunt wobec misji, która jest złączona z postacią Rozalii Celakówny,  wyzwalały u nich tę skrajną determinację, którą można zrozumieć tylko w  kontekście działań królestwa ciemności. Chodzi przecież o rzecz  zasadniczą – jaki duch przejmie władzę nad światem! Jak dalece Kuria krakowska podległa ks. kard. Franciszkowi Macharskiemu oraz jak dalece jezuici krakowscy sprzymierzyli się w zniszczeniu misji Rozalii, zmierzającej do poddania Polski pod władzę Jezusa Króla, świadczą takie działania, jak: -   Stanowczy opór ze strony jezuitów i Kurii krakowskiej wobec projektu  złożenia wotum – złotej korony – w Bazylice Serca Jezusa w Krakowie; -   Nie dopuszczenie do wystawienia sarkofagu S.B. Rozalii Celakówny w Bazylice Serca Jezusa w Krakowie i do ekshumacji jej doczesnych  szczątków z Cmentarza Rakowickiego, mimo poczynionych wszystkich  wcześniejszych umów, uzgodnień prawnych i zezwoleń konserwatorskich. Ten  akt wrogości powyższych władz wymaga odrębnego opracowania; -   Systematyczne zwalczanie, oczernianie i pomawianie mojej osoby,  zwłaszcza przez jezuitów. Jest to o tyle niezwykłe, że co roku paru  jezuitów opuszcza zakon lub przebywa poza nim nielegalnie i nigdy się  nie zdarzyło, by reszta jezuitów się nimi „interesowała” w ten sposób.  Zatem powód tych prześladowczych działań musiał mieć jakieś ukryte tło -  jak sądzę, wrogość wobec Jezusa Króla Polski; -   Odmawianie przez 7 lat przez Metropolitę Krakowskiego podpisania  gotowych dokumentów i zamknięcia procesu Rozalii na etapie diecezjalnym; -   Bestialskie zniszczenie przez Kurię krakowską w roku 2001  zachowanego w dobrym stanie domu rodzinnego S.B. Rozalii Celakówny, tej  najcenniejszej pamiątki – swoistej relikwii po niej – dla Kościoła  powszechnego. Podstawowe informacje odnośnie do tej sprawy znajdziesz w  dziale proces kanonizacyjnydom rodzinny Rozalii,  a całość czeka na bardziej szczegółowe opracowanie. Dodam tu tylko, że w  tamtym czasie wydawało się, że zarówno mój los, jak i los Fundacji i  Biura Postulacji jest już przesądzony i że wszyscy znikniemy razem z  domem rodzinnym Rozalii po cichu i bez śladu, co ośmielało do podjęcia  barbarzyńskiego działania. Stało się jednak inaczej.Między tymi faktami,  a faktem otwarcia procesu Rozalii przez ks. kard. Franciszka  Macharskiego wydaje się, że zachodzi sprzeczność, bo przecież otwarcie  procesu świadczy o czymś innym. Niestety tak wydawać się może jedynie  osobom nie znającym okoliczności otwarcia procesu Rozalii. Wyjaśnienie  tej pozornej sprzeczności jest proste: od śmierci Rozalii minęło 50 lat,  a od starań wyniesienia jej na ołtarze podejmowanych przez ks.  Dobrzyckiego ponad 20 lat. Gdy w 1996 roku podjąłem starania o otwarcie  procesu, ks. Kardynał miał dość mgliste wyobrażenie o Rozalii,  pamiętając tylko, że swe życie poświęciła wenerycznie chorym. Ani on,  ani nikt z biskupów decydujących o otwarciu procesu, nie znał jej  posłannictwa. Z kolei przy prezentowaniu przyszłej kandydatki na ołtarze  Biskupom Polskim wymaga się tylko ukazania heroiczności jej cnót, wiary  i życia. Dlatego o misji Rozalii przed otwarciem procesu nikt nie  wspomniał. Gdy po otwarciu procesu ujawniła się jej misja, wywołało to  ogromny niepokój w Kurii krakowskiej i chęć wycofania się z tej, dla  nich błędnej, decyzji.Działalność