Fides et Ratio

Janusz Szewczak: Koniec jazdy bez trzymanki

Kończy się życie na kredyt i iluzoryczny dobrobyt, drożyzna  poczyna sobie coraz śmielej. Zaczyna brakować pieniędzy na ledwie  rozgrzebane drogi i autostrady, nawet cierpliwość Chińczyków ma swoje  granice.

Unijne euro idą na ratowanie finansów publicznych, kursowe spekulacje i  zasypywanie coraz większej dziury sektora finansów publicznych to już  ok.130 mld zł.

Prezes NBP Marek Belka twierdzi, że nie widzi drożyzny, ale podnosi po  raz trzeci w tym roku stopy procentowe, a zrobi to pewnie jeszcze trzy  razy. Rząd i jego służby walczą z satyrycznymi portalami i kibolami.  Teatr absurdu i poker oszustw rozkwita na naszych oczach. Walą się w  gruzy dwa główne fundamenty reform i tzw. transformacji ostatniego  20-lecia w naszym kraju.

Pierwszy – jakże prymitywny i oszukańczy – że należy wszystko i szybko  sprywatyzować, bo jak sprzedamy rodowe srebra z bankami na czele, to  pozbędziemy się wszelkich kłopotów i ruszymy z kopyta, doganiając szybko  bogate kraje Eurolandu. I cóż, ewidentnie sypie nam się ta genialna  teoria. Im więcej prywatyzujemy, tym większe mamy długi. Wyprzedaliśmy  blisko 70 proc. całego majątku narodowego, blisko 80 proc. sektora  bankowego za śmieszną wręcz kwotę ok. 130 mld zł. Dziś trzeba by tyle  zapłacić za 2–3 duże przedsiębiorstwa czy banki. Stanowi to zaledwie  równowartość 3-letnich kosztów obsługi zadłużenia w budżecie państwa. A  długi mamy horrendalne i ciągle rosnące. Mamy już blisko 800 mld zł  długu publicznego z perspektywą dojścia do 1 bln zł w 2012r., ok. 260  mld dolarów zadłużenia zagranicznego, zadłużone samorządy, szpitale, a  nawet te głupio i tanio sprywatyzowane banki mają zadłużenie na kwotę  blisko 160 mld zł. A pieniędze z prywatyzacji zniknęły.

Drugi fałszywy mit lansowany już po 2000 r. mówił, że jak tylko  wejdziemy do UE nawet na byle jakich warunkach, to nasze problemy  gospodarcze i społeczne znikną, bo spadnie na nas z nieba manna  pieniędzy. Na razie to zaledwie 30 mld euro netto. Decyzje będą  podejmować za nas profesjonalni i życzliwi unijni urzędnicy. Cóż,  najwyżej podpiszemy parę weksli in blanco na ochronę środowiska, limity  CO2, restrukturyzację energetyki na ok. 100 mld euro, ale i tak będzie  super. Będziemy czuć się prawdziwymi Europejczykami, którzy za najniższe  stawki zdominują budowy Londynu, knajpy Irlandii czy niemieckie  plantacje szparagów. Ta upragniona Unia równych szans, powszechnego  dobrobytu, przyjaznych technologii, innowacyjnej gospodarki sama chwieje  się dziś na nogach. Strefa euro jest na krawędzi, kolejne bankructwa  wiszą w powietrzu. Grecja nie będzie ostatnia. W kolejce po zapomogi po  Grecji, Irlandii, Portugalii ustawią się już wkrótce następni:  Hiszpania, może Belgia lub nawet Włochy. Przyjdzie niestety i czas na  nasz „numerek”, tylko kasa będzie już wówczas pusta, słowiańska naiwność  nie zna granic.

Mimo 20 lat przemian obie teorie zawiodły, nie rozwiązaliśmy przecież  żadnego ważnego problemu społecznego i gospodarczego. Nie zbudowaliśmy  sieci nowoczesnych dróg i autostrad. Mamy kompromitujące usługi  publiczne z koleją cofającą się do przełomu XIX i XX w. Służbę zdrowia  urągającą ludzkiej godności, skandaliczne emerytury, pomoc socjalną i  wsparcie dla polskiej rodziny przypominającą trzeci świat, masową  emigrację i praktycznie likwidację Państwa Polskiego.

Mamy gigantyczne długi, rozgrabiony i wyprzedany majątek narodowy,  deficyty handlowe rzędu 50-80 mld zł rocznie, transfer kapitału  zagranicę corocznie co najmniej 50 mld zł, murowane głodowe emerytury z  OFE na przyszłość, mizerną armię, znaczne bezrobocie, 3-4-krotnie niższe  wynagrodzenia niż w Eurolandzie, ucieczkę młodych i demograficzną  katastrofę za kilka, kilkanaście lat. Wystarczy tylko zapamiętać, kto to  spieprzył, jak mawia polski premier. Jak mawia często goszczący w  mediach prof. Krzysztof Rybiński – „jesteśmy po prostu gołodupcami”.

Kończy się jazda po bandzie i życie na kredyt, wierzyciele kładą nam na  stół coraz większą liczbę weksli do realizacji, spływają nowe faktury do  zapłacenia, na które zaczyna brakować pieniędzy. Na razie oscylator  pożyczkowy jeszcze działa, „tajfun Vincent” nadmuchuje kolejne bańki,  skutecznie zamiatając problemy pod dywan. Finansowe tsunami dopiero  przed nami. Jak długo jeszcze ta gra w trzy karty z narodem, rynkami  finansowymi, Komisją Europejską będzie tworzyć pozory normalności.  Zielona wyspa już dawno zamieniła się w ruchome piaski, które zaczynają  zasysać swe pierwsze ofiary. Kto i kiedy zacznie budować Arkę Noego,  która uratuje nas przed wzbierającymi falami tsunami?

Janusz Szewczak

Autor jest głównym ekonomistą SKOK

Dodane przez - 26 maj 2011. w Ekonomia. Można śledzić odpowiedzi tego wpisu przez RSS 2.0. Można pozostawić odpowiedź do tego wpisu

Komentuj

Anti-Spam Quiz:

Polecane linki

Galeria fotografii

Zaloguj się | Opracowane przez G