Rafał Dostatni: Modernizm – zasady i geneza powstania
Manicheizm, luteranizm, kalwinizm to również zupełnie odmienne od siebie nurty, aczkolwiek miały jeden cel: zburzyć jedność Kościoła i tylko to powinno interesować wiernego katolika.
Jaka jednak jest różnica między trzema, wymienionymi przeze mnie, przykładowymi herezjami a współczesnym modernizmem? Otóż tamte działały z zewnątrz, otwarcie wypowiadały wojnę pewnym dogmatom, natomiast, jak już zauważył św. Pius X, moderniści atakują od wewnątrz, pod pozorem troski o Kościół, którego zresztą formalnie są członkami.
Jeszcze na początku ubiegłego stulecia niewiele wskazywało, że prądy intelektualne próbujące już wtedy od wewnątrz opanować Kościół Chrystusowy będą promowane i bez żadnych skrupułów wyznawane przez znaczną część hierarchii w czasach nam współczesnych. Późniejszy święty, papież Pius X, bezkompromisowo zwalczał każdą herezję pojawiającą się w publikacjach nie tylko niekatolickich pisarzy, ale przede wszystkim tych, którzy deklarowali się jako członkowie Kościoła. Narażając się na liczne ataki m.in. ze strony demoliberalnych hierarchów i rządu Francji, potępiał fałszywe tezy modernistycznych reformatorów, czego najsłynniejszym przykładem jest ekskomunika francuskiego pozytywistycznego metodologa i fenomenologa Alfreda Loisy’ego (1908). Jak pisze prof. Adam Wielomski:
„Pius X był duchownym z tej epoki, w której z błędem nie prowadziło się dialogu – nazywając go odmienną opinią – lecz zwalczało się go poprzez potępienie. Zwróćmy uwagę, że Loisy nie był jedynym teologiem potępionym w tym czasie przez Rzym. Za błędy modernizmu potępił Pius X organizację Bravissimo officio (1906). W aspekcie tym wymienić należy także motu proprio Praestantia (1907r.) i antychadeckie dekrety potępiające prasę tego kierunku (1907); potępienie anonimowej ksiązki Program modernistów (Il programma dei Modernisti. Riposta all’Enciclica di Pio X „Pascendi dominici gregis”, Roma 1908), stanowiącą odpowiedź na encyklikę Pascendi; uwieńczeniem tej kampani będzie słynny list Notce charge apostolique (1910)” [1].
Niestety, im dalej w XX wiek, tym coraz więcej do powiedzenia mieli ci, którzy w normalnej sytuacji podzieliliby los Loisy’ego. Wystarczy wymienić Karola Rahnera, Yvesa Congara, czy „ojca duchowego” Soboru Watykańskiego II o. Teilharda de Chardin. Doprowadziło to do słynnego stwierdzenia w latach 70-tych papieża Pawła VI, że „dym szatana wdarł się do świątyni Pańskiej” [2]. Nie przeszkadzało to jednak kilka lat wcześniej papieżowi Janowi XXIII oznajmić, że potępienie to przeżytek i nie zamierza się nim posługiwać…
Zanim przejdę do głównych zasad owego „ścieku wszystkich herezji” [3], należy zaznaczyć, że nie istnieje jeden, idealny model modernisty, lecz kilka różnych nurtów, często sprzecznych ze sobą, które wyodrębnił św. Pius X we wspomnianej już encyklice „Pascendi dominici gregis”
Według pewnej opinii mądrość polega na rozpoznaniu jak najgłębszych przyczyn, dlatego też in principio należy znaleźć praźródła modernistycznych teorii, gdzie tkwi początek nie tyle samego kierunku, co sposobu myślenia. Bardzo często papieże XIX i XX wieku potępiając modernistycznych postępowców nazywali ich liberalnymi katolikami i choć nie zawsze możemy traktować modernizm i liberalny katolicyzm za synonimy, to ten drugi faktycznie stoi u podstaw pierwszego. Czym zaś jest liberalizm? W opublikowanej w 1926 roku pracy ojca Roussel „Liberalizm i Katolicyzm” czytamy:
„Liberał to fanatyk na rzecz niezależności, który wychwala ją w każdej dziedzinie, aż do granic absurdu” [4].