na rzecz Intronizacji Od 2003 r. na wielką skalę zacząłem szerzyć w Polsce  misję Rozalii – Intronizację Jezusa Króla Polski. Ukazała się moja  książka Ostatnia walka o Bogu Królu w dziejach świata i o Jego  przeciwniku Lucyferze. Książka zyskała bardzo przychylne opinie ks.  prof. Czesława Bartnika oraz abpa Stanisława Wielgusa i cieszy się do  dziś powodzeniem. Opracowaliśmy „Siedmiodniowe nabożeństwo  intronizacyjne” oraz została wykonana i seryjnie powielana figurka  Jezusa Króla Polski. To wszystko sprawiło, że dzieło Intronizacji Jezusa  na Króla Polski zaczęło rozwijać się żywiołowo. Początkowo największym zagrożeniem dla szerzonego przez nas posłannictwa  Rozalii było wypaczanie jego istoty przez tzw. Wspólnoty dla  Intronizacji Najświętszego Serca. One to w osobach swych liderów: p. Ewy  Nosiadek, p. Stanisława Leniartka, o. Henryka Klimaja, o. Jana Mikruta  często w sposób naiwny i fanatyczny zastępowały Intronizację Osoby  Chrystusa Króla Intronizacją Jego Serca. W ten sposób postać Jezusa  Króla przysłaniały Jego Sercem, w efekcie sadowiąc na tronie nie Osobę, a  tylko jeden z Jej organów, choć godny największego uwielbienia, to  jednak nie wyrażający majestatu, wszechwładzy i osobowej godności  Boskiego Króla. By zobrazować dramat tej pomyłki, ucieknę się do obrazu  zaślubin: Proszę sobie wyobrazić sytuację, że pan młody pragnie zawrzeć  związek małżeński nie z osobą, lecz z sercem swej narzeczonej. Czy byłby  możliwy taki związek małżeński” Tak samo niemożliwa jest Intronizacja  Serca – postawienie Serca w miejsce Osoby Króla. W trosce o czystość kultu Jezusa Króla, a także, by nie utożsamiano  działalności Biura Postulacji z działaniami osób niekompetentnych,  postanowiliśmy zwrócić się w tej kwestii do kard. Franciszka  Macharskiego listem z dnia 04.09.2004 r. Ku naszemu zaskoczeniu zdarzyło się, że odpisał na list do niego skierowany: Jednakże już następna próba porozumienia się w sprawie Intronizacji z  księdzem Kardynałem okazała się być nieudana. Poprosiliśmy o udzielenie  imprimatur na „Siedmiodniowe nabożeństwo intronizacyjne” i choć opinia  cenzora była pozytywna, to jednak imprimatur nie dano argumentując, że książka  zawiera nabożeństwo intronizacyjne wg pism Służebnicy Bożej Rozalii  Celakówny w sytuacji, gdy nie został jeszcze zakończony proces  beatyfikacyjny. Na tym skończyła się ta lekka odwilż i nastąpiła dalsza twarda walka o uznanie Jezusa Królem Polski. Rozchodziły się materiały intronizacyjne i sprawa posłannictwa Rozalii  stawała się coraz bardziej znana. Lecz równocześnie coraz więcej księży  biskupów oraz księży o orientacji liberalnej lub wprost promasońskiej  poczęło atakować dzieło Intronizacji Jezusa na Króla Polski.  Najskuteczniejszym zaś sposobem jego zwalczania było zajadłe oczernianie  mnie i współdziałających ze mną podmiotów. W tej walce z Jezusem Królem  nadal przodowali jezuici i Kuria krakowska. Niektórzy jezuici jak na  przykład: o. Stanisław Łucarz, o. Ryszard Machnik, o. Marek Wójtowicz  pisali artykuły o tym, że Pan Jezus pragnie tylko korony cierniowej, że  jest sługą pokornym człowieka i ani myśli nad nim panować. Po Polsce  rozesłano misjonarzy, którzy pod kierunkiem o. S. Móla SJ podczas  rekolekcji misji parafialnych „wylewali” kubły pomyj na mnie i na  prowadzoną