Jarosław Kleban: Wierzę, więc jestem
Tomasz z Akwinu, zrobił w XIII w. przełom. Przejął dziedzictwo „starszych” teologów, ale w nowy i w usystematyzowany sposób. Odwołał się, do metody Arystotelesa, zwanego Stagirytą. Co było w tym nowatorskiego? Akwinata, zapowiedział formułę nauk nowożytnych, a teologię uczynił ich królową.
Wierzę.
Akwinata użył metody. Ta zaprowadziła większą dyscyplinę w teologii, w której dotąd wiedza i wiara splatały się, rywalizując o miejsce. Nieuzgodnienie wiary z rozumem budziło w epoce św. Tomasza, jak i dzisiaj, ryzyko rozmaitych przesądów. Formuła Akwinaty wnosi dwupodział: 1.Revelatum – to prawdy wiary, objawione, co więcej, takie, których nie moglibyśmy poznać inaczej, niż z objawienia i 2.Revelabile – prawdy, które możemy zasadniczo poznać w sposób przyrodzony (choć także zostały nam objawione). Dwie drogi: Objawienia i teologii naturalnej. Po co, osobna droga rozumu, tj. teologia naturalna? Po pierwsze, by przygotować do wiary (preambula fidei). Po drugie, by zabezpieczać i bronić wiary.
Rozum i wiedza, dają nam pewien wgląd w Bożą Istotę, ale o Trójcy Świętej, niczego mądrego nie powiemy. Możemy tylko wierzyć. Niemożliwe jest też, abyśmy podali jakąś definicję Boga, bo jest On poza wszelkim rodzajem.1 Właściwie, św. Tomasz, oddaje pole teologii apofatycznej; o Bogu możemy mówić, tylko zaprzeczając czemuś, ponieważ jest On tak niepojmowalny. Metoda negacji, nie poprawia szczególnie naszego pojęcia o Bogu, ale rozbija w pył utopię i pseudonadzieje. Metoda revelabile pokazuje, co możemy rzeczywiście wiedzieć, a czego nie. Tomizm dowodzi, że metoda apofatyczna (negacji i tajemnicy) oraz racjonalna, są synergiczne, wspierają się i razem dopełniają.
Wiara, jest konieczna, do przyjęcia Objawienia Starego i Nowego Testamentu; revelatum. Myliłby się jednak ktoś, sądząc, że na „ścieżce” rozumu naturalnego, nie jest konieczna. Przeciwnie, może być jeszcze potrzebniejsza. Nie tylko dlatego, że wiara oświetla i oczyszcza rozum (wcześniejsi Ojcowie Kościoła, ze św. Augustynem). Wiara oświeca i oczyszcza rozum, z jego grzeszności, skłonności do błędu, do kłamstwa i do myśłenia magiczno-zabobonnego (Rdz 3, 1-8), ale daje mu także motywację, oparcie i cel. Rozum i wiara, wsparte sobą, zadają klęskę zabobonowi i utopii, w religii, w nauce i w filozofii. Wiara, staje się energią ludzkiego rozumu, zdolnego dzięki niej przeciwstawić się potęgom i inteligencjom, wyższym niż ludzka.
„Revelatum” oczekuje, iż człowiek zawierzy „gotowej” dogmatyce i moralności Kościoła. Osoby nie dość zaznajomione z wiedzą religijną, bo np. zajmują się zawodowo czymś innym; młode i nieukształtowane osobowości; neofita, u którego „duch jest ochoczy, ale ciało słabe” (Mk 14, 38) – dzięki ścieżce „revelabile” – mogą w pokoju i samodzielnie, dojrzewać do wszystkich, eklezjalnych konsensusów. Jeśli nawet, nie rozumieją jeszcze i nie są przekonani, od razu do całego Katechizmu, ale jednak akceptują go w praktyce i stanowi dla nich ideał; ścieżka naturalna daje im, indywidualne poznanie i potwierdzenie nauki w nim zawartej. Zachowują przykazania i jednocześnie, w wolności poznają, po to, by – powtarzając za św. Antonim Eremitą, jego definicję wiary – „mieć wolne przekonanie o tym, co nam zostało objawione” (Sentencje św. Antoniego).
