Fides et Ratio

Romuald Gładkowski: “Credo in unum Deum”

Kiedy wszechświat jest traktowany jako samoistniejacy, kiedy nie dostrzega się Pana Boga stojącego ponad wszechświatem, wówczas wszystko, co nas otacza, staje się święte; jak to ma miejsce u pogan, a jest bardzo dobrze widoczne w panteiźmie. Właśnie chrześcijaństwo, oddając Bogu, Istocie Najwyższej, wszystko co święte, zdesakralizowało wszechświat. Chrześcijaństwo rozgraniczyło Stwórcę od rzeczy stworzonych. Chaos myślowy pogan został uporządkowany.

Starożytne pogaństwo poczęło zamierać razem z rzymskim imperium. Poganie, przegrywając konfrontacje z nauka Chrystusa Pana, przeczuwając swój bliski koniec, usiłowali ratować się przyjmując od chrześcijan ogólny pogląd na świat, ich dobroć i entuzjazm. Zbyt wyraźnie rzucała się w oczy wyższość chrześcijan w pożyciu rodzinnym, w stosunkach sąsiedzkich, w spełnianiu obowiązków wobec ojczyzny. Poganie, jeszcze u schyłku II wieku po narodzeniu Chrystusa, desperacko broniąc się przed całkowitym przyjęciem stylu życia chrześcijan, usiłowali kopiować moralność chrześcijańska i ewangeliczne nauczanie. Nic z tego, nie udało się poganom uzyskać czegokolwiek, co byłoby równoważne entuzjazmowi religijnemu chrześcijan. Mity pogańskie pozostają niezmienne, a każda próba ich modyfikowania kończy się niepowodzeniem. Religie pogańskie, jako zrodzone z ludzkiej fantazji, są martwe, statyczne. Nie mogło więc dojść do syntezy religijnej. Nie mogą też istnieć równocześnie dwie prawdziwe religie, czy dwie równoważne moralności. Gdy dwie rywalki zetkną się ze sobą, jedna z nich musi ustąpić. Siedemnaście wieków temu ustąpili poganie. W Europie do głosu doszła cywilizacja łacińska.

Tysiąc lat później, w cywilizacji łacińskiej powstały luki, które umożliwiły odrodzenie się pogaństwa. Przecież, najpierw, w XIV wieku, wytworzył się bałagan w Stolicy Apostolskiej, a dopiero potem, w wieku XV, powstał protestantyzm, jako zjudaizowana forma chrześcijaństwa. Później przyszła myśl, że można mieć religię bez Boga. Sięgnięto nawet po buddyzm, który właśnie taka religią jest. Na nowo poczęto zachwycać się okultyzmem i magią, tworząc pseudoreligie natury ściśle intelektualnej. Humanizm i neoplatonizm stały się faktem.

Rozum ludzki, nieodłączny atrybut chrześcijaństwa, w wiekach od XIV do XVIII uległ wynaturzeniu zwanym racjonalizmem. Religie katolicką, chrześcijaństwo w ogóle, zaczęto traktować jako podgatunek pierwotnej mądrości “naturalnej”. Racjonaliści poczęli głosić, że rozum ludzki jest wykładnią pojmowania i interpretacji zagadnień dotyczących świata nadprzyrodzonego. W sukurs przyszli im alchemicy, usiłując przyspieszyć obiecane przez Chrystusa Pana nadejście królestwa niebieskiego, przyspieszyć przywrócenie człowiekowi utraconego raju poprzez manipulacje związkami chemicznymi.

W okresie Renesansu humanizm był wykładany zaledwie na kilku uniwersytetach; za to w wieku XVIII stał się podstawą “racjonalizmu klasycznego” w wydaniu Bacona, Descartesa, Spinozy, Kanta i pozostałych. Rozrastający się w ten sposób humanizm doprowadził do rozwoju nauki opartej na ateistycznych postulatach. W okresie Oświecenia stan względnej równowagi pomiędzy chrześcijaństwem a neopogaństwem został zachwiany. Do osiemnastego wieku było ściśle określone, i przyjęte, co jest herezją, niezależnie od miejsca w hierarchii państwa i narodu. Kościół katolicki był w stanie podjąć zaradcze środki, jak publiczna ekskomunika, czy teź poprzez odpowiednie działanie w twórczości artystycznej. Kontrakcja Kościoła Św., na odradzanie się pogaństwa, wyraźnie uwidoczniła się w literaturze, malarstwie i muzyce.

Jednak, w końcu duchowe zasoby Kościoła rzymskiego się wyczerpały. W wieku XVIII wszystko nagle zmieniło się. Duży wpływ na zmianę sytuacji wywarli zajadle antykatoliccy intelektualiści, jak Voltaire, czy Lessing, wsparci “postępowym” klerem, który otwarcie odstąpił od wyznawania doktrynalnej i moralnej nadrzędności Kościoła świętego w życiu człowieka.

Kapłan katolicki, jako myśliciel chrześcijański, powinien opierać swoje wywody na motywach ściśle doktrynalnych i teologicznych. Jednak, trudno jest mu dyskutować z kimś, kto nie przyjmuje argumentów opartych na wierze, a nawet na wydarzeniach historycznych. Starając się lepiej zrozumieć wrogów katolicyzmu, kapłani zbliżyli się do nich, by z czasem pozwolić na podjęcie dyskusji (dialogu), na warunkach narzuconych przez przeciwnika. Niestety, krok po kroku, szukając argumentów nie do odparcia, pogrążyli się w racjonalizmie. Istotnie, argumenty się znalazły, ale nie mają one już nic wspólnego z religią katolicką. Gdy racjonalizm zawładnął światem intelektualnym, nawet w sferach moralności i metafizyki odnaleziono antykatolickiego sojusznika. Poparto więc agnostycyzm Kanta i poczęto domagać się przeprowadzenia rewizji pojęć biblijnych i Ewangelii świętej.

Agnostycyzm wyszedł z założenia, że rozum ludzki jest zamknięty w kręgu zjawisk widocznych. A więc Pan Bóg nie może być bezpośrednim przedmiotem wiedzy, nie może też być uważany za podmiot historyczny. Dalej, po odrzuceniu objawienia Bożego, do głosu doszedł immanentyzm życiowy, który wytłumaczenie religii znajduje w człowieku. Zwolennicy Kanta poczęli głosić, że religia jest pewną formą życiową, wywodzącą się z potrzeby ukrytej w podświadomości człowieka, którą mogą wyzwolić odpowiednie warunki. Najczęściej twierdzą, że istnienie Boga jest wytworem zbiorowego strachu w określonych etapach historii. W konsekwencji, wiara dla nich jest uczuciem, a nie poznaniem. Każdy człowiek, ich zdaniem, musi przemyśleć swoją wiarę. Z owych przemyśleń powstają dogmaty, które powinny się zmieniać, dostosowując się do wymogów czasu. Zatem, poczęli głosić, że dogmaty, jako zmienne i chwiejne, nie mają większego znaczenia w religii.

Zrodziła się w ten sposób herezja zwana modernizmem, którą Ks. Paul A. Wickens określa jako:

“(1) herezja, która utrzymuje, iż religia katolicka, jej zasady wiary i zasady moralne, musi być przystosowana do współczesnego świata;

(2) wszystkie doktryny objawione są pod znakiem zapytania (sceptycyzm), wielu z nich się zaprzecza. Modernizm doprowadza do utraty łaski Bożej, napawa jeszcze większym sceptycyzmem i prowadzi do dalszej jej utraty”.

Pod sloganem otwartości intelektualnej, modernizm przemycił do katolickiej moralności coś w rodzaju pornoteologii, która godzi się z wolna miłością, z próbnymi małżeństwami, z małżeństwami homoseksualnymi, z prawem do aborcji, do zażywania narkotyków, godzi się z pomysłem zrównania płci, co przejawia się w agitacji do wyświęcania kobiet na kapłanki, a wszystko jest przypieczętowane powszechnym rozgrzeszeniem. Idea “nowego chrześcijaństwa” modernistów opiera się na pięciu podstawowych założeniach :

1. Antropocentryzm. Religia ma skupiać się głównie na człowieku, a nie na Panu Bogu. Bóg jest miłowany i czczony w człowieku. Zatem, religia antropocentryczna wytwarza wypaczoną miłość do człowieka jako obiektu miłości Pana Boga, którego stawia na drugim planie, a w konsekwencji neguje.

2. Immanentność świata. Królestwo Boże jest tutaj na ziemi, a nie po ponownym przyjściu Chrystusa. Zbawienie oznacza wyzwolenie od grzechów społecznych i od wyzysku ekonomicznego. Tym samym, religia przeobraża się w ideologię polityczną.

3. Nowa forma ewangelizacji. Ewangelia święta ma służyć biednym i posiada charakter ekonomiczny, a nie duchowy.

4 . Nowa struktura Kościoła. Kościół ma być częścią świata i służyć światu. Zatem, musi rozwiązać wszystkie istniejące dotycbczas instytucje kościelne. Każdy członek Kościoła może spełniać funkcję kapłana. Zatem, nagle “zapomina się”, że Kościół św. jest dziełem Chrystusa Pana i Ducha Świętego, a nie “świata”.

5. Nowa forma adoracji Chrystusa. Jezus Chrystus jest dla modernistów wyzwolicielem ubogich. Jest Człowiekiem służącym bliźnim. Jest Wielkim Buntownikiem. Stworzenie tak fikcyjnej sylwetki Chrystusa Pana ma na celu dać wsparcie dla propagandy marksizmu i rewolucji.

Papież, św. Pius X, podzielił przyczyny modernizmu na: a) natury moralnej (wścibstwo i pycha, prowadzące do zuchwałości); b) natury intelektualnej (ignorancja w dziedzinie scholastyki, prowadząca do kojarzenia fałszywej filozofii z wiarą) . Jednak, nie mogłoby dojść do modernizmu bez uprzedniego powstania liberalizmu filozoficznego.

LIBERALIZM.

Liberalizm filozoficzny wyszedł ze sceptycznego założenia, iż zarówno prawda oraz fałsz są pojęciami wzglądnymi, są czymś, co zrodziło się w umyśle człowieka. Wprowadzono nowe słowo “intelektualista” – co oznacza człowieka zredukowanego wyłącznie do ludzkiego intelektu, który prawdę zastąpił “opinią” na temat przedmiotu. Błędnie poczęto gloryfikować rozum ludzki, który rzekomo ma być najwyższym sędzią w ocenie prawdy i postępowania człowieka. Doszło do tego, że chcąc być bohaterem w oczach świata, trzeba wejść w konflikt z Bożymi przykazaniami.

Poza nami istnieje porządek rzeczy, którego skutki możemy dostrzec. Ten porządek rzeczy, ustanowiony przez Stwórcę, nie może być zakłócony bezkarnie. Brak uznania dla istniejącej rzeczywistości sprowadza zakłamanie, grzech, zło. Badając rzeczywistość dociekamy prawdy, gdyż prawda jest zawsze w zgodzie z istniejącym stanem rzeczy. Przywiązanie do prawdy jest jedyną siłą, która chroni człowieka przed upadkiem, gdyż moralność jest korzystaniem z prawdy. Zatem, prawo moralne powinno być nakazem trzymania się rzeczywistości ustanowionej przez Pana Boga. Tu nie może być miejsca dla etyki sytuacyjnej. Kaprys, własne widzi mi się, nie może być sędzią otaczającego nas świata. Opinia potrzebuje autorytetu, a bez niego jest niczym. Prawda uzyskuje autorytet z uznania rzeczywistości stworzonej przez Boga. “Intelektualista”, czy “partia”, nie może być wyrocznią dla prawdy; może jedynie proponować metodę służenia narodowi. Nic poza tym.

Liberalizm dlatego jest zgubny, gdyż odciąga nas od prawdy.

Jednym z pierwszych zwolenników liberalizmu był Marcin Luter, który, w imię dowolnej interpretacji Pisma Św., zerwał z Kościołem rzymskim. Niemniej jednak, dopiero po wybuchu rewolucji francuskiej z 1789 roku stało się widoczne wyraźnie, że główną bitwę z Kościołem katolickim, z religią rzymskokatolicką, rozegra liberalizm. Deklaracja Praw Człowieka, z czasów tejże rewolucji, była podsumowaniem doktryny liberalizmu 1 wprowadzeniem jej w życie. Można ją określić jako rozbudowaną formę “złotej reguły” Hillela. Deklaracja ta została potępiona przez Papieża Piusa VI.

Zmasowany atak na Sakramenty święte Kościoła katolickiego, podsycany przez Synagogę, rozpoczął się w okresie Reformacji. Sakramenty święte nieskończenie przynoszą wiernym Chrystusa Pana. Chcąc pozbawić katolików wiary w boski charakter Jezusa Chrystusa, musiano więc rozpocząć od prób zabrania im sakramentów, od zabrania łącznika z boskim Odkupicielem. Te obrażające Pana Boga zakusy zostały potępione na Soborze trydenckim (1545-63).

Jest na ogół wiadomo, że ciałem wykonawczym Synagogi są tajne sprzysiężenia, zwane masonerią. Ich dziełem była rewolucja francuska z 1789 roku, a także wspomniana już Deklaracja Praw Człowieka, wprowadzająca do polityki liberalne zasady. Rozpoczęto od “burzenia tronów i ołtarzy”, poprzez zawołanie anarchistów: “Ni Boga, ni Pana ” , a skończono na dyktaturze, gdzie tyran oświadczał: “Republika , to ja!”.

Kiedy każdy ma prawo mówić i robić co mu się rzewnie podoba, mamy do czynienia z anarchią. Żaden naród nie może rozwijać się przebywając w stanie anarchii. Życie narodu nie może spocząć na opinii przypadkowej zbiorowości, kolektywu. Gdy wszyscy chcą rządzić, nikt nie rządzi. Pewien ład i porządek jest konieczny. Czy komuś to się podoba, czy też nie, w świecie istnieje Boży porządek. Zatem, anarchia doprasza się o przywrócenie porządku. Stąd, chaos toruje drogę dyktaturze. Nic więc dziwnego, że wszystkie porewolucyjne rządy,
które były dziełem sprzysiężenia, pod pretekstem obrony “wolności” człowieka przed jakimikolwiek ograniczeniami moralnymi, przed dogmatami religii katolickiej, przed autorytetem Ewangelii Św., tworzyły autorytatywny i monopolistyczny etatyzm.

Każde wprowadzenie liberalizmu w życie musi zakończyć się tyrańską opresją, skoro tam adorację Boga przeobraża się w adorację człowieka. Deifikacja człowieka jest nieuniknioną konsekwencją filozofii liberalizmu. Kiedy istnienie Boga uzna się za mit, najwyższą istotą staje się człowiek a to umieszcza go w ateistycznym komunizmie.

Dla masonów Jezus Chrystus nie jest Synem Bożym. Nie uznają też piekła, ani nieba, nie istnieje dla nich Trójca Święta, a jedynie panteistyczny Wielki Architekt Wszechświata, będący częścią tegoż wszechświata. Masoni są zdania, iż człowiek jest istotą najwyższą za swego życia na ziemi. Nic więc dziwnego, że zbudowana na takich podstawach epoka Oświecenia wypowiedziała Kościołowi katolickiemu wojnę na śmierć i życie.

Został zaatakowany jeden z fundamentalnych dogmatów Kościoła Św., a mianowicie, dogmat o boskim Wcieleniu – dogmat, który jest oparty na faktach historycznych i jest podbudowany rozumowaniem, tak teologicznym, jak i filozoficznym, przez Doktorów Kościoła Św. i liczne Sobory. Zaatakowano dogmat, który nas, katolików, zdecydowanie rozdziela od pogan, u których bogowie, przybierający ludzką postać, są wytworem ludzkiej fantazji. Dla dogodzenia liberalistycznemu widzi mi się, poczęto ignorować fakty historyczne, a mianowicie, fakt Męki i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, czy fakt Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

Chcąc osłabić ich znaczenie, poczęto próbować nadać im charakter jedynie symboliki, która rzekomo ma pogłębiać naszą wiarę. W rezultacie, wytworzyła się dowolność w tłumaczeniu Ewangelii św., dowolność w katechicznym nauczaniu i w respektowaniu liturgii. Zawodowi “intelektualiści” poczęli robić wysiłki w kierunku rozbicia jedności Trójcy świętej, gdyż nie są w stanie tego pojąć wyłącznie na drodze intelektualnej. W wyniku zawężonego umysłowo racjonalizmu, znaleźli się nawet tacy, którzy zaprzeczyli, że Chrystus w ogóle istniał. W rezultacie, powstała niezliczona ilość sekt chrześcijańskich, czczących bądź to wyłącznie Boga Ojca, jak świadkowie Jehowy i cały ruch synkretyczny, ze Światową Radą Kościołów na czele, bądź tylko Ducha Świętego, jak zielonoświątkowcy, bądź wyłącznie “Jezusa”, co ma miejsce u sekt murzyńskich, które w rozgorączkowaniu, podszytym okultyzmem, zapominają o Osobach pozostałych. Chrześcijaństwo, pozbawione opieki Doktorów Kościoła Św., prowadzi albo do przesadnego racjonalizmu, bądź też do zabobonnej dewocji.

Rozum ludzki nie może być powyżej prawdy objawionej. Jest poniżej. Proszę zauważyć, do czego doprowadzili protestanci, odchodząc od Kościoła Św., a polegając wyłącznie na Biblii, na własnym rozumowaniu i doświadczeniu. Sekty poczęły mnożyć się jak szarańcza. W Światowej Radzie Kościołów jest ich ponad dwieście pięćdziesiąt! Każda z nich posiada własny punkt widzenia na “prawdę”. Ile to może mieć wspólnego z prawdą? – Niewiele.
Religia nie jest tworem opartym wyłącznie na rozumie, na spekulatywnej filozofii, która jest zobowiązana by wytłumaczyć przed ludzkim rozumem każdą doktrynę. Religia, jako ogniwo łączące człowieka ze świętością, posiada dogmaty, obrzędy i symbole, jest zabarwiona elementami estetyki i tradycji.

Zadaniem religii jest przygotować duszę człowieka na przyjęcie Boga, udzielić człowiekowi pomocy w poznawaniu Boga i w odkrywaniu Jego obecności w świecie oraz w historii. Jak, w takim układzie, ktoś, bez gruntownego przygotowania w kierunku poznania Boga, może decydować, co jest dla niego dobre i jaką drogą będzie podążać przez życie; czy też, w jaki sposób będzie interpretować Ewangelię Św.? Od tego są przecież Doktorzy Kościoła św., teolodzy i postacie świętych. Misterium nauki Kościoła św. nie da się ująć w formułki racjonalizmu. Gdy tak się dzieje, przestajemy różnić się od pogan.

To, co jest “racjonalne”, nie zawsze musi być lepsze, czy wartościowsze. Nawet słowo “racjonalny” jest dyskusyjne. Znane nam fakty i wyniki badań naukowych należą do zbioru “cesarskiego”. Oddajmy je więc “cesarzowi”; a rzeczy święte pozostawmy dla Pana Boga. Wówczas będziemy mieli zbiory uporządkowane.

Odrodzony poganizm w okresie Renesansu, ośmielony niezmordowaną działalnością antykatolicką Synagogi i tajnych sprzysiężeń, począł robić starania, by raz na zawsze pozbyć się cywilizacji łacińskiej, ostoi katolicyzmu. W epoce Średniowiecza poganie walczyli ze scholastycyzmem, a w okresie Renesansu uratowali przed unicestwieniem sekularystyczny światopogląd. Dzięki temu, epoka Oświecenia zatrzęsła Kościołem katolickim, wprowadzając do niego modernizm i sekularyzację.

Każda nowa ideologia zakłada, że dominujący dotychczas światopogląd jest już bliski zagłady. Heretycy z okresu Reformacji byli przekonani, że Kościół katolicki był już na dnie rozkładu moralnego. Sekty protestanckie poczęły głosić, że żyjący w ich czasach Papież jest Antychrystem. Mijały pokolenia, Papieże się zmieniali, a “nowa era” nie nadchodziła. Pomimo tego, niektóre sekty, jak świadkowie Jehowy, nadal widzą Antychrysta w każdym Papieżu. Jest to ciężki przypadek ludzkiego zbłądzenia. – Jednak, powstałe wielkie zamieszanie w szeregach duchowieństwa katolickiego, jego powolne zeświecczanie się, utrzymuje pogan w przeświadczeniu, że epoka chrześcijaństwa dobiega końca.

Pogląd swój opierają na założeniu, iż bieg czasu i historii ma charakter cykliczny, czyli na fałszu udowodnionym naukowo i historycznie; gdyż upadłe cywilizacje, na które neopoganie sie powołują, jako na dowód potwierdzający cykliczność cywilizacyjną, były jedynie najrozmaitszymi dewiacjami cywilizacyjnymi i nie mogą dać podstaw do stawiania takich hipotez.

Cały świat należy do Pana Boga, pomimo, iż jest tymczasowy. Wszystko co ziemskie jest tymczasowe. Ma swój początek i koniec. Nawet żydzi, mimo, iż byli ludem wybranym, w wyniku pogrążenia się w świecie zmysłów, utracili swoje wyróżnienie. Zatem, pojęcie cykliczności czasowej jest wytworem pradawnego egzystencjalizmu, który nadaje rzeczom i zdarzeniom takie znaczenie, jakie odpowiada obranemu sposobowi życia. Tam rzeczywistość i urojenia są wymienne.

