Stowarzyszenie Fides et Ratio w Krakowie
i
Obóz Narodowo-Radykalny
serdecznie zapraszają na spotkanie
z ks. Tomaszem Jochemczykiem
- polskim kapłanem pracującym w Ligurii ( Włochy)
Autorem książek o współczesnej sytuacji Kościoła
pt. AKTUALNOŚĆ KRYTYKI MODERNIZMU
DOKONANEJ PRZEZ ŚW. PIUSA X
- O KRYZYSIE KOŚCIOŁA I TRADYCJI JAKO PRZYSZŁOŚCI KOŚCIOŁA
wprowadzenie:
Przemysław Serednicki
Stanisław Papież
Spotkanie odbędzie się 19 grudnia 2014 ( piątek) o godz. 17.00
w kawiarni „Zaraz wracam tutaj” przy ul. Miodowej 51 w Krakowie
( przecznica z ul. Starowiślnej)
Spotkanie poprzedzi Msza św .w klasycznym rycie rzymskim
sprawowana przez ks. Tomasza Jochemczyka w Kościele OO. Karmelitów
na Piasku w Krakowie przy ul. Karmelickiej 19 ( Kaplica Matki Bożej)
19 GRUDNIA O GODZ. 14.30
]]>1. Czy Kościół w Polsce realizuje wskazania Leona XIII odnoszące się do masonerii?
Papież Leon XIII w encyklice o masonerii „Humanum genus” napisał: „Zrywajcie z wolnomularstwa maskę, ukazujcie je takim, jakim jest. I w przemówieniach, i w listach pasterskich temu zagadnieniu poświęconych pouczajcie lud, uświadamiajcie go, jakie podstępy stosują te sekty, aby zwodzić ludzi i wciągać ich w swoje szeregi, ukazujcie im przewrotność ich nauk i szpetotę postępków. Przypominajcie, że na mocy orzeczeń wielokrotnie wydanych przez Naszych Poprzedników żaden katolik, jeżeli ceni sobie wiarę katolicką i swoje zbawienie tak jak powinien, nie może pod żadnym pretekstem wstąpić do sekty wolnomularzy. Niech nikt nie da się wprowadzić w błąd rzekomą ich przyzwoitością. Niektórym osobom może się rzeczywiście wydawać, że w zamiarach wolnomularzy nie ma nic otwarcie przeciwnego świętości religii i dobrym obyczajom. Pomimo to, ponieważ fundamentalna zasada i racja istnienia tej sekty całkowicie są występne, nie może być dozwolone przyłączanie się do niej ani popieranie jej w jakikolwiek sposób”.
Oczywiste jest, że te wskazania nadal obowiązują i powinny być w Kościele realizowane. Nasi Pasterze mają obowiązek przestrzegać nas przed wilkami, które chcą nas pożreć, przede wszystkim przed tymi, które są najbardziej niebezpieczne i przed tymi, które podkradają się blisko do nas w owczych skórach.
Czy w polskim Kościele realizuje się te wskazania, czy choćby przypomina się dokumenty wydane na ten temat za pontyfikatu papieża św. Jana Pawła II?
Nie trzeba dokonywać szczegółowych badań, wertować ksiąg i analizować faktów, by móc powiedzieć z ręką na sercu: nie! Kapłani zachowują się tak jakby tych wskazań nie było albo tak jakby o nich nigdy nie słyszeli albo tak jakby te wskazania (również te św. Jana Pawła II) były całkowicie już nieaktualne.
Ignorancja? Zagubienie? Uwiedzenie przez „ten świat”? Poddanie się dyktatowi tzw. politycznej poprawności? Po prostu ludzka słabość i strach przed tym, co św. Jan Paweł II nazywał w encyklice „Veritatis splendor” małym i średnim męczeństwem? A może strach przed odrzuceniem czy przed ośmieszeniem?
A może to efekt działania w Kościele polskim masońskich agentów wpływu?
Przytoczę tu tylko jeden, ale za to bardzo drastyczny, przykład.
W 2014 r. pojawiła się w Muzeum Narodowym w Warszawie na przeciąg wielu miesięcy wystawa pt. „Masoneria. Pro publico bono” („Masoneria dla dobra publicznego). Pisze o niej więcej w dodatku 5.
Tutaj warto tylko wypunktować kilka spraw. Wystawa ta, jak sygnalizuje to jej tytuł, opowiada o tym jaką pozytywną organizacją jest masoneria. Jej kuratorem i organizatorem jest znany mason – prof. Tadeusz Cegielski. Wystawa ma miejsce w państwowym muzeum i jest zorganizowana za państwowe (nasze, katolickie pieniądze). Pieniądze te pochodzą w znacznej mierze z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ministerstwa, które w katolickiej Polsce nie powinno dofinansowywać antykatolickich inicjatyw. Wystawie towarzyszy szereg zajęć dodatkowych i akcji, w tym, jak czytamy w jej programie, „warsztaty familijne” dla „rodzin z dziećmi w wieku 5- 12 lat” i „lekcje muzealne”, które są przeznaczone dla: „przedszkoli i klas I-III szkół podstawowych”, „klas IV-VI szkół podstawowych i gimnazjów”, „dla szkół ponadgimnazjalnych”. Oprócz tego są też dwudniowe „warsztaty dla nauczycieli” ( zapewne dotyczące tego co i jak mówić dzieciom i młodzieży o masonerii) .
Od osób, które były na tych „lekcjach” dowiedziałem się, że w ramach „zabawy” proponowano dzieciom składanie przysiąg masońskich.
Powiedzmy wprost i bez żadnych ogródek: w Polsce, kraju od tysiąca lat katolickim, kraju, w którym Kościół jest silny i liczny – w Królestwie Matki Bożej za pieniądze katolików dezorientuje się społeczeństwo w perspektywie wiary, wartości i zagrożeń duchowych i wprowadza katolickie dzieci w krąg wartości szatana i jego świat.
Na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego czytamy: „Wystawę poświęconą masonerii – jednemu z ważniejszych składników kultury polskiej i powszechnej – począwszy od XVIII wieku do dnia dzisiejszego można oglądać w Muzeum Narodowym w Warszawie. Gościem wernisażu, który odbył się 10 września br., była Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. Małgorzata Omilanowska. Niezwykła ekspozycja pokazuje kształtowaną przez masonerię na przestrzeni wieków wizję świata: polityki, sztuki, społeczeństwa. Blisko 500 dzieł prezentowanych w ośmiu muzealnych salach – zaaranżowanych na wzór drogi wtajemniczenia do loży – ilustruje nie tylko historię i dorobek rodzimej masonerii, nazywanej też wolnomularstwem, lecz także reprezentowane przez nią uniwersalne wartości: wolność, braterstwo, solidarność, tolerancję oraz ideę samodoskonalenia jednostki i całych grup społecznych”
Co na to wszystko episkopat, biskupi, biskup ordynariusz?
Nic. Cisza.
Czy chociaż proboszczowie, kapłani, chociaż w Warszawie, przed tym przestrzegali? Ja osobiście o takim wypadku nie słyszałem.
A tak przy okazji. Jaka była reakcja na wystawę katolików świeckich zrzeszonych np. w partiach politycznych identyfikujących się a katolicyzmem, np. w PiS? Nie słyszałem o żadnej takiej reakcji.
2. Czy w polskim Kościele są jeszcze „jastrzębie”?
W numerze 10 „Wolnomularza Polskiego” z grudnia 1996 r. jeden z polskich masonów, Adam Witold Wysocki opisuje stosunek masonerii do polskiego Kościoła w artykule pt. „Masoni i Kościół”. Polscy biskupi i kapłani podzieleni tam są na „jastrzębie” i „gołębie”. „Jastrzębie” to, ci, którzy są negatywnie ustosunkowani do masonerii. „Gołębie” to, ci, którzy uważają, że dialog i współpraca z masonerią są nie tylko możliwe, ale i wskazane. Wysocki stwierdza: „Cóż, mamy prawo sądzić, że to wszystko, co głosi ksiądz Rydzyk na temat rzekomych związków masonerii z diabłem nie jest traktowane poważnie również przez niemałą część polskiej hierarchii kościelnej, uważającej słusznie, iż tego rodzaju retoryka raczej szkodzi interesom Kościoła niż pomaga w umacnianiu jego autorytetu w społeczeństwie. Nie będziemy tu cytować imiennie polskich prałatów i biskupów, którzy wykazują wobec innowierców, czy braci odłączonych, w tym także wolnomularzy postawę znacznie bliższą duchowi Vaticanum Secundum, niż to wyczytać można z kolejnych oficjalnych komunikatów o posiedzeniach polskiego episkopatu. Fakt, iż w Kościele katolickim, istnieje jak w każdym masowym ruchu społecznym podział na tzw. jastrzębi i gołębi jest powszechnie znany. Rzecz, w tym, że niestety w Kościele polskim głos decydujący w sprawach istotnych dla wzajemnych stosunków między Kościołem i masonerią mają, póki co od wielu lat głównie ci pierwsi” .
Charakteryzując dominację „jastrzębi” Wysocki pisze: „Żywimy uzasadnioną naszym zdaniem nadzieję, iż istniejąca obecnie dominacja jastrzębi w episkopacie polskim oraz wśród części kleru i klerykalnych działaczy świeckich nie będzie trwała wiecznie. Osądowi ludzi wierzących i praktykujących to, co określa się jako wartości chrześcijańskie pozostawiamy odpowiedź na pytanie o wartość jaką ma przekazywany przez niektórych hierarchów i działaczy katolickich znak pokoju, skoro wielu z nich nie tylko po wyjściu z kościoła, ale jeszcze w trakcie nabożeństwa głoszą z ambony słowa nienawiści i pogardy do bliźnich, których Chrystus każe im przecież miłować…” .
Czy dziś można mówić o dominacji „jastrzębi” w polskim Kościele?
Niech ktoś mi te „jastrzębie” wskaże.
„Gołębie” wyraźnie przeważają w polskim Kościele. Gorzkie tego owoce rzucają się w oczy.
3. Zadziwiająca bierność polskiego Kościoła
Prof. Andrzej Nowak mówiąc w wywiadzie udzielonym w połowie 2014 r. Krzysztofowi Skowrońskiemu o tragicznej sytuacji, w której znajduje się dzisiaj Polska, o wielkim bezmiarze nieprawości w pewnym momencie stwierdza: „Natomiast w kwestii radykalnego upadku moralności – nie mogę zrozumieć, dlaczego Kościół w tej sprawie nie zabiera głosu. Historia Polski, jaką opisuję, pokazuje fundamentalną rolę Kościoła i ludzi Kościoła, którzy byli ze społeczeństwem, kiedy władza łamała prawo, sumienia i charaktery. Nie słyszałem żadnej wypowiedzi arcybiskupa przeciwko temu potwornemu podeptaniu moralności publicznej, z którym mamy dzisiaj do czynienia” .
Na ten temat pisałem ostatnio w książeczce pt. „Chrystus Król i Matka Boża Królowa Polski”: „Polski Kościół hierarchiczny coraz bardziej aktywny w początku lat dziewięćdziesiątych w sferze społecznej (np. negatywne odniesienie do telewizji POLSAT czy wskazywanie partii, na które katolicy mogą głosować) wyciszał się powoli, by przyjąć bierną postawę i nie reagować na większość negatywnych z punktu widzenia duchowego i moralnego zjawisk, które pojawiały się w sferze publicznej, w polityce, gospodarce czy kulturze. Początkowo podejmował nawet próby wytworzenia kościelnych mediów. Powstała codzienna gazeta Słowo – dziennik katolicki. Była też w pewnym momencie mowa o drugim dzienniku katolickim, który w fazie początkowej byłby finansowany przez wszystkie polskie parafie. Powstawały we wsparciu hierarchii ogólnopolskie radio katolickie i telewizja Niepokalanów oraz telewizja Plus. Wszystkie te inicjatywy jednak upadły, w niektórych wypadkach, mówiąc delikatnie, z hukiem. A przecież przykład o. Tadeusza Rydzyka, powstanie z jego inicjatywy, przy wsparciu wielu świeckich i wsparciu zakonu redemptorystów, Radia Maryja, Naszego Dziennika telewizji TRWAM, Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej był dowodem na to, jak wiele można zrobić (i pośrednim dowodem na to jaka jest, zaskakująca i niezrozumiała, niemoc polskiego Kościoła)” .
Napisałem tam również: „W polskim Kościele pojawiło się też, chyba pod koniec lat dziewięćdziesiątych, zjawisko pogłębiającego się wciąż i coraz szybciej, upodobniania go do Kościoła Zachodniej Europy – flirtowania z tym światem, poddawania się wymogom stawianym przez pogan, wyciszania pewnych, mogących razić niekatolików, tematów i problemów, zmiany języka, na bardziej ugodowy i rozmydlony. Towarzyszył (i towarzyszy) temu proces przenikania do polskiego Kościoła wirusa modernizmu i rozwój choroby, którą on wywołuje, i która dotyka uczelni katolickich, seminariów duchownych, kapłanów, świeckich” .
4. Kościół i masoński system bankowy
Istotnym elementem nauczania Kościoła było przez wieki tzw. społeczne nauczanie Kościoła. W jego ramach Kościół nie tylko oceniał zjawiska społeczne, polityczne i gospodarcze, ale również ustroje polityczne i gospodarcze wyróżniając to, co św. Jan Paweł II nazywał strukturami grzechu.
Kościół wskazywał również prawidłowe z punktu widzenia moralności chrześcijańskiej rozwiązania, a nawet je, tak jak w encyklice „Quadrogesimo anno”, projektował.
Cały ten wielki dorobek Kościoła jest wciąż i niezmiennie aktualny i, co jest oczywiste, Kosciół powinien na co dzień z niego korzystać, odwoływac się do niego i w oparciu o zawarte wnim wskazania dokonywać analizy i oceny aktualnych ustrojów politycnych i gospodarczych oraz działań i zjawisk występujacych w tych porządkach.
Polski Kościół niczego takiego już od wielu lat nie robił, choć jest tutaj wielka polska tradycja tak pielęgnowana przez Prymasa Tysiaclecia ks. kard. Stefana Wyszyńskiego i kontynowana przez jakiś czas bezpośrednio po 1989 r.
Jedną z kwestii „społecznych” podejmowanych przez Kosciół wciąż od wczesnego średniowiecza tak w jego oficjalnym nauczaniu jak i w ujęciach wielkich Ojców i Doktorów Koscioła jest kwestia systemu finasowego i bankowego.
Kosciół podejmował w tej eprspektywie wiele szczergółowych problemów, ale najczęsciej skupiał się na zbrodni i grzechu lichwy, potępiając ją jednoznacznie, wskazując na zło i nieszczęście ludzkie, które powodowała, domagając się jej likwidacji.
Dziś to co Kosciół nazywał lichwą stało się ogólnoświatową i polską normą – fundamentem noweoczesnego systemu finasowego i bankowego. Lichwa ta przybrała dziś monstrualne wymiary. Banki nie tylko pożyczają na lichwiarski procent pieniądz ludziom, którzy znaleźli się w finansowej pułapce, ale same, te pułpki wytwatrzają. System finansowy i bankowy stał się jedną wielką, przerażającą strukturą grzechu, więcej: strukturą kradzieży i rabunku.
Kościół to całkowicie ignoruje. Nie przestrzega przed tym. Nie potępia tego. Nie wskazuje zgniłych i destrukcyjnych owoców dzisiejszej lichwy.
Lichwa współczesna to już więcej niż lichwa – to lichwa podniesiona do n-tej potęgi. Banki nie tylko ściągają od ludzi licghwiarski procent, ale wytwarzają w sposób ekonomicznie i moralnie nieuzasdniony pieniądze przez co okradają ludzi (ten wytworzony przez nie sztucznie pusty pieniądz nabiera wartości obniżając wartość pieniędzy, które są w rękach społeczeństwa), przejmują w sposób neuzasadniony i niesprawiedliwy mąjątek narodowy i majątki ludzi.
Kościół przed tym właśnie ludzi nie przestrzega i tego nie potępia, lecz sam, ponadto, zaczyna funkcjonować w raamch tej struktury grzechu i zmusza wiernych, by byli w rej strukturze i masoński system wspierali.
Wielu bowiem proboszczów (i nie tylko proboszczów) nie postępuje juźz tak jak to było przez wieki, nie zbiera datków od ludzi, by zbudować kościół, wyremontować go czy np. zalożyć ogrzewanie podłogowe, tylko zaciąga kredyt, dokonuje inwestyji, a potem spłaca go (i odsetki) zbierajac datki od wiernych. W efekcie takiego zabiegu wierni pokrywają inwestycję praz przekazują, chcąc niechcąc, drugie tyle pieniędzy dla banku, co stanowi jego zysk. Zysk ten w wielu wypadkach przenzaczony jest, jak można się domyśleć, na walkę z Kosciołem i demoralizację katolików, promocję pogaństwa, wzmacnianie mediów, które prowadzą akcję demoralizacji i poganizacji polskiego społeczeństwa.
5. Masoneria jest dziś zadowolona z polskiego Kościoła
Przeanalizujmy powyższy tekst pod kątem odpowiedzi na pytanie: w jaki sposób dzisiaj masoneria ocenia aktywność polskiego Kościoła?
Odpowiedź na to pytanie nie może chyba budzić wątpliwości.
Z pewnością jest zadowolona.
Czy Kościół polski sam z siebie doprowadził się do takiego stanu?
A może jednak jest to efekt działania masonerii, masonerii, która nie tylko go z zewnątrz naciska i skłania do pewnych zachowań (czy braku reakcji), ale również działa w jego wnętrzu poprzez swoich ludzi umieszczonych w hierarchii i poprzez swoich agentów wpływu rozrzuconych po tych kościelnych ośrodkach, które w taki czy inny sposób decydują o kierunkach myślenia (i działania) w polskim Kościele, np., między innymi, w seminariach duchownych, na uczelniach katolickich, w KAI i w katolickich mediach?
Już w pierwszych dniach grudnia ukaże się nowa książka Stanisława Krajskiego pt. „Masoneria polska 2014″ – oto jej spis treści
Cześć I W kierunku wielkiego krachu i powstania Rządu Światowego
Rozdział I Czy Polska przetrwa do 2025 roku?
1. „Europejski i chrześcijański rdzeń naszego narodu zanika”
2. „Początek był w buncie Lucyfera przeciwko Bogu”
3. „Jest w naszej mocy stworzyć świat od nowa” – masońskie szaleństwo
4. „Państwo jest w stanie wojny z narodem”
5. „Niewidzialna pięść rynku”
6. Czy przetrwamy?
Rozdział II Masońska agentura wpływu
1. Masoneria i służby specjalne
2. Agentura wpływu – sposób i techniki działania
3. Zastosowanie agentury wpływu przez masonerię
4. Masońska agentura wpływu w Polsce w XVIII w.
5. Masońska agentura wpływu i Konstytucja 3 maja
6. Masoński duch Konstytucji 3 maja wiecznie żywy – casus Aleksander Dugin
7. Masońska agentura wpływu w Polsce w latach 1945-1989
8. Masońska agentura wpływu w Polsce po 1989 roku
Rozdział III Ayn Rand – upowszechnianie doktryny masońskiej
1. , Alissa Rosenbaum – agent wpływu: GRU i masoneria amerykańska
2. Alissa Rosenbaum staje się Ayn Rand
3. Rand, DeMille, Rothschild, Zukor: przedziwna kariera w Hollywood
4. „Źródło”, Hirsz, Aaron, Szmul i Icchak
5. Narodziny masońskiej „Biblii”
Rozdział IV Ayn Rand: Oddajcie władzę „boskim siłaczom”
1. Kapitalizm i „boscy siłacze”
2. Odsunąć od władzy „hołotę”
3. Cała władza w ręce koncernów
4. Masoński kapitalizm i kapitalizm sowiecki
5. Masoński kapitalizm i wojny: masoni, komuniści, naziści
6. Masońska ideologia – odsłona pierwsza: perspektywa „gospodarcza”
Rozdział V Masoński kapitalizm – przyszła religia ludzkości
1. Masoński kapitalizm i nowa Atlantyda
2. „Chrześcijaństwo to morderstwo duchowe”
3. „Katolicy to faszyści, którzy chcą poddać ludzkość swojej totalitarnej władzy”
4. Przyjmijcie masońską religię
5. To jest czysty satanizm
6. . Rand i wielcy masoni
7. Masońska ideologia – odsłona druga: perspektywa ducha
Rozdział VI W jaki sposób masoneria chce przejąć pełnię władzy nad światem?
1. „Do diabła ze społeczeństwem”
2. Zatrzymać „silnik świata”
3. Czy mamy do czynienia z kryzysem kontrolowanym przez masonerię?
4. Ku pełnej kontroli nad społeczeństwem
5. Społeczeństwo ma odrzucić chrześcijaństwo i przyjąć podstawowe wartości masońskie
6. Realizacja „świętego” prawa własności – totalne zniewolenie
7. Powstanie masońskiego Rządu Światowego
Rozdział VII Realizacja planu światowej masonerii – 1913-1987
1. Powołanie Systemu Rezerwy Federalnej
2. Konferencja w Bretton Woods w 1944 r. – powstanie Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego
3. Unicestwienie planu Kennedy`ego: zabójstwo prezydenta
4. Nixon ogłasza, że układ z Bretton Woods jest już nieważny
5. Niszczenie klasy średniej i ubożenie społeczeństw
6. Paul Volcker zostaje Prezesem Systemu Rezerwy Federalnej – powstanie Komisji Trójstronnej – Carter zostaje prezydentem USA
7. Unicestwienie planów prezydenta: Zamach na Reagana
8. Tragiczna śmierć Lawrence`a Pattona McDonalda
Rozdział VIII Przejęcie pieniądza na świecie przez masonerię
1. Gotówka i pieniądz depozytowy
2. „Niech się stanie pieniądz” – czynniki ograniczające kreację pieniądza przez banki
3. „Niech się stanie pieniądz” – podstawowa metoda kreacji pieniądza przez banki
4. Ilość pieniądza na rynku – masoneria przejmuje kontrolę nad pieniądzem
5. Pieniądz jako narzędzie zniewolenia – rabunek kredytowy
6. Pieniądz jako narzędzie zniewolenia – rabunek przez inflację
7. Czy rabunek byłby możliwy bez zastosowania derywatów?
8. Czy deflacja oznacza początek końca?
9. Dlaczego masoneria musi wywołać mega kryzys?
Rozdział IX Realizacja planu światowej masonerii – Allan Greenspan – ostatni etap zatrzymywania „silnika świata”
1. Greenspan i masoneria – początki jego kariery
2. Przygotowanie Greenspana do roli „Grabarza” – Greenspan i Rand
3. Greenspan odkrywa „prawdziwych” bogów i postanawia im służyć
4. Kim jest, w istocie, Allan Grenspan?
Część II – Masoneria eliminuje Polskę
Rozdział X Atak na Polskę – przyczyny, konteksty, środki
1. Matka Boża Królowa Polski – wściekłość szatana
2. Drugi powód nienawiści szatana – Polska wierna Kościołowi
3. Trzeci powód nienawiści szatana – Polska gotowa zawsze stanąć w obronie wiary
4. Plan masonerii realizowany od stuleci: wymazać Polskę z mapy Europy
5. Elity PRL-u wobec „zatrzymywania silnika świata”
6. W jaki sposób masoneria uczyniła z Polski łatwy łup dla zachodnich grabieżców
7. Polska w cieniu Ayn Rand – masońska manipulacja na polskiej świadomości
8. Masoneria pacyfikuje polskie elity
9. Kto zapoczątkował „Kontrolowany rozpad” polskiej gospodarki?
10. Soros – najpotężniejszy „żołnierz” Rothschildów
Rozdział XI Realizacja masońskiego planu zniszczenie Polski po 1989 r.