Dla chrześcijanina, którego wiara opiera się na filozofii klasyczno-chrześcijańskiej zawsze jasnym było, że istotą nazywania się rzymskim katolikiem jest przyjęcie danego odgórnie bytu, dogmatu, prawdy, którą człowiek odkrywa, nie zaś stwarza. Odbiera on niezmienny przekaz, obiektywną wiedzę o Stwórcy i wierze. Hierarchia bytów poznawanych i poznających jest więc zrozumiała i czytelna. Jako pierwszy bardzo poważnie podjął wyzwanie przeciw tym zasadom Marcin Luter wraz z narodzeniem protestantyzmu i zapanowaniem Reformacji w szesnastowiecznej Europie. Dochodzimy tutaj do wspomnianego źródła, do zapoczątkowania wysławiania „niezależności”, „wolności rozumu”, „postępu” etc. Według M. Lutra ja jest podmiotem poznającym świat i samodzielnie określającym, które zasady wiary uznaje. Stąd dominacja myślenia w kategoriach ja (ja sądzę, ja myślę, ja uważam, ja wierzę) w luteranizmie [5]. Takie rozumowanie nazywamy subiektywizmem, nie poddajemy się prawdzie, lecz sami ją tworzymy. Abp Lefebvre pisze:
„Szlachetność intelektu zakłada poddanie się przedmiotowi, to jest zgodność podmiotu myślącego z poznawanym przedmiotem. Intelekt działa na podobnej zasadzie, jak aparat fotograficzny, musi on precyzyjnie odtwarzać rzeczywistość” [6].
Przez wzgląd na historię możemy wyróżnić cztery osoby, które niepodzielnie przysłużyły sie totalnemu zepchnięciu do podziemia tej teorii:
- opisywany już M. Luter, przeczący autorytetowi Magisterium Kościoła, a uznającym jedynie Biblię, wprowadził zasadę swobodnej interpretacji, odrzucając wszelkich pośredników między człowiekiem a Bogiem;
- Kartezjusz, zaraz po nim Immanuel Kant, twierdzili, że intelekt jest uwięziony sam w sobie, zna tylko własne myśli, prawda obiektywna jest zupełnie niepoznawalna;
- J. J. Rousseau, „ojciec” dzisiejszej demokracji, według niego podmiot staje się bezbronny wobec opinii publicznej. Myśl jednostki poddana jest opinii większości lub nawet wszystkich, co świetnie rozpoznajemy w czasach nam współczesnych, kiedy to ta opinia z łatwością kształtowana bywa przez różnorakich speców od public relations, politykierów, a przede wszystkim mass-media.
Najlepszym przykładem pełnego sprzeczności myślenia subiektywnego są jedne z pism prekursora rewolucji francuskiej, Voltaire’a, gdzie znajdujemy taki oto dialog:
B: Czym jest prawo naturalne?
A: Instynktem, który sprawia, że mamy poczucie sprawiedliwości.
B: Co nazywasz sprawiedliwym, a co niesprawiedliwym?
A: To, co wydaje się takim całemu światu [7].
W konsekwencji, wraz z subiektywizmem pojawiają się następne herezje, szeroko rozpropagowane szczególnie w epoce Oświecenia. Odrzucając poddanie się rzeczywistości, modernista prędzej czy później odrzuci niezmienną istotę rzeczy. Taki prąd intelektualny nazywamy ewolucją, „człowiek dnia wczorajszego nie jest człowiekiem dnia dzisiejszego, popadamy tu w relatywizm” [8].
Innym bardzo ważnym myślicielem, którego filozofia była (i jest) źródłem wielu modernistów to Georg W. F. Hegel. Istotnym jednak jest fakt, że heglizm nie neguje chrześcijaństwa otwarcie, przekształca go jednak w pewien relatywny mit, stworzony przez ludzki rozum, mit który był potrzebny dla zaspokojenia potrzeb ludzkiej psychiki, czyli z religii objawionej staje się emanacją samoświadomości materii [9]. Warto podkreślić, że heglizm stał także u podstaw powstawania marksizmu, a sam Hegel był jednym z ulubionych pisarzy Karola Marksa [10].