przeze mnie działalność intronizacyjną. Inni jezuici, jak na  przykład o. Krzysztof Dyrek, o. Tadeusz Chromik, o. Tadeusz Loska, swymi  informacjami zasiewali nieufność wobec misji Rozalii i mojej osoby, a  poszukujących prawdy lub sensacji odsyłali do Kurii krakowskiej. Ta z  kolei potwierdzała wcześniejsze dezinformacje dotyczące mnie i Biura  Postulacji. Ze smutkiem obserwowałem, jak złote ziarno prawdy o królowaniu Jezusa  nad naszym Narodem, posiane nieraz w najdalszych częściach Polski, było  szybko odnajdywane przez kruki ciemności i niszczone. Ludzie zapalali  się do Intronizacji Jezusa na Króla Polski, ale zmrożeni informacjami o „Szczyglicach”, płynącymi z najbardziej autorytatywnych źródeł często  zamieniali swój zapał do Intronizacji na żądzę zniszczenia mego imienia i  wszystkiego tego, co z nim się łączyło – przede wszystkim moich  publikacji o Jezusie Królu Polski. Eskalacja działań zniesławiających  mnie była tak wielka, że postanowiłem szukać obrony u Episkopatu Polski.  Do prawie wszystkich biskupów wysłałem list z prośbą o pomoc, dołączając do niego dokumenty obrazujące moją  sytuację oraz metody niszczenia mnie. Jednakże pasterze byli zbyt zajęci  swoimi sprawami, by zawracać sobie głowę tym małym epizodem w życiu  Kościoła w Polsce. Owszem z Sekretariatu Episkopatu Polski otrzymałem odpowiedź, w której zawarte są słowa współczucia, ale która do sprawy nic nie wniosła.Objawiona nienawiść do Jezusa Króla Polski Zmiana na stanowisku metropolity krakowskiego budziła we  mnie nadzieję. Nowy Arcybiskup Krakowa, okryty sławą po zmarłym Janie  Pawle II, zasiadając na swym tronie w Katedrze wawelskiej może uzna  prawa Pana Jezusa do korony Polski” Początki nowych rządów metropolią  krakowską były dość obiecujące. Przede wszystkim nastąpiła wymiana  urzędników na najważniejszych stanowiskach w Kurii, a ksiądz Kardynał  czynił wrażenie człowieka otwartego i życzliwego. Poczynając od 2005 roku, udawały się do księdza kard. Stanisława  Dziwisza delegacje w mojej sprawie i w sprawie zamknięcia procesu. W  czasie tych spotkań nigdy nie padły z jego strony nieżyczliwe słowa,  lecz tematu też nigdy nie podjął, ograniczając się do grzecznościowych  gestów. Odczekawszy nieco aż po ingresie przeminie pierwszy natłok  wydarzeń, udałem się 5.11.2005 r. do ks. abpa Stanisława Dziwisza na  rozmowę, by przedstawić mu prośbę o kanoniczne uregulowanie mej  sytuacji. Prośbę tę przedstawiłem również na piśmie,  do którego dołączyłem szereg dokumentów obrazujących moje dotychczasowe  starania i źródło dotychczasowych moich trudności. Otrzymałem ustne  zapewnienie od ks. abpa S. Dziwisza, że odpowiedź w mej sprawie dostanę  na piśmie. Gdy czas oczekiwania na nią przedłużał się, rozpocząłem  starania o powtórne z nim spotkanie. Ks. Sekretarz indagowany dwukrotnie  przeze mnie w lutym i w kwietniu 2006 roku za każdym razem polecał mi  nadal czekać. Jednakże czas mierzony wydarzeniami intronizacyjnymi biegł o wiele  szybciej i nie pozwalał mi na bezczynność. Angażując się w te  wydarzenia, coraz bardziej narażałem się środowiskom wrogim Jezusowi  Królowi Polski. Na przełomie kwietnia i maja 2006 roku odbyła się „burzliwa” dziewięciodniowa adoracja w Katedrze wawelskiej, uwieńczona  Aktem intronizacyjnym Jezusa Króla Polski. Mnożyły się pielgrzymki  intronizacyjne i różne akcje promujące Intronizację. Coraz częściej  zapraszano mnie do różnych ośrodków w Polsce z prelekcjami na temat  Intronizacji Jezusa Króla Polski, w tym dwukrotnie do Warszawy na  spotkanie z parlamentarzystami. Podczas tych spotkań przekazywałem Boże  wezwanie do uznania Pana Jezusa Królem Polski, co według objawień  udzielonych Rozalii ma być warunkiem ocalenia naszego narodowego bytu.  