1. „Program Jeffreya Sachsa i Dawida Liptona”
2. Zamydlanie oczu – Balcerowicz i jego doradcy
3. Spisek w MFW i Banku Światowym – rewelacje Stiglitza
4. Dlaczego nikt w Polsce nie reagował na to zło?
5. Masońskie narzędzia destrukcji – czy zabrakło nam siły, ducha i odwagi?
6. Ekonomiczni zabójcy – rewelacje Perkinsa
7. Zastosowanie masońskich narzędzi destrukcji w Polsce
8. Masoński spisek – destrukcja polskich finansów
Rozdział XII Zdrada elit politycznych – zdrada prawicy – zdrada PiS-u
1. Oni wszyscy muszą odejść
2. Agenci i masoni – okoliczności łagodzące?
3. Dlaczego politycy nie chcą z nami rozmawiać o ustroju Polski?
4. A może nasi politycy to masoni?
5. Czy Polski nie toczy ten sam rak, który spowodował jej rozbiory w XVIII w.?
6. Masoneria i nowy rozbiór Polski
7. Polska w pułapce masoneria
Rozdział XIII Polscy wyznawcy Alissy Rosenbaum
1. Ustrój moralny państwa tkwi w umysłach jego elit
2. Scudzoziemczenie duszy – choroba polskich elit XVIII w. – wirus: masoneria
3. Zgniły owoc PRL-u – „sami nie damy sobie rady”.
4. Nowe scudzoziemczenie duszy: „Zachód zajmie się nami po ojcowsku”
5. Nowy, niepolski i antypolski, ustrój moralny państwa polskiego
6. W jaki sposób Alissa Rosenbaum stała się przewodniczką polskich elit politycznych
Rozdział XIV Masoneria i PiS – odsłona pierwsza – perspektywa pozagospodarcza
1. Kaczyńscy i Jan Józef Lipski
2. Kaczyńscy i KOR
3. Kaczyńscy i Okrągły Stół
4. PiS wprowadza Polskę do Unii Europejskiej
5. POPiS w wyborach samorządowych
6. Dlaczego nie doszło do koalicji PO-PiS?
7. PiS i sprawa Arcybiskupa Stanisława Wielgusa
8. Jarosław Kaczyński przeciwko św. Faustynie – „nie wolno naruszać rozdziału Kościoła i państwa”
9. PiS i obrona życia nienarodzonych
10. PiS wobec in vitro – wbrew nauczaniu Kościoła
11. Lech Kaczyński i B’nai B’rith
12. Nowa filozofia niewolnika
Rozdział XV Masoneria i PiS – odsłona druga – perspektywa gospodarcza
1. Komisja, która mogła zmienić wszystko
2. Masoneria i stosunki własnościowe w Polsce – do kogo należą banki w Polsce?
3. Jak doszło do powstania śledczej komisji bankowej?
4. Co osiągnęła komisja bankowa?
5. Oddanie władzy przez PiS – życzenie masonerii zostało spełnione
6. Doktryna Ayn Rand i polska racja stanu
7. Program gospodarczy PiS i doktryna Ayn Rand
Rozdział XVI Masoneria i SKOK-i – perspektywa gospodarcza
1. Co to jest SKOK?
2. Co wspólnego ma dzisiejszy SKOK z dawnymi kasami?
3. SKOK – wielki biznes
4. Fakty, które niepokoją
5. Jakie są zyski SKOK-ów i co się z nimi dzieje?
6. SKOK-i jako element systemu finansowego w Polsce
Rozdział XVII Masoneria i SKOK-i – czy są jakieś powiązania?
1. Sieć SKOK
2. Adam Jedliński i Ryszard Krauze
3. Adam Jedliński i „wielkie” figury
4. Adam Jedliński i zadłużone szpitale
5. Geneza SKOK-ów
6. SKOK-i – Światowa Rada Związków Kredytowych – Fundacja Marshalla
7. Wpływy Biereckiego w PiS-ie
8. Masoneria i Światowa Rada Związków Kredytowych
9. Wpływy Biereckiego w PiS-ie – ciąg dalszy
10. SKOK-i – PiS – Ayn Rand
Rozdział XVIII Droga do niepodległości – czy grozi nam nowa Jałta?
1. Czy Rosja dybie na Polskę?
2. Rosja i wielki krach – optymistyczny scenariusz wydarzeń
3. Rosja i wielki krach – scenariusz krwawy – armia rosyjska wkracza do Polski
4. Rosja i wielki krach – scenariusz oddania przez Zachód Polski w ręce Rosji – pierwsza wersja nowej Jałty
5. Rosja i wielki krach – Polska oddana w ręce Niemców – druga wersja nowej Jałty
6. PiS i nowa Jałta
7. Jeden z prawdopodobnych scenariuszy wielkiego krachu w Polsce i eliminacji PiS-u z polskiej sceny politycznej
Rozdział XIX Masoneria, POPiS i nowa Jałta
1. PO – platforma porozumienia masonerii
2. Masoneria i grupa Schetyny
3. Zamach na Tuska – czy masoneria rytu francuskiego zdominowała PO? – realizacja drugiej wersji Jałty
4. Nowa Jałta to kruchy rozejm
5. Czy POPiS zagwarantuje przestrzeganie nowej Jałty?
6. POPiS wobec niepodległości Polski
Zakończenie
Dodatki
Dodatek 1: Czy masoneria zagnieździła się w Kościele polskim?
1. Czy Kościół w Polsce realizuje wskazania Leona XIII odnoszące się do masonerii?
2. Czy w polskim Kościele są jeszcze „jastrzębie”?
3. Zadziwiająca bierność polskiego Kościoła
4. Masoneria jest dziś zadowolona z polskiego Kościoła
Dodatek 2: Masoneria i gender
1. Gender i krolikofobia
2. Gender w ujęciu ks. Dariusza Oko
3. Gender, marksizm, liberalizm, satanizm i masoneria
4. Gender jako twór szatana i produkt masonerii
Dodatek 3: „Do Rzeczy”, „Uważam Rze” i… masoneria
1. O masonerii w polskiej prasie prawicowej
2. „Najwyższy Czas” i Janusz Korwin-Mikke: masoneria nie jest taka zła
3. „Do Rzeczy” i masoneria – czy Józef Retinger był masonem?
4. „Uważam Rze” i masoneria: Korwin-Mikke wychwala „Szkotów”
5. „Uważam Rze” i masoneria: gdyby masoneria rządziła na Litwie byłoby tam lepiej
6. „Uważam Rze” i masoneria: jeszcze raz o Józefie Retingerze
7. Dlaczego polska prasa prawicowa w taki sposób podchodzi do problemu masonerii?
8. W czyich rękach jest tzw. prawicowa prasa?
9. „Uważam Rze”, Grzegorz Hajdarowicz, Leszek Czarnecki, Kazimierz Mochol
10. „Do Rzeczy” i Michał M. Lisiecki
Dodatek 4: Masoneria i „Gazeta Polska”
1. Masońskie olśnienie Piotra Wierzbickiego
2. Czy Tomasz Sakiewicz realizuje wytyczne Piotra Wierzbickiego dotyczące masonerii?
3. Rafał Ziemkiewicz wypowiada się o masonerii
4. Rafał Ziemkiewicz i… masoneria w Wielkiej Brytanii
5. Książki o masonerii w księgarni „Gazety Polskiej”
6. Czy decydenci z „Gazety Polskiej” podzielają poglądy autora „Czarnej księgi masonerii”?
7. „Gazeta Polska”, King& King i Ryszard Krauze
8. Czy „Gazeta Polska” ma jakieś związki z masonerią?
9. „Gazeta Polska” i PiS
Dodatek 5: Masoneria w Muzeum Narodowym i „W Sieci”
1. Masoneria w ujęciu Kucharczyka
2. Masoneria w Muzeum Narodowym w Warszawie
3. Masoneria w ujęciu Górnego
4. Czy masonom warto się narażać?
Dodatek 6: Promocja Rand w Polsce
Dodatek 7: Masoneria i środowiska narodowe
1. Otwarcie narodowców na Rosję
2. Narodowcy spod znaku PAX-u
3. Współcześni narodowcy i masoneria – niepokoje, wątpliwości, zastrzeżenia
Bibliografia
Indeks nazwisk
Stowarzyszenie Fides et Ratio w Krakowie
serdecznie zaprasza na zajęcia Wszechnicy Narodowej
Temat: „Kolonializm i neokolonializm. Suwerenność Narodu Polskiego
w ujęciu cybernetyki społecznej ”
21 listopada AD 2014 ( piątek) o godz. 15.00
miejsce: Sala przy kawiarni Artefakt ul. Dajwór 3 w Krakowie
W załączeniu przesyłam plakat informacyjny
z prośbą o przekazanie wszystkim zainteresowanym osobom
]]>1. Bóg przyczyną i końcem rzeczy. Zastanawiając się nad światem spostrzegamy, że żadna zmiana w przyrodzie, żadne jej zjawisko nie powstaje samo przez się, że jedno jestestwo daje początek drugiemu, a każde zawdzięcza swój byt innemu. Ten długi łańcuch przyczyn i skutków, jaki w całym świecie odkrywamy, nie może być nieskończony, czyli musimy w końcu dojść do przyczyny ostatecznej, która będzie zarazem przyczyną pierwszą, tj. początkiem wszechrzeczy. I tę przyczynę, która wszystkie rzeczy na świecie do bytu powołała, która nimi kieruje i włada, i nie ma początku ani końca, a sama jest od nich niezależna – nazywamy Bogiem.
Bóg zatem jest przyczyną i celem wszystkich stworzeń, które do bytu powołał; jest On też ostatecznym celem człowieka. Do tego celu winien człowiek dążyć.
Człowiek bowiem jest stworzony na to, aby Pana Boga znał, miłował, Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją, czyli osiągnął szczęśliwość wieczną w niebie. Do tego celu ostatecznego i nadprzyrodzonego, jakim jest zbawienie duszy i posiadanie Boga w niebie, człowiek powinien już tu na ziemi przygotować się w sposób od Boga wskazany.
2. Dowody istnienia Boga. Bóg jest duchem, nie możemy Go przeto poznać bezpośrednio za pomocą naszych zmysłów tak, jak poznajemy rzeczy materialne. Ale poznajemy Go pośrednio. Jak mistrza poznajemy z jego dzieła, tak z istnienia świata dochodzimy do przekonania, że istnieje Ten, który go stworzył. Dowody istnienia Boga opierają się na prawie przyczynowości, które głosi: nic się nie dzieje bez przyczyny (nihil fit sine causa). Myśl tę wyraża św. Tomasz następująco: „Istnienia Boga nie poznajemy ani przez bezpośredni ogląd, ani na mocy dowodu a priori, lecz jedynie a posteriori, tj. z rzeczy, które są uczynione, posługując się dowodem, wznoszącym się ze skutków do przyczyny”. Za istnieniem Boga przemawiają prawa, które rządzą tak dobrze całym wszechświatem, jak i wewnętrznym życiem człowieka. Stąd dowody istnienia Boga dzielimy na takie, które czerpiemy z obserwacji zjawisk w przyrodzie (kosmologiczny i celowy, czyli teleologiczny) i takie, których podstawą są badania zjawisk psychologicznych (moralny i historyczny). Rozum ludzki żądny jest racji, dla których coś przyjmuje za prawdę i dlatego powinniśmy zdać sobie sprawę z naszej wiary w istnienie Istoty Najwyższej. Tym sposobem uzasadniamy rozumowo nasze przekonania religijne.
Dowody kosmologiczne.
1. Dowód z faktu istnienia świata. Dowód za istnieniem Boga, jaki rozum wyprowadza z istnienia świata, zwie się dowodem kosmologicznym.
Wszystko, co wokół nas istnieje, nie powstało samo z siebie; każde jestestwo zawdzięcza swój byt drugiemu, a cały wszechświat przedstawia długi szereg skutków, z których każdy zależy od poprzedniego, jako swej przyczyny. Jeśli każda rzecz na świecie musi mieć swoją przyczynę, to tym bardziej niezliczona ilość jestestw, z jakich się wszechświat składa. W końcu musimy dojść do takiej przyczyny, która swego bytu nie zawdzięcza innej przyczynie, ale sama jest z siebie, ł tę ostatnią przyczynę nazywamy Bogiem.
Cały nasz świat widzialny, jak stwierdzają nauki doświadczalne, nie powstał od razu, lecz stopniowo, drogą rozwoju. Na początku był chaos: olbrzymie masy materii w postaci „mgławicy” oraz pyłu kosmicznego rozrzucone były w niezmierzonych przestworzach niebieskich. Te masy materii w pewnym momencie czasu zaczęły odbywać nich, Na mocy prawa ciążenia materia zaczęła się zgęszczać, skupiać w pewnych miejscach i tworzyć jądra. Z drobnych elektronów i atomów powstały wielkie masy materii, które poczęły wirować wokoło własnej osi. Tak powstał dzisiejszy nasz świat jako kosmos, czyli z materii i siły powstały nieprzeliczone ciała niebieskie, pełne piękności i harmonii.
Powstają teraz pytania: Skąd pochodzi pierwotna materia w postaci mgławicy? Kto nadal jej ruch? Kto ożywił pierwszą protoplazmę? Skąd powstały rośliny, zwierzęta, człowiek? Rozum odpowiada na te pytania twierdzeniem, iż musi istnieć Przyczyna rozumna – Bóg, który to wszystko do bytu powołał, nadał każdej rzeczy cel i kierunek, i wzajemnie wszystko zharmonizował.
Materia i ruch:
a) Trudno jest sobie wyobrazić sam fakt stwarzania. Rozum ludzki jednak całkiem jasno pojmuje, przyjąwszy istnienie wszechmocnej Istoty Bożej – możliwość powołania do bytu z nicości tych rzeczy, które stworzonymi nazywamy.
Nauka Kościoła głosi, że Bóg stworzył świat z niczego, nie z własnej substancji Bożej, nie z czegoś, co przedtem istniało.
Istnieje potrójna możliwość: albo przyjmuje się wieczność materii, wieczność świata, albo wreszcie stworzenie świata dzięki pomocy Bożej z niczego, productio ex nihilo sui et subiecti, czyli uczynienie, powołanie do bytu bez użycia poprzednio istniejącej materii, uczynienie z niczego, a to nie w tym sensie, jakoby nie było tworzywa, z którego Bóg stworzył świat, lecz w sensie braku jakiejkolwiek materii, uczynił z niczego istniejącą – twórcza to czynność Boża.
Materia jest rozciągła w przestrzeni i podległa najrozmaitszym zmianom – co jest cechą ujemną. Następnie materia sama przez się jest bezwładna, tj. obojętna na ruch i spoczynek, a więc niezdolna do wprawienia się w ruch.
Materia musiała zostać poruszona przez inną siłę zewnętrzną i to niematerialną. A tak musiała istnieć jakaś istota niematerialna, która materię pierwszą w ruch uprawiła i w ten sposób dała początek wszelkim zmianom i zjawiskom na świecie.
b) Powstanie ruchu świadczy o istnieniu jego przyczyny. Tą przyczyną jest Wszechmocny Stwórca, który nie tylko stworzył materię, ale nadto nadał jej olbrzymią siłę mechaniczny
2. Dowód z istnienia istot żyjących. Dowód kosmologiczny wyprowadzić można również z istnienia istot żyjących. Żeby się nie powtarzać, wypadnie podkreślić dwa zjawiska, które w świetle badań przyrodniczych zdają się być bezspornym faktem:
a) Stan ziemi w początkach jej istnienia. Nasza ziemia, jak nas poucza geologia, znajdowała się ongiś w stanie ognistej masy, której temperatura sięgała kilku tysięcy stopni. Wskutek tej wysokiej temperatury nie tylko istoty żyjące, ale nawet najdrobniejsze zarodki życia nie mogły się utrzymać na ziemi. Owszem, najgłębsze pokłady ziemi nie wykazują najmniejszego śladu życia i dlatego ten okres tworzenia się skorupy ziemskiej nazywa się azoicznym, tj. okresem bez życia.
b) Życie powstaje tylko z życia. Z biologii wiemy, że z materii nieżyjącej nie może powstać nigdy coś żyjącego, nawet najmniejsza roślinka. Wchodzi tu w grę tak zwana kwestia samorództwa, że o ile zaistnieją pewne warunki, mogą z materii anorganicznej, martwej, powstać drogą samorództwa istoty żyjące. Tak sądzili niegdyś: Tales z Miletu, św. Augustyn, św. Tomasz z Akwinu, i dziś również teoria ta ma wielu zwolenników.
Wracając do przyrodniczej teorii samorództwa, chociaż ona nie mówi o Bogu Stwórcy i nie zawiera żadnej pozytywnej ciągłości z treścią katolickiego dogmatu o zapoczątkowaniu życia wegetatywnego i zmysłowego, to jednak nie jest sprzeczna z katolickim ujęciem. Dlaczego? Teoria ta zamykając się w sferze rzeczywistości zjawiskowych nie wyklucza tego, iż Bóg jest pośrednim sprawcą życia, roślin i zwierząt, o ile udzielił materii nieożywionej zdolności do wydania tego życia – i dlatego nie godzi w dogmat o stworzeniu przez Boga tego życia.
„Wprawdzie ten, kto przyjmuje przyrodniczą teorię samorództwa, może z racji swych poglądów metafizycznych odrzucać pośrednią stwórczą ingerencję Bożą, ale co innego jest fakt, że ta teoria jako taka, niezależna od wciągnięcia jej w orbitę światopoglądu ateistycznego, nie zawiera pozytywnego wykluczenia idei Boga, jako pośredniego sprawcy życia wegetatywnego i zmysłowego” (Ks. Kazimierz Kłósak – „Teoria samorództwa wobec dogmatu o stworzeniu” T. P. Nr 282).
Do powstania życia prócz pierwiastków materialnych, potrzeba jeszcze pierwiastka życiowego, którego Stwórca użycza martwej materii.
Dowód celowy.
1. Porządek wskazuje na działalność istoty rozumnej. Badając skomplikowany mechanizm jakiejś maszyny lub instrumentu widzimy, że każda cząstka, każde kółeczko są szczegółowo obmyślone i odpowiednio dostosowane do celu i działania danego przyrządu, a stąd wyprowadzamy wniosek, że twórcą tego mechanizmu musiała być istota rozumna, która wszystko zharmonizowała w jedną całość i dostosowała odpowiednie środki do jednego, z góry zamierzonego celu.
Podobnie badając mechanizm świata, dostrzegamy w nim piękny i stały porządek, według którego wszystkie zjawiska odbywają się mocą praw oznaczonych z góry – widzimy na każdym kroku zdumiewającą celowość, czyli dostosowanie środków do zamierzonego celu. Musimy tedy dojść do wniosku, że twórcą tego niesłychanie rozumnego planu musiała być istota nieskończenie mądra i dobra, którą nazywamy Stwórcą wszechrzeczy – Bogiem.
Z niezmiernie bogatego materiału, jakiego nam w tej kwestii dostarczają nauki przyrodnicze, rozpatrzmy tylko niektóre szczegóły, a przekonamy się o przedziwnie celowym porządku, jaki panuje we wszechświecie.
2. Porządek w świecie nieorganicznym.
a) Ciała niebieskie. Przenosząc się wzrokiem i myślą ku przestworzom niebieskim, musimy podziwiać niezliczoną ilość gwiazd. Na samej drodze mlecznej naliczono ich przeszło 18 milionów. Te ciała biegną ustawicznie z niesłychaną szybkością (w 1 sekundzie40 000 mil), odbywając ruch wokoło większych jeszcze planet, te zaś znów około słońc centralnych. W ruchach tych panuje tak zadziwiająca prawidłowość i dokładność, że astronomowie na setki lat naprzód wiedzą o każdym ruchu, o każdym zaćmieniu słońca lub księżyca i mogą określić miejsce i rozmiary każdej planety. Ich oddalenie przewyższa wszelkie ludzkie obliczenia. Światło od niektórych mgławic, aby dojść do nas, potrzebuje 90 milionów lat. Ich rozmiary w podziw wprowadzają umysł ludzki. Ciężar słońca wynosi 1 kwintylion 879 kwadrylionów kilogramów. Pomimo że ciała niebieskie na mocy ogólnej grawitacji ciążą ku sobie, utrzymują się one swobodnie w przestrzeni i są zabezpieczone przed katastrofą zderzenia. Wszystkie tworzą jakby jeden mechanizm olbrzymiego zegara, w którym tyle kółek, ile ciał niebieskich. Ten zegar wskazuje mieszkańcom ziemi dni i godziny oraz pory roku. Nie spóźnia się on ani śpieszy; nie trzeba go regulować ani nakręcać.
Słońce jest niezbędne dla życia. Bez niego nie mielibyśmy ani wystarczającego światła, ani ciepła, skutkiem czego musiałoby zamrzeć wszelkie życie na ziemi. Księżyc ma wpływ na naszą ziemię, bo powoduje przypływy i odpływy morza, od których zawisło życie milionów istot żyjących w morzu.
b) Ziemia. Opisuje ona wokoło słońca drogę zbliżoną do koła, w przeciwieństwie do innych ciał niebieskich, zakreślających wydłużone elipsy i hiperbole. W ten sposób odległość jej od źródła światła nie zmienia się zanadto w ciągu roku. Pochylenie zaś osi ziemskiej o 23,5 stopni do poziomu jej drogi naokoło słońca pociąga za sobą tak dobroczynną dla nas zmianę pór roku. Bieg i nachylenie ziemi w różnych porach roku sprawiają, że na wiosnę rośliny otrzymują więcej chemicznych a mniej ogrzewających promieni. W porze letniej działają wszystkie promienie równomiernie, ku jesieni zaś słabną promienie świetlne i chemiczne, a głównie działają ogrzewające, które powodują i przyspieszają dojrzewanie plonów.
Ziemia obfituje w te składniki, które są pokarmem dla świata roślinnego, a więc: w krzemionkę, wapno, potas, sód, magnez, fosfor, żelazo. Bez nich rośliny nie mogłyby powstać ani się rozwinąć. Dlatego sławny chemik Liebig pisze: „Nie ma w całej chemii objawu, który by tak dalece mądrość ludzką mógł w osłupienie wprawić, jak skład ziemi ornej ze względu na roślinność”.
Powierzchnia ziemi jest w 3/4 oblana wodą i dzięki tej dysproporcji między oceanami a stałym lądem nie stała się pustynią. Ziemia bowiem potrzebuje wielkiej obfitości wody, aby mogła przez parowanie wytwarzać chmury i deszcze, bez których powstanie i rozwój życia pomyśleć się nie da. Woda bowiem jest niezbędna i najbardziej potrzebna dla utrzymania życia na ziemi. Poi wszystkie istoty żyjące i karmi je, podając substancje w stanie rozpuszczonym. W stanie lotnym przenika i ożywia rośliny – łagodzi i równoważy klimaty itp. Woda wyróżnia się tym spośród innych płynów, że jej największa gęstość jest nie przy temperaturze marznięcia, ale przy 4 stopniach ciepła. Dzięki tej szczególnej właściwości oziębiona do zera staje się lżejszą i nie idzie na dno, ale do góry, gdzie ścina się w lód, co zabezpiecza dostateczną ilość ciepła organizmom żyjącym w wodzie.
c) Powietrze okalające ziemię składa się z tlenu, azotu i małej domieszki dwutlenku węgla, a więc z takich gazów i w takim stosunku, jaki najbardziej odpowiada warunkom życia. Posiadają one tę właściwość, że są względem siebie obojętne i nie łączą się wprost chemicznie. Inaczej byłyby trucizną, zabijającą wszelkie życie. Przeciwnie, nie pomieszane są potrzebne i niezbędne istotom żyjącym. Ludzie i zwierzęta zabierają z powietrza tlen (O), a wydzielają szkodliwy dla organizmu dwutlenek węgla (CO2). Przeciwnie rośliny, pochłaniające CO2 a wydzielające O, oczyszczają zatrute powietrze. To dostosowanie jednych stworzeń do drugich świadczy o rozumnym planie w urządzeniu świata, czyli o celowym porządku.
3. Porządek w świecie organicznym.
a) Anatomia ciała ludzkiego. Jeszcze bardziej zdumiewający porządek i celowość spostrzegamy w świecie organicznym. Każda komórka, powiada prof. O. Hertwig, jest arcydziełem natury. A cóż dopiero mówić o całym organizmie, o poszczególnych narządach! Każdy z nich jest skomplikowanym instrumentem.