Duży wpływ ma omawiane zagadnienie miały również dwie epoki:
- romantyzm ze swoim prymatem uczuć nad rozumem, co powoduje, jak zauważył abp Lefebvre, że „romantyk czerpie przyjemność z tworzenia sloganów, potępia on przemoc, przesądy, fanatyzm, integryzm, rasizm, gdyż słowa te wywołują wyobrażenie i ludzkie żądze. W tym samym duchu, romantyk czyni siebie apostołem pokoju, wolności, tolerancji i pluralizmu” [11];
- pozytywizm z ubóstwieniem nauk empirycznych, w wyniku czego nauka ma prawo nawet do weryfikacji tradycji katolickiej oraz dogmatów.
Modernista o. Teilhard de Chardin stwierdził, że katolicy dzielą się na dwie grupy: fizycystów i jurydycystów. Pierwsi uważają, że Bóg jest tylko bytem odczuwalnym i nie do zdefiniowania, nie rozumieją jak można problemy katolickie ujmować w zasady kanoniczne. Drudzy zaś uznają jedność prawd wiary i rozumu, mądrości szukają w racjonalnej teologii św. Tomasza i scholastyków, a za prawo wierzącego uznają kodeks kanoniczny, katechizm, orzeczenia soborów i Ojców Świętych [12]. Oczywiście o. Chardin kwalifikował się do pierwszej grupy, stwierdzając ponadto, że nie zamierza nawracać tych, którzy są odmiennego zdania, co świetnie ilustruje sposób myślenia progresistów.
Po tym nakreśleniu różnych nurtów wpływających na postacie modernizmu, prześledźmy wyodrębnione rodzaje tego kierunku, które św. Pius X podał wiernym w swej słynnej encyklice:
- Filozoficzny. Polega na agnostycyzmie i uznaniu rozumu za jedyne źródło prawdy o świecie i religii. Modernizm ten prowadzi do „ateizmu naukowego i dziejowego”. Przykładem tego typu „postępowców” jest Włoch Baldassare Labanc, usiłujący łączyć heglizm z katolicyzmem.
- Religijny. Prawdy wiary pojmowane są tu nie przez pryzmat Tradycji, lecz nowoczesnej nauki. Modernista tego typu w efekcie uznaje prymat nauki nad religią, nakazuje modyfikować dogmaty do ustaleń nauk szczegółowych. Odzwierciedlenie tej definicji to Francus Alfred Loisy, ekskomunikowany przez Piusa X.
- Teologiczny. Nurt ten uderza podobieństwem do poprzedniego, jego propagatorzy uważają, że katolicy nie powinni traktować dogmatów jako czegoś koniecznego dla wiary, jest to raczej przeżytek po „restrykcyjnym”, „inkwizycyjnym” Kościele średniowiecznym. Moderniści tego typu występują również radykalnie za rozdziałem Kościoła od państwa. Nurt ten wyodrębniony przez Piusa X skierowany został szczególnie przeciwko włoskim chadekom.
- Historyczny. Typ ten oddziela Jezusa nauczanego przez Tradycję katolicką od historycznego, biblijnego. Najprawdopodobniej jest to krytyka ówczesnych archeologów biblijnych, Loisy’ego i Turnela.
- Krytyczny. Jest to rozwinięcie modernizmu historycznego na całość historii Kościoła, wg interpretacji prof. Wielomskiego „zapewne papież chciał podkreślić (…) tych modernistów, którzy próbują desakralizować Chrystusa” [13]. Do tej kategorii możemy zakwalifikować ponownie Loisy’ego i Turnela.
- Apologetyczny. Nurt ten nie zaprzecza wielkiemu wkładowi Kościoła dla ludzkości, jednakże odmawia mu nadprzyrodzonego charakteru oraz asystencji Ducha Świętego.
- Reformatorski. Rodzaj modernistów próbujących zdemokratyzować instytucję Kościoła, pogodzić go ze współczesnym światem, wprowadzić suwerenność wiernych itd. Charakterystyce tej odpowiadają bez wątpienia przedstawiciele włoskiej chadecji (choć nie tylko).