Po tych spotkaniach docierały do mnie różne odgłosy, bądź przychylności,  bądź wrogości. Zdawałem sobie sprawę, że narastająca w Polsce fala  żądań Intronizacji Jezusa na Króla Polski zmusza poszczególne osoby i  całe środowiska, nie wyłączając ludzi Kościoła, do opowiedzenia się po  którejś ze stron. Niestety z Kurii krakowskiej zaczęła sączyć się w mym  kierunku narastająca wrogość. Na domiar złego okazało się, że najbliższy  przyjaciel o. A. Żaka, który teraz piastuje w Rzymie jedno z  najwyższych stanowisk w Towarzystwie Jezusowym, człowiek najbardziej  wpływowy z krakowskich jezuitów, o. Bogusław Steczek, był mocno związany  poprzez Rzym z obecnym Metropolitą, co nic dobrego nie wróżyło moim  staraniom. Ponadto kwestia Intronizacji pod koniec roku 2006 osiągnęła w Polsce  stan wrzenia, gdy media ujawniły treść projektu poselskiej uchwały o  nadanie Panu Jezusowi tytułu: Jezus Król Polski. Siły wrogie tej  inicjatywie, odrzucające Jezusa Króla Polski, obecne także pośród  hierarchii przystąpiły wprost do furialnego ataku na propagatorów i  zwolenników Intronizacji. Zdawałem sobie sprawę, że siłą rzeczy znajdę  się w samym centrum zmagań i represji, ale nie przypuszczałem, że okażą  się one tak brutalne. Dotychczas architekci obrony Polski przed Jezusem Królem pośród  kościelnej hierarchii starali się ukryć swą postawę przed Narodem albo  milcząc, albo udzielając wymijających odpowiedzi. Jednakże zostali  zmuszeni do ujawnienia swych przekonań, gdy posłowie projektodawcy  uchwały, nadającej Panu Jezusowi tytuł: Jezus Król Polski, zwrócili się z  pisemną prośbą do Episkopatu o zajęcie w tej sprawie stanowiska. Ani  przyzwolenie, ani zakaz bądź ze względów politycznych, bądź ze względów  religijnych, nie wchodziły w grę. Zdecydowano się na trzecią możliwość,  będącą klasycznym półśrodkiem: postanowiono zamknąć proces Rozalii na terenie Archidiecezji krakowskiej, jednocześnie zobowiązując  posłów do zaniechania działań w sprawie powyższej uchwały. Pozwoliło im  to na zachowanie twarzy, a jednocześnie, przynajmniej chwilowo, oddalić  widmo uznania Jezusa Królem Polski. Prawdopodobnie w tych rachubach  zamkniecie procesu było z dwojga złego mniejszym złem, gdyż w Rzymie  dalszy proces Rozalii można zagrzebać na wiele, wiele lat. Tak więc od  siedmiu lat zablokowany proces z racji – jak sadzę – politycznych, a nie  religijnych ruszył z miejsca, ale bez oznak przychylności ze strony ks.  kard. S. Dziwisza, co potwierdziły potem wszystkie okoliczności  związane z zamknięciem procesu S.B. Rozalii Celakówny. Egzekutorzy w akcji Pierwszą ciemną chmurą zapowiadającą burzę był list Kanclerza Kurii, ks. Piotra Majera, do prof. A. Flagi, napisany w  imieniu Kardynała na dwa tygodnie przed zamknięciem procesu. W liście  tym ks. Kanclerz „ni w pięć ni w dziewięć” kwestionował moją osobę,  stwierdzał że Biuro Postulacji S.B. Rozalii działa w Szczyglicach  nielegalnie, a także przypisywał środowiskom patriotyczno-narodowym,  upominającym się o wyniesienie Rozalii na ołtarze oraz o Intronizację  Jezusa na Króla Polski, motywy polityczne. Te trzy oskarżenia miotane  przez Kurię krakowską niczym pociski miały zniszczyć naszą satysfakcję i  przyszłe korzyści dla Intronizacji Jezusa Króla, płynące z faktu  zamknięcia procesu Rozalii. Oczywiście na list skierowany do Ks.  