Krzysztof Guzek: Chrystofobia jako przejaw desakralizacji kultury
Kryzys współczesnej kultury europejskiej
O kryzysie nowożytnej Europy, a zwłaszcza jej kultury, mówi się od XVIII w. Jedni widzieli w nim stan mobilizujący do szukania nowych rozwiązań i wyjść z sytuacji zagrożenia, a inni głosili upadek cywilizacji i jej kres.
Od czasów odrodzenia, ale przede wszystkim od oświecenia, modny i obowiązujący na Starym Kontynencie stał się racjonalizm naukowy, uznający jedynie to, co możliwe jest do udowodnienia w doświadczeniu empirycznym. Zarówno moralność, jak i Boga zepchnięto wówczas do sfery subiektywnych wyborów, eliminując te dwie wartości ze sfery publicznej świadomości. Powoli znikła także kategoria dobra i zła (samych w sobie), bo wszystko zależy od następstw działania (cel uświęca środki). Konsekwentnie, religia przestała być przedmiotem badań naukowych, jako nie mieszcząca się w materialistycznej wizji rzeczywistości. Religię i metafizykę zaczęła zastępować pozytywistycznie rozumiana nauka. J.J. Rousseau zanegował metafizykę i dobrodziejstwo kultury, I. Kant zerwał z realizmem bytowym na rzecz pojęć, idei, A. Comte uznał antyreligijne nastawienie jako tzw. światopogląd naukowy, zaś L. Feuerbach oskarżył religię o alienowanie człowieka z odpowiedzialności. Generalnie kryzys współczesnej kultury europejskiej wynika z kryzysu idei człowieka (materializm) i kryzysu idei Boga (ateizm). Nurty materialistyczne i naturalistyczne (od końca XVIII w.) dały podstawę do zakwestionowania wyjątkowego statusu i roli człowieka w świecie, a także obecności i działania Boga. Wynikiem tych tendencji jest skrajny indywidualizm i liberalizm. Jednakże główną i najpoważniejszą chorobą współczesnej Europy jest nihilizm.
Postmodernistyczny nihilizm
Nihilizm to zachwianie umysłowo-duchowe, które nie dostrzega hierarchii wartości. Jest on procesem polegającym na zafałszowanym rozumieniu istoty ludzkiej, jako istoty zredukowanej do wymiaru biologicznego i funkcjonalnego. „Pierwszym europejskim nihilistą” zwie się F. Nietzschego, skrajnego pesymistę europejskiego. M. Heidegger, przekonany o kryzysie kultury, jej nicość wywodził z desakralizacji życia. Rys nihilistyczny obecny był w myśli A. Schopenhauera i twórczości F. Dostojewskiego.
Współczesny postmodernistyczny nihilizm ukazuje brak fundamentu i sensu, pozbawiając życie ludzkie celu, redukując poznanie prawdy do obszaru logiki. Głosi, że ludzka egzystencja i cała rzeczywistość jest czymś absurdalnym, a znieść ją może jedynie heroiczna walka ze złem lub wyzwoleńcza śmierć samobójcza. Niemożliwe jest poznanie sensu bytu, jedynie niekończące się poszukiwanie. W dziedzinie poznania nihilizm jest relatywizmem, uznającym względność wszelkich wartości i pozbawiającym historię jakiegokolwiek sensu. Prawda musi w tym światopoglądzie ustąpić przed wolą ekonomicznego interesu, polityczną skutecznością lub wolą reprezentantów większości. Następuje tu także rozdzielenie od siebie dyskursu naukowego, przekonań moralnych i wartości estetycznych. To ostatnie zjawisko krytykuje J. Ratzinger. Zauważa on, że w dzisiejszym świecie, a w Europie szczególnie, widoczny jest rozdźwięk, polegający na tym, że siła moralna nie wzrasta wraz z rozwojem nauki, a wręcz maleje, gdyż mentalność techniczna zawęża ją do sfery subiektywnej. Brak równowagi między możliwościami cywilizacyjnymi, a prawem moralnym to największe niebezpieczeństwo współczesnego świata.
Jan Paweł II kryzys kultury europejskiej upatrywał w istnieniu „kultury śmierci” (aborcja, zapłodnienie in vitro, eliminacja zdeformowanych płodów i ich utylizacja celem uzyskania preparatów leczniczych, eutanazja). W ten sposób demokracja staje się totalitaryzmem. Jest to przejaw ateizmu, wyrażonego moralnym relatywizmem, u podstaw, którego leży błąd antropologiczny. W takim systemie nie ma prawdy, a istnieją jedynie przekonania. Sprawność techniczna nie idzie w parze ze sprawnością etyczną. I chociaż nadzieja związana z kulturą europejską tkwi np.: we właściwych modelach życia, postępie medycznym czy dialogu ekumenicznym, to jednak nie chroni to przed pustką egzystencjalną, gdyż potrzebne jest jeszcze powiązanie kultury z wiarą, a nauki z religią.