Poganie wiedzą doskonale, że w królestwie Chrystusa Pana nie może być dla nich miejsca. Lekcją poglądową dostali już od proroków; począwszy od Abrahama, poprzez Mojżesza, sięgając czasów Ptolemeusza II. To właśnie prorocy przepowiedzieli Kościół Chrystusowy, Kościół katolicki. Stąd u pogan tak dużo zajadłości pod adresem katolicyzmu. Fakt, że Kościół katolicki nadal istnieje i wydaje się być obecny we wszystkich zakątkach świata, wrogowie katolicyzmu tłumaczą tym, iż Watykan jest wyjątkowo elastyczny, że “doktryna katolicka nie jest wykuta w kamieniu, ale jest zmienna”, jak to ostatnio złośliwie pisał, na łamach “The Toronto Star”, Tom Harpur, z okazji wizyty Jana Pawła II w USA. Co więcej, poczęto głosić, że Kościół katolicki stara się zachować swoją dominującą pozycję poprzez ideologie liberalizmu i socjalizmu (!); wykorzystując w tym celu najpierw burżuazję, a obecnie proletariat. Wrogowie katolicyzmu twierdzą, że dla przypodobania się nowopowstałym warstwom społecznym, a więc, burżuazji i proletariatowi, Watykan poświęcił swoich odwiecznych sojuszników, to jest, ustrój monarchiczny i arystokrację.

Dziwne, że tak często katolicyzm jest kojarzony z monarchią; pomimo, iż właśnie monarchie, jak pruska i rosyjska, były najgłębiej wciągnięte w dzieło prześladowania katolików. Można przecież podać jako przykład i republiki, które były na wskroś katolickie: wenecka, genueńska, czy kantony szwajcarskie. Nie w tym więc rzecz, jaki ustrój jest Watykanowi milszy. Głównie chodzi o to, kogo w nim uznaje się za istotę najwyższą: Pana Boga, czy człowieka. Warto jest o tym wspomnieć, gdyż niejeden czytelnik spotka się zapewne z mędrkami, którzy będą przytaczać tego rodzaju argumenty w antykatolickiej dyspucie.

To prawda, że poprzez odmitologizowanie świata i odrzucenie teorii cykliczności dziejowej, chrześcijaństwo zbliżyło się niebezpiecznie do racjonalizmu, który jest tradycyjną pułapką dla myśli ludzkiej. Religie pogańskie, oparte na założeniu cykliczności czasowej, nie posiadają filozofii historycznej, gdyż historia nie jest im potrzebna. Prawdą jest również, że chrześcijanie nie pojawili się od razu z opracowaną filozofią historyczną. Została ona wypracowana przez Doktorów Kościoła katolickiego, za sprawą Ducha Świętego. Prawdą jest też, że bez podstaw filozofii historycznej katolicyzmu Hegel i Marks nie byliby w stanie wypracować antychrześcijańskiej filozofii walki klasowej i racjonalistycznego dialektyzmu naukowego.

Jednak, to nie Kościół katolicki wymyślił socjalizm i liberalizm. Są to złośliwe, sekularystyczne odpryski chrześcijaństwa, które niszczą wiarę w Boga. Ruch socjalistyczny, czy komunistyczny, był zainicjowaną przez Synagogę próbą oderwania od Kościoła św. ludzi biednych, opuszczonych, prześladowanych i cierpiących. Jest to sekularystyczna próba osiągnięcia stanu świętości poprzez przyłączenie się do walki klasy uciskanej. W wyniku, zrodził się taki potworek, jak chrześcijańscy marksiści, dla których Karol Marks jest postacią czystą.

Winią jedynie Engelsa i Lenina, że do marksizmu dodali materializm naukowy i ateizm. Rs. Arthur F. McGovern SI usiłuje dowieść, w książce pt. „Marxism : An American Cristian Perspective” 1980 rok, że marksizm ma poparcie w Ewangelii św. Łukasza. Taki pogląd jest ewidentną herezją! Socjalizm poznaliśmy już wszyscy. Większość z nas jego bezsens odczuła na swoich barkach. Za to liberalizm, działający z ukrycia, często w sposób zawoalowany, nie jest ogółowi dobrze znany. Warto więc zatrzymać się przy liberalizmie nieco dłużej.

Liberalizm, z punktu widzenia doktrynalnego, jest herezja, gdyż głosi antydogmatyczne zasady i wdraża je w życie. Jest świeckim poglądem, że człowiek jest rzeczą świętą, co w brutalny sposób odzwierciedliło się w indywidualizmie. Lansowany tam subiektywizm ma dać człowiekowi “wyzwolenie”. Prowadzi to do indywidualizmu; to znaczy do poglądu, że prawda jest w człowieku, że człowiek ją tworzy. W konsekwencji, liberalistyczna koncepcja “wolności” pozwala człowiekowi mówić i robić to, co sprawia mu przyjemność. O ile człowiek może respektować wyłącznie siebie samego, to nie jest to wolnością tych, którzy tworzą naród.

Bowiem, filozoficzny liberalizm pozwala tak postępować, w imię “wolności”, jak to się komuś tylko spodoba. Jest więc wówczas miejsce na homoseksualizm, na prostytucję, na zabiegi przerywania ciąży, na opilstwo, narkomanię, rozwody itp. Prawo do zmiany poglądów daje prawo do zmiany męża, czy żony, daje prawo do zmiany ojczyzny, a nawet żołnierz przebywający w koszarach, w imię “wolności”, może nagle zacząć wypowiadać poglądy wrogie interesom własnego narodu i wojska, w którym służy.

Zgodnie ze zliberalizowanym prawem, istnienie rodziny staje się sprawą bez znaczenia, a bękart jest stawiany na równi z dziećmi z prawego łoża, owocem miłości męża i żony. W imię zachowania absolutnej wolności dziecka, ojciec nie ma prawa go skarcić, czy naprowadzić na właściwą drogę, zgodną z wypróbowanym przez wieki kodem moralnym. Zliberalizowana pedagogika jest nastawiona na danie dziecku pełnej możliwości wypowiedzenia własnych zachcianek, a kształtowanie osobowości jest pozostawione jego motywacjom.

Szkolne pacholę nie poznaje rzeczywistości, nie nabywa prawdy, nie rozwija cnót. Dziecko samo wybiera co jest dla niego dobre, a co nie. Czyli, jest to celowe zbliżenie się do magii Orientu, gdzie cały świat rzeczywisty jest traktowany jako iluzja.

Każdy zdrowy rozwój tkwi w tradycji, jest kontynuacją napoczętego dzieła. Jedynie działalność wywrotowa, z chwilą zakończenia rewolucji, rozpoczyna budowę nowej szlachty. To jest perwersja i nie ma nic wspólnego z rozwojem łączącym przeszłość z przyszłością. Uczciwy respekt wobec prawdy, wobec prawd ustanowionych przez Boga, automatycznie przekreśla “wolność” filozofii liberalizmu.

Człowiek, jako dzieło Boże, jest przede wszystkim osobą. Jest niepowtarzalny, posiada wolną wolę, jest inteligentny, niezastąpiony i nie dający się scharakteryzować w sposób zupełny. Dzięki rozumowi i wolnej woli człowiek jest w stanie kontaktować się z Bogiem i przyjmować prawdy objawione. Wolność człowieka jest wyjątkową siłą pozwalającą mu wybierać rzeczy dobre i prawdziwe. Tylko w prawdzie i w moralności człowiek odnajduje swoją wolność. Tym samym, wolność jest ograniczona duchowo i moralnie. Każda forma wolności człowieka musi być celowa i odpowiedzialna.

Nieograniczona wolność człowieka jest iluzją pełną niedorzeczności. Człowiek pragnąc iść przez życie bezpiecznie – gdyż ma do wyboru tylko dwie możliwości: życie, albo śmierć – musi trzymać się kodu etycznego, objawionego nam przez Pana Boga. To są przepisy naszego “ruchu życiowego”. Liberalizm, tuszując wszystkie ludzkie błędy, ożywia je jeden po drugim, prowadzi do herezji zakłamania. W konsekwencji, wprowadzona przez liberalizm wieloznaczność słowa “wolność” przynosi ogólne rozczarowanie.

Człowiek, posiadający naturalne pragnienie, aby być” niezależnym od innego człowieka, gdy zbliży się do jego spełnienia, natychmiast zaczyna się rozglądać za karierą społeczną, za bogactwem i zapomina o liberalistycznych ideach, że wszystko jest równe i jednakowo ważne. Pragnie się wybić. Wówczas, chcąc utrzymać liberalizm przy życiu, trzeba odwołać się do przemocy. A to oznacza, że idea liberalizmu jest nie do spełnienia. Wszystkie herezje rozpoczynały się od słownych dywagacji, a kończyły się konfliktem idei.

Doktryna liberalizmu, głosząca, że nie ma zupełnej prawdy w religii, podważa podstawy wiary, zaprzeczając w zasadzie wszelkim dogmatom katolickim, będąc sama w sobie dogmatem o całkowitej niezależności rozumu ludzkiego. Szaty liberalizmu są urozmaicone. Ukazuje się światu w formie naturalizmu, racjonalizmu, modernizmu, komunizmu i humanizmu. W miejsce poszanowania dla autorytetów wprowadził racjonalizm. Według doktryny liberalizmu, to rozum ludzki ma mierzyć i tworzyć prawdy życiowe, oczywiście większością głosów w plebiscytach, czy na posiedzeniach parlamentu, bądź sejmu/ nie zważając na Pana Boga i na Jego autorytet. Zatem, w konsekwencji, to Bóg i Kościół św. mają dogadzać zachciankom człowieka, dopasowywać się do “wymogów czasu”. A to już jest nic innego jak bunt ludzkiego intelektu przeciwko Bogu. Bunt przeciwko Panu Bogu jest najcięższym przewinieniem człowieka. Atakuje nadprzyrodzony porządek rzeczy. Oddala człowieka od Pana Boga najdalej jak to jest możliwe. Taki bunt kończy się nienawiścią do Pana Boga, która jest domeną mocy piekielnych. Utwierdza to mnie w przekonaniu, że wszelkie herezje spoczywają na dnie Piekła.

Liberalizm jest praktycznym działaniem Synagogi w systematycznej walce z Kościołem katolickim. Wyrabia on w katolikach “mentalność masońską”, a prof. Feliks Koneczny określiłby, że judaizuje katolika. Posługując się doktryną liberalizmu, świat Lucyfera walczy z Kościołem Chrystusa Pana.

Prawo do wyznawania czego tylko dusza zapragnie, nadrzędna rola Państwa w dziedzinie moralności, zeświecczenie szkolnictwa i pożycia rodzinnego, sekularyzacja w każdym zakątku życia ludzkiego, odmawiająca prawa do interwencji w postępowanie człowieka, jakie ono by nie było, a w sumie, zbiorowy ateizm, jest wynikiem wypaczonej wolności, wyłaniającej się z racjonalizmu. Prowadzi to nieuniknienie do przeobrażenia opinii prywatnej w opinię kolektywu. Obiecywane przez zwolenników liberalizmu “wyzwolenie” nigdy nie nadejdzie, gdyż uwolnienie się od więzów rodzinnych, od poczucia narodowego, od patriotyzmu, od autorytetów w hierarchii Państwa, czy Kościoła Św., powoduje, że permanentna rewolucja, “wola ludu”, wobec której człowiek staje się bezradny, zamienia ludzi w niewolników.

Liberalizm umieszcza człowieka w dziczy. Jeżeli ktoś jest zapatrzony wyłącznie w siebie, odnajduje tylko siebie. W zliberalizowanym narodzie rodzi się znieczulica, wygasa zdolność do miłowania, serce wysycha.

Zliberalizowana ekonomia poza zyskiem nie uznaje żadnych innych kryteriów produkcji. Zrodziła ona nieludzki kapitalizm XIX wieku. Tam nie mogło być miejsca na katolickie aspekty moralne. Tworzono fakty dokonane, a prawo je uświęcało. Wytworzyła się etyka sytuacyjna, a więc, etyka podwójna, potrójna itd. W ten sposób dotarto do moralności cywilizacji żydowskiej. Tam prawo jest tak zmienne jak zmienną jest opinia publiczna. Takim prawem można usankcjonować największe łajdactwo pod słońcem.

Odrodzona Polska, po traktacie wersalskim, również odczuła skutki liberalizmu. W przedwojennej Polsce uosobieniem liberalizmu była piłsudczyzna. Jak pisze Jędrzej Giertych, w III części “Tysiąc lat histroii polskiego narodu”, str. 102,

“trzynaście lat rządów obozu Piłsudskiego straszliwie Polskę zdemoralizowało, a przede wszystkim zdemoralizowało i zdezorganizowało aparat państwowy”.

Nie bez winy są tu członkowie ruchów narodowego i ludowego, stanowiący przytłaczającą większość Polaków. Trudno jest oprzeć sie wrażeniu, że zbyt dużo czasu poświecono na ćwiczenie się w krasomówstwie i tęsknocie za nawróceniem żydów. Ułatwiło to Piłsudskiemu postawić naród polski przed faktem dokonanym. Drogą przewrotu majowego, przejął nieodwracalnie władze w swoje ręce. Nie znalazł się nikt kto byłby w stanie temu zapobiec. Po zamachu majowym, nikt już w Polsce nie zechciał słuchać krasomówców.

Rozgoryczenie, z powodu spotkanego zawodu, trwa do dziś. Wywodząca się z liberalizmu piłsudczyzna ma również swoich zwolenników w Polsce współczesnej. Przychodzi to tym łatwiej, że ruch ten jest podsycany przez te same obce agentury, które obłowiły się na piłsudczyźnie przed wojną, a szczególnie w czasie i po drugiej wojnie światowej. Poza tym, rozwojowi liberalizmu, jako ruchowi antykatolickiemu i antynarodowemu, sprzyja odradzający się neopoganizm.

Istotnie, liberalizm, jako herezja, nie tylko prowadzi człowieka do grzechu, ale niszczy odporność moralną, zagłusza sumienie. Kwitnie wówczas moda na samousprawiedliwianie się: że inni też kradną, piją, dopuszczają się nierządu, rozwodzą się, czy poddają się zabiegom spędzającym płód. U bogobojnych ludzi, od czasów stworzenia Ewy, ciąża kobiety była zawsze kojarzona z Bożym błogosławieństwem. Jednak, grzeszny człowiek, dążący do nieograniczonego hedonizmu, wprowadził bluźniercze pojęcie “niechcianej ciąży” oraz jej konsekwencji: “niechcianego dziecka”. Dziecko coraz częściej jest widziane jako produkt uboczny aktywności seksualnej, mającej dawać przede wszystkim orgazmiczną rozkosz. Współczesny ruch wyzwolenia kobiet dąży do wyzwolenia się spod “tyranii ciąży” i konieczności “hodowania dzieci”. Lansowana przez niego aborcja, jako radykalny środek na rozwiązanie obu “problemów”, jest świętokradczym sięganiem po władzę nad życiem i śmiercią, która należy wyłącznie do Boga. Pan Bóg, mimo nieograniczonej dobroci swojej, nie może tego bluźnierstwa przepuścić płazem. Tak prowadzący się człowiek jest skazany na zatracenie doczesne i wieczne. Historia ludzkości potwierdziła to wielokrotnie.

Liberalistyczna próba szanowania wszystkiego, w imię “wolności”, w istocie nie szanuje niczego. Tłumi opinię człowieka osobowego, opinię organiczną, na rzecz opinii zbiorowej, a więc mechanicznej, martwej. Przejawia się to w zliberalizowanych środkach masowego przekazu. Bezosobowa forma propagandy wyrabia złudne przeświadczenie, iż “nowy pomysł” ma za sobą wielu naukowców, teologów, że istnieje rozsądny powód, by odrzucić rzeczy stare, tradycję. Celowo wprowadzono zwyczaj na używanie bezosobowego “się”, zamiast osobowego “ja”, a także bezosobowej formy, np.: dokonano, skradziono, zdefraudowano, zmarnotrawiono, oszukano, zepsuto, przepito itd. – Studentom, piszącym prace dyplomowe, czy też rozprawy naukowe, profesorowie wyższych uczelni zalecają tego rodzaju formę wypowiadania myśli, jako “bardziej bezpieczną”. – Ludzi mających ten sam pogląd można policzyć, a nie zważyć lub pomierzyć. Zatem, w świecie liberalizmu nigdy nie jest wiadomo co owe “się” jest warte ilościowo i jakościowo. Żeruje na tym kampania na rzecz aborcji, czy wolnomyślicielstwa w ogóle. Jest to wyrabianie kolektywnego sposobu myślenia. Stąd, w konsekwencji, są “błędy i wypaczenia”, ale nie ma winowajców.

Przy tym, jaka tu wygoda dla członków sprzysiężenia? Nie ma nazw i nazwisk, jest tylko nieuchwytny, bo bezosobowy, winowajca, a więc niekaralny. Zatem, przyzwyczaja się ludzi do obecności przewinienie niekaralnego, czyli jest wyrabiane przeświadczenie, że może istnieć grzech bez kary.

W konsekwencji, liberalizm rozmiękcza charaktery, pozbawia osobowości. Zostaje również wypaczona pozycja zawodowa i rodzinna. I tak, ojciec przestaje być głową rodziny, a staje się czymś w rodzaju oberżysty; duchowni, zamiast służyć Panu Bogu, wola służyć Państwu lub permanentnej rewolucji; posłowie i ministrowie stają się funkcjonariuszami itp. Zanika poczucie godności osobistej i gotowości do podjęcia decyzji, ryzyka, czy poświęcenia się dla innych. Dochodzi do tego, że nikt nie jest w stanie aby móc zrobić cokolwiek i jakkolwiek. Dochodzi do społecznej impotencji, gdyż tam, gdzie nie ma trwałych zasad, znikają ludzie. – Skąd my to znamy?

Od końca XIX wieku niewiara w istnienie Boga stała się przyjmowalną alternatywą światopoglądu. Zawsze cywilizacja łacińska miała pogan, wyznawców Szatana, niedowiarków, agnostyków, czy ateistów; ale przez pierwsze półtora tysiąca lat chrześcijaństwa stanowili oni nieliczną grupę i byli omijani. Z chwilą nastania liberalizmu, zaczęli tworzyć widoczną, a zarazem zaakceptowaną, składową europejskiej kultury. Wytworzyło się dziwactwo, które można nazwać religią bez Boga. Rozwijająca się gwałtownie sekularystyczna nauka poczęła mienić się uzdrowicielem ludzkości, obiecała stworzyć “Królestwo Człowiecze”; obiecała otworzyć wszechświat dla człowieka. Życie rodzinne, społeczne i polityczne nabrało czysto świeckiego charakteru. Ta nowoczesna forma niedowiarstwa otrzymała nazwę modernizmu.

Według modernistów, wiara jest pozostawiona na pastwę laski intuicji istoty myślącej i nie jest wynikiem Bożego objawienia. Czyli, nie jest prawdą obiektywną, jak to naucza Kościół Św. Aby móc chronić liberalistyczną “wolność”, wolnomyślicielstwo, wprowadzono system natury politycznej, zwany tolerancjonizmem. Doktryna jego głosi, że każdy ma prawo uznawać własną hierarchię wartości. Oznacza to, że nie ma stałych podstaw wiary w Boga, że Kościół św. może anulować “przestarzałe” dogmaty, nie dostosowane do “wymogów czasu” .

Dla modernistów dogmaty Kościoła św. są pozbawione prawdy absolutnej i obowiązują jedynie wówczas, kiedy je ogłoszono. Dla katolika, natomiast, prawda objawiona jest jedna i niezmienna. Istotnie, czasami dogmat nie jest doskonały, gdyż został opracowany przez człowieka, istotę niedoskonałą, ale jest bezwzględnie potrzebny, ponieważ został objawiony za sprawą Ducha Świętego. Rozwój doktrynalny umacnia pozycję Kościoła katolickiego, pogłębia jego świętość, a nie jest przekreśleniem przeszłości, co niektórym może się wydawać .

Liberalizm prowadzi do radykalnej formy niemoralności. Moralność wymaga standardów i przewodnika, wymaga hierarchii wartości, wymaga pewnego porządku w kodzie moralnym, a to liberalizm przekreśla. Zatem, liberalizm uwalnia człowieka od poczucia grzechu, dając człowiekowi ułudne przeświadczenie, iż jakoś to będzie, że może jakoś uda się uchronić przed konsekwencjami Sądu Ostatecznego. Doktryna tolerancjonizmu wprowadziła modę na “tolerancję”, co daje wolność do wszystkiego. Ich “tolerancja” ma na celu usunięcie wszelkich norm moralnych, a więc, zbanalizowanie faktu istnienia grzechu, uczynienie z Szatana “równego kumpla”, z którym można przyjemnie współżyć. W imię “tolerancji” wszyscy chcą być “liberalni”, z “postępowymi” katolikami włącznie.

Znaleźli się już tacy, którzy twierdzą, że pojęcie grzechu wymyślił św. Augustyn.

Czyżby tak słabo znali Księgę Rodzaju? Ten nieznordowany upór, by w jakiś sposób oczyścić Szatana od epitetu “ojca grzechu”, jest zdumiewający. Osłabiając znaczenie grzechu, moderniści kładą coraz to większy nacisk na miłość Bożą, a wyciszają zagadnienie bojaźni Bożej. Nic dziwnego, że prowadzi to do herezji, skoro mamy do czynienia z odstępstwem od Składu Apostolskiego. “Boga się bój i przykazań Jego przestrzegaj, bo cały w tym człowiek! Bóg bowiem każda sprawę weźmie pod sąd, wszystko, choć ukryte: czy dobre było, czy złe” {Koh 12, 13-14).

Jak pisał swego czasu Ks. Kardynał J.H. Newman , bez bojaźni Bożej słowo miłość jest czczym frazesem. Bez bojaźni Bożej religia staje się herezją, stwarza wizję Boga rozdającego wszystkim darmową mannę. Jest to próba wyciszania zapowiedzi nadejścia Sądu Ostatecznego, a to jest już ewidentnym nawrotem do pogaństwa.

Tracąc dążność do wprowadzania w życie codzienne zasad naszej wiary, tracimy katolicką koncepcje grzechu pierworodnego, która jest w harmonii z koncepcją stworzenia świata przez Boga. Jest też doskonałym wytłumaczeniem grzesznej natury ludzkiej i potwierdzeniem nieskończonej dobroci Bożej. Katolicka doktryna grzechu pierworodnego tak silnie przekonywuje, iż przez wieki przyjmowano ją bez zastrzeżeń, w pełnym przekonaniu, że inaczej być nie mogło. Niestety, modernizując się na dobre w życiu codziennym, coraz mniej pozostawiamy miejsca w naszej świadomości na rzeczy tak doniosłe, jak wieczne zbawienie i obraza Pana Boga.

