Fides et Ratio » Paideia http://fides-et-ratio.pl Wiara Kultura Tradycja Naród Metafizyka Tue, 04 Aug 2015 21:54:41 +0000 pl-PL hourly 1 http://wordpress.org/?v=3.7.10 Zasady katolickiej edukacji w świetle encykliki Divini illius Magistri http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/05/4780/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/05/4780/#comments Thu, 09 May 2013 12:24:36 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=4780 Encyklika Divini illius Magistri (dalej w skrócie DIM) to doskonały wykład fundamentów, na których spoczywa zdrowa katolicka edukacja. W zawartym w niej programie można wyróżnić jedenaście głównych punktów czy też zasad, które jednocześnie stanowią kluczowe kryteria pozwalające ocenić, czy jakiś system szkolny ma charakter katolicki, czy też nie.

1. Cel albo powód edukacji

Wedle słów Piusa XI wszelka edukacja „polega na urobieniu człowieka jakim być powinien, jak powinien postępować w tym ziemskim życiu, żeby osiągnąć ów wzniosły cel, dla którego został stworzony” (DIM 7). Oto jest zatem cel edukacji: nauczyć człowieka, jak ma żyć, aby osiągnąć wieczną szczęśliwość. Postawienie takiego celu jest całkowicie zrozumiałe, ponieważ w ogóle celem naszej egzystencji jest znać i miłować Boga oraz służyć Mu na tym świecie, tak byśmy mogli radować się z Nim w wieczności.

Stąd, pisze dalej papież, „nie może być prawdziwego wychowania, które by nie było całe skierowane do ostatecznego celu”, a ponieważ Syn Boży „sam tylko jest drogą, prawdą i żywotem, nie może być pełnego i doskonałego wychowania, jak tylko chrześcijańskie” (DIM 7). W istocie, wychowanie chrześcijańskie ma „najwyższą doniosłość (…) nie tylko dla poszczególnych jednostek, ale także dla rodzin i dla całej ludzkiej wspólnoty, ponieważ jej doskonałość nie może nie wynikać z doskonałości tworzących ją członków” (DIM 8). Dzieło wychowania ma „nie dającą się przewyższyć wielkość”, jego celem jest bowiem „zapewnić duszom wychowanków najwyższe dobro – Boga, a ludzkiej społeczności najwyższy stopień możliwego na tej ziemi dobrobytu. I to w sposób ze strony człowieka najbardziej skuteczny, przez współdziałanie z Bogiem w udoskonaleniu jednostek i całej społeczności” (DIM 8). A to dlatego, że „właściwym i bezpośrednim celem chrześcijańskiego wychowania jest współdziałać z łaską Bożą w urabianiu prawdziwego i doskonałego chrześcijanina, tj. samego Chrystusa w ludziach” (DIM 94).

Zestawmy to ze współczesną edukacją. W najlepszym razie jej oficjalnie wyrażanym celem jest nabycie przez uczniów umiejętności, które umożliwią im podjęcie pracy lub dalszą edukację. Nawet katolicy uważają to dziś za główny cel edukacji. Większości z nich całkowicie obcy jest pomysł, że edukacja ma na celu zapewnienie nam wiecznego szczęścia. Nic w tym dziwnego, skoro deklaracja o wychowaniu chrześcijańskim Vaticanum II, nosząca tytuł Gravissimum educationis, mimo że w kilku miejscach wspomina o ostatecznym celu człowieka, w rzeczywistości przesuwa akcent z perspektywy wertykalnej, skierowanej ku Bogu, na horyzontalną, ziemską i doczesną. Stawiane przez ten dokument cele edukacji stały się humanistyczne i naturalistyczne. Jest to więc wychowanie „nastawione na braterskie z innymi narodami współżycie dla wspierania prawdziwej jedności i pokoju na ziemi”[1], zharmonizowane z ujmowanymi jako „prawo człowieka do nauki” celami edukacji Organizacji Narodów Zjednoczonych. Edukacja służy, zdaniem soborowej deklaracji, „budowaniu świata bardziej ludzkiego”[2].

2. Rezultat chrześcijańskiego wychowania

Prawdziwie chrześcijańskie wychowanie zdaniem Piusa XI ma na celu urobienie chrześcijanina, osoby z charakterem, która myśli i działa „wedle zdrowego rozumu, oświeconego nadprzyrodzonym światłem przykładów i nauki Chrystusa”, postępując drogą „odwiecznych zasad sprawiedliwości”, nie zaś „wedle subiektywnych zasad” (DIM 96). Prawdziwa sprawiedliwość, dodaje papież, oznacza oddanie Bogu tego, co się Mu należy – a zatem prawdziwy katolik dowodzi we wszystkich swych dziełach, że żyje nadprzyrodzonym życiem w Chrystusie (por. Kol 3, 4; 2 Kor 4, 11).

Bardzo wielu absolwentów dzisiejszych szkół nie potrafi już odróżniać dobra od zła (wedle „odwiecznych zasad”, bez których nie istnieje sprawiedliwość). Dzieje się tak dlatego, że uczniowie są poddani wpływom etyki humanistycznej, która twierdzi, że dobro i zło to kwestia osobistych preferencji („wedle subiektywnych zasad”). Niektórzy nauczyciele katoliccy dostrzegają, że uczniowie już wcale nie kontrolują swojego zachowania, ale jako remedium proponuje się wdrożenie „ulepszonego” programu kształcenia moralnego, ukazującego wartości etyczne na przykładach pochodzących z mitów i literatury klasycznej. Wygląda to z pozoru na rozwiązanie możliwe do przyjęcia, ale w praktyce przyczynia się ono jedynie do pogłębienia relatywizmu religijnego i moralnego, ponieważ pod płaszczykiem „klasyki” promuje się zasady religii pogańskich, zrównując je z wartościami chrześcijańskimi.

Pius XI dostrzegł i potępił tę formę pedagogicznego naturalizmu już w 1929 roku:

Lecz niestety niemało jest takich, którzy i nazwą wedle prostego jej brzmienia, i czynem starają się usunąć wychowanie spod wszelkiej zależności od Bożego prawa. Stąd w naszych czasach jesteśmy świadkami dość dziwnego naprawdę zjawiska, że wychowawcy i filozofowie trudzą się w wyszukiwaniu jakiegoś powszechnego kodeksu moralnego wychowania, jak gdyby nie istniał ani Dekalog, ani prawo ewangeliczne, ani nawet prawo natury wyryte przez Boga w sercu człowieka, głoszone przez zdrowy rozum, ujęte za pomocą pozytywnego Objawienia przez samego Boga w dziesięć przykazań.

Owi nowatorzy zwykli też z pogardą nazywać chrześcijańskie wychowanie heteronomicznym, biernym, przestarzałym, ponieważ opiera się ono na powadze Boga i na świętym Jego prawie.

Sromotnie się łudzą, sądząc, że wyzwalają, jak mówią, dziecko. Przeciwnie! czynią je raczej niewolnikiem swojej ślepej pychy i swoich nieuporządkowanych namiętności, bo siłą logicznego następstwa tych błędnych systemów, usprawiedliwia się owe namiętności jako słuszne wymagania natury, posiadającej tzw. autonomię (DIM 62–63).

Innymi słowy, nie można ukształtować osoby potrafiącej odróżnić dobro od zła, jeśli szkoła nie zwróci się do Chrystusa i do „odwiecznych zasad sprawiedliwości”. Bez prawdziwej chrześcijańskiej edukacji świat może jedynie popaść w barbarzyństwo – i właśnie tego jesteśmy dziś świadkami.

3. Zadania Kościoła

„Edukacja należy w sposób szczególny do Kościoła”, podkreśla Pius XI, ze względu na jego podwójną rolę, którą mu wyznaczył sam Bóg – jako Matki i Nauczycielki. Kościół jest Nauczycielką, ponieważ jego Boski Założyciel nakazał mu nauczać wszystkie narody (por. Mt 28, 19–20). „Stąd Kościół – pisze Pius XI, cytując swego poprzednika, Piusa IX – «został ustanowiony przez Boskiego swego Twórcę kolumną i utwierdzeniem Prawdy, żeby (…) kierował i kształcił ludzi i ich zrzeszenia i czyny w prawości obyczajów i uczciwości życia wedle normy nauki objawionej»” (DIM 16).

Skoro Kościół otrzymał od Boga dar nieomylności w sprawach wiary i obyczajów, jest on „w wykonywaniu swojego wychowawczego posłannictwa niezależny od jakiejkolwiek władzy ziemskiej, i to nie tylko w zakresie własnego przedmiotu, lecz także co do środków koniecznych i odpowiednich do wypełnienia swojej wychowawczej misji” (DIM 18). Tak więc co się tyczy wszelkiego rodzaju edukacji (także badań naukowych[3] i wychowania fizycznego) Kościół, jako mądra Matka, ma prawo „sądzenia, czy i o ile mogą one być dla chrześcijańskiego wychowania pożyteczne lub szkodliwe” (DIM 18).

Dzieje się tak dlatego, dodaje Pius XI, ponieważ „wszelkie nauczanie, na równi z wszelką inną ludzką czynnością, jest w koniecznym stosunku zależności od ostatecznego celu człowieka, i dlatego nie może wyłamać się spod norm Bożego prawa, którego stróżem, tłumaczem i nieomylnym nauczycielem jest Kościół” (DIM 18). Dla potwierdzenia tej prawdy papież cytuje św. Piusa X: „chrześcijanin powinien wszystkie sprawy kierować do najwyższego dobra, jako do ostatecznego celu. Ponadto wszystkie jego czynności, czy dobre czy złe moralnie, to jest o ile zgadzają się lub nie z naturalnym i Bożym prawem, podlegają sądowi i jurysdykcji Kościoła”[4].

Oznacza to w praktyce, że wszystko w katolickiej szkole musi się wiązać z ostatecznym celem człowieka i harmonizować z nauczaniem Kościoła. Nadzór ze strony Kościoła udziela pomocy w „pomyślności rodzin i państwa, trzymając z dala od młodzieży ową moralną truciznę, którą w tym wieku, tak niedoświadczonym i zmiennym, zazwyczaj z łatwością się przyjmuje i w praktyce szybko się rozszerza” (DIM 24). Papież cytuje tu spostrzeżenie swego poprzednika, Leona XIII, że „bez wykształcenia religijnego i moralnego niezdrowa będzie wszelka kultura ducha”[5].

Ponieważ edukacyjne zadanie Kościoła obejmuje wszystkie narody, „nie ma władzy na ziemi, która by mu mogła prawnie się sprzeciwić albo stawiać mu przeszkody” (DIM 25). Papież przypomina przebogatą i pełną wspaniałych dzieł historię edukacji kościelnej; zaprawdę, cywilizacja i postęp wynikły z chrześcijaństwa, ponieważ Kościół tworzył „niezliczone mnóstwo szkół i instytucji we wszystkich gałęziach wiedzy”, które edukowały miliony ludzi przez całe wieki i we wszystkich krajach świata.

Zadając kłam współczesnej modzie przepraszania za przeszłe „grzechy Kościoła”, Pius XI dowodzi, że liczne katolickie instytucje społeczne, charytatywne i edukacyjne oraz „nieskończony zastęp świętych wychowawców i wychowawczyń” (DIM 99) pracowały na rzecz społeczności i narodów na całej ziemi. Te błogosławione owoce chrześcijańskiej edukacji zostały zrodzone „przez życie i cnotę nadprzyrodzoną w Chrystusie, którą ono w człowieku kształtuje i rozwija” (DIM 100). Oto dowód na słuszność nauki Kościoła, że jedyną właściwą edukacją jest chrześcijańskie wyrobienie, a „dobry katolik (…) jest tym samym najlepszym obywatelem” (DIM 85); tak więc „dla każdego umysłu, wolnego od uprzedzeń, nie do pojęcia jest jakikolwiek rozumny motyw do sprzeciwiania się (…) Kościołowi w tym właśnie dziele, którego błogosławionymi owocami obecnie świat się cieszy” (DIM 27).

Prawdziwe kształcenie jest zatem możliwe jedynie pod kierunkiem Kościoła – lecz oczywiście nie pod kierunkiem buntowniczych „reformatorów”. Niestety, to właśnie oni często dzierżą dziś władzę w katolickich szkołach. Za ich rządów zezwolono na to, by prawa Kościoła zostały podeptane. Nadzór kościelny nad szkołami jest iluzoryczny, nawet w szkołach oficjalnie katolickich. Skoro rząd sprawuje kontrolę nad przepisami oświatowymi, programami i podręcznikami szkolnymi, finansowaniem edukacji, kształceniem nauczycieli i egzaminami maturalnymi, oznacza to, że państwo w dziedzinie edukacji uzurpowało sobie wiodącą i zasadniczą rolę, która przysługuje Kościołowi, a szkoły katolickie, ulegle podporządkowujące się temu systemowi, są w istocie szkołami państwowymi.

4. Zadania rodziny

Pius XI przytacza ważne słowa Leona XIII: „Rodzice z natury mają prawo kształcenia tych, których zrodzili, z tym obowiązkiem, by wychowanie i nauka dzieci były zgodne z celem, dla którego z łaski Boga otrzymali potomstwo. Stąd rodzice winni się starać i dążyć do tego, żeby odeprzeć wszelki zamach na swoje prawa w tej materii i żeby stanowczo sobie wywalczyć, by mogli, jak przystoi, po chrześcijańsku dzieci swoje wychować, a zwłaszcza z daleka je trzymać od tych szkół, w których kryje się dla nich niebezpieczeństwo przesiąknięcia jadem bezbożności”[6].

Papież podkreśla, że wynika to z samego prawa naturalnego[7]. Pius XI zauważa, że „poszanowanie naturalnego prawa” można dostrzec nawet w wyroku Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, który „orzekł, że państwu nie przysługuje bynajmniej ogólna władza wprowadzenia jednego tylko typu wychowania młodzieży, przez zmuszanie jej do pobierania nauki wyłącznie w szkołach publicznych” (DIM 37).

Z czym jednak mamy dziś do czynienia? Najpierw, jak już wspomniano, szkoły katolickie są w istocie szkołami państwowymi. Co więcej, władze oświatowe, współdziałając ze nauczycielskimi zrzeszeniami zawodowymi, żądają od nauczycieli nieustannego „doszkalania” i „ulepszania” swej wiedzy, dążąc do całkowitej standaryzacji kształcenia. Rodzice nie mają praktycznie żadnej kontroli nad stosowanymi w szkołach programami; biurokraci, władze szkół i sami nauczyciele uchodzą w tej mierze za nieomylnych ekspertów, którzy decydują, co jest najlepsze dla dzieci. „Jad bezbożności” sączy się przez religioznawstwo porównawcze nazywanie lekcjami religii, przez edukację seksualną i inne programy „globalnej edukacji”, tym zaś, którzy wyrażają sprzeciw wobec tej jawnie antychrześcijańskiej strategii, zwykle udziela się surowej reprymendy, a ich dzieci nierzadko cierpią w szkołach prześladowanie. W niektórych przypadkach nawet nakazuje się im zabranie dzieci ze szkół. W ten sposób władze państwowe, a nawet ci, którzy działają w imieniu Kościoła, bezwstydnie depczą prawa, których Bóg udzielił rodzinie.

Mimo to, aby upewnić rodziców, że ich prawa w zakresie edukacji nie zostały naruszone, władze szkolne i nauczyciele dość bezmyślnie powtarzają za Vaticanum II: „Rodzice (…) muszą być uznani za pierwszych i głównych jego [potomstwa] wychowawców”[8]. Jednak użyte tu słowo „pierwsi” (łac. primi) tkwi w samym centrum konfliktu między nauczycielami a szkołą, jest ono bowiem podatne na różne interpretacje.

„Pierwsi” – to może znaczyć „główni” lub „nadrzędni”; może to jednak również znaczyć „początkowi”. W przypadku użycia pierwszego tłumaczenia rola rodziny jest o wiele bardziej autorytatywna, niż gdy się skorzysta z drugiego. Wielu nauczycieli woli rozumieć te słowa w drugim znaczeniu, ponieważ w ten sposób mogą oni okazać swą antypatię względem rzeczywistych zadań rodziny, precyzyjnie i z mocą podkreślonych przez Piusa XI: „Zatem rodzina ma bezpośrednio od Stwórcy posłannictwo, a stąd też i prawo wychowania potomstwa, prawo, którego zrzec się nie można, ponieważ nierozdzielnie łączy się ono ze ścisłym obowiązkiem, prawo wcześniejsze od jakiegokolwiek prawa ludzkiej społeczności, czy państwa, a stąd nietykalne ze strony jakiejkolwiek ziemskiej władzy” (DIM 32).

„Prawo, którego zrzec się nie można” to takie uprawnienie, którego nie można przekazać komuś innemu i którego nikomu nie wolno odbierać; „prawo nienaruszalne” – to prawo uświęcone, które nie powinno być przez nikogo łamane. Zadania rodziców są więc nie tylko pierwsze w sensie chronologicznym; to by przecież oznaczało, że istnieje moment, w którym inni przejmują władzę nad edukacją. Ale to ci sami „inni” chcą decydować, kiedy ten „pierwszy” okres się kończy – najczęściej w wieku czterech czy pięciu lat. Dziecko dostaje się zatem w tryby systemu edukacji, a jednocześnie rodzice tracą swoje niezbywalne i nienaruszalne prawo do decydowania o tym, jak będzie ono edukowane. Ich rola jest już skończona, miejsce u steru zajmują „eksperci”.

Opierając się na słowach Akwinaty, papież Pius XI wyjaśnia, że „pierwszy” nie znaczy tu jedynie „następujący najpierw w porządku chronologicznym”, lecz „ponad wszystkimi innymi biorącymi udział w wychowaniu”, również ponad szkołą.

Najpierw rozpatruje przypadek małego dziecka: „Co się tyczy nietykalności owego prawa, to jej powód podaje Doktor Anielski: «Syn bowiem z natury jest czymś z ojca… wymaga tego prawo przyrodzone, by syn zanim przyjdzie do używania rozumu, był pod opieką ojca. Stąd byłoby przeciwnym przyrodzonemu prawu, gdyby dziecko, nim dojdzie do używania rozumu, wydarte było spod opieki rodziców, albo gdyby bez ich zgody cokolwiek było odnośne do niego postanowione»[9]” (DIM 33).

Następnie, wciąż posługując się nauką św. Tomasza, papież rozszerza to nienaruszalne prawo i obowiązek rodziców w dziedzinie kształcenia „aż do czasu, kiedy [dzieci] będą miały możność same sobie radzić” (DIM 33) – co znaczy, że to prawo dotyczy także kształcenia w szkole średniej – i dodaje, że państwo nie dzierży absolutnej władzy nad edukacją.

Skoro powszechnie się przyjmuje, że dziecko zaczyna używać rozumu w wieku siedmiu lat, to oznacza, że państwo nie ma prawa wymagać posyłania dziecka do szkoły wcześniej, niż osiągnie ono ten wiek. Co więcej, skoro naturalne prawo rodziców do decydowania o edukacji dziecka trwa w nienaruszalnym stanie aż do czasu, gdy dziecko osiągnie samodzielność, państwo nie powinno narzucać obowiązku szkolnego, a szkoły nie powinny umniejszać praw i odpowiedzialności rodziców, jak to zazwyczaj czynią.