Ten rodzaj kultury (czy raczej antykultury) widoczny jest w preambule Traktatu Unii Europejskiej, będącego jej ideologicznym fundamentem. Nie ma tam, ani odniesienia do Boga, ani wzmianki o chrześcijańskich korzeniach Starego Kontynentu. Widoczny jest przy tej okazji przewrotny relatywizm, który odrzucając invocatio Dei wcale nie jest wyrazem tolerancji (w imię tzw. neutralności światopoglądowej), ale dyskryminacji chrześcijan (nazywanej chrystofobią), wpisującej się w szerszy kontekst dechrystianizacji Europy.
Procesy dechrystianizacyjne Europy
Wspomniany powyżej tak zwany wiek światła (oświecenie) rozpoczął proces dechrystianizacji kontynentu europejskiego, będącego cywilizacją chrześcijańską. Od tamtego momentu zaczęto postrzegać Boga jako konkurenta dla człowieka, wysuwając tezę: im mnie Boga, tym więcej człowieka. Epoka oświecenia wiąże się z postulatem wyrugowania Boga ze świadomości ludzkiej, z życia społecznego i historii dziejów. Prekursorem w tej dziedzinie był Kartezjusz, dla którego Bóg był jedynie ideą, wytworem myśli ludzkiej. Szukając całkowitej autonomii dla człowieka, filozof skazuje go tak naprawdę na totalną samotność, dobrowolne oderwanie się stworzenia od Stwórcy. To pęknięcie, aczkolwiek obecne już od momentu grzechu pierworodnego, naznaczy negatywnie stosunki międzyludzkie i ukształtuje obraz kontynentu europejskiego. Grzech pierworodny, czyli grzech, w którym człowiek stawia siebie samego na miejscu Boga, w oświeceniu przybrał charakter naukowy i społeczny. A Chrystus, który był kamieniem węgielnym dla budowli o nazwie „Europa”, stał się kamieniem odrzuconym przez jej budowniczych.
Ogromne zasługi miał w tym względzie J.J. Rousseau, który negując dotychczasowe etapy rozwoju człowieka i ludzkości, głosił apokaliptyczne wizje degeneracji rodzaju ludzkiego, będącej wynikiem wolności człowieka, a wyrażonej w trzech etapach: założenia rodziny, powstania własności prywatnej, ustanowienia prawa. Propozycje rewolucji przedstawia filozof w „Umowie społecznej”. W niej to postuluje stworzenie nowej abstrakcyjnej istoty społecznej (Ciała władczego) równej Bogu, która sprawi, że człowiek powróci do idealnego stanu pierwotnego. Odbywać by się to miało za cenę całkowitej utraty tożsamości i wolności przez człowieka, scedowanych na rzecz abstrakcyjnej (znowu!) Woli powszechnej. Tragiczną konsekwencją tych teorii była Rewolucja Francuska, która chciała wyrzucić z dziejów i życia społecznego Boga i jakiekolwiek przejawy religijności, eliminując także fizycznie wielu chrześcijan. Marks z kolei sprowadzał całą historię do zachłannej walki o własne interesy ekonomiczne. Głosił rewolucję światową, niszczącą własność prywatną, państwo i religię. Mówił o siłowym przełamaniu alienacji proletariatu. Wcześniej odrzucił wszelką duchowość na rzecz materializmu, człowieka zamieniając w rzecz – trybik w machinie rewolucyjnej. Chciał stworzyć raj na ziemi, ale bez Boga. Wymyśloną przez siebie rewolucję nazywa komunizmem, a jej drogą miała być walka klas. Komunizm okazał się utopią i przeobraził się w totalitaryzm.