Dzisiaj niewielu katolików ma pełne przekonanie do doktryny grzechu pierworodnego, szczególnie wśród księży “postępowych”. Trzymając się liberalistycznej bezosobowości, najpierw grzech zastąpiło słowo “wina”, czemu nieco później nadano charakter więcej “naukowy” (słabszy od “naukowego”), mówiąc już tylko o “poczuciu winy”, czyli dając grzechowi wymiar bezosobowy. Jak już wspomniałem, konsekwencją bezosobowości jest zbiorowa odpowiedzialność, a więc żadna. Obecnie, to już mamy nawet zbiorowe rozgrzeszenie, a więc, też żadne. Przyjmując Komunię św. po takim “rozgrzeszeniu”, dopuszczamy się świętokradztwa, czyli ciężkiej obrazy Pana Boga.

Odrzucając naukę Kościoła Św., liberalizm głosi, że wszystkie religie są równoważne. Dochodzimy więc do indyferentyzmu religijnego. W zliberalizowanym świecie Papież nie jest już najwyższym kapłanem. Tak wyśmiewany, przez modernistów, dogmat o nieomylności Papieża w istocie rzeczy pozwala godzić rozbieżne opinie, pozwala zbliżyć się do prawdy, a co najważniejsze, przeciwdziała rozbiciu na sekty religijne, co jest na porządku dziennym u protestantów. Tam, każdy może założyć swój “kościół”. Otwarcie wrót dla wewnętrznego doświadczenia osobistego przyczynia się do gwałtownego wzrostu ilości sekt “charyzmatycznych”, których przywódcy twierdzą, iż posiadają stały kontakt z Niebem. Jedną z najnowszych jest odrost iluminatów, Bractwo Białe (White Brotherhood), na czele z prorokiem Mark L, Prophet i jego pomocnicą, też prorokiem, Elizabeth C. Prophet, która twierdzi, że ma codzienne kontakty z aniołami. I znajdują się ludzie, co w to wierzą. Nawet w katolickiej Portugalii, jak oznajmiła z dumą p. Elizabeth. – Czy w Polsce już także?

Religia ma zbliżać ludzi do Boga. Powinna też ludzi jednoczyć., W świecie protestanckim jest na odwrót. Protestantyzm ludzi dzieli i oddala od Boga, gdyż koncentruje się na człowieku i jego zachciankach. Przy braku niezależnego autorytetu, bez przewodnictwa dogmatów i liturgii, które są podstawą prawdziwej wiary w Boga, wszelkie spory dotyczące Ewangelii św. pozostają u nich nieroztrzygnięte. Naukę Apostołów poczęto naginać do własnych, ziemskich celów; co rozwija hipokryzję. Powstał już dziwoląg w postaci religii środków masowego przekazu, czyli upolitycznionej herezji. Wszystko to ma miejsce pod płaszczykiem liberalizmu, czy też “konstytucyjnej wolności sumienia”.

Protestantyzm, w sposób naturalny, sprzyja tolerancji błędu. Odrzucając autorytet Kościoła Św., nie posiada ani kryteriów, ani definicji wiary. Tam każdy, w oparciu o własny osąd, może dowolnie interpretować objawienie Boże. Protestantyzm, odrzucając dogmaty, liturgię, Sakramenty Św., z Kapłaństwem na czele, doprowadził do desakralizacji religii, nadał jej charakter ściśle racjonalny. W takiej sytuacji, protestanci muszą dojść do wniosku, że każda religia jest sobie równa. Jako argument, zwolennicy liberalizmu podają, że każda religia zawiera prawdę cząstkową, np. że istnieje “siła wyższa”. Nawet masoni wierzą w “Wielkiego Architekta”. Tak niewielu zastanawia się nad tym, że Pan Bóg objawił nam jedną religię, a nie wiele i to ze sobą sprzecznych. Jest to równia pochyła, po której człowiek powoli stacza się do stanu religijnej anarchii, w którym wiara w Boga zanika, następuje poganienie.

Oczywiście, każdemu rozwojowi herezji akompaniuje krytyka Kościoła katolickiego, krytyka wyznania rzymskokatolickiego. Jesteśmy więc atakowani przez protestantów za tak bogatą liturgię i obrzędy. Jako argument podają, że tego nie ma w Biblii. Gdyby obrzędy i liturgia nie miały znaczenia, czy były czymś zbożnym, to Jezus Chrystus nie przyszedłby do św. Jana Chrzciciela, aby się ochrzcić. Jezus Chrystus, jako Syn Boży, nie miał konieczności by się chrzcić, a jednak to uczynił, aby tym samym podkreślić doniosłość obrzędów i liturgii w życiu religijnym. Nasz Odkupiciel przestrzegał również wszystkie obrzędy żydowskie, zgodnie z wymogami Prawa. Podobnie postąpili Apostołowie. Dopiero zesłanie Ducha Świętego utwierdziło ich w przekonaniu, że śmierć Chrystusa na Krzyżu przekreśliła wymóg podporządkowania się obrzędom żydowskim, jako rzeczy koniecznej by móc uzyskać zbawienie.

Ponadto, Pismo św. dotyczy spraw wiary w Jezusa Chrystusa i Jego Odkupienie, a nie jest sztywnym dyktandem w jaki sposób należy to robić. Od tego są Doktorzy Kościoła św., od tego są teolodzy natchnięci przez Ducha Swiątego, od tego są postacie świętych. Kościół św. jest uzupełnieniem Pisma św., jest organizatorem życia religijnego. Stąd, obok Sakramentów św. ustanowionych przez Chrystusa Pana, jak Chrztu, Najświętszego Sakramentu i Kapłaństwa, Kościół św. wprowadził dodatkowe. Uroczyste wyświęcanie kapłanów, grzebanie zmarłych, bierzmowanie, czy ślub, a przede wszystkim Msza św. w języku łacińskim, budząca zachwyt przez stulecia, nawet u ludzi z innych wyznań, mają na celu służyć chwale Bożej i pogłębiając wiarę w Boga.

Dostojnego gościa przyjmujemy w domu doprowadzonym do wysokiego połysku, z przepychem na jaki nas tylko stać, a co dopiero mówić o przyjęciu Pana Boga. Ponadto, jak można naprawdę czcić Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, jednocześnie ignorując Jego Matkę? Przecież to robią protestanci! Jeżeli kultem Najświętszej Maryi Panny Kościół katolicki dopuszcza się idolatrii, jak twierdzą protestanci, to wówczas arianizm byłby prawdziwą religią.

Nic więc dziwnego, że Ks. Kardynał Newman doszedł do przekonania , iż protestanci popadli w pełny arianizm, anglikanie w półarianizm, a jedynie Kościół rzymski, walcząc z liberalizmem, pozostał tym, czym był od początku. Nie zapominajmy jednak, że Ks. Kardynał John Henry Newman (1801-90) głosił słowo Boże w XIX wieku, w czasach, kiedy Kościołowi katolickiemu zazdroszczono Papieży i podziwiano ich za heroizm, za ich zdecydowanie w obronie Tradycji i zasad Wiary św.

Skoro jest już mowa o protestantyzmie, to warto jeszcze poruszyć sprawę modlitwy, gdyż wiąże się ona bezpośrednio z zagadnieniem liturgii w Kościele katolickim. Protestanci, i nie tylko oni, w swojej ignorancji odrzucają wszelkie standardowe formy modlitwy. Pragną być bardziej oryginalni i silą się na własne, które chętnie wypowiadają przed audytorium. Taka modlitwa, zazwyczaj rozwlekła, często wprowadza jej autora w stan głębokiej podniety, który u protestantów kończy się histerycznym płaczem, wrzaskami, niekontrolowaną gestykulacją, a nawet wyciem i tarzaniem się. Ta szczególna forma hipokryzji, tracąca faryzejstwem, którą zdecydowanie potępił Jezus Chrystus, zamykając przed nią bramy Nieba, nie ma nic wspólnego z nawiedzeniem przez Ducha Świętego, jak to uzasadniają zielonoświątkowcy. W tym już palce macza Szatan.

Taka forma modlitwy Pana Bogn obraża. Dom Boży nie jest jeszcze jednym miejscem do wzajemnej adoracji. “Zważaj na krok swój, gdy idziesz do domu Bożego” (Koh 4,17) . Życie religijne nie jest rzeczą “łatwą i przyjemną”, jak to chcieliby mieć moderniści, skupiając głównie uwagę na medytacjach, zamiast żyć w zgodzie z Ewangelią św. Dobrowolnie wyzbywać się modlitw, w imię chorobliwie pojętego postępu, które były w użyciu przez Chrystusa Pana, Apostołów i Świętych Pańkich, odłączać się od rzeczy wspaniałych i wielkich, nie jest mądre. Wielość słów rodzi mowę głupią (Koh 5,2), rzuca w objęcia faryzejstwa.

Tak to już bywa z ułomną naturą ludzką, że bez ustalonego programu zajęć człowiek nic nie robi. Również przestaje się modlić, lub modli się w zależności od nastroju. Najpierw zaniedbujemy codzienny pacierz, następnie regularne uczęszczanie na niedzielną Mszę Św., a w dalszej kolejności przychodzi zwątpienie w dogmaty Kościoła św. ; i tak, dzień po dniu, odchodzimy od wiary w Boga. Odchodząc od tradycji, od liturgii i obrzędów, siłą rzeczy udajemy się do jaskini. Głębokość wiary jest wprost proporcjonalna do intensywności modlenia się (lex orandi lex credendi) . Zatem, ilu zliberalizowanych katolików wierzy w skuteczność modlitwy? Ilu modli się regularnie? A ilu modli się klęcząc? – Czyż powrót do Pana Boga nie następuje jedynie wówczas, gdy nadchodzi stan zagrożenia; w myśl brzydkiej zasady: jak trwoga, to do Boga? Czy modlitwa nie jest czasami kierowana chęcią dogodzenia własnej zawiści lub próżności? A potem przychodzi zdziwienie, że modlitwa nie przynosi spodziewanego skutku. Tu już jesteśmy w objęciach magii, poganiejemy, gdyż modlitwę stawiamy na równi z czarodziejskim zaklęciem, zapominając, że Pan Bóg nie asystuje w zawistnej walce, jak to ma miejsce w wierzeniach pogan, pełnych bożków, którzy walczą ze sobą na żądanie człowieka. Pan Bóg ma zasady, od których nigdy nie odstępuje. Jako doskonałość absolutna, prowadzi z nami grę uczciwie. (….)

Część 2

Zliberalizowani wrogowie kościoła rzymskiego lubią często podkreślać, że dogmaty katolickie przykuwają ludzkość do wsteczności; za to “wolna myśl” zmierza do postępu. Uzasadniają ten pogląd powierzchowną wzmianką o “ciemnocie średniowiecza” i inkwizycji. Warto więc zatrzymać się nieco i przy tym zagadnieniu.

Mówiąc potocznie o “ciemnocie średniowiecza” krytycy tradycyjnego katolicyzmu mają Zazwyczaj na myśli tysiącletni okres dziejów Europy wypełniony kontrowersyjnymi krucjatami, najazdami zbrojnymi, co uzupełnia Święta Inkwizycja i rzekoma niesprawiedliwość społeczna sztywnego ustroju feudalnego. Jest to pogląd wypracowany przez zajadłych wrogów cywilizacji łacińskiej, pogląd propagandowy, odbiegający od prawdy. Ta antyklerykalna odmiana nienawiści i niewiary została nazwana sekularystycznym humanizmem.

Humanizm jest dotychczasowym apogeum ateizmu. Głosi, że współczesny człowiek doszedł już do takiego rozwoju psychicznego, iż nie potrzebuje liczyć na jakiekolwiek zewnętrzne siły w rozwiązywaniu swoich problemów. Zdaniem humanistów, człowiek ma liczyć tylko na siebie w budowie kosmicznego raju i własnej chwały. Sekularyzację nazwano dojrzałością społeczną. Celem humanistów jest społeczny dobrobyt i nic więcej. Jest to rewolucja myśli ludzkiej. Występujący przeciwko Panu Bogu humaniści nie improwizują z ukrycia. Są to akademicy, którzy opracowali pragmatyczną religię bez Boga, opartą na matematyczno-podobnych formułkach, wspartych techniką komputerową. Jest to naukowo-technologiczny materializm. W wyniku powszechnej liberalizacji, owi heretycy nie należą już do marginesu społecznego. Stanowią elitę internacjonalistyczną. Połączeni są węzłem przynależności do grupy najważniejszych istot na ziemi. Kontrolują przecież politykę rządów, kontrolują międzynarodowe korporacje, trzymają w garści uniwersytety, wydawnictwa, stacje radiowe i telewizyjne, czy w ogóle środki masowego przekazu.

Ich era rozpoczęła się w 1933 roku wydaniem I Manifestu humanistycznego. Każda rewolucja rozpoczyna się od wydania “manifestu”. Sygnatariusze I Manifestu wywodzą się ze świata liberalizmu, więc nazwali siebie “liberalnymi humanistami”. Dla nich wszechświat jest samoistniejący, a nie stworzony. Człowiek jest u nich częścią natury, jest wynikiem ewolucji. Tradycyjny dualizm ciała i duszy ludzkiej jest przez nich odrzucony. W religii humanistów zawiera się antropocentryzm i immanentyzm. Ich celem jest szczęście, a nie świętość. Dla świata i historii nadali znamię boskości. Dla humanistów najważniejsza jest abstrakcyjna ludzkość, a człowiek jako osoba jest bez znaczenia. W ich świecie życie ludzkie można zgasić tak lekko jak zapaloną świecę.

W II Manifeście humanistycznym, wydanym czterdzieści lat później, w 1973 roku, humaniści oświadczyli, że moralność człowieka jest autonomiczna i sytuacyjna, że nie potrzebuje teologicznych sankcji. Nie są im potrzebne dogmaty, ani statyczna prawda. Wszelkie autorytety zaliczyli do klasy wrogów wolnych badań naukowych, do wrogów naukowego postępu i społecznego rozwoju. Zatem, ich nauka została upolityczniona, a to jest dla nauki zabójcze. Polityk czuje się upokorzony, kiedy musi przyznać, że popełnił błąd; za to naukowiec wie dobrze, iż będzie robił błędy, jednak, poszukując prawdy, musi z pokorą uznać swoje błędy i zdecydowanie je usuwać, bez oglądania się na znajomych, co o nim powiedzą. Upolitycznieni naukowcy siłą rzeczy prowadzą działalność naukawą , a nie naukową. W rezultacie, dzień” po dniu, oddalają się od prawdy, stają się szarlatanami. I tak, ubywa nam naukowców, a przybywa szarlatanów, którzy przejadają pieniądze podatników.

Opinia, że Kościół katolicki przeciwstawiał się rozwojowi nauki niewiele ma wspólnego ze znajomością historii chrześcijaństwa. To katoliccy filozofowie zapoznali Europę z pracami Arystotelesa. Św. Tomasz z Akwinu został kanonizowany przez Papieża, mimo iż opierał swoje poglądy na materialistycznych teoriach Arystotelesa. Kościół rzymski jedynie interweniował tam, gdzie rozprzestrzeniała się herezja, stanowiąca poważne zagrożenie tak dla duszy, jak i dla ciała człowieka. Poza tym nauka miała otwartą drogę dla badań.

Tak wyśmiewana przez wyznawców humanizmu epoka feudalna była w stanie dać schronienie “dla wdowy i sieroty”. Owszem, feudałowie i rycerze mieli duże prawa i przywileje, ale mieli również twarde obowiązki. To była złota epoka rozwoju ludzkości; rozwoju literatury, architektury, filozofii i sztuki teatralnej, a rozwój sztuki i muzyki sakralnej postawił ludzki geniusz na wyżyny. Wszystko ku chwale Bożej. Kościół rzymski nie oponował naukowemu podejściu do badania zjawisk ziemskich. W epoce wielkich odkryć i wynalazków tępił panoszący się agnostycyzm, kult ognia piekielnego, hermetyzm, czy ogólnie, herezję.

W późniejszym okresie, Kościół katolicki również nie potępił nauki, ale modernizm. Żaden uczciwy historyk nie mówi o “mrokach średniowiecza”. Wszystkie wielkie odkrycia z tego okresu, wszelkie heroiczne wyczyny były dokonywane z imieniem Bożym na ustach. Sataniści, faryzeusze i farmazoni nie asystowali królom na polach bitew, nie brali udziału w odkrywczych wyprawach. Ich terenem działania były dworskie sypialnie i zacisza domowych pieleszy. Rzucali się jak sępy na rzeczy zapracowane przez innych. Chciałbym tu być dobrze zrozumiany. Nie twierdzę, że wielcy odkrywcy i wielcy rycerze byli ludźmi bez skazy. W ciężkich chwilach życiowych, uniesieni złością, bez wątpienia potrafili urągać i Panu Bogu, i Szatanowi. Jednak, byli to ludzie głęboko wierzący, którzy potrafili modlić się żarliwie, gdy byli w samotności, zgodnie z zaleceniem Chrystusa Pana: “Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu” (św. Mat. 6,6). Wielcy ludzie zawsze wierzą w naukę Chrystusa. Nie może być inaczej. Naszym, polskim, największym rycerzom również nie schodziła z ust pieśń” “Bogurodzica”, gdy pomni feudalnego obowiązku szli na bój. Co więcej, wiara w Boga zawsze wymaga bohaterskiej postawy. Tak było w ciężkich czasach pierwszych chrześcijan, tak jest i dzisiaj. Tylko umysły zniewieściałe potrafią reagować szyderstwem na wzmiankę o Bożym objawieniu.

Teraz kilka zdań o Inkwizycji.

Przyczyną ustanowienia Inkwizycji była panosząca się w Europie herezja o charakterze radykalnie rewolucyjnym. Stolica Apostolska zleciła Inkwizycję poważnym i pobożnym ludziom, głównie franciszkanom i dominikanom. Dla Inkwizycji pracowało wielu uczonych i późniejszych świętych. Trybunał Inkwizycji szczycił się wyjątkowym postępem w prawodawstwie i sądownictwie. Sędziowie, pracujący dla Inkwizycji, poczuwali się do obowiązku zachowania godności tak osobistej , katolickiej , jak i zawodowej. Wyroki śmierci były wydawane na heretyków stanowiących poważne zagrożenie dla otoczenia, jak notorycznych zabójców, podpalaczy i złodziei, rytualnych morderców.

Owszem, były i nadużycia, gdyż Szatan wszędzie zamiata ogonem, ale to były wyjątki haniebne i nieliczne, nie stanowiące usankcjonowanej prawem reguły, jak to ma miejsce dzisiaj w “wyzwolonym” przez liberalizm świecie. W przeciągu trzystu lat hiszpańska Inkwizycja wydała cztery tysiące wyroków śmierci . Jest to kroplą w oceanie, w porównaniu do tego, co zrobili antykatoliccy jakobini w czasie rewolucji francuskiej z 1789 roku, czy bolszewicy w roku 1917 i w latach następnych. A co minio miejsce w czasie wojny domowej, w Hiszpanii, z roku 1936, a co działo się w Chinach po toku 1949, czy ostatnio w Wietnamie, Kambodży, Gujanie, wszędzie tam, gdzie miały miejsce krwawe rewolucje, zainicjowane przez tajne sprzysiężenia, popychające rozwój liberalizmu do przodu, posiadające w tym swoje, ukryte cele?

Można tu jeszcze wspomnieć o hitleryzmie jako konsekwencji liberalizmu republiki weimarskiej. To właśnie wieloetyczna cywilizacja żydowska i spokrewniony z nią protestantyzm przywróciły do życia niewolnictwo i nieludzki, nieodpowiedzialny wyzysk człowieka dla jak największego zysku. Czy dzisiejsza, liberalistyczna, ogólnoświatowa cenzura na środki masowego przekazu jest bardziej elastyczna od Inkwizycji? – Nie! Liberalizm nie docieka, nie bada czyichś poglądów, lecz bezwzględnie narzuca swoje. Badajmy więc fakty historyczne, a nie zadawalajmy się przewrotnymi fikcjami. Wówczas szybko okaże się, kto naprawdę broni człowieka, jego godność i dostojeństwo. Wszystko wskazuje na to, że jest odwrotnie niż głosi propaganda liberalizmu .

To zbytnia tolerancyjność Kościoła katolickiego dała cieplarniane warunki dla rozwoju neopogańskiej epoki Renesansu, którą tak mocno chwalą zwolennicy wojny z Panem Bogiem. Decyzja Stolicy Apostolskiej, o powołaniu do życia Świętej Inkwizycji, została poparta przez głowy koronowane katolickiej Europy. Dlaczego? Otóż, gdy usuwa się Boga prawdziwego, nowi bogowie spieszą, by zająć Jego miejsce. Ożywa pogaństwo. Adoracja pogańskich bogów prowadzi do utworzenia boskiego państwa, opierającego się na teologii ciągłości. Bogowie pogan są zawistni i wymagają ciągłych ofiar z życia ludzkiego. Władca państwa-boga może żądać życia każdego obywatela, by złożyć je w ofierze Molochowi. Adoracja Molocha jest zarazem adoracją Państwa. Duet Moloch – Państwo nie opiera się na prawie i sprawiedliwości, ale na rozkazach. Herezja, powrót do pogaństwa, czyni z człowieka boga, czy to za pomocą odwoływania się do mocy złych duchów, demonów, co robią okultyści, czy też za pomocą nauki, powiązanej z gnozą i alchemią, jak to ma miejsce u humanistów naszych czasów. Jedni i drudzy dążą do stworzenia superwładzy, wszechmocnego państwa, które będzie decydowało i życiu i śmierci każdego człowieka. W rezultacie, hodują ludzi, którzy są bez serca, bez uczuć i nie są w stanie troszczyć się o kogokolwiek za Wyjątkiem siebie samego. Nawet najmniejszy wysiłek ze strony takiego samoluba jest poprzedzony pytaniem: “Co ja z tego będę miał?”. Państwo, składające się z takich obywateli, tworzy piekło na ziemi. Nikt, kto ma Boga w sercu, nie może do tego dopuścić.
Wolność nie przewidziała miejsca dla herezji. Stąd, w trosce o dobro narodów, zaistniała konieczność wprowadzenia Świętej Inkwizycji.