Kościół na poziomie poszczególnych krajów, nie próbując walczyć z państwowym przymusem szkolnym wówczas, gdy go zaczęto wprowadzać, porzucił swoją władzę nad edukacją i praktycznie rzecz ujmując to właśnie wówczas przegraliśmy walkę o prawa rodziny. Związana dotychczas ścisłymi więzami wiary i obyczaju rodzina katolicka zaczęła się od tej chwili powoli rozprzęgać, ponieważ dostała się pod władzę państwa.

Decydowanie o tym, czy posłać dzieci do szkoły oraz gdzie i kiedy to uczynić, jest najbardziej podstawowym i nienaruszalnym prawem rodziców w dziedzinie kształcenia.

5. Zadania państwa

Jaka powinna być rola państwa (jeśli państwo ma tu w ogóle coś do powiedzenia) w katolickiej edukacji? Wedle encykliki Piusa XI Bóg dał państwu zadanie popierania doczesnego dobrobytu obywateli, w tym zaś się mieści umożliwienie rodzinom i poszczególnym osobom swobodnego wykonywania swych praw w pokoju i bezpieczeństwie: „Zatem podwójna jest funkcja powagi właściwej państwu: ochraniać i popierać rodzinę i jednostki, a nie pochłaniać je lub zajmować ich miejsce. Stąd w zakresie wychowania państwo ma prawo, albo, żeby lepiej się wyrazić, ma obowiązek ochraniać swoimi ustawami wcześniejsze prawo rodziny do chrześcijańskiego wychowania dzieci” (DIM 43–44). Państwo winno wspomagać „inicjatywę i działalność Kościoła i rodziny, która jak bardzo jest skuteczna, pokazuje historia, i doświadczenie” (DIM 46). Żadne działanie, które podejmuje państwo w dziedzinie edukacji, nie powinno kłócić się z prawami Kościoła i rodziny. „Niesprawiedliwy i niedozwolony jest wszelki monopol wychowawczy czy też szkolny, który fizycznie lub moralnie zmusza rodziny do posyłania dzieci do szkół państwowych, wbrew obowiązkom chrześcijańskiego sumienia, a także wbrew słusznym ich upodobaniom” (DIM 48).

Czy dzisiaj państwo chroni katolicką edukację? Wręcz przeciwnie! Jego monopol w trzech głównych obszarach poważnie gwałci prawa rodzin.

Po pierwsze, chodzi o przesiąknięte błędami filozoficznymi i moralnymi rządowe programy nauczania[10], stosowane nawet przez prywatne szkoły katolickie, zmuszone do tego ze względu na monopol rządowy w zakresie świadectw umożliwiających podjęcie pracy czy wstęp na studia wyższe. Po drugie, państwo przypisuje sobie monopol w zakresie certyfikacji nauczycieli. Po trzecie, chodzi o monopol finansowy. W wielu miejscach katolicy płacą podatki na szkoły, nawet jeśli ich dzieci chodzą do szkół prywatnych lub uczą się poza szkołą[11]. Jest to forma podwójnego opodatkowania, a prócz tego bodziec ekonomiczny skłaniający do korzystania ze szkół publicznych.

6. Natura szkoły

Papież Pius XI uczy: „społeczna instytucja szkoły (…) powstała z inicjatywy rodziny i Kościoła, i to znacznie wcześniej, niż przez zabiegi państwa. Stąd szkoła (…) z natury swojej jest instytucją pomocniczą i dopełniającą rodziny i Kościoła; a wskutek tego z logiczną moralną koniecznością powinna nie tylko nie sprzeciwiać się, ale owszem pozytywnie się zgadzać z obydwoma poprzednimi środowiskami, w jak najdoskonalszej możliwie jedności moralnej tak, by razem z rodziną i Kościołem mogła tworzyć jedno sanktuarium, poświęcone chrześcijańskiemu wychowaniu, pod grozą rozminięcia się ze swoim celem i przemienienia się przeciwnie, w dzieło rozkładu” (DIM 77).

Większość dzisiejszych szkół nie uważa się za instytucje pomocnicze względem rodziny i Kościoła czy uzupełniające ich zadania. Nauczanie nie jest już powołaniem, lecz zawodem. Edukacja to wielki biznes oraz narzędzie zwracania całych narodów przeciwko Bogu i jego Kościołowi. Wiele programów realizowanych w katolickich szkołach pozostaje w radykalnej opozycji względem tego, czego chcą rodzice. Co zdumiewające, nawet biskupi promują programy gwałcące sumienia chrześcijańskich rodziców. Te szkoły stały się elementem „dzieła rozkładu”. Problemy z zachowaniem uczniów praktycznie nie istniały w szkołach, które stosowały się do zasad katolickich. Szkoła popada w ruinę, gdy przestaje służyć rodzinie i Kościołowi, a zaczyna samodzielny byt, sama dla siebie ustanawiając prawa.

7. Programy nauczania

Zgodnie z nauczaniem encykliki Piusa XI „nie przez to samo, że w szkole się udziela (często bardzo skąpo) nauki religii, staje się ona (…) godna, by do niej uczęszczali katolicy uczniowie. By była ona taką, potrzeba, żeby całe nauczanie i całe urządzenie szkoły: nauczyciele, programy, książki wszystkich przedmiotów były przejęte chrześcijańskim duchem pod macierzyńskim kierunkiem i czujnością Kościoła w ten sposób, żeby religia była prawdziwie podstawą i uwieńczeniem całego wykształcenia, na wszystkich stopniach, nie tylko początkowych, ale i średnich i wyższych. Konieczną jest rzeczą żeby użyć słów Leona XIII, by nie tylko w pewnych godzinach wykładało się młodzieży religię, ale by całe nauczanie tchnęło duchem chrześcijańskiej pobożności. Jeśli tego braknie, jeśli to święte tchnienie nie będzie przenikać i rozgrzewać dusz nauczycieli i uczniów, bardzo mały pożytek będzie można zebrać z jakiejkolwiek nauki; przeciwnie, często wynikną z tego szkody, i to niemałe” (DIM 80). Innymi słowy, aby osiągnąć sukces w edukacji, należy umieścić Boga na pierwszym miejscu.

Pius XI podkreśla , że młodzież powinna być kształcona „solidnie i głęboko”, „wystrzegając się encyklopedycznej powierzchowności”, a nauczanie wszystkich przedmiotów, również zupełnie świeckich, było „we wszystkim zgodne z katolicką wiarą” (DIM 87). Jeśli w trakcie nauki „będzie rzeczą konieczną dać im [uczniom] poznać dzieła zdrożne w celu ich zwalczania”, wówczas „przeciwwaga zdrowej nauki” sprawi, że nie tylko nie odniosą oni żadnej szkody, lecz będzie to dla nich z pożytkiem (DIM 86).

Dziś jednak mamy do czynienia z bezprecedensową sytuacją: większość szkół formalnie katolickich nie jest przeniknięta chrześcijańską pobożnością, lecz humanizmem, marksizmem, feminizmem i innymi ideologiami New Age – w tym także okultyzmem. Nie tylko treści, których się naucza, nie są uzgadniane z katolicyzmem, nie tylko nie odrzuca się błędnych doktryn, ale nawet próbuje się dostosować wiarę do błędnych idei.

Na przykład polityczna poprawność skłania szkoły do przyjmowania „multikulturowości”, przekształcających chrześcijańskie święta Bożego Narodzenia w indyferentne święta zimowe, połączone z obchodami świąt innych religii. Inni znowu z pietyzmem świętują okultystyczny Halloween, dekorują klasy wizerunkami czarownic i demonów oraz zakładają odpowiednie stroje na bale przebierańców, a jednocześnie całkowicie ignorują święto Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny.

Zatem, zgodnie z nauczaniem Piusa XI, same lekcje religii w szkole nie czynią jej odpowiednim miejscem dla uczniów katolickich. Jeśli cała reszta nie odpowiada katolickim zasadom, szkoła – zamiast budować katolicyzm – staje się narzędziem jego zniszczenia.

8. Nauczyciele

Jakość nauczycieli jest jednym z najważniejszych wyznaczników katolickości szkół. Czy uczący w szkole znają, miłują i praktykują swoją wiarę? Jaką otrzymali edukację? Jak pisze Pius XI, „dobre szkoły są owocem nie tyle dobrych urządzeń, ile przede wszystkim dobrych nauczycieli, którzy, doskonale przygotowani i wykształceni, każdy w swym przedmiocie, jaki ma wykładać, wyposażeni w te przymioty intelektualne i moralne, wymagane przez ich tak ważny urząd, płoną czystą i boską miłością powierzonej im młodzieży właśnie dlatego, że kochają Jezusa Chrystusa i Jego Kościół, którego najukochańszą dziatwą jest młodzież, oraz dlatego, że im szczerze leży na sercu prawdziwe dobro rodzin i swej ojczyzny” (DIM 88).

W kanonie 803 par. 2 CIC 1983 czytamy: „W szkole katolickiej nauczanie i wychowanie powinny się opierać na zasadach chrześcijańskiej doktryny. Wykładowcy mają się odznaczać zdrową nauką i prawością życia”. Kształcenie katolickich nauczycieli, pisze Pius XI, „winno w pierwszym rzędzie leżeć na sercu Pasterzy dusz i najwyższych Przełożonych zakonnych”. Zatrudnianie nauczycieli, którzy wykraczają poza ramy katolickiej ortodoksji, jest również, jak pisze papież, łamaniem najświętszych praw chrześcijańskich oraz wykroczeniem przeciw zasadom sprawiedliwości: „każde dziecko czy też młodzieniec chrześcijański ma ścisłe prawo do pobierania nauki, zgodnej z nauką Kościoła, tej kolumny i utwierdzenia prawdy, i ciężką krzywdę wyrządziłby mu każdy, kto zachwiałby jego wiarę, nadużywając zaufania młodzieży względem nauczycieli” (DIM 57).

Nawet prywatne szkoły organizowane przez rodziców niezależnie od systemu oświatowego nie zawsze są w tym względzie doskonałe. Wielu nauczycieli, zwłaszcza młodszych, zostało podczas studiów poddanych wpływom liberalizmu i mogło w dużej mierze się im poddać. Mimo że ci ludzie kierują się dobrą wolą, ich formacja i wiedza są ułomne i dlatego nie są oni w stanie odpowiednio przekazać wiedzy w duchu katolickim.

9. Dyscyplina

Pius XI rzuca wyzwanie nowoczesnym systemom kształcenia, ucząc, że grzech pierworodny pozostawił w ludzkiej naturze bolesne rany – słabość woli i nieuporządkowane dążenia: „«Głupota przywiązana jest do serca dziecięcego, ale rózga karania wypędzi ją» (Prz 22, 15). Trzeba zatem poprawić nieuporządkowane skłonności, wzmacniać i zestrajać dobre od lat najmłodszych, a przede wszystkim należy oświecać rozum i wzmacniać wolę za pomocą prawd nadprzyrodzonych i środków łaski. Bez tych środków niepodobna ani opanować przewrotnych skłonności, ani dojść do doskonałości wychowawczej, właściwej Kościołowi” (DIM 59).

Papież cytuje także słowa Leona XIII: „bez wykształcenia religijnego i moralnego niezdrowa będzie wszelka kultura ducha; młodzieńcy, nieprzyzwyczajeni do poszanowania Boga, nie będą mogli znieść karności uczciwego życia i, przyzwyczajeni do nieodmawiania niczego swoim żądzom, z łatwością dadzą się pociągnąć do wywrotowej akcji przeciw państwom”[12].

Pius XI potępia zatem „wszelki naturalizm pedagogiczny, który w kształceniu młodzieży w jakikolwiek sposób wyklucza, albo ogranicza nadprzyrodzone chrześcijańskie wyrobienie” (DIM 60), próbując „wyzwolić” dziecko od wszelkiej zwierzchności. Pisze, że „błędna jest wszelka metoda wychowania, która się opiera w całości lub w części na zaprzeczeniu grzechu pierworodnego i łaski, albo zapomnieniu o nich, a stąd na samych tylko siłach ludzkich natury. Takimi w ogóle są te dzisiejsze systemy o przeróżnych nazwach, które powołują się na rzekomą autonomię i niczym nie ograniczoną wolność dziecka i które zmniejszają albo nawet usuwają powagę i działanie wychowawcy, przypisując dziecku wyłączny prymat inicjatywy w zakresie swojego wychowania i działanie niezależne od wszelkiego wyższego naturalnego i Bożego prawa” (DIM 60).

To niesamowite, że już w 1929 roku, gdy dopiero raczkowały skrajnie liberalne, a współcześnie szeroko rozpowszechnione metody kształcenia (antypedagogika, Szkoła Summerhill, wychowanie bezstresowe itd.), papież Pius XI dostrzegł płynące stąd niebezpieczeństwa, wskazał ich źródła i środki zaradcze. Kierunki te ogólnie biorąc charakteryzują się naturalizmem, przyznającym dziecku praktycznie pełną autonomię w wyborze przedmiotu kształcenia i sposobu postępowania.

Papież podkreśla, że słuszna kara nie łączy się ani z despotyzmem, ani z przemocą. Dziś jednak wszelkie kary cielesne zostały zakazane, a nauczyciele, którzy próbują dyscyplinować uczniów w inny sposób, nie otrzymują wsparcia ze strony rodziców. W rezultacie dyscyplina legła w gruzach, a przemoc w szkołach urosła do przerażających rozmiarów. Dzieci nieprzyzwyczajone do samokontroli są rzeczywiście skłonne do naruszania porządku publicznego i czynią to w coraz młodszym wieku.

Pius XI podkreśla, że jeśli dziecko nie nauczy się „bojaźni Boga, początku mądrości”, która rodzi poszanowanie władzy, wówczas niemożliwy jest porządek, pokój i pomyślność nie tylko w rodzinie, lecz także w państwie. Zdaniem papieża, „rozluźnienie karności rodzinnej” sprawia, iż „rozwijają się w młodzieży nieokiełznane namiętności” (DIM 74). Zachęca więc rodziców i nauczycieli, jako „wikariuszów Bożych”, aby używali udzielonej im przez Boga władzy. Niestety, dzisiejsze państwo skutecznie niszczy tę władzę, instruując dzieci, że mogą donieść na próbujących je dyscyplinować rodziców i nauczycieli, a w konsekwencji zamknąć ich w więzieniach.

10. Koedukacja

Wielu katolików okazuje zaskoczenie, gdy się dowiadują, że koedukacja jest systemem „błędnym i dla chrześcijańskiego wychowania szkodliwym”, ponieważ najczęściej opiera się ona na „zaprzeczającym grzech pierworodny naturalizmie”, a zawsze „na opłakania godnym pomieszaniu pojęć, które uczciwe współżycie ludzkie utożsamia z pomieszaniem i wszystko niwelującą równością [płci]”. Papież potępia więc użycie koedukacji dla zademonstrowania równości płci. Wyjaśnia dalej, że „w samej naturze, która uczyniła je różnymi co do organizmu, co do skłonności i uzdolnień, nie ma żadnego argumentu, jakoby tu mogło lub powinno być pomieszanie, a tym mniej zrównanie w kształceniu płci obojga. Stosownie do przedziwnych zamiarów Stwórcy mają one wzajemnie się uzupełniać w rodzinie i w społeczeństwie, właśnie z powodu tej ich różnicy, którą dlatego należy w wychowaniu zachować i popierać przez konieczne rozróżnienie i stosowne odpowiednio do wieku i warunków oddzielenie. Te zasady powinny być stosowane co do czasu i miejsca wedle norm chrześcijańskiej roztropności do wszystkich szkół, zwłaszcza w najbardziej delikatnym i decydującym o wyrobieniu człowieka okresie, jakim jest okres młodzieńczości, i w ćwiczeniach gimnastycznych i sportowych, gdzie szczególny wzgląd mieć trzeba na chrześcijańską skromność młodzieży żeńskiej, którą w wysokim stopniu obraża wszelkiego rodzaju wystawianie się na publiczny widok” (DIM 68).

Dziś koedukacja stała się normą. W ten sposób nie tylko praktykuje się zrównanie płci, ale na dodatek głosi się to we wszystkich przedmiotach szkolnych. Długotrwałe wysiłki w celu usunięcia wszelkich oznak „stereotypów płci” z podręczników literatury, gramatyki, nawet z matematyki, przynoszą rezultaty. Fałszywy pogląd o absolutnej równości płci, głoszony zarówno przez masonów, jak i marksistów, przewiduje konieczność usunięcia wszelkich rozróżnień oraz rujnuje ustanowioną przez Boga hierarchię w życiu rodzinnym.

Istnieje ścisły związek między wprowadzeniem w latach 60. koedukacji w szkołach katolickich a obniżeniem dyscypliny i utratą przez uczniów zainteresowania zdobywaniem wiedzy. Ta obserwacja doświadczalnie potwierdza mądre słowa Piusa XI, ostrzegającego, że koedukacja niszczy katolickie wychowanie.

11. Edukacja seksualna

Ta kwestia stanowi papierek lakmusowy katolickości szkół. Papież Pius XI potępił ją zdecydowanie i w ostrych słowach:

Najbardziej wszakże niebezpieczny jest ów naturalizm, który w naszych czasach przenika dziedzinę wychowania w materii najbardziej delikatnej, jaką jest czystość obyczajów. Bardzo rozpowszechniony jest błąd tych, którzy w zgubnym uroszczeniu, brudnymi słowami, uprawiają tzw. seksualne wychowanie, fałszywie sądząc, że będą mogli ustrzec młodzież przed niebezpieczeństwami zmysłów za pomocą czysto naturalnych środków, jakimi są lekkomyślne uświadomienie i prewencyjne pouczenie dla wszystkich bez różnicy, nawet publicznie, a co gorsza, za pomocą wystawiania młodzieży przez pewien czas na okazje, żeby ją, jak powiadają, do nich przyzwyczaić i jak gdyby zahartować dusze przeciw tego rodzaju niebezpieczeństwom.

Bardzo oni błądzą, nie chcąc uznać przyrodzonej ułomności natury ludzkiej (…) i zapoznając nawet samo doświadczenie życia, z którego widać, że właśnie w młodzieży występki przeciw obyczajności nie są tyle następstwem braku znajomości rzeczy, ile przede wszystkim słabości woli, wystawionej na niebezpieczeństwa i nie wspieranej środkami łaski (DIM 65–66).