Mózg ludzki stanowi jakby zarząd całego organizmu ludzkiego, a rdzeń pacierzowy z licznymi nerwami jest jakby silnym kablem sieci telegraficznej, przesyłającej rozkazy do poszczególnych narządów ciała. Oko stanowi jakby aparat fotograficzny, dający na jednej kliszy niezliczoną moc odbić niezrównanych w piękności i barwie. Mógł tedy wielki Newton powiedzieć, że „Ten, który pierwsze oko zbudował, musiał znać najdokładniej wszelkie prawa optyki”. Ucho jest to rodzaj maleńkiej mikroskopijnej harfy, posiadającej około 6 tysięcy włókien, czyli strun, ułożonych obok siebie podług wielkości. I na niej odtwarza się natężenie, wysokość, harmonia i wydźwięk wszelkich możliwych tonów. Serce tworzy jakby podwójną ssąco-tłoczącą pompę, roznoszącą po arteriach życiodajną ciecz w postaci krwi. System trawienia jest przyrządem ogrzewania ciała. Zęby tworzą tartak, krtań – jakby organy z wielką rozmaitością tonów i dźwięków. Czy można coś piękniejszego i mądrzejszego pomyśleć?
b) Zwierzęta, idąc jedynie za swym instynktem, dokonuję rzeczy, których najzdolniejsi uczeni nie potrafiliby wykonać w ogóle, albo chyba dopiero po długich i mozolnych studiach. Wystarczy przytoczyć kilka przykładów. Zwierzę zna dokładnie szkodliwe i pożyteczne pokarmy.
Słynny Linneusz obliczył nawet, że wół zjada 276 gatunków traw, a nie rusza 218, owca 387 gatunków, a omija 151 itp. Krogulec, żywiący się wężami jadowitymi, jeśli zostanie ukąszony przez swoją ofiarę, biegnie natychmiast szukać rośliny, zwanej „vejuco” i zjada kilka jej liści. Spostrzegli to ludzie i przekonali się, że właśnie ta roślina jest jedynym lekarstwem dla ukąszonych przez węże.
Mieszkania wielu zwierząt, np. termitów i bobrów, lub gniazda ptaków są architektonicznymi dziełami sztuki.
I tak zwijacz (chrząszcz) wycina sobie dla swych jajeczek i gąsienicy lejek z listka, rozwiązuje w tej pracy nie tak łatwy problemat wyższej matematyki (rozwinięta z rozwijającej). Gąsienica jelonka (owad), zamieniając się w poczwarkę, zagrzebuje się do jamy o podwójnej długości swego ciała, jakby w tajemniczym przeczuciu przyszłego wzrostu jelonka. Mysz polna wygryza z nagromadzonych ziarnek zarodki, jakby rozumiała, że ziarnka mogą kiełkować. Pająk morski pokrywa się kępkami trawy, aby się ukryć, żaboryb ukrywa się w piasku aż po oczy i na jednej płetwie kołysze ustawicznie kawałek mięsa, póki rybka próbująca go pochwycić nie stanie się w paszczy żaboryba ofiarą tego formalnego polowania.
Pszczoły wykonują komórki z romboidalnymi ścianami, które rozwiązują dylemat, jak zbudować stosunkowo jak największą komórkę, zużywając do tego najmniejszą ilość materiału.
Czy dla wyjaśnienia tych zadziwiających zjawisk instynktu należy przypuścić inteligencję u zwierząt? Bynajmniej. W zmienionych bowiem warunkach istnienia, zwierzę zachowuje się głupio i bezradnie. Kura rozpoznająca błyskawicznie drapieżnego ptaka, nie potrafi odróżnić prawdziwego jajka od zrobionego z gipsu. Pająk tak cudnie splatający sobie pajęczynę, nie potrafi jej naprawić, gdy mu ją ktoś po skończeniu roboty popsuje. Wyjaśnić te zjawiska można jedynie, przyjmując istnienie Stwórcy, który każdemu stworzeniu dał instynkt, ściśle przystosowany do odpowiednich warunków życia.
Czytając w przecudnej księdze przyrody przyznajemy, że wszędzie istnieje w świecie harmonia, porządek i celowość. Cel jest to coś, co oznacza rzecz, która jeszcze nie jest, która dopiero przez stosownie dobrane środki może być osiągnięta. Takiego doboru środków do zamierzonego celu może dokonać tylko istota, przed którą teraźniejszość i przyszłość są równie otwarte. Nadto taki dobór i zastosowanie środków jest niemożliwe bez woli, która wszystkie czynniki rozwoju w świecie obejmuje, opanowuje i podporządkowuje swym celom. Dlatego rozum zmusza nas do przyjęcia istnienia Najwyższej Istoty, nieskończenie mądrej, która cały świat urządziła podług powziętego z góry planu. Żywo odczuwał porządek i celowość we wszechświecie Dawid, który wielbiąc jej Twórcę, tak śpiewał: „Jak liczne są dzieła Twoje, Panie! Ty wszystko mądrze uczyniłeś” (Ps. 103, 24). „Aleś Ty wszystko urządził według miary i liczby, i wagi” (Mądr. 11, 21).
Dowód moralny
1. Sumienie głosi prawo moralne. Każdy człowiek posiada sumienie, które mu mówi, że między złem a dobrem istnieje różnica, która się nigdy zmienić nie da, że obowiązkiem każdego jest dobro pełnić, a zła unikać – że spełnienie tego obowiązku pociąga za sobą nagrodę, a jego przekroczenie karę i to nawet wtedy, gdy ten czyn pozostał wobec łudzi zupełnie nieznany. Innymi słowy, sumienie głosi nam nieustannie, że istnieje powszechne i niezmienne prawo moralności.
2. Powszechność sumienia. Ten głos wewnętrzny odzywa się w sercu każdego człowieka i to zaraz po przyjściu do rozumu. W miarę rozwoju rozumu głos sumienia staje się jaśniejszy i pewniejszy, a wraz z uszlachetnieniem serca nabiera coraz więcej siły i staje się bardziej stanowczy. Pismo Św. stwierdza: „Poganie, którzy Zakonu nie mają, okazują dzieło Zakonu napisane na sercach swoich, gdy im sumienie ich świadectwo daje” (Rzym. 2, 14-15).
3. Przymioty sumienia. Sumienie przemawia do nas, jakoby prawodawca, który nad nami stoi – rozkazuje, ostrzega, grozi i karze. Chcemy czy nie chcemy, musimy go wysłuchać. Jeśli zaś ten głos umyślnie w sercu przytłumiamy lub nim gardzimy, on na czas jakiś umilknie, by później tym głośniej się odezwać; do zupełnego jednak milczenia nigdy przywieść się nie da. Sumienie więc jest powszechne, bo występuje u wszystkich ludzi – jest niezmienne, gdyż ustawicznie upomina i niezmienne prawo moralności na człowieka nakłada – jest niezależne od naszych chęci i upodobań.
4. Pochodzenie sumienia. Skąd pochodzi ten głos sumienia? Żadna przyrodzona siła nie może być źródłem, przyczyną lub podstawą sumienia. Gdyby różnicę między dobrem a złem ustanowili ludzie, mogliby ją również odwołać lub zawiesić, bo kto wydaje prawo, może je znieść. Tymczasem sumienie nam mówi, iż zakaz czynienia zła obowiązuje każdego bezwzględnie. Choćby czyn niemoralny przyniósł nam jakąś korzyść, mimo to pozostanie zawsze złym i nie wolno się go dopuścić pod żadnym pozorem. Gdyby ludzie np. uchwalili, że wolno jest kraść lub kłamać, to podobna uchwała nie uwolniłaby człowieka od winy, bo nikt z rzeczy zlej nie może uczynić rzeczy godziwej. Zakaz więc czynienia złego nie może być przez żadną powagę ziemską uchylony. Jest to oczywistym dowodem, że prawa moralne zostały ustanowione nie przez ludzi, lecz przez jakąś powagę nadziemską, która panuje nad wszystkimi ludźmi. A zatem istnienie niezależnych od woli ludzkiej praw moralności oraz obowiązek ich wykonania wskazują, że istnieje niewidzialny Prawodawca, który te prawa ustanowił, a sumienie ludzkie uczynił ich głosicielem. Tym prawodawcą jest Bóg-Stwórca natury ludzkiej.
Sumienie nie jest wynikiem wychowania lub dziedzicznym przesądem. Przesądów można się pozbyć; zresztą one same znikają, w miarę jak rozwija się umysł i uszlachetnia serce. Jak nigdy człowiek nie zmieni sądu o tym, że 2 razy 2 jest 4, podobnie nie pozbędzie się sądu wewnętrznego, że np. wdzięczność jest czymś dobrym. A więc nakazy sumienia nie mogą być przesądami.
Nawet poganie uważali sumienie za głos Boży, czego liczne dowody spotykamy w mitologii i poezji greckiej oraz w dziełach największych myślicieli starożytnych. Oto, co pisze Cycero: ,,Było to przekonaniem wszystkich prawdziwie rozumnych mężów, że prawo moralności nie jest czymś wymyślonym przez ludzi, lecz prawem wieczystym, które przez swoje rozkazy i zakazy panuje nad całym światem, a najwyższą podstawą tego prawa jest Bóg” (De leg. II. 4, 8).
Dowód historyczny.
1. Nauka stwierdza powszechność religii. Niektórzy uczeni do niedawna przypuszczali, że ludzkość pierwotna żyła z początku w stanie na pół zwierzęcym, a skutkiem tego nie miała pojęcia o Bogu, nie posiadała żadnej religii. Badania ostatnich czasów rzuciły wiele światła na zagadnienie religijności narodów, zwłaszcza dwie nauki, językoznawstwo (lingwistyka) i ludoznawstwo (etnologia). Badania te wykazały, że nie było i nie ma na kuli ziemskiej narodu lub plemienia, które by nie wierzyło w istnienie jakiegoś bóstwa i nie oddawało mu jakiejś religijnej czci. Oczywiście wyobrażenia dzikich lub na wpół dzikich plemion różnią się bardzo od wierzeń człowieka kulturalnego i jego pojęć o jedynym Bogu.
a) Czasy przedhistoryczne. W najstarszych wykopaliskach, jakie odkryła paleontologia, znajdują się szkielety ludzkie sprzed kilku tysięcy lat. Staranność, z jaką je pochowano, daje nam niechybną wskazówkę wiary owych ludzi w życie pozagrobowe, które zawsze łączy się z wiarą w istnienie Boga.
b) Najstarsze księgi ludzkości. Przejrzyjmy najstarsze święte księgi narodów, np. Hindusów. Są. nimi księgi Weda i Rigweda. Wśród rozmaitych postaci boskich jak: Mitra, Indra, Waryna, Agni spotykamy „Najwyższego Boga”, który nazywa się Dyu. Kto to jest Dyu? Dyu oznacza to samo, co „świecić” lub „niebo i dzień”. U wszystkich zaś indoeuropejskich narodów, tj. Hindusów, Persów, Germanów, Greków, Rzymian, Celtów i Słowian znajduje się ten sam wyraz pierwotny dla uznania Bóstwa: w sanskrycie deva, dyaus, dea spitar, w języku greckim (narzecze Beocji) theos-Zeus. Pater, w łacińskim deus, jupiter = Diupater, w gotyckim Tius, w staroislandzkim Tyr, w staroniemieckim Zio, w litewskim dievas, w pruskim deiws. Słowem, był niegdyś czas, kiedy wszystkie indoeuropejskie narody miały wspólny prajęzyk i czciły jedynego, wspólnego Boga dającego światło i promienie.
Odczytanie napisów klinowych Asyrii i Babilonii dało ciekawe wyniki, że i semickie narody posiadały wspólne imię dla określenia Bóstwa. Jest to słowo El, po babilońsku Ilu (stąd Bab – ilu = Babilon = wrota boskie), po hebrajsku Elohim, po arabsku Allah. A zatem, i tu znalazła swój wyraz pamięć czasów czystej i prawdziwej wiary w Boga.
c) Historia pogańskich ludów cywilizowanych. Były one na ogół zawsze religijne. Oczywiście, hołdując bałwochwalstwu, miały fałszywe pojęcia o bóstwie, ale we wszystkich tych poglądach tkwi ziarno prawdy, czyli przeświadczenie, że istnieje wyższa Istota, kierująca światem. Wprawdzie te narody oddawały cześć fałszywym bożkom, lecz wśród licznych bóstw uważały jedno za najwyższe. Grecy jako najwyższe bóstwo czcili Zeusa, Rzymianie Jowisza. Najwięksi filozofowie starożytni jak: Arystoteles, Platon, Sokrates, Seneka i inni, kierując się światłem rozumu, doszli do przekonania, że musi istnieć jeden prawdziwy Bóg.
Arystoteles w swej Metafizyce wykazuje, że musi istnieć przyczyna pierwsza wszystkich zjawisk na świecie, i przedstawia ją sobie jako istotę myślącą, najdoskonalszą i najszczęśliwszą.
Najsławniejsi pisarze greccy i rzymscy jak: Homer, Sofokles, Herodot, Ksenofont, Wergiliusz, Cycero, Cezar jednozgodnie stwierdzają w swych pismach powszechną wiarę ludzi w istnienie Istoty Najwyższej.
d) Badania nad ludami pierwotnymi. Badania ostatnich czasów rzuciły wiele światła na wierzenia ludów pierwotnych.
Dokładne poznanie języka dzisiejszych szczepów dzikich wykazuje, że zawiera on wyrazy na oznaczenie Istoty Najwyższej, a budowa tych wyrazów stwierdza, że ci, którzy je stworzyli, musieli mieć poprawne pojęcie o prawdziwym Bogu. Słynny odkrywca ludów Afryki Livingstone stwierdza, że u nich wszędzie spotyka się wiarę w Boga, a objawem tej wiary są ofiary i świątynie, wznoszone ku czci Bożej. Co do innych części świata, podobny fakt stwierdzają Stanley, Nansen. Cook, Van Couver i inni.
Badania etnologiczne potwierdziły wyniki badań lingwistycznych. Najpoważniejsi uczeni w tych kwestiach, jak Max Muller, Roskoff, Andrew Lang, Quatrefages stwierdzają powszechność wiary w Boga.
Te rzetelne badania obaliły ostatecznie fałszywe teorie Spencera, Tylora, Wundta i innych o rozwijaniu się religijności dopiero w miarę wyzwalania się człowieka ze stanu dzikiego.
2. Podstawą powszechności wiary – poznanie rozumu. Ten fakt wymaga wyjaśnienia. Co jest przyczyną tej ogólnej wiary, tego zgodnego przekonania? Czy ta wiara jest kłamstwem i pomyłką, czy też opiera się na tej niezbitej prawdzie, że istnieje Bóg, który świat stworzył i nim rządzi? Aby rozstrzygnąć to pytanie, należy się zastanowić, jakie przekonania mogą być błędne, a jakim musi odpowiadać prawda. Przekonania ludzkie mogą pochodzić z trzech rozmaitych źródeł: albo z poznania zmysłów, albo z poznania porządku moralnego, albo z poznania rozumu.
a) Poznanie oparte na zmysłach. Bezwarunkowo, nasze zmysły mogą się mylić i wskutek tego przekonania na nich oparte, mogą być błędne. Np. wiara w nieruchomość ziemi i codzienny obrót słońca wokoło niej polegała na optycznej pomyłce i wskutek tego była błędną.
b) Poznanie rozumowe. Jedynie powszechne przekonanie wszystkich ludów, oparte na poznaniu rozumu, musi być prawdziwe. Zmysły mogą się mylić, ale rozum je poprawia i oświeca. Serce ludzkie może błądzić, ale umysł przyprowadza je do porządku i kieruje nim. Poszczególny człowiek lub pewna grupa ludzi mogą się również mylić z braku zastosowania lub odpowiedniego przygotowania naukowego. W tych wypadkach wcześniej czy później możemy poznać przyczynę naszego błędu. Umysły bystrzejsze poprawiają słabsze i wprowadzają na drogę prawdy. Gdy zaś chodzi o ogólne przekonanie umysłu ludzkiego, o przekonanie wypływające niejako z rozumnej natury ludzkiej, to nie może być ono błędne. Gdyby bowiem cała ludzkość zawsze i wszędzie z natury swej myliła się, to musielibyśmy w ogóle wyrzec się możności poznania jakiejkolwiek prawdy. Owszem, gdyby rozum człowieka wprowadził w błąd i to w rzeczach najważniejszych i najbliżej nas obchodzących, to przestałby nam być światłem wskazującym ludzkości drogę do przybytków prawdy.
3. Wniosek praktyczny. Dowody istnienia Boga przywodzą człowiekowi na myśl tę bezsporną prawdę, że istnieje i nad nim czuwa Wszechmocny Stwórca i Pan. Czuje on wokoło siebie i w duszy swej Boga. Świadomość obecności Bożej jest dla niego źródłem ustawicznej pociechy; nie czuje się sierotą bezdomnym na ziemi, bo wie, iż zawsze może szukać ratunku, czy łaski u Tego, który jest mu nie tylko Stwórcą, ale i najczulszym Ojcem. Słusznie tedy św. Bazyli wyraża życzenie, aby myśl o Bogu została tak wpojona uczniom: „iżby z wielkości i piękności stworzeń poznali Tego, który ich uczynił. Im bowiem głębiej wnikną i przejmą się tą myślą, według której wszystko, co istnieje, było stworzone, tym żywiej odczują Majestat Pana i tym goręcej chwalić Go będą” (św. Bazyli: do psalmu 33).
(fragment książki Podstawy dogmatyki katolickiej, Poznań 1954 r.,
]]>* * *
W Apokalipsie św. Jana (13,16-18) znajduje się wzmianka o tajemniczej „Bestii” , która każe wszystkim ludziom nosić na ręce i czole równie tajemnicze znamiona ([1] str. 1408):
16: I sprawia [tj. Bestia ] ,że wszyscy mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymają znamię na prawą rękę lub na czoło
17: i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia
18: Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.
Autorem Apokalipsy (tzn. objawienia) jest św. Jan Ewangelista. Apokalipsa powstawała prawdopodobnie nie od razu, lecz w trzech etapach. Dopiero na początku II wieku powstała z tych części dzisiejsza całość. Same objawienia Apostoł miał na wyspie Patmos, dokąd z Efezu został karnie zesłany za rządów Domicjana w 95 roku po narodzeniu Chrystusa. Adresatami Apokalipsy byli przede wszystkim chrześcijanie z Azji Mniejszej , nad którymi Apostoł roztaczał opiekę z Efezu.
Wedle niektórych autorów cytowany powyżej fragment Apokalipsy, dotychczas wymykający się jakiejś logicznej interpretacji, materializuje się właśnie obecnie. Ich zdaniem wspomniane znamiona to umieszczone pod powierzchnią skóry każdego człowieka na ziemi kody identyfikacyjne, zaś „Bestia” to Centralny Komputer Świata gromadzący wszelkie dane o nosicielu, począwszy od podstawowych danych personalnych a skończywszy na stanie jego konta. Człowiek pozbawiony „znamienia Bestii” nie będzie mógł istnieć, gdyż znajdzie się poza systemem bankowym i poza możliwością zaopatrzenia w podstawowe środki do życia. Dzięki temu wszyscy ludzie w jakimś stopniu niewygodni dla przyszłego systemu władzy mogą zostać unicestwieni poprzez zwykłą blokadę konta. Trudną do wyjaśnienia pozostaje sprawa podawanego przez tekst Apokalipsy św. Jana „imienia” (znamienia) „Bestii”, którym jest liczba 666. Zdaniem ks. H.Czepułkowskiego pewne informacje na jej temat można zawdzięczać dwóm osobom. Pierwszą z nich jest ks. Adam Clark , który w 1798 roku w swoim komentarzu biblijnym napisał: „Znamię Bestii będzie to liczba składająca się z 18 cyfr, podzielonych na sześć grup po 3 cyfry w każdej, to znaczy: 6+6+6 .” Drugą z wymienionych osób jest dr Hanrick Eldeman, naczelny analityk EWG , który już w 1977 roku oznajmił, że każdy człowiek na świecie otrzyma numer identyfikacyjny składający się z 18 cyfr, czyli taki właśnie, jaki przepowiedział ks. Clark blisko 200 lat wcześniej ([2] str. 107). Co więcej, jak doniósł włoski, katolicki miesięcznik „Chiesa Viva” nr 201 i 202 z 1989 roku, w Brukseli w siedzibie ówczesnej Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (EWG) miał się znajdować (w 1989 roku) superkomputer, służący do „oznakowania” wszystkich ludzi ze świata uprzemysłowionego, zwany „Bestią”. Prawdopodobnie właśnie taka nazwa komputera była świadomym, zuchwałym i urągliwym nawiązaniem do tekstu z Apokalipsy św. Jana. Powyższe informacje ujawnił już wcześniej , bo w 1975 roku, dr Charles Ducombe z Urzędu Informacji w Jerozolimie, który złożył oświadczenie iż „dr Hanrick Eldman, naczelny analityk EWG , publicznie potwierdził istnienie w Brukseli, superkomputera o nazwie „Bestia”, zajmującego trzy piętra gmachu i zdolnego oznakować wszystkich mieszkańców Ziemi .” Ponadto wybitny kanadyjski uczony dr Patrick Fisher na zadane pytanie: „czy każda osoba ze świata uprzemysłowionego jest już zarejestrowana w ‚Bestii’ ?”, odpowiedział: „Tak, jest zakodowane nie tylko nazwisko danej osoby ,ale również to czym zajmowała się w ciągu swego życia, to znaczy praca , uzdolnienia, kierunek myślenia i wszystko co może być przedmiotem zainteresowania .” ([2] str. 105). Każda z „oznakowanych” osób miała w tym superkomputerze swój unikalny, wedle dr Eldmana, 18 cyfrowy numer, zaczynający się od wspólnej dla wszystkich grupy cyfr 666. Numer taki mógł wyglądać przykładowo następująco:
666 125 428 110 221 117
Przy czym pierwsza grupa trzech cyfr (666) określała superkomputer w Brukseli, zaś dalsze grupy cyfr mogły identyfikować np. kraj , region, strefę itd. z której pochodzi dana osoba. Jeśli omawiany superkomputer byłby pierwszym krokiem w kierunku ustanowienia kontroli osobistej, to kolejnym może być wprowadzenie na całym globie tzw. „społeczeństwa bezgotówkowego” (Cashless Society). Temu celowi mogłoby służyć upowszechnianie systemu zwanego „Electronic Transfer Fund” (Elektroniczny Transfer Pieniądza), który polega na tym, że dla dokonania zakupu lub sprzedaży nie potrzeba już gotówki. W chwili obecnej do tego celu wystarczają specjalne karty, za pomocą których można dokonywać większości operacji bankowych i handlowych. Może to kolejny „przypadek” ale pionierem tego systemu jest wielki bank nowojorski Chase Manhattan Bank, stanowiący własność Rockefellerów, a więc znanej dynastii bankierskiej, która już od wielu lat czynnie wspiera finansowo tworzenie „Nowego Porządku Świata” ([2] str. 109). Zdaniem niektórych autorów być może niedługo zostanie wprowadzona „karta międzynarodowa”, jednakowa dla wszystkich , która zastąpi karty istniejące. Wtedy to „przeprowadzi się wielką kampanię propagandową , by ją spopularyzować, i wszyscy uwierzą w jej przydatność i dogodność. Zostanie wprowadzona najpierw dzięki odpowiedniej reklamie, a potem i pod przymusem, a jej numer będzie nie inny, jak ten wyznaczony przez komputer z Brukseli .” ([2] str. 111). W czasie tej kampanii reklamowej będzie się mówiło, że nowa karta „wyeliminuje biurokrację bankową, ‚brudne pieniądze’, napady, fałszerstwa itp. a przemilczy się, iż stanie się ona narzędziem kontrolowania nas i wmontowania w numeryczny system finansowy i ekonomiczny, który na swój sposób ‚odczłowieczy człowieka’ i spreparuje go według własnych wymagań .” Bowiem celem ostatecznym do której zmierza konsekwentnie Światowa Władza Ekonomiczna będzie „utworzenie pewnego typu społeczeństwa, w którym skasowane będzie używanie gotówki , a to dla lepszego kontrolowania i podporządkowania ludzi: wszystkich i każdego z osobna .” ([2] str. 115).