Mówiąc o wielkich wyczynach “ludzi Papieża” nie sposób jest pominąć jezuitów. To byli giganci wiedzy, jednak broniący autorytetu Kościoła św. Dlatego wrogowie tradycyjnego katolicyzmu tak ich znienawidzili, stąd powstało tyle obraźliwych plotek i oszczerstw pod ich adresem.
Zakon Jezuitów, jako rycerzy Chrystusa, został założony przez Św. Ignacego de Loyola. W 1540 roku, powołując Zakon Jezuitów do życia, Papież Paweł III postawił przed nimi dwa zadania: propagować doktrynę religijną Kościoła rzymskiego oraz bronić praw i przywilejów Namiestnika Chrystusowego, Chcąc wywiązać się z tych obowiązków jak najrzetelniej, w bardzo krótkim czasie jezuici znaleźli się w czołówce światowej niemal wszystkich dziedzin nauki. Stawiało to przed nimi otworem wszelkie uniwersytety oraz instytucje państwowe, dawało im dostęp do każdej dziedziny działalności człowieka, w każdym miejscu i w każdych warunkach. Byli więc najtęższymi matematykami, fizykami, inżynierami, biologami, chemikami, astronomami, archeologami, lekarzami, zoologami, genetykami, geografami itd. Lista naukowych odkryć i wynalazków dokonanych przez jezuitów jest bardzo długa. Dominowali w muzyce, w malarstwie, w sztuce teatralnej, a nawet dali podstawy dla najnowocześniejszego baletu. Byli obecni na wszystkich dworach królewskich i książęcych, a jak trzeba było, to potrafili przez całe życie paść świnie.

Rozjechali się po wszystkich kontynentach, aby głosić Ewangelię św. i służyć, z wprost nadludzkim hartem, Chrystusowi Panu i chwale Bożej. Rozmach, z jakim weszli między lud Boży, przeraził na dobre tajne sprzysiężenia i raczkujący wówczas ruch protestancki. Drogą koronkowych intryg, opartych głównie na dworskich sypialniach, doprowadzono do rozwiązania Zakonu Jezuitów; zakonu, który cieszył się tak dużym błogosławieństwem Bożym. Za tę chwilową słabość, Kościół katolicki musiał później ciężko odpokutować. Nie pomogło stosunkowo szybkie ponowne powołanie do życia Rycerzy Chrystusa. Gorycz w sercu, za zdradę, pozostała. Nie byli już w stanie dorównać swym poprzednikom. “Świat” przejął ster w swoje ręce i ta sytuacja trwa do dziś.
To Kościół Chrystusa Pana położył fundament pod naukowe i racjonalne spojrzenie na świat. Usuwając z ludzkiej wyobraźni obecność wszechmocnych demonów i bożków, Kościół święty usunął elementy, które przerażały ludzkość, pozbawiały ją pewności siebie, trzymały w chaotycznej improwizacji. By ludzi ośmielić i zachęcić do pełnego korzystania z dobrodziejstw świata stworzonego przez Boga, Jezus Chrystus tak wiele razy musiał powtarzać: “Nie bójcie się!”.

Bez chrześcijaństwa, bez powrotu do prawdziwego Boga, człowiek nie byłby w stanie dojść do takiego stopnia rozwoju intelektualno-technologicznego, jakim cieszy się dzisiaj. Jedynie ignoranci, zatruci filozofią liberalizmu, oraz złośliwcy mogą twierdzić, że Kościół katolicki hamował rozwój nauki i postępu.
Złota epoka Średniowiecza była wynikiem harmonijnej współpracy Państwa i Kościoła św. Jak to św. Robert Bellarmine trafnie określił: “Te dwie siły, kościelna i świecka, są we wzajemnym powiązaniu tak, jak dusza i ciało w człowieku”. Filozofia liberalizmu zakłóciła tę harmonię. Ciało uwolniło się od duszy, a nawet zaprzeczyło, że dusza istnieje. Tym samym, rządy państw utraciły Najwyższego Nauczycielą i Stróża prawa moralnego, poczęły iść przez życie jak statek bez steru. Nic dziwnego, że tak często rozbijają się o skały amoralnaści. Świat liberalizmu tym się jednak nie przejmuje. Wymienia rządy tak lekko, jak ludzie wymieniają znoszone skarpety. W świecie niestabilności moralnej nie może być poszanowania dla tradycji, dla rzeczy trwałych. “Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać” (św. Marek 3,24). Masoneria, ostoja i inkubator filozofii liberalizmu, zawsze popierała pomysł separacji Kościoła św. od Państwa. To ona oparła rządy i prawo na naturalizmie, co wyraźnie podkreślił Papież Leon XIII w encyklice Humanum Genus” . Stanowisko Papieży w tej sprawie jest niezmienne od czasów Papieża Klemensa. XII, który pierwszy potępił masonerię, w 1738 roku. Dla niej, jako dla wywrotowego sprzysieżenia, które pragnie być “Królami i Kapłanami ludu”, im jest gorzej w świecie chrześcijańskim, tym lepiej. Stąd, człowiek coraz to bardziej oddala się od prawdziwej wolności, gdyż wolność jest jednocześnie obowiązkiem dążenia do wiecznej szczęśliwości, w pojednaniu z Chrystusem Panem, którego indyferentny świat filozofii liberalizmu odrzuca.

ODNOWA, CZY OD NOWA?

Kościół anglikański został podporządkowany królowi Anglii, Kościół prawosławny z kolei, carowi, a nawet “Kościół” masoński uległ międzynarodowemu żydostwu? jedynie Kościół katolicki pozostał wolny od jakiegokolwiek zwierzchnictwa świeckiego. Będąc wolny od ziemskiego zwierzchnictwa, Kościół katolicki stał się źródłem i ostoją wolnej myśli (proszę nie kojarzyć jej z wolnomyślicielstwem), najpierw w cywilizowanej Europie, a potem na całym świecie – wszędzie tam, gdzie respektuje się wolną wolę człowieka i jego sumienie.

Jednak, wolność sumienia i wolna wola nie mają nic wspólnego z rozpasanym prawem do mówienia komukolwiek czegokolwiek i robienia cokolwiek gdziekolwiek, do sobiepaństwa. Wolność nie jest prawem do postawienia prawdy i zakłamania na jednym szczeblu hierarchii moralnej. Wolność słowa jest dopuszczalna jedynie wówczas, gdy respektuje dobro, gdy respektuje Boże przykazania. Powiedzmy, w wolnym państwie komunista nie może być wolny, jak w katolickim narodzie heretyk nie może być wolny. Obaj bowiem odrzucają objawione i moralne wartości, służą zakłamaniu. Wolność dla herezji kończy się niewolą dla narodu, który dał jej schronienie. Potwierdziła to historia Polski. W przedrozbiorowej Polsce herezja otrzymała schronienie i wolność, więc w konsekwencji, jako naród, straciliśmy niepodległość. Zostaliśmy wymazani z mapy Europy, na którą naniósł nas traktat Dagome iudex. Bez prawdy nie ma wolności. Pan Jezus powiedział przecież wyraźnie: “Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (św. Jan 8,32) . To jest fundament naszego bytu narodowego. Dzięki przyjęciu Prawdy nie spotkał nas los Prusów, a zostaliśmy przez Pana Boga nagrodzeni własną państwowością.

Kościół Św., za sprawą Ducha Świętego, stał się ożywieniem dla ludzkiego intelektu, ukazał zagubionemu człowiekowi prawdziwą wolność. – Tak, panowie wolnomyśliciele! – Dzięki Kościołowi rzymskiemu powstała cywilizacja łacińska, z której dobrodziejstw cały świat korzysta do dziś, gdyż jest to cywilizacja organiczna, żywa, cywilizacja rozwoju i postępu. To właśnie liberalizm, neopoganizm i cywilizacja żydowska, walcząc z katolicyzmem, usiłują człowieka zapędzić do buszu.

W myśl doktryny Kościoła katolickiego, ani car, ani król, ani cesarz, ani pierwszy sekretarz partii nie jest panem duszy ludzkiej, nie jest w stanie by móc odebrać człowiekowi wolną wolę, a tym samym, odebrać mu odpowiedzialność za uczynki. Tylko Bóg może wymagać od człowieka całkowitego oddania. Nikt inny. Tak głosi doktryna Kościoła katolickiego. Za taką postawę, Kościół katolicki został znienawidzony i jest prześladowany przez tych, którzy dążą do zupełnego panowania nad światem. Wolność nie posiada ustalonej barwy politycznej, nie jest zarezerwowana dla jednej partii. Jednak, liberalizm cierpi na częściowy daltonizm: nie jest w stanie widzieć pasma czerwieni więc je preferuje. Czerwień w zliberalizowanym środowisku czuje się wyśmienicie, gdyż jest niewidoczna, nawet gdy osiąga apogeum despotyzmu.

Co więcej, masońskie nadużywanie sloganu “Wolność!”, do własnych celów wywrotowych, spowodowało, że wszyscy do wolności doczepiajc kolor, pozbawiając ją tym samym jej oryginalnego znaczenia. Stąd, wszyscy rzekomo walczą o wolność, a wolności w świecie jest coraz to mniej. W takiej sytuacji, wolność ludzkiego sumienia jest ostatnią nadzieją dla nas, katolików, żyjących w świecie wyzwalanym od Bożych przykazań. Człowiek współczesny jest już zmęczony liberalistyczną wolnością. Ma jej dość.

Wydarzenia historyczne, inspirowane przez siły sprzysiężenia, jak rewolucja francuska z 1789 roku, wojny napoleońskie, powstania zbrojne i rozrost protestanckich imperiów, jak Wielka Brytania, USA, Holandia i Niemcy, czy ostra kampania antypapieska w Europie, spowodowały, że Kościół katolicki osłabł w intelektualnej działalności. Świat nauki, kupiony przez wielkie intermonopole, przeszedł w ręce zajadłych wrogów katolicyzmu i cywilizacji łacińskiej. Przez stulecia racjonalizm drążył religię katolicką, niszcząc jej symbolikę, liturgię, usuwając z niej mistycyzm, traktując ją jako zabobon nie pasujący do wymogów czasu, albo degradując jej znaczenie, starając się sprowadzić ją na płaszczyznę czysto ziemską.

Po latach ciężkich bojów, w drugiej połowie XX wieku, Kościół katolicki pozwolił modernistom narzucić ton, a nawet począł do nich się łasić; mimo, iż modernizm zawsze traktował Kościół rzymski jako swojego śmiertelnego wroga i robił wszystko, aby doprowadzić go do ruiny. Skutki prób pojednania z modernizmem są najlepiej widoczne w Kościele posoborowym. W obawie, że świeckie doktryny mogą zdominować życie społeczne, Kościół św., pragnąc brać czynny udział w tym życiu, zaakceptował sekularyzację na tyle, na ile to było możliwe w ramach Ewangelii św. W konsekwencji, liberalizm zadomowił się nie tylko wśród ludzi świeckich, ale i w Hierarchii Kościoła. Zwolenników liberalizmu nazwano zarozumiale “księżmi postępowymi”. Ci księża, poczęli głosić, że stanowcze potępianie modernizmu jest niesprawiedliwe, gdyż moderniści pragną dobra dla ludzi, a celem Kościoła św. jest nie potępiać ludzi, lecz prowadzić ich do zbawienia. Doszło więc do “dialogu”.

Ponad dwieście lat antykatolickiego sprzysiężenia żydowsko-masońskiego poczęło wydawać w Kościele katolickim zatrute owoce. Pojawili się katoliccy duchowni, którzy zaczęli wymyślać nowe teorie na temat stworzenia świata, na temat pochodzenia grzechu, na temat boskości Chrystusa Pana, na temat katolickich dogmatów, z dogmatem o nieomylności Papieża włącznie. Między katolików zakradło się zwątpienie w prawdziwość nauki Kościoła św. Doszło do tego, że grupa o zbliżonych poglądach do Hansa Kunga poczęła głosić, że w całkowitym zaufaniu do Boga możemy pozwolić sobie na doktrynalne eksperymentowanie, nie bacząc na to, iż prorocy wielokrotnie przed tym ostrzegali. Przecież taki pogląd jest sednem modernizmu; a mianowicie, że człowiek nowoczesny wyemancypował się spod praw Bożych i może teraz przyszłość świata wziąć w swoje ręce, kierując się wyłącznie własną intuicją, Tym samym, modernizm traktuje Pana Boga jako abstrakcję, a nie oddziaływującą siłę poprzez Objawienie.

Już w wieku XV okultysta Pico della Mirandola głosił, że chrześcijaństwo powinno iść z duchem czasu, dopasowując się do zdobyczy nauki, że powinno pogodzić się ze “.światem”. Hans Kung robi to samo, podmieniając okultyzm della Mirandola na “naukowość”. Czy jest to prostym zbiegiem okoliczności, czy też konsekwentnym wypełnianiem poleceń Synagogi szatana?

Oczywiście, do rewolucji w Kościele katolickim nigdy by nie doszło, gdyby modernizm nie rzucił ziarna zwątpienia na umysły katolickich intelektualistów odnośnie Tradycji, gdyby katolicy nie zaczęli naginać prawd objawienia do wyników badań naukowych, co obecnie przyjęło nazwę “pojednania”. Tym samym, katoliccy intelektualiści dopuścili się niewybaczalnego błędu, godzącego w Prawdę. Hipotezy uzasadnione naukowo są tylko hipotezami, które obowiązują do chwili, gdy nie. pojawią się nowe hit tezy, obalające poprzednie. Nie ma to nic wspólnego z objawieniem Bożym, którego nie da się powiązać z ludzką fantazją. Bez wątpienia, nie należy w zaślepieniu ignorować osiągnięć nauki, odkryć historycznych, jednak, należy zdawać sobie sprawę, że owe zdobycze nauki nigdy nie mogą stanowić podstaw do formułowania pojęć religijnych, gdyż religia opiera się na innym zbiorze rzeczywistości, niedostępnym dla mędrca szkiełka i oka. Skoro Pan Bóg dał człowiekowi ciało i duszę, musimy karmić je w uporządkowaniu wskazanym przez Chrystusa Pana: co cesarskie, cesarzowi, a co boskie, Panu Bogu. Mówiąc o siewcach modernistycznej odnowy wewnątrz Kościoła katolickiego, trudno jest nie wspomnieć o George Tyrrell, Teilhard de Chardin oraz Jacąues Maritain.
Wszystkich trzech zaliczamy do wielbicieli idei humanizmu, z dobrze wyrobioną “mentalnością masońską”. Są to odrosty z rewolucji francuskiej z 1789 roku. Irlandczyk George Tyrrell przeszedł z anglikanizmu na katolicyzm w wieku osiemnastu lat. Wstąpił do Zakonu Jezuitów w Anglii. Jako bardzo aktywny pedagog i płodny publicysta, stał się siewcą idei modernizmu i internacjonalizmu wśród kleryków jezuickich. Był nauczycielem filozofii. Potępił Lutra i Kalwina głównie za to, że odeszli od Kościoła katolickiego, zamiast w nim pozostać i starać się go reformować. Nie wierzył w Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny oraz w Zmartwychwstanie Chrystusa Pana. Ks. Wickens twierdzi, że George Tyrrell w ogóle nie wierzył w Boga. Trudno jest oprzeć się myśli, iż George Tyrrell został jezuitom podstawiony, aby dobrze im namieszać w umysłach.

W 1907 roku, Papież, św. Pius X, udzielił mu nagany. Gdy George Tyrrell odmówił odwołania swoich herezji, został usunięty z Zakonu. Należy pamiętać, iż dogmat o nieomylności Papieża, uchwalony w czasie Soboru Watykańskiego I , w 1870 roku, był odpowiedzią na modernizm szerzący się w łonie Kościoła św. Po wydaleniu z Zakonu Jezuitów, George Tyrrell odszedł od wiary katolickiej .

Mimo, iż zabrakło George Tyrrella wśród jezuitów, herezja modernizmu rozwijała się nadal, gdyż znaleźli się następcy. Jednym z nich był Teilhard de Chardin. Już w latach gimnazjalnych Teilhard de Chardin zaraził się kantowskim sceptycyzmem od jezuity Henri Bremonda, a później, gdy wstąpił do seminarium, reszty zepsucia dokonał George Tyrrell. Pogląd ten przekonywująco uzasadnił Ks. Wickens. Henri Bremond i George Tyrrell byli ze sobą zaprzyjaźnieni. Tworzyli trzon modernistycznej inteligencji. Gdy Bremond został usunięty z Zakonu Jezuitów, propagowaniem modernizmu wśród kleryków zajął sie. jezuita Leonce de Grandmaison (wielce wymowne i jednoznaczne nazwisko!). Jezuici w żaden sposób nie mogli pozbyć się w swoich szeregach roznosicieli modernizmu. Tak bacznie byli pilnowani przez Wielki Wschód Francji, który nie mógł zapomnieć przykrych doświadczeń ze św. Ignacym de Loyola.

Na czoło modernistów wysunął sie Teilhard de Chardin. W łonie Kościoła katolickiego powstał odpowiednik masońskiego sprzysiężenia. Wojujący piewcy filozofii liberalizmu w sposób zgrany i zorganizowany przystąpili do badania, z zegarmistrzowską dokładnością, wszystkich przedmiotów studiów seminaryjnych, teologicznych, tworząc coś w rodzaju “intelektualnej manufaktury”, by móc wypracować metody, którymi będą mogli skutecznie zarazić katolików ideą modernizmu i doprowadzić do nieodwracalnego rozkładu Kościoła rzymskiego. Już św. Pius X ostrzegł katolicką Hierarchię, że herezja modernizmu jest doskonale zorganizowana we wnętrzu Kościoła św. Istotnie, po długoletnim przygotowaniu, od zakończenia drugiej wojny światowej, zwątpienie w umysłach kleru, w prawdziwość tradycyjnej nauki Kościoła Św., rosło z roku na rok.

Nie można się więc dziwić, że Teilhard de Chardin mógł sobie pozwolić na dozę arogancji, oświadczając, iż nie obawia się o swoją przyszłość, gdyż ma przyjaciół na znaczących pozycjach strategicznych. Pewny siebie, publicznie powątpiewał, że należy oddawać cześć i uwielbienie Panu Bogu. Twierdził również, że nie było pierwszych rodziców Adama i Ewy, czym umacniał poligenizm, a w konsekwencji, nie było też i grzechu pierworodnego. Zatem, skoro nie było grzechu pierworodnego, to nie ma potrzeby, aby dążyć do zbawienia. Dalej, śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu automatycznie staje się bezużytecznym aktem i, w dalszej konsekwencji, nie ma Ofiary Mszy św. oraz nie ma Przemienienia Pańskiego !

Czyli, krok po kroku, doszliśmy do sedna sprawy. Jest to cel, do którego Synagoga zmierza od początków Kościoła katolickiego. W obliczu poważnego zagrożenia podstaw naszej wiary katolickiej, po burzy Soboru Watykańskiego II, Papież Jan Paweł II, tuż po objęciu pontyfikatu, wydał encyklikę Redemptor Hominis , pogłębiającą wiarę w istnienie Adama i w grzech pierwszych rodziców w raju. Jan Paweł II bardzo często nawiązuje, w swych wystąpieniach, do tematyki naszych pierwszych rodziców Adama i Ewy.

Swoje wątpliwości w istnienie pierwszych rodziców, Adama i Ewy, Teilhard de Chardin starał się potwierdzić odkryciami wykopaliskowymi. Rozpoczął od fałszerstwa praczłowieka z Piltdown. Nadało mu ono rozgłos. To jednak było dla Teilhard de Chardina za mało. Igrając z naiwnością ludzką, podsunął następne fałszerstwo, sinantropusa, człowieka pekińskiego. – Pieniądze na prace wykopaliskowe szły, wiadomo, z fundacji Rockefellera. – Niestety, odkryte szczątki sinantropusa w tajemniczy sposób zaginęły. Po niepowodzeniach z praczłowiekiem z Piltdown, Teilhard de Chardin – czy owiany tajemnicą inicjator poszukiwań – obawiał się, że sinantropus nie wytrzyma konfrontacji z naukowcami, wolał więc okryć go tajemnicą, a środki masowego przekazu i tak zrobiły swoje. Przyjęto, że sinantropus istnieje.

Poglądy Teilhard de Chardina i jego zwolenników, a mianowicie; teorię ewolucji wszechświata, jako ewolucjonizm, teorię ewolucji ludzkości, jako historyzm oraz teorię ewolucji osobowej, jako egzystencjalizm, potępił Papież Pius XII w encyklice „Humani Generis” z 12 sierpnia 1950 roku. Mimo wszystko, nadal istnieją księża, którzy są przekonani, że teoria ewolucji Darwina została udowodniona.

Wspierając teorię ewolucji, Teilhard de Chardin dał także poparcie dla marksowskiej rewolucji, dla walki klasowej. “Ludzkie oblicze marksizmu”, zdaniem tego jezuity, “rokuje nadzieje na zwycięstwo”. Księży, którzy posiadają tego rodzaju nadzieję i otwarcie do tego sie przyznają, jest więcej. Podążając śladami Teilhard de Chardina, jezuita Jose Maria Diez-Alegria w 1973 roku opublikował książkę pt. “Yo Creo en la Esperanza” (Wierzę w nadzieję) . Jest w niej próba nadania dialektycznego znaczenia dla tradycyjnej teologii katolickiej. W obliczu powyższego, tytuł niniejszej broszury niech będzie przypomnieniem w co katolik powinien wierzyć.