Papież cytuje słowa „zasłużonego około chrześcijańskiego wychowania, niesłychanie pobożnego i uczonego kardynała” Silvia Antoniana: „Taka i tak wielka jest nasza ułomność i skłonność do grzechu, że często w tych samych rzeczach, które się mówi dla ochrony przed grzechem, słuchający ma właśnie okazję i podnietę do grzechu. Wskutek tego w najwyższym stopniu jest ważnym, żeby dobry ojciec, kiedy mówi z synem o rzeczy tak śliskiej, uważał i nie schodził do szczegółów i do opisywania różnych form, jakimi ta piekielna hydra zatruwa tak wielką część świata, żeby się nie przytrafiło, iż zamiast ugasić ten ogień, nieroztropnie rozdmuchałby go i rozpalił w prostym i wrażliwym sercu dziecka. W ogóle, w ciągu lat dziecięcych wystarczy używać tych środków, jakie równocześnie szczepią cnotę czystości i zamykają drzwi dla występku”[13].

Jasno stąd wynika, że edukacja seksualna w klasie szkolnej jest całkowicie sprzeczna z nauką katolicką i żadna szkoła, która ją w jakiejkolwiek formie praktykuje, nie zasługuje na miano szkoły katolickiej.

Zauważmy, że Pius XI nie napisał ani słowa o „katolickiej edukacji seksualnej”. Nierzadko jednak proponuje się zastąpienie świeckich programów „katolickimi programami seksedukacji”, zakładając, że jest konieczna jakaś forma publicznego pouczenia w tym zakresie. Papież jednak postawił sprawę jasno: nie jest to sprawa do rozpatrywania w klasie szkolnej – kropka. Pius XI doskonale wiedział, że pozornego argumentu za takim kształceniem dostarcza pogląd, iż ignorancja w dziedzinie seksualnej rodzi wiele złych skutków, jak ciąże nastolatek, aborcja i choroby weneryczne. Ale edukacja seksualna, zwłaszcza prowadzona w klasach mieszanych, wystawia wszystkich uczniów na niebezpieczeństwo bliskiej okazji do grzechu. Wielu z nich, zwłaszcza w szkołach średnich, nie dba nawet o stan łaski uświęcającej, nie spowiada się i nie przyjmuje Komunii św.; stąd ich słaby i mało skuteczny opór przeciw pokusom, a rezultatem jest rozszerzająca się niemoralność w dziedzinie seksualnej.

Nieraz podnosi się argument, że w dzisiejszych czasach młodzież została już „wyedukowana” w dziedzinie seksualnej poza szkołą, ma kontakt z pornografią i popełnia liczne grzechy przeciwko szóstemu przykazaniu, stąd seksedukacja już jej nie może zaszkodzić. Jeśli nawet byłaby to prawda (a w katolickich szkołach należałoby chyba oczekiwać nieco wyższych standardów), to tym bardziej edukacja seksualna jest takiej młodzieży zbędna, tym bardziej, że przez uczniów zdeprawowanych może być to uważane jedynie za typowe „belferskie trucie” – w końcu sami „wiedzą już wszystko lepiej”. Natomiast zgorszenie, które sprawi się przez to nawet u jednego ucznia na tysiąc, będzie miało katastrofalne skutki: „Kto by zaś zgorszył jednego z tych małych, którzy we mnie wierzą, lepiej by mu było, aby zawieszono kamień młyński u szyi jego i zatopiono go w głębokościach morskich” (Mt 18, 6).

Opracowano na podstawie artykułu Cornelii R. Ferreiry What is Catholic Education?


[1] Gravissimum educationis [GE], nr 1.

[2] GE 3.

[3] Pogląd, że Kościół sprzeciwia się nauce, jest mitem. Błądzi również ten, kto uważa, że nauka sytuuje się poza horyzontem zainteresowania Kościoła. Papież Pius XI cytuje nauczanie I Soboru Watykańskiego (sesja 3, rozdz. 4) o tym, że Kościół „nie tylko nie zwalcza rozwoju ludzkich nauk i umiejętności, ale wspiera je na różne sposoby oraz dąży do ich rozwoju, (…) przyznaje, że odpowiednio uprawiane, z pomocą Bożej łaski prowadzą do Boga, skoro pochodzą od Niego, Pana umiejętności (…); uznając ich słuszną wolność, zwraca uwagę, aby sprzeciwiając się Bożej nauce nie rodziły błędów, albo przekroczywszy własne granice, nie zajmowały się sprawami wiary i nie zniekształcały ich”; dodaje, że „nigdy nie może istnieć rzeczywista niezgodność pomiędzy wiarą i rozumem”.

[4] Pius X, encyklika Singulari quadam, nr 3.

[5] Leon XIII, encyklika Nobilissima Gallorum gens.

[6] Leon XIII, encyklika Sapientiae christianae, nr 42.

[7] Prawo rodziców do swobodnego wyboru szkoły zostało podkreślone również w kanonach 793, 797 i 798 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 r.

[8] GE 3.

[9] Św. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna, IIa IIae, q. 10, a. 12.

[10] W Polsce sytuacja jest nieco lepsza, ponieważ władze oświatowe, ściśle biorąc, narzucają jedynie tzw. podstawę programową, a opracowanie programów nauczania to zadanie autorów podręczników lub samych nauczycieli. Każdy nauczyciel może opracować i wdrożyć autorski program nauczania, który podlega zatwierdzeniu jedynie przez dyrektora szkoły. Por. rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 czerwca 2012 r. w sprawie dopuszczania do użytku w szkole programów wychowania przedszkolnego i programów nauczania oraz dopuszczania do użytku szkolnego podręczników (DzU z 2012 r. poz. 752).

[11] Również w tym względzie sytuacja w Polsce jest nieco lepsza – państwo przyznaje szkołom prywatnym prawo do subwencji edukacyjnej na każdego ucznia, także tego, który jest edukowany domowo.

[12] Leon XIII, encyklika Nobilissima Gallorum gens.

[13] Silvio Antoniano, Dell’educazione christiana dei figliuoli, ks. II, rozdz. 88

http://wielodzietni.info/index.php/2013/05/zasady-katolickiej-edukacji-wedlug-encykliki-divini-illius-magistri

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/05/4780/feed/ 183
Małgorzata Więczkowska ” Co wciąga twoje dziecko ? ” http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/10/malgorzata-wieczkowska-w-co-wciagane-jest-twoje-dziecko/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/10/malgorzata-wieczkowska-w-co-wciagane-jest-twoje-dziecko/#comments Sat, 06 Oct 2012 01:28:58 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=4418 W wydawnictwie M w Krakowie ukazała się wartościowa ksiażka pedagogiczna – polecamy !

Od najmłodszych lat mamy kontakt z mediami. Zdarza się, wcale nie tak rzadko, że dziecko, zanim nauczy się mówić, już reaguje na ulubione programy telewizyjne, którymi z reguły są kreskówki. Rodzice czasami bez zastanowienia, a czasem z rozmysłem sadzają przed telewizorem kilkumiesięczne pociechy. Gdy dziecko już nauczy się mówić, pisać, czytać, zostaje wciągnięte przez dżunglę Internetu i kolorowych czasopism. I tak wyrastają dorośli, którzy korzystają z mediów, ale nie zawsze zdają sobie sprawę, jaki mają one na nich wpływ. Jak formują ich intelektualnie i moralnie, w jaki sposób kształtują ich osobowość i myślenie o rzeczywistości. Dzieci i młodzież chętnie posługują się wszelkimi nowinkami technologicznymi, w tym z zakresu środków masowego przekazu. Jak podają badania, młodzi ludzie spędzają przeciętnie 20 godzin w tygodniu przed ekranem telewizora lub komputera. Niektórzy nawet 40 i więcej. Do 18 roku życia młody widz obejrzy 8 tysięcy ekranowych morderstw i 100 tysięcy różnych aktów przemocy. Te dane już nie alarmują, one wręcz przerażają. Jeżeli dołożymy do tego fakt, że rodzice często nie wiedzą, co oglądają ich dzieci, to uchronienie dzieci przed szkodliwym wpływem mediów wydaje się właściwie niemożliwe. Niemniej jednak nauczenie dzieci i młodzieży rozsądnego korzystania z mediów jest jednym z najważniejszych zadań wychowawczych w rodzinie i w szkole.
Do mediów można wychować jedynie przez media. Należy nauczyć dzieci i młodzież odczytywać ich język, ukazywać im sposoby manipulacji, rozmawiać o tym, z czym stykają się w mediach. Jest to proces długotrwały.
Książka jest pomocą dla rodziców i wychowawców. Pozycja składa się z cztery części, z których każda ma inne zadanie. Część pierwsza: Dziecko w świecie mediów, opisuje mechanizmy działania mediów, ich funkcje i cele oraz wpływ, jaki mają na dzieci. Część druga: Kolorowy świat mediów, zawiera charakterystykę poszczególnych środków przekazu oraz sposoby ich oddziaływania na dzieci. Część trzecia: Co wciąga twoje dziecko?, ostrzega przed zagrożeniami, na jakie może być narażone dziecko korzystające z mediów. Część czwarta: Jak chronić swoje dziecko?, zawiera praktyczne porady dotyczące tego, jak wzmocnić odporność medialną dzieci oraz jak przeciwdziałać wcześniej opisanym zagrożeniom.
(fragment wstępu)

 

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/10/malgorzata-wieczkowska-w-co-wciagane-jest-twoje-dziecko/feed/ 74
ks. Walery Jasiński: Szkoła międzywyznaniowa i neutralna jest absurdem http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/07/ks-walery-jasinski-szkola-miedzywyznaniowa-i-neutralna-jest-absurdem/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/07/ks-walery-jasinski-szkola-miedzywyznaniowa-i-neutralna-jest-absurdem/#comments Mon, 30 Jul 2012 04:33:25 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=4140  

Przyjrzyjmy się założeniom szkoły międzywyznaniowej i szkoły neutralnej. Szkoła międzywyznaniowa i szkoła neutralna są absurdem filozoficznym. Szkoła międzywyznaniowa i neutralna wyrosły na gruzach zbankrutowanej filozofii subiektywizmu, czyli na agnostycyzmie, pozytywizmie, pragmatyzmie, a wreszcie na materializmie.

Agnostycyzm w filozofii należy już dziś do przeszłości, choć w kołach półinteligencji jeszcze pokutuje i choć niektórzy przedstawiciele nauk przyrodniczych nie mogą się od niego oderwać. Sobór Watykański i Pius X potępili go (Der Grosse Herder, I. 194). Agnostycyzm doszedł do beznadziejnego wyznania, że nie można poznać, czy jest absolutna rzeczywistość poza nami istniejąca, czy jest ostateczna przyczyna wszystkich rzeczy i ostateczny ich cel, czyli Bóg. Na najbardziej istotne pytania myślącego człowieka odpowiada: ignorabimus. Pozytywizm, przykrywszy ciemną zasłoną agnostycyzmu pole poznania rozumu ludzkiego, zajmuje się tylko rzeczami pozytywnymi, danymi przez obserwację i doświadczenie. A pragmatyzm amerykański Jamesa brnął dalej w beznadziejną ciemność agnostycyzmu, czołgając się po drodze przyziemnego pozytywizmu i głosił takie swoje credo: prawdy bezwzględnej nie ma, istnieją tylko prawdy zmienne.

Prawdziwe jest dla nas to, co pomyślane w dany sposób przynosi nam pożytek (1). Stąd jest tylko krok do ślepego, w bezdusznej materii topiącego się materializmu, który swoje triumfy święci w bestialstwie bolszewickim. Z agnostycyzmu, pozytywizmu i pragmatyzmu czerpie swoje zasady naturalizm pedagogiczny, który jest duszą szkoły międzywyznaniowej i szkoły neutralnej. A jaki jest stosunek naturalizmu pedagogicznego do religii katolickiej? Naturalizm, który sobie samemu obciął skrzydła ducha, niosące człowieka do świata rzeczywistości metafizycznej, który każe człowiekowi pełzać po materii i jej proch połykać, a zakazuje mu wznieść się do świata rzeczywistości Bożej, taki naturalizm w najlepszym razie mógł w dziedzinie religii zdobyć się na ciasny deizm, który logicznie i psychologicznie prowadzi do ateizmu.

Jak ślepy chwyta się przedmiotów mu najbliższych, tak naturalizm, oderwawszy się od Boga rzeczywistego, trzyma się kurczowo natury ludzkiej, wierzy bez zastrzeżeń w jej bezwzględną dobroć, a o jej skażeniu przez grzech pierworodny nic nie chce słyszeć. Naturalizm w pracy wychowawczej nie liczy się ani z autorytetem Boga, ani z autorytetem Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, ani z autorytetem Kościoła Chrystusowego, lecz woli wierzyć w to, w co naiwni optymiści, jak Rousseau i jego zwolennicy, o naturze ludzkiej wierzyć każą, wbrew oczywistej rzeczywistości. O możliwości wewnętrznego uszlachetnienia duszy ludzkiej za pomocą prądu łaski Bożej, o godności dziecka Bożego, o godności człowieka odkupionego przez Syna Bożego a łaską Bożą uświęconego, o godności dziedzica nieba, o radosnym celu ostatecznym, o wiecznym szczęściu razem z Bogiem, który jest pełnią życia, mądrości i radości, o tym wszystkim naturalizm pedagogiczny nic nie wie, nic nie chce wiedzieć mimo to, że sam Stwórca duszy ludzkiej, Pan Bóg, te cenne wiadomości podał. Albo ma o tym wszystkim jakieś nienaukowe, nierzadko śmieszne i zabawnie zniekształcone pojęcia. Nic tedy dziwnego, że naturalizm pedagogiczny i teoretycznie, i praktycznie się załamuje.

Szkoła międzywyznaniowa i neutralna jest szkołą naturalizmu pedagogicznego, a szkoła wyznaniowa katolicka jest szkołą pedagogiki chrześcijańskiej.

Nie chcąc albo raczej nie mogąc z powodu założeń agnostycystycznych rozstrzygnąć kwestii prawdy w dziedzinie religii, szkoła zarażona naturalizmem pod pretekstem “tolerancji” chce być taką szkołą, która by dogadzała wszystkim ludziom, katolikom, protestantom, żydom, mahometanom i ateuszom. Dlatego szkoła jako taka, w swoim zasadniczym programie nauczania, wychowania oraz w wykonywaniu tego programu, opiera się na zasadach powyżej określonego naturalizmu agnostycystycznego, który nie wie, czy Bóg rzeczywiście istnieje i czy dał jakieś objawienie itd. Dlatego szkoła taka stara się w podręcznikach, na lekcjach, w publicznych wystąpieniach, w wyborze sił nauczycielskich, w statutach i w zasadach wychowawczych być obojętną wobec przekonań, odnoszących się do religii, wobec ludzi wierzących i niewierzących. Jeżeli szkoła, oparta na agnostycyzmie i naturalizmie, konsekwentnie ignoruje wszelką religię i nie pozwala na żadną naukę religii w szkole, wtedy nazywa się szkołą neutralną, bezwyznaniową, świecką lub areligijną. (Praktyka szkolna francuska wykazała, że takie szkoły neutralne przemieniają się w szkoły antyreligijne).

Jeżeli natomiast szkoła, w swoich założeniach opierająca się na agnostycyzmie i naturalizmie indyferentnym, chce przynajmniej w pewnej mierze uwzględniać poszczególne wyznania uczniów i pozwala na to, aby przedstawiciele poszczególnych wyznań w rozmiarze jednej lub dwóch godzin tygodniowo udzielali nauki religii swoim uczniom, z tym jednak zastrzeżeniem, że żadne z danych wyznań nie ma decydującego wpływu na główny kierunek nauczania i wychowania, wtedy taka szkoła nazywa się szkołą międzywyznaniową lub mieszaną.

A więc tak szkoła międzywyznaniowa, jak i szkoła neutralna, w założeniach swoich stoją na gruncie agnostycyzmu, indyferentyzmu i naturalizmu. Dlatego tak w jednej jak w drugiej szkole może się zdarzyć i zdarza się, że np. kierownik szkoły, do której uczęszczają dzieci katolickie, jest ateuszem, geografii uczy protestant, religii – ksiądz katolicki, matematyki – żyd, itd. Kierownik uważa religię katolicką jako przeżytek, nauczyciel fizyki drwi z cudów, historyk uważa katolicyzm za średniowieczne kołtuństwo, bo o nowszych wynikach naukowych badań historii średniowiecznej jeszcze nic nie słyszał, psycholog nie wie, czy człowiek ma duszę substancjalną, ksiądz katolicki mówi dzieciom, że sam Syn Boży założył Kościół katolicki, a wreszcie rabin oświadcza poloniście, zwracającemu jego uwagę na to, że młodzież żydowska systematycznie opuszcza godzinę religii mojżeszowej: “Żydzi są na ogół wierzącymi, tylko jedni z nich wierzą, że Bóg jest, a drudzy wierzą, że Boga nie ma” (2).

Część nauczycielstwa uważa praktyki religijne jako należące do całości wychowania w myśl rozporządzenia ministerialnego, a część pisze płomienne protesty przeciw praktykom, jak to u nas w Polsce zrobili “Ogniskowcy”. A jeżeli ustawa szkolna w danym kraju mówi o najwyższym wyrobieniu religijnym uczniów, wtedy niewierząca część grona nauczycielskiego uważa za najwyższe wyrobienie religijne to, co każdy katolik musi uważać jako kpiny z wyrobienia religijnego katolickiego.

Zrozumiałą jest rzeczą, że szkoła międzywyznaniowa może mieć bardzo różne oblicze pedagogiczne i bardzo różne wyniki. Będzie to zależało w wielkiej mierze od przekonań religijnych i życia religijnego kierownika i grona nauczycielskiego, od tego, czy w danym kraju przeważa wpływ naturalizmu czy chrześcijaństwa, albo czy w danym kraju silna jeszcze tradycja chrześcijańska “neutralizuje” fatalne skutki czystego naturalizmu u nauczycieli i uczniów.

Z tego, co powiedziałem, wynika, że szkoła neutralna i międzywyznaniowa są absurdem z punktu widzenia filozoficznego, bo budują na agnostycyzmie, indyferentyzmie, naturalizmie, czyli na bankructwie filozofii. Są także absurdem z punktu widzenia teologicznego, bo budują na indyferentyzmie i agnostycyzmie, przez Kościół potępionych, a traktujących prawdziwą religię Syna Bożego na równi z sektami założonymi przez ludzi, co jest absurdem teologicznym i obrazą Syna Bożego!