Jak sądzą niektórzy autorzy, w dalszej perspektywie może dojść także do umieszczenia na stałe numeru identyfikacyjnego każdego człowieka (tego samego jak w superkomputerze zwanym „Bestią”) na jego ciele tj. na prawej dłoni lub czole, tak jak to przepowiedziano w tekście Apokalipsy. Ich zdaniem numer ten mógłby zostać wypalony promieniem laserowym , lecz nie na powierzchni skóry, a pod nią. Dzięki temu nie będzie on widoczny gołym okiem, ale może być bez problemu odczytywany we wszystkich miejscach podlegających kontroli, za pomocą specjalnych czytników, a więc w domach handlowych, supermarketach, bankach itp. Ale to nie wszystko, gdyż wiedzieć wszystko o jakimś człowieku, nie oznacza jeszcze, że ma się go pod pełną kontrolą. By móc kontrolować każdą czynność człowieka trzeba by mieć agenta, który by wciąż za nim szedł. Jednak pomyślano i o tym, gdyż jak podano w jednym z artykułów – http://www.antyk.org.pl/ojczyzna/biochip.htm – amerykańska firma Applied Digital Solutions Inc. (ADS) zaprezentowała na pokazie, który się odbył w październiku 2000 roku w Nowym Jorku, swój nowy produkt pod nazwą „Digital Angel”. Według ADS jest to rodzaj miniaturowego nadajnika-odbiornika (transceiver) przeznaczonego do wykorzystania także jako implant, z możliwością kontrolowania jego położenia przez satelitarny system nawigacji GPS (Global Positioning System). Miałby on być wszczepiany pod skórę człowieka i pełnić rolę elektronicznego „anioła stróża”. Wyjątkowością tego urządzenia jest sposób jego zasilania, który zdaniem przedstawiciela ADS odbywa się na drodze elektromechanicznej, poprzez zamianę energii poruszających się mięśni człowieka na energię elektryczną. Oficjalnie „Digital Angel” ma być wykorzystywany do poszukiwania zaginionych cennych rzeczy, zwierząt i osób, a niektóre obszary jego zastosowania przedstawione są na stronie internetowej firmy ADS, która znajduje się pod adresem:
www.digitalangel.net
poniżej podano także kilka oficjalnych informacji z tej strony:
What is Digital Angel?
It’s a series of breakthrough products that enable you to:
Monitor location and selected biological functions
Find a person, animal or object anywhere in the world… anytime
Advise subscribers of precise geographical location and biological and other sensory data on a real-time basis.
Digital Angel systems feature a unique convergence of Life Science, Information and Wireless Technology. Relying on advanced miniature sensors and biosensors, Digital Angel can collect and wirelessly communicate location and sensor-gathered information to subscribers — anywhere in the world, and in real time.
Jednak jak to zwykle bywa jest także i druga strona tego wynalazku, a jest nią możliwość jego wykorzystania do sprawowania totalnej kontroli nad człowiekiem. Tak więc jak sądzą niektórzy pesymiści być może już w niedalekiej przyszłości ludzie zostaną zmuszeni do noszenia swojego numeru identyfikacyjnego, wypalonego promieniem lasera na czole oraz implantu (biochipu) w prawej ręce, który będzie określał precyzyjnie ich położenie na całej kuli ziemskiej i być może wtedy właśnie „wypełnią się” słowa tekstu Apokalipsy mówiące o tajemniczych „Znamionach Bestii”. Przypuszczalnie systemowi kontroli osobistej będzie wówczas towarzyszył także system kontroli wyrobów. Jak stwierdzają niektórzy autorzy ponoć już teraz na rynku znajdują się produkty specjalnie oznakowane dwiema dodatkowymi liniami z literami „F” (Forehead) i „H” (Hand) ([2] str. 115). Prawdopodobnie jest to przygotowanie do tego by uniemożliwić w przyszłości producentowi chcącemu się uchylić od tzw. systemu Międzynarodowej Kodyfikacji Produkcji (MKP), wprowadzenie swego produktu do sprzedaży. Z chwilą gdy wszystkie wyroby zostaną skodyfikowane, wszelkie mechanizmy kupna i sprzedaży zostaną oparte właśnie o MKP i nic spoza tego systemu nie będzie mogło zaistnieć na rynku. Jest to więc także sposób na wyeliminowanie jakiejkolwiek konkurencji. Więcej informacji na ten temat można znaleźć również na angielskojęzycznej stronie: http://m2.aol.com/RichClark7/rev/upc2.htm
Tak więc potwierdzają się chyba słowa papieża Piusa XI z jego encykliki „Quadragesimo anno” – (1931 r.) mówiące iż: ” Ci nieliczni, nie będąc nawet ‚właścicielami’ , spełniają taką rolę, jakby nimi byli, i dzierżą w swym ręku całą strefę gospodarczą do tego stopnia ,żeby nikt , wbrew ich woli, nie mógł nawet oddychać !”
Ostatni atak na WTC w Nowym Jorku, jaki miał miejsce 11 września 2001, przyniósł ze sobą także intensyfikację działań zmierzających do ustanowienia jednego globalnego systemu kontroli. Pod hasłem „walki z terroryzmem” wprowadza się stopniowo kolejne jego elementy. Ta sama elita „oświeconych” , która od początku finansowała i finansuje nadal światowy terroryzm usiłuje teraz wmówić ludziom , że system totalnej kontroli to jedyna możliwa alternatywa, która zapewni wszystkim „pokój i bezpieczeństwo”. Jak pisze w swoim artykule Janusz A. Lewicki (Nasz Dziennik nr 275/2001): „Po 11 września nastąpiło przyspieszenie działań zmierzających do utworzenia jednego rządu światowego i totalnej kontroli wszystkich ludzi. Widać to po inicjatywach podejmowanych w USA w imię bezpieczeństwa, za które ludzie gotowi są oddać swoją wolność. Coraz więcej mówi się o wprowadzeniu „krajowej karty identyfikacyjnej” (dowodu osobistego), którą będzie musiał posiadać każdy obywatel Stanów Zjednoczonych. Karta będzie zawierała mikrochip z fotografią i odciskiem kciuka lub fotografią dna oka – zapisanymi cyfrowo. Prezydent Bush jest na razie temu niechętny, ale lider demokratów w Izbie Reprezentantów Richard Gephardt powiedział: „Jesteśmy w nowym świecie. To wydarzenie [atak na USA] zmieni równowagę między wolnością i bezpieczeństwem”. Larry Ellison, jeden z pięciu najbogatszych ludzi w USA, szef kompanii komputerowej Oracle, zaoferował bezpłatne dostarczenie programu komputerowego do utworzenia krajowego systemu identyfikacyjnego: „Potrzebujemy krajowej karty identyfikacyjnej z naszą fotografią i odciskiem kciuka zapisanymi cyfrowo i umieszczonymi w tej karcie”, powiedział Ellison. Mieszkańcy USA będą musieli przedstawić swoją kartę identyfikacyjną np. w porcie lotniczym i odcisk kciuka zapisany na niej cyfrowo będzie musiał zgadzać się z odciskiem ich kciuka, który przyłożą do czytnika komputerowego (inną formą identyfikacji będzie obraz tęczówki oka). (…) Brytyjski premier Tony Blair zaaprobował już karty identyfikacyjne, które będą wprowadzone po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii. Powiedział on, że system jest „dobrowolny”, ale w rzeczywistości będzie niemożliwe normalne życie w Anglii bez tej karty. Posiadanie ważnej karty będzie konieczne przy wejściu do samolotu, zakupie benzyny, otwarciu konta bankowego, rozpoczęciu pracy czy staraniu się o zasiłki rządowe. Firma Applied Digital Solutions (Zastosowane Rozwiązania Cyfrowe) skonstruowała mikroskopijny chip, wszczepiany pod skórę, nazwany „Cyfrowym Aniołem”, który może śledzić przemieszczanie się ludzi. Jego przyszłość wiąże się też z bezgotówkowym społeczeństwem. Firma rozpoczęła prace nad chipem, a potem odłożyła ideę na półki (ponieważ zbyt wielu ludzi oskarżało ją o pogwałcenie wolności osobistej i stworzenie „znaku Bestii” opisanego w Apokalipsie), ale teraz, po atakach w Nowym Jorku i Waszyngtonie, wznowiła opracowywanie karty – jak doniósł w numerze z 21 września 2001 r. brytyjski tygodnik „The New Scientist”. – Zmieniliśmy sposób naszego myślenia po 11 września – powiedział Keith Bolton, dyrektor techniczny firmy. – Zaistniała teraz potrzeba większej kontroli sił zła. Chip przekazuje mikrosygnały, które dzięki globalnemu systemowi pozycyjnemu (GPS) podają miejsce przebywania osoby. „Urządzenie ‚Wielkiego Brata’ podnosi poważną kwestię wolności jednostki, kiedy rząd mógłby używać go do śledzenia niewinnych ludzi” – dodaje „New Scientist”. Przestępcy, nie wspominając o terrorystach, mogą włamać się do systemu i użyć sygnałów do lokalizacji celów. Applied Digital Solutions wykonała już urządzenie w kształcie zegarka na rękę (o nazwie „Cyfrowy Anioł”), które przekazuje informacje identyfikujące osobę noszącą urządzenie, jej stan zdrowotny i miejsce pobytu przy użyciu GPS – globalnego systemu pozycyjnego. Urządzenie jest przeznaczone do monitorowania miejsca pobytu osób starszych i zagubionych dzieci. Działa ono dokładnie tak jak chip pod skórą, ale umieszczone jest w zegarku, aby nie straszyć ludzi.
]]>Jeśli rzucimy okiem na historię krytyki demokracji, szybko uprzytomnimy sobie, że w całym gąszczu wielkich i małych zarzutów przeciw ustrojowi, gdzie suwerenem jest demos, znajdziemy dwa o charakterze zasadniczym, które przewijają się zawsze i wszędzie pod różnymi postaciami i odmianami. Po pierwsze, demokracji zawsze zarzucano, że jest nieskutecznym narzędziem dla realizacji interesu państwa i dbałości o dobro wspólne. Po drugie, podnoszono zawsze, że wola większości jedynie z rzadka i przypadkowo pokrywa się z prawdą, co owocuje nieredukowalnym konfliktem demokracji ze światem wiecznych wartości. Ten ostatni konflikt zwykle kończy się porażką prawdy, czego symbolem jest uśmiercenie Sokratesa – które tak wstrząsnęło Platonem i skłoniło go do wytoczenia demokracji największego filozoficznego „procesu”, jaki widziała historia – i przegłosowanie przez suwerenny żydowski demos uwolnienia Barabasza i ukrzyżowania Jezusa. Jeśli czytamy u św. Mateusza: „Krew jego na nas i na syny nasze” (Mt 27, 25), to jest to krew na rękach demokracji, gdyż to nie żydzi jako tacy chcieli śmierci Chrystusa – wszak Apostołowie też pierwotnie byli żydami – lecz większość żydów, co wyraził akt głosowania.
Demokracja, wraz ze swoim dogmatycznym pluralizmem, stoi w radykalnej opozycji do prawdy i nigdy nie wahała się – wbrew własnym zasadom wolności słowa i głoszenia poglądów – unicestwić tych, którzy negowali jej relatywistyczny dogmat. Nie jest przypadkiem, że ideolodzy postmodernizmu – Leszek Kołakowski i Michel Foucault – zawsze twierdzili, że prawda prowadzi do totalitaryzmu, a więc każdy, kto głosi pogląd, który uważa za bezwzględnie prawdziwy, jest fanatykiem. Dlatego też demokracja – i to nie tylko późny wyraz jej dekadencji, jakim jest Adam Michnik – wyznaje zasadę, że „nie ma wolności dla wrogów wolności”. W społeczeństwach demokratycznych tych, co głoszą prawdę, morduje się (Sokrates, Chrystus); w społeczeństwach technicznych zabija się ich bardziej humanitarnie, bez robienia z nich męczenników i bez rozgłosu: nie pokazuje się ich w telewizji.
Prawda jest kwestią fundamentalną dla Kościoła, który opiera się na prawdzie. Na pytanie Piłata: „Co to jest prawda?” (J 18, 38), Chrystus odpowiada: „Jam jest droga, i prawda” (J 14, 6). Nie ma tedy Kościoła bez prawdy; jest ona wieczna – zawsze była, jest i będzie taka sama, niezależnie od czasu i miejsca. Jest faktem, że dogmaty mają swoją historię dostrzeżenia ich, opisania i ostatecznego ustalenia. Dogmaty nie są jednak tworzone przez człowieka, lecz odkrywane przezeń. Jezus z Nazaretu nie zostawił po sobie ani linijki pisma; Jego nauka była początkowo przekazywana ustnie, aż wreszcie uczniowie postanowili ją spisać. Różnice między poszczególnymi relacjami ukazują, że wiele im umknęło; zapewne wiele istotnych szczegółów uciekło nie tylko jednemu z Ewangelistów, ale wszystkim czterem. Stąd wykształciła się – rozwijająca się przez dwa tysiąclecia – Tradycja katolicka, czyli interpretacja słów Jezusa, a na podstawie tej interpretacji, całościowa nauka o Bogu, człowieku i świecie.
Tradycja katolicka nie była jednak przez ludzi wymyślana, lecz kształtowała się przez stulecia w wyniku mozolnego odkrywania przez Ojców Kościoła, doktorów, sobory i papieży szczegółów i możliwych interpretacji, które zostały przeoczone lub niedostrzeżone przez poprzednie pokolenia interpretatorów. Tradycja została niejako skodyfikowana w postaci dogmatów, stanowiących zapis odkrycia przez człowieka tego, co jest prawdą o Bogu. Dogmaty nie są rozwijane w przypadkowym kierunku; przeciwnie, rozwój ten ma charakter celowy (teleologiczny) i polega na pogłębianiu Tradycji, a nie na wymyślaniu jej. Jest faktem, że ludzki umysł – skażony grzechem pierworodnym – nie uniknął w tym pogłębianiu błędów, o czym zaświadcza historia Kościoła, pełna walki z błędami arian, donatystów, montanów, monofizytów i wielu innych, czy wreszcie protestantów i modernistów.
Rację mają teologowie, że spór z herezją ma dobre strony: zmusza do przemyślenia własnych pozycji dogmatycznych, ich coraz to nowych interpretacji, dania nowych uzasadnień. Z tych poszukiwań wyrasta dogmat w całej krasie; już nie jako niejasne przekonanie, lecz jako twierdzenie, które można udowodnić. W wyniku starcia opinii (herezji) z prawdą katolicką prawda ta jaśnieje coraz większym blaskiem i coraz bardziej poraża oczy swoim racjonalnym – a więc zrozumiałym dla ludzkiego umysłu – charakterem.
Kim jest heretyk? Jak mawiał w XVII wieku Jakub Bossuet, heretyk to „człowiek mający osobiste opinie” w kwestii wiary. Kościół przez 2000 lat zwalczał „osobiste opinie”, które rodziły się w opozycji do Kościoła (poganie) lub w jego wnętrzu (heretycy). Nie było to łatwe, gdyż wiele poglądów wydawało się równie mocno racjonalnie uzasadnionych. Kościół potrzebował tedy autorytetu o nieomylnym charakterze, który orzekłby: to jest prawda, a tamto to błąd. Jeszcze w zamierzchłej przeszłości spojrzenie, w tym kontekście, padło na biskupa Rzymu, co wyraża znana maksyma: „Roma locuta, causa finita”, a co ostatecznie usankcjonował Sobór Watykański I w postaci dogmatu – przed którym każdy katolik chyli czoło, widząc jego logiczną niewzruszoność – nieomylności papieża w kwestiach wiary i moralności.
Bez nieomylnego papieża Kościołowi groził relatywizm. Uczniowie Moliny uważają tak; Akwinaty inaczej; Augustyna jeszcze inaczej; Karola Rahnera zaś nie zgadzają się ze wszystkimi. Prawda zaczęłaby tedy podlegać dyskusjom; dogmaty raz ustalone zostałyby zakwestionowane. Jak to pośród ludzi, duch pieniactwa, pycha w postaci chęci błyśnięcia stanęłaby ponad prawdą. Ecce homo. Jak w takiej sytuacji ustalić, co jest prawdą? Trzeba by raz po raz zwoływać sobory, gdzie zgromadzeni ojcowie, większością głosów, orzekaliby, co jest prawdą, a co fałszem. „Inflacja” soborowa spowodowałyby, że w pewnym momencie postawilibyśmy sobie nieuniknione pytanie: czy to Duch Święty podejmuje tu decyzje rękami ojców, czy decydują klasyczne chwyty z dziedziny socjotechniki i marketingu? Innymi słowy: w Kościele musiałby się pojawić duch demokratycznych głosowań i towarzyszące mu jak cień poczucie relatywizmu, zmienności i historyczności wszystkich prawd.
Prawda katolicka nie jest tedy wynikiem głosowań, kompromisów, efektem posiedzeń różnorakich „komisji” i „podstolików”. W słynnej metaforze z Państwa Platona, gdy filozof (Sokrates) wychodzi z jaskini – w której siedzą powiązani ludzkimi mniemaniami ludzie i oglądają świat własnych mniemań w bladym świetle ogniska, czyli ludzkiej wiedzy – zobaczyć słońce, grecki mędrzec opisuje jak dostrzega „Ideę Dobra”, czyli „coś bliższego bytu”. To scena bardzo bliska katolickiemu pojęciu prawdy: człowiek wychodzi z mroków jaskini, aby zobaczyć prawdę w całej krasie; prawdę, którą otrzymuje w gotowej formie, nad którą się nie deliberuje, której się nie rozważa; którą można jedynie podziwiać. Katolicyzm daje człowiekowi formułę: otwieramy katechizm i jesteśmy jak Sokrates po wyjściu z jaskini. Oto prawda jest przed naszymi oczami.
Gdy Sokrates wraca do jaskini i objawia ludziom to, co zobaczył, wtedy – wedle Platona – „gdyby ludzie tylko mogli coś wziąć w ręce i zabić go, to na pewno by go zabili”. Kim są ci „ludzie”? To masa, tłum. Większość. Demokracja zabiła Sokratesa, zabiła Chrystusa; demokracja zabiła prawdę filozoficzną; zabiła prawdę objawioną. Kościół katolicki dobrze zrozumiał tę absolutną antytezę pomiędzy prawdą a wolą większości. Dlatego też nigdy nie „ratyfikował” dogmatów za pomocą głosowania powszechnego. Przede wszystkim zaś nie czynił z człowieka podmiotu poznania prawdy. Podmiotem – Dawcą – prawdy zawsze był Bóg za pośrednictwem objawienia i Tradycji katolickiej. Człowiek jest słuchaczem, a Bóg i Kościół są tu prelegentem. Człowiek nie dyskutuje, nie zgłasza uwag, nie wysuwa zastrzeżeń; nie polemizuje i nie mędrkuje, a jedynie wsłuchuje się i przyjmuje prawdę za swoją lub ją odrzuca, stając się poganinem lub heretykiem.
To logiczne, jedynie prawowite katolickie rozumowanie odrzucił ze wzgardą modernizm, który Ojcowie Święci potępiali w Syllabusie (1864), Pascendi (1907), Lamentabili (1907) i Humani generis (1950). To ten sam modernizm, który Pius IX wrzucił w Syllabusie do jednego worka z masonerią i komunizmem, potępiając wspólnie „socjalizm, komunizm, tajne stowarzyszenia, towarzystwa biblijne, liberalne stowarzyszenia duchownych”. Czego chciały owe „liberalne stowarzyszenia duchownych”? Chciały odwrócić rozumowanie katolickie: Bóg i Jego Kościół nie miałyby już więcej być absolutnym dawcą prawdy, a człowiek jedynie słuchaczem. Modernizm to upodmiotowienie człowieka w miejsce Boga: człowiek już nie słucha Tradycji, przestaje traktować Magisterium jako rzecz daną odgórnie; człowiek zażądał prawa do oceny, czy dawana mu przez Kościół prawda rzeczywiście jest prawdziwa. Bóg przestaje być podmiotem dającym prawdę. Pojawił się sędzia, który stwierdza, że ma prawo zbadać, czy prawda katolicka nie jest zafałszowana. Sędzia ten rzekomo ma specjalny przyrząd do badania, co jest prawdą, a co nią nie jest. Ten przyrząd to ludzki rozum. Zasada zwana w XIX wieku mianem libre examen (swobodne badanie).
Zasada libre examen była przez stulecia potępiana przez Kościół, gdyż jej fundatorzy zapominali o jednej rzeczy: człowiek jest skażony grzechem, który padł nam na rozum i dlatego, gdy nasi przodkowie zjedli zakazany owoc, odkryli swoją (intelektualną) nagość. Ponieważ ludzki rozum jest skażony grzechem, to nie może samodzielnie – bez pomocy autorytetu wyposażonego w prawdę objawioną – dojść, czym jest prawda. Jeśli nawet niektórym mędrcom udaje się dojść do niektórych prawd wiary, to tabuny innych wyrażą w tej samej kwestii odmienną opinię. A jak zdecydować, co jest prawdą, gdy jest mnogość opinii, a brak autorytetu? W demokratycznym głosowaniu. Tak, ale głosowanie nie ustala co jest prawdą, lecz to, co większość uważa za prawdziwe.
Potępiana przez stulecia zasada libre examen – kryjąca się pod formułą tłumaczoną na język polski jako „własna rozwaga” – stała się fundamentem nauczania duszpasterskiego Soboru Watykańskiego II; na niej ufundowane są Dignitatis humanş i Gaudium et spes. Kościół posoborowy najwyraźniej zatracił pewność, że posiada prawdę daną mu odgórnie. W konstytucji Lumen gentium prawda już tylko „trwa” w Kościele. Prawda jest prawdą nie ze względu na jej dawcę (Boga), lecz ze względu na jej odbiorcę (człowieka). To my, ludzie, winniśmy zadecydować, czy uważamy, że prawda głoszona przez Kościół jest prawdziwa, czy też ma ona charakter, którą modernizm określa mianem „bycia” (Heidegger), lub też postać „historyczną” (Maritain). Dlatego też sobór uważa, że „prawdy trzeba szukać w sposób zgodny z godnością osoby ludzkiej i z jej naturą społeczną, to znaczy przez swobodne badanie przy pomocy Magisterium, czyli nauczania, przez wymianę myśli i dialog, przez co jedni drugim wykładają prawdę, jaką znaleźli albo sądzą, że znaleźli, aby nawzajem pomóc sobie w szukaniu prawdy”. Jeśli już do niej dojdziemy, to na mocy „osobistego przeświadczenia”.
Ta antropocentryczna formuła przeniesiona została także na prawdy polityczne, które – wedle dokumentów soborowych – człowiek samodzielnie „odkrywa (…) w głębi sumienia”. Sobór głosi, że „człowiek może zwracać się do dobra tylko w sposób wolny. Wolność tę wysoko sobie cenią nasi współcześni i żarliwie o nią zabiegają. I mają słuszność. (…) Godność człowieka wymaga, aby działał ze świadomego i wolnego wyboru, to znaczy osobowo, od wewnątrz poruszony i naprowadzony, a nie pod wpływem (…) przymusu zewnętrznego” (GS 17). Pluralizm i ideologia praw człowieka prowadzą ojców do pochwały „prawa do swobodnego zrzeszania się, stowarzyszania, wypowiadania swoich poglądów” (GS 73). Demokratyzacja zostaje uznana za istotę lewicowo pojętego „postępu”, gdyż umożliwia zagwarantowanie praw mniejszościom… religijnym! Zarazem „potępia się wszelkie formy ustroju politycznego, panujące w niektórych krajach, które krępują swobodę obywatelską lub religijną” (GS 73), czyli takie, gdzie obywatele nie uczestniczą „w wyborze władz” za pomocą instrumentu, jakim są „partie polityczne”, „a już nieludzką jest rzeczą, gdy władza polityczna przybiera formy totalitarne lub dyktatorskie, które naruszają prawa jednostek lub zrzeszeń społecznych” (GS 75).
Ktoś spyta: a co będzie, jeśli owa wychwalana zasada większości – gdy tłum kieruje się formułą libre examen – odrzuci prawdę, zamorduje Sokratesa i Chrystusa? Czy gdy demokracja uśmierci ostatniego katolika, to Ewangelia i Tradycja katolicka nadal będzie prawdą? Na to sobór nam nie odpowiada, trzeba zwrócić się o to z pytaniem do redakcji dodatku „Arka Noego” w „Gazecie Wyborczej”. Nikt tak dobrze jak piszący tam ludzie nie rozumie wszak „ducha soborowego”.
