Fides et Ratio » Kultura http://fides-et-ratio.pl Wiara Kultura Tradycja Naród Metafizyka Tue, 04 Aug 2015 21:54:41 +0000 pl-PL hourly 1 http://wordpress.org/?v=3.7.10 Stanisław Bulza: Piekielny krąg. (Część I.) http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/07/stanislaw-bulza-piekielny-krag-czesc-i/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/07/stanislaw-bulza-piekielny-krag-czesc-i/#comments Sat, 26 Jul 2014 20:28:23 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5648 Dokąd zmierza Europa?

Architekci UE nie chcą zdradzać, w jakim kierunku pójdzie UE. Sir Michael Butler, ambasador brytyjski w Brukseli powiedział w latach 90. XX w., że „większość ministrów i dygnitarzy już dawno po cichu zgodziła się – nie chcą tracić czasu i wywoływać konfliktów – nie poruszać kwestii konstytucyjnego celu UE. Federacja? … Najlepiej w ogóle się tym nie zajmować”. Dodał również, że „większość głosów opowiedziałaby się za tym, aby nie określać celu naszej wspólnej podróży”. Ówczesny niemiecki minister spraw zagranicznych Klaus Kinkel odpowiedział na często zadawane pytanie: jaki ostateczny będzie kształt UE? Stany Zjednoczone Europy? Europa narodów? Czy może partnerstwo narodów? „To teoretyczna i pusta debata. Prowadzenie abstrakcyjnych spekulacji na ten temat jest bezcelowe, ponieważ UE to ciągłe budowanie”. Butler dodał: „Zgromadzeni wokół stołu Komisji Europejskiej mogą nie zgadzać się do celu i szybkości podróży. Podejrzewam, że większość nigdy poważnie nie zastanawiała się nad tą kwestią”. Inspirator Stanów Zjednoczonych Europy, Jean Monnet, nie krył się ze swoimi dążnościami i w książce napisanej w latach 80. XX w. powiedział, że „na zawsze porzucamy owo uporczywe dążenie do zachowania suwerenności państwa narodowego”. Natomiast Robert Schuman, w latach 50. XX w. francuski minister spraw zagranicznych, z całym przekonaniem głosił, że podział Europy na małe państwa jest „anachronizmem, nonsensem, herezją”, i ani razu nie wymienił słowa „federacja”. Wspomniał jedynie o „europejskiej konstrukcji” (Thomas Hugh, „Europa”, Prószyński i S-ka. Warszawa 1998).

Choć architekci UE ukrywają cel podróży, to mgła pomału opada, i cel jest coraz bardziej wyrazisty. W styczniu 2014 r unijna komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding z Luksemburga ujawniała cel podróży, i przedstawiła swoją wizję politycznej integracji państw członkowskich. Jej zdaniem Stany Zjednoczone Europy to najlepszy scenariusz dla UE. Podczas spotkania w Brukseli z przedstawicielami holenderskiej firmy telekomunikacyjnej KPN Reding powiedziała: „Potrzebujemy prawdziwej unii politycznej. Musimy zbudować Stany Zjednoczone Europy”, czyli „europejskiego superpaństwa”, które przejęłoby większość kompetencji rządów państw członkowskich UE. Według planu Reding, Komisja Europejska zostałaby rządem europejskiego państwa, a parlament składałby się z dwóch izb – izby niższej i Senatu (w którym zasiadali by tu przedstawiciele państw członkowskich). Viviane Reding, która sprawuje swój urząd od 1999 roku, jest uważana za jednego z najbardziej wpływowych polityków europejskich. Ciekawe, jak to przejście z jednej formacji w drugą będzie wyglądało pod względem prawnym, bo przecież narody wypowiedziały się w referendach za UE, a nie za Stanami Zjednoczonymi Europy.

Europa zmierza więc w kierunku Stanów Zjednoczonych Europy, lecz nadal jest ukrywany obszar, na którym one powstaną. Wszystko wskazuje, że obszar Stanów Zjednoczonych Europy będzie jednak podobny do obszaru imperium rzymskiego, które było budowane według filozofii Platona. Obejmowało ono Europę, Afrykę północną i Azję i Bliski Wschód. Cesarz August i inni cesarze rzymscy byli wtajemniczeni przez kapłanów w greckiej miejscowości Eleusis, i byli wykonawcami ich woli.