Z kolei, francuski liberał katolicki Jacąues Maritain zajął się czymś w rodzaju teologii historii opartej na filozofii Karola Marksa. Począł głosić, że prawda religijna może być znaleziona wyłącznie w masach. Tak się złożyło, że Jacąues Maritain zaważył na losach Kościoła katolickiego, gdyż do jego wielbicieli należał Ks. Arcybiskup Giovanni Battista Montini. Ks. Abp Montini napisał bardzo przychylny wstęp do włoskiego tłumaczenia książki J. Maritain, pt. “Integralny Humanizm” , W latach sześćdziesiątych tego stulecia Hierarchia Kościoła katolickiego była już do tego stopnia skażona ideą humanizmu, że stało się możliwe, iż Ks. Abp Montini mógł zostać Papieżem. Poznaliśmy go jako Pawła VI. Papież Paweł VI wierzył w liberalną utopię, opartą na filozofii Jacąues Maritain, lansującą Kościół bez autorytetu, nie dostrzegający ludzkich słabości, wynikających z grzechu pierworodnego, nie przypominający o karze za grzechy. Paweł VI wierzył w wewnętrzną dobroć ludzką, a na modernistów patrzył jak na ludzi dobrej woli. To przekonanie oparł na fałszywej przesłance liberalizmu, że jeśli ktoś jest miły dla innych, to inni będą mili dla niego. –

Proszę tę zasadę zastosować do żyda(?). – Nic więc dziwnego, że za jego pontyfikatu Sobór Watykański II przeobraził się we frontalny atak modernizmu na Kościół rzymski, który zakończył się sukcesem. Soborowemu “ludowi Bożemu” nadano socjologiczne znaczenie, zbliżone do “proletariatu” użytego w marksizmie. “Lud Boży” wyzwolono spod autorytetu Papieża i Hierarchii Kościoła św., dając mu autonomię w sprawach dotyczących religijnych przekonań i moralności. Zatem, z Kościoła św. zrobiono sejmik, w którym zaczęli szarogęsić się intruzi, nazwani zarozumiale – zgodnie z duchem i tradycją liberalizmu periti (eksperci). W miejsce Tradycji zakradła się Rewolucja, Kościół katolicki opanowała gorączka “odnowy” w stylu dwóch wielkich rewolucji: jakobińskiej z 1789 roku i bolszewickiej z roku 1917. Brakowało jedynie gilotyny lub czekistów, którzy zrobiliby “porządek” z obrońcami tradycji katolickiej, na których czele stanął Ks. Arcybiskup Marcel Lefebvre.

Moderniści pragną w radykalny sposób odchrześcijanić Europę i Amerykę Południową, dwa bastiony katolicyzmu. Chrześcijaństwo usiłują podmienić “Kościołem ludowym” i doprowadzić do nawrotu do pogaństwa. Została zachwiana rola cywilizacji łacińskiej, jako gwaranta stabilizacji w zorganizowaniu narodów, równoważącego wzajemne stosunki międzyludzkie, jak i stosunek grzesznego człowieka do Boga, cywilizacji najlepszej, można powiedzieć, że świętej. Pomiędzy katolików wkradł się chaos dogmatyczny. Dochodzi już do desakralizacji liturgii katolickiej, do głoszenia “nowych teorii” odnośnie pochodzenia chrześcijaństwa. To wszystko nie ma nic wspólnego z reformą Kościoła Św., a jest wyłącznie podążaniem za współczesnym materializmem, hedonizmem i utylitaryzmem

Być może, iż Jacąues Maritain przerażony impetem rewolucyjnym Soboru Watykańskiego II począł krytykować modernizm, do którego sukcesów tak wiele się przyczynił. Nawet nieśmiało skrytykował Teilhard de Chardina. Mimo wszystko, jest trudno mu całkowicie wyzbyć się starych nawyków. Powtórzył bowiem swoją myśl, że antysemityzm jest wypaczoną forma antychrześcijaństwa. Jest to typowa dla liberalizmu próba zniekształcenia historii, gdyż powszechne oburzenie na żydów sięga 458 roku przed narodzeniem Chrystusa, a więc, na pięć wieków przed Aktem Bogobójstwa.

Na to mamy dowody historyczne, a co było wcześniej, sam Pan Bóg raczy wiedzieć. Co więcej, wystarczy poczytać Dzieje Apostolskie, by się przekonać jak sprawy się miały i kto pierwszy chrześcijan prześladował. Zatem, wypowiadany tu i ówdzie pogląd, że obrażając żyda, obrażasz katolika, wywodzi się z maritainlzmu . – Niemniej jednak, racjonalistyczna i pozytywistyczna wizja świata poczęła napawać Jacques Maritaina uczuciem niesmaku. Dobrze, iż choć u schyłku swego życia zaczął wyrzekać się fałszywych sojuszników.

Rewolucyjne zmiany w Kościele katolickim, w ciągu ostatnich dwudziestu lat, z jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła zrobiły grupę pluralistyczną, pobłażliwą, skłóconą, ekumeniczną i ewolucyjną. Katolicy nie są już wyróżniani spośród masy ludzkiej. “Postępowi” księża nakazują brać udział w otaczających nas mitach i symbolice pogańskiej; jak, dla przykładu, wspólne modlitwy różnych wyznań, z sugestią, iż wszystkie obrzędy są sobie równoważne. “Postępowi” księża i biskupi usiłują pojednać Kościół św. ze “światem”; ponaglają więc katolików do włączenia się do ogólnego nurtu humanistycznego. Wszystko opiera się na fałszywym poglądzie liberałów, że jeśli będziesz dobry dla innych, to inni będą dobrzy dla ciebie. Fałsz tego poglądu dobitnie potwierdziła historia rozbiorami Polski i kolejami losu naszego narodu od tamtych czasów do dzisiaj .

Tak mile widziana przez księży “postępowych” unia z judaizmem, wyciszanie w Ewangelii św. tego, co jest powiedziane o faryzejstwie i o jego marnym końcu, może doprowadzić do wchłonięcia postaci Chrystusa Pana przez żydowski monoteizm. Przekreśliłoby to szokujące żydów fakty Wcielenia i istnienia Trójcy Świętej. Jest to próba podążania za ściekiem herezji z okresu Reformacji, prowadzącym do odrzucenia Nowego Testamentu. Zjudaizowanie Kościoła katolickiego pozbawi go świętości, a więc, doprowadzi do humanistycznego absurdu, że człowiek jest Bogiem i może obejść się bez naszego Zbawiciela. Zachowanie wiary w boskość Jezusa Chrystusa jest dla nas sprawą nie do pominięcia, o ile chcemy uchronić się od proponowanej nam, już teraz, ery pochrześcijańskiej .

Język religijny księży zarażonych modernizmem jest ściśle ocenzurowany. Starannie omija wszelkie wzmianki o dogmatach Kościoła katolickiego, usiłując robić wrażenie, iż one nie istnieją. Fundamentalnym terminom wiary katolickiej nadaje świeckie znaczenie, czyli je zniekształca. Księża “postępowi” dają do zrozumienia, że liturgia, obrzędy i symbole religijne są bez znaczenia. Jest to odzieranie religii z mistycyzmu, bez którego życie religijne nie może istnieć. To przystosowanie się do modernizmu, i równoczesne odarcie życia religijnego z tradycyjnej symboliki i mistycyzmu, stworzyło problemy wielkiej miary. Wprowadzenie zbyt racjonalnej, zimnej, wykalkulowanej, prozaicznej i pozbawionej symboli liturgii, wsparte spłyconą muzyką religijną i architekturą, co się słyszy i ogląda na co dzień, spowodowało wzrost ruchów charyzmatycznych. Znaczenie symbolu zaczyna być opacznie rozumiane. Pozbawiono katolika wiary i przekonania, że za symbolem kryje się niezwykle ważna rzeczywistość; jak, powiedzmy, prawdziwa obecność Jezusa Chrystusa w konsekrowanej hostii.

Symbolika pozwala powracać do wydarzeń z przeszłości i powtarzać je nieskończoną ilość razy. Jest to ponawianie wydarzenia, które kiedyś miało miejsce, a nie jedynie przypominanie go sobie. Ustanawiając Sakramenty święte, Jezus Chrystus dał nam szansę nieustannego odnawiania łączności z Bogiem. Pogląd, że jesteśmy w stanie uświadamiać jedynie znaki, a nie symbole, za którymi kryje się obecność, powoduje, iż Sakrament święty staje się rzeczą, subiektywną, która zmienia się w zależności od osoby, czasu i miejsca. Zamiast odtworzenia wydarzenia z przeszłości, mówi się o jego wspominaniu. Zamiast ponowienia Ofiary na Krzyżu, mamy więc pamiątkowy wieczernik; zamiast ołtarza, na którym składa się ofiarę, jest tylko stół, przy którym gromadzą się biesiadnicy. Zatem, teraźniejszość nie jednoczy się już z przeszłością, a jedynie o przeszłości pamięta.

To jest RÓŻNICA O WIELKIEJ DONIOSŁOŚCI dla przyszłych losów Kościoła katolickiego. Thomas Molnar przypomina, że kiedy cywilizacja zaczyna zmieniać interpretację swojej religii, życie religijne zamiera, a jej świątynie stają się muzeami i, dodam, ośrodkami społeczno-kulturalnymi. Istotnie, na Zachodzie stare kościoły już wyglądają jak muzea, a nowe, jak zakłady produkcyjne.

Przez stulecia cywilizacja łacińska wydawała malarzy, architektów, poetów, muzyków, artystów o wprost niewyczerpanej inspiracji twórczej. Katedry i kościoły, sale koncertowe i teatry, biblioteki, ulice i place miast zawierają arcydzieła myśli chrześcijańskiej, z którymi nie może się równać żadna inna cywilizacja. Jednak, subiektywizm filozofii liberalizmu wywarł piętno także na sztuce, która stała się bezprzedmiotową. Artyści, jak prorocy, poczęli przekazywać “wiadomość”, swoje przelotne wrażenie. Uwolnienie się od zasad i norm wprowadziło sztukę w świat mechaniczny, a więc martwy. Zawsze bezsensowność filozoficzna prowadzi do bezsensowności moralnej, a to uwidacznia się w sztuce.

W wyniku desakralizacji liturgii, Sakramentów św. nie traktuje się jako wiecznych symboli. Katolicy coraz powszechniej wątpią, że w czasie ofiary Mszy św. chleb i wino zostają przemienione w Ciało i Krew Chrystusa. Jest to naukowo nieuzasadnione, powtarzają za modernistami. – Czyżby chcieli przez to powiedzieć, że doszliśmy już do końca odkryć naukowych? – Należy też, zdaniem zwolenników modernizmu, zaniechać wiary w cuda, gdyż są sprzeczne z prawami fizyki. Po pierwsze, prawa fizyki ułożył człowiek podpatrując prawa Boże, a po drugie, nie wszystko jeszcze zostało dokładnie przebadane i to, co wydaje nam się, że jest nielogiczne, może być spowodowane lukami w wiedzy. Wiedza jest powiązana ze światem doczesnym. To, co człowiek odkrył i zbudował, może być udoskonalone? jedynie to, co Pan Bóg nam dał, nie może być poprawione.

Wszystko, czego nie da się objąć rozumem, moderniści albo ignorują, bądź też pozbawiają doniosłości, wypaczają sens. I tak, Chrzest św. nie jest dla nich oczyszczeniem z grzechu pierworodnego, ale tylko wciągnięciem na listę chrześcijan. Duch Święty jest dla nich “duchem wolności”, a Kościół św. ma dążyć nie do zbawienia dusz, ale do lepszego jutra, zgodnie z masońskimi hasłami: wolność, równość i braterstwo. Z kolei, Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny oznacza wyłącznie zbliżanie się nowej epoki w historii. A co najważniejsze, moderniści wpychają religię do wnętrza człowieka, czyli chwilowo robią z człowieka półboga, rzecz świętą, by z czasem, móc oświadczyć, że to człowiek jest Bogiem. Nie ma więc potrzeby, aby adorować Najświętszy Sakrament, skoro Chrystus jest obecny w człowieku. Dalej, skoro nie ma religii poza człowiekiem, Hierarchia Kościoła św. jest bez znaczenia, a w konsekwencji, Ojciec Święty również.

W miejsce Hierarchii Kościoła św. moderniści pragną wprowadzić autonomiczne komuny, zwane “Kościołem ludowym”, luźno związane z Watykanem, jedynie wspólnotą wiary, a nie autorytetem Papieża. To już mocno pachnie panteizmem, a kierunek tej perfidii jest bardzo wyraźny. Jest tu sugestia, że katolik może obejść się bez Stolicy Piotrowej (!) – Skąd my to już znamy?

Liturgia katolicka jest redukowana do znaków i obrzędów pozbawionych świętości. W miejsce obrzędów tradycyjnych sztucznie się wprowadza nowe. Podczas Mszy św, można usłyszeć dowcipy, deklamację wierszy, a nawet stół pamiątkowy, który zastąpił ołtarz, otaczają niekiedy osobnicy z rewolucyjnymi napisami na ubiorach i ze sztandarami politycznymi w dłoniach. Ta sytuacja dotyczy również Polaków, gdyż ma miejsce w kościołach polonijnych, wypełnionych posolidarnościową emigracją.

Liturgia oznacza uczestnictwo wiernych w Sakramentach Św., które nie są po to, aby w oparciu o nie wydawać opinie natury politycznej. Kiedy z liturgii zostaje usunięty mistycyzm, praktykowanie religii staje się mechaniczne, a jej symbole niczego już nie reprezentują. Wiara w rzeczy święte zanika. Następuje proces desakralizacji. Jest tak zawsze, gdy dochodzi do profanacji świętości, usiłując nią manipulować dla osiągnięcia celów ściśle doczesnych, kiedy nie jest utrzymywany konieczny dystans pomiędzy tym, co jest święte i wieczne, a tym, co należy do zbioru rzeczy przemijających, doczesnych.

Dokumenty Soboru Watykańskiego II umocniły pogląd zwolenników filozofii liberalizmu, że nie jest ważne w co człowiek wierzy, pod warunkiem, iż czyni to w dobrej intencji. Są tam sugestie, że każdy posiada “naturalne prawo” do wybrania sobie religii bez zwracania uwagi na jej błędy. Tu już dochodzimy do oczywistego wniosku, że wszystkie religie są sobie równoważne. Jest to odciąganie od wiary w Pana Boga, w Trójcy Świętej Jedynego, a zbliżanie do wiary w “Wielkiego Boga”, jak to ma miejsce w Indiach, gdzie katolicyzm ulega hinduizacji, czy do wiary w “Najwyższego Programistę”, co starał się lansować Teilhard de Chardin, czy wreszcie, do wiary w Wielkiego Architekta Wszechświata. Każda próba mieszania religii kończy się tryumfem pogaństwa.

Posoborowy pogląd, że każdy chrześcijanin uczestniczy w kapłaństwie Chrystusa Pana, stawia na głowie katolicką doktrynę dotyczącą sakramentu Kapłaństwa. W konsekwencji, degraduje kapłana do poziomu gawiedzi, czy jak kto woli, do poziomu “ludu Bożego”; a przecież kapłaństwo rozpoczyna się od Adama, poprzez Noego, Abrahama, Melchizedecha, do Najwyższego z Kapłanów, Jezusa Chrystusa, który oddał siebie w ofierze Bogu Ojcu, by odkupić wszystkich ludzi za ich grzechy. Zatem, kapłan nie może być zredukowany do roli chłopca na posyłki. Odejście od zwyczaju noszenia sutann i habitów przez osoby duchowne, od strojów, które dodawały im dostojeństwa i trzymały w koniecznym dystansie od osób świeckich, również oznacza, iż w Kościele katolickim kapłaństwo przestaje mieć szczególne znaczenie. Księża i zakonnice powoli przeobrażają się w biurokratów. Na miejsce kapłana wchodzi komuna parafialna, “lud Boży”. Co więcej, kapłan już nie modli się zwrócony do Pana Boga, ale do “ludu Bożego”. Tym samym, skupienie uwagi na Bogu przemieszcza się do koncentracji na człowieku.

W takiej sytuacji, zarówno Jezus Chrystus, jak i Sakramenty święte stają się w świadomości katolika bez mocy. Nasz Odkupiciel jest tutaj obiektem rozumu ludzkiego, a Sakramenty święte stają się pustymi gestami. Utrzymanie Kościoła przy świętości może mieć miejsce jedynie wówczas, gdy zostanie zachowana wiara w boskość Chrystusa Pana. – Czy nie nadszedł już czas, aby powrócić do pracy misyjnej wśród tradycyjnie katolickich narodów?

Pierwsze próby zdegradowania Jezusa Chrystusa wyszły od arian, w czwartym wieku. Postać Chrystusa Pana pozbawiono mistycyzmu, redukując ją wyłącznie do postaci historycznej. Kościół Św., pomny arian i niekończących się ataków herezji, odrzucił prawo do nieograniczonej fantazji w sprawach religii, gdyż może to doprowadzić do tworzenia wyobrażeń i symboli sprzecznych z jego nauczaniem. Obecność herezji w symbolice chrześcijańskiej natychmiast ożywia pogaństwo. Za czasów arian, z Matki Chrystusa Pana usiłowano zrobić bożycę. Usiłowano Ją postawić na równi z Jej Synem w dziele odkupienia. Stąd, zaistniała konieczność ujęcia tego zagadnienia w ścisłe dogmaty i doktrynę. Postawienie znaku równości pomiędzy Najświętszą Maryją Panną a Jezusem Chrystusem przywróciłoby do życia mitologiczną walkę bogów z układu słonecznego, reprezentujących rodzaj męski, z bożycami układu księżycowego, przedstawicielkami rodzaju żeńskiego. Otrzymalibyśmy więc gnostyczny dualizm. Obecnie, walkę płci i tak już mamy, ale to jeszcze nie wszystko. Moderniści, a raczej kryjący się za nimi gnostycy, pragną uczynić z kobiety kapłankę, namiestniczynię Chrystusa (!) . Za wszelką cenę pragną wprowadzić do katolicyzmu dualizm płciowy, co wprowadziłoby do niego gnozę(!). Stąd, Kościół katolicki nie może pozwolić na dopuszczenie kobiety do sakramentu Kapłaństwa – niezależnie od tradycji i doktryny religii katolickiej. Wiara nasza stałaby się wówczas herezją, czyli przestałaby istnieć.

Niemniej jednak, do postaci Chrystusa Pana dołączono już cechy polityczne i rewolucyjne. Jezus Chrystus, oderwany od Boga Ojca, staje się już symbolem społecznym, przewodnikiem w zabiegach o dobra doczesne. Współcześni “postępowi” katolicy kładą silny akcent na człowieczeństwo Chrystusa, a wyciszają słowa Ewangelii św. mówiące o Jego boskości. Teocentryzm podmieniono chrystocentryzmem, gdzie “duch rewolucyjny” Nowego Testamentu wspomaga “duch walki klasowej”, a tym samym i humanistyczny ateizm. Uczłowieczony Chrystus, z którym człowiek może się utożsamiać, stał się rękojmią areligijnego, racjonalistycznego świata. Księża “postępowi” coraz to mniej mówią o Bogu, jako o istocie najwyższej, stwórcy wszechświata, który za dobre wynagradza, a za złe karze, nie mówią już o Chrystusie twórcy Opoki, na której zbudowano Kościół św. Pana Boga powoli zastępuje “lud”, który ma być źródłem duchowego objawienia i religijnym autorytetem. “Postępowi” księża pragną uczestniczyć, wespół z “ludem”, w ewolucji i rewolucji społecznej, co nazywają “wyzwoleniem”. Słowa, wyjęte z tradycyjnej teologii, użyto w nowym, rewolucyjnym znaczeniu. Ewangelicznemu słowu “ubogi” nadano znaczenie marksowskiego “proletariatu”. A przecież Jezus Chrystus nie widział w proletariacie kandydata na klasę uprzywilejowaną. Pan Nasz przyszedł na świat by odkupić wszystkich ludzi, a nie wyłącznie ubogich, w starotestamentowym stylu.

Idea budowania raju na ziemi jest ideą wywodzącą się z żydowskiego zbuntowania przeciwko Panu Bogu. Łączenie jej z Chrystusem jest wielkim fałszerstwem. Nasz Odkupiciel starał się przywieść człowieka przed oblicze Boga, a nie budować Superczłowieka, czy Nadczłowieka. Nic więc dziwnego, że trzymający się tradycji księża, odważnie wskazujący na niebezpieczeństwo zjudaizowania Ewangelii Św., podlegają prześladowaniom ze strony “świata”. Jaskrawą formę przybrały one w opanowanej przez marksistów Gujanie Brytyjskiej, gdzie grupa okultystyczna, o nazwie “Dom Izraela” (The House of Israel) , dopuściła się mordu na księżach trwających przy katolickiej tradycji. Jest to jedna z metod, którą “Dom Izraela” prostuje ścieżki dla antykatolickiej rewolucji.

W obliczu wojny z Panem Bogiem, współczesny katolik znalazł się pomiędzy Scyllą a Charybdą: z jednej strony Kościół katolicki, który coraz to mniej sprosta wymogom cywilizacji łacińskiej i społecznie staje się tym, czym było pogaństwo u schyłku imperium rzymskiego, a z drugiej, liberalistyczne ideologie, jak modernizm, marksizm, przymusowa zamasoniona demokracja, która nudzi i męczy swoją obłudą, czy ateistyczna nauka i technologia, pragnące usunąć z życia ludzkiego wszystko co święte.