SPOŁECZNE PANOWANIE CHRYSTUSA KRÓLA JAKO
IDEA PRZEWODNIA NAUKI SPOŁECZNEJ KOŚCIOŁA
WPROWADZENIE
II Sobór Watykański w swej deklaracji Unitatis redintegratio używał takiego wyrażenia jak „hierarchia dogmatów”. Oczywiście wiemy, że tego wyrażenia można nadużywać i nim manipulować w celu przemilczania lub degradowania w swym znaczeniu pewnych niewygodnych prawd wiary, które będą nazywane podrzędnymi w stosunku do nadrzędnych. Ale jakaś hierarchia prawd i zasad bez wątpienia istnieje w każdym złożonym systemie wiedzy, który pretenduje na to, aby prezentować nam systematyczną wiedzę o jakiejś określonej dziedzinie świata i życia. Taka hierarchiczna złożoność istnieje również w naszej wiedzy o Bogu, dostępnej nam poprzez samoobjawienie się Boga. W tym systemie Bóg jest Alfa i Omega, a wszystko inne istnieje, działa i wydarzy się przez Niego, w Nim i dla Niego. Bóg jako początek, zasada i cel wszystkiego jest w teologii ideą przewodnia, która kieruje wszystkim innym. Niekoniecznie trzeba o tym cały czas mówić i tego podkreślać, wystarczy abyśmy o tym cały czas pamiętali jako o milczącym założeniu, uzasadnieniu oraz celu całego systemu, na którego się trzeba nam przywoływać w razie konieczności. Ale biada spójności takiego systemu wiedzy, kiedy pewne podrzędne dziedziny systemu zaczynają się istnieć jakby dla samego siebie i uzasadniać się sam przez siebie.
Otóż twierdzę, że takim Alfa i Omega, milczącym założeniem, uzasadnieniem i celem, w pewnym rodzaju ideą przewodnią dla całej nauki społecznej Kościoła jest nauka o społecznym panowaniu Chrystusa Króla. Na pewno nie jest taką ideą Kościół, ani człowiek, ani jego godność, ani prawa człowieka, ani „bardziej ludzkie i sprawiedliwe społeczeństwo”. To nauka o społecznym panowaniu Chrystusa Króla stanowi swoisty rdzeń albo jakąś ideę przewodnią nauki społecznej Kościoła, poza ramami którego pojedyncze zagadnienia, nawet rozpatrywane sam w sobie prawidłowo, zgodnie z rozpracowanymi przez Kościół tradycyjnymi rozwiązaniami, tracą swój punkt odniesienia, swoją zasadę uzasadnienia i celowość. Jednak to, że właśnie społeczne panowanie Chrystusa Króla jest tą konieczną ideą przewodnią nauki społecznej Kościoła, wcale nie jest oczywiste przez się, szczególnie w obecnej epoce deklarowania tzw. „autonomii w sprawach ziemskich” .
Staram się następnie udowodnić moją tezę poprzez pokazywanie niezbędnego wewnętrznego związku najważniejszych zasad nauki społecznej Kościoła ze społecznym panowaniem Chrystusa Króla, a także poprzez wypowiedzi Urzędu Nauczycielskiego.
Zanim przechodzić do omówienia tematu, trzeba powiedzieć parę zdań o miejscu nauki społecznej Kościoła w systemie teologii jako nauki. To miejsce jest trochę niezwykłym, tak iż wielu współczesnych krytyków, którzy przyznają teologii jako takiej jeszcze miano nauki, odmawiają charakteru naukowego nauce społecznej Kościoła. Przyczyna leży w tym, że nauka społeczna Kościoła zajmuje się przeważnie takimi sprawami, o których brak jednoznacznych świadectw Objawienia Bożego w Piśmie Świętym albo w Tradycji ustnej. A takie świadectwa są niezbędną podstawą dla zdobywania teologicznej pewności, są podstawą teologii jako nauki. Większa część treści nauki społecznej Kościoła to praktyczne wnioski wydobyte przez rozumowanie filozoficzne z dogmatów wiary albo z ogólnych zasad teologii moralnej, a ponadto ma ona za swój przedmiot przeważnie takie zmienne zjawiska życia społecznego, które ze swej istoty nie nadają się do sformułowania na ich temat niezmiennych prawd na miarę dogmatów wiary albo niewzruszonych zasad teologii moralnej. W związku z tym powstaje problem o autorytecie oraz zobowiązaniu w sumieniu nauki społecznej Kościoła.
Na podstawie wydanego przez Papieską Radę „Iustitia et Pax” Kompendium Nauki Społecznej Kościoła w następujący sposób można streścić istotę i kompetencje nauki społecznej Kościoła:
Nauka społeczna Kościoła jest kształtowaną i ujednoliconą pod przewodnictwem Urzędu Nauczycielskiego Kościoła dyscypliną teologiczną, a mianowicie posiadającą przeważnie zastosowany charakter podrzędną częścią teologii moralnej, która się zajmuje wyjaśnianiem problemów życia społecznego w świetle Objawienia Bożego a której celem jest dawanie dla chrześcijanina wytyczni moralnych do kierowania działalnością społeczną . Ocena doktrynalnego ciężaru oraz wymaganego od wiernych stopnia przyjęcia konkretnego nauczania społecznego zależy od jego związku ze źródłem Objawienia, stopnia niezależności od elementów przygodnych i zmiennych w nim oraz ciągłości i stałości pojawienia się tego nauczania w dokumentach Urzędu Nauczycielskiego. Niewykluczone jest, że pewne uniwersalne zasady nauki społecznej mogą się stać przedmiotem nieomylnej definicji Magisterium i wymagać od wiernych przyjęcia posłuszeństwem wiary. Większość zaś nauki społecznej Kościoła posiada stopień autorytetu powszechnej i ciągłej nauki zwyczajnej Magisterium i wymaga od wiernych uległości rozumu i woli ze względu na autorytet Kościoła, nie zaś posłuszeństwa w wierze nadprzyrodzonej.
I
SPOLECZNE PANOWANIE CHRYSTUSA KRÓLA – DOGMAT WIARY
Zanim przystąpimy do udowodnienia podanej w tytule tezy z analizy głównych zasad społecznej nauki Kościoła, trzeba nam jeszcze wyłożyć, jaki jest status prawdy o społecznym panowaniu Chrystusa Króla w systemie teologii dogmatycznej. Otóż bez wątpienia mamy do czynienia z dogmatem wiary, utwierdzonym na podstawie jednoznacznych świadectw Pisma Św., Ojców Kościoła oraz ciągłego nauczania Urzędu Nauczycielskiego zwyczajnego, choć brakuje na ten temat jeszcze nadzwyczajnego, uroczystego i nieomylnego orzeczenia. Niektóre szczegółowe aspekty zaś społecznego panowania Chrystusa Króla są zdefiniowane nawet orzeczeniem nieomylnym Magisterium, np. o Chrystusie jako powszechnym Prawodawcy (por. II.1).
Całą naukę dogmatyczną o społecznym panowaniu Chrystusa króla można streścić następująco:
Wcielony Syn Boży Jezus Chrystus został odwiecznym wyrokiem Boga Ojca przeznaczony i ustanowiony dziedzicem, władcą, prawodawcą i sędzią wszechrzeczy (por. Mt 28:18; Ps 2 oraz 110; Kol 1:15-20), tzn. Królem Wszechświata. Posiada On najwyższe i powszechne prawo własności oraz najwyższą, powszechną i bezpośrednią władzę nad wszystkimi rzeczami stworzonymi, istotami żywymi, ludźmi, narodami i państwami. Wykonania tej absolutnej władzy królewskiej w społeczeństwie ludzkim nazywa się społecznym panowaniem Chrystusa Króla.
Tą prawdę potwierdza Pius XI w swojej encyklice Quas primas następującymi słowami:
„Błądziłby zresztą bardzo, kto odmawiałby Chrystusowi, jako Człowiekowi, władzy nad jakimikolwiek sprawami doczesnymi, gdyż Chrystus otrzymał od Ojca nieograniczone prawo nad wszystkim, co stworzone, tak, iż wszystko poddane jest Jego woli … Tak więc Królestwo Odkupiciela naszego obejmuje wszystkich ludzi … Panowanie Jego mianowicie nie rozciąga się tylko na same narody katolickie lub na tych jedynie, którzy przez przyjęcie chrztu według prawa do Kościoła należą, chociaż ich błędne mniemania sprowadziły na bezdroża albo niezgoda od miłości oddzieliła, lecz panowanie Jego obejmuje także wszystkich niechrześcijan, tak, iż najprawdziwiej cały ród ludzki podlega władzy Jezusa Chrystusa. – I wszystko jedno, czy jednostki, czy rodziny, czy państwa, gdyż ludzie w społeczeństwa zjednoczeni nie mniej podlegają władzy Chrystusa jak jednostki.”
Fakt społecznego panowania Jezusa Chrystusa jako Króla jest więc w sposób klarowny prawdą wiary. Mniej jasną i jednoznaczną jest jednak sprawa z tym, w jaki sposób, w jakich dziedzinach życia i kiedy (czy już w czasie ziemskiego życia ludzi czy dopiero po ich śmierci, czy przed końcem świata czy dopiero po końcu tego świata) Chrystus jako Król skorzysta w pełni ze swojej władzy i rzeczywiście ją wykonuje. Chodzi tu o pewne dobrowolne ograniczenia Chrystusa Króla w skorzystaniu z pełni swojej władzy podczas swego ziemskiego życia i działania (por. Mt 26:53-54) – o ile kontynuuje On teraz w niebie to dobrowolne ograniczenie wykonania swej władzy nad doczesnością pojedynczych ludzi i narodów. Bo bez wątpienia Królestwo Chrystusa „jest przede wszystkim duchowe i odnosi się głównie do rzeczy duchowych, … bo królestwo Jego nie jest z tego świata, a nie odbiera rzeczy ziemskich Ten, który daje Królestwo niebieskie!” . Również nie ma wątpliwości, że Chrystus Król będzie wykonywał swoją władzę w większej pełni i jawniej przy swoim przyjściu w chwale jako Sędzia niż On tą władzę wykonuje teraz.
Głównie z różnego rozpatrywania na sprawy zakresu i sposobu królowania społecznego Chrystusa wynikają różne akcentowania i odchylenia w aktualnym zrozumieniu i prezentowaniu społecznej nauki Kościoła, które czasami mogą doprowadzić do jej wypaczenia.
II
DOGMATY WIARY NIEZBĘDNYM FUNDAMENTEM
NAUKI SPOŁECZNEJ KOŚCIOŁA
Niektóre bardziej konkretne aspekty nauki o społecznym panowaniu Chrystusa Króla mają szczególny i bezpośredni związek z nauką społecznej Kościoła, będąc w niej wspólnym źródłem i fundamentem oraz uzasadnieniem dla wielu zasad i stwierdzeń. Są to przede wszystkim prawda o Chrystusie Królu jako najwyższym Prawodawcy i prawda o wykonaniu przez Chrystusa Króla powszechnych rządów Bożej Opatrzności.
II.1. Chrystus Król jako Najwyższy Prawodawca
Jako Król Wszechświata jest Jezus Chrystus także najwyższym i powszechnym Prawodawcą nad wszystkimi ludźmi i społecznościami. On sam mówił o swoich przykazaniach i wymagał od wszystkich ich przestrzegania (J 14:15; 15:10), nakazał swoim apostołom ich ogłoszenia wszystkim narodom oraz troszczyć o ich przestrzeganie (Mt 28:20). On sam w Kazaniu na Górze wyjaśniał autorytatywnie Prawo, potwierdził swoim własnym autorytetem dziesięć przykazań, natomiast unieważnił pewne przepisy rytualne i obyczajowe Starego Testamentu, oraz dał nowe i doskonalsze Prawo Ewangelii, streszczone w podwójnym przykazaniu miłości oraz w błogosławieństwach. Św. Paweł mówi wyraźnie o Prawie Chrystusowym (Gl 6:2). Święty Sobór Trydencki wyraźnie zdefiniował: „Jeśli ktoś twierdzi, że Jezus Chrystus został dany ludziom przez Boga jako Odkupiciel, któremu mają ufać, ale nie jako Prawodawca także, którego mają słuchać, niech będzie wyłączony” . Prawo Chrystusa to prawo moralne, które obowiązuje w sumieniu pod sankcją grzechu i Bożych kar doczesnych i wiecznych. Z tym prawem Chrystusowym muszą być zgodne albo przynajmniej nie zaprzeczyć jemu wszystkie stanowione prawa ludzkie.
Tą naukę dogmatyczną o Chrystusie jako Prawodawcy dopełnią tradycyjna doktryna moralna Kościoła o źródle i istocie autorytetu oraz praw, a także posłuszeństwa temuż autorytetowi. Ta nauka została w szczególny sposób streszczona w encyklice Leona XIII Libertas praestantissimum. Według Leona XIII pierwoźródłem wszelkiego prawa jest prawo Boże albo wieczne (lex divina albo aeterna), która podzieli się na: a) prawo naturalne (lex naturalis), którego zasady zostały w akcie stworzenia wszczepione w racjonalną naturę ludzką, oraz b) na objawione prawo Boże (lex divina positiva) w dziesięciu przykazaniach oraz w prawie Ewangelii. Przez Boga dla rządzenia nad ludźmi postawione legalne autorytety formułują ludzkie prawa stanowione (lex humana positiva), kościelne albo cywilne. Mogą one być z prawem Bożym zgodne albo sprzeczne. Na podstawie zasady zwierzchności wyżej stojącego autorytetu czyli zasady subordynacji – Więcej trzeba słuchać Boga aniżeli ludzi (Dz 5:29) – , każde ludzkie prawo stanowione, które jest sprzeczne z prawem Bożym, jest bezprawne i nieważne i nie podlega przestrzeganiu i wypełnieniu. Chrystus Król wykonuje swoją rolę najwyższego Prawodawcy wobec ludzi w sposób podwójny: najpierw poprzez prawo naturalne w osądzie sumienia pojedynczego człowieka, a potem poprzez głoszenie prawa moralnego przez Kościół, a Jego władza najwyższego Prawodawcy rozciąga się nad wszystkimi prawodawcami ludzkimi – królami, parlamentami i prezydentami.
Oprócz prawa moralnego w sensie ścisłym, stanowiony przez Boga w stworzeniu porządek naturalny posiada pewne inne wymiary, które są, jak można określić, „konstytucjonalne” dla życia społecznego. Zaczynamy ich fundamentalnego znaczenia zrozumieć dopiero w momencie ich zakwestionowania, atakowania i zwyrodnienia przez agentów nieprawości. Życie społeczne posiada ustanowione w stworzeniu oraz potwierdzone w czynach albo wyraźnych słowach Chrystusa niezmienne zasady, między innymi: 1) że rodzina złożona z mężczyzny oraz kobiety jest źródłem rodzenia się, wzrastania, wychowania, rozwoju i działania człowieka; 2) że mężczyzna jest głową kobiety i rodziny; 3) że ludzie posiadają ze względu na płeć różne role, prawa i obowiązki społeczne; 4) że ludzie są równe co do wynikających z istoty godności i praw podstawowych, ale są nierówni co do umiejętności, stanowisk oraz roli w społeczeństwie, a z tego względu nie są także równi ze względu na przysługujących im specjalnych praw oraz należnych im obowiązków; 5) że władza, prawo do rządzenia nad innymi ludźmi oraz wymagania od nich posłuszeństwa, pochodzą od Boga i tylko w Bogu i poprzez uczestnictwo ludzkiej władzy we władzy Chrystusa Króla mają one swoje uzasadnienie i cel.
Sankcje za naruszenie prawa Bożego ustanowił Bóg przede wszystkim w samej naturze, która za próby wywracania porządku naturalnego niechybnie się zemści karą poprzez bezpośrednie skutki grzechu, czego wyrazem jest oparta na doświadczeniu mądrość ludowa: „Bóg przebacza zawsze, ludzie czasami, a natura nigdy”. Do tych sankcji natury dochodzą jeszcze postanowione w Bożej Opatrzności szczegółowe skutki niemoralnych czynów oraz doczesne i wieczne kary Boże.
II.2. Chrystus jako Rządca poprzez wykonanie wyroków Opatrzności Bożej
Mimo że we wszystkich Bożych dziełach wobec stworzenia wszystkie trzy osoby boskie działają wspólnie, poszczególne dzieła Boże można ze względu na specyficzną rolę w nich przypisywać szczególnie jednej albo drugiej osobie. Tak podjęcie odwiecznych postanowień Bożej Opatrzności można w sposób szczególny przypisywać Ojcu (Mt 24:36; Mk 13:32; a także Mt 10:29), a ich wykonywanie we świecie Synowi (Łk 22:29). Wykonywanie postanowień Bożej Opatrzności dotyczy: a) aktualnego sprawienia wszystkiego co się wydarzy według woli Bożej (1 Kr 12:6; Flp 2:13); b) pokierowania wszystkich wydarzeń ku ich ostatecznemu celowi, mianowicie chwale Boga Ojca przez Jezusa Chrystusa; c) osądzenia wszystkich na Sądzie osobistym oraz powszechnym w końcu świata oraz d) odnowienia i przemienienia świata w chwale po Sądzie powszechnym.
Zajmując się analizą różnych zagadnień społecznych, ani teolog ani świecki chrześcijanin nie może zapominać o działaniu Opatrzności Bożej, o tym, że głównym sprawcą i celem wszystkich wydarzeń i procesów społecznych i historycznych jest Bóg, który poprzez wolne współdziałanie natury ludzkiej z łaską albo też poprzez karanie za grzechy pokieruję wszystko na większą chwalę Bożą przez Chrystusa, aby Bóg był wszystkim we wszystkim (1 Kr 15:28). Wiąże się to swoistą Bożą „pedagogią” we wprowadzaniu i wychowywaniu jak indywiduów tak również całych narodów. Ta Boska pedagogią zaś kieruje się zgoła innymi metodami i celami niż są te, których od Boga i Kościoła spodziewa skupiony przeważnie na pomyślność doczesną chrześcijanin w społeczeństwie dobrobytu i demokracji.
Sprawa wykonywania przez Chrystusa Króla postanowień Bożej Opatrzności w kierowaniu losami pojedynczych ludzi a także narodów oraz ich wychowywania, w obudowywaniu i zachowywaniu państw albo ich unicestwiania, a więc kwestia działania Bożej „pedagogii” w historii posiada dla tematu niniejszego wykładu centralne znaczenie. Nauka społeczna Kościoła jako osobny dział teologii nie oznacza tylko sformułowania przez Urząd Nauczycielski na podstawie Bożego Objawienia regulujących życia społecznego zasad i dawania wytyczni jako pewnych idei, za pomocą których społecznie aktywni katolicy staraliby uporządkować życie społeczne i polityczne, prawda, że według zasad przez Boga danych, ale tylko za pomocą ludzkich środków i ludzkiej mądrości, nie licząc ani ze suwerennością Bożej łaski ani ze suwerennym Bożym rządzeniem i kierowaniem w życiu jednostek, narodów i państw, a więc z tym że to Chrystus Król jest głównym autorem i celem historii. Formułowanie oraz urzeczywistnianie nauki społecznej Kościoła znaczy przede wszystkim i zasadniczo starania Kościoła jako Ciała Mistycznego Chrystusa pojąć wolę oraz postanowienia swojej Głowy Jezusa Chrystusa, które kierują historią świata. To znaczy także posłusznego przyjęcia tych postanowień, wraz ze staraniem pojmowania skrywanych za określonymi wydarzeniami i wezwaniami historycznymi motywów i zamiarów Bożej pedagogiki, dostosowywania się do nich, współpracy z Bożą łaską oraz przyjęcia na siebie odpowiedzialności za wypełnianie Bożych zamiarów.
II.3. Walka pomiędzy królestwem Chrystusa ja królestwem Szatana
W związku z naszym tematem trzeba jeszcze wymienić tego najbardziej istotnego i centralnego wątku dla całej historii świata, którym jest powszechna i nieprzerwana walka pomiędzy Chrystusem a Szatanem, królestwem Chrystusa (civitas Idei) oraz światem czyli królestwem Szatana (civitas Diabli) o panowanie nad duszami w poszczególnych narodach i państwach. Jest to walka o wieczny los tych dusz. W tej walce Kościół na ziemi nie może ani na chwilę stracić świadomości, że jest Ecclesia militans, oraz czujności przed duchowym wrogiem, inaczej z Ecclesia militans zamienia się w Ecclesia peregrinans (jak po ostatnim Soborze zwykło się mówić), a potem szybko Ecclesia ambulans, czyli Kościół beztrosko spacerujący, a później Ecclesia dormiens, czyli Kościół śpiący.
III
ANALIZA GŁÓWNYCH ZASAD NAUKI SPOŁECZNEJ KOŚCIOŁA
POD ASPEKTEM SPOŁECZNEGO PANOWANIA CHRYSTUSA KRÓLA
Dalej analizuję, pod aspektem ich związku ze społecznym panowaniem Chrystusa Króla niektóre wybrane zagadnienia, które w wymienionym przeze mnie Kompendium nauki społecznej Kościoła zostały przedstawione jako główne tematy albo zasady nauki społecznej Kościoła.
III.1. Godność człowieka. Prawa człowieka i jego obowiązki. Wolność.
Współczesna nauka społeczna Kościoła jak również pochodzący z loż masońskich świecki i liberalny humanizm kładają duży nacisk na takie pojęcia jak prawa człowieka, wolność i godność człowieka. Mimo dźwiękowego pokrywania wielu używanych w tym kontekście pojęć i wyrazów mamy do czynienia z dwoma zupełnie różnymi i kardynalnie sprzecznymi koncepcjami.
Według nauki katolickiej godność człowieka, prawa a także obowiązki człowieka i jego wolność pochodzą od Boga, Twórcy i Prawodawcy oraz są ontologicznie zakorzenione w naturze człowieka. Swą naturę każdy człowiek może i powinien poprzez przestrzeganie prawa moralnego i upodobnianie się Chrystusowi rozwijać do osobistej moralnej doskonałości, świętości. Godność człowieka wynika z tego, że został on stworzony na obraz i podobieństwo Boże (Rdz 1:27), tzn. że jest on posiadającą rozum i wolną wolę, sam nad sobą panującą i sam sobą kierującą osobą, a ponadto został w swej duszy przez łaskę obdarowany życiem samego Boga. Dlatego osoba ludzka jest najwyższą wartością w świecie stworzonym, a wszystko w świecie, wśród których także instytucje społeczne i państwo, musi służyć dobru, rozwojowi i udoskonaleniu osoby ludzkiej. Jednak sama ta osoba ludzka, żeby wszystko służyło jej prawdziwemu dobru i rozwojowi, żeby panował pokój i porządek w niej samej oraz w społeczeństwie, powinien być posłuszną oraz służyć Chrystusowi Królowi w granicach stanowionego jednostkom i społecznościom porządku moralnego. Ten obowiązek posłuszeństwa nie przez Boga stanowionemu obiektywnemu i niewzruszonemu porządkowi naturalnemu i moralnemu stanowi istotną różnicę pomiędzy pojęciami wolności, godności osoby oraz praw człowieka odpowiednio w katolickiej koncepcji człowieka i społeczeństwa a tak samo brzmiącymi pojęciami w koncepcji świeckiego humanizmu.
W katolickiej koncepcji wymienione pojęcia mają swoje źródło w odwiecznym niezmiennym zamyśle twórczym Boga, są ukorzenione w samej racjonalnej naturze ludzkiej, a ponadto znajdują odzwierciedlenie w Objawieniu Bożym. W koncepcji świeckiego humanizmu zaś tym pojęciom brakuje wszelkich obiektywnych podstaw w rzeczywistości, gdyż nie mają one innych źródeł i podstaw niż to, co większość subiektywnych poglądów ludzi w danym momencie o danych pojęciach między sobą uzgadnia i postanawia. Innymi słowami, źródłem praw i wolności oraz określenia godności człowieka jawi się tylko opinia większości lub kolektywna swawola mas. To znaczy, że każdy człowiek może dowolne własne pożądania, zachcianki i jakiekolwiek irracjonalne wymagania deklarować niezbywalnymi ludzkimi prawami, a jeśli w danym momencie on nie może dla nich jeszcze zdobywać powszechnego uznania i gwarantowania, trzeba mu organizować dla zapewnienia swych „praw” wystarczająco głośne i natarczywe grupy nacisku i znaleźć swym roszczeniom potężnych sponsorów, a po jakimś czasie „ukierunkowanej ewolucji” można te roszczenia w postaci najnowszych dopełnień dopisać do unowocześnionego katalogu „praw i swobód ludzkich”. Wskutek tego szerokie masy znajdują się w niewoli swych pożądań, wad i grzechów, a także pod terrorem politycznej poprawności, a wąskie grupy demagogów i manipulatorów otrzymują do swych rąk doskonałe mechanizmy trzymania mas w niewoli – jednych przez wady, a innych przez strach i konformizm.