Cesarz August umierając, spytał się przyjaciół, którzy przy nim byli, czy ich zdaniem dobrze odegrał komedię życia. Dodał greckie wiersze, które aktor zazwyczaj wypowiadał na zakończenie przedstawienia: „A ponieważ graliśmy pięknie, dajcie oklaski i odprowadźcie nas z weselem!”. Sam przyznał, że był tylko aktorem. Reżyserami sztuki, w której brał udział, byli kapłani eleuzyńscy (Swetoniusz, „Żywoty Cezarów”, Ossolineum, .Wrocław 2004).

Wielki wtajemniczony

Platon (427-347 r. przed ur. Chrystusa), filozof grecki, i jego uczniowie byli wtajemniczeni w Eleusis. Filozof w „Liście VII” o przyjaźni jego uczniów pisze: „Dion potem w drodze powrotnej do domu zabiera z sobą z Aten dwóch braci (Ateńczyków Kallipposa i Filostratosa), przyjaźń z nimi nie powstała na podstawie zgodnych przekonań filozoficznych, ale z pospolitych i zwykłych uczuć koleżeństwa, jak to bywa u większości przyjaciół, oraz z tego zżycia się, które się wytwarza przy stole biesiadnym, ceremoniach wtajemniczenia i wspólnym uczestniczeniu w misteriach”. Platon o momentach swojego wtajemniczenia w „prawdy najwyższe” pisał: „(…) nagle, jakby pod wpływem przebiegającej iskry zapala się w duszy światło i płonie już odtąd samo siebie podsycając” (List VII 344 b). Platon wywarł duży wpływ na wtajemniczenia eleuzyńskie. Edward Schure w książce „Wielcy wtajemniczeni” zalicza Platona do wielkich wtajemniczonych.

Akademie Platona i rewolucja na Sycylii

Platon swoje nauki wykładał w akademii, której był założycielem. W tej akademii byli kształceni ludzie, którzy później wywierali istotny wpływ na politykę w różnych państwach. Plutarch podaje, że Platon wysyłał swoich uczniów dla zorganizowania państw: Arystonimosa do Arkadii, Formiona do Elidy, Menedomosa do miasta Pyrra na wyspie Lesbos i wielu innych w różnych zakątkach ówczesnego świata. Dion, uczeń Platona, na Sycylii wywołał krwawą rewolucję. Wielu z nich było tyranami.

Platon żył w Atenach, w czasach największego ich rozkwitu, pochodził ze znakomitego rodu i odebrał w domu staranne wychowanie. Jego prawdziwe imię brzmiało Arystokles, a „Platon” prawdopodobnie zostało przyjęte po odbyciu wtajemniczeń eleuzeńskich. Studia filozoficzne odbył najpierw pod kierunkiem Kratylosa, zwolennikiem Heraklita, potem przez osiem lat był uczniem Sokratesa. Odbył podróż do Egiptu, gdzie trwający od wieków wpływ kapłanów-mędrców na rządy i życie kraju potwierdzały możliwość zrealizowania jego ideału państwa opartego na rządach mędrców. Z Egiptu podążył do Kyreny, a stamtąd do pitagorejczyków w Italii południowej. Grecki filozof Proklos (410-485), neoplatonik, twierdził, że to co nauczał Orfeusz pod osłoną ciemnych alegorii i co wykładał Pitagoras po przejściu wtajemniczenia orfickiego, tego Platon dokładną zdobył znajomość z pism orfickich i pitagorejskich. Platon przebywał u pitagorejczyków w Krotonie. Pragnął działać w dziedzinie polityki praktycznie, jako reformator państwa.