ABSURDALNIE POJĘTA TOLERANCJA

Szkoła międzywyznaniowa i neutralna budują na absurdalnie pojętej tolerancji. Absurdem jest chcieć być tolerancyjnym wobec prawdy, wobec faktu, wobec rzeczywistości. Kto np. w imię tolerancji abstrahuje od faktu historycznego i pisze historię Polski tak, jakoby chrztu Polski nie było, ten fałszuje historię. Kto w imię tolerancji robi kompromis między prawdą i kłamstwem, ten kłamie. Kto w imię tolerancji abstrahuje od rzeczywistości, np. od prawa grawitacji, od Boga, od praw psychologii itp., ten o rzeczywistość się rozbije. Na tak fałszywie pojętej tolerancji opiera się szkoła międzywyznaniowa i neutralna, udające, że nic nie wiedzą o rzeczywistości Boga i duszy nieśmiertelnej, o historycznym fakcie objawienia Bożego i założenia Kościoła Chrystusowego, a narzucające w imię tolerancji (sic!!) dzieciom katolickim nauczanie i wychowanie niekatolickie w tym celu, aby dogodzić kilku dzieciom ateuszy lub Żydów.(…)

 

“BLUFF” AGITACYJNY MASONERII

Warto wiedzieć, że najgorliwszymi propagatorami szkoły neutralnej i jako przygotowania do niej, szkoły międzywyznaniowej, są liberałowie i masoni, którzy szumnie mówią o neutralności naukowej, o neutralności wobec religii, o tolerancji wobec przekonań, o bezwyznaniowości. Tym szachują ludzi szlachetnych, nie przypuszczających nawet, że te piękne zwroty są – mówiąc językiem p. Vivianiego – “dyplomatycznym kłamstwem”. Rodzicom francuskim, oburzającym się na to, że szkoła neutralna właściwie jest szkołą antyreligijną, pan min. oświaty odpowiedział: “Neutralność szkoły była dla nas tylko dyplomatycznym kłamstwem, stosowanym przez pewien czas, by uśpić umysły bojaźliwe. Ale naszym dążeniem było stworzenie szkoły przez walkę z Kościołem” (3).

Tak samo ukazało się, że tak zwana bezwyznaniowość jest po prostu namiastką prawdziwej religii, tępiącą z bezprzykładnym fanatyzmem wszystkie inne przekonania, a deklamującą o tolerancji, o wolności przekonań itp.

Jak szumnie brzmią słowa wypowiedziane na konwencie Wielkiego Wschodu masońskiego w roku 1925: “W świetle – gwiazdy masonerii – błyszczeć będzie w całej jasności wieczyste hasło, które narzuciliśmy Republice i światu: wolność, równość, braterstwo”. A jak to wygląda w praktyce? Ten sam wyżej cytowany konwent w roku 1922 nazywa Kościół katolicki “wiekową potęgą obskurantyzmu”, “ogromnym polipem, który rozciąga swoje potworne macki na świat cały”, “cieniem śmiertelnym dla myśli ludzkiej, współwinnym wszystkich zbrodni” i woła przeciw Kościołowi katolickiemu: “Zniszczmy apostolski symbol strachu i przerażenia, ognisko złości światowej i wznówmy ostrą walkę, którą stale toczymy, powtarzając okrzyk Voltaire’a: ŤZgnieść bezecnegoť”. Na międzynarodowym kongresie w Paryżu w roku 1900 takie padły słowa: “Nie wystarczy zwalczać wpływ kleru, pozbawić Kościół władzy…, trzeba zniszczyć raczej narzędzie, którym posługuje się kler dla ujarzmienia mas… tj. samą religię”.

A w roku 1933 na konwencie Wielkiego Wschodu jeden z masonów w dyskusji oświadczył: “Ja szczególnie oklaskiwałem słowa naszego mówcy, gdy podkreślał, że masoneria w swej walce obronnej nie może już zadowalać się okazywaniem tolerancji, ale musi działać jako sekta” (4).

Teraz już każdy łatwo się domyśli, co sądzić o tych, którzy pozwolili się oszukać masonom i powtarzają: trzeba zwalczać szkołę wyznaniową, ponieważ ona rozbija jedność narodu, a wprowadzić szkołę międzywyznaniową a potem neutralną, ponieważ takie szkoły przyczyniają się do zjednoczenia narodu. Są to ofiary sprytnego “bluffu” agitacyjnego.

Zresztą zjednoczenia narodu nie będzie nigdy tam, gdzie z masońskim fanatyzmem, wyżej przedstawionym, zwalcza się w danym narodzie wszystkie wyznania i wprowadza zamiast wszystkich wyznań sektę masońską, międzynarodową! Do rozwiązania problemu różnicy pomiędzy obywatelami zdrowymi i chorymi w danym narodzie nie dojdzie się przez to, że się zaciekle tępi zdrowych i chorych, a na ich miejsce wprowadza ludzi obcych, ani zdrowych, ani chorych. (a)

Ks. Dr Walery Jasiński, O katolicką szkołę w Polsce. Poznań 1938.

Za: www.kontrrewolucja.bnx.pl

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/07/ks-walery-jasinski-szkola-miedzywyznaniowa-i-neutralna-jest-absurdem/feed/ 46
Dariusz Zalewski : Zagubiona szkoła i jej fałszywi prorocy http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/07/dariusz-zalewski-zagubiona-szkola-i-jej-falszywi-prorocy/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/07/dariusz-zalewski-zagubiona-szkola-i-jej-falszywi-prorocy/#comments Fri, 06 Jul 2012 04:55:43 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=3958 Szkoła nie przygotowuje do życia ani do przyszłego zawodu” – oto główny zarzut wobec systemu oświaty, który jak mantra pojawia się w mediach. Problem w tym, że jako panaceum proponuje się rozwiązanie, które nie uzdrowi sytuacji, a wręcz ją pogorszy.Nie podlega dyskusji fakt, że szkoły są źle zorganizowane, programy są przeładowane, a młodzież po przejściu wszystkich etapów kształcenia trafia do urzędów pracy.

Co proponuje się w zamian? Kształcenie z akcentem na wiedzę zawodową lub tzw. kompetencje miękkie, czyli umiejętności związane z kreatywnością, zarządzaniem czasem, asertywnością itp. Innymi słowy – skoro szkoła nie przygotowuje do zawodu, postuluje się ograniczenie wiedzy ogólnej na rzecz praktycznej edukacji. Stąd już tylko mały kroczek do cięć w nauczaniu historii. Na końcu tej drogi jest szkoła, w której uczniowie kształceni są tylko w ramach wspomnianych kompetencji miękkich oraz zawodowych. Dla wiedzy ogólnej nie ma już miejsca.

O co chodzi z tą edukacją?

Zadajmy sobie podstawowe pytanie: jakie jest główne zadanie szkoły? Czy stworzyć robotnika najemnego, czy też pomóc rodzinie w kształtowaniu człowieka? (W kontekście chrześcijańskim człowieka dążącego do uświęcenia. Niemniej zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszej sytuacji taki postulat nie przejdzie, zatem pozostańmy przy powyższym określeniu).

I tu leży klucz do problemu. Dla ideologów i politykierów uczeń jest tylko małym trybikiem w systemie. Postrzegają go jako materiał na przyszłego najemnika (by nie rzec niewolnika). Jeśli nawet kładzie się akcent na tzw. kompetencje miękkie (które dziś zideologizowano tak, by pasowały do nowej koncepcji człowieka), to nie po to, żeby one pomogły mu w rozwoju osobistym, ale priorytetem ma być jego przyszła produktywność, przydatność dla systemu.

Jeśli na przykład mówi się o kreatywności, to po to, aby jako agent czy akwizytor sprytnie wciskał klientom kredyty, ubezpieczenia czy inne towary (bez takiej kreatywności jest nieprzydatny w systemie).

Jeśli uczy się zarządzania czasem, to bynajmniej nie w takim celu, aby wyzyskany czas wykorzystać dla rodziny, ale by być wydajniejszym w pracy – nie sprawdzać ciągle poczty mailowej i nie przekładać bezsensownie papierków na biurku.

Przywołując poetę, można powtórzyć: „jednostka jest zerem” – liczy się przydatność dla systemu.

Jak sterować ludźmi?

Klasyczna i katolicka paideia akcentowała przede wszystkim konieczność formowania człowieka. Najpierw rozwijano wszystkie potencjalności: sprawności umysłu teoretycznego i praktycznego, formowano cnoty, sprawności fizyczne, a dopiero na końcu przyuczano do zawodu. Uformowany, roztropny i mądry człowiek zawsze poradzi sobie w życiu i przystosuje się do rzeczywistości (także zawodowej). Poza tym nie będzie tak łatwo manipulowany przed media i polityków.

Człowiekiem niewykształconym, który nie rozumie kontekstu społecznego, bezmyślnie powtarzającym slogany propagandowe, z zasady łatwiej się manipuluje. Pewnie z tego względu nie jest on dzisiaj „produktem” pożądanym.

Słowem – pod pretekstem przerobienia szkoły w „przyuczalnie zawodową” chce się łatwiej sterować masami.

Wiedza ogólna a konieczność kształcenia przez całe życie

Tak jak wspomniałem: najpierw formujemy sprawności umysłu, usprawniamy fizycznie, kształtujemy charakter i duchowość, a dopiero potem przyuczamy do zawodu. Chodzi o kolejność, a w praktyce oświatowej także o odpowiednie rozłożenie akcentów.

Przy czym musimy brać pod uwagę dużą dynamikę przemian, kontekst społeczny i ogromny przyrost wiedzy specjalistycznej. Pracownicy muszą się dokształcać, zwłaszcza gdy chcą być fachowcami w swoich zawodach. Paradoksalnie taka sytuacja jest właśnie dowodem na to, że to, co nazywam klasycznym system nauczania i wychowania, sprawdza się także w obecnych warunkach.

Faktem jest bowiem, że szkoła nie jest w stanie przekazać uczniom całego zasobu dookolnej wiedzy, nowych odkryć itp. Czy to prawnik, czy lekarz, czy nauczyciel, czy informatyk zajmujący się sferą nowych technologii, każdy musi się dokształcać. Szkoła (uniwersytet) może dać ogólne podstawy w ramach konkretnego zawodu, ale dalsze dokształcanie zależy już od ogólnej formacji intelektualnej i charakteru.

Młody człowiek musi mieć „narzędzia”, dzięki którym będzie zdobywał dalszą wiedzę i wytrwale dążył do celu. A to gwarantuje właśnie formacja ogólna! Jeśli ktoś jest roztropny, mądry, rozumie co się wokół niego dzieje, to poradzi sobie w każdej sytuacji. Oto mamy klasyczne rozwiązanie, które sprawdza się w każdej rzeczywistości – również współczesnej.

Słowem – szkoła ma nauczyć dobrze mówić, pisać, czytać, myśleć, wyposażyć w wiedzę ogólną, kulturową, niezbędną do funkcjonowania w danej społeczności i rozumienia tego, co się wokół dzieje, a także ma wspierać rodzinę w funkcji wychowawczej.

Nie dać się propagandzie fałszywych proroków

Nie można dać się zwieść hasłom, wedle których uzdrowienie edukacji ma polegać na jej wykończeniu. Nie można rezygnować z wiedzy ogólnej (wylewać dziecka z kąpielą) pod pretekstem, że rozwój nauki jest tak dynamiczy, iż szkoła nie nadąża z przyswajaniem nowych wiadomości. Olbrzymia część wiedzy (zwłaszcza w naukach humanistycznych) jest stała i niezmienna. A jeśli ktoś chce ją zmieniać, to tylko z powodów ideologicznych, sprytnie wykorzystując do tego nowe zjawiska społeczne i rewolucję technologiczną. Powtórzmy: najpierw trzeba ukształtować człowieka w każdym wymiarze jego egzystencji, a wtedy poradzi sobie w życiu, także tym skomplikowanym zawodowo.

Na koniec warto wspomnieć o jednym, istotnym czynniku. Państwo ma wspomagać człowieka w poszukiwaniu pracy poprzez to, że będzie podejmowało działania sprzyjające rozwojowi gospodarki. Jeśli na rynku pracy będzie ciasno, a podatkami będzie się dusiło ludzką inicjatywę, to nawet dobre zmiany w szkolnictwie niewiele pomogą.

PS Wszystkich zainteresowanych problematyką edukacyjną zachęcam do zapisania się na mój e-mailowy (darmowy) kurs: „9 zasad dobrego i skutecznego wychowania”==>http://biuletyn.edukacja-klasyczna.pl)

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/07/dariusz-zalewski-zagubiona-szkola-i-jej-falszywi-prorocy/feed/ 49
Artur Andrzejuk: Jaki personalizm ? Szerokie i wąskie rozumienie personalizmu http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/06/artur-andrzejuk-jaki-personalizm-szerokie-i-waskie-rozumienie-personalizmu/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/06/artur-andrzejuk-jaki-personalizm-szerokie-i-waskie-rozumienie-personalizmu/#comments Tue, 05 Jun 2012 01:01:55 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=3800 Pojęcie personalizmu jest zazwyczaj nieodłącznie związane z nazwiskiem francuskiego myśliciela Emanuela Mouniera, który wychodząc od twierdzenia o istnieniu osób wolnych i twórczych, krytykował zarówno totalitaryzm, jak indywidualizm

 

1. Mounier, odwołując się do twierdzeń socjalistów i marksistów uznał, że osoba ludzka istnieje tylko w ramach stosunków społecznych, gdzie otrzymuje powołanie moralne. W oparciu o swoje poglądy Mounier postulował radykalną przebudowę społeczeństwa w duchu zreformowanego socjalizmu. Krytykował kapitalistyczną cywilizację konsumpcyjną i egzystencjalistyczny egoistyczny indywidualizm. Podkreślał, że prymat osoby realizuje się w jej relacjach do innych osób i wobec tego warunkiem koniecznym afirmacji osoby jest jej otwartość wobec drugiego człowieka.

Zbiór tekstów Mouniera w polskim przekładzie Anny Turowiczowej zatytułowano Co to jest personalizm?. Zob. E.Mounier, Co to jest personalizm? Oraz wybór innych prac, Znak, Warszawa 1960. Podstawą zbioru jest esej Mouniera Le Personnalisme, wydany z kolekcji PUF, zatytułowanej « Que Sais-je ? », n° 395, (1ère éd. 1949).

Nie ulega zatem wątpliwości, że twórca dwudziestowiecznego personalizmu sytuował go radykalnie w stosunkach społecznych, nie ukrywając przy tym, że polem tych stosunków jest ekonomia. Wspominał, że ruch personalistyczny zrodził się z kryzysu na Wall Street w 1929 roku i wyraził się powstaniem w 1932 roku miesięcznika „Esprit”. Filozofowie, publicyści, teologowie i moraliści zastanawiali się na źródłami zaistnienia kryzysu owych czasów. Mounier zauważa, że dla moralistów był to kryzys człowieka, dla marksistów kryzys ekonomiczny. Dlatego wydało mu się, że funkcjonujące dotychczas modele antropologiczne zbankrutowały. Zarówno „homo sapiens” okazał się za mało rozumny, jak i „homo faber” stał się mało produktywny. Mounier uznał, że wspomniane modele antropologiczne to tylko aspekty tego samego osobowego bytu ludzkiego, a ich oddzielenie jest wyrazem wielowiekowej tradycji oddzielania i nawet przeciwstawiana sobie duszy i ciała człowieka. Tymczasem osobę ludzką stanowi zarówno dusza jak i ciało, człowiek jest wobec tego zarówno

 

homo sapiens jak i homo faber. Człowiek bowiem jest osobą. Dla personalistów kryzys z początku lat trzydziestych był równocześnie kryzysem człowieka i struktur, dlatego formułowali postulaty zarówno rewolucji moralnej, jak i ekonomicznej zarazem. www.katedra.uksw.edu.pl

2

Tomasz Bilicki słusznie zauważa, że „dla Mouniera personalizm jest pewną perspektywą spojrzenia na problemy ludzkie w odpowiedzi na powstające totalitaryzmy. Nie powinien jednak stać się systemem, ani narzędziem politycznym. Personalizm w ogóle nie jest systemem, ale pewną perspektywą, metodą, zobowiązaniem. Jako perspektywa jest próbą osiągnięcia jedności rozbitej przez realizm duchowy i marksizm. W sferze metod chce człowieka skierować naprzód w historii i tworzyć historię, choć w szerszej perspektywie największe znaczenie ma trud ludzki. Jako zobowiązanie, personalizm wymaga zaangażowania”

 

2.

2 T. Bilicki, Podstawy personalizmu, artykuł dostępny na

 

http://www.osoba.pl/ (20 IV 2009).

3 M.Żardecka, Personalizm, w: Leksykon filozofii klasycznej, red. J. Herbut, Lublin 1997, s. 422.

Od tej pory mamy więc do czynienia z pytaniem zawartym w tytule tego referatu: czym jest personalizm? Czy filozofią Emanuele Mouniera, dość kłopotliwą próba syntezy chrześcijaństwa „tomistycznego” z ideologią socjalistyczną, czy też szerokim nurtem, postulującym integralne spojrzenie na człowieka, jako osobę a przeciwstawiającym się redukowaniu go do jedynie aspektów biologicznych, etycznych, społecznych, psychicznych. Wśród filozofów znajdziemy zwolenników obydwu tych perspektyw i jeszcze cały tuzin pośrednich stanowisk. W Polsce powojennej szczególnie ostrożnie podchodzono do pomysłów Mouniera i jemu podobnych. Gdy we Francji Charlesa de Gaullie , obywatele V republiki zażywali do woli wolności, demokracji i dobrobytu ekonomiczno-technicznego, tęsknoty francuskich intelektualistów do bankrutującego właśnie za „żelazną kurtyną” socjalizmu wydawały się naszym Kraju jakąś aberracją, a jawne umizgi niektórych z nich do komunistycznych zbrodniarzy wywoływały jak najgorsze skojarzenia. Personalizm Mouniera więc nie miał większych szans powodzenia, poza może środowiskami katolickimi otwartymi na tzw. „dialog” z komunistami. Dlatego dość chętnie skorzystano w Polsce z przypięcia łatki personalizmu filozofii Maxa Schelera. Zrodziło to jednak konieczność szerszego ujmowania personalizmu. Doskonałym wyrazem tego poszerzenia jest opinia Magdaleny Żardeckiej, która pisze, że „w punkcie wyjścia wielu współczesnych rozważań personalistycznych znajduje się protest przeciw wszelkim postaciom człowieka czy to na płaszczyźnie teoretycznej przez głoszenie filozoficznego monizmu, czy to w życiu społeczno-politycznym o totalitarnych formach. Personaliści na szczycie hierarchii bytów umieszczają byt osobowy, który – w odróżnieniu od rzeczy – cechuje się duchowością, autonomią, zdolnością wolnego samookreślania się, możliwością wyrażania siebie w swoich czynach i dziełach (zachowania moralne, sztuka, religia, filozofia, nauka, technika). Przypominają, że człowieka-osobę nigdy nie wolno traktować jako środeka do jakiegoś celu, ponieważ ze swej natury jest on zawsze celem działań. Rozwojowi osoby mają być przyporządkowane wszystkie partykularne wartości realizowane zarówno w życiu jednostkowym, jak i społecznym. Przestrzenią, w której osoba może się najpełniej rozwijać, jest przestrzeń relacji z innymi osobami, w tym także (lub przede wszystkim) z osobą-Bogiem”

 

3.