Kościół, pozbawiony świętości, odarty z symboli będących łącznikiem ze światem nadprzyrodzonym, pozbawiony korzeni tradycji, znaków identyfikujących jego przynależność do ery po narodzeniu Chrystusa, przestaje przyciągać tych, którzy świętości poszukują. Rozrastająca się próżnia duchowa powoduje, że ludzie rozglądają się coraz częściej za religiami pogańskimi i okultyzmem; akurat odwrotnie jak to miało miejsce prawie dwa tysiące lat temu. Wówczas chrześcijaństwo uwolniło pogan od demonów, od poczucia niemocy wobec przeznaczenia i śmierci. U pogan śmierć oznacza klęskę. U chrześcijan śmierć jest zwycięstwem, tak jak zwycięską była śmierć Jezusa Chrystusa na Krzyżu. Dla pogan wiara jest formą wytłumaczenia zjawisk zachodzących w otaczającym ich świecie. Dla chrześcijan wiara w Boga daje nadzieję na zbawienie wieczne. Za czasów Apostołów chrześcijaństwo zaofiarowało poganom również mistycyzm, z czego dzisiaj jest odzierane.

Powstającą próżnię duchową współczesnych chrześcijan usiłują wypełnić bogowie pogańscy, wywodzący się ze starożytnej mitologii, z Orientu i magii,. Świat chrześcijan został zaatakowany przez buddyzm, braminizm, zen i szamanizm. Są to religie o panteistycznym podejściu do świata, dające nadzieję na samoubóstwienie się, czy też na wybicie się ponad przeciętność. Pogaństwo i okultyzm wydają się być w stanie zaspokoić potrzeby człowieka epoki przemysłu, tak intelektualnie, jak i społecznie. Okultyzm i religie Orientu obiecują zbawienie bez moralnych zobowiązań, co jest nie bez znaczenia dla ludzi dążących do hedonistycznego stylu życia, trzymających się zasady: “Tutaj i teraz!”. Co więcej, obietnica zbawienia, drogą kolejnych powrotów na ziemię, wydaje się być atrakcyjna. Hinduizm, odrzucając grzech, automatycznie odrzuca wiarę w nadejście Sądu Ostatecznego. W hinduizmie każde działanie pogłębia ludzkie cierpienie, oddala człowieka od doskonałości. Wyzwolenie człowieka widziane jest tam w ucieczce od wszelkiej aktywności i od rzeczywistego świata, który dla hinduizmu jest iluzją. Pełne wyzwolenie można tam uzyskać tylko przez oświecenie prawdziwą wiedzą, która umożliwi powrót do stanu przedkreacyjnego,

Religie Wschodu, pełne tradycji, symboli, więc atrakcyjne, często są gimnastyką umysłowocielesną, rozładowującą wewnętrzne napięcie nerwowe – wynik cywilizacji przemysłowej, gdzie człowieka traktuje się i ocenia jak maszynę – pozbawiającą uczucia pustki wewnętrznej, dającą złudzenie ucieczki przed rzeczywistością, której ma się już dość”. Działalność szamanów, astrologów, jogów, alchemików i czarowników opiera się na wierzeniu, iż świat jest istotą żywą, z siłami wewnątrz człowieka, jak i poza nim, i że siły te są we wzajemnym i nieskończonym oddziaływaniu. Okultyści usiłują te siły sprowadzić do zgodnej współpracy. Religijna gimnastyka Hindusów, prowadząca do możliwości stania na głowie godzinami, do zadawania sobie tortur ognia, gwoździ, czy też do deformacji ciała na skutek długotrwałego bezruchu, ma na celu pozyskać magiczną moc. Błogostan uzyskany poprzez okultystyczną terapię jest pustką możliwą do zniesienia przez mistrzów ascezy, ale nie przez tych, którzy pragną żyć w harmonii z rzeczywistością. Psychika człowieka nie może być usunięta z rzeczywistości, z otaczającego życia cywilizacyjnego. Okultyzm pozostawia więc u ludzi uczucie niedosytu, które zazwyczaj tłumi się strachem.

Naukowcy, zafascynowani mistycyzmem Orientu, jego nieokreślonością, opartą na hinduizmie i buddyzmie, na zoroastrianiźmie i taoiźmie, silą się, by zatrzeć różnice pomiędzy światem materii a światem ducha. Uwidoczniło to się jaskrawię na sympozjum naukowym w Kordobie, w październiku 1979 roku. Ich światopogląd opiera się na dekompozycji czasu i przestrzeni, materii i ducha,
świadomości i logiki. Na tej dekompozycji ma powstać nowa cywilizacja, w której wyselekcjowana elita sama sobie ustanowi prawo. Zamiast pozostać przy chrześcijańskiej doktrynie sługi Boga, poszukują sposobu zlania się z boskością.
Wielu współczesnym naukowcom wydaje się, że ludzkość jest w stanie kontrolować i odtwarzać wydarzenia historyczne, a nawet święte, bo obiecane kiedyś przez Pana Boga. Jest to zamysł uświęcenia człowieka i jego czynów, jest to legalizacja aktów gwałtownych, rewolucyjnych. Tym samym, religie wprowadzają do wnętrza człowieka, bez żadnych powiązań z Bogiem. Stąd tak często dochodzą do wniosku, że Pan Bóg jest produktem ludzkiej wyobraźni, spełniającym rolę placebo w cywilizacyjnej terapii.

W nowotworzonym świecie, społeczeństwo ma być pożywką dla elity, której zasady postępowania będą jedynym uznanym i obowiązującym kodem społecznym. Masy będą stanowiły dla elity czarnoziem, na którym wyrośnie “nowy człowiek”, mędrzec i bohater w jednej osobie, nowy bóg. Ów superczłowiek wypracuje dobrze prowadzące się społeczeństwo – a więc, wyeliminuje grzech (!) – oparte o nowe kryteria wartości. Żydzi po cichu wspierają ten neopogański ruch, żywiąc nadzieję, że to im przypadnie rola “nowego człowieka”, a wówczas spełniłoby się ich odwieczne marzenie o panowaniu nad światem. Zresztą, już gdzieś słyszeliśmy teorię o nawozie z jednej rasy dla innej. – Czyż nie w “Mein Kampf” Adolfa Hitlera?

Credo gnostyków z Uniwersytetu w Princenton, zgrupowanych w Instytucie dla Zaawansowanych Studiów, jest mniej więcej następujące: wierzymy jedynie w inteligencję ludzką, która od pewnego poziomu staje się formą sprzysiężenia; wierzymy, że jej moc jest nieograniczona. Współcześni gnostycy usiłują powiązać filozofię z matematyką, mitologią i sekularystyczną koncepcją człowieka. Mówią już o naukowym deizmie. Religie traktują jako ideologiczną agitację, jako zło przejściowe, które z czasem powróci do stanu wyjściowego, czyli do powszechnego pogaństwa, które ma być stanem harmonii i równowagi. Jest to powielanie starych mitów myślowych, które nie zdały egzaminu w historii. Jest to powrót do monizmu czarownika Giordano Bruno.
Pod koniec XV wieku, Giowanni Pico della Mirandola, i nieco później, Giorgano Bruno, usiłowali dokonać syntezy religii, wiążąc je też z hermetyzmem. Doktorzy Kościoła św. zdecydowanie uznali to za próbę powiązania ze sobą sprzeczności, uznali za absurd. Nie może być syntezy religii, jak nie ma syntezy cywilizacji. Dzisiaj kościół katolicki nie jest tak zwarty i stanowczy. Więc gnoza może bezkarnie siać zamęt myślowy wśród katolików.

Neopoganie lansują relatywizm etyczny, gdyż amoralni bogowie pogańscy pozwalają lekceważyć aspekty etyczne, a skupiają głównie uwagę na polepszaniu swojego bytu, na dogadzaniu sobie. Są gotowi widzieć bogów wszędzie. Jednak, są to bogowie martwi, bezsilni jak człowiek. Nie ma tam pojęcia “dobra”, które opierałoby się na normach etycznych. Stąd u pogan powstawały cywilizacje bezetyczne, lub z etyką sytuacyjną. Dobro oznacza u nich harmonię rzeczy, a zło chaos. W konsekwencji, nie ma też takich pojęć jak “sprawiedliwość” i “przebaczenie”. Chrześcijanin ma wyrobione poczucie odpowiedzialności za swoje postępowanie i przyjmuje obowiązek zbawienia duszy, toczy wewnętrzną walkę pomiędzy wyborem dobra lub zła. Natomiast poganin nie odpowiada za swoje uczynki, gdyż sądzi, że przyszedł na świat jako mieszanka dobra i zła, jako rezultat zmagań bogów dobrych i złych. Celem neopogan jest stworzyć nową cywilizację pozbawioną chrześcijańskich nakazów i zakazów. Moralność katolicką, podporządkowaną Bożym przykazaniom, nazywają moralnością niewolnika. Pragną więc od niej się wyzwolić. W pogańskim świecie, niezależnie od tego jak się poganin prowadzi, kontakt z bogami pozostaje. Tylko u żydów i chrześcijan dystans etyczny pomiędzy człowiekiem a Bogiem jest nieskończenie wielki, a grzech oddala człowieka od Boga.

Pan Bóg jest wszechpotężny i wszechdobry, jest etyczną doskonałością. Nie ma też potrzeby, aby dzielić się władzą z mocami zła. W religii chrześcijan nie ma więc miejsca na walkę tytanów. Zło sprowadziły na ziemię istoty przez Pana Boya stworzone, odmawiając swemu Stwórcy posłuszeństwa. Zbuntowani aniołowie i grzeszni ludzie ponoszą konsekwencje za obrazę Boga. W wyniku grzechu pierworodnego człowiek został oddalony od Boga, stał się słaby i musi kierować się wolną wolą, aby wyjednać przebaczenie, musi na nie zasłużyć. Tego u pogan nie ma.

Poganin ma z bogami kontakt ciągły i w sensie wyboru boga jest wolny. W pogańskim świecie bogowie dogadzają zachciankom człowieka, gdyż między nimi jest ciągła walka i człowiek zawsze może podmienić jednego boga innym, w zależności od własnego uznania. Pogańska cywilizacja nie zależy od ciągłego dialogu pomiędzy Stwórcą a człowiekiem, wymagającego spełniania ustalonych raz na zawsze wymogów moralnych, jak to ma miejsce w cywilizacji łacińskiej. Poganie czują się bezwzględnymi panami koncepcji istnienia, sami wybierają środki i metody postępowania. Skoro człowiek jest częścią natury, którą należy kształtować, to jedynie superludzie, elita, najlepsi mogą to czynić, mogą dostąpić władzy absolutnej tak nad naturą, jak i nad innym człowiekiem (podczłowiekiem). Stąd neopoganizm jest siłą napędową w tworzeniu jednego ogólnoświatowego rządu, w skład którego wejdzie “elita”.

Neopoganie wierzą, iż cywilizacje mogą być kształtowane przez ludzi, że można je tworzyć i anulować kiedy tylko się zechce. Ich “mędrcy”, którzy są dawcami immanentnych sił, są panami religii, która podlega rytmicznym cyklom: rozwój, dojrzewanie i upadek. Neopoganie zaprzeczają istnieniu Boskiej interwencji, Objawieniu i Opaczności Bożej. Pachnie to mocno Heglem i jego determinizmem. Również historię neopoganie widzą jako płynący potok, dzielący się na cywilizacyjne cykle. Napawa to ich nadzieją na bliski koniec historii chrześcijaństwa i przejście do całkiem nowej cywilizacji, pochrześcijańskiej, którą pragną urządzić w swoim stylu. Poganie nie posiadają nostalgicznego przywiązania do tradycji. Stąd historia i czas nie mają dla nich żadnego znaczenia. Pragną jedynie odtworzyć przeszłość w teraźniejszości, a nie powrócić do konkretnego historycznego momentu. Neopoganie zwalczają chrześcijaństwo by móc odtworzyć starożytną świecką cywilizację. Ideałem dla nich jest “Republika Platona, posiadająca klasę kapłanów-intelektualistów, klasę rycerzy i klasę chłopów. Pragną powiązać człowieka z samotwórczym kosmosem, pragną przywrócić panteizm, który wyplewiło chrześcijaństwo, wskazując człowiekowi jego właściwe miejsce. Tym samym, zbliżają się do alchemii, która również pragnie zjednoczyć przeciwne elementy i zasady, odtworzyć pradawne jajo, symbolizujące u nich zjednoczenie ludzkości z kosmosem; pragną doprowadzić do absolutnej syntezy świata ducha ze światem materii.

Alchemicy nie zamierzają czekać aż nadejdzie królestwo niebieskie, obiecane przez Jezusa Chrystusa, ale sami chcą przywrócić człowiekowi nieśmiertelność, pragną uzyskać zbawienie ciała przed skutkami grzechu pierworodnego. Tym samym, Ofiarę złożoną na Krzyżu pragną uczynić aktem bezużytecznym(!). Jak, zatem, parający się alchemią okultyści śmią nazywać siebie chrześcijanami? Próba ucieczki przed Sądem Ostatecznym, gdyż do tego cały ich wysiłek zmierza, jest w oczach chrześcijanina wielkim bluźnierstwem! W stopniowym przechodzeniu od religijnego światopoglądu do naukowego neopoganie widzą zmierzch cywilizacji łacińskiej, koniec ery chrześcijaństwa, a nastawanie epoki innej religii, wyższego rzędu.

W istocie tak nie jest. Jest to jedynie pogląd określonych ludzi, ich hipoteza czy też bezbożne życzenie. Współczesny zanik religijności oznacza bardzo niewiele w skali wieczności, a mówiąc o religii i prawach z nią związanych dotykamy kwestii wieczności. Nie ma dowodów na cykliczność w czasie. Są to wyłącznie spekulacje zaczerpnięte ze świata pogańskiego, jak powiedzmy z hinduizmu, a więc świata wypełnionego fałszem. Mity pogańskie łatwo zakradają się do myśli ludzkiej, gdyż u pogan nie ma dogmatów, nie ma zorganizowania, nie ma potrzeby do wysiłku umysłowego, starającego się pogodzić wiarę z obserwacjami wszechświata. Umysły jałowe lubują się w religiach pogańskich. W wierzeniach pogan za zjawiskami w przyrodzie stoją tajemnicze siły. Katolicy natomiast traktują te zjawiska jako naturalne wydarzenia, a ich podejście do wszechświata oparte na analizie wydarzeń historycznych i bieżących obserwacjach prowadzi do rozwoju nauki, a w szczególności teologii. W nauce Kościoła katolickiego postać Jezusa Chrystusa nie może być zmieniona, by dogodzić “wymogom czasu”, gdyż Jego działalność jest udowodniona historycznie, jest prawdziwa, w przeciwieństwie do mitów pogańskich, wypełnionych zmyślonymi bohaterami.

To, że katolicyzm ulega pokusom sekularyzacji jest wykładnikiem słabości człowieka, istoty grzesznej, ale nie oznacza słabości nauki Chrystusa Pana! To ludzie popełniają błędy, a nie Pan Bóg. Mamy do czynienia z rewolucją, z buntem przeciwko Bogu, a nie z cyklicznością czasową i historyczną. Można przyjąć, że Szatan ma teraz żniwa. Nie powinniśmy zapomnieć o przypowieści o synu marnotrawnym. Możemy okazywać niezadowolenie, iż Kościół katolicki z takim trudem ustosunkowuje się do “wymogów czasu”, że nie podejmuje radykalnych środków zaradczych. To jest nasz subiektywny pogląd. Jednak, Kościół rzymski nigdy nie zdecydował się by całkowicie wyplenić wszelkie oznaki pogaństwa. Kościół starał się krzewić istniejące tradycje i sprawdzać prawdę objawioną w ogniu kontrowersji. Było to dopuszczalne pod warunkiem, że Stolica Apostolska bezwarunkowo pozostanie wierna dogmatom, doktrynom i magisterium, że zachowa elementy mistycyzmu w liturgii, w symbolach i Sakramentach św. Wówczas misjonarze chrześcijańscy są w stanie opanować wierzenia pogan i nadać ich mitom nowe spojrzenie, oparte na nauce Kościoła świętego.

W przeszłości, eliminując stopniowo mity pogańskie i zastępując je tekstami opartymi na Ewangelii św., misjonarze zmusili pogańskich mędrców do wycofania się z życia publicznego, do zejścia do podziemi. Schronienie dały im sprzysiężenia masońskie. Rewolucja w dzisiejszym Kościele katolickim sytuację nieco skomplikowała. Ufni opiece Bożej, musimy uzbroić się w cierpliwość. Każdy pośpiech w działaniu prowadzi do niedorzeczności. Emocje są złym przewodnikiem przez życie. Przede wszystkim, chcąc stawić czoła rewolucji, należy uwierzyć, że powrót do katolickiej świętości jest możliwy. Każda próba desakralizacji Kościoła św. rodzi bunt w duszy ludzkiej, spowodowany tęsknotą za odsuniętym Panem Bogiem. Ta tęsknota jest dla człowieka o wiele cenniejsza aniżeli obiecywana przez neopogan deifikacja ludzkości.

PROPOZYCJA OBRONY

Na wstępie pragnę przypomnieć, dlaczego należy przyjąć stanowisko obronne. Nakazuje nam to nasze poczucie patriotyzmu, a być patriotą dla nas, katolików, jest obowiązkiem, gdyż nakaz pochodzi od Pana Boga, w którego wierzymy i któremu staramy się być posłuszni. “Nie Jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc” (Rdz 2,18). Pan Bóg, dając Adamowi Ewę, a tym samym tworząc pierwszą rodzinę, nakazał człowiekowi żyć godziwie, troszczyć się o najbliższych i otaczać ich miłością. Naród i Państwo są konsekwencją powstania rodziny więc również pochodzą od Boga.

Tym samym, nakaz troski o rodzinę dotyczy również Narodu i Państwa. Zabieganie o dobro własnej rodziny, własnego narodu i własnej ojczyzny, miłość do nich, jako do tych najbliższych, a przede wszystkim miłość do Pana Boga, który dał nam dom rodzinny – składający się z rodziny, narodu i ojczyzny – jest patriotyzmem. Zatem, patriotyzm jest szczególną formą okazywania wdzięczności Panu Bogu za to, że nie skazał człowieka na samotność. Patriotyzm jest też przyjęciem odpowiedzialnego sposobu postępowania względem Pana Boga, wobec Kościoła Św., wobec ojczyzny, wobec własnego narodu i swojej rodziny. Patriotyzm nie może być oderwany od kodu moralnego, od Dziesięciu Przykazań. Patriotyzm jest dążeniem do świętości. Nic w tym dziwnego, że najwięksi królowie, najbardziej patriotyczni, zostali świętymi (św.Kazimierz, św, Ludwik IX, św. Henryk II, św. Edward).

W konsekwencji, jak przeciwieństwem dobra jest , tak przeciwieństwem patriotyzmu jest zdrada.Jak nie ma rzeczy pośrednich między dobrem i złem, tak nie ma nic pośredniego pomiędzy patriotyzmem a zdradą. Nie można być półpatriotą, czy też półzdrajcą . Skoro patriotyzm jest trwale związany z miłością, to zdrada, jako przeciwieństwo patriotyzmu, musi być związana z nienawiścią. Jest to nienawiść tak do Pana Boga, do Kościoła Św., jak i do ojczyzny, do własnego narodu i własnej rodziny. Tym samym, zdrada, obrażając Pana Boga, wiąże się z mocami Piekieł, jest satanistyczna, jest grzechem ciężkim.

Zatem, chcąc być wierni Panu Bogu, spełniać Jego wolę, musimy sprzeciwiać się zdradzie, stronić od niej i ją zwalczać. Nie mamy innej możliwości, gdyż w walce z grzechem nie można przyjąć stanowiska obojętnego. Obojętność wobec grzechu prowadzi do obojętności wobec Pana Boga, czym Go obraża, a to jest już zdradą. Jest więc w obowiązku katolika zwalczać tych wszystkich, którzy świadomie obrażają Pana Boga, którzy niszczą naród i rodzinę, którzy świadomie lub lekkomyślnie rujnują naszą ojczyznę. Bez wątpienia, należą do nich zwolennicy idei internacjonalizmu i rewolucji, należą wojujący neopoganie, członkowie sekt, grup okultystycznych i tajnych sprzysiężeń, należą do nich zwolennicy filozofii liberalizmu i jej pochodnych. Największym wrogiem narodu jest internacjonalizm. Hasło “Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!”, które widnieje na pierwszej stronie komunistycznych i socjalistycznych gazet, jest dla narodu obelgą, jest upokorzeniem, gdyż otwiera szeroko drzwi ojczyzny dla zdrady. Na szczęście, orędownicy idei internacjonalizmu, którzy naiwnie sądzą, że historia rozpoczyna się od nich, a to, co było przedtem, to już się nie liczy, szybko nabierają przekonania, że tak nie jest.

“Imperialistyczny” Hiszpan zawsze będzie Polakowi bliższy, nawet temu z legitymacją PZPR w kieszeni, aniżeli “socjalistyczny” Kałmuk. Jeden okrzyk: “Niech żyje Polska!”, czy też: “Arriba Espańa!” ma dla nas, Europejczyków, większe znaczenie aniżeli wagon opasłych tomów zapisanych “Proletariuszami…”. – Dlaczego? Ponieważ toczy się wojna dwóch cywilizacji, toczy się wojna dwóch światów: tradycyjnie katolickiej Europy, czyli świata organicznego, oraz świata okultystycznego, pogańskiego, czyli mechanicznego. Trudno jest Europejczykowi nie czuć odrazy do tego wszystkiego co pachnie Orientem, turańszczyzną? a internacjonalizm tkwi korzeniami w turańszczyźnie.

Przedstawiona poniżej propozycja obrony przed zdradą i zdrajcami nie jest czymś nowym. Są to zasady postępowania od dawna znane, lecz nie zawsze uzmysławiane, nie zawsze zestawiane w jedną całość. Dla przykładu, wspominał o nich często Papież, św. Pius X, w encyklice “Pascendi Dominici Gregis” Świat filozofii liberalizmu wypowiedział wojnę Kościołowi katolickiemu. Zatem, musi być podjęta walka. Pokój w czasie rozgorzałej wojny jest niedorzecznością. Przeciwnicy nie mogą zawierać przymierza w połowie rozgrywanej bitwy. Zatem, jest niedorzecznością starać się jednoczyć zwolenników liberalizmu z katolikami. Wychodzi z tego dziwoląg w rodzaju: “liberalny katolik” bądź “katolicki liberał”. Katolik, zarażony ideą liberalizmu, de facto przestaje być katolikiem. Liberalizm jest antytezą katolicyzmu, a synteza jest tu niemożliwa, tak jak nie jest możliwa synteza cywilizacji. Można się tu krzywić i grymasić, ale niczego to nie zmieni, gdyż takie są prawa dziejowe. Synkretyzm, będący w sprzeczności z prawdą objawioną, jest tragicznym i bolesnym błędem. Posoborowe “pojednanie” trzebi szeregi katolików jak czarna ospa w Średniowieczu.