W koncepcji świeckiego humanizmu i liberalizmu pojęcie godności człowieka jest ściśle związana z pojęciem wolności i wynika z niej: im więcej u człowieka wolności, tym większa jej godność. Wolność człowieka jest pojmowana jako stała możliwość do absolutnej dowolności, do ciągłe odnawianego samookreślenia, dokonującego w absolutnej próżni, w dowolnym kierunku od absolutnej nieokreśloności jako punktu wyjścia. Ta koncepcja posiada jedną wadę: mianowicie jest czystą abstrakcją i fikcją, która w rzeczywistości nie istnieje i istnieć nie może.
W rzeczywistości absolutną wolność posiada i posiadać może tylko Bóg, zaś Jego absolutna wolność nie jest określona przez absolutną dowolność w jakimkolwiek kierunku, ale odwrotnie, przez pełnię bytu boskiej natury, dzięki czemu ta wolność jest bardzo konkretna tylko w jednym kierunku – w kierunku mądrości, dobra, piękna, świętości i innych bytowych oraz moralnych doskonałości. Pochodnią tej rzeczywistości jest powiedzenie zaczerpnięte z życiowej mądrości, że prawdziwa wolność jest zawsze wolnością do czegoś. Posiadać wolność i wynikającą z tej wolności godność osobową każde racjonalne stworzenie może tylko poprzez uczestnictwo w Bożej wolności, o ile mu pozwala udzielona przez Boga w stworzeniu miara doskonałości jego natury. Chcieć określić swoją wolność i utwierdzić przez to swoją godność w dowolnym kierunku może dla stworzenia znaczyć tylko jednego – wpaść z realnej wolności i godności swej stworzonej przez Boga natury w nicość, tzn. w niezdolność do mądrości, prawdy, dobra, piękna i świętości oraz innych bytowych i moralnych doskonałości, a poprzez urzeczywistnienie pewnych postulatów gender-ideologii można wpaść nawet w pewne nieodwracalne braki oraz niezdolności natury fizycznej i psychologicznej. Tak jak absolutna wolność Boskiej natury jest bardzo konkretnie określona różnymi doskonałościami Boskimi, tak przysługująca naturze ludzkiej ograniczona wolność i godność znajdują swoje najpełniejsze określenie i wypełnienie w ludzkiej naturze Syna Bożego Jezusa Chrystusa. Więc będziemy wolni i będziemy posiadać godność tylko w miarę upodobnienia się Jezusowi Chrystusowi, którego Prawda nas wyzwoli, a Komu służyć znaczy królować – o ile króluje w nas Chrystus Król, o tyle wspólkrólujemy w Nim.
Natomiast grzesznik, określając swą wolność w dowolnym (swawolnym) kierunku, w rzeczywistości swą wolność ogranicza i zawęża, wpadnie w coraz głębszą niewolę grzechu i umniejszą przez to także swoją godność. Dopóki się znajduje w życiu doczesnym, zachowuje wolność i godność jeszcze w jakiejś możności, ale prowadzić tą możność do aktu może przez łaskę tylko Bóg. W potępionych zaś wolność i godność znajdują się tylko w stanie czystej możności, która już nigdy nie może być aktualizowane, ponieważ sami tego nie mogą, a definitywnie odrzucili jedynego który to czynić może – Boga.
Widzimy więc, że ani wolność ani godność człowieka, ani prawa człowieka nie maja żadnego oparcia bez swego pierwoźródła, zakorzenienia i wypełnienia w Bogu jako Stwórcy natury ludzkiej, jej Zbawcy i Króla. Bez niego wolność i godność staną czystą abstrakcją czy dowolnością i dryfują przez niewole grzechu w stronę nicości.
Udanie się XX wieku nauki społecznej Kościoła na cudze pole, mianowicie na pole dyskusji nad pojęciami praw człowieka, a także wolności oraz godności człowieka, używając terminologii i frazeologii humanizmu, skutkowali najwyrażnieszym ostrzegawczym przykładem z tego, jak Kościół może wpaść na śliskie i niepewne pole, jeśli próbuje znaleźć wspólne momenty ze „światem” a może nawet przyswajać sobie od „świata” pewne pojęcia i koncepcje o pięknym brzmieniu od myśli, jednak o wątpliwej treści i marnej podstawy uzasadnienia. Kościół i cywilizacja chrześcijańska bardzo długo obeszły się bez koncepcji praw ludzkich, a najbardziej efektywnie ich miejsce wypełniły nie prawa człowieka, lecz obowiązki człowieka względem bliźniego, które zostały sformułowane w dziesięciu przykazaniach, przykazaniu miłości oraz w wymaganiach sprawiedliwości społecznej i naczelnej zasadzie dobra wspólnego. Nic nie wskazuje na to, że po wynalezieniu praw człowieka oraz godności człowieka ludzie stali żyć bardziej sprawiedliwie, w większym braterstwie lub posiadali większą godność osobową. Tylko roszczenia i wymagania ludzi do innych ludzi, na całe społeczeństwo oraz państwo stały się przez nie większe.
III.2. Partycypacja ludzkiego autorytetu i prawa stanowionego w autorytecie i prawie Bożym
Z dogmatycznej nauki o Chrystusie Królu, a szczególnie o Nim jako najwyższym Prawodawcy jasno wynika, że legitymność wszelkiego autorytetu ludzkiego, cywilnego czy kościelnego, prawomocność stanowionego przez niego prawa, a także obowiązek poddanych do posłuszeństwa autorytetowi i stanowionym przez niego prawom uzasadnić można tylko przez pochodzenie ludzkiego autorytetu od najwyższego autorytetu Boga oraz jego partycypacji w nim. Papież Leon XIII twierdzi w encyklice Diuturnum illud, że bez Bożego ustanowienia wszelkiego autorytetu ludzkiego, żaden człowiek nie miałby prawa rozkazywać innym i wymagać od nich posłuszeństwa. Bo z natury ludzi są sobie równi. Bez autorytetu Boga władza jednych ludzi nad innymi byłaby oparta tylko na prawie silniejszego, a posłuszeństwo władzy i prawom byłaby wymuszona jedynie strachem. Właśnie do tego laicka i liberalna koncepcja pochodzenia autorytetu i praw od ludzi oraz pozytywizm prawny w końcu doprowadzają, mimo rożnych prób racjonalizacji tej kulawej koncepcji przez różne argumenty o zgodzie społecznej i dobru ogólnym. Katolicka koncepcja autorytetu i władzy polega zaś na partycypacji autorytetu ludzkiego w autorytecie Boga jako Króla Wszechświata a ludzkich praw w prawie Bożym. Poza tą partycypacja żaden władca nie miałby żadnego prawa rozkazywania, a żadne prawo nie miałoby mocy wiązania w sumieniu.
W kwestii posłuszeństwa autorytetowi i prawu ludzkiemu trzeba zastosować zasadę subordynacji – to znaczy, że w przypadku sprzeczności woli władzy ludzkiej z wolą Chrystusa, prawa ludzkiego z prawem Bożym te pierwsze tracą autorytet i moc obowiązywania i obowiązywać będzie tylko najwyższy autorytet i najwyższe prawo Boga. Niestety, w obecnych społecznych debatach prawno-moralnych na temat niegodziwych praw od strony katolickiej zbyt rzadko słyszy się argumentowania autorytetem Boga i prawa Bożego, a jeszcze rzadziej słyszy się teologicznego argumentu subordynacji – że w razie sprzeczności ludzkiego prawa z prawem Bożym trzeba słuchać Boga a nie ludzi.
Wydaje się, że niektórzy katolicy świeccy a jeszcze bardziej duchowni choć bronią pewne prawa Boże, jednak wstydzą się nazywać je Bożymi, a jeszcze bardziej wstydzą się przyznawać się do tego, że ustanowił je Najwyższy Król Jezus Chrystus i dlatego wszystko to co sprzeczne z Jego wolą, jest bezprawiem i należy temu odmówić posłuszeństwa. Bez wyraźnego opierania się na autorytecie Boga lub przynajmniej na prawie naturalnym wszelkie prawo stanowione traci swoje obiektywne uzasadnienie, a wtedy droga będzie szeroko otwarta na wszelkie dyskusję pomiędzy różnymi ludzkimi subiektywizmami, wśród których zrównany z innymi „subiektywizm” katolików najgorzej wypada. Najwyższy czas ogłosić światu pełną prawdę o ostatecznej racji naszych odmiennych zasad moralnych i prawnych: ” Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi!” (Dz. 5:17) oraz Oportet illum regnare! – „Trzeba, aby (Chrystus) królował!” (por 1. Kor 15:25).
III.3. Rodzina – główne środowisko rozwoju człowieka, fundament społeczeństwa i państwa
Fundamentalna i niezastępowalna rola rodziny w planie Bożym jest potwierdzona przez następujące fakty: 1) rodzina to obok Kościoła jedną z tych dwóch instytucji społecznych, którą Bóg postanowił bezpośrednio sam założyć, a uczynił On to na samym początku stworzenia, pokazując tym, że rodzina jest zalążkiem wszelkiego społeczeństwa; 2) dające początek rodzinie małżeństwo jest jedyną pośród wielu świeckich instytucji czy zjawisk społecznych, którego Bóg postanowił podnosić do rangi sakramentu i nadać mu przez to nadprzyrodzoną godność i sakralne znaczenie. Jak gdyby tego było jeszcze zbyt mało, abyśmy zrozumieli doniosłe znaczenie rodziny, Syn Boży postanowił sam przyjść na świat w rodzinie, 30 lat ze swego życia spędzić wśród Świętej Rodziny i pracować w rodzinnym zakładzie pracy, aby wszystkimi tymi dziełami podkreślić fundamentalną i doniosła rolę rodziny w życiu człowieka oraz dla całego społeczeństwa, a także, żeby poprzez Świętą Rodzinę jako kanał łaski poświęcić i uświęcić wszelkie prawdziwe życie rodzinne
Teocentryczna i chrystocentryczna istota rodziny jest podkreślona także przez to, że teologia katolicka widziała właśnie w rodzinie odzwierciedlenie obrazu Boga w człowieku. Mianowicie w różnicy osób w jednej rodzinie widziała teologia odzwierciedlenie trójjedynego społecznego charakteru Boga, kiedy zaś drugim takim odzwierciedleniem jest dusza człowieka ze trzema swoimi władzami, rozumem, wola a pamięcią, a to podkreśla bardziej substancjalną jedność trójjedynego Boga. Chrystocentryczny charakter rodziny wyraża się w tym, że sakramentalne małżeństwo przedstawia Bóg dla nas jako obraz zaślubin Chrystusa ze swoim Kościołem oraz naucza, że małżeństwo urzeczywistniają nie tylko małżonkowie pomiędzy sobą, ale Chrystus poprzez małżonków.
Są różne instytucje i czynności społeczne, których naturę i cel da się wyczerpująco wyjaśnić i uzasadnić poprzez rozum, bez specjalnego odwołania się do Boga, ale istotę małżeństwa i rodziny wraz ze wszystkimi jej istotnymi cechami nie da się wyjaśnić i uzasadnić bez odwołania się do woli Bożej i tajemnicy Chrystusa w swoim Kościele. Aby skutecznie bronić jakąś zagrożoną wartość, trzeba, jak się mówi, „sięgać do samych korzeni”. Tak chrześcijanom we współczesnym świecie, aby odnowić i bronić świętość małżeństwa oraz jedność i niezbywalne prawa rodziny, nie wystarczy tylko z tego żeby wyłożyć, zrozumieć i akceptować istotne cechy małżeństwa, ale trzeba im wrócić się do samego teocentrycznego i chrystocentrycznego pojmowania małżeństwa i rodziny według woli Chrystusa.
III. 4. Zasada pomocniczości oraz społeczeństwo organiczne. Naród albo masa
Zasada pomocniczości, która należy do najbardziej trwałych wskazań nauki społecznej Kościoła już od pierwszej wielkiej encykliki społecznej Leona XIII Rerum novarum, opiera się na naturalnej skłonności i potrzebie człowieka do dobrowolnego zrzeszenia się z innymi ludźmi do różnych grup, stowarzyszeń, związków oraz innych organizacji w celu popierania i wspomagania jeden drugiego w realizacji wspólnych celów, od ekonomicznych aż do religijnych. Na podstawie takiego szerokiego współdziałania ludzi w rożnych zrzeszeniach buduje się i wzrasta w siłę to, co konserwatywna katolicka filozofia społeczna nazywa „społeczeństwem organicznym” (w sensie wspólnoty wspólnot). „Społeczeństwo organiczne” utożsamia się z tym, co papież Pius XII w swoich słynnych przemówieniach na tematy społeczne nazywał po prostu „narodem” (wł. popolo), w odróżnieniu od „mas” (wł. massa). Krytykując zasady XX-wiecznych reżym totalitarnych (komunizmu oraz nacjonalnego socjalizmu), Pius XII odróżnił naród i masę jak dwie istotnie różne typy oraz stany społeczeństwa. Naród to na wzór żywego organizmu samoczynnie się organizujący oraz na różnych swoich szczeblach autonomicznie działający podmiot (albo raczej zrzeszenie różnych podmiotów) życia społecznego i politycznego. To w obrębie narodu jego członkowie mają najbardziej sprzyjające warunki i środowisko do rozwoju osobowości, aby się stali zdolnymi do działania jako świadome podmioty życia społecznego i politycznego. Przeciwieństwem narodu jest masa albo „społeczeństwo masowe” – to amorficzna suma jednostek, poddana przez wąską grupę oligarchiczną pośrednictwem wielkiego aparatu biurokracji oraz masową propagandę demagogicznemu i manipulującemu kierowaniu (social conditioning) nią w wyłącznych interesach oligarchii.
W rzeczywistości to właśnie Kościół jako Mistyczne Ciało Chrystusa jest najdoskonalszym urzeczywistnieniem i modelem społeczeństwa organicznego, gdyż zjednoczy najbardziej różnorodne członki przez jednego Ducha, jedna wiarę i miłość do jedności myśli, serc i działania oraz oczekuje od nich świadomego zaangażowania oraz zachęca do tego. To z łona Kościoła wyrastały w Europie społeczności, narody i państwa chrześcijańskie, a w nim znajdowały z kolei ostatnie schronienie reszty organizowanej społeczności, kiedy najazdy wrogich wojsk lub rozruchy wewnętrzne zniszczyli tu i tam do reszty państwa i rzuciły społeczeństwa do chaosu. Podstawą takiego społecznego oddziaływania modelu Kościoła jest fakt, że będąc sam Królem wszechrzeczy o nieograniczonej władzy, Pantokratorem, Chrystus Król wcale nie zagarnia całej władzy wyłącznie do siebie, ale pozwala swoim poddanym na realne szerokie współuczestnictwo w swoich rządach , nie wyrzekając się tym samym pełni swojej wszechwładzy. Takie dzielenie się ze stworzeniami swojej władzy zaczyna się już od aniołów, a Jezus Chrystus kontynuuje takie dzielenie swej władzy w swoim Kościele (często bardzo tragicznymi dla Niego skutkami jakie pokazują przez całą historię Kościoła niegodziwi pasterze) aż do spełnienia się królestwa niebieskiego, w którym będziemy z Nim wspólkrólować.
Uczestnictwo w królowaniu Chrystusa Króla – każdy w swojej mierze, w swój sposób i na swoim miejscu w społeczeństwie – ma najbardziej szerokie i głębokie życiowe implikacje, zaczynając od osobistego życia duchowego, mianowicie od panowania Chrystusa w sercu, czyli w samym centrum osobowości człowieka – o co modlimy się słowami psalmu Da imperium tuum puero tuo – „Daj twoje panowanie słudze twojemu” (Ps. 85(86):16), a koncząć się z powszechnym Jego panowaniem nad wszystkimi narodami, państwami i władcami, który to stan społecznego królowania Chrystusa Króla wyraża hymn z uroczystości Chrystusa Króla – Niech władcy tego świata publicznie czczą i wychwalają Ciebie; Niech nauczyciele i sędziowie oddają Ci szacunek, niech prawa wyrażają Twój porządek – o czego wypełnienie modlimy się w Adveniat regnum tuum.
Łącząc dzieło uświęcające Chrystusa Króla w każdym pojedynczym człowieku z dziełem budowania Jego królestwa na ziemi w narodach i państwach, oraz przywołując naukę Piusa XII o narodzie oraz o masach, można podsumować, że celem Chrystusa Króla na ziemi jest zdobywanie panowania w sercu, rozumie i woli każdego pojedynczego człowieka, aby każdy najmniejszy, najbiedniejszy i najskromniejszy człowiek mógł z Nim wspólkrolować, przede wszystkim przez moc łaski nad samym sobą, ażeby on został wyrwany ze stanu bezkształtnej, nieświadomej, znajdującej się w ciemności niewiary i niewoli grzechu oraz manipulowanej przez demagogów oraz Szatana masy ludzkiej, massa damnata, oraz był wprowadzony do świadomej wolności dzieci Bożych, przez co każdy nawet najniższego pochodzenia święty jawi się prawdziwym arystokratą ducha. A poprzez serce każdego pojedynczego człowieka to królowanie Chrystusa rozszerza się do innych chrześcijan, do rodzin chrześcijańskich, związków i zrzeszeń chrześcijan, a poprzez instytucje społeczne aż do samych instytucji politycznych jako nadbudowy dla kształtowania prawdziwego chrześcijańskiego narodu oraz państwa, co ze swojej kolej tworzy najlepsze warunki do rozwoju chrześcijańskiego życia swych obywateli.
Pod kątem społecznego panowania Chrystusa Króla mógłbym omówić jeszcze kilka kontrowersyjnych współcześnie zagadnień życia społecznego: Np. relacje i współpracę Kościoła a państwa, kwestię jedynej prawdziwej religii, obowiązek społecznego kultu Bożego a wolności religijna. Jednak trzeba się ograniczyć. Zanim jednak przejdę do konkluzji i podsumowania, chciałbym jeszcze krótko mówić o społecznym wymiarze miłości.
III. 5. Miłość jako dusza życia społecznego
Św. Augustyn w swoim dziele o teologii historii pod tytułem De Civitate Dei napisał: „Dwie więc miłości powołały do życia dwa państwa: miłość własna, posunięta aż do pogardy Boga, powołała państwo ziemskie; miłość do Boga zaś, posunięta aż do pogardzania sobą, powołała państwo niebieskie”. Wydaje się nam, dzieciom biurokratycznych struktur opieki państwowej, że miłość bliźniego to taka specyficzna cnota, której praktykowanie należy wyłącznie do nieformalnych sfer życia jak życie rodzinne, spontaniczne relacje z innymi ludźmi lub działania dobrowolnych organizacji charytatywnych, natomiast miłość nie ma, a nawet nie może mieć nic wspólnego z instytucjami formalnymi, a już w żadnym wypadku z biurokratycznym aparatem państwowym, w którym działające urzędnicy mają do czynienia tylko ze sprawiedliwością w ścisłym zastosowaniu bezdusznej litery prawa. Nic bardziej mylnego. To w społeczeństwie chrześcijańskim miłość Boga i bliźniego może i powinien uduchowić i kształtować nawet czynności urzędników, którzy muszą patrzyć raczej na Boga i na realne potrzeby konkretnego człowieka niż na mechaniczne zastosowanie litery prawa. To miłość może i musi ożywić nawet zastosowanie litery prawa, jeśli tylko rzeczywiście mamy do czynienia z prawem, a nie z ideologizowanym bezprawiem.
Żeby miłość bliźniego w ludzkich czynach rzeczywiście była zgodna ze sprawiedliwością i prawem oraz skierowana na rzeczywiste dobro bliźniego, motywacja każdego czynu miłości bliźniego musi najpierw wynikać z miłości do Boga i ją mieć za swój cel, a w swoich konkretnych wyrażeniach musi czyń względem bliźniego kierować się nie sentymentalnym porywem serca, który często mylnie nazywana jest miłosierdziem, ale dostępnym przez wiarę światłem Bożej mądrości. To tylko w Bogu sprawiedliwość a miłość, prawo a miłosierdzie zawsze się jednoczą w doskonałą całość bez przeciwieństw. Wydawać sprawiedliwe prawa, które nie tylko że zapewniają dobro wspólne, ale ponadto ochraniają miłości i sprzyjają jej praktykowaniu, oraz w wykonaniu prawa łączyć sprawiedliwość z miłosierdziem, jest umiejętnością mądrego i sprawiedliwego króla, który działając, uczestniczy w autorytecie Chrystusa Króla i w Jego prawach, ponieważ Chrystus Król jako odwieczna Mądrość Boża o sobie powie „Przeze mnie rządza władcy” (Prz. 8:16).
IV
ZACHOWYWAĆ „CHRZEŚCIJANSKIE WARTOŚCI”
ALE DETRONYZOWAĆ CHRYSTUSA KRÓLA
Jeśli społeczne panowanie Chrystusa Króla miałoby być tą ideą przewodnią nauki społecznej Kościoła, dlaczego wtedy w dziełach poświęconych przeglądowi nauki społecznej Kościoła tak mało i niewyraźnie o tym się mówi, a czasami nawet tego tematu się nie wymienia? Dlaczego w wielu nowoczesnych zbiorach nauczania Urzędu Nauczycielskiego na tematy społeczne wśród wybranych dokumentów nie ma dwóch poświęconych Chrystusowi Królowi encyklik Piusa XI – a mianowicie Ubi arcano Dei o pokoju Chrystusowym w królestwie Chrystusowym oraz w Quas primas o Chrystusie Królu? Na przykład w wymienionym przeze mnie Kompendium nauki społecznej Kościoła (opracowanym przez Papieską Radę „Iustitia et Pax”) ani razu się nie cytuje lub nawet się nie wymienia encyklikę Quas primas, a tylko raz się cytuje encyklikę Ubi arcano Dei, tylko że w zupełnie innym kontekście niż bezpośrednio związane z panowaniem Chrystusa Króla?
Wydaje mi się, że jedną odpowiedź na to pytanie można znaleźć w tym, jakich zmian dokonano poprzez reformę liturgiczną nad uroczystością Chrystusa Króla. Po pierwsze, wśród zmian dokonanych w tekstach liturgicznych najbardziej wymowne jest to, jakie właśnie zwrotki skasowano z hymnu na Matutinum i Nieszpory tejże uroczystości:
Nikczemny tłum wykrzykuje:
„Nie chcemy Chrystusa za króla,”
Gdy my, z okrzykami radości, pozdrawiamy
Ciebie jako najwyższego Króla świata.
Niech władcy tego świata publicznie czczą i wychwalają Ciebie;
Niech nauczyciele i sędziowie oddają Ci szacunek.
Niech prawa wyrażają Twój porządek
A sztuka odzwierciedla Twoje piękno!
Niech królowie znajdą rozgłos
W poddaniu i poświęceniu wobec Ciebie,
Niech pod Twoim łagodnym panowaniem
Znajdzie się nasz kraj i nasze domy.
Po reformie liturgicznej pozostawili Chrystusowi Królowi w tym hymnie tylko panowanie w niebie oraz w sercach i afektach swoich wiernych.
Drugą wymowną zmianą jest przeniesienie tej uroczystości na sam koniec roku liturgicznego, kiedy w czytaniach mszalnych zostały już przeczytane teksty apokaliptyczne z księgi Objawienia oraz apokaliptyczne mowy samego Jezusa z Ewangelii, w których On zapowiada Swoje drugie przyjście w chwale oraz przeprowadzenie Sądu powszechnego. To przeniesienie uroczystości wydaje się nam zasugerować, jakby Kościół teraz uważa, że owszem, Jezus Chrystus jest Królem i trzeba aby On królował, ale przecież On sam powiedział, że Jego Królestwo nie jest z tego świata, bo jest duchowe oraz że On za swego ziemskiego życia zrezygnował ze wszelkiej ziemskiej władzy – więc do czasu Swego przyjścia w chwale w końcu czasów nie będzie On społecznie na ziemi królować, lecz chce królować tylko „w sercach ludzi” i to Mu zupełnie wystarczy. Więc społeczne królowanie pozostawia teraz ludziom jako takim. Z powodu „rezygnacji” (a raczej detronizacji) Chrystusa Króla z aktywnego panowania mamy teraz wiek panowania Człowieka, innymi pojęciami humanizm, demokratyzm i liberalizm – coraz bardziej również w Kościele, nie tylko w życiu społecznym.