Ufam.
Na czym polega u św. Tomasza, ścieżka revelabile, tj. teologii naturalnej? Najkrócej – na odrzuceniu dowodzenia a priori (łac. a priori – z góry, uprzedzając fakty) i na przyjęciu metody naukowej, opartej na doświadczeniu i dowodzeniu a posteriori (łac. a posteriori – to, co późniejsze, z następstwa logicznego). Inaczej ujmując, św. Tomasza interesują fakty i rzeczy konkretne. Św. Tomasz wychodzi z założenia, jak platonicy, że istnieją byty idealne i ogólne, oprócz materialnych i jednostkowych. Jednakże, w przeciwieństwie do Platona i większości teologów sprzed i z czasów Tomasza, nie uważa on, że idee (uniwersalia – gatunki i rodzaje) „latają” gdzieś ponad nami, jako superwzorce. Dla św. Tomasza, idee same, nie są substancjami, tzn. samoistnymi bytami, bo samoistne są tylko rzeczy jednostkowe, te które widzimy, słyszymy, dotykamy… Natomiast faktycznie istnieją byty idealne, ale w rzeczach, w substancjach. I stąd, mogą zostać umysłowo wyabstrahowane. W tym kluczu, Tomasz rozumie i człowieka. Dusza jest formą dla „materii ludzkiej”, jej entelechią; zaczynem i spełnieniem, w cielesno-duchowej jedni. Co dzieje się w duszy, ma wyraz w ciele; a co i jak – przez ciało – angażuje duszę
(Rz 8, 13).
W praktyce, na ścieżce teologii naturalnej, u św. Tomasza, do dyspozycji mamy przede wszystkim zmysły i rozum. Toteż poznanie, jakie zdobywamy jest receptywne, poprzedzone zmysłowo. Jednak skojarzenia w tym miejscu, Akwinaty z pozytywistami i neopozytywistami, nie wytrzymują próby. Wspomniani, nie mają metafizyki. Poza tym św. Tomasz, nie zatrzymuje się na zmysłowej recepcji świata, ale idzie dalej, dzięki myśleniu abstrakcyjnemu, tj. wiedzy, o oderwanych i ogólnych cechach przedmiotów (kategorie). Rozum bowiem, więcej znaczy według Tomasza, niż zmysły. Skoro zaś – władze wyższe, posługują się niższymi – to i umysłowe, zmysłowymi. Jednak, to od władz niższych, zmysłowych, rozpoczyna się poznanie.
Tak, św. Tomasz, przenosi nas w praktykę, w życie codzienne. Rzeczywistość ziemska, chociaż tak poślednia wobec niebiańskiej, poprzedza przecież tę drugą. Via practica otwiera nam nieskończone pole, do zaufania Bogu. Wiara się konkretyzuje; wierzymy – ufamy, że Bóg rządzi rzeczywistością i losem, że je stwarza, a zatem przeszkody i dramaty tego czasu, wzmacniają nas i moją, twoją, nadzieję. Zaufanie, nie udziela dyspensy od dobrego działania; raczej pracuję lepiej, ponieważ ufam w sens dobrej pracy, bo wierzę w dobro samo w sobie, w uczciwość, w rzetelność. Zaufanie Bogu, jako skonkretyzowana wiara życia codziennego, nie przypomina kwietyzmu. Konkluzją nauki św. Tomasza, wydaje się być sentencja św. Ignacego Loyoli: „Tak Bogu ufaj, jakby całe powodzenie spraw zależało tylko od Boga, a nie od ciebie; tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś ty sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła.”