W tej sytuacji rodzi się konieczność jakiegoś uporządkowania „personalizmów”, jakiejś ich klasyfikacji i oceny. W literaturze przedmiotu, a zwłaszcza w rozmaitego rodzaju słownikach, leksykonach i encyklopediach znajdujemy rozliczne podziały personalizmu, np. ze względu na obszar kulturowy i język, w którym tworzona jest literatura filozoficzna, mamy personalizm amerykański, angielski, niemiecki, francuski i polski. Ze względu na charakter przyjętej koncepcji osoby, społeczeństwa, kultury, światopoglądu oraz założeń filozoficznych daje się wyróżnić personalizm idealistyczny, metafizyczny, fenomenologiczny, etyczny, pragmatyczny, panpsychiczny, dualistyczny, relatywistyczny, monadystyczny, panteistyczny, absolutystyczny, ateistyczny, moralno-społeczny,

 

www.katedra.uksw.edu.pl

3

religijny, teologiczny, naturalistyczny, spirytualistyczny. Trudno nie zgodzić się więc z autorem hasła w „Słowniku filozoficznym”

 

4, że personalizm to „dowolny z szerokiej gamy poglądów podkreślających prymat osób (w znaczeniu nietechnicznym), ludzkich czy boskich we wszechświecie”. W tej sytuacji Ignacy Dec słusznie proponuje, aby kierunki personalistyczne podzielić na trzy rodzaje:

4 4. A.R. Lacey, Słownik filozoficzny, Poznań 1999.

5 I.Dec, Personalizm, Powszechna encyklopedia filozofii, t. 8, Lublin 2007, s.123.

1) Personalizm horyzontalny (ateistyczny),

2) Personalizm wertykalny (teistyczny) – pozatomistyczny

3) Personalizm klasyczny – tomistyczny o orientacji metafizycznej (w wersji francuskiej i polskiej)5.

Personalizm horyzontalny, zwany także humanizmem, budował się zazwyczaj na ściśle materialistycznej wizji człowieka, którego w środowisku przyrodniczym wyróżniała świadomość, praca, wolność, relacje społeczne. Wyróżnienie to bywało dość słabe i ostatecznie humanizm głosił „wyzwolenie” człowieka z sideł ideologii i religii sam stając się niepostrzeżenie podbudową totalitaryzmu, jak to było w przypadku Karola Marksa, Fryderyka Nietzschego lub Jean-Paul Sartre’a.

Personalizm wertykalny sam dzielił się na wiele odmian i postaci.

A. Najbardziej znaczący był personalizm moralno-społeczny, w którym sytuował się sam Emmanuel Mounier, a oprócz niego jeszcze Maurice Blondel i Gabriel Madinier.

B. Personalizm fenomenologiczno-aksjologiczny wiąże się przede wszystkim z imieniem Maxa Schelera oraz Romana Ingardena. Pierwszy z nich głosił personalistyczną wizję człowieka we wczesnych etapach swej twórczość, gdzie byt ludzki postrzegał jako „centrum aktów”: doznań, przeżyć, decyzji, poznania. Ingarden – przeciwnie – do zaliczenia go w poczet personalistów uprawnia – zdaniem I. Deca – pośmiertna już kompilacja jego późnych tekstów, zatytułowana „Książeczka o człowieku”. Znajdujemy tam określenie człowieka jako osobowego „ja” w strumieniu świadomości, odpowiedzialnego za swe czynu i posiadającego specyficzną strukturę ontyczną.

C. Personalizm egzystencjalistyczno-dialogiczny jest dziełem takich egzystencjalistów jak Karl Jaspers i Gabriel Marcel. Punktem wyjścia była tu fenomenologiczna analiza „ja” ludzkiego radykalnie różniącego się od otaczających człowieka rzeczy. Istotą „ja”, otoczonego tym, co „moje” lub obce, jest wolność wyborów, przez które człowiek kształtuje siebie i innych ludzi wchodząc z nimi w osobowe interakcje. To właśnie ta komunikacja interpersonalna, która wyznacza pole osobowych możliwości człowieka, stanowi istotę tej odmiany personalizmu. W dialogu bowiem z drugim, człowiek odkrywa skończoność swego bytu, co otwiera go na transcendencję. Poglądy Gabriela Marcela są jak gdyby kontynuacją ujęć Jaspersa. Dla francuskiego egzystencjalisty człowiek bowiem to

 

homo viator – poszukiwacz drugiego człowieka i Boga.

D. Personalizm ewolucyjno-kosmiczny Piotra Teilharda de Chardin polega na ustawieniu Chrystusa w Centrum ewolucjonistycznej wizji wszechświata, w której człowiek jest ważnym ogniwem tej chrystologicznej ewolucji, etapem pośrednim pomiędzy światem przyrody i osobą Boga. Ewolucja człowieka, od momentu pojawienia się ludzkiej świadomości, przestała być procesem hominizacji i przekształciła się w proces personifikacji, a ta z kolei stała się procesem socjalizacji, zmierzającym do zjednoczenia wszystkiego w Bogu.

 

www.katedra.uksw.edu.pl

4

Personalizm klasyczny (tomistyczny) odwołuje się do greckich klasyków filozofii, przede wszystkim Arystotelesa, oraz do ich późniejszych kontynuatorów, np. Boecjusza, twórcy definicji osoby, a przed wszystkim do Tomasza z Akwinu.

Centralnym pojęciem tego personalizmu jest osoba (łac. persona, gr. prosopon), której pierwszą definicję sformułował rzymski filozof Anicius Manlius Boethius, dla którego

 

Presona rationalis naturae individua substantia est (osoba jest indywidualną substancją natury rozumnej). Tomasz z Akwinu uznał osobę za szczytową formę bytową, charakteryzującą się samoistnością (własnym aktem istnienia), rozumnością, wolnością i indywidualnością („[...] persona significat id quod est perfectissimum in tota natura, scilicet subsistens in rationali natura” – S. th., I, q. 29, a 3, a. 3, resp.). Czesław Bartnik próbuje wyrazić to w języku bardziej fenomenologicznym pisząc: „w aspekcie synchronicznym (…) osoba to indywidualna subsystencja cielesno – duchowa, uwewnętrzniająca się w swą jaźń i zarazem transcendująca siebie, aby się spełnić w innych osobach i bytach. Próbuje także języka bardziej analitycznego, w którym: „osoba jest to substancja przedmiotowo – podmiotowa, somatyczno – duchowa, immanentno – transcendentna, indywidualno – społeczna (…) rozwijająca się (…) w głąb, wzwyż i w nieskończoność”6.

6 C. Bartnik, Personalizm, Lublin 2000, s. 193.

7

 

10. M. Gogacz, Wokół problemu osoby, Warszawa 1974, s. 16-24.

8

 

11. T. Bilicki, w cytowanym już artykule powołuje się na : R. Spaemann, Osoby. O różnicy między czymś a kimś, Warszawa 2001.

Mieczysław Gogacz wskazuje przy tym na dwie metody opisu osoby ludzkiej: sposób platoński, będący jednocześnie ujęciem relacjonistycznym, w którym twierdzenia czym jest człowiek znajdują się poza nim (a więc osobę ludzką stanowi relacja do bytów znajdujących się poza samym człowiekiem) oraz sposób arystotelesowski, stanowiący ujęcie substancjalistyczne, w którym podstawy do stwierdzenia, kim jest człowiek znajdują się w nim samym

 

7. Tomasz Bilicki uważa, że analogiczne, dwie płaszczyzny rozwoju personalizmu można znaleźć w filozofii współczesnej, co dobitnie pokazuje Robert Spaemann8. Pierwsza, związana między innymi z Lockiem oraz Kartezjuszem, akcentuje cechy człowieka jako osoby, między innymi: rozumność, samowiedza, pamięć, stosunek do własnego życia i zainteresowanie życiem. Ten sposób myślenia charakterystyczny jest także dla Maxa Schelera. Drugą płaszczyzną personalizmu jest przenoszenie głównego akcentu na społeczny charakter osób, które „są osobami nie z uwagi na ich cechy gatunkowe; bycie osobą to status, który zawdzięczamy procesowi komunikacji” . Za prekursorów postrzegania osób jako podmiotów relacji, Spaemann uznaje Fichtego i Hegla.

Trudno się więc nie zgodzić z Wincentym Granatem, że pojęcie osoby choć ma długą historię i zawiera w sobie urzekającą siłę i jest ciągle na nowo formułowane, komentowane i wyjaśniane.

Trudno też nie zgodzić się z Tomaszem Bilickim, że personalizm jest z zasady koncepcją spójną z chrześcijańska wizją człowieka, która także odnosi się do wyjątkowości osoby.

Ignacy Dec proponuje w tym chrześcijańskim nurcie personalistycznym wyróżnić personalizm chrześcijański Jacquesa Maritaina oraz personalizm lubelskiej szkoły filozofii klasycznej.

A. Personalizm Jacquesa Maritaina jest sformułowany w duchu polemiki z indywidualizmem. Francuski tomista radykalnie odróżnia materialne indywiduum i duchową osobę. Skupienie się na

 

www.katedra.uksw.edu.pl

5

potrzebach indiwiduum ludzkiego prowadzi do egoizmu, którego skutki społeczno-ekonomiczne są tragiczne. Skupienie się na osobie akcentuje jej jedność, integralność, samoistność, inteligencję, chcenie, wolność i posiadanie siebie, co prowadzi do prawidłowego rozwoju osoby i społeczności, czyli państwa.

B. Personalizm szkoły lubelskiej ma kilka postaci. Mieczysław Krąpiec, zgodnie z tradycją filozofii klasycznej, w teorii bytu osobowego ukazał transcendencję osoby w stosunku do natury (przyrody) i w stosunku do społeczeństwa. Osoba transcenduje świat, całą przyrodę, poprzez akty poznania intelektualnego, miłości i wolności (akty decyzji). W stosunku do społeczeństwa osoba góruje dzięki swej zupełności, godności i podmiotowości wobec praw. Na bazie tego metafizycznego wymiaru osoby ludzkiej, Krąpiec rozwinął teorię poszczególnych sfer działań osobowych: działalność poznawczą, postępowanie moralne, działalność twórczą i religijną, Sformułował także teorię rodziny, społeczeństwa, narodu, państwa i wspólnoty międzynarodowej, ze szczególnym uwzględnieniem relacji jednostki do społeczności. Z perspektywy metafizycznej ujął ponadto działalność edukacyjną, polityczną i gospodarczą.

Karol Wojtyła swoją wizję personalizmu ukształtował na trzech filarach: tomizmie egzystencjalnym, fenomenologii Maxa Schelera i mistyce Jana od Krzyża. Analiza czynu pozwoliła Wojtyle odkryć w osobie element poznawczy i wolitywny. Człowiek odkrywa prawdę o tym, co poznaje, prawdę o dobru. Doświadcza też swej wolności w stosunku do poznanego dobra. W sposób wolny może dobro wybrać albo odrzucić. Możliwość spełnienia przez osobę czynu jest obszarem, na którym dokonuje się samostanowienie, czyli decydowanie o samym sobie. To z kolei zakłada bardziej pierwotne struktury w człowieku: samoposiadanie i samopanowanie. Posiadanie siebie i panowanie sobie jest warunkiem tworzenia się osoby, czyli samokreacji przez samostanowienie. Dzięki samostanowieniu następuje integracja osoby – jej podmiotowości i przedmiotowości: integracja natury w osobie. Personalistyczna wartość działania dokonuje się i realizuje – wg Wojtyły – poprzez uczestnictwo, które kreuje wspólnotę i przez to także sam podmiot.

Jak podkreśla Ignacy Dec, ta koncepcja bytu ludzkiego stała się naturalną bazą dla późniejszego papieskiego nauczania Jana Pawła II o godności człowieka, jego prawach i obowiązkach9.

9 W cytowanym artykule z PEF.

Jeszcze inną postać personalizmu reprezentuje Mieczysław Gogacz, twórca warszawskiej szkoły tomizmu konsekwentnego. Boecjańską definicję osoby formułuje w duchu egzystencjalnej filozofii Tomasza z Akwinu i dostrzega w osobie podstawy jej specyficznych relacji z innymi osobami. Właśnie teoria relacji osobowych stanowi najbardziej charakterystyczny moment tej wersji tomizmu. Na podstawie tej teorii można określić najważniejsze dla ludzi wspólnoty: rodzinę i naród. Jasno jawi się też etyka jako nauka o zasadach chronienia osób i ich wzajemnych powiązań. Humanizm, zdaniem Gogacza, to relacje miłości, wiary i nadziei, łączące człowieka z innymi ludźmi; religia – to relacje z Osobami Boskimi. Ma to swoje dalsze, filozoficzne konsekwencje, i tak, etykę Gogacz ujmuje jako teorię pryncypiów (zasad) chronienia osób i relacji osobowych. Uważa, że pryncypiów tych należy szukać w obrębie osoby i wobec tego stanowią je sumienia wraz z kontemplacją i mądrością. Etykę ponadto stanowi teoria wartości, które dla są niego trwaniem relacji osobowych. Podobnie, rozumienie człowieka jako osoby proponuje Gogacz przyjąć za podstawę pedagogiki, nauk społecznych i nawet polityki.

 

www.katedra.uksw.edu.pl

6

Co więc powinno być nazwane personalizmem? O jaki personalizm chodzi, skoro w jego nurcie znajdują się tak przeciwstawne ruchy jak egzystencjalizm Sartre’a i tomizm Krąpca?

Myślę, że nie uda się uciec od teorii osoby, jako fundamentu personalizmu. Tylko na tym fundamencie uda się zrealizować odpowiednio postulaty Mouniera, aby personalizm był pewną „perspektywą, metodą, zobowiązaniem”. Chciałoby się powiedzieć, że to jedynie osoba może być „perspektywą, metodą i zobowiązaniem” personalizmu. Nie kwestionując zatem rozległości nurtów personalistycznych, wydaje się, że należy jednak usunąć z łożyska tego nurtu te kierunki i koncepcję, które nie postrzegają bytu osobowego jako podstawy personalizmu.

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/06/artur-andrzejuk-jaki-personalizm-szerokie-i-waskie-rozumienie-personalizmu/feed/ 44
Prof. Piotr Jaroszyński: Kultura i cywilizacja na przestrzeni dziejów http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/06/prof-piotr-jaroszynski-kultura-i-cywilizacja-na-przestrzeni-dziejow/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/06/prof-piotr-jaroszynski-kultura-i-cywilizacja-na-przestrzeni-dziejow/#comments Mon, 04 Jun 2012 12:40:09 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=3797

Choć oba słowa – „kultura” i „cywilizacja” – wskazują na genezę łacińską, to tylko słowo „kultura” jest słowem oryginalnym, natomiast słowo „cywilizacja” jest XVIII-wiecznym neologizmem. Łacińskie słowo „ cultura”, wraz z wieloma innymi słowami pochodzącymi z języków antycznych, zostało zasymilowane przez większość języków europejskich. Nie oznacza to jednak, że sens się nie zmieniał. Z kolei słowo „cywilizacja” daleko odbiegło od sensu swego łacińskiego rdzenia.

„ Cultura ” oznacza uprawę, pochodzi od słowa „ coloere ” – uprawiać. Pierwotny sens jest związany z uprawą roli, a więc rzymska kultura, to dzisiejsza agri-kultura. Dopiero Cyceron w Rozmowach Tuskulańskich wprowadza nowe, analogiczne rozumienie słowa „ cultura “, polemizując z poglądem Akcjusza, który pisał, że „Dobre nasiona, nawet zasiane w gorszą rolę, wschodzą same własną mocą”. Na to Cycerón odpowiada: „Nam ut agri non omnes frugiferi sunt, qui coluhtur [...] sic animi non omnes culti fructum ferunt. Atąue, ut in eodem simili verser, ut ager quamvis fertilis sine cultura fructuosus esse non potest, sic sine doctrina animus: ita est utraąue res sine altera debilis. Cultura autem animi philosophia est; haec extrahit vitia radicitus et praeparat animos ad satus accipiendos eaąue mandat iis et, ut ita dicam, quae adulta fructos uberrimos ferrant”1 – I podobnie jak pole, posługując się tym samym porównaniem, chociaż żyzne, nie może być urodzajne bez uprawy, również i dusza bez nauki. Jedna rzecz bez drugiej jest więc bezsilna.

Uprawą duszy zaś jest filozofia: ono wyrywa z korzeniami wady i przygotowuje dusze do przyjęcia ziarna, powierza im je i, że tak powiem, zasiewa, aby dojrzawszy przyniosły jak najbardziej obfite owoce.” W tym fragmencie Cyceron zwraca uwagę, że aby wydać dobre owoce dusza musi być zarówno podatna jak i odpowiednio uprawiona, nie wystarczy ani podatność, ani sama uprawa. Podatność płynie z natury, natomiast uprawa pochodzi od człowieka i to jest właśnie kultura. Agrikulturze odpowiada animicultura – „uprawa duszy”. Cyceron dokładniej mówi, że funkcję uprawy- kultury pełni nauka (doctrina) i filozofia. Pogląd ten stanie się bardziej zrozumiały, jeśli przypomnimy, że dla stoików – do których należał również Cyceron -filozofia miała charakter nie teoretyczny (jak u Greków), ale praktyczny i główną dziedziną filozofii była nie metafizyka, ale etyka. Filozofia-etyka wyplenia wady i przysposabia do cnót, a więc wychowuje duszę do wydania dobrych owoców. I to jest kultura.

Gdybyśmy szukali wcześniejszego, greckiego odpowiednika łacińskiej „kultury”, to niewątpliwie najważniejszym słowem byłoby tu słowo „paideia”. Słowo to pochodzi od słowa „pais” – chłopiec, dziewczę, i oznacza wychowywanie chłopca lub dziewczęcia. Jak zwrócił na to uwagę Werner Jaeger, cała właściwa kultura grecka przeniknięta jest duchem paidei-wychowania; choć w każdej społeczności mamy do czynienia z jakimś typem przekazywania tradycji i wychowywania, to właściwie dopiero Grecy, poczynając od Homera, w pełni odkryli, że dla rozwinięcia swoiście ludzkich sprawności i osiągnięcia doskonałości potrzebne jest odpowiednie wychowywanie. Grecka kultura była wychowywaniem człowieka dla urzeczywistnienia pewnego ideału. W. Jaeger zauważa: „ Przełomową rolą, jaka Grekom przypadła w powszechnej historii wychowania, niełatwo ująć w krótkich słowach [...] przedstawić kształtowanie się greckiego ideału człowieczeństwa, grecką paideia, jej właściwy charakter i jej historyczny rozwój.

Nie jest ona jednak tylko zespołem oderwanych pojąć, jest samą historią greckiego narodu, konkretną rzeczywistością jego dziejowych losów. Ale ta realna historia byłaby już dawno tylko zapomnianą przeszłością, gdyby geniusz grecki nie uczynił z niej wiecznotrwałego ideału, dając wyraz najwyższego napięcia swej woli życia, z jaką stawiał czoło swemu przeznaczeniu. Na najwcześniejszych stopniach rozwoju brakło mu jeszcze stosownego pojęcia na wyrażenie tej woli. Ale im świadomie] szedł po swej drodze, tym jaśniej utrwalał się w jego myśli zawsze w niej obecny cel, któremu podporządkowywał on siebie samego i całe swoje życie: celem tym było ukształtowanie doskonalszego człowieka. Idea wychowania zaczęła w oczach Greków wyrażać najpełniej sens wszelkich ludzkich wysiłków, stała się ostatecznym usprawiedliwieniem egzystencji zarówno społeczności ludzkiej, jak i jednostki. Tak na szczytach swej historycznej kariery Grecy rozumieli samych siebie. “2 A zatem wychowanie człowieka ze względu na pewien ideał człowieczeństwa – oto uniwersalny sens greckiej paidei-kultury.