Filozof swój ideał państwa zamierzał urzeczywistnić, a za teren swych doświadczeń wybrał Syrakuzy. Było to wówczas najbogatsze państwo greckie, rządzone przez króla Dionisiosa II Młodszego, który rządził całą Sycylią, a jego wpływy sięgały aż Italii południowej. Król zawierał przyjazne stosunki z Lukanią, Ilirią, Spartą. Był władcą potężnego państwa. Na swój dwór ściągał poetów i uczonych. Gościli u niego poeci Timoteos z Miletu i Filoksenons z Cytery, filozof Arystyp i historyk Filistos. Platon trzy razy przebywał na Sycylii, i usiłował przekonać władcę do swoich planów. Plan jednak się nie udał, gdyż podejrzliwy król kazał Platona wydalić i sprzedać w niewolę, z której został wykupiony przez Annikerlasa. W 387 r. przed ur. Chrystusa powrócił do Aten, gdzie założył swą Akademię.

W 357 r. przed Chrystusem na Sycylii, za sprawą Platona, wybuchła straszliwa rewolucja, której sprawcami byli jego uczniowie, którzy byli wtajemniczeni w misteriach eleuzyńskich i pitagorejczycy. Na czele rewolucji na Sycylii stał Dion, przyjaciel Platona, który w jednym z listów do Diona pisał: „Sądzę, że widoczna była przez cały czas moja życzliwość wobec wydarzeń, które się rozegrały, i to, że wiele było z mej strony gorliwej troski w sprawie doprowadzenia podjętej akcji do końca przede wszystkim ze względu na upragniony przeze mnie triumf tego, co szlachetne”. Dion wypędził z Syrakuz króla Dionisiosa II Młodszego, lecz wkrótce zostaje zamordowany w 354 r. przed ur. Chrystusa przez braci Kallipposa i Filostratosa. Taka to była między nimi przyjaźń. Następnie Kallippos zginął z rąk pitagorejczyka Leptinesa. Po zamordowaniu Diona na czele rewolucji stanął Hipparynos, który w 353 r. zdobył Syrakuzy

Król Dionisios II Młodszy w 343 r. przed Chrystusem ostatecznie ustąpił przed Tymoleonem, który wprowadził rządy liberalnej oligarchii z radą sześciuset i zgromadzeniem ludowym. Po tej rewolucji Syrakuzy już się nigdy nie podniosły. Podobne rewolucje były we Francji w latach 1789-1799, oraz bolszewicka w Rosji w 1917 r.

Teoria poznania

Podstawą filozofii Platona było przyjęcie, że prawdziwy wieczny byt to idee, a rzeczywistość materialna jest jedynie odbiciem wiecznotrwałych, niezmiennych idei. Według niego, ludzi od reszty świata materialnego odróżnia to, że mają duszę, która pochodzi wprost ze świata idei, która kiedyś tam mieszkała, i która za jakiś przewiny została strącona na ziemię i wtłoczona została w ciało człowieka lub jakiegoś zwierza.

Według Platona, świat który dostrzegamy zmysłami, jest niestały i zmienny, dlatego pojęcia nie mogą pochodzić z niego, lecz muszą być odbiciem jakichś przedmiotów, równie jak pojęcia, wiecznych, stałych i niezmiennych. Te przedmioty razem tworzą świat „idei”, który Platon umieszcza ponad najwyższą sferą niebieską. Świat „idei” jest wzorem, według którego demiurg uformował z bezkształtnej masy nasz świat zmysłowy. Wiedzę pojęciową, która jest odbiciem świata „idei”, posiadamy dzięki temu, że dusza ludzka żyła dawniej w świecie „idei”, skąd za jakieś popełnione tam winy została strącona i wtłoczona w ciało. Więc poznanie pojęciowe nie jest wynikiem jakiegoś procesu twórczego, lecz odtwórczego tzn. polega ono na przypominaniu sobie tego, co dusza kiedyś w świecie „idei” widziała (Platon, „Państwo”).