Innym wizjonerem, którego próba tworzenia raju bez Boga skończyła się stworzeniem piekła na części kontynentu europejskiego i świata, był Hitler. Jego ideologia zła oparta była na nienawiści do marksizmu i Żydów oraz na pomyśle zjednoczenia rodu germańskiego. Spustoszenie, jakie wywołał faszyzm hitlerowski, stanowi ciągle aktualną przestrogą. Bardzo powierzchowna i niekompletna analiza kryzysu współczesnej kultury europejskiej oraz procesów dechrystianizacyjnych Europy pokazuje wyraźnie do jakich tragedii prowadzą ideologie, które systemowo próbują podważyć sens istnienia chrześcijaństwa (jako religii objawionej oraz konkretnego systemu wartości). Walcząc z Bogiem, walczą one jednocześnie z samym człowiekiem. Negacja jakiejkolwiek transcendencji sprawia, iż kultura ludzka przeobraża się w materię, bez głębszej formy. Z kolei kultura bez wyższych wartości duchowych prowadzi prostą drogą do kryzysu.
Współczesne prześladowanie chrześcijan
Podczas jednej z zagranicznych pielgrzymek Jan Paweł II modląc się w intencji prześladowanych za wiarę, przemierza historię męczeństwa Kościoła i wymienia, obok więzionych, deportowanych i zabijanych, tych, którzy z powodu świadectwa wiary w Chrystusa skazywani są na śmierć cywilną. Warto na marginesie wspomnieć, że chrześcijanie są obecnie najbardziej prześladowaną grupą religijną na świecie, co potwierdza chociażby coroczny raport organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Jednakże oprócz krwawych form prześladowania pojawiają się nowe, bardziej subtelne, metody dyskryminacji. Wyznawcy Chrystusa doznają ucisku w społecznościach, w których są mniejszością (Chiny, Indie, Sudan, Nigeria, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Indonezja…), ale coraz częściej dyskryminowani są również tam, gdzie stanowią nadal większość, np. w Europie.
W imię świeckiego charakteru państwa i jego instytucji chrześcijaństwo spychane jest do „zakrystii” lub sfery życia prywatnego. Bywa ono również redukowane do ideologii, czyli wymysłu człowieka (słynna teza Feuerbacha). Zdaniem J. Ratzingera „Europa rozwinęła kulturę, która w nieznany dotąd dla ludzkości sposób wyklucza Boga z publicznej świadomości i jest w absolutnej sprzeczności nie tylko z chrześcijaństwem, ale z religijnymi i moralnymi tradycjami ludzkości”. Wielu chciałoby, aby tzw. światopogląd chrześcijański pozostawał jedynie czymś osobistym i nie stawał się elementem świadomości społecznej lub czynnikiem tę świadomość kształtującym. Chodzi o to, by myśl chrześcijańska, głównie z dziedziny etyki, nie miała wpływu na toczone publiczne dyskusje czy ustawodawstwo państwowe. Modny jest ostracyzm, a nawet wyśmiewanie tego, co związane z chrześcijaństwem, oczywiście pod płaszczykiem różnych chlubnych idei i postulatów.
Na jednym z dyskusyjnych forów internetowych pewien internauta zapytał o to, co by było, gdyby grupę muzułmanów nazwano „moherowymi turbanami”, tak a propos nazwania grupy katolików „moherowymi beretami”. Pytanie zdaje się być drugorzędne, bo nie dotyczy tego, co święte w danej religii, ale przytoczone określenia uderzają w niezwykle wrażliwą sferę, jaką jest religijność i związane z nią wyznawane zasady. Wystarczy przypomnieć sobie reakcje islamistów na karykatury Mahometa w Danii z roku 2006. J. Ratzinger, mówiąc o poszanowaniu dla świętości, która jest fundamentem współżycia społecznego, powiada tak: „U nas, dzięki Bogu, karom podlega znieważenie wiary Izraela, właściwego dla niej obrazu Boga oraz wszelkich przywódców tej religii. Karze podlega również człowiek znieważający Koran i religijne przekonania islamu. Gdy zaś idzie o Chrystusa i o to, co jest święte dla chrześcijan, lansuje się wolność opinii jako najwyższe dobro, którego ograniczanie byłoby zagrożeniem, a nawet zburzeniem tolerancji i wolności w ogóle. A przecież wolność poglądów ma swoje granice właśnie w tym, że nie wolno naruszać czci i godności drugiego człowieka; nie jest ona wolnością do głoszenia fałszu i deptania ludzkich praw”.