Po szczegółowej analizie widzimy więc jak rożne są odmiany modernizmu, często sprzeczne ze sobą, jednakże z różnych stron atakujących Tradycję katolicką. Manicheizm, luteranizm, kalwinizm to również zupełnie odmienne od siebie nurty, aczkolwiek miały jeden cel: zburzyć jedność Kościoła i tylko to powinno interesować wiernego katolika. Jaka jednak jest różnica między trzema, wymienionymi przeze mnie, przykładowymi herezjami a współczesnym modernizmem? Otóż tamte działały z zewnątrz, otwarcie wypowiadały wojnę pewnym dogmatom, natomiast, jak już zauważył św. Pius X, moderniści atakują od wewnątrz, pod pozorem troski o Kościół, którego zresztą formalnie są członkami. Spoglądając na dzisiejszą sytuację Kościoła Chrystusowego, łatwo można dostrzec, że jego największym problemem nie są (jak chcieliby niektórzy) „najeźdźcy muzułmańscy”, „poganie” otwarcie bluźniący przeciw Bogu, lecz pewni hierarchowie i świeccy, którzy od kilkudziesięciu lat głoszą nurty intelektualne potępione już na początku XX wieku. Porównajmy sobie chociażby propagowany dziś w wielu środowiskach „katolicyzm pacyfistyczny” głoszący „walkę z karą śmierci”, z tym ustępem z Katechizmu św. Piusa X [14]:
„3. Czy w pewnych przypadkach godzi się zabijać?
W pewnych przypadkach godzi się zabijać, a mianowicie walcząc w wojnie sprawiedliwej, wykonując wyrok śmierci na zbrodniarzu, który został skazany wyrokiem najwyższej władzy, a także w słusznej obronie koniecznej swego własnego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem”.
Stoimy również przed bardzo ważnym pytaniem, jak uchronić nasz umysł, aby nie opanowały go zgubne współczesne idee? Jedna z najskuteczniejszych metod to niewątpliwie tomizm. Zacytujmy wielkiego papieża Leona XIII, który w swej encyklice „Aeterni Patris” z dnia 4 sierpnia 1879 r. pisze:
„Ogromne niebezpieczeństwo, na które naraziła rodzinę i świeckie społeczeństwo zaraza perwersyjnych poglądów jest nam wszystkim oczywiste. Z pewnością rodzina i społeczeństwo cieszyłaby się większym pokojem i bezpieczeństwem, gdyby na uczelniach i w szkołach nauczano doktryny zdrowszej i bardziej zgodnej z nauczaniem Kościoła, doktryny takiej, jaka znajduje się w dziełach Tomasza Akwinaty. To, czego św. Tomasz naucza nas na temat prawdziwej natury wolności, która w naszych czasach degeneruje się w swobodę, na temat boskiego pochodzenia władzy, na temat prawa i jego władzy, na temat rodzicielstwa i sprawiedliwych rządów monarchów, na temat posłuszeństwa należnego najwyższym władzom, na temat obustronnego miłosierdzia, które musi panować między ludźmi – to, co on mówi na powyższe i inne tematy posiada ogromną, nie do pokonania siłę, która może obalić zasady nowego prawa, pełnego niebezpieczeństw, jak wiemy, dla porządku i dobra publicznego” [15].
Tak też czyńmy, aby uchronić, pozostawiony nam w spadku, nieskażony depozyt prawdziwej wiar
[1] PRO FIDE REGE et LEGE, nr 2(59) A D 2007, artykuł Encyklika „Pascendi”: Geneza i przesłanie dr Adam Wielomski.
[2] Paweł VI, przemówienie z dnia 29 czerwca 1972 roku.
[3] Pius X, Accogliamo, [w:] Documents pontificaux de Sa Sainte Pie X, t. I, 1903-1908, Conde-sur Noireau 1993.
[4] Abp. Marcel Lefebvre, Oni Jego zdetronizowali, Warszawa 1997.
[5] R. Amerio, K. Stehlin, Ekumenizm grzechem przeciw miłości, Warszawa 2002.
[6] Abp. Marcel Lefebvre, Oni Jego…
[7] Ibidem.
[8] Ibidem.
[9] PRO FIDE…
[10] Ks. Michał Poradowski, Teologia wyzwolenia Karola Marksa cz. I i II, Wrocław 2006.
[11] Abp. Marcel Lefebvre, Oni Jego…
[12] PRO FIDE…
[13] Ibidem.
[14] Katechizm św. Piusa X, Sandomierz 2006.
[15] Leon XIII, Aeterni Patris, Warszawa 2003.


















Title…
[...]one of our visitors just lately advised the following website[...]…