Platon w „Fajdrosie” o przypominaniu pisze: „…Na tym zaś polega przypominanie sobie tego, co kiedyś widziała nasza dusza, gdy towarzyszyła bogom w podróży i spoglądała z lekceważeniem na to, o czym teraz mówimy, że jest, i podnosiła głowę ku bytowi rzeczywistemu. Dlatego więc słusznie jedynie umysł miłośnika mądrości otrzymuje skrzydła. Pamięć bowiem w miarę możności zatapia się zawsze w tym, w czym nawet bóg, istota boska, się zatapia. Ale właśnie jedynie mąż, który w sposób właściwy odnawia te wspomnienie i wciąż doskonałych dokonuje wtajemniczeń, staje się naprawdę doskonałym. Wyzwolony od ludzkiej krzątaniny, a oddany temu, co boskie, spotyka się z zarzutem wielu, że jest marzycielem, gdyż wielu nie pojmuje tego, że on napełniony jest duchem bóstwa…” (Platon, „Fajdros” 245C-277 D, przełożył Leopold Regner, Meander 2-3, PWN 1988).

Teorię poznania Platona kapłani wyjaśniali adeptom we wtajemniczeniach w Eleusis. Po zakończeniu przedstawienia, w którym odgrywano sceny z życia Demeter i jej córki Persefony, Hermes (herold misteriów) mówił do adeptów:

„O przyszli adepci tajników, których życie przyćmiewają jeszcze opary złego życia – oto wasze dzieje. Zachowajcie w pamięci słowa Empedoklesa i rozważcie je dobrze; płodzenie jest straszliwym niszczeniem, które sprawia, iż żywi przeistaczają się w zmarłych. Niegdyś żyliście życiem prawdziwym, a potem pociągnięci mrokiem, wpadliście w przepaść ziemską, pokonani przez ciało, oddani w jego moc. Wasza teraźniejszość jest tylko bolesnym snem. Jedynie, co istnieje prawdziwie to przeszłość. Nauczcie się przypominać sobie, nauczcie się przewidywać” (Edward Schure, „Wielcy wtajemniczeni”, Interart TED, Warszawa 1995).

Pindar, który był wtajemniczony w Eleusis pisał:

„W niebie poznawać – to widzieć,

Na ziemi – przypominać sobie.

Szczęsny, kto przeszedł przez

Cuda misteriów,

Zna bowiem źródło i poznał kres życie.”

Urizen

William Blake (1757-1827), angielski malarz, poeta i mistyk, w księdze „Europa. Proroctwo” przedstawił ilustrację Jahwe ze Starego Testamentu, w mitologii artysty identyfikowany z postacią Urizena, który został ukazany w chwili stwarzania świata. Jest to moment grozy, zwirzchone włosy i zarost Stwórcy oddają atmosferę burzy wieczności, otwarcia ciemności. Światłość bijąca od złocistego kręgu – bytu boskiego, na którym przykląkł Stwórca – rozpycha ciemności i przenika przez nie. „…uczynił złoty cyrkiel/ i zaczął nim badać otchłań” (Księga Urizena”). Artysta posłużył się cyrklem jako atrybutem Stwórcy (Adam Konopacki, „William Blake”, Wydawnictwo Arkady, Warszawa 1987). Na ilustracji Urizen jest przedstawiony w słonecznej tarczy, i kreśli cyrklem w dole koło, jako odbicie słonecznej tarczy, czyli William Blake ukazał na ilustracji platońską teorię poznania. W tym samym temacie Nicolas Poussin namalował obraz „Taniec do muzyki czasu”.

Delfy i Słupy Heraklesa

W wierzeniach pogańskich centrum świata stanowiło miejsce uświęcone przez rytuały i modły. Znajdowała się tam świątynia i wyrocznia oraz pałac. Centrum wyrażało środek świata. Władca był zarazem panem ziemi i wszechświata. Otrzymując namaszczenie władca siedział na tronie w środku świata ze wzniesionymi ramionami, co oznaczać miało, że jest również panem wszechświata.

Delfy (Grecja) ruiny światyni. Fot. za pl.wikipedia.org
Delfy (Grecja) ruiny światyni.
Fot. za pl.wikipedia.org

W starożytnej Grecji środkiem świata było miasto Delfy. Jak mówi legenda, wypuszczone przez Zeusa na przeciwległych krańcach świata dwa orły spotkały się w Delfach. Stąd Delfy stały się środkiem świata, „pępkiem świata”. Nazwę miasta Delfy Grecy wywodzili od „Delfy”, czyli macicy. W Delfach znajdowała się tajemnicza wnęka skalna, która została nazwana „stomios”, termin ten oznaczał pochwę, ale również usta. Znajdował się tam kamień, który był symbolem pępka „omfalos” i wiązał się z funkcją rozrodczą, ale przede wszystkim był środkiem świata. Było to miejsce wyroczni.