Wracając, do wspomnianej metody dowodzenia a posteriori, tj. z faktów, u św. Tomasza, pozwala nam ona, po analizie jakiegoś danego, skończonego bytu, dojść do wniosku, że nie posiada on w sobie samym, przyczyny swego istnienia i wskazuje na Boga, jako na swoją przyczynę. Każde stworzenie może być bowiem, jak często powtarza się to np. w Starym Testamencie, ledwie cieniem, a najwyżej podobizną Boga, Jego obrazem (w skrajnym wypadku, bożkiem). Z doświadczalnych obserwacji, utkał Tomasz słynnych 5 dowodów istnienia Boga: 1. z istnienia ruchu (jakiejkolwiek zmiany) – istnieje pierwsza przyczyna ruchu 2. z niesamoistności świata – istnieje istota samoistna, będąca przyczyną świata 3. z przypadkowości rzeczy – istnieje poza nimi, istota konieczna 4. ze stopni doskonałości w świecie – istnieje istota najdoskonalsza 5. z powszechnej celowości przyrody – istnieje istota najwyższa, władająca przyrodą i działająca celowo (przez „pociąganie ku sobie”). Wszystkie te dowody, wskazują na przyczynę pierwszą, jako, że szereg przyczyn, nie może iść w nieskończoność. Dowody 4 i 5 mają charakter, już nie arystotelejski, a raczej neoplatoński. W kontekście dowodu 4 św. Tomasz, rozwija wyrafinowaną angelologię (naukę o aniołach).
Człowiek, wobec tej kosmicznej i anielskiej hierarchii, jawi się sobie, jako pełen nieurzeczywistnionych możności, drzemiących w materii. Jest jednak, przede wszyskim, nieśmiertelną duszą – treścią i energią (realizacją) swojego bytu. Realizacja własnego potencjału, jest kluczowa dla zbawienia (Przypowieść o talentach – Mt 25, 14-30). Wszystkie byty na świecie, są w napięciu i w ruchu, od i do Boga, pomiędzy aktami stworzenia, a zbawienia. Wezwane niejako, do najwyższej z Nim współpracy. Jeśli poważnie, to przyjąć, gros współczesnych, nawet „wewnątrzkościelnych”, podejrzeń o pelagianizm, okazuje się chybiony.
Kocham.
Bóg – Byt najwyższy u Arystotelesa – nie jest jeszcze osobą, lecz bardziej Zasadą; to Substancja, pierwsza przyczyna i cel wszystkiego. Nie jest Stwórcą, gdyż materialny świat istnieje odwiecznie. Doskonały, czysty akt, będący stale aktualną i dynamiczną realizacją wszystkich możności we Wszechświecie; niezmienny, choć jest czystym „dzianiem się”, a k c j ą – formą i energią. Św. Tomasz, koryguje ten opis, wprowadzając rozróżnienie między istotą i istnieniem Boga. W Bogu istota=istnieniu. Istnienie Boga wynika z jego natury (istoty). Jeśli istotę Boga, przyrównać do możności (potencji) bytów ziemskich, to istnienie Jego, jest aktem czystym, zawsze aktualnym urzeczywistnieniem wszelkich potencji. Samym działaniem, samym JESTEM. „JESTEM KTÓRY JESTEM”(Wyj 3, 14). Jest więc Bóg św. Tomasza, bytem koniecznym i niezależnym. Inaczej stworzenia. U stworzeń istnienie, nie leży w ich naturze; każdy byt stworzony jest i przypadkowy i zależny. Bóg, udziela wszystkim rzeczom, najpierw ze swego istnienia. Istnienie, dane bytom przez Boga, zakłada ich dalsze własności, jak np. dobro; nie mają jednak prostoty Boga. Ale wszystko, co istnieje jako stworzone w świecie, jest dobre, właśnie przez to, że istnieje. Nicość, byłaby zatem czymś złym, brakiem dobra. Istnienie jednostki „kurczy się” wskutek jej złych wyborów. Grzech jest brakiem dobra; tylko brakiem, bo zło, nie jest substancją. Każde stworzenie ziemskie (wbrew sekciarskim tęsknotom) z racji istnienia, jest dobre, bo jest chciane przez Boga; „Bóg stwarza świat uporządkowany i dobry.”2