Kardynała (zdjęcie 1, zdjęcie 2/1, zdjęcie 2/2, zdjęcie 3/1, zdjęcie 3/2),  będący mimo wszystko próbą wyjaśnienia tych pomówień, pan prof. A.  Flaga nie otrzymał odpowiedzi. W miarę jak zbliżał się termin zamknięcia  procesu, gęstniała atmosfera sekretu i niepewności, co wydarzy się podczas jego zamknięcia. Wytworzyła się  sytuacja bardzo niezręczna, bo z jednej strony Kuria traktowała Fundację  i Postulację jak intruzów, a z drugiej strony, by proces był ważnie  zamknięty musiała uznać ich umocowanie kanoniczne w procesie. Nadszedł 17 kwietnia 2007 r., dzień zamknięcia procesu. Ponieważ sesja  końcowa procesu została utajniona, na „salę obrad” przybyły osoby mające  z urzędu obowiązek lub prawo do wzięcia udziału w jej przebiegu.  Dlatego dla przedstawicieli Fundacji Serca Jezusa oraz Biura Postulacji  zaskoczeniem było, że oprócz Członków Trybunału, na sesję przybyło kilku  zaproszonych jezuitów. Spotkały się zatem połączone siły Kurii  krakowskiej z jezuitami, by przeprowadzić zamknięcie procesu S.B.  Rozalii Celakówny. Gdy wszystkim urzędowym formalnościom stało się  zadość i gdy akta zamykające proces zostały opatrzone podpisami i  pieczęciami, szybko wyjaśniła się tajemnicza obecność jezuitów. To  właśnie im ksiądz Kardynał zlecił troskę o dalsze prowadzenie procesu  Rozalii oraz dbałość – jak to sam nazwał – o czystość jej posłannictwa!  Przy okazji chciałbym zapoznać Państwa z bardzo ciekawym dokumentem z 1996 roku świadczącym o zadziwiającej metamorfozie podejścia jezuitów do sprawy procesu Rozalii. Osoby reprezentujące Fundację i Biuro Postulacji wyszły z sesji końcowej  procesu Rozalii pokonane, z poczuciem wielkiej krzywdy. Jednakże oścień  nienawiści nie przeciw nim był wymierzony. W dwa dni potem „pluton  egzekucyjny” został uzbrojony w niepodpisaną Informację na temat działalności ks. Tadeusza Kiersztyna i jakby pazernemu złu tego było mało, w drugiej części Informacji zamieszczono (jedyną zresztą) oficjalną wiadomość o zamknięciu procesu  Rozalii. Postąpiono tak w tym celu, by błoto, którym mnie obrzucano,  skapywało na Rózię, na jej proces i misję – zaprawdę diabelski pomysł,  by zniechęcić ludzi do ogłoszenia Pana Jezusa Królem Polski: Treść tej informacji, bez uprzedniej rozmowy ze mną, bez powiadomienia  mnie o niej i bez możliwości ustosunkowania się do stawianych mi  zarzutów, jest przemyślaną próbą dokonania moralnego mordu na mojej  osobie przez kurialny „pluton egzekucyjny”. Powyższą informację Kuria krakowska udostępniła bezzwłocznie  zorganizowanej przez p. Annę Krzyk grupie osób świeckich, by mogły ją  upowszechnić z odpowiednim komentarzem we wszystkich środowiskach, z  którymi do tej pory współpracowałem lub które mnie znały i ceniły. Od  tych osób droga okrężną dowiedziałem się o rozsyłanej po Polsce  informacji i o wyjątkowo perfidnym załączniku, który