Delfyne, która wyłoniła się z ziemi została zabita przez Apollona. Zawładnął on świątynię oraz wyrocznię i następnie poświęcił tam trójnóg. Był bogiem słońca, dlatego Orfeusz często wstępował na górę Pangajon, by witać pierwsze promienie słońca i oddać hołd Apollonowi. Trójnóg był jednym z symboli Apollona, i to właśnie na kamieniu, który był środkiem świata, siedząc na trójnogu Pytia wygłaszała przepowiednie, a pomagał jej prorok, który występował jako tłumacz. Tłumacze stawiali pytania w formie alternatywnej, dowiadując się, czy byłoby lepiej robić to czy tamto. Z chwilą gdy Apollon wstępował w Pytię, stawała się ona niezwykle podniecona i doprowadzała się do zupełnego szału. Mięśnie drżały jej konwulsyjnie, ciało nabrzmiewało, na twarzy pojawiał się straszliwy grymas, rysy były zniekształcone, a oczy spoglądały dziko i nienaturalnie. W tym stanie tarzała się po ziemi z pianą na ustach. Ostre krzyki, gwałtowne i często niewyraźne dźwięki ujawniały „boską wolę”. Tłumacze, znający się na tajemnicach, odbierali i przekazywali ludowi oświadczenie pochodzące od boga.

W starożytnej Grecji Apollon był wyrazicielem pewnej idei i porządku. W epoce klasycznej Apollon był najwyższą normą prawa religijnego. Platon nazywa go doradcą ludzi („Państwo”, IV, 427). W różnych greckich podaniach wywodzi się znaczenie Apollona (świetlisty), jako boga słońca. W późnogreckich mitach utożsamiony jest on z Heliosem, czystym „boskim” ucieleśnieniem słońca. W klasycznej Grecji nazywany był jako „bóg bram” (Mircea Eliade, „Historia wierzeń i idei religijnych”).

Platon w swoim opisie Atlantydy często wymienia Słupy Heraklesa (Herkulis columnae). Nazwą tą określano dawniej cieśninę Girbraltar. Słupami Heraklesa w starożytności nazwano dwa przylądki Calpe i Abila. Według mitów to Herakles wzniósł dwa słupy, po obu stronach cieśniny dzielącej Afrykę i Europę. Platon wyraźnie określa położenie Atlantydy: „Ci wszyscy razem oraz ich potomkowie przez szereg pokoleń tam mieszkali i panowali nad wieloma innymi wyspami na morzu a prócz tego, jak się i przedtem mówiło, panowanie ich sięgało aż po Egipt i Tyrrenię i obejmowało ziemię po tej stronie Słupów Heraklesa”. Tak więc punktem promienia od punktu środka świata, czyli Delf, są Słupy Heraklesa. Jest to promień do wykreślenia koła, wewnątrz którego znajduje się państwo euro-azjatycko-afrykańskie.

Według Platona, w odległych czasach ziemię między siebie rozdzielili bogowie. O tym podziale ziemi Platon w „Kritiasie” pisze: „Bogowie swojego czasu ziemię według jej okolic między siebie rozdzielili, ale to nie był spór pomiędzy nimi. Bo to nie miałoby sensu, żeby bogowie nie wiedzieli, co któremu przystoi, ani to, żeby wiedząc o tym, co raczej komuś innemu z nich przypada, mieli próbować posiąść to przez kłótnię. Więc drogą sprawiedliwych losów każdy miłą sobie okolicę dostał w udziale i zamieszkał w niej”. Dalej pisze, że gdy bogowie podzieli ziemię między siebie, z tubylców zrobili ludzi dzielnych i „zaszczepili w ich głowach porządek ustroju państwowego”.

Cały świat jest podzielony na pięć takich kół. Burzy to nasze wyobrażenie o granicach państw, które przeważnie opierają się na rzekach, górach, morzach. Granicą państwa euro-azjatycko-afrykańskiego jest obwód koła. Państwo to będzie podzielone na 60 tys. działów.