W języku greckim obok „paidei” pojawia się również słowo „trofe”, które pierwotnie oznacza karmienie i hodowlę bydła, a wtórnie karmienie i chowanie dzieci, natomiast w języku łacińskim występuje słowo „ educatio “, które również dotyczyło żywienia i hodowli, ale także, etymologicznie, wyprowadzenia ze stanu niższego do stanu wyższego, czyli w przypadku dziecka wyprowadzenia do stanu doskonalszego, do stanu pełniejszego rozwoju.

Grecki i rzymski ideał kultury-wychowania został wprawdzie odziedziczony przez chrześcijaństwo, ale samo słowo „cultura” nie było jeszcze tak nośne. W średniowieczu obecny był raczej sens religijny związany z kultem (cultura Christi) i czciąjaka należna jest odpowiednio Bogu (cultus latriae), Matce Bożej (cultus hyperduliae) i świętym (cultus duliae)3

W XIII w. łacińskie słowo „ cultura ” ma już swój odpowiednik francuski („ colture “) i oznacza albo uprawę roli, albo kult religijny. 4 Jednak dopiero w wieku XVI, a zwłaszcza XVII słowo „ cultura ” coraz bardziej zadamawia się w językach europejskich, staje się słowem o wielu znaczeniach i wyakcentowaniach. Przyjrzyjmy się najważniejszym.

W drugiej połowie XVII wieku o kulturze mówi się nie tylko w odniesieniu do uprawy ziemi, drzew i roślin, nie tylko w odniesieniu do moralności, ale także umysłu, Nauk i Sztuk. Kultura jest uprawą różnych dziedzin kultury.5

Z początkiem wieku XVIII dodatkowo mówi się o kulturze obyczajów 6, zaś w rozkwicie wieku XVIII słowo „kultura” w innym niż rolnicze znaczeniu coraz bardziej zadamawia się w językach europejskich. O kulturze mówią też filozofowie: Turgot – kultura sztuk (culture des arts), d’Alembert – kultura piśmiennicza (culture des lettres), Rousseau – kultura nauk (culture des sciences), Condorcet – kultura umysłowa (culture de l ‘esprif).

Równocześnie pojawia się nowa myśl o kulturze jako tym, co pozwala ulepszyć poziom nie tylko pojedynczych osób, ale całych generacji. W takim sensie używa słowa Condorcet zaangażowany w oświatę publiczną czasów rewolucyjnej Francji: „Pogląd, że kultura może ulepszyć pokolenia, nie jest wcale urojony”1 Przekonaniu takiemu towarzyszy optymistyczne założenie o nieustannym postępie ludzkości. Tenże Condorcet powiada: „ Nieskończona doskonałość naszego gatunku jest ogólnym prawem natury. “8 Ten postęp dokonuje się dzięki przekazywaniu kultury z pokolenia na pokolenie. Kultura staje się oświatą, która w swym efekcie pozwala na osiągnięcie wyższego poziomu ludzkości – oto naczelne hasło Oświecenia, które powtarza wielu autorów. 9

Po okresie Oświecenia, który szermował hasłami dla dobra ludzkości, przychodzi wiek XIX, w którym wśród już oświeconych ujawniają się liczne konflikty na tle narodowościowym. O pierwszeństwo walczą głównie Francuzi, Niemcy i Anglicy. Okazją do tego stały się wojny napoleońskie. Pojawia się pogląd, że naród germański ma do spełnienia specjalną misję, gdyż jego kultura zajmuje pierwsze miejsce. Kultura narodowa zajmuje teraz miejsce kultury ogólnoludzkiej, szczególną rolę odegrał tu Fichte w swych Mowach do Narodu niemieckiego. Kultura staje się nośnikiem idei pangermańskich, osadzonych w najgłębszym wnętrzu życia narodu niemieckiego.

W połowie wieku XIX ponownie odżywaj ą hasła ogólnoludzkie. Renan w roku 1948 pisze: „Celem ludzkości a tym samym celem polityki jest realizacja jak najwyższej kultury, czyli najdoskonalszej religii, nauki, filozofii, sztuki, moralności, jednym słowem osiągnięcie na różne sposoby ideału, który jest w naturze człowieka. Tej wyższej kultury ludzkości… “10 A zatem celem polityki jest realizacja najwyższej z możliwych kultur ludzkich.

Takie ustawienie problemu otwiera pytanie o typ edukacji, który umożliwi dojście do tak wysokiej kultury. W drugiej połowie XIX w. toczą się więc spory o miejsce kształcenia klasycznego (w oparciu o grekę i łacinę). Zwraca się uwagę na formacyjną rolę kultury klasycznej, a nie tylko specjalistyczno-erudycyjną. Kultura ogólna, jaką daje kultura klasyczna, jest podstawą dla dalszego rozwoju. Jest natomiast ciekawe, że w ruchach robotniczych i socjalistycznych z połowy XIX w. zagadnienie miejsca kultury w życiu społeczeństwa jest nieobecne.11

Do końca XIX w. ciągle obowiązuje przekonanie o jednej ludzkości, tyle że zróżnicowanej: jedne narody reprezentują wyższy poziom kultury, inne niższy (ale ciągle tej samej). Wszystkie ludy włączone są w tę samą dynamikę historii i rozwoju, a jeśli któreś narody są na wyższym stopniu, to muszą ulepszać te, co są niżej. To stanowi teoretyczne uzasadnienie dla eurocentrycznego kolonializmu. W ten sposób słowo „kultura” wciągnięte zostało w orbitę ideologiczno-imperialistyczną. 12

Z początkiem XX wieku obserwujemy ponowne starcie kultur narodowych: kultury niemieckiej z kulturą francuską. Szczególną rolę w wywyższaniu kultury francuskiej kosztem niemieckiej odegrał F. Nietzsche, który też stał się bardzo popularny we Francji. W Ecce Homo Nietzsche mówi: „ Wierzą tylko w kulturę francuską, a to co jest poza nią, jest nieporozumieniem. ” A Jules de Gaultier twierdził, że „ żaden umyśl nie okazał większego podziwu dla kultury francuskiej niż Nietzsche”, zaś Jacques Bainville pisał: „Nietzsche jest świadkiem prymatu politycznego i intelektualnego, którego nigdy nie posiadaliśmy w Niemczech. Krytyka kultury niemieckiej stanowi istotną część jego dzieła. Tam znaleźć można usprawiedliwienie dla wyższości nacjonalizmu francuskiego. ” Termin „kultura” funkcjonuje więc w sensie narodowym i jest wyrazem walki o prymat w Europie. 13

Raz zawłaszczany jest przez Francuzów, innym razem staje się on nosicielem treści pangermańskich. W Manifeście adresowanym do Świata Kulturalnego (Kulturweltu) czytamy m.in.: „Nie jest prawdą, że walka skierowana przeciwko naszemu militaryzmowi, nie jest skierowana przeciwko naszej kulturze. Bez naszego militaryzmu, nasza kultura byłaby już unicestwiona od dawna. Militaryzm powstał dla obrony naszej kultury… “. List ten powstał w roku 1914 i podpisany został przez takich intelektualistów jak Hautmann. Liebermann, Ostwald, Roentingen, Wagner, Bohring, Haeckel, Hildebrand. W Berlinie powstała Liga Kultury (Kultur-bund). W 1914 roku Tomasz Mann broni kultury jako narzędzia pan- germańskiego pisząc, że jest to duchowa organizacja świata, która nie wyklucza krwiożerczej dzikości; kultura jest sublimacją demoniczności, poza moralnością, rozumem i nauką.14

W okresie międzywojennym hrabia Keyserling głosi nowy humanizm, inspirowany wartościami orientalnymi. Oswald Spengler wysunął bardzo nośną tezę, że kultura jest upodobniona do żywego organizmu, który przeżywa swoje dzieciństwo, młodość, dojrzałość i starość. Uzdrowienie dla Niemiec przypłynąć może tylko przez powrót do wartości autentycznie pruskich (Untergang des Abendlandes, 1920). W ideologii nazistowskiej kultura jest własnością narodu ze względu na dziedziczność rasową.15

Z końcem wieku XIX słowo „kultura” pojawia się w publikacjach z zakresu antropologii (amerykańskiej), np. u Frantza Boasa (l 888, 1896), a potem u jego uczniów: Robert Łowię, Clark Wissler, Edward Sapir, A.L.Kroeber. W Encyklopedii Nauk Społecznych z 1930 r., słowo to jako przymiotnik pojawia się w wielu związkach: ciągi kulturowe, kompleksy kulturowe, typy kulturowe, centra kulturowe, wzory kulturowe, migracje kulturowe, zbieżności kulturowe, dyfuzje kulturowe.16 Ale dopiero w latach 20-tych zaczęto zastanawiać się nad sensem słowa. Edward Sapir twierdził, że kultura jest systemem zachowań o podłożu nieświadomym, a także systemem komunikacji. To był początek szkoły antropologii psychologicznej lub psychokulturowej (Margaret Mead, Ruth Benedict). Ten ostatni mówi o wzorcach kulturowych i o charakterze psychologicznym fenomenów kulturowych. Każda kultura posiada swoją „konfigurację kulturową”. B. Malinowski uważał, że kultura jest to społeczne dziedzictwo.17 Od antropologii słowo to zatem przeszło do socjologii i psychologii. Na tle badań etnograficznych i kulturoznawczych pojawia się tendencja do uznania wielu niewspółmiernych kultur (contra Oświecenie), oraz do nie oceniającego podejścia (contra Starożytność i Zachód).

Wśród XX-wiecznych poglądów na temat kultury warto wymienić kilka bardziej znaczących. Kultura jest: globalną funkcją życia osobowego (E.Mounier); kreacją przez nas samych naszej ludzkości, czyli kultura jest autokreacją (Jean Lacroix); kultura to całość poznań nabytych, które pozwalaj ą umysłowi na rozwijanie swego zmysłu krytycznego, smaku, osądu (Słownik Micro Roberta); kultura to całość wiedzy z zakresu literatury, historii, filozofii, nauki, sztuki i wszystkiego, co formuje elitę społeczną narodu (Słownik Akademii Francuskiej); kultura to ciągle ewoluująca świadomość, jaką człowiek ma o sobie i o świecie, w którym pracuje i walczy (Jean Paul Sartre); kultura to sposób wzbogacania i uszlachetniania człowieka (H.Massis); kultura jest tym, co geniusz ludzki dodaje do natury, aby ją zmodyfikować, wzbogacić i pomnożyć owoce (Słownik Akademii Francuskiej); kultura to całość wartości duchowych, wytworów ducha, które patronują społeczności ludzkiej (Grand Larousse); pojęcie kultury zawiera sens normatywny i jest synonimem humanizmu, nie mówi się o kulturze barbarzyńskiej, np. antropofagów (J.Didier); kultura to wyraz narodu, jego preferencji, zakazów, modeli (F. Fanon); kultura jako system wspólnego kodu umożliwia przypisywanie ł wyrażanie tego samego znaczenia tym samym słowom, zachowaniom, dziełom (P.Bourdieu); kultura jest całością obejmującą poznanie, wiarę, sztukę, moralność, prawo, zwyczaje i wszystkie zdolności człowieka jako członka społeczności (E.Tylor); systemem symbolicznym, w którym należy wymienić język, reguły matrymonialne, stosunki ekonomiczne, sztukę, naukę, religię, język jest warunkiem kultury (C.Levi-Strauss); kultura jest intelektualizacją natury (M. A. Krąpiec).

Rdzeń słowa „cywilizacja” jest łaciński (civis, civilis), ale jako takie słowo to w łacinie nie występowało. Pochodzi z XVIII w. jako jeden z wielu neologizmów wówczas tworzonych (civilisation). Słowo pojawia się po raz pierwszy u markiza de Mirabeau w L ‘ami des hommes ou traite de la population, w którym autor pisze, że religia jest pierwszą sprężyną cywilizacji.

Civis – to obywatel rzymski, civilis – obywatelski, państwowy, cywilizowany to taki, który umie być odpowiedzialnym obywatelem państwa. Natomiast sens słowa „ cywilizacja ” kształtuje się pod wpływem dziełka Erazma z Rotterdamu De civilitate morum puerilium, czyli sztuka formowania młodego człowieka. Cywilizowany człowiek to człowiek posiadający cnoty społecznego współżycia jak ogłada, uprzejmość, słodycz, delikatność, etc.

Pojawia się tam przeciwstawienie stanu dzikiego stanowi cywilizowanemu, jak etapu początkowego etapowi końcowemu. Gdy J. J. Rousseau przeciwstawiał dobrego dzikusa – człowiekowi cywilizowanemu, to w Oświeceniu panuje pogląd, iż rozwój cywilizacyjny jest procesem immanentnym rozwoju ludzkości, z wykluczeniem spekulacji teologicznych. Misja niesienia cywilizacji na krańce Ziemi to nowa „Ewangelia Rozumu”. Cywilizowanie dzikich leży u podłoża kolonializmu. Ludzkość włączona jest w proces jednej cywilizacji, w której spełnić się ma depozyt człowieczeństwa (immanentyzm).

W pierwszej połowie XIX w. uznaje się wielość cywilizacji, są różne cywilizacje, np. francuska, angielska, europejska (pluralizm cywilizacyjny). Cywilizacja oznacza ulepszanie, jest związana z postępem i doskonaleniem. Pojawia się też połączenie cywilizacji z rewolucją, stąd V. Hugo powie: „ Paryż jest stolicą cywilizacji, bo jest stolicą rewolucji”.

Ideologia cywilizacji oparta była na następującym schemacie: a) marsz cywilizacyjny, b) ideał – szczęśliwa ludzkość, doskonały człowiek, c) narzędzie – Rozum i Nauka (postęp nauki). Natomiast kolonializm oparty był na doktrynie propagującej jedną cywilizację, w której lud będący na wyższym etapie ulepsza lud niższy. Najwyżej cywilizacyjnie stoi Zachód. Walki między ówczesnymi potęgami imperialnymi takimi jak Francja, Niemcy czy Anglia posiadały ten podtekst sporu o prymat w cywilizowaniu podbijanych ludów.

Nasz Adam Mickiewicz bardzo przytomnie w Księgach Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego charakteryzował zmiany, jakim ulegało słowo „cywilizacja”:

„Wyraz cywilizacja znaczył obywatelstwo, od słowa łacińskiego civis, obywatel. Obywatelem zaś nazywano człowieka, który poświęcał się za Ojczyznę swą jak Scevola i Kurcjusz, i Decjusz, a poświęcenie się takie nazywano obywatelstwem. Była to cnota pogańska, mniej doskonała niżeli cnota chrześcijańska, która każe poświęcać się nie tylko za Ojczyznę swą, ale za wszystkich ludzi; wszakże była cnotą.

Ale potem, w bałwochwalczym pomieszaniu języków, nazwano cywilizacją modne i wykwintne ubiory, smaczną kuchnię, wygodne karczmy, piękne teatra i szerokie drogi.

Toć nie tylko chrześcijanin, ale poganin rzymski, gdyby powstał z grobu i obaczył ludzi, których teraz nazywają cywilizowanymi, tedy obruszyłby się gniewem i zapytałby, jakim prawe nazywają siebie tytułem, który pochodzi od słowa civis, obywatel”18

W XIX wieku Niemcy przejmują od Francuzów słowo „kultura”, które wskazuje na umysł oświecony, dobrze ułożony, w uporządkowanym społeczeństwie. Niemieckie słowo „kultur” obejmuje postęp materialny, moralny i intelektualny (Herder, Kant, Schiller, Goethe). Natomiast to samo u Francuzów zaczyna obejmować słowo „civilisation”.19 Na tym tle spór Niemców z Francuzami to spór między „kultur” i „civilisation” z tym, że u Niemców jest jeszcze słowo „ bildung”, najwęższe, które oznacza takie wewnętrzne wychowanie i ułożenie człowieka.

Pojawia się łączenie cywilizacji z postępem nauk matematycznych. Z tego tytułu postęp cywilizacji łączy się z postępem technologicznym (idea jeszcze oświeceniowa), a stąd cywilizacja posiada wymiar materialny, zaś kultura – duchowy. Również w XIX wieku panuje ciągle pogląd, że różnica między Zachodem i Wschodem, to różnica cywilizacji (E. Barrault, 1835).

Wśród wielu stanowisk XX wieku warto jeszcze kilka wymienić. I tak O. Spengler, autor głośnej książki Untergang des Abendlandes z 1920 roku uważał, że cywilizacja to schyłkowa i nietwórcza faza zamykająca rozwój wszelkich kultur. Philp Bagby twierdził, że cywilizacja to większa i bardziej złożona kultura. Cywilizacja to superkultura (np. zachodnioeuropejska), a subcywilizacja to kultura francuska. 20 Arnold J.Toynbee w zbiorze esejów pisał: „ Mówiąc o cywilizacji mam na myśli najmniejszą jednostkę badań historycznych, do jakiej dociera się próbując zrozumieć historią własnego kraju”.21 Cywilizacja więc to podlegające opracowaniu pole historyczne.

Feliks Koneczny podchodzi do cywilizacji z punktu widzenia sposobu organizowania się ludzi w różnego rodzaju społeczności. Najmniejszą społecznością cywilizacyjną jest ród, następnie plemię, lud, naród aż do cywilizacji. 22 Z punktu widzenia istoty cywilizacji trwałość, zasięg, doniosłość dziejowa jakiejś społeczności nie ma znaczenia. 23 A ponieważ w różnoraki sposób mogą się układać stosunki między ludźmi, stąd też płynie wielość cywilizacji.

Ta definicja cywilizacji jako metody ustroju życia zbiorowego24 zawiera w swej genezie sens słowa łacińskiego „civis”, „civilis”, a więc pojęcie obywatelstwa, które jest pojęciem stricte społecznym. Niemniej jednak Konecznego pojęcie cywilizacji jest znacznie szersze, ponieważ obejmuje wszelkie stosunki społeczne, a nie tylko obywatelskie, byle były zorganizowane wedle jakiejś określonej metody. Równocześnie określenie takie daje możliwość analogicznej aplikacji do różnych zrzeszeń, mniejszych i większych, historycznie mniej lub bardziej doniosłych. Określenie takie nie jest eurocentryczne, a więc nie wyklucza innych cywilizacji pozaeuropejskich jako cywilizacji odrębnych. Nie jest to również określenie wartościujące, a więc takie, które z góry preferowałoby jeden typ cywilizacji, w imię którego można byłoby np. dokonywać podbojów kolonialnych (Oświecenie). Jest to określenie na tyle szerokie, że pozwala objąć wielkie zrzeszenia społeczne, ponadnarodowe i ponadreligijne, a które zachowują istotne cechy wspólne.