z ofiary czyni  winowajcę, a z oprawcy dobrodzieja. Posłużono się zatem tą samą metodą,  którą Kuria wcześniej przetestowała w zwalczaniu Fundacji, udoskonalając  ją o tyle, że pod Informacją nie było już podpisu, by ewentualna odpowiedzialność za nią spadła na wielu, a zatem na nikogo! Oto treść załącznika do Informacji przekazywanego głównie drogą elektroniczną:       Gdyby ten tekst pisał  sam diabeł, to mógłby być z niego dumny, gdyż nie zawiera on ani  jednego prawdziwego stwierdzenia, oprócz informacji o możliwości zakupu  zdjęć. Znajomy ksiądz mnie ostrzegał, że według Marii Valtorty w czasach  ostatecznych na dziesięć osób siedem będzie Judaszami. Ponieważ trzon  tej grupy utworzonej przez p. Annę Krzyk stanowią osoby, które przez  dłuższy okres czasu podawały się za moich przyjaciół, w pewnym momencie  przejętych przez jezuitów, potwierdza się moje przypuszczenie, że Ostatnia walka już nastała. Uderzenie to jakoś przeżyłem. Nie pozostało mi zatem nic innego, jak  odnieść się do informacji oficjalnym listem napisanym w dniu 3 maja 2007  r. (zdjęcie 1, zdjęcie 2): Na powyższy list odpowiedzi nie otrzymałem. W naszych czasach powstał  zwyczaj, że do terrorysty faktycznego, czy urojonego strzela się bez  uprzedzenia, a z postrzelonym się nie rozmawia, lecz szuka się  sposobności, aby go dobić. Ponieważ w walce ze mną komando świeckie  okazało się za mało skuteczne i za mało przebiegłe, znów padł rozkaz  użycia w walce ze mną „broni” cięższego kalibru. Informację na temat mojej rzekomej działalności wydrukowało w nr 22/2007 Źródło – tygodnik rodzin katolickich, szczycący się tym, że broni życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Niezwłocznie do akcji przystąpili także jezuici, propagując po Mszach św. w Bazylice Serca Jezusa i na czuwaniach nocnych Informację. „Zadbali” także o czystość misji Rozalii, głosząc wiernym konieczność przeprowadzenia Intronizacji Serca Jezusa zamiast Intronizacji Jezusa Króla. Jak tu się bronić, gdy wilki zewsząd atakują” Napisałem list z prośbą o pomoc do wszystkich Kardynałów, Arcybiskupów i Biskupów Polskich, dołączając Informację i moją na nią odpowiedź. Odpisali mi tylko trzej hierarchowie (zdjęcie 1, zdjęcie 2, zdjęcie 3). Napisałem także w sprawie wydrukowanego w Źródle paszkwilu list na ręce Redaktora naczelnegodr inż. Adama Kisiela – czekam na odpowiedź.Z pomocą przyszły mi organizacje narodowo-patriotyczne od dawna  walczące o uznanie Pana Jezusa Królem Polski. Organizacje te wysłały  piękny list do Kongregacji w Rzymie (zdjęcie 1, zdjęcie 2, zdjęcie 3) oraz wykazały moje zasługi w liście skierowanym do kard. S. Dziwisza (zdjęcie 1, zdjęcie 2, zdjęcie 3), później wydrukowanym w Źródle nr  20/2007. ponadto z pomocą modlitewną przyszło mi wiele osób i  organizacji z Polski i z zagranicy. Wszystkim tym organizacjom i osobom  serdecznie dziękuję za podtrzymanie w mych rękach sztandaru Jezusa Króla  Polski. Natomiast do Jego przeciwników apeluję w imię Boga:  Opamiętajcie się!

ks. Tadeusz Kiersztyn

Szczyglice, dnia 9 czerwca 2007 r.

Dodane przez - 29 sie 2012. w TEMAT MIESIĄCA. Można śledzić odpowiedzi tego wpisu przez RSS 2.0. Można pozostawić odpowiedź do tego wpisu

Komentuj

Anti-Spam Quiz:

Polecane linki

Galeria fotografii

Zaloguj się | Opracowane przez G