Największą przeszkodą w utrzymaniu przy życiu katolickiego narodu jest powszechna ignorancja. Aby nie błądzić, trzeba wiedzieć w co należy wierzyć, następnie mieć cel, do którego należy dążyć, a dalej, wiedzieć co trzeba robić, aby ten cel móc osiągnąć. Każde skuteczne działanie wymaga zdecydowania, wymaga hartu ducha i gotowości do wyrzeczeń. Wierność Panu Bogu wymaga wyrzeczeń. Obcowanie z Bogiem jest wielką sprawą, gdyż Pan Bóg nie jest chłopcem na posyłki, czy równym kumplem, z którym można iść na wódkę; co ostatnio usiłują nam sugerować “postępowi” moderniści. Nic z tych rzeczy. Pan Bóg jest przede wszystkim naszym Sędzią Najwyższym i Ostatecznym, który rozliczy nas z najmniejszego uczynku, gdy przyjdzie na to pora. Stąd, służba Panu Bogu jest wzniosła lecz twarda, O tym należy pamiętać. Trzeba być pokornym przed Panem Bogiem, ale nieugiętym przed nieprawością. Bez silnego postanowienia prowadzenia walki, nabywana wiedza może doprowadzić do psychicznego samospalenia się, do złudnego przeświadczenia, iż zła nie da się pokonać.

Aby móc się skutecznie bronić, musimy być gotowi nawet oddać życie za nasze ideały. Ci działacze polityczni, którzy patrzą z cielęcym zachwytem na hedonistyczny Zachód, gdy nadejdzie chwila próby, to poza zdradą niczego więcej nie będą w stanie zaofiarować dla narodu. Wrzesień z 1939 roku w pełni to potwierdził. Posolidarnościowa emigracja również. Odwaga wymaga nadziei, a odwaga w walce z Synagogą szatana wymaga zawierzenia dobroci Bożej oraz Bożemu miłosierdziu. Potrzebna jest więc modlitwa i jeszcze raz modlitwa. Ludzie bardzo często narzekają, że Pan Bóg ich opuścił, że im jest tak ciężko żyć; a nie uzmysławiają sobie, iż nigdy szczerze nie prosili, aby Pan Bóg im dopomógł. Ten tak powszechny brak logiki jest zdumiewający.

Zatem, uzbrojeni w wolę walki, możemy przystąpić do doboru właściwego programu studiów, jednocześnie wspierając i trzymając się blisko katolickich nauczycieli i profesorów, wiernych tradycji Kościoła świętego.

Jak rozróżniać rzeczy dobre od złych? – Warto tutaj pamiętać o starej zasadzie, że “Qui male agit odit lucem” (Kto czyni zło, nienawidzi światła). Trzeba bacznie przyglądać się agitatorom. Należy być powściągliwym w aprobowaniu nieznanych nam organizacji, nawet gdy na pierwszy rzut oka wyglądają niewinnie, czy zachęcająco. Powiedzmy, to że domokrążny protestant, czy świadek Jehowy, nosi ze sobą Pismo Święte, a różokrzyżowiec reklamuje się jako chrześcijanin, w ogóle nie oznacza, iż jest ostoją nauki Chrystusa Pana, Mimo szlachetnych słów i budzącego zaufanie obycia, jego korzenie tkwią w błędzie, w herezji. A złe drzewo nie może wydać dobrych owoców.

Heretycy, sekciarze i członkowie tajnych sprzysiężeń posiadają doskonałe wyczucie co służy ich sprawie. Nigdy nie będą chwalić tego co jest dla nich niedobre. W tej kwestii się nie mylą, gdyż są ku temu odpowiednio przygotowani. Zatem, należy odrzucać to wszystko co witają z głośnym “Hosanna!” Akceptacja słów, sloganów, zawsze prowadzi do akceptacji postępowania, które po słowach następuje. Jest najrozsądniej wszelkie kontakty z nimi sprowadzić do minimum; powiedzmy do koniecznych kontaktów służbowych, zawodowych czy klubowych. Nie kupujmy ich książek i prasy, ograniczajmy kontakt z wszelkimi środkami masowego przekazu, które szerzą ich propagandę. Należy pamiętać, że to antykatolickie tajne sprzysiężenia przygotowują scenariusz dla antykatolickiej polemiki. Bezmyślne wciąganie się w taką polemikę zazwyczaj służy autorom scenariusza “dyskusji”. Gdy pozostawimy ich samym sobie, szczezną marnie, przestaną istnieć. Taki los spotkał przecież ich protoplastów: starożytnych pogan, a później arian.

Z czasem, nabyta wiedza i mądrość podpowiedzą nam jak daleko można posunąć się w tolerancji, a kiedy przestajemy pracować dla osiągnięcia większego dobra i służymy wyłącznie złu; kiedy trzeba zdecydowanie odpowiedzieć: NIE! Jest bardzo trudno to zrobić, gdyż filozofia liberalizmu oduczała nas mówienia “nie”, a chętniej używamy wymijające “może”, “zobaczymy”, czy też “jak się da, to się zrobi”. Tolerancja jest tylko “mniejszym złem”, a nie dobrem. Można, czasowo, godzić się na “mniejsze zło”, aby w końcu móc uzyskać większe dobro. Tak widziana tolerancja jest mądrością, a mądrość nie jest objawem tchórzostwa, lecz cnotą, która reguluje nasze postępowanie. Każdy odruch tolerancji posiada charakter doraźny, a nie trwały. Kiedy dobro nie jest w stanie niczego zyskać, a jedynie traci, to wówczas tolerancja jest szkodliwa. Powiedzmy, tolerancja ze strony Kościoła katolickiego oznacza, iż kierowany miłością nie niszczy ogniem i mieczem tych, którzy do niego nie należą, widząc w nich zbłąkane dzieci Boże, ale nie jest obojętny na herezję, na błędy w etyce i moralności. Z kolei, przykładem żle pojętej tolerancji jest cackanie się z ideą internacjonalizmu, która jest złem od korzeni i z której nic dobrego nie da się wycisnąć. Co więcej, internacjonalizm nie może odwzajemnić się tolerancyjnością, gdyż tam wczorajsze dobro staje się dzisiaj złem (cykliczne okresy “błędów i wypaczeń”), zgodnie z potrzebami “partii”, czy walki klasowej. Nawet pozorna tolerancja własności prywatnej ma na celu zwiększyć skuteczność rewolucji. To tylko taktyka, chwilowe zło konieczne, i nie ma nic wspólnego z tolerancją, gdyż nie ma tam miłości.

Przywilejem człowieka, jako osoby stworzonej na obraz i podobieństwo Boże, jest możność świadomego działania, możność podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą, po zastanowieniu się. To człowieka różni od bestii i czyni wolnym. Atak na wolność człowieka jest atakiem na jego zależność osobową. Z kolei, rozwój wolności człowieka prowadzi do rozwoju miłości. Jedynie człowiek jest w stanie kochać, gdyż tylko człowiek jest w stanie wybierać przedmiot swojej miłości, zgodnie z wolną wolą. Tym samym, aby móc w pełni kochać, trzeba być wolnym. Miłość nie zna ograniczeń, jest wolna (nie mam tutaj na myśli “wolnej miłości”, która z miłością nie ma nic wspólnego). Nie można kogoś zmusić by kochał. – Człowiek nie jest w stanie miłować “partii”, która go zniewala. Nigdy! – Co więcej, dla obiektu miłości jesteśmy gotowi włożyć wiele wysiłku i samopoświęcenia. Jesteśmy gotowi go chronić, ponieważ w naszym odczuci jest tego wart. Jesteśmy gotowi oddać wszystko, aby móc posiąść te drogocenną perłę. 1 tak, dla katolika obiektem miłości jest Pan Bóg, Kościół Św., a dalej, w logicznej konsekwencji, ojczyzna, naród i rodzina. Tym należy tłumaczyć fakt, że ludzie są gotowi oddać swoje życie dla obrony rodziny, własnego narodu, ojczyzny i wiary świętej. Patriotyzm jest związany ze świętością, a katolicki naród, aby mógł istnieć w świecie grzechu, potrzebuje świętych.

Miłość do rzeczy stworzonych musi być podrzędna w stosunku do miłości do Pana Boga, ich Stwórcy. Miłując własną rodzinę, naród i ojczyznę, nigdy nie wejdziemy w konflikt z miłością do Boga. Tego wymaga sam Pan Bóg. Inaczej rzecz ma się z miłością do ludzi Pana Boga obrażających. Tutaj z miłością jest ściśle związane miłosierdzie, spowodowane troską o zbawienie duszy każdego człowieka. Powiedzmy, troska o zbawienie duszy złoczyńcy jest wykładnią miłości do Boga. Z miłości do Pana Boga mamy obowiązek besztać i obezwładnić złoczyńcę, a kara śmierci jest aktem miłosierdzia wobec niego. Odbieramy mu szansę by mógł Boga dalej ciężko obrażać. Co więcej, krytyka i sroga kara odciągną innych od zła, którego notoryczny złoczyńca jest siedliskiem. Ponadto, mówienie o czyichś błędach jest również aktem miłosierdzia, kierowanym miłością. Można więc krytykować żyda, pragnąc tym samym sprowadzić go na dobrą drogę i przyczynić się do zbawienia jego duszy.

To jest szczera miłość chrześcijańska, nie mająca nic wspólnego z hipokryzją i konformizmem. Co więcej, mówić o żydach to, o czym wszyscy wiedzą, nie może przynieść im ujmy. Tak samo rzecz ma się z komunistami. Krytykowanie ich, w imię poszanowania przykazań Bożych i sprawiedliwości, nie daje im prawa do podnoszenia wrzasku. Wręcz przeciwnie, podnosząc “giewałt”, nadużywają swoich praw. Jedynie katolik zażydzony (skażony etyką sytuacyjną) może czuć się źle, gdy spotyka się z krytyką żydów. Heretyk, odszczepieniec, zawsze powinien być nazywany heretykiem, a jego poglądy herezją. Tego wymaga odwieczne prawo sprawiedliwości. Tutaj nadużyć nie ma. Proszę zwrócić uwagę jak św. Paweł traktował heretyków. Tak samo postępowali pozostali Apostołowie. Tę tradycję podtrzymali następcy św. Piotra i Doktorzy Kościoła św., aż do czasów Soboru Watykańskiego II. – Dziwne, nieprawdaż? – Nie może być występkiem, czy odstępstwem od postawy miłosiernej, nazywanie zła po imieniu. Trudno jest przecież chwasty nazywać pszenicą. Byłoby to szczytem zakłamania. Jednak, tak wielu współczesnych katolików dopatruje się w chwastach sycącego zboża. Aby się o tym przekonać, wystarczy poczytać liberalną prasę katolicką.

Katolickie środki masowego przekazu, posiadające zliberalizowanych dyrektorów i redaktorów, siłą rzeczy stają się sojusznikami tych, którzy walczą z katolicyzmem pod sztandarami liberalizmu; tak otwarcie, jak i z ukrycia. Słowa są przedstawicielem idei. Na tym polega ich doniosłość, na tym polega ich znaczenie. Moderniści zachowują katolicką frazeologię bez katolickiego znaczenia. Mówią o Panu Bogu, o wolności, o prawach i obowiązkach, ale w oderwaniu od wiary katolickiej. Ich życiową filozofią jest żyć w Kościele jak chrześcijanie, a poza Kościołem jak nakazuje “duch czasu”. Zliberalizowaną prasę katolicką można rozpoznać po jej oportunizmie. Powiedzmy, szczerze oddana wierze katolickiej prasa nigdy nie będzie wypowiadać się przychylnie na temat judaizmu. Mogą to robić tylko oportuniści w rodzaju redaktorów “Tygodnika Powszechnego”. Wierny Kościołowi rzymskiemu redaktor katolickiej gazety zawsze stawia czoła błędom doktrynalnym. Jak masoneria dzieli się na spekulatywną i praktyczną, tak i liberalizm katolicki posiada grupę teoretyków, która poprzez środki masowego głosi dogmaty filozofii liberalizmu, oraz grupę praktyków, która stanowi przytłaczającą większość, nie znającą się w ogóle na zasadach liberalizmu. Należący do grupy praktyków, kierowani w życiu hedonizmem, potulnie podążają za ich fałszywymi prorokami. Chcąc być “na czasie”, traktują tradycyjny katolicyzm jako reakcję, jako coś, co ma przeminąć bez śladu. Liczą na to, iż wytworzy się nowa teologia, nowa filozofia katolicka, która dopasuje się do “ducha czasu”, do “postępu”. Oczekują nowej teologii, która usankcjonuje ich rozpasanie intelektualne. Nic więc dziwnego, że liberalizm katolicki wypacza pojęcie wiary. Prawdy objawione przyjmuje nie dlatego, że ich Dawca jest nieomylny, ale dlatego, iż odbiorca jest nieomylny.

Owszem, jest skłonny zaakceptować dogmat o nieomylności Ojca Świętego, ale pod warunkiem, że to zliberalizowani katolicy będą decydować kiedy Papież jest nieomylny. Nie ma tam nadprzyrodzonej wiary, lecz tylko ludzkie przekonanie. Rola zliberalizowanego działania katolickiego sprowadza się głównie do subiektywnego dawania przykładu dobrych uczynków, do działalności charytatywnej, a nie dogmatycznej. W takiej sytuacji nauka. Chrystusa Pana jest zdana na pastwę “wolnej interpretacji wiernych”, a kwestia istnienia Pana Boga podlega głosowaniu.. Zliberalizowany katolik, który pomniejsza znaczenie prawdy, przestaje jej bronić. Broni jedynie własnych interesów. Czyniąc z katolicyzmu religię milszą dla nieprzyjaciół Kościoła rzymskiego, których pragnie zjednać, automatycznie zdradza katolicyzm. Reprezentuje jedynie własny twór, który odważył się nazwać katolicyzmem, a powinien być nazwany inaczej. Katolickie gazety, w rękach takich redaktorów, przestają być bronią dla wiary katolickiej, a stają się tylko straszakami; gdyż spiłowano im iglicę. Zatem, wszelki sojusz ze zliberalizowanymi katolikami jest bezużyteczny. Co więcej, dla Kościoła św. staje się kulą u nogi, gdyż ułatwia działanie dla nieprzyjaciół Stolicy Apostolskiej. Zaprosić ich do wnętrza narodowej twierdzy oznacza zdradę. Wprowadzą między nas chaos, podejrzenia, nieporozumienia, pretensje, niepewność siebie, a wszystko z pożytkiem dla świata herezji, dla ruchów wywrotowych.

Heretycy są zawsze złymi ludźmi; nawet gdy robią rzeczy dobre, jak wspomnianą już działalność charytatywną, ponieważ docelowy charakter ich postępowania jest zły, przewrotny. Złodziej nie staje się człowiekiem dobrym przez to, że czasami da żebrakowi jałmużnę. Zło często zasłania się dobrem, aby móc przeforsować swoje plany. O ile chcemy zwalczyć epidemię, musimy odizolować chorych. Kwarantanna jest tu zabiegiem najskuteczniejszym. Strońmy więc od zwolenników zdrady rodziny, narodu, ojczyzny i wiary katolickiej. Jak od choroby zakaźnej. Ich wspólnym mianownikiem jest “wolność myśli”. Jednego dnia są gotowi wołać “Hosanna!”, a następnego “Ukrzyżuj Go!”. Dzisiaj uczęszczają do kościoła na Mszę Św., a jutro będą gotowi wstąpić do klubu bezbożników. O ich postępowaniu decyduje najczęściej nie rozum i serce, ale żołądek. Są bez charakteru, bez oblicza. Zazwyczaj są to sceptycy, a wszelka dyskusja z nimi jest stratą czasu.. Chore idee, pozostawione same sobie, nie będą w stanie czynić zła. Z czasem, rozpłyną się w nicość, jak dym na wietrze. – Wiadomo, chcąc się ratować przed unicestwieniem, będą chodzić za nami jak cień, będą nawet zmuszać nas, abyśmy się z nimi przyjaźnili. Tak, jak istnieje praktyczny przymus przynależności do PZPR, czy nakaz kochania każdego żyda.

Starajmy się traktować otaczające nas zło z przymrużeniem oka. Zabawiajmy się wyszukiwaniem braku logiki i braku konsekwencji w postępowaniu naszego przeciwnika. Inaczej grozi nam samospalenie się. Nie atakujmy płotek i narybku, atakujmy jedynie rekiny. Starajmy się rozbroić przede wszystkim wojujących aktywistów świata zakłamania, stawiając ich pod pręgieżem opinii publicznej. Prowokujmy ich na tysiąc sposobów do zejścia ze złej drogi. Ironia, jako akt miłosierdzi?, na pewno ich upokorzy i może skłonić do zbawiennych dla nich refleksji. Warto podawać do publicznej wiadomości ich nazwiska, czego panicznie się boją, chowając się za fasadą bezosobowego kolektywu. Mówić otwarcie czym i kiedy starali się zatruć serce i umysł Polaków, do czego skrycie dążą. To jest konieczne. Tylko zadawanie ran śmiertelnych może wroga usunąć z placu boju. Tego nam nie zabrania etyka katolicka.

Jedynej rzeczy, której nie należy robić, pod żadnym względem, to kłamać. Nigdy! Kłamstwem nie da się. służyć sprawiedliwości, gdyż oddala nas od prawdy; a jedynie cnota prawdy jest dopuszczalna w dziejach narodu, jest dopuszczalna w jego obronie, w obronie jego religii.

Zakazy i nakazy świata filozofii liberalizmu są agresywne i narzucają swój pogląd w sposób tyrański, nie dając przeciwnikowi prawa do protestu i odwoływania się. Wolność istnieje tam dla wszystkich, za wyjątkiem zwolenników idei narodowej oraz… Ojca Świętego. Tak, narzucony nam liberalizm nawet z Papieża usiłuje zrobić więźnia w murach Watykanu. Lektura codziennej prasy w pełni to potwierdza. W takiej rzeczywistości, widząc nasze zdecydowanie i bezwzględność, przeciwnik uderzy w wypróbowany już lament, że nasze postępowanie jest niezgodne z nauczaniem Kościoła Św., że nie kierujemy się w naszym postępowaniu miłością (tą ekumaniacką), że nie dążymy do braterstwa i pokoju (nawet na świecie!). Zaczną krzyczeć o tolerancji, którą zapewnia im konstytucja (a do której odmawiają nam prawa w sposób bezwzględny), okryją nas długim ciągiem epitetów. Nic nie szkodzi. Obrona przed taką napaścią jest łatwa.

Oto kilka myśli, które mogą być pomocne w obronie. Zastanówmy się, kogo nauka Kościoła św. potępia, kogo potępia w swych przemówieniach Ojciec Święty: tradycyjnych katolików, zwolenników idei narodowej, czy też zwolenników modernizmu, zwolenników walki klasowej i heretyków? – Papież, Jan Paweł II, nie może mieć złudzeń, że trwa zawzięta wojna pomiędzy światem herezji i światem katolickim. Jest to wojna na śmierć i życie. Jedni, albo drudzy muszą zniknąć z powierzchni ziemi. Jezus Chrystus wyraźnie powiedział kto będzie pokonany, Rzecz w tym, że nie wiemy kiedy to nastąpi i jakim kosztem. Nie wiemy też ile do tego czasu dusz pójdzie na wieczne potępienie, gdyż o te dusze toczy się walka. Jak więc można zakładać, że Ojciec Święty jest w sprzeczności z katolicką tradycją, która sięga czasów Chrystusa Pana? Nigdy Ojciec Święty nie potępił katolika za to, powiedzmy, że przystąpił do Komunii św. uprzednio spowiadając się. Wręcz odwrotnie, gromi nieustannie tych, którzy idąc z “duchem czasu” ignorują sakrament Spowiedzi. To samo można powiedzieć o innych sakramentach, włączając sakrament Małżeństwa. To samo można powiedzieć o grzechach głównych, które zwolennicy modernizmu starają się lekceważyć. Moderniści ignorują krytyczne wypowiedzi Ojca Świętego, twierdząc, że są one wyrazem prywatnej opinii, a nie w znaczeniu ex cathedra ; a więc, nie są dla nich obowiązujące. Herezja zawsze wyszukuje pretekst, aby móc wymigać się przed potępieniem, bowiem przebiegłe mędrkowanie przedłuża im żywot. Nie można wybierać z przemówień papieskich wyrwane zdania i interpretować je niezgodnie z intencją ich autora, starając się dogodzić własnemu widzi mi się. To jest nieuczciwy liberalizm. Podobnie postępują heretycy, protestanci, z interpretacją Pisma św. Tak postępują owładnięci “mentalnością masońską” politycy, interpretując umowy międzynarodowe.

Ojciec Święty, Jan Paweł II, nie może tego robić, gdyż to by oznaczało koniec Kościoła rzymskiego, a ten ma trwać wiecznie, ma być niezniszczalny, gdyż taka jest wola jego Twórcy, Chrystusa Pana. Bramy piekielne go nie zwyciężą. “Każda roślina, której nie sadził mój Ojciec niebieski, będzie wyrwana” (św. Mat. 15, 13) . Zatem, jak może Wódz Naczelny, Ojciec Święty, wydać rozkaz, w czasie zaciekłej, a może decydującej, bitwy, aby starać się nie ranić wroga zbyt dotkliwie? Wmawianie czegoś takiego Papieżowi jest nonsensem. Rodzi się bądź to z krańcowej bezczelności, czy też ze skończonej głupoty a bez wątpienia nie są mądrymi ci, co ugną się przed tego rodzaju argumentami.