Koneczny, jak wiadomo, wyróżnia 18 wielkich cywilizacji, z których 15 powstało w czasach antycznych, natomiast 3 w średniowieczu. Do antycznych należą: chińska, egipska, bramińska, żydowska, irańska, babilońska, syryjska, tybetańska, turańska, fenicka (punicka), numidyjska, spartańska, attycka, hellenistyczna, rzymska, natomiast w średniowieczu powstały cywilizacje: bizantyńska, łacińska, arabska. 25 Sam Koneczny szczegółowo opracował cywilizację bizantyjską i żydowską, na pozostałe, szczególnie zaś na łacińską zabrakło mu już czasu.26

Pojęcie cywilizacji, jakim operuje Koneczny, można porównać do pojęcia rodzaju w przyrodzie. Faktycznie istnieją tylko poszczególne zwierzęta w określonych gatunkach, sam rodzaj jest abstraktem. Istnieją więc zwierzęta (rodzaj) jako lwy, wilki, zające (gatunki). Koneczny uważa, że tym, na co dzielą się cywilizacje, są kultury. 27 W ramach jednej cywilizacji istnieć może wiele kultur, np. w ramach cywilizacji łacińskiej jest kultura polska, francuska, włoska. Nie ma natomiast jakiejś ponad cywilizacji w postaci ludzkości. 28

Kultura jako odmiana cywilizacji jest również (tak jak sama cywilizacja) pojęciem socjologicznym, ponieważ dotyczy sposobu organizowania się różnych typów społeczności. Ale w takim razie Konecznego pojęcie kultury odbiega od rozumienia klasycznego, w którym podstawowym odniesieniem był człowiek jako z natury niewykończony i spotencjalizowany (natura), a który dzięki odpowiednim zabiegom (kultura) dochodzi do pełni natury. Oczywiście, nie ma człowieka w jakimś stanie przedspołecznym czy pozaspołecznym, niemniej jednak podstawowym podmiotem kultury nie jest społeczeństwo, lecz konkretny człowiek. Przed socjologią kultury musi być filozofia kultury. Dlatego wszelkie określenia kultury jako faktu społecznego muszą być wtórne wobec kultury, której podmiotem jest człowiek. Czy w takim razie Koneczny aspektu tego nie dostrzegał? Wydaje się, że moment ten jest obecny, ale w sposób nie do końca zadowalający. Pojawia się przy ustalaniu zasad, na których opierają się różne formy społecznego zrzeszania się.

Nasz autor wprowadza pojęcie „quincuraa”, czyli układu pięciu punktów (tak jak w kostce do gry).29 Skąd je czerpie? Wydawałoby się, że tu jest właściwa okazja do wkroczenia z filozofią człowieka. Tymczasem Koneczny odwołuje się do… katechizmu. Oczywiście, sam katechizm pełni doniosłą rolę kształcącą, niemniej jednak przy szczegółowych analizach trzeba sięgnąć po lepsze źródło, tym bardziej że i sam katechizm nie jest dziełem źródłowym. Koneczny pisze: „Najogólniejszym i najwszechstronniejszym zgeneralizowaniem jest podział katechizmowy, jako człowiek składa się z ciała i duszy. Wracam tedy do tego „ komunału “, bo cała wiedza ludzka nie dostarczy tu rusztowania lepszego i trafniejszego. Wszystko, cokolwiek jest ludzkiego i co z człowiekiem pozostaje w jakimkolwiek związku, -wszystko posiada stroną zewnętrzną i wewnętrzną (formę i treść). Na stronę wewnętrzną, duchową składają się pojęcia dobra (moralności) i prawdy (przyrodzonej i nadprzyrodzonej); na stronę zaś cielesną zewnętrzną, przypadną sprawy zdrowia i dobrobytu; nadto istnieje pojęcie piękna, wspólne ciału i duszy, stanowiące wspaniały pomost od zewnątrz na wewnątrz. Istnieje tedy pięć kategoryj bytu ludzkiego. Jest to quincunx człowieczy, obejmujący wszelkie przejawy życia, wszelkie jego możliwości. Nie ma takiego faktu, ni myśli takiej, które by nie pozostawały w jakimś stosunku do którejś z tych pięciu kategoryj, często równocześnie do dwóch nawet więcej; należy tu każdy fakt i każdy pogląd. “30

Kwestia złożenia człowieka z duszy i z ciała jest niewątpliwie katechizmowa, ale wcześniej jest to kwestia stricte filozoficzna. Wiadomo, że na ten temat były różne poglądy: czym są te zasady i w jakiej pozostają do siebie relacji. Inaczej problem ten ujmował Platon, inaczej Arystoteles, a inaczej jeszcze św. Tomasz z Akwinu; dla Platona ciało i dusza były odrębnymi substancjami, dla Arystotelesa dusza i ciało miały się do siebie jak akt do możności, przy czym status indywidualnej ludzkiej duszy nie był do końca określony, dla Tomasza natomiast dusza ludzka była niematerialnym podmiotem, któremu w pierwszym rzędzie przysługuje istnienie. Powiedzenie więc, że człowiek składa się z duszy i z ciała jest zbyt ogólnikowe i niedoprecyzowane. Takim jest też, niestety, sam quincum. Albowiem prawda, dobro i piękno należą do tzw. pojęć transcendentalnych, wybitnie analogicznych. W związku z czym ani dobro nie ogranicza się tylko do moralności i do strony duchowej, bo obejmuje wszelki byt na ile może być przedmiotem analogicznie pojętej miłości, ani też prawda nie jest tylko własnością poznania, bo jest pierwotnie własnością bytu, ani też piękno nie musi być wspólne ciału i duszy, bo jest piękno cielesne i piękno czysto duchowe. Wydaje się, że Koneczny posiadając dobre intuicje zadowolił się jednak zbyt uproszczonym schematem katechizmowym, obejmującym z jednej strony podział człowieka na duszę i ciało z drugiej podział dóbr na wewnętrzne i zewnętrzne, choć zdrowie zaliczane było do dóbr wewnętrznych, cielesnych, a dobrobyt do dóbr zewnętrznych materialnych. Przesadny w związku z tym był optymizm, że quincunx obejmuje wszelkie przejawy życia ludzkiego.

Jeżeli bowiem w klasycznej koncepcji kultury wyróżniamy jako jej dziedziny: theoria, praksis, poiesis, religio, to do theoria odnieść można prawdę, do praksis moralność, ale już nie jest wyeksponowana dziedzina twórczości jako twórczości (poiesis), a także religii jako skierowanej ku Bogu (Bóg to nie tylko prawda nadprzyrodzona, bo również dobro i piękno, a jeśli piękno ma być wspólne duszy i ciału, to nie odnosi się do Boga).

Quincunx Konecznego nie jest więc dopracowany, jest nazbyt powierzchowny. Ale ponieważ cala teoria cywilizacji i kultury mimo wszystko jest bardzo interesująca w warstwie historycznej i socjologicznej, to z pewnością rozwijając myśl Konecznego należałoby podjąć próbę osadzenia jego koncepcji cywilizacji i kultury właśnie w klasycznej koncepcji kultury. W grę wchodzi tu koncepcja człowieka jako osoby, pojęcie kultury jako intelektualizacji natury (M.A. Krąpiec) lub jako racjonalnego dopełnienia braków natury 31; trzeba też wziąć pod uwagę tzw. transcendentalia osobowe oraz 4 sfery życia osobowego. Próba taka niewątpliwie zostanie podjęta i z pewnością umocni koncepcję Konecznego.

Piotr Jaroszyński

Przypisy:

1. Cyceron, Rozmowy Tuskulańskie, tłum. J. Śmigaj, w: Cyceron, Pisma Filozoficzne, t.2, Warszawa 1960, II, 5. 2. W. Jaeger, Paideia, tłum. M.Plezia, Warszawa 1962,1.1, s.20. 2 3. A. Jougan, Słownik Kościelny łacińsko-polski, Miejsce Piastowe 1948, s. 154. 4. Philippe Beneton, Histoire de mots culture et civilisation, Paris 1975, s.23. Gros materiału historycznego obejmującego czasy nowożytne i współczesne zaczerpnąłem z tej właśnie pracy. 5. „Nous employons le verbe cultiver en la meme manierę, et nous disons egalement cultiver la terre, les arbres et les plantes, et cultiver Pesprit, cultiver les Ars et les Sciences… On purra donc sans scrupule se servir du mot culture en toutes manieres”, L.A. Allemand, 1690. 6. „Se dit figurement de 1′esprit, de moeurs, des arts et des sciences, et signifie le soin qu’on de les augmenter et de les perfectionner”, Dictionnaire universel, 1.1, La Haye, 1727. 7. „II n’est pas aussi chimćrique qu’il le parait au premier coup d’oeil de croire que la culture peut ameliorer les gćnerations elles-memes…”, Naturę et objet de l’instruction publique, 1791. 8. „Le perfectionnement indefini de notre espece est… une łoi generale de la naturę”, ibidem. 9. „Ce mot culture designe comme on le voit dans cette pensee et la suivante, / ‘etat d ‘un esprit cultive par l’instruction”, np. Vauvenargues, Reflexions et maximes, 1797. 10 „La fin de l’humanite et par consequent le but que doit se proposer la politiąue, c’est de realiser la plus haut culture humaine possible, c’est-a-dire la plus parfaite religion, par la science, la philosophie, Part, la morale, en un mot par toutes les facons d’atteindre 1′ideal qui sont dans la naturę de l’homme. Cette haute culture de 1′humanite..”, Histoire de mots…, dz.cyt., s.60. 11. Ibidem, s.64. 12. Ibidem, s.68. 13. Ibidem, s.75-78. 14. „Neue Rundschau”, nov. 1914. 15. Ibidem, s.89. 16. Ibidem, s. 116. 17. Ibidem, s.118. 18. A. Mickiewicz, Księgi Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego, Warszawa 1982, s. 182-196. 19. Ibidem, s.37. 20. Ph. Bagby, Kultura i historia.Prolegomena do porównawczego badania cywilizacji, tłum. J. Jedlicki, Warszawa 1975. 21. Arnold J. Toynbee, Cywilizacja w czasie próby, tłum. W.Madej, Warszawa 1991, s. 152. 22. F. Koneczny, Różne typy cywilizacji, w: „Kultura i Cywilizacja”, Lublin 1936, s. 125; por. Prawa dziejowe, dz.cyt., s.37. 23. „Nie ma zrzeszenia bez cywilizacji, lecz może ta cywilizacja być pozbawiona znaczenia historycznego i obejmować zrzeszenia nieliczne. Ilość cywilizacji jest nieograniczona. Wiele z nich ginie, nie zdoławszy się nie rozrosnąć, ni wykształcić. Do wiadomości uczonych dochodzi zaledwie część cywilizacji. Ileż ich zginęło, nie pozostawiwszy po sobie śladów!”, Prawa dziejowe, Londyn 1982,1.1, s.34-36. 24. Prawa…dz.cyt., s.35. 25. Liczba cywilizacji uznawanych za wielkie jest płynna. Arnold J. Toynbee mówi o 19 cywilizacjach, z których dziś istnieje tylko 5 (chrześcijaństwo zachodnie, prawosławne, islam, hinduizm, chińska), (Cywilizacja w czasie próby, s. 107). Podział cywilizacji: egipska, andyjska, helleńska, zachodnia, japońska, rosyjska, minojska, hetycka, sinicka, dalekowschodnia, sumerska, babilonicka, indycka, Hindu, majańska, jukatecka, meksycka, syriacka, iranicka, arabicka, ortodoksyjna (21) oraz „kosmos zachodniego średniowiecznego miasta państwa”. Ponadto trzy cywilizacje „poronne”: chrześcijańska Dalekiego Wschodu, Chrześcijańska Dalekiego Zachodu, skandynawska. Pięć cywilizacji „zatrzymanych”: Eskimosi, Polinezyjczycy, Nomadowie, Osmanie, Spartanie, (za Babgym, który zarzuca Toynbeemu bezład, s.250n).

Philip Bagby z kolei mówi o 8 wielkich (pierwszego stopnia) cywilizacjach: egipska, babilońska, chińska, indyjska, klasyczna, peruwiańska, środkowoamerykańska i zachodnioeuropejska (Kultura i historia, s.234); są też cywilizacje II stopnia, na obszarze wpływów egipsko-babilońskich: hetycka, mitannejska, syrofenicka. egejska (kreteńsko-mykeńska), a na wschód od Babilonu – cywilizacja doliny Indusu. Na obszarze między Indiami i Chinami: birmańska, cejlońska, syjamska, khmerska, kambodżańska, malajo-indonezyjska, annamicka, tybetańska. Nepalska zależna od indyjskiej, a koreańska i japońska— peryferyjna wobec chińskiej. Cywilizacja egipska i babilońska zdominowane zostały przez cywilizację klasyczną, która zasymilowała cywilizację etruską, iberyjską i celtycką. W I tysiącleciu cywilizacje bliskowschodnie oddziaływały na państwa germańskie Europy Zachodniej, a w naszym tysiącleciu oddziaływują na cywilizację rosyjską i indomuzułmańską. W ostatnich dwustu latach cywilizacje I i II rzędu stały się peryferyjne wobec cywilizacji zachodnioeuropejskiej (niekompletna lista, s.240n). 26. Badania te zaowocowały dwutomową Cywilizacją żydowską (Londym 1974) i trzy-tomową Cywilizacją bizantyńską (Londyn 1973). Charakterystykę cywilizacji łacińskiej można zrekonstruować na podstawie takich dzieł jak: Prawa dziejowe czy Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej. „W rzeczywistości fizycznej istnieją tedy właściwie tylko kultury; one tylko są rzeczywistością realną w życiu [...]. Kultury istnieją namacalnie, a cywilizacja jest pojęciem z systematyki, abstraktem łączącym kultury współmierne”, Prawa dziejowe, dz.cyt., s.36. 27. „Czy istnieje coś ponadcywilizowanego, coś, co je wszystkie mogło łączyć w „ludzkości”? Stanowczo nic takiego nie istnieje”, ibidem. 29 Zob. Słownik łacińsko-polski, red. M.Plezia, Warszawa 1974, t.IV, s.430. 30. Różne typy…, dz.cyt, s.122-123. 31. „I to właśnie jest pierwszym i zasadniczym aktem kulturowym decydującym o „kulturowości” kultury. Intelektualizacj a zastanej rzeczywistości, przyswojenie jej sobie w ludzki sposób, ubogaca człowieka o zinterioryzowane treści, co pozwala mu operować treściami poznawczymi i w następstwie „wyjść z siebie” w aktach działania i twórczości. Ale bez aktu pierwszego, bez poznania nie jest możliwe żadne osobowe „zareagowanie” kulturowe.” M.A. Krąpiec, U podstaw rozumienia kultury, Lublin 1991, s. 15-16.

http://www.piotrjaroszynski.pl

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/06/prof-piotr-jaroszynski-kultura-i-cywilizacja-na-przestrzeni-dziejow/feed/ 48
Bezpłatny kurs mailowy – 9 zasad dobrego ( i skutecznego) wychowania http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/03/3242/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/03/3242/#comments Sun, 18 Mar 2012 23:12:01 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=3242 Edukacja klasyczna XXI wieku

http://www.edukacja-klasyczna.pl/

 

Szanowni Państwo,

Zachęcamy do skorzystania z bezpłatnego kursu mailowego pt.:

„9 zasad dobrego (i skutecznego) wychowania”.

Tu można się zapisać ==> http://goo.gl/W6JLH

Autorem kursu jest Dariusz Zalewski, który uprawia pedagogikę

w nawiązaniu do prac św. Tomasza oraz o. J. Woronieckiego.

 

Napisał między innymi książki: „Wychować człowieka szlachetnego”

oraz „Sztuka samowychowania” , prowadzi stronę „Edukacja Klasyczna”.

 

Zainteresujmy się tym kursem i polećmy go znajomym.

 

Więcej informacji ==> http://goo.gl/W6JLH

 

Formularz zgłoszeniowy zamieszczamy ponizej

w imieniu Stowarzyszenia Fides et Ratio w Krakowie

Stanisław Papież

 

BIULETYN KLASYCZNY

Dziewięć zasad dobrego (i skutecznego) wychowania

   Bezpłatny kurs e-mailowy

  • podstawe zasady praktycznego wychowania
  • krótka, zwięzła forma – cenię Twój czas!
  • kurs składa się z dziewięciu e-maili
  • słowem – niezbędnik każdego rodzica!
  • prenumeratorów BIULETYNU KLASYCZNEGO czekają później niespodzianki

Wypełnij poniższy formularz, wpisując swój e-mail oraz Imię.

Musisz potwierdzić, że zgadzasz się z Polityką Prywatności, a później kliknij w „Zapisz mnie”.






Zgadzam się z Polityką Prywatności

 

 

*Uwaga! Nie otrzymasz żadnego e-maila z kursem dopóki nie potwierdzisz subskrypcji.

Copyright © Dariusz Zalewski

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/03/3242/feed/ 77
ARNAUD DE LASSUS – Dezinformacja http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/03/arnaud-de-lassus-dezinformacja/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/03/arnaud-de-lassus-dezinformacja/#comments Thu, 15 Mar 2012 04:08:38 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=3125 DEZINFORMACJA

ARNAUD DE LASSUS,

e-książka kliknij tu

SPIS TREŚCI:

WPROWADZENIE

CZĘŚĆ PIERWSZA: PIENIĄDZE, MEDIA I DEZINFORMACJA

I-MEDIA I PAŃSTWO

II-”WŁADZA PONAD WŁADZĄ„. DYNASTIE FINANSOWE

CZĘŚĆ DRUGA: CECHY CHARAKTERYSTYCZNE I METODY DEZINFORMACJI

I-DEZINFORMACJA W ARSENALE BRONI WOJNY IDEOLOGICZNEJ

II-REGUŁY OGÓLNE

III-CO UMOŻLIWIA DEZINFORMACJĘ ?

IV-INFORMACJA TENDENCYJNA

V-DEZINFORMACJA POPRZEZ JĘZYK

CZĘŚĆ TRZECIA: PRZYKŁADY DEZINFORMACJI POLITYCZNEJ

I-MASONERIA

II-ZWIĄZKI MIĘDZY OLIGARCHIAMI FINANSOWYMI A KOMUNISTAMI

III-AFRYKA POŁUDNIOWA

IV-PEWNE ASPEKTY DEZINFORMACJI NA TEMAT WYDARZEŃ W EUROPIE

WSCHODNIEJ

CZĘŚĆ CZWARTA: PRZYKŁADY DEZINFORMACJI RELIGIJNEJ

I-CECHY CHARAKTERYSTYCZNE

II-SOBÓR WATYKAŃSKI II

III-KATOLICKI KOMITET NA RZECZ WALKI Z GŁODEM I WSPIERANIA ROZWOJU

CZĘŚĆ PIĄTA: JAK WALCZYĆ Z DEZINFORMACJĄ ?