Rzeczywiście, mimo że w mianowanym Kompendium dość często mówi się o Chrystusie Królu, cały wybór cytat z dokumentów Magisterium oraz ogólny sens tekstów napisanych przez Papieską Radę „Iustitia et Pax” przedstawia mniej-więcej takie wrażenie, że teraz zadaniem społecznym Kościoła oraz społecznie aktywnych katolików jest dać się inspirować przez pewne społeczne idee z nauki Chrystusa albo nawet wyraźnie nimi się kierować, starać się na podstawie tych idei budować bardziej „ludzkie”, a jeśli się udaje, nawet bardziej przepojone ” chrześcijańskimi wartościami ” oraz „ewangelicznymi ideami” społeczeństwo, starać się urzeczywistnić w nim oparte na sprawiedliwości oraz na powszechnym braterstwie i miłości wszystkich ludzi „pokój”, a dopiero przed samym końcem świata trzeba to czysto ludzkie dzieło przedstawić Chrystusowi Królowi: może uzna się On za godnego nad tym panować, bo przecież w Jego imieniu to wszystko budowano. Jak gdyby pokój Chrystusowy i królestwo Chrystusowe były prostym podsumowaniem i końcowym ukoronowaniem pokoju ludzkiego i braterstwa pomiędzy wszystkimi „ludźmi dobrej woli”.
Co o takim optymistycznym (jeśli używać grzecznego wyrażenia) oczekiwaniu na pokój i braterstwo pomiędzy „ludźmi dobrej woli” sądzi Urząd Nauczycielski, mianowicie Pius XI w encyklice Ubi arcano Dei?
„… Pokój w prawdziwym znaczeniu tego słowa, pokój Chrystusowy, tak bardzo upragniony, żadną miarą zapanować nie może, jeśli nauki Chrystusowe, Jego przykazania i przykłady nie będą przez wszystkich przestrzegane tak w życiu publicznym jak i prywatnym; wtedy to po uregulowaniu społeczności ludzkiej Kościół będzie mógł spełnić swoje zadanie, zlecone mu przez Boga i stać będzie na straży prawa Bożego względem jednostek jak względem państw.
Na tym właśnie polega Królestwo Chrystusowe. Jezus Chrystus bowiem króluje w umysłach jednostek przez naukę Swoją, króluje w duszach przez miłość, króluje w całym życiu człowieka, przestrzegającego Jego prawa i naśladującego Jego przykład, Chrystus Pan króluje w rodzinie, gdy oparta na sakramencie małżeństwa istnieje jako rzecz święta i nierozerwalna, w której władza rodzicielska wskazuje na ojcostwo Boże, biorąc od Boga początek i nazwę (Ef 3, 15), w której dzieci wzorują się na posłuszeństwie Dziecięcia Jezusa, cały sposób życia tchnie świętością Rodziny Nazaretańskiej. Chrystus Pan króluje w końcu w społeczności państwowej, gdy najwyższą cześć oddaje się Bogu a z Boga wyprowadza się pochodzenie władcy i wszystkie jej prawa, ażeby tym samym nie było nadużycia ze strony rządzących ani braku rozumnego posłuszeństwa ze strony poddanych i aby Kościół cieszył się tym stanowiskiem, jakie mu sam Zbawiciel wyznaczył, to jest był uznany jako organizacja niezależna, jako nauczyciel i przewodnik państw, i narodów, nie w tym znaczeniu, jakoby miał władzę państwową zmniejszać – albowiem państwa posiadają w swoim porządku pełność władzy – ale na to, aby je udoskonalić podobnie jak łaska udoskonala naturę ludzką. W ten sposób staną się państwa dla ludzi walną pomocą w osiągnięciu najwyższego celu, którym jest szczęśliwość wieczna, a równocześnie dadzą trwałą podstawę dla pomyślności doczesnej.
Z tego wszystkiego wynika, że niema pokoju Chrystusowego poza Królestwem Chrystusowym i stąd nie możemy skuteczniej pracować nad utwierdzeniem pokoju Chrystusowego, jak właśnie wznawiając Królestwo Chrystusowe.”
Podobny osąd można wydawać o wszystkich podobnych staraniach realizowania pewnych idei i „wartości chrześcijańskich” czy nawet budowania całego społeczeństwa opartego na „ideałach ewangelicznych”, ale bez wyraźnego uczestnictwa Chrystusa Króla i starania o Jego pełne społeczne panowanie w tym przedsięwzięciu. Owszem, byli tacy i zawsze będą tacy ludzie, którzy rzeczywiście byli i są gotowi pójść na śmierć tylko w imieniu pewnych idei i ideałów, nawet bez nadziei na władzę i bogactwa, które poprzez realizację takich idei się zwykle zdobywa. Ale większość ludzi nie są gotowi umrzeć za abstrakcyjne idee i ideały, ale tylko ze względu na miłość do konkretnej osoby lub konkretnych osób. Jeśli znaczna ilość duchownych Chrystusa, jak się wydaje, tak naprawdę wstydzi się samego autora tych idei, których oni niby reprezentują i propagują oraz nie są gotowi starać się o pełne Jego panowanie, świadczy to tylko o tym, że nie ma w nich miłości do realnego żywego Jezusa Chrystusa i najbardziej prawdopodobnie też nie będą oni gotowi za Niego umrzeć. Nie ma wtedy co się dziwić, że ich idee abstrakcyjnego chrystianizmu nie są w stanie przekonywać nikogo, bo oni sami nie są w nich w pełni przekonani.
V
GŁÓWNE PYTANIE W CZASIE PRÓBY:
UZNAWANIE CZY ODRZUCANIE CHRYSTUSA KRÓLA
Jeśli Boże Królestwo pokoju mogłoby urzeczywistnić się tylko w wyniku ludzkich dążeń do pokoju, sprawiedliwości i braterstwa, a po zakończeniu tych starań przyszedłby zaproszony Chrystus Król, pobłogosławiłby tym wynikom oraz przejąłby miejsce honorowe w tym królestwie, to bez powodu On powiedział: Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. (J 14:27); Ja jestem drogą i prawdą, i życiem (J 14:6) oraz Beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15:5). Urzeczywistnienie społecznej nauki Kościoła w życiu społecznym nie jest ani wyłącznie ani nawet przeważnie dziełem wysiłku chrześcijan, jest ono przeważnie dziełem działającego w Kościele i w społeczeństwie i przemieniającego Ducha Chrystusowego i urzeczywistni się ono tylko poprzez pełne przyjęcie w posłuszeństwie Jezusa Chrystusa – więc także Chrystusa jako Króla i Jego pełnego panowania jak nad jednostkami tak również nad narodami, władcami i państwami. Jeśli zaś stanowisko większości narodów w obecnym stanie dziejowym Zachodniej cywilizacji odnośnie społecznych praw Chrystusa Króla brzmi: Nie chcemy żeby ten królował nad nami (Lk 19:14), a stanowiskiem większości katolików, w tym także hierarchii, jest: „Owszem, Chrystus niech króluje w moim sercu, w moich uczuciach i moich ustach podczas modlitwy przed domowym ołtarzykiem lub kościele, ale niech się nie wmieszcza do moich spraw w moim łożu małżeńskim, w życiu rodzinnym, w wychowaniu dzieci, w organizowaniu pracy, w interesach biznesu, w życiu publicznym oraz w ustawach cywilnych”, wtedy Chrystus Król daje chwilowo spełnić się tym życzeniom, oczywiście ze wszystkimi ich nieuniknionymi konsekwencjami. Zamiast Królestwa Chrystusa będzie królestwo Człowieka, a z jego cieni wyłania się tu i tam coraz bardziej wyraźnie królestwo Szatana. Najpierw Chrystus Król karze odpadłych od wiary narodów poprzez skutki ich grzechów, a jeśli to, razem z prorockimi ostrzeżeniami i wezwaniami do nawrócenia i pokuty nie pomaga, zaczyna nakazywać poprzez postępujące nadzwyczajne interwencje karalne.
Głównym pytaniem w stosunkach pomiędzy Kościołem a współczesnymi społeczeństwami i państwami – które to pytanie ma swoje odzwierciedlenie w referowanym przeze mnie obecnym stanie nauki społecznej Kościoła -, nie jest spór o przyjęcie albo nieprzyjęcie jednej albo drugiej prawdy chrześcijańskiej lub idei nauki społecznej Kościoła. Głównym pytaniem jest albo przyjęcie Chrystusa Króla jako rzeczywistego Władcy nad sercami katolików, a przez to również nad złożonymi z tych katolików narodami i państwami, albo Jego odrzucanie. Oto wasz Król! – powie Kościół narodom, a odpowiedzią jest coraz częściej i wyraźniej: Nie chcemy, żeby ten królował nad nami (Łk 19:14). Kościół zaś nie może głosić czegoś innego niż Oportet illi regnare! – „On, Chrystus, musi panować”! Kościół musi głosić również skutki, jakie prędzej czy później nastąpią, jeśli jakiś naród Chrystusa Króla odrzuci. Co powiedział Jezus Chrystus w dalszym ciągu swej przypowieści o tym królu, którego współobywatele nienawidzili i któremu powiedzieli: Nie chcemy, żeby ten królował nad nami? Jezus powiedział: Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach (Łk 19:27). Gdzieś indziej w Piśmie Św. jest napisane: Naród i królestwo, które by ci nie służyły, wyginą, i poganie zostaną całkiem wygładzeni (Iz 60:12). A Matka Bożą w Fatimie ostrzegła, że skutkiem braku nawrócenia narodów i niewypełnienia Papieżem i biskupami rozkazu poświęcenia Rosji Jej Niepokalanemu Sercu będą prześladowania i wojny, wskutek czego „wiele narodów będą zniszczone”. Więc Kościół musi głosić również tego jako nieuniknionego następstwa odrzucania Chrystusa Króla.
Kiedy już przeszliśmy do Fatimy, również skończę z Fatimą, ale bardziej pozytywnie. W końcu tych wezwań i warunkowych ostrzeżeń Matki Bożej Fatimskiej, które się zaczynają „jeśli…”, znajduję się absolutnie pewne stwierdzenie Maryi, że w końcu Papież poświęca Rosję Jej Niepokalanemu Sercu, Rosja się nawróci, w świecie panuje na jakiś czas pokój, a w końcu Jej Niepokalane Serce tryumfuję. Tryumf Niepokalanego Serca Matki Króla będzie także tryumfem samego Króla, wybawieniem narodów spod panowania uzurpatorów władzy oraz rebeliantów przeciwko prawowitemu Królowi oraz przywróceniem pełnego panowania Chrystusa w Swoim Kościele, w społeczeństwach, narodach i państwach.
Wykład został głoszony na III Kongresie społecznego panowania Chrystusa Króla w Łodzi w 20. IX 2014. Niniejsze stanowi pełny i rozszerzony tekst wykładu.
]]>To przemówienie będzie krótkim expose na temat XIX-wiecznego dokumentu masońskiego “Stała Instrukcja Alta Vendita” [Permanent Instruction of Alta Vendita], który nakreślił plan pomocy w zrozumieniu tego czym jest “diaboliczna dezorientacja wyższej hierarchii”, o czym mówiła s. Łucja. Uważam, że “Stała Instrukcja” tłumaczy pochodzenie tej diabolicznej dezorientacji.
Alta Vendita była najwyższą lożą Carbonari [Karbonariusze], włoskiego tajnego stowarzyszenia powiązanego z masonerią, i obie potępił Kościół Katolicki [1]. Jezuita E Cahill w książce “Masoneria i ruch antychrześcijański” [Freemasonry and the Anti-Christian Movement] twierdzi, że Alta Vendita “ogólnie miała być wtedy ośrodkiem zarządzającym europejską masonerią” [2]. Karbonariusze byli najbardziej aktywni we Włoszech i Francji.
W książce “Atanazy i współczesny Kościół” [Athanasius and the Church of Our Time], bp Rudolph Graber zacytował masona, który oświadczył, że “celem (masonerii) nie jest już zniszczenie Kościoła, ale wykorzystanie go poprzez inflitrację” [3].
Inaczej mówiąc, skoro masoneria nie mogła całkowicie zniszczyć Kościoła Chrystusowego, to planuje nie tylko wykorzenić wpływ katolicyzmu na społeczeństwo, ale wykorzystać organizację Kościoła jako narzędzie “odnowy”, “postępu” i “oświecenia” – jako środka do realizacji własnych zasad i celów.
Zarys ogólny
Nakreślona w “Stałej Instrukcji” strategia zdumiewa swoją bezczelnością i oszustwem. Od samego początku dokument mówi o procesie którego realizacja będzie wymagała dziesięcioleci. Autorzy dokumentu wiedzieli, że nie doczekają jego realizacji. Rozpoczynali dzieło, które będzie realizowane przez przyszłe pokolenia wtajemniczonych. “Instrukcja” mówi: “W naszych szeregach jest tak, że żołnierz ginie, a walka toczy się dalej”.
“Instrukcja” wzywała do rozpowszechniania liberalnych idei i aksjomatów w społeczeństwie i w instytucjach KK, tak żeby na przestrzeni lat świeccy, seminarzyści, klerycy i prałaci przyzwyczajali się do postępowych zasad.
Z czasem ten sposób myślenia będzie tak przekonujący, że tacy będą wyświęcani księża, konsekrowani biskupi i mianowani kardynałowie, których myślenie będzie zgodne z nowoczesną myślą przedstawioną w “Zasadach z 1789″ [Principles of 1789] (pluralizm, równoś religii, oddzielenie Kościoła od państwa itp.).
W końcu spośród tych szeregów zostanie wybrany papież, który będzie prowadził Kościół ścieżką “oświecenia i odnowy”. Należy podkreślić, że ich celem nie było ulokowanie masona na stolicy piotrowej. Ich celem było stworzenie środowiska, które w końcu wyprodukuje papieża i hierarchię popierające liberalny katolicyzm, cały czas wierzący, że są wiernymi katolikami.
Ci katoliccy przywódcy już nie będą sprzeciwiać się nowoczesnym ideom rewolucji (co było stałą praktyką papieży w okresie 1789 do 1958 krykujących te liberalne zasady), ale będą wprowadzać je do Kościoła. Ostatecznym tego rezultatem będą katoliccy duchowni i świeccy maszerujący pod sztandarem oświecenia, cały czas myśląc, że maszeruja pod sztandarem stolicy apostolskiej.
Czy to możliwe?
Ci którzy uważają ten plan za zbyt ambitny, a cel wroga za zbyt beznadziejny do realizacji, powinni zauważyć, że dwaj papieże – Pius IX i Leon XIII zażądali publikacji “Stałej Instrukcji”, bez wątpienia po to, by zapobiec wydarzeniu się takiej tragedii. Ci wielcy papieże wiedzieli, że takie nieszczęście nie było niemożliwe.
Ale gdyby zrealizował się tak ciemny scenariusz, będą trzy bezbłędne sposoby jego rozpoznania:
1) Powstanie tak wielkie zamieszanie, że cały świat zrozumie, iż KK przeszedł przez wielką rewolucję w kwestii nowoczesnych pomysłów. Wszyscy zrozumieją, że Kościół się “zaktualizował”.
2) Wprowadzi się nową teologię sprzeczną z wcześniejszymi naukami.
3) Sami masoni będą piać triumfalnie, uważając że KK w końcu “dojrzał światło” w kwestiach pluralizmu, świeckiego państwa, równości religii i wszystkich innych osiągniętych kompromisów.
Prawdziwość dokumentów Alta Vendita
Tajne dokumenty Alta Vendita, najwyższej loży Karbonariuszy, które wpadły w ręce papieża Grzegorza XVI, obejmują okres od roku 1820 do 1846. Na prośbę bł. Piusa IX opublikował je Cretinau-Joly w książce “Kościół Rzymski a rewolucja” [The Roman Church and Revolution] [4].
Krótką aprobatą z 25 lutego 1861 roku, zaadresowaną do autora, papież Pius IX potwierdził autentyczność tych dokumentów, ale nie pozwolił nikomu na ujawnienie prawdziwych członków Alta Vendita zamieszanych w tą korespondencję.
Pełny tekst “Stałej instrukcji” jest również w książce ks. George’a E. Dillona “Wielka masoneria wschodu zdemaskowana” [Grand Orient Freemasonry Unmasked]. Kiedy Leonowi XIII wręczono egzemplarz tej książki, zrobiła na nim tak wielkie wrażenie, że nakazał opracowanie i opublikowanie włoskiej wersji na własny koszt [5].
W encyklice Humanum Genus, Leon XIII wezwał przywódców katolickich do “zdarcia maski z masonerii i wyjaśnienia wszystkim jaka ona naprawdę jest” [6]. Publikacja tych dokumentów jest metodą “zdarcia tej maski”. A skoro papieże poprosili o opublikowanie tych listów, to dlatego, że chcieli by wszyscy katolicy poznali plany tajnych organizacji niszczących Kościół od środka, żeby byli czujni i mogli udaremnić wydarzenie się tej katastrofy.
Stała Instrukcja Alta Vendita
Poniżej publikujemy ją nie w całości, ale ten fragment, który najbardziej wiąże się z naszą dyskusją:
“Papież, kimkolwiek by nie był, nigdy nie zostanie członkiem tajnych stowarzyszeń; bo to właśnie ich zadaniem jest zrobienie pierwszego kroku w kierunku Kościoła, aby zawładnąć nim i papieżem.
Zadanie, którego się podejmujemy, to praca nie na dzień, miesiąc czy rok; może trwać kilka lat, może nawet całe stulecie; ale w naszych szeregach żołnierz ginie a bitwa toczy się dalej.
Naszym zamiarem nie jest pozyskanie papieży dla naszej sprawy, uczynienie z nich wyznawców naszych zasad, propagatorów naszych idei. To byłoby absurdalne marzenie; i gdyby nawet tak się stało w jakimś stopniu, gdyby np. kardynałowie lub prałaci, z własnej woli lub niespodziewanie, poznali część naszych sekretów, nie może to być zachętą do pragnienia wyniesienia ich na stolicę piotrową. To by nas zrujnowało. Sama ambicja doprowadziłaby ich do apostazji; żądza władzy zmusiłaby ich do poświęcenia nas. Tym o co musimy zabiegać, czego powinniśmy szukać i oczekiwać, tak jak żydzi oczekują na Mesjasza, to papież odpowiadający naszym potrzebom. . .
Wtedy będziemy mogli o wiele pewniej maszerować do ataku na Kościół, niż jedynie z broszurami naszych francuskich braci, czy nawet z angielskim złotem. Chcecie wiedzieć dlaczego? Chodzi o to, że po to by roztrzaskać skałę, na której Bóg zbudował swój Kościół, nie potrzebujemy ani octu Hanibala, ani prochu, ani nawet broni. Żeby tylko któryś z następców Piotra zamoczył w spisku choćby mały palec; i ten mały palec będzie dla naszej krucjaty tak dobry, jak wszyscy Urbanowie II i wszyscy święci Bernardowie chrześcijaństwa.
Nie mamy żadnych wątpliwości, że dojdziemy do tego wzniosłego końca naszych wysiłków. Ale kiedy? I jak? To co nieznane nadal jest nieujawione. Tym niemniej, skoro nic nie powinno nas odwieść od nakreślonego planu, a wręcz przeciwnie, wszystko powinno do niego dążyć, tak jak gdyby już jutro sukces miał ukoronować dopiero co naszkicowane dzieło, to pragniemy, poprzez tę instrukcję, która pozostanie tajna dla większości nowicjuszy, udzielić osobom kierującym naszą najwyższą Vente pewnych rad, które powinni wpajać wszystkim braciom, w formie nauki albo memorandum. . .
A zatem, aby zapewnić sobie papieża o odpowiednich cechach, należy go najpierw ukształtować. . . bo ten papież będzie zasługiwał na panowanie przez pokolenie, panowanie o jakim marzymy. Zostawmy na boku starców i ludzi dojrzałych; idźmy do młodych, a jeśli możliwe, nawet do dzieci. . . Wypracujecie sobie, niskim kosztem, reputację dobrych katolików i prawdziwych patriotów.
Ta reputacja sprawi, że nasze doktryny dotrą zarówno do młodego duchowieństwa, jak i głęboko do klasztorów. Po kilku latach, siłą rzeczy, ci młodzi księża przejmą wszystkie funkcje; będą rządzić, utworzą papieską radę, zostaną wezwani do wyboru papieża który będzie rządził. A ten papież, jak większość mu współczesnych, będzie musiał być mniej lub bardziej przesiąknięty zasadami włoskimi i humanitarnymi, które właśnie zamierzamy puścić w obieg. I to jest to maleńkie ziarenko gorczycy powierzone ziemi; ale słońce sprawiedliwości rozwinie z niego najwyższą władzę, aż pewnego dnia zobaczycie, jak wielkie żniwo przyniesie to małe ziarenko.
Na drodze jaką przygotowujemy naszym braciom, piętrzą się wielkie przeszkody do pokonania, więcej niż jednego rodzaju trudności do opanowania. Ale oni je pokonają dzięki swojemu doświadczeniu i wnikliwości; bo nasz cel jest tak wspaniały, że trzeba podnieść wszystkie żagle na wiatr, aby go zrealizować. Macie zrewolucjonizować Włochy, poszukać papieża, którego portret właśnie naszkicowaliśmy. Macie ustanowić panowanie wybranych na tronie nierządnicy Babilonu, niech księża maszerują pod waszym sztandarem, cały czas wierząc, że maszerują pod sztandarem stolicy apostolskiej. Chcecie by zniknęły ostatnie ślady tyranów i ciemiężycieli; zastawcie swoje pułapki, jak Simon Barjone; wyłóżcie je raczej w zakrystiach, seminariach i zakonach, a nie na dnie morza: a jeżeli nie będziecie się spieszyć, obiecujemy wam połów bardziej cudowny, niż jego. Rybak łowiący ryby stanie się rybakiem ludzi; wokół tronu apostolskiego zgromadzicie swych przyjaciół. Będziecie głosić rewolucję tiary i kapy, maszerującą z krzyżem i sztandarem, rewolucję, którą trzeba będzie tylko lekko wzniecić, by wywołała pożar we wszystkich czterech krańcach świata” [7].
Teraz pozostaje nam zbadać jak udany był ten plan.
Oświecenie, przyjacielu, przyjdzie z wiatrem
W XIX wieku społeczeństwo coraz bardziej przesiąkało liberalnymi zasadami rewolucji francuskiej, z wielką szkodą dla wiary katolickiej i katolickiego państwa. Rzekome “łagodniejsze i delikatniejsze” pojęcia o pluralizmie, obojetności religijnej, demokracji według której wszelka władza pochodzi od narodu, fałszywe pojęcia wolności, zgromadzenia międzywyznaniowe, oddzielenie Kościoła od państwa i inne nowinki, zdobywały umysły po-oświeceniowej Europy, infekując tak samo mężów stanu jak i duchownych.
Papieże w XIX wieku i na początku XX-go wypowiedzieli tym niebezpiecznym trendom wojnę w pełnej zbroi. Dzięki wyraźnej przytomności umysłu wpojonej bezkompromisowym przeświadczeniem wiary, ci papieże nie dali się nabrać. Oni wiedzieli, że te diabelskie zasady, niezależnie od tego jak szlachetne mogą wyglądać, nie przyniosą dobrych owoców, i były to złe zasady w najgorszym wydaniu, bo pochodziły nie tylko z herezji, ale i z apostazji.
Jak dowodzący generałowie, którzy wiedzą, że mają obowiązek utrzymania za wszelką cenę swoich pozycji, ci papieże skierowali swoje potężne armaty na błędy nowoczesnego świata, i nieustannie strzelali. Ich kulami były encykliki, i nigdy nie pudłowali.
Najcięższe uderzenie przyszło w roku 1864 w formie monumentalnej encykliki bł. papieża Piusa IX “Wykaz błędów” [Syllabus of Errors], a kiedy rozproszył się dym, nikt uczestniczący w bitwie nie miał wątpliwości kto stał po której stronie. Jasno określono linię demarkacyjną. W tym wielkim “Syllabusie”, Pius IX potępił zasadę błędów nowoczesnego świata, nie dlatego że były nowoczesne, ale dlatego że te nowe idee pochodziły z panteistycznego naturalizmu, a zatem były sprzeczne z katolicką doktryną, a także niszczące dla społeczeństwa.