Kościół katolicki działa w otoczeniu nieprzyjaznym. Jednak, problemy dnia codziennego wymagają wzajemnych kontaktów i wzajemnego traktowania się na ogólnie przyjętych zasadach. Zatem, Kościół święty, oprócz misji apostolskiej, musi prowadzić misje dyplomatyczną, której celem jest utrzymanie wzajemnych stosunków z mocarzami tego świata. Misja dyplomatyczna jest jednak podporządkowana misji apostolskiej, co ostatnio potwierdził Ojciec Święty krytykując władze kanadyjskie za sposób traktowania Indian. W misji apostolskiej Kościół święty jest. bezkompromisowy, a jego Hierarchia jest gotowa do poświęceń. Przykładem może być postawa biskupów w krajach rządzonych przez marksistów, a w szczególności postawa wielkiego Prymasa, śp. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. W misji dyplomatycznej Kościół św. kieruje się miłosierdziem, jest życzliwy i pełen cierpliwości. Rzym, który się nie śpieszy, dyskutuje, negocjuje, czasami jest tolerancyjny, znosi upokorzenie dla większego dobra w przyszłości. Jednym słowem, Kościół św, jest uczciwie dyplomatyczny.

Więc, spotkania Ojca Świętego z dyplomatami złych i niesprawiedliwych rządów nie mają nic wspólnego z akceptacją zła i hipokryzji. Spotkania z przywódcami sekt, z przywódcami neopogan, z przedstawicielami świata masońskiego, z przedstawicielami ateistycznych rządów są kontaktami ściśle dyplomatycznymi i nic więcej. Tam nie może być mowy o darzeniu wyjątkowymi uczuciami, czy też o aprobacie szatańskiego działania i akceptacji przewrotnych doktryn. To, że Jan Paweł II spotyka się z rabinami w ogóle nie oznacza, iż mamy zaprzestać zwalczać rabinizm, faryzeizm i rzeczy im po dobne. To, że Ojciec Święty spotka się z ambasadorem Kuwejtu wcale nie oznacza, iż akceptuje poligamię. To, że Jan Paweł II witał się z aktorem Clint Eastwoodem nie oznacza, iż akceptuje jego sekciarstwo i niemoralny tryb życia aktorów amerykańskich. Nawet to, że Józef Lichtenstuhl otrzymał Order św. Grzegorza Wielkiego, w stopniu komandorii – raz jeszcze współczuję św. Grzegorzowi – wcale nie oznacza, iż Watykan ma stać się siedzibą loży B’nai B’rith. – To jedynie nieuczciwi dziennikarze stawiają Jana Pawła II w takim świetle; jakoby aprobował synkretyzm. Często, łącząc te dwie misje Kościoła św. apostolską i dyplomatyczną, nieświadomi katolicy dochodzą do absurdalnych wniosków, siejących zwątpienie w sercu i ból.

Oczywiście, każda nasza niepewność siebie jest sprytnie wykorzystywana przez naszych wrogów. – Naturalnie, można dyskutować, czy dane pociągnięcie dyplomatyczne jest dobre dla nadrzędnej misji apostolskiej; ale tylko tyle. Warto o tym pamiętać. Należy modlić się za Ojca Świętego, aby wypełniał należycie zadania zlecone mu przez Ducha Świętego. Chcąc walczyć ze złem, trzeba znać przyczyny jego powstawania. Wówczas, można ustalić rozsądny plan ich usunięcia.

W jaki sposób katolik popada w herezję liberalizmu? – Dużą rolę odgrywa tu zmasowana propaganda. Środki masowego przekazu, opanowane przez tajne sprzysiężenia (do których zaliczam również partie socjalistyczne i komunistyczne, gdyż ich pan, któremu służą, przebywa w ukryciu), krzewią wolnomyślicielstwo, zmuszają ludzi do przebywania w atmosferze sprzyjającej filozofii liberalizmu. Ludzie, nawet najuczciwsi i o dobrych intencjach, podświadomie wchłaniają liberalistyczną truciznę, tak w życiu społecznym, jak i prywatnym. Co więcej, powszechna ignorancja w sprawach wiary katolickiej powoduje, że ludzie zaczynają stronić od kontaktów z duchowieństwem, zaczynają stronić od Kościoła św. Niszcząc własne życie religijne, dają bezmyślnie upust żartom z księży, z Sakramentów Św., z moralności katolickiej, ze świętości w ogóle, a kończąc na szyderstwie z Pana Boga (!) , Droga, po której kroczy herezja, jest stroma na tyle, że jest wprost niemożliwe, aby móc z niej zawrócić; zwykle ten, kto na nią wkroczył, ląduje na dnie Piekła.

Deprawacja postawy moralnej rodzi odruchy rewolucyjne. Wolnomyślicielstwo krzewi moralność dowolną, czyli amoralność. Odrzucając rygory moralne, otwiera drzwi dla kaprysów i emocji. Chaos myślowy rodzi chaos w sercu, człowieka deprawuje. Człowiek zdeprawowany na wszelkie sposoby usiłuje zagłuszyć sumienie. Najczęściej sprzedaje duszę za coś, co dogadza jego próżności. Zwykle, rana na sercu powoduje błędność w rozumowaniu. Czy to będzie ugodzona miłość własna, czy to będzie kobieta, czy też worek pieniędzy, historia każdej herezji rozpoczyna się podobnie. Człowiek upadły w naturalny sposób skłania się do filozofii, która akceptuje, usprawiedliwia i chroni jego słabości, jego narowy, jego pychę.

W wyniku grzechu pierworodnego, człowiek jest urodzonym zwolennikiem liberalizmu. Bez sakramentu Chrztu św., bez przemyślanej opieki duszpasterskiej człowiek tonie w objęciach świata Ciemności. Opór liberalistycznym pokusom, które dominują w życiu publicznym, wymaga dużej samodyscypliny, a nawet bohaterstwa. W narodzie, który uległ liberalizacji, bohaterstwo stanowi rzadki wyjątek. Ilu współczesnych katolików mówi wprost: “Ja nie chce być bohaterem, ja chcę żyć !” (wygodnie)? Pokusa uzyskania poparcia od zdeprawowanych środków masowego przekazu, od wpływowych osobistości z wyrobioną “mentalnością masońską”, jest dla większości nie do odparcia. Pragnąc się “urządzić”, wyzbywają się charakteru, wyzbywają się skrupułów.

Doszło już do tego, że niemal każda “gwiazda”, czy to ze świata kulturalnego, nr, też politycznego i zawodowego, ma nieczyste ręce i sumienie. Opowieści o spisywaniu cyrografu z diabłem nie są wytworem wybujałej fantazji. Są zaczerpnięte z życia. W świecie opanowanym przez cywilizacje mechaniczne zawsze dominuje martwota i bezbarwność charakteru, zawsze będą tam chętni by zapisać się do tajnego sprzysiężenia, do “partii”, do sekt protestanckich, a nawet do sekt okultystycznych. Inaczej, te wszystkie organizacje dawno już podzieliłyby los arianizmu.

Człowiek uczciwy, aby się wybić, oprócz talentu musi posiadać niebywały hart ducha. Nawet na “wolnym Zachodzie” ludzie najzdolniejsi, jeśli okazu ją charakter, poczucie własnej godności, mogą kołatać do wszystkich drzwi, a nikt ich nie przyjmie, “nie zauważy” ich talentu. Jednak, gdy ktoś przylgnie do tajnego sprzysiężenia, gdy zaakceptuje filozofię liberalizmu, gdy zacznie wypowiadać się, że inne religie są równie dobre jak jego, że to, w co człowiek wierzy, jest zależne od stopnia wykształcenia i temperamentu, gdy zacznie manifestować bezwyznaniowość, natychmiast lody topnieją, a droga do kariery stoi otworem.

Życie na co dzień potwierdza myśl, że na “wolnym Zachodzie” niezbędnym warunkiem do zrobienia kariery jest podlizywanie się żydom, gdyż oni są siłą napędową wszelkiej przewrotności. Nic więc dziwnego, że z polskich emigrantów najlepiej na Zachodzie “urządzają się” ci, którzy robili karierę w szeregach “partii”, będąc “za żelazną kurtyną”. Mój znajomy, prawnik z wykształcenia, powiedział mi kiedyś w szczerości, że chciałby dożyć chwili, kiedy dolar amerykański upadnie. Wówczas, większość zdeprawowanych groszorobów powiesiłaby się z rozpaczy i ze wstydu, a rodzaj ludzki doznałby oczyszczenia. – Istotnie, naga prawda o świecie grzechu jest przerażająca. – Zanik w narodzie dążności do poszukiwania prawdy, podziwu dla piękna i krytyki brzydoty, powoli przeobraża go we wspólnotę hippisów lub czerwonych brygad, a w konsekwencji, cały kraj zostaje pokryty łagrami. Sekularyzacja moralności zawsze podmienia księży policjantami, a klasztory stają się policyjnymi koszarami. Człowiek nie może żyć w chronicznym chaosie, gdzie nie ma miejsca na wartości trwałe i spoza świata materialnego. Żyjąc bez tradycji, bez uznanych i szanowanych autorytetów, człowiek zamyka siebie w niesterowalnym świecie. To jest jazda samochodem z zablokowaną kierownicą.

W końcu, z konieczności, musi więc dojść do rządów policyjnych, do brutalnego zamordyzmu. Zatem, filozofia liberalizmu usiłuje budować utopię, a przed utopią mamy prawo i obowiązek się bronić, gdyż dążność do utopii jest zdradą własnej rodziny, narodu, ojczyzny, Kościoła św. oraz Pana Boga. Zostawmy ich! “To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną” |św. Mat. 15,14). Starajmy się powrócić do tego wszystkiego, co zbliża człowieka do Boga; a więc, do starej liturgii, do dania łacinie należytego miejsca w liturgii, do tego wszystkiego co zdało próbę czasu w walce z fałszywymi ideologiami pogaństwa.

Największe straty możemy zadać zwolennikom filozofii liberalizmu wyzbywając się zakłamania (wygodnictwa) . Wówczas wywrotowe organizacje zaczną świecić pustkami. Należy więc starać się służyć dobrym przykładem, bowiem słowa uczą, ale przykłady pociągają. To, co propagujemy, powinno być przez nas stosowane w życiu codziennym, a od tego, co krytykujemy, powinniśmy stronić. Zwolenników zdobywa się dobrym przykładem. Nasze wrogie nastawienie do błędów, do kłamstwa, do zakłamania, czy w ogóle do zdrady, nie oznacza wrogości do osoby, która zbłądziła. Brama Canossy stoi szeroko otwarta. Jesteśmy zdecydowani, ale posiadamy miękkie serce. Z tym, że tolerujemy synów marnotrawnych, a nie hipokrytów, czyli wilki, które taktycznie szukają schronienia w owczarni.

Starajmy się jak najwięcej przebywać w dobrym środowisku. Dodaje to odwagi do działania obronnego. Ponadto, wspólnie jest łatwiej rozwiązywać problemy. Organizowanie spotkań i zjazdów, na których będziemy dyskutować alternatywne rozwiązania trudnej sytuacji, dopomoże wypracować przejrzysty program działania. Dobrze jest nawiązać korespondencję z kimś, kto może służyć swoją mądrością życiową i doświadczeniem. Mamy jeszcze ludzi mądrych, o dużym doświadczeniu i erudycji, którzy chętnie będą nam służyć radą, gdy ich o to poprosimy. O ile będziemy kierować się dobrą wolą, o ile zdobędziemy się na wyrozumiałość odnośnie różnic w temperamencie, różnic w osobowości, głównie spowodowanych rozbieżnością w czasie i przestrzeni, jak to zwykle bywa, gdy zetkną się ze sobą dwa pokolenia, o ile zdobędziemy się na dyscyplinę wewnętrzną i weźmiemy w cugle niepotrzebne emocje, to jestem przekonany, że wynik współpracy może być budujący. Młodzi mają sporo czasu, by móc pracować dla dobra narodu, tylko nie zawsze wiedzą jak to robić; starzy natomiast wiedzą jak postępować, ale nie mają na to już czasu. Stąd, współpraca jest rzeczą mądrą i konieczną.

Działacze narodowi w kraju powinni powołać organ nadzorczy, który będzie pilnie śledził powstawanie i szerzenie się wszelkiej herezji, będzie analizował metody postępowania ruchów wywrotowych, aby móc wypracować zalecenia do przeprowadzenia akcji zapobiegawczych, jak akcje wydawnicze, ujawniające antynarodową działalność, oraz sugerować kroki samoobronne. Szczegóły postępowania powinny być opracowane w kraju z uwzględnieniem warunków i możliwości lokalnych. Wszystko można robić zgodnie z Konstytucją i Prawem PRL. Trzeba tylko dobrze poznać przepisy prawne i wykorzystać je, jak najlepiej, do własnych celów.

Należy dobierać dobrą literaturę i filmy. – Co rozumiem tutaj przez słowo “dobro”? Dobro jest tym, co musi być zrobione, aby zachować porządek natura! vf ustanowiony przez Boskie prawo. Wiadomo, u komunistów słowo “porządek” oznacza podporządkowanie się rozkazom; natomiast my, katolicy, przez porządek rozumiemy naturalny stan rzeczy, ustanowiony przez Pana Boga. – Zasada wyboru jest prosta: odrzucamy to, co jest mocno rozreklamowane przez zliberalizowane środki masowego przekazu. Korzystanie z magnetowidu jest dobrym przeciwdziałaniem deprawacji ze strony telewizji i kina. Nieodzowną jest też lektura książek dotyczących tzw. teorii spiskowej dziejów. Bez znajomości tej dziedziny historii nie może być mowy o trzeźwym, realnym działaniu politycznym i gospodarczym. Każda katolicka rodzina powinna mieć dostęp do choć jednego katolickiego czasopisma. Jak je wybrać? – Doprawdy, to trudna sprawa. Jest ich niewiele, a prawdziwie katolickich, omawiających otwarcie problemy moralności i doktrynalne jest jeszcze mniej. Nie wiem co jest czytelnikowi krajowemu dostępne. Trzeba poszukiwać na własną rękę. Najlepiej jest popytać sie u kogoś kto się w tych sprawach orientuje. Może u proboszcza, który powinien wiedzieć skąd zdobyć niezbędne informacje? Wybór jest naprawdę trudny, gdyż nie wszystko co ma katolicyzm w tytule, czy w podtytule, jest katolickie. W naszych czasach aż roi się od wilków w owczej skórze. Naturalizm, zaprzeczający lub poddający w wątpliwość istnienie świata nadprzyrodzonego, jest wszechobecny. Nawet w prasie katolickiej. Świeckie szkolnictwo stało się ostoją i propagatorem naturalizmu. Szczególnie dotyczy to krajów, w których rządzą komuniści, gdzie nie ma katolickich szkół.

Popularyzowane i przymusowe cywilne śluby, cywilne rozwody, spędzanie płodu, cywilne pogrzeby, materializm, a więc doktryna, że naród może żyć bez Boga, ,deprawują ludzi zupełnie. Odmówiono miejsca dla religii tam, gdzie w pierwszym rzędzie być powinna, a więc w szkole. Zatem, należy dołożyć wszelkich starań, aby każde dziecko z katolickiej rodziny mogło pobierać lekcje religii. Nasz dzień jutrzejszy zależy od tego jak dzisiaj wychowujemy swoje dzieci. Nic więc dziwnego, że Jezus Chrystus z takim naciskiem ostrzegał przed gorszeniem maluczkich. Pan Jezus również przykazał: “Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie (św. Mat. 19,14). Więc, jest w naszym obowiązku prowadzić dzieci do Chrystusa.

Co najistotniejsze, należy mozolnie przygotowywać ludzi zdolnych do przejęcia wszystkich funkcji państwowych i gospodarczych. Naród, o ile chce być wolny, musi mieć ludzi przygotowanych i gotowych do sprawowania władzy i prowadzenia gospodarki kraju. Inaczej, zastąpią nas obcy, a to oznacza przedłużenie okresu niewoli politycznej i gospodarczej. Z tego powodu każdy agresor rozpoczyna okupację kraju od likwidacji tych, którzy mają kwalifikacje do przewodzenia narodem, który postanowiono zniszczyć. Powinniśmy wyciągnąć praktyczne wnioski z lekcji danej nam w okresie międzywojennym przez prawa dziejowe, po traktacie wersalskim. Lata 1944-48 są również wymowne w historii naszego narodu.

Rewolucję zawsze poprzedza rozkład narodu, “kryzys obywatelski”. Siły rewolucyjne dochodzą do głosu wówczas, gdy narodowi zaczyna brakować politycznych autorytetów. Działanie twórcze, służące rozwojowi kraju, zostaje zastąpione agitacją. To nie burdy uliczne stanowią główne niebezpieczeństwo dla narodu, ale AIDS ideologiczny, którym bez wątpienia jest filozofia liberalizmu. To zabójcza dla narodu próba służenia dwom panom na raz, którą podsyca interwencja ukrytych sił, jak sprzysiężenia masońskie i międzynarodowe organizacje. Siła rewolucyjnego sprzysiężenia jest zawsze większa niż widać to na pierwszy rzut oka.

Starym, podstawowym błędem jest oceniać siłę ruchu wywrotowego po liczbie widocznych jego członków. Przecież rewolucję październikową z 1917 roku rozegrała, z powodzeniem, garstka bolszewików. Jest dla człowieka nieszczęściem, że swoje postępowanie opiera głównie na własnym doświadczeniu, a nie n, doświadczeniu danym mu przez historię. Stąd, mijają wieki, a ludzkość popełnia te same błędy. Dzięki temu. Szatan jest w stanie zbierać plony bez końca.

Byłoby niesprawiedliwym winić za tragedię narodu jedynie kilku polityków u władzy, jak powiedzmy winić jedynie Józefa Piłsudskiego za rozmiar klęski wrześniowej z 1939 roku. Odpowiedzialność ponosi liberalizm duchowy elity narodu, który nie pozwala dostrzec powagi sytuacji. Uśpiony liberalizmem naród nagle staje przed groźbą pożarów i bandytyzmu. Jest zaskoczony i bezradny. Impet każdej rewolucji jest zaskoczeniem dla narodu. Jej zdyscyplinowane i bezwzględne oddziały, choć początkowo nieliczne, są w stanie rozbroić i opanować chwiejnych i chaotycznych, cichych i otwartych, zwolenników filozofii liberalizmu, urastając w ciągu jednej nocy w potęgę. Piłsudski mógł dojść do władzy i przy niej pozostać, a po jego śmierci sanacja mogła utrzymać się przy władzy, gdyż Obóz Narodowy był już zatruty jadem filozofii liberalizmu. Zliberalizowana opinia publiczna pozwoliła Piłsudskiemu, mimo wszystkich nieprawości jakich się dopuścił, pozostać u władzy. 15 maja 1926 roku i przez następne tygodnie, miesiące i lata rozlegał się tchórzliwy lament. “Pokój! Pokój! Za wszelką cenę pokój!”. Była to kapitulacja przed Szatanem. Skoro zliberalizowani narodowcy i ludowcy nie chcieli przelać nieco krwi w roku 1926, to w latach 1939-48 polało jej się o wiele, wiele więcej. Wytworzyła się duchowa próżnia, którą wypełniły obce agentury, a za wszystko, jak zawsze, zapłacił naród polski: morzem przelanej krwi i dewastacją kraju. Prawa dziejowe są bezwzględne.

Czy to wszystko, o czym wspomniałem w niniejszym rozdziale, tak pobieżnie, jest możliwe? Sądzę, że tak. Chociaż, niektórzy czytelnicy mogą być innego zdania. Panuje bowiem pogląd, iż siła oraz sukces wymagają dużej ilości zwolenników, że o sile decyduje ilość. W rzeczywistości, prawdziwa siła, w moralnym jak i fizycznym sensie, zawiera się raczej w stężeniu, a nie w zasięgu.

Św. Ignacy de Loyola założył Zakon Jezuitów tylko z dziesięcioma współtowarzyszami. Jednak jakość tych przyjaciół była tak wielka i budująca, że zazdrościli mu ich najwięksi wrogowie Kościoła świętego, jak przywódcy Iluminatów, a później, ich następcy: Lenin i Himmler.

To umiłowanie prawdy dodaje ludziom wigoru oraz ich uskrzydla. Wiara, przekonanie co do słuszności sprawy, o którą się walczy, zawiera siłę sama w sobie. Najlepiej przekonał się o tym Kserkses pod Termopilami, a bolszewicy w Finlandii. Każde ludzkie pokolenie będzie miało swoich heretyków, bluźnierców i siewców zgorszenia. Jednak, będąc takimi, częstą kierują się modą, wygodnictwem, często są pozerami, a na łożu śmierci będą odchodzić do wieczności z aktem żalu i skruchy w sercu. Szeregi rozległej armii Szatana są bardzo kruche, gdyż Pan Bóg “udaremnia zamysły przebiegłych” (Hi 5,12) .

 

Dodane przez - 09 lip 2012. w Dziedziniec pogan, Wiadomosci. Można śledzić odpowiedzi tego wpisu przez RSS 2.0. Można pozostawić odpowiedź do tego wpisu

1 komentarz dla “Romuald Gładkowski: “Credo in unum Deum””

  1. Zielonoświątkowcy nie czczą tylko Ducha Świętego . Są trynitarzami. Tylko jedna z sekt- absolutnie odrzucana przez pozostałych czyni podobnie- to ruch „Jesus Only”. Uznaja tylko Jezusa utożsamiając z nim i Ojca i Ducha… Czyli jak żydzi lub muzułmanie, ale z pełną wiarą we wcielenie, śmierc i zmartwychwstanie. Dość pokrętna sekta…

Komentuj

Anti-Spam Quiz:

Polecane linki

Galeria fotografii

Zaloguj się | Opracowane przez G