 

OD AUTORA

„Oręż wojny”  -  równie  dobrze  dająca  się wykorzystać w czasach  pokoju  – dezinformacja zmierza do niedorzecznego celu: stopniowo   przekształcać   rozumienie   spraw  i  ludzi,  jakie wytworzyły sobie całe narody oraz spowodować ich zgodę na z góry zaplanowaną  tezę. Dzisiejsza potęga mediów usprawiedliwia takie dążenie.

W naszej  epoce ustrojów demokratycznych, w których władza polityczna  jawi  się  jako zależna od opinii publicznej i „woli powszechnej”,  dezinformacja  niemal  z  konieczności  staje się jednym z podstawowych narzędzi walki (lub dywersji) politycznej.

***

Dezinformacja oddziaływuje na umysł człowieka oraz na jego zmysły;  na  umysł działa za pomocą takich metod jak stosowanie kłamstwa,  mieszania   prawdy   z   fałszem,  rozpowszechniania sztucznie  tworzonych  schematów  myślenia;  na  zmysły  działa manipulując obrazami (oraz dzwiękami). Dezinformacja umiejętnie wykorzystała współczesną wiedzę z dziedziny psychologii tłumów.

***

Jeśli nie chcemy być manipulowani i wykorzystani dla obcych nam   celów  jako  rezonansowe  pudła,  jeśli  chcemy  ochronić niezależność   naszych  sądów,  musimy  umieć  wykrywać  procesy dezinformacji.  Wykrywanie  tych  procesów jest proste…a nawet zabawne, o ile tylko włożymy trochę pracy w ich zanalizowanie.

***

Trzeba, by w walce z dezinformacją, która jest w tej chwili zjawiskiem powszechnym na całym świecie a służącym do niszczenia naszych ojczyzn  oraz  naszej  religii,  ludzie  dobrej  woli z róznych krajów wspomagali się wzajemnie. Mając tego świadomość, jestem niezwykle  szczęśliwy,  że  poświęcona  temu  problemowi broszura,  wydana  we  Francji  przez  naszą organizację:Ruch na rzecz  Rodziny i Szkoły jest przetłumaczona i rozpowszechniana w Polsce.

     Arnaud de Lassus

     24 grudzień 1997  tłum: Aleksandra Gondek

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/03/arnaud-de-lassus-dezinformacja/feed/ 3
Dariusz Zalewski: krytycznie o tzw. rozwoju osobistym http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/02/dariusz-zalewski-krytycznie-o-tzw-rozwoju-osobistym/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/02/dariusz-zalewski-krytycznie-o-tzw-rozwoju-osobistym/#comments Wed, 22 Feb 2012 22:11:27 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=2637  

Dawniej człowiek z ukształtowanym charakterem potrafił sobie rozkazywać, panować nad sobą, działać wytrwale i skutecznie. Słowem – posiadał pewien klasyczny zestaw cnót niezbędny do prawidłowego funkcjonowania w środowisku oraz generalnie radzenia sobie w życiu.

Do popularnych tematów poszukiwanych w  sieci należą te związane z tzw. „rozwojem osobistym”. Ludzie poszukują informacji o tym: „jak zapanować nad sobą?”, „jak sobie rozkazywać?”, „jak działać skutecznie?”, „jak nie odkładać zajęć na później?”, „jak  nawiązywać właściwe relacje z innymi?” czy  „jak panować nad emocjami?”.

Dlaczego pęd ku samodoskonaleniu (wśród  dorosłych) jest dzisiaj tak popularny? Najprostszą odpowiedzią będzie  stwierdzenie, że każdy szuka szczęścia, ale każdy szczęście pojmuje  inaczej. Żeby je osiągnąć, musi umiejętnie postępować, a żeby umiejętnie postępować, musi wiedzieć jak.

Stąd bierze się odwieczne pragnienie  kształtowania charakteru czy – jak to się mówi obecnie – osobowości.  Można powiedzieć, że pewien stały zestaw umiejętności niezbędny jest do  właściwego funkcjonowania w społeczności ludzkiej, niezależnie od epoki.

Dawniej człowiek z ukształtowanym  charakterem potrafił sobie rozkazywać, panować nad sobą, działać wytrwale i skutecznie. Słowem – posiadał pewien klasyczny zestaw cnót  niezbędny do prawidłowego funkcjonowania w środowisku oraz generalnie  radzenia sobie w życiu.

Jest jednakże różnica między  współczesnym rozwojem osobistym, a dawnym kształceniem charakteru. O ile kiedyś chodziło o ukształtowanie „zespołu cnót”, które usprawniały  człowieka i przygotowywały do życia, tak dzisiaj nie mówi się o cnotach  moralnych, a rozwojowi osobistemu nadaje się nieco inne znaczenie.

I nie tylko chodzi o wyakcentowanie  różnych technik mających pobudzać „potencjał umysłu”. Generalnie mniej  zwraca się uwagę na aspekt moralny, a rozwój osobisty ma zwykle  ideologiczny i praktyczno-zawodowy wymiar.

Dla subskrybentów moich biuletynów przygotowałem specjalny materiał. W nagraniu audio przedstawiam: „10 mitów rozwoju osobistego”, czyli zbiór dosyć powszechnych przekonań, które często uniemożliwiają skuteczne samowychowanie, a także sprzyjają ideologizacji rozwoju  osobistego.

Materiał nie jest ogólnodostępny, gdyż chcę w ten sposób podziękować prenumeratorom moich biuletynów, a także zależy mi by dotarł on do osób rzeczywiście zainteresowanych tematem.

Jeśli nie jesteś Czytelniku/Czytelniczko prenumeratorem moich list, a jesteś zainteresowany/a tą problematyką, zaprenumeruj bezpłatny Biuletyn Klasyczny, wypełniając poniższy formularz.

Dariusz Zalewski

http://www.edukacja-klasyczna.pl/krytycznie-o-tzw-rozwoju-osobistym

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/02/dariusz-zalewski-krytycznie-o-tzw-rozwoju-osobistym/feed/ 86
prof. Piotr Jaroszyński: Edukacja narodowa przeciw globalizmowi http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/01/prof-piotr-jaroszynski-edukacja-narodowa-przeciw-globalizmowi/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/01/prof-piotr-jaroszynski-edukacja-narodowa-przeciw-globalizmowi/#comments Fri, 06 Jan 2012 05:39:48 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=2221 W jednym z dzieł przypisywanych Plutarchowi (50-120 po Chr.), a zatytułowanym O wychowaniu dzieci (De liberis educandis) możemy przeczytać: „Ze wszystkich rzeczy, które są w nas, tylko edukacja jest nieśmiertelna i boska”. Słowa te oddają celnie stosunek do edukacji, jaki panował w kulturze klasycznej, czyli w Grecji i w Rzymie, i tej, która z kultury klasycznej czerpała swoje soki, czyli w chrześcijaństwie.

Edukacja jest w nas czymś boskim i nieśmiertelnym. Z tego tytułu należy do niej przywiązywać jak największe znaczenie, zarówno ze strony rodziców jak i szkoły, rządzących państwem i Kościołem. Całe Imperium Rzymskie usiane było szkołami, z których najsłynniejsze były szkoły retoryczne zakładane na wzór opracowany jeszcze przez Isokratesa (IV w. przed Chr.). Gdy natomiast po upadku Zachodniego Cesarstwa Rzymskiego Europa zaczynała budzić się do życia, to misję oświatową przejął na siebie Kościół Katolicki. Przełomową rolę odegrał tu imperialny edykt cesarza Karola Wielkiego, który pod wpływem Alkuina (730-804), irlandzkiego zakonnika, nakazał zakładanie szkół przykatedralnych i zakonnych. Dzięki temu z jednej strony zaczęto szerzyć oświatę w skali niespotykanej od kilku wieków, z drugiej zaś – położono fundamenty pod późniejszy rozwój szkolnictwa, którego zwieńczeniem było powstanie uniwersytetów już w połowie XII wieku (Bologna 1150, Paryż 1200, Oxford 1220). 1 To kultura klasyczna i chrześcijańska leży u podstaw struktury szkolnictwa zachodniego. Jego rozwój i poszerzanie wynikało właśnie z tego przesłania, że edukacja jest w nas czymś boskim i nieśmiertelnym.

Ale dlaczego edukacja uzyskuje aż tak wysoki status? Dlatego że człowiek jako jedyny ze stworzeń żyjących na ziemi posiada rozum, i ten rozum najbardziej zbliża go do Boga. Anaksagoras powie: „rozum jest w nas Bogiem”, św. Augustyn napisze: „rozum jest  umiłowanym dzieckiem Boga”. Tylko że rozum ludzki, który kieruje naszym poznaniem (nauka), naszym postępowaniem (moralność) i naszym wytwarzaniem (sztuka), budzi się do życia w stanie niedoskonałym. Człowiek szybko widzi, szybko słyszy, szybko płacze i szybko się śmieje, ale bardzo długo uczy się rozumienia, bardzo wolno uczy się używać rozumu. A przecież do pełni człowieczeństwa bez rozwiniętego rozumu nie dojdziemy, dlatego edukacja, której celem jest tak pojęty rozwój człowieka jest czymś bezcennym, jest czymś boskim, bo pozwalając człowiekowi być sobą, równocześnie w największym stopniu zbliża go do Boga, a tym samym i do nieśmiertelności. A kto nie ceni edukacji, kto podtrzymuje stan społecznej zapaści umysłowej, ten występuje nie tylko przeciwko człowiekowi, ale również przeciwko samemu Bogu (Isokrates).

Polska przyjmując przed ponad tysiącem lat chrześcijaństwo weszła w obręb krajów cywilizowanych. Znakiem tej przynależności był kościół i szkoła. Aleksander Bruckner pisał: „Obok kościoła była szkoła równie nowym zjawiskiem, nie znanym pogaństwu…”.2 Zdolny był nasz naród, garnął się do nauki i aż przyjemnie popatrzeć na mapę średniowiecznej Europy, gdzie obok tak znanych miast uniwersyteckich jak Salamanca, Cambridge czy Padwa, widzimy też i Kraków.

Losy szkolnictwa w Polsce zależne były w dużej mierze od sytuacji politycznej. Trzeba ciągle pamiętać, kraj nasz nie posiadając naturalnych granic ciągle narażony był na nieustanne napady sąsiadów; na Wschodzie groziła nam Rosja, na Zachodzie i na północnym wschodzie Niemcy, zaś na południowym wschodzie Tatarzy i Turcy. To położenie odbijało się niekorzystnie na sytuacji wewnętrznej kraju, również owocowało upadkiem szkolnictwa. Ale też jak wysoką kulturę musieliśmy reprezentować, jeśli wobec groźby rozbiorów i unicestwienia państwa, główną drogę ratowania kraju widziano właśnie w podniesieniu poziomu edukacji. Jeden z współtwórców Komisji Edukacji Narodowej pytał: „Zacny narodzie polski! [...] Przypatrz się tylko i uważ, gdzie jest rada przy sejmach? Gdzie sprawiedliwość przy sądach? Gdzie egzekucyja przy zwierzchności i urzędnikach? Wielka mnogość konstytucyi, ale mało ustaw zbawiennych. Na miejscu wolności swawola, szlachetność w samym czczym imieniu, cnota i zasługa nie tylko opuszczona, ale nawet pohańbiona. Kraj bez wojska, naród bez najmniejszej powagi, Ojczyzna bez synów. Własność bez wolności i pewności, obszerne pola bez uprawy, uprawa bez dostatecznych nakładów, rozległe prowincyje bez ludności. Skądże ten upadek, ta niedola? [...] Skąd więc początek złego najgorszego wypłynął, skąd się brać należy do lekarstwa? Postanowieniem złego rządu zgrzeszyłeś i cierpiałeś, opłakany narodzie, za ustanowieniem dobrego podźwigniesz się i nader szczęśliwym zostaniesz. Do czego nic cię pewniej i pomyślniej nie doprowadzi, tylko jedna dobra instrukcyja i edukacyja narodowa.”3

Dziś w Polsce końca XX wieku słowa Antoniego Popławskiego wypowiedziane przed ponad 200 laty zachowują przedziwną aktualność: widzimy ciągle te same zagrożenia. Ale równocześnie uderza to myślenie długofalowe, żeby naprawdę zmienić sytuację trzeba zwrócić się w stronę edukacji - edukacji narodowej.

Na Zachodzie od czasów Rewolucji Francuskiej struktura edukacji jest taka jak dawniej, ale cel jest inny. Edukacja została upaństwowiona i to nie po to, żeby szkoła pomagała w rozwoju umysłowym i moralnym człowieka, ale żeby upaństwowić człowieka wtłaczając weń określoną ideologię. Najbardziej charakterystycznym rysem tej ideologii jest ateizm, z przedmiotów szkolnych zaczęto systematycznie usuwać wszystko, co dotyczyłoby Boga i Kościoła Katolickiego. W ten sposób uderzono w podstawy klasycznej edukacji, czyli upodobnianie człowieka do Boga. Treść podręczników musiała wprost lub pośrednio  negować lub pomijać Boga, natomiast Kościół Katolicki przedstawiany był zawsze w jak najgorszym świetle. Tak działo się na Zachodzie, tak stało się i w Polsce po II Wojnie Światowej, gdy zapanował komunizm. Ale tak również od ponad 200 lat dzieje się w Ameryce, gdzie różnego rodzaju związki masońskie i paramasońskie przystąpiły do opanowywania odgórnie struktur administracyjnych decydujących o kształcie edukacji, l Maja 1776 roku Adam Weishaupt, twórca związku Iluminatów tak mówił: „Musimy zdobyć zwykłych ludzi w każdym zakątku. To się dokona głównie dzięki wpływowi na szkoły…”. A czego chcieli nauczać owi „oświeceni”? Tego, że patriotyzm to wymysł ciasnych umysłów, że trzeba wyrugować religię i tradycyjną moralność, że trzeba rozbić życie rodzinne, a także odebrać wychowanie dzieci z rąk rodziców. 4 Jakiemu celowi miał służyć ten program? Panowaniu nad światem. Temu panowaniu nad światem przeszkadza Pan Bóg i rodzice, religia i moralność. Już w 1912 roku „National Education Association” przystąpiło do propagowania edukacji seksualnej! A w roku 1918 Benjamin Kidd powie: „Dajcie nam młodych. Dajcie młodych, a my stworzymy nowy umysł na nowej ziemi w jednym pokoleniu.” 5 Nic dziwnego, że dziś najniższy standard poziomu wykształcenia wśród krajów rozwiniętych przypada w udziale Stanom Zjednoczonym. Jest tam tak dobrze, że nawet uczyć się nie trzeba.6

Hasło panowania nad światem staje się dziś coraz bardziej realne, państwa narodowe tracą gwałtownie suwerenność na rzecz różnych organizacji międzynarodowych, które nie liczą się z narodami i ludźmi, realizując bezwzględnie swoje polityczne i ekonomiczne cele. Wśród nich naczelną rolę odgrywa Bank Światowy oraz Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). W roku 1989 Bank Światowy zażądał od Polski likwidacji 35 tysięcy placówek kulturalnych, w tym głównie bibliotek. Natomiast w Uwagach wstępnych do Reformy Systemu Edukacji (Warszawa 1998), czytamy: projekt reformy został także omówiony przez ekspertów Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) na spotkaniu w Warszawie oraz w trakcie 61 Sesji Komitetu Edukacji OECD w Paryżu.” Jest ciekawe, że polski system edukacji jest omawiany (a może zatwierdzany?) przez jakieś międzynarodowe organizacje. A jaki jest ideowy program OECD, to możemy przeczytać w przesłaniu sformułowanym przez „Center for Educational Research and Innovation”, instytucję powołaną właśnie przez OECD: ,Szkoła musi się zmieniać… Szkoła musi przygotować swych uczniów do życia w społeczeństwie wyznającym pluralistyczne wartości. Szkolenie dla internacjonalizmu i rugowanie prowincjonalizmu jest konieczne, jeśli świat ma przetrwać.” Zaś współpracujący z OECD wyznawca NEW AGE, Willis Harman, podkreśla, że u podstaw edukacji leżą trzy przesłanki filozoficzne: nowy naturalizm, nowy holizm, nowy immanentyzm; trzeba wyeliminować nacjonalizm, natomiast eksperymenty edukacyjne muszą opierać się na technologii zmiany osobowości. 7 Z punktu widzenia filozoficznego te przesłanki filozoficzne podważają najistotniejszy rys chrześcijańskiej koncepcji Boga, a mianowicie Transcendencję (na rzecz panteizmu), a także uderzają w człowieka, który nie jest traktowany jako osoba-podmiot, lecz jako materiał do technologicznej obróbki. OECD to nie tylko finanse i przemysł, to przede wszystkim tuba dla ideologii NEW AGE. Dlatego pytamy, co może wyjść z tej mieszanki afiszowania się wartościami chrześcijańskimi z NEW AGE? Wyjdzie tylko NEW AGE, podobnie jak połączenie mleka z kałużą da tylko kałużę.

Jak się bronić? Jest pięta Achillesowa nowego systemu edukacji: ulegając wpływom organizacji międzynarodowych, edukacja w okresie przejściowym wypada spod kontroli państwowych ministeriów. Równocześnie jednak o kształcie szkoły będą decydować samorządy. I tu jest nasza szansa: obrona edukacji narodowej, a więc polskiej i chrześcijańskiej oddolnie, poprzez samorządy, aby nasze polskie dzieci, nie były wynaradawiane i odreligijniane przez nauczycieli zamkniętych na Boga i Ojczyznę. To jest  wielka szansa, której, widząc te nadciągające ze świata zagrożenia, nie możemy przegapić. Bo pamiętajmy: człowiek jest osobą, a jego celem jest Bóg, człowiek nie jest rzeczą w ręku niedouczonych technologów czy nieodpowiedzialnych polityków. Nasza edukacja musi być narodowa. I jak w czasie rozbiorów edukacja narodowa pielęgnowana w domach chroniła naszą duszę przed zaborcami, tak dziś edukacja narodowa pozostająca w gestii samorządów i społecznych inicjatyw niech chroni nas przed globalizmem, którego celem jest zniszczenie naszego narodu, naszego państwa i naszej wiary.

Piotr Jaroszyński
„Polska i Europa”

Przypisy:

1.  Zob. D.C. Lindberg, The Beginnings of Western Science, Chicago and London 1992, s. 185-208.
2.  A. Bruckner, Dzieje kultury polskiej, Warszawa 1957, t.l, s.277.
3.  A. Popławski, O rozporządzeniu i wydoskonaleniu edukacyi obywatelskiej projekt…, w: „Komisja Edukacji Narodowej”, Wrocław 1954, s.151.
4.  The Florida Forum. Protecting and Preserving Florida’s Families. A Chronology of Education with Quotable Quotes by Dennis L. Cuddy”, May 1993.
5.  Ibidem, s. 5.
6. „It is only governments in the grip of blind dogma who will ignore this and opt for the undiluted free-market policies of countries like the USA, whose school standards arę among the lowest in the OECD”, A. Green, Education, Globalization and the Nation State, London-New York 1997, s.25.

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/01/prof-piotr-jaroszynski-edukacja-narodowa-przeciw-globalizmowi/feed/ 86