Nauki zawarte w “Syllabusie” były sprzeczne z liberalizmem, a zasady liberalizmu były sprzeczne z “Syllabusem”. To bezdyskusyjnie zrozumiała każda ze stron. Do tej ostatecznej rozgrywki nawiązał o. Denis Fahey w książce “Św. Pius IX a panteistyczna deifikacja człowieka” [Pius IX vs. the Pantheistic Deification of Man] [8]. Wypowiadając się za stronę przeciwną, francuski mason Ferdynand Buissont oświadczył podobnie: “Szkoła nie może pozostać neutralna między Syllabusem i Deklaracją Praw Człowieka” [9].
Ale XIX wiek był świadkiem pojawienia się katolika nowego rodzaju, który utopijnie szukał kompromisu pomiędzy nimi obu. Ci ludzie poszukiwali czegoś co uważali za “dobre” w zasadach z 1789 roku, i próbowali wprowadzać je do Kościoła. Wielu duchownych, zainfekowanych duchem epoki, złapało się w tę sieć, “zastawioną w zakrystiach i seminariach”. Ci ludzie stali się znani jako liberalni katolicy. Bł. papież Pius IX podchodził do nich z absolutnym horrorem. Powiedział, że ci “liberalni katolicy” byli “najgorszymi wrogami Kościoła”.
W liście z 18 czerwca 1871 do francuskiej delegacji pod przewodnictwem biskupa Nevers, papież Pius IX napisał:
“Tym czego się boję nie jest komuna paryska – nie – boję się liberalnego katolicyzmu. . . Mówiłem o tym ponad 40 razy, i powtarzam teraz, z uwagi na miłość jaką mam dla was. Prawdziwą plagą dla Francji jest liberalny katolicyzm, który chce zjednoczyć dwie zasady tak sprzeczne ze sobą jak ogień i woda” [10].
Ale pomimo to zwiększała się liczba liberalnych katolików.
Papież Pius X a modernizm
Ten kryzys osiągnął szczyt na przełomie wieku, kiedy “przyniesiony z wiatrem” liberalizm z roku 1789 skłębił się w tornado modernizmu. O. Vincent Miceli określił tę herezję jako “trójcę rodziców / przodków”. Napisał:
“1) Jej religijnym przodkiem jest protestancka reformacja
“2) Jej filozoficznym rodzicem jest oświecenie
“3) Jej politycznym źródłem jest rewolucja francuska” [11].
Papież św. Pius X, który zasiadł na tronie piotrowym w 1903 roku, modernizm uznał za najgroźniejszą plagę, którą należy powstrzymać. Napisał, że najważniejszym obowiązkiem papieża jest zachowanie czystości i integralności katolickiej doktryny, i dalej powiedział, że gdyby nic nie zrobił, to nie poniósłby fiaska w kwestii podstawowego obowiązku [12].
Św. Pius X wypowiedział wojnę modernizmowi, przeciwko niemu wydał encykliki (Pascendi) i Syllabus (Lamentabili), ustanowił “Przysięgę Antymodernistyczną” obowiązującą wszystkich księży i nauczycieli, wyczyścił seminaria i uniwersytety z modernistów, i ekskomunikował upartych i nieskruszonych.
Pius X skutecznie zatrzymał szerzenie się modernizmu w tym czasie. Ale mówi się, że kiedy pogratulowano mu wytępienia tego poważnego błędu, Pius X natychmiast odpowiedział, że pomimo jego wszelkich wysiłków, nie udało mu się zabić tej bestii, a tylko wpędził ją w podziemie. Ostrzegł, że jeśli przywódcy Kościoła nie zachowają czujności, to powróci ona bardziej jadowita niż kiedykolwiek [13].
Kuria w pogotowiu
Mało znany dramat jaki rozegrał się za panowania papieża Piusa XI pokazuje, że podziemny nurt modernizmu miał się dobrze w okresie tuż po Piusie X.
O. Raymond Dulac opowiada, że na tajnym konsystorzu 23 maja 1923 roku papież Pius XI zapytał 30 kardynałów kurii o termin zwołania soboru ekumenicznego. Obecni byli wybitni prałaci tacy jak Merry del Val, De Lai, Gasparri, Boggiani i Billot.
Kardynałowie wypowiedzieli się przeciwko.
Kard. Billot ostrzegł: “Nie da się ukryć istnienia głębokich różnic wśród członków samego episkopatu. . . [Oni] ryzykują dyskusjami, które będą się przedłużać w nieskończoność”.
Boggiani przypomniał modernistyczne teorie, które nie są obce części kleru i biskupom. “Ten sposób myślenia może skłaniać pewnych Ojców do przedstawiania pojęć i wprowadzania metod niezgodnych z tradycjami katolickimi”.
Billot był jeszcze bardziej precyzyjny. Wyraża obawę o “wmanewrowanie” soboru przez “najgorszych wrogów Kościoła, modernistów, którzy już się przygotowują, o czym mówią pewne oznaki, do wywołania rewolucji w Kościele, nowego roku 1789” [14].
Zniechęcając do pomysłu zwołania soboru z tych powodów, ci kardynałowie wykazali się wtedy bardziej skłonni do tego by rozpoznać “znaki czasu”, niż wszyscy posoborowi teolodzy razem. Ale ich ostrożność miała dużo głębsze źródło. Mogli także czuć się zastraszeni pracami notorycznego iluminata, ekskomunikowanego kanonika Roca (1830-1893), który głosił rewolucję i “reformę” Kościoła, i który prognozował subwersję Kościoła wynikłą z soboru.
Rewolucyjny bełkot Roca
W książce “Atanazy i Kościół naszych czasów”, bp Graber cytuje proroctwo Roca o “nowo-oświeconym Kościele”, który będzie pod wpływem socjalizmu Jezusa” [15].
W połowie XIX wieku Roca zaprorokował “Nowy Kościół, który może nie być w stanie zachować niczego ze scholastycznej doktryny i oryginalnej formy wcześniejszego Kościoła, to jednak otrzyma błogosławieństwo i kanoniczne uzasadnienie z Rzymu”.
Przewidział również reformę liturgiczną. W odniesieniu do przyszłej liturgii, uważał, że “boski kult w formie zalecanej przez liturgię, ceremoniał, rytuał i przepisy KK wkrótce przejdą transformację na soborze ekumenicznym, który przywróci w nim odwieczną prostotę złotego wieku apostołów, zgodną z nakazami sumienia i nowoczesną cywilizacją”.
Przewidział, że w wyniku tego soboru nastąpi “pełna zgoda między ideałami nowoczesnej cywilizacji i ideałem Chrystusa i Jego Ewangelii. Będzie to poświęcenie NWO i uroczysty chrzest nowoczesnej cywilizacji”.
Roca powiedział także o przyszłości papiestwa. Napisał: “Już organizuje się ofiarę, która ma reprezentować uroczysty akt ekspiacji. . . Papiestwo upadnie; zginie od uświęconego noża, jaki ukują ojcowie ostatniego soboru. Papieski cezar jest żywicielem [ofiarą] ukoronowaną na poświęcenie“.
Roca entuzjastycznie przewidział “nową religię, nowe dogmaty, nowy rytuał, nowe kapłaństwo”. Nowych księży nazwał “progresywistami” i powiedział o “zniesieniu” sutanny i “małżeństwie księży” [16].
Mrożące słowa Roca i Alta Vendita znajdują potwierdzenie u Różokrzyżowca, dr Rudolpha Steinera, który w roku 1910 oświadczył: “Potrzebny jest nam sobór i papież który to ogłosi” [17]. Bp Graber w komentarzu o tych przewidywaniach mówi: “Kilka lat temu byłoby to jeszcze nie do pomyślenia, ale teraz. . .” [18]
Wielki sobór który się nie odbył
Około roku 1948, papież Pius XII, na prośbę mocno ortodoksyjnego kard. Ruffiniego, rozważał zwołanie soboru ogólnego, a nawet spędził kilka lat na koniecznych przygotowaniach. Istnieją dowody na to, że postępowe elementy w Rzymie w końcu wyperswadowały to Piusowi XII, gdyż ten sobór pokazywał wyraźne oznaki synchronizacji z “Humani Generis”. Tak jak ta wielka encyklika z roku 1950, nowy sobór będzie zwalczał “fałszywe opinie zagrażające osłabieniu fundamentów katolickiej doktryny” [19].
Tragicznie, papież Pius XII nabrał przekonania, że był zbyt stary by podołać tak istotnemu zadaniu, i zrezygnował mówiąc, że “to zostawiam mojemu następcy” [20].
“Roncalli dokona kanonizacji ekumenizmu”
W czasie pontyfikatu Piusa XII, Święte Oficjum pod kierownictwem kard. Ottavianiego zachowało bezpieczny katolicki pejzaż twardo zatrzymując dzikie konie modernizmu w zagrodzie. Wielu z dzisiejszych modernistycznych teologów lekceważąco wspomina jak wtedy im i ich przyjaciołom nałożono “kagańce”.
Ale nawet Ottaviani nie mógł zapobiec temu co miało miejsce w roku 1958. Nowy typ papieża, “którego postępowcy uważali za sprzymierzeńca” [21] wstąpi na papieski tron i zmusi wahającego się Ottavianiego do usunięcia skobla, otwarcia zagrody i przygotowania się do masowego pędu tabunu.
Jednak takiej sytuacji nie przewidziano. Kiedy podano wiadomość o zgonie Piusa XII, stary ks. Lambert Beauduin, przyjaciel Roncallego (przyszły Jan XXIII) zwierzył się o. Bouerowi: “Jeśli wybiorą Roncallego, wszystko się uratuje; będzie mógł zwołać sobór i konsekrować ekumenizm” [22].
I stało się tak jak przepowiedział ks. Lambert. Wybrano Roncallego, ten zwołał sobór i konsekrował ekumenizm. Toczyła się “rewolucja tiary i kapy’.
Rewolucja papieża Jana
Powszechnie znany i wspaniale udokumentowany jest [23] fakt, że klika liberalnych teologów (periti) i biskupów porwała II SW z programem przerobienia Kościoła na ich własny obraz, poprzez wprowadzenie “nowej teologii”. W tym punkcie zgadzają się zarówno krytycy jak i obrońcy II Soboru.
W książce “Powrót do II SW” [Vatican II Revisited], bp Aloysius J. Wycisło (rapsodyczny obrońca soborowej rewolucji) deklaruje z trzpiotowatym entuzjazmem, że “teolodzy i badacze biblijni, którzy od lat byli ‘pod chmurą’, pojawili się jako periti (doradcy teologiczni biskupów na soborze), a ich książki o II SW i komentarze stały się popularną lekturą” [24].
Napisał, że encyklika “papieża Piusa XII” Humani Generis miała. . . dewastujący skutek na prace licznych przedsoborowych teologów” [22] i wyjaśnia, że “Podczas początkowych przygotowań do soboru, ci teolodzy (głównie francuscy, a także niemieccy), których działalność ograniczył Pius XII, byli nadal ‘pod chmurą’. Papież Jan spokojnie anulował zakaz nałożony na niektórych z najbardziej wpływowych. Ale wielu z nich nadal podejrzewali członkowie Świętego Oficjum” [26].
Wycislo wyśpiewuje pochwały dla triumfujących postępowców takich jak Hans Kung, Karl Rahner, John Courtney Murray, Yves Congar, Henri Delubac, Edward Schillebeeckx i Gregory Baum, uważanych za podejrzanych przed soborem (nie bez powodu), że teraz są wiodącym światłem posoborowej teologii [27].
W rezultacie, ci których Pius XII uważał za nieodpowiednich do podążania drogą katolicyzmu, teraz kontrolowali miasto. I jakby ukoronowaniem ich osiągnięć było ciche wycofanie “Przysięgi Antymodernistycznej” tuż po zakończeniu soboru. Św. Pius X prawidłowo to przepowiedział. Brak czujności w kręgach władzy pozwolił na powrót modernizmu z zemsty.
“Marsz pod nowym sztandarem”
Na II SW toczyły się niezliczone bitwy między międzynarodową grupą ojców obrońców tradycji i grupą reńskich postępowców. Rezultat był tragiczny, w końcu zwyciężył element liberalny i modernistyczny.
Dla każdego kto miał oczy do widzenia było oczywiste, że II SW ogłosił wiele pomysłów wcześniej uznanych za anatemę wobec nauk Kościoła, ale one były zgodne z nowoczesnym sposobem myślenia. To nie nastąpiło przez przypadek, ale zgodnie z planem.
Postępowcy na II SW unikali potepienia błędów modernistów. Także umyślnie wprowadzili dwuznaczności do soborowych tekstów, którymi zamierzali się posługiwać po soborze. Liberalny peritus soboru, o. Edward Schillebeeckx, przyznał, że “na soborze używaliśmy dwuznacznych wyrażeń i wiedzieliśmy jak będziemy je interpretować później” [28].
Używając umyślnych dwuznaczności, dokumenty soborowe promowały ekumenizm potępiony przez papieża Piusa XI, swobodę religijną potępioną przez papieży XIX wieku (szczególnie bł. Piusa IX), nową liturgię bardziej podobną do protestanckiej, i ekumenizm, który Bugnini nazwał “głównym podbojem KK”, kolegialność która uderza w serce prymatu papieża, i “nową postawę wobec świata” – zwłaszcza w jednym z najbardziej radykalnych soborowych dokumentów, Gaudium et Spes. (Nawet kard. Ratzinger przyznał, że Gaudium et Spes jest przesiąknięty duchem Teilharda de Chardina) [29].
Tak jak oczekiwała “Stała Instrukcja Alta Vendita“, wymysł liberalnej kultury w końcu znalazł sprzymierzeńców wśród głównych graczy w katolickiej hierarchii, i poszerzył się na cały Kościół. Rezultatem tego był bezprecedensowy kryzys wiary, który się pogarsza, choć jednocześnie niezliczeni hierarchowie wysokiego szczebla, oczywiście upojeni “duchem II SW” nadal chwalą te reformy soboru, które sprowadziły to nieszczęście.
Okrzyki radości masonów
Ale obrót wydarzeń dokonanych przez sobór świętowali nie tylko liderzy Kościoła, lecz także masoni. Cieszą się z tego, że katolicy w końcu “dojrzeli światło”, i że Kościół usankcjonował wiele z masońskich zasad.
Yves Marsaudon ze szkockiego rytu masonerii, w książce “Ekumenizm postrzegany oczyma tradycyjnego masona” [Ecumenism Viewed by a Traditional Freemason] pochwalił ekumenizm soborowy. Powiedział:
“Katolikom. . . nie wolno zapominać o tym, że wszystkie drogi prowadzą do Boga. I będą musieli zakceptować to, że ta odważna idea wolnomyślicielska, którą naprawdę nazywamy rewolucją, wylewa się z naszych lóż masońskich, rozciągnęła się wspaniale nad kopułą św. Piotra” [30].
Yves Marsaudon powiedział dalej: “Można dostrzec, że ekumenizm jest prawowitym synem masonerii” [31].
Posoborowy duch zwątpienia i rewolucji oczywiście rozgrzał serce francuskiego masona Jacquesa Mitteranda, kóry napisał z aprobatą:
“Coś się zmieniło w Kościele, a odpowiedzi papieża na najpilniejsze sprawy takie jak celibat księży i kontrola urodzeń są przedmiotem gorących dyskusji w samym Kościele; słowo papieża kwestionują biskupi, księża i wierni. Według masona, człowiek który kwestionuje dogmat już jest masonem bez fartuszka” [32].
Marcel Prelot, senator z francuskiego regionu Doubs jest chyba najdokładniejszy w określeniu tego co się wydarzyło. Pisze:
“Przez 150 lat walczyliśmy o to, żeby nasze opinie zwyciężyły w Kościele i nam się nie udało. W końcu nadszedł II SW i odnieśliśmy triumf. Od tej pory propozycje i zasady liberalnego katolicyzmu zostały stanowczo i oficjalnie przyjęte przez Święty Kościół” [23].
Zerwanie z przeszłością
“Konserwatyści” którzy zaprzeczają temu, że II SW stanowił zerwanie z tradycją, i że to jest sprzeczne z wcześniejszym Magisterium, nie chcieli słuchać ludzi czynu soboru, którzy bezwstydnie to uznają.
Yves Congar, jeden z architektów reformy, zauważył ze spokojną satysfakcją, że “Kościół spokojnie przeszedł swoją rewolucję październikową” [34].
Przyznał również, jakby to było powodem dumy, że soborowa “Deklaracja o swobodzie religijnej” jest sprzeczna z “Syllabusem” papieża Piusa IX. Powiedział:
“Nie da się zaprzeczyć, że potwierdzenie przez II Sobór swobody religijnej faktycznie mówi coś innego niż “Sylllabus” z 1864, a nawet wręcz przeciwnego do propozycji 16, 17 i 19 tego dokumentu” [35].
I w końcu kilka lat temu, kard. Ratzinger, widocznie niewzruszony tym przyznaniem, napisał, że soborowy tekst “Gaudum et spes” postrzega jako “anty-Syllabus“. Powiedział:
“Jeśli wymagane jest przedstawienie diagnozy tekstu (Gaudium et Spes) jako całości, można powiedzieć, że (w związku z tekstem o swobodzie religijnej i światowych religii) jest to rewizja “Syllabusa” Piusa IX, rodzaj anty-syllabusa. . . Powiedzmy że ten tekst służy jako anty-syllabus, i jako taki, według Kościoła stanowi próbę oficjalnego pogodzenia się z nową erą rozpoczętą w roku 1789” [36].
Inaczej mówiąc, z rewolucją francuską i oświeceniem.
Ten komentarz kard. Ratzingera jest niepokojący, szczególnie dlatego, że pochodzi od człowieka, który będąc szefem Kongregacji Doktryny Wiary, rzekomo stoi na straży czystości katolickiej doktryny.
Ale możemy także przywołać podobną opinię postępowego kard. Suensensa, jednego z najbardziej liberalnych prałatów w tym stuleciu, sam będąc ojcem soboru, płomiennie wypowiadał się o starych reżimach, które upadły. Słowa których użył chwwaląc sobór są najbardziej mówiące, najbardziej przerażające i najbardziej obciążające. Suenses oświadczył: “II SW to rewolucja francuska Kościoła” [37].
Status dokumentów soborowych
Oczywiście katolicy mają prawo, a nawet obowiązek, odrzucenia tych nauk pochodzących z soboru, króre są w konflikcie z wiecznym Magisterium.
Od lat katolicy tkwili w błędnym przekonaniu, że muszą akceptować sobór duszpasterski, II SW, z takim samym aktem wiary jaki należy się soborom dogmatycznym. Ale tu nie o to chodzi.
Ojcowie soboru wielokrotnie mówili o II SW jako o duszpasterskim, to znaczy, że jest to sobór który zajmuje się nie definiowaniem wiary, ale jej wdrożeniem.
Fakt, że II SW jest gorszy od dogmatycznego potwierdza świadectwo ojca soboru, bpa Thomasa Morrisa. Teraz na jego prośbę to świadectwo ujawniono po jego śmierci:
“Poczułem ulgę kiedy powiedziano nam, że ten sobór nie miał na celu definiowania czy wydawania ostatecznych opinii o doktrynie, ponieważ oświadczenie o doktrynie musi być ostrożnie sformułowane, i dokumenty soborowe uwazałbym za niepewne i mogące podlegać reformie” [38].
Jest też ważne świadectwo sekretarza soboru, abpa (później kardynała) Pericle Feliciego. Na zakończenie II SW biskupi poprosili abpa Feliciego o coś co teolodzy nazywają “teologiczną notą” soboru, czyli o doktrynalny “ciężar” nauk II SW. Felici odpowiedział:
“Musimy rozróżnić zgodnie ze schemas i rozdziałami, tymi które już były przedmiotem definicji dogmatycznych w przeszłości; zaś jeśli chodzi o deceleracje [zwolnienie tempa] które mają charakter nowości, musimy mieć zastrzeżenia” [39].
Sam papież Paweł VI również podobnie skomentował, że “biorąc pod uwage pastoralny charakter soboru, uniknął ogłoszenia w niezwykły sposób dogmatów obdarzonych notą nieomylności” [40].
A zatem, w przeciwieństwie do soboru dogmatycznego, II SW nie wymaga aktów wiary bez zastrzeżeń. Rozwlekłe i dwuznaczne oświadczenia II SW nie są na równi z wypowiedziami dogmatycznymi. Nowości II SW nie są bezwarunkowo wiążące dla wiernych. Katolicy mogą “mieć zastrzeżenia”, a nawet sprzeciwiać się każdej nauce soboru, która byłaby sprzeczna z odwiecznym Magisterium.
“Rewolucja tiary i kapy”
Rewolucja posoborowa ma wszystkie znamiona realizacji planów “Stałej Instrukcji Alta Vendita”, jak również przepowiedni kanonika Roca:
1.Cały świat dostrzegł głeoką zmianę w KK na skalę międzynarodową zgodną z nowoczesnym światem.
2. Zarówno obrońcy jak i krytycy II SW pokazują, że pewne nauki soboru stanowią zerwanie z przeszłością. 3.Sami masoni radują się z soboru, że ich pomysły “rozciągnęły się wspaniale nad kopułą św. Piotra”.
Dlatego cierpienia jakie teraz dotknęły KK naprawdę nie są tajemnicą. Lekkomyślnie ignorując przeszłych papieży, nasi obecni liderzy Kościoła zbudowali zepsutą strukturę, która się rozpada. Choć papież Paweł VI ubolewał nad tym, że “Kościół jest w stanie samozniszczenia”, to on, tak jak obecny papież, nalegał by katastrofalne aggiornamento odpowiedzialne za to samozniszczenie szło pełną parą.
Chciałbym poruszyć jeden punkt końcowy. Nie twierdzę, że każdy duchowny promujący nowe praktyki, takie jak ekumenizm, umyślnie działa jako wróg Kościoła. Znany ksiądz z XIX wieku, o. Frederick Faber, okazał się być prawdziwym prorokiem kiedy w niezwykłej homilii wygłoszonej w Zielone Świątki w londyńskim Oratorium powiedział:
“Musimy pamiętać, że gdyby wszyscy wyraźnie dobrzy ludzie byli po jednej stronie, a wszyscy wyraźnie źli po drugiej, nie byłoby niebezpieczeństwa dla nikogo, a już najmniej dla wybranych, oszukiwanych przez kłamliwe cuda. To dobrzy ludzie, wcześniej dobrzy, musimy mieć nadzieję że nadal dobrzy, którzy mają wykonywać dzieło antychrysta i tak smutno ukrzyżować Pana na nowo. . . Pamiętajmy tę cechę ostatnich dni, że ten fałsz pojawia się wśród dobrych ludzi, będących po niewłaściwej stronie” [41].
Dlatego uważam, że wielu (nie wszyscy) duchownych, którzy ulegają duchowi epoki i promują nowy program soboru, są dobrymi ludźmi po złej stronie.
Obowiązek sprzeciwu
Jak powiedziałem na początku, uważam że “Stała Instrukcja Alta Vendita” i jej skutki pomagają wyjaśnić to o czym mówiła s. Łucja, kiedy ostrzegała o diabolicznej dezorientacji hierarchów wyższego szczebla, określenie użyte przez nią wiele razy.
W obliczu takiej diabolocznej dezorientacji, jedyną odpowiedzią dla wszystkich zaniepokojonych katolików jest:
1) dużo się modlić, zwłaszcza na Różańcu
2) uczyć się i żyć tradycyjną doktryną i moralnością KK, zawartymi w pracach przedsoborowych
3) trwać przy łacińskiej Mszy Trydenckiej, w której wiara katolicka i nabożeństwo są wolne od skażenia dzisiejszym novus ordo ekumenizmu
4) sprzeciwiać się całą duszą trendom II SW siejącym takie spustoszenie w Mistycznym Ciele Chrystusa
5) z miłością mówić innym o tradycjach wiary i ostrzegać ich przed błędami czasów
6) modlić się o to by zaraźliwy powrót do normalności objął wystarczającą liczbę hierarchów
7) nigdy nie zgadzać sie na kompromis
8) i na koniec, powodem tego że tu jesteśmy: by praktykować i głosić najlepiej jak potrafimy, są prośby Matki Bożej Fatimskiej.
John Vennari
red. naczelny Catholic Family News
Freemasonry and the Subversion of the Catholic Church
Tłumaczenie: Ola Gordon
]]>