Delfy (Grecja) „pępek” świata. Fot, za elinda.republika.pl
Delfy (Grecja) „pępek” świata.
Fot. za elinda.republika.pl

Cechą charakterystyczną świątyni w Eleusis były dwie kolumny, również biblijny opis budowy świątyni Salomona dużo miejsca poświęca dwóm kolumnom: Booz i Jakin. Dwie kolumny są symbolem współczesnej masonerii. Stefan Żeromski w „Popiołach” o tych kolumnach pisze następująco: „Niebieskim kolorem obijano loże w dwóch pierwszych stopniach, trzy świece na ołtarzu oznaczały trzy strony świata z wyjątkiem północy (w świątyni Salomona od północy były drzwi, gdyż tam słońce nie dochodzi), kolumny – północ i południe, lichtarze miały to samo znaczenie co świece na ołtarzu. Litery na kolumnach stanowiły początek słów: Booz i Jakin, to ostatnie są słowem uczniów, którzy zasiadali pod kolumną na północy, gdyż jako mało oświeceni mogli się tylko przysłuchiwać pracom czeladników, nie biorąc w nich udziału. Kobierzec z symbolicznymi znakami masońskimi miał wyobrażać świątynię Salomona z wszystkimi jej atrybutami”.

Dla współczesnej masonerii głównymi symbolami są: cyrkiel, koło, oraz dwie kolumny. Cyrkiel jest to przyrząd do kreślenia kół. Czczone w świątyni eleuzyńskiej oraz przez masonerię dwie kolumny to Słupy Heraklesa. Platon w „Fajdrosie” przedstawił teorię reinkarnacji, a w „Timajosie” Stwórca nazwany jest „tekton”, co znaczy „rzemieślnik” lub „budowniczy”. Cytat z „Timajosa”: „Według jakiego wzoru wykonał Świat jego budowniczy…”. Według Platona „budowniczy” stworzył wszechświat za pomocą geometrii. Stąd jednym z masońskich symboli jest cyrkiel. Masoni przy powitaniu robią sobie na sercu znak koła, czyli superpaństwa euro-azjatycki-europejskiego, które tkwi w ich duszy.

Koło, którego nie można dotknąć ani zobaczyć

Platon w „Liście siódmym” na temat koła tak pisze: „Każdy poszczególny przedmiot posiada trzy przedstawienia, na których wiedza o nim bezwarunkowo opierać się musi; czwartym jest właśnie ona – owa wiedza o przedmiocie. Jako coś piątego należy przyjąć to, co jest samym przedmiotem poznania i rzeczywistą istnością. Pierwszym więc jest nazwa, drugim określenie, trzecim obraz, czwartym wiedza. Do jednego jakiegoś dostosuj tu przykładu, aby zrozumieć, co tu zostało powiedziane, i ten sam sposób rozumowania przenieś na wszystko. Jest więc jakieś coś nazwane kołem, czemu przysługuje jako nazwa to, co właśnie wymieniliśmy. Następnie idzie jego określenie, składające się z rzeczowników i czasowników. Takie bowiem powiedzenie: to, czego wszystkie punkty jednakowo są oddalone od środka – byłoby określeniem tego, co nosi nazwę: krągły, obły, koło. Trzecim ujawnieniem jest koło, które się rysuje i ściera, lub to, które tokarz sporządza i które się niszczy. Koła jako takiego, do którego odnoszą się te wszystkie przedstawienia, żaden z tych zabiegów nie dotyka, ponieważ jest ono czymś innym od nich. Czwarte ujawnienie to wiedza, umysłowe ujęcie i właściwe mniemanie o rzeczy, bo wszystko to znowu trzeba brać razem jako jedno; nie tkwi ono w dźwiękach mowy ani w kształtach materialnych, lecz tylko w duszy, co wskazuje, że jest czymś innym zarówno od istoty samego koła, jak też od wymienionych poprzednio trzech jego ujawnień” (Platon, „Listy” przełożyła Maria Maykowska, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1987).