Geneza i przejawy chrystofobii
Nie trzeba być fanatykiem religijnym by, zwłaszcza w mediach, dostrzec swoistą alergię na słowa takie, jak: Bóg, Chrystus, chrześcijaństwo, katolicyzm etc. Coraz częściej w różnych wypowiedziach na temat sytuacji chrześcijan we współczesnej Europie i świecie (oficjalnie w dokumentach ONZ i OBWE) pojawia się termin chrystofobia (lub chrystianofobia, bo pojęcia te występują często zamiennie lub obok siebie). Pojęcie to oznacza lęk przed zetknięciem z chrześcijanami, uprzedzenie, niechęć, nienawiść wobec chrześcijan lub potępianie chrześcijan z powodu ich przekonań i systemu wartości. Pojęcia chrystofobia i chrystianofobia oznaczają irracjonalny lęk (a co za tym idzie, i wrogość) wobec Chrystusa i chrześcijan. Dzisiejsza Europa, zwłaszcza na płaszczyźnie kultury i polityki, boi się Chrystusa oraz chrześcijaństwa i wszystkiego, co ono ze sobą niesie. Europa to także obszar absurdów, gdzie np.: wolność jednostki posunięta jest do zabójstwa najsłabszych, gdzie uznaje się godność osoby ludzkiej, pod warunkiem, że nie jest to niepełnosprawne dziecko w łonie matki, czy chory apalicznie starzec.
Za twórcę pojęcia chrystofobia można uznać J.H.H. Weilera, który chrystofobią początkowo nazywa przede wszystkim „fenomen polegający na usunięciu chrześcijaństwa z tekstów konstytucyjnych Unii Europejskiej”. Klasycznym już przykładem tego zjawiska jest casus włoskiego polityka Rocco Buttiglione, któremu w roku 2004 zablokowano drogę do sprawowania funkcji Komisarza w Parlamencie Europejskim po tym, jak ważył się wyrazić krytyczną opinię na temat homoseksualizmu, nazywając go grzechem. Kilka lat temu w kilku włoskich szkołach wydano zakaz dotyczący wystawiania bożonarodzeniowych jasełek, które rzekomo miały obrażać uczucia religijne dzieci niewierzących lub innych wyznań, niż chrześcijańskie.
Kolejne konkretne egzemplifikacje przejawów chrystofobii to chociażby: profanacja symboli religijnych w sztuce (np. Dorota Nieznalska), ośmieszanie i piętnowanie publiczne wartości uznawanych przez chrześcijan, takich jak: czystość przedmałżeńska czy naturalne planowanie rodziny, przez środowiska homoseksualne i feministyczne (np. podczas tzw. parad równości czy marszów tolerancji), wypowiedź byłej minister Magdaleny Środy obwiniającej katolicyzm za przemoc w rodzinie wobec kobiet, usuwanie Biblii ze skandynawskiej sieci hoteli Scandic, wyśmiewanie Eucharystii jako „religijnej przekąski”, przedstawianie Chrystusa na Krzyżu udzielającego papier toaletowy itd. itp.Chrześcijaństwo w przedstawionych przykładach jest swego rodzaju „kozłem ofiarnym”, na który trzeba zrzucić wszelkie winy i lęki; wedle tej ideologii chrześcijaństwo jest winne wszelkim negatywnym zjawiskom trapiącym dzisiejszą Europę. A swoiście pojmowana poprawność polityczna i tolerancja każą znieważenia chrześcijaństwa nazywać wolnością słowa. Następuje tu nieuzasadnione utożsamianie wolności i tolerancji.
W kontekście tej swoistej antychrześcijańskiej rewolucji na Starym Kontynencie, R. Alberoni mówi o „akcji rozbijania podstaw chrześcijaństwa”, o „niechęci do Chrystusa, do chrześcijaństwa, do chrześcijańskich korzeni europejskiej cywilizacji”, czy wręcz o „wojnie rozpętanej przeciwko Chrystusowi wewnątrz cywilizacji chrześcijańskiej”, oraz o tym, że „kultura ateistyczna i racjonalistyczna wciąż przepaja nasze codzienne życie”.Wnętrze cywilizacji europejskiej, wyrosłej z chrześcijaństwa, trawi choroba polegająca na celowym zapominaniu o własnych korzeniach. Jest to tendencja samobójcza, wynikająca z nienawiści do własnej tożsamości, której nie da się zaprzeczyć, bo jest faktem historycznym, chociaż można ją wypierać ze świadomości. To paradoksalne zjawisko jest patologią polegającą na tym, że Europa jest jednocześnie otwarta na wartości pochodzące z zewnątrz i nie doceniająca, a wręcz nienawidząca samą siebie. Dogmat kulturowego pluralizmu i poszanowania odmienności przemienił się niepostrzeżenie w pogardę i brak akceptacji własnych walorów kulturowych.

















Title…
[...]although web-sites we backlink to below are considerably not associated to ours, we really feel they’re in fact really worth a go through, so possess a look[...]…