Stanowisko Tomasza, podobnie jak Arystotelesa i ogólnie Greków, jest intelektualistyczne. Wola, jest poprzedzona rozumem. W opisie Boga i także człowieka, którego Bóg pociąga ku sobie, mamy pierwszeństwo poznania i wtedy – wolę. Jak jednak poznać coś bez woli, bez pragnienia tego czegoś? Poznanie samego Boga, zwraca się początkowo ku sobie; w sobie poznaje On idee, praobrazy wszystkich rzeczy i c h c e aby się stały. Funkcją woli jest miłość. Bóg, powołuje stworzenia do bytu, z miłości; czyni dobrymi i kocha je bez wyjątku, oraz w sposób konieczny (co znaczy, iż chcenie i miłość Boga, nie mają przyczyny). Tak pojęta wola, nie występuje, ani u Arystotelesa, ani u Platona, ani u innych dawnych Greków. To chrześcijańskie novum. Podobnie w etyce Tomasza, choć również ma intelektualistyczny charakter, jej rdzeniem jest wola – miłość. Nie sposób bowiem, wyobrazić sobie, poznania prawdy i cnoty, bez miłości; jakiegobądź skutecznego głoszenia i świadczenia, prawdy i dobra, bez miłości. Jeśli etyka i moralność, miałyby mieć wyłącznie poznawczo – intelektualistyczny charakter, jak chyba uważał Sokrates, to za całą wiedzą, nie szło by działanie, tak ważne u św. Tomasza. W filozofii prawa, wciela tę myśl. Prawo musi mieć cel – dobro wspólne, działanie i poświęcanie się dla innych, które utożsamia się ze szczęściem (eudaimonia). Koncentracja na pierwszym i absolutnym Poruszycielu, pomaga kochać. Łatwiej odpierać różnorodne podniety i pokusy demonów, do czynnego zła, lub do zaniedbań, które ogniskują się właśnie na tym, co relatywne.
Reakcja
Teologiczna wizja św. Tomasza, od początku była silnie atakowana przez teologów, głównie ze szkoły franciszkańskiej (wiernych augustyńskiej tradycji) jak np.: Duns Szkot, współcześni Tomaszowi, uczniowie św. Bonawentury; wiek później (w XIV w.) związany z Oxfordem, Anglik, Ockham, a także przez duchownych świeckich. Najsilniejsze jednak zderzenie tomizmu, musiało zajść z awerroistami łacińskimi, współczesnymi Tomaszowi, uczniami Awerroesa, filozofa, lekarza, matematyka i teologa arabskiego, żyjącego w XII w. w Kordowie (dziś Hiszpania), także powołującego się na arystotelizm, lecz w duchu Islamu. W tym starciu, ujawniała się odmienność obu stanowisk wobec prawdy. Akwinata, jak zaznaczyłem, uznawał 2 ścieżki poznania Boga i prawdy: objawioną i rozumową. Objawienie i wiedza, mają wspólne źródło, sprzeciwiają się tym samym błędom i nie są sprzeczne ze sobą. Awerroiści, także mówili o drodze filozofii i drodze wiary, ale – wbrew Tomaszowi – dopuszczali niezgodność obu dróg. Twierdzili, że co jest prawdziwe według filozofii, może być nieprawdziwe według wiary i odwrotnie; „teoria dwóch prawd”. Wypowiadali szereg tez, jawnie niezgodnych z nauką Kościoła, a jednocześnie chcieli być w przyjaźni z Kościołem.
Inną, efektowną próbę zastosowania arystotelizmu, w tym wypadku w duchu judaizmu, podjął Mojżesz Majmonides, filozof współczesny Awerroesowi, również z Kordowy. Św. Tomasz, inspirował się później, niektórymi twierdzeniami Majmonidesa; np. wspomnianym, iż pewne prawdy przyrodzone, zwłaszcza o Bogu, należy najpierw przyjąć na wiarę, a dopiero potem nabywać o nich wiedzę. Natomiast istotna, według mnie, różnica między Akwinatą i Majmonidesem, ukazała się wobec kwestii dostępności wiedzy metafizycznej. Majmonides chce być w elicie i jest przeciwny udostępnianiu jej prostym ludziom. Tomasz uważa, że podstawowe prawdy metafizyki, zwłaszcza, że są objawione, pomagają w zbawieniu i są dla wszystkich. Metafizyka, nie jest zagmatwana, lecz prosta w swej istocie, jak i sama prawda; wymaga raczej dyspozycji serca, czystego i nieskażonego rozumu. Sam Bóg, jest genialnie paradoksalny, bo pełen prostoty i jednocześnie, nie do pojęcia. Tam, gdzie jest niepojmowalny, jest taki dla każdego, niezależnie od rangi i roli społecznej. Z kolei tam, gdzie daje się poznać, jest osiągalny dla najprostszych.
Aż do dzisiaj, tomizm i neotomizm, mają swoich oponentów, w i poza Kościołem. Krytyka najczęściej wypływa ze środowisk humanistów, intelektualistów, utopistów, lecz nie naukowych. U badaczy, każda teoria musi zgadzać się z rzeczywistością, aby zaistniała, musi podpierać się faktem. Tak, jak nie ma porządku dwóch prawd, tak też i liczni współcześni uczeni, np. spod szyldu „gender”, nie mają prawa, pod pretekstem rozdzielania porządków, wiary i nauki, narzucać swoich błędów i zwalczać wiary. Gdy zwalczają wiarę, by przeforsować swoje złe idee, zaraz okazuje się, że walczą również z nauką. A dalej, z naturą i z całą rzeczywistością, zaś jedynym ich orężem, staje się „kultura”, wykreowana zresztą, niekiedy przez nich samych, lub innych, podobnie zagubionych ludzi. „Ponieważ, tak się robi tu, czy tam, np. na Zachodzie…” Lecz któż, to jest, ten osławiony i przemożny „Się”? O tym, każdy z „jego” propagatorów, milczy.
Zakon dominikański uznał naukę św. Tomasza za swoją, już w latach 1278-1313 (Tomasz umarł w 1274 r.) a jego samego, za doktora zakonu. Rok 1323, to ogłoszenie kanonizacji. W roku 1567, Akwinata, został uznany przez papieża Piusa V, za piątego doktora Kościoła. Kolejno, główne zakony, a zwłaszcza Jezuici, uznają tomizm za swoją naukę. Od Jana XXII po Benedykta XV, Stolica Apostolska wielokrotnie będzie ogłaszać tomizm, nauką Kościoła (od XIV do XX w.). Od Leona XIII i jego encykliki, Aeterni patris, z 1879 r., która zalecała odnowienie filozofii, w duchu św. Tomasza, rodzi się neotomizm. Pius X, w słynnej encyklice, Pascendi Dominici Gregis, z 1907 r., nakazuje naukę tomizmu, jako antidotum na herezje modernizmu. Pius XII, w encyklice, Humani Generis, z 1950 r., również żąda kształcenia duchowieństwa, „wedle metody, nauki i zasad Anielskiego Doktora3”. Jan Paweł II, składa Akwinacie hołd, w encyklice, Fides et ratio, z 1998 r. Benedykt XVI, istotnie wspiera swoje tezy, twierdzeniami Tomasza, w encyklice, Deus caritas est, z 2006 r. jak również, w najbardziej spekulatywnej części, encykliki, Spe Salvi, z 2007 r.
Jarosław Kleban
Literatura:
Arystoteles, Dzieła wszystkie, t.I, tł. K. Leśniak, Warszawa 1990
Arystoteles, Dzieła wszystkie, t.V, Warszawa 1990
Tomasz z Akwinu, Traktat o Bogu, tł. G. Kurylewicz, Z. Nerczuk, M. Olszewski, Kraków 1999
Tomasz z Akwinu, Kwestia o duszy, tł. Z. Włodkowa, W. Zega, Kraków 1996
Józef M. Bocheński, Zarys historii filozofii, Kraków 1993
Władysław Tatarkiewicz, Historia filozofii, t.I, Warszawa 1981
Stefan Świeżawski, Dzieje europejskiej filozofii klasycznej, Warszawa-Wrocław 2000
Jan Paweł II, Fides et ratio, Poznań 1998
Benedykt XVI, Deus caritas est, Kraków 2006
Benedykt XVI, Spe Salvi, Kraków 2007
Pius X, Pascendi Dominici Gregis, Warszawa 2002
Pius XII, Humani Generis, Warszawa 2002
Katechizm Kościoła Katolickiego, Poznań 1994

