W tym fragmencie Platon wyłożył istotę „koła”, którego nie można narysować ani wytoczyć. Jest tylko wiedza o nim, a jego istota tkwi w duszy. Tutaj trzeba dodać, że w duszy wtajemniczonego. Jest inne od kół narysowanych, gdyż nie można go dotknąć ani zobaczyć. Zostało bowiem ono zakreślone na olbrzymim terytorium, i jest ono superpaństwem euro-azjatycko-afrykańskim.

Filozof ten był przeciwny wyrażaniu doniosłych idei na piśmie. Akceptował on pisma filozoficzne, jednak z zastrzeżeniem, by autor nie przedstawiał w nich treści, które są cenniejsze od nich samych. O ile Platon musiał pewne części swej nauki wyrazić na piśmie, to wówczas posługiwał się symbolami, lub zostawiał pewne wskazówki. Sam o tym mówi w „Liście drugim” pisanym do Dionizjosa, władcy Sycylii: „Muszę Ci mówić o tym pod osłoną symboli, ażeby w razie, jeżeliby przydarzyło się coś tej tabliczce wśród morza czy ziemi czeluści, ten, kto by ją znalazł, czytając nie wyczytał wszystkiego”.

„Świat podlegający rodzeniu i śmierci”

W Eleusis we wtajemniczeniu kapłańskim (holokleria) kandydat był zamknięty w obwodzie koła, które wyobrażało świat podlegający rodzeniu i śmierci. Otrzymywał on napój pozwalający mu zapomnieć o tym kole, z którego uciekał na skrzydłach miłości. Świat podlegający rodzeniu i śmierci jest naszym światem. W starożytnej Grecji wierzono w reinkarnację, i wierzono, że po śmierci dusza człowiecza wchodzi nawet w życie zwierzęce, a ze zwierzęcego, które kiedyś było człowiekiem, znów wraca w człowieka”, ale zawsze w tym samym kręgu, aż przez 10 tys. lat.

Współcześnie wielu twierdzi, że Platon był „bożym wysłannikiem”, i jego posłannictwem było „założenie królestwa bożego na ziemi” (Platon, „Listy”, ze wstępu Marii Maykowskiej). Pindar, grecki liryk (522 – 446 przed Chr.) wyróżniał trzy kategorie istot (bogowie, herosi i ludzie). Platon do tych trzech kategorii istot dodał czwartą, demonów; zob. „Kratylos”, 379 ns. (Mircea Eliade, „Historia wierzeń i idei religijnych”, PAX, Warszawa 1988). Fragment z dialogu Platona „Kratylos:

„Sokrates: O nim tak mówi:

Lecz kiedy to pokolenie wchłonęła ziemia w swe łono

Zeus ich w demony przemienił, które pod mgławic osłoną,

Jako duchy życzliwe bez przerwy nad ludźmi czuwają”

(Platon, „Kratylos”, przełożyła Zofia Brzostowska. Redakcja Wydawnictw KUL, Lublin 1990)

Na fladze UE gwiazdy pięcioramienne zostały ułożone w krąg, który jest między innymi symbolem jedności. Krąg ten nawiązuje do starożytnego pierścienia, którego środkiem były Delfy. Obwód tego koła jest granicą olbrzymiego państwa euro-azjatycko-afrykańskiego. 12 gwiazdek symbolizuje 12 plemion greckich, które przekazywały część swojej władzy w imię wspólnych interesów organizacji nadrzędnej, która nazywała się amfiktionie. Gwiazdki te ułożone w krąg mogą też symbolizować demony, które strzegą pierścienia, tak jak w starożytności menhiry, bauty, kromlechy jak np. Carnac w Bretanii, czy gigantyczne trylity złożone w krąg w Stonehenge, zbudowane w zachodniej części pierścienia.

Stonehenge

W starożytności menhiry, bauty, kromlechy jak np. Carnac w Bretanii, czy gigantyczne trylity złożone w krąg w Stonehenge w Anglii były na usługach kultu, ale nie zmarłych. Albowiem szereg menhirów wzniesiono poza miejscami grzebania zmarłych. Stonehenge („wiszące kamienie”) koło Salisbury, są to wielkie bloki kamienne ustawione w kilka kręgów, uważane za ślady świątyń kultu słońca. Wielu przypuszcza, że w czasach pogańskich świąt w menhirach składano ofiary i odbywały się tańce i procesje. Na ścianach wielu dolmenów i menhirów zachodniej Europy znajdują się znaki i symbole o znaczeniu magiczno-religijnym, jak np. obraz słońca w promieniach, znak siekiery, wąż. Nekropolia Hal Safliani zawiera kilka wykutych w skale komór, w których odkryto kości siedmiu tysięcy osób. Mircea Eliade w „Historii wierzeń i idei religijnych” twierdzi, że „Owe wszystkie komory służyły pewnym ceremoniom religijnym, zastrzeżonym dla kapłanów i wtajemniczonych”.

Wszystkie te gigantyczne budowle występują wzdłuż wybrzeży Atlantyku. Rozciągają się od śródziemnego wybrzeża Hiszpanii, obejmując Portugalię, a następnie zachodnie wybrzeże Anglii, i sięgając aż do Irlandii, Danii i Szwecji. Jest zdumiewającym faktem, że budowle te występują dokładnie wzdłuż zachodnich granic państwa euro-azjatycko-afrykańskiego, na tak zwanym łuku atlantyckim.

W średniowieczu obrzęd zaklinania odbywał się ze środka kamiennego kręgu. Przywoływano z tego kamiennego kręgu złe duchy.

c.d.n.

http://www.polishclub.org/2014/07/26/stanislaw-bulza-piekielny-krag-czesc-i/

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/07/stanislaw-bulza-piekielny-krag-czesc-i/feed/ 0
Lemingoza – najwieksza choroba świata http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/07/lemingoza-najwieksza-choroba-swiata/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/07/lemingoza-najwieksza-choroba-swiata/#comments Fri, 04 Jul 2014 06:42:07 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5564 400556_356768041004477_198939226787360_1684378_278695716_nLemingoza (wynaturzenie rozsiane, syndrom wypranego mózgu) – wielostopniowa, niemal nieuleczalna psychofizyczna choroba zakaźna, zwana potocznie dojrzałością, atakująca zwykle osoby w wieku licealnym, lecz często już dużo wcześniej, zwłaszcza kobiety (nie wszystkie ale większość).

 

Choroba ta istnieje od zarania dziejów, a jej siła jest wprost proporcjonalna do liczby ludności na świecie. Unikalną cechą tej choroby jest to, że nie powodują jej odrębne patogeny w formie mikroorganizmów, chory na lemingozę (leming) jest zarówno patogenem jak i nosicielem choroby, zdolnym zarazić innych. Lemingoza objawia się całkowitym obumarciem zdolności poznawczych i własnych zmysłów oraz totalnym brakiem myślenia na rzecz panujących w danej społeczności lemingów norm i zasad, które dyktują i kontrolują wszystkie poczynania i zachowania chorego. Cierpiący na lemingozę całkowicie wyrzekają się jakichkolwiek oryginalności i własnych zainteresowań, pragnąć stać się kopią wszystkich identycznych bezmyślnych lemingów, oraz agresywnie atakując tych, którzy nie są na nią chorzy. Lemingoza powoduje również u zakażonych bezgraniczne i fanatyczne zaufanie do instytucji państwowych, szkół, służb mundurowych, lekarzy, mediów mainstreamowych ( ..) dając tym samym idealne warunki aby dawać się przez nich manipulować i całkowicie kontrolować, co stwarza idealne warunki do rozprzestrzeniania się pandemii tej choroby.
Insteresującą cechą lemingów jest miłość do niewolnictwa i do bycia na czyichś usługach na komendę. Lemingi uwielbiają kontrolę, przymus i agresję, zarówno stosować jak i te stosowane na nich, choć otwarcie całkowicie temu zaprzeczają. Przejawiają również wysoce fanatyczny merkantylizm oraz rządzę władzy i bogacenia się kosztem innych lemingów przy jednoczesnym utrzymywaniu iż absolutnie nie żerują na innych oraz są wysoce pokorni i uczciwi i że trzeba takim być. Jest to hipokryzja oraz zaprzeczanie samemu sobie, co jest kolejnym znaczącym objawem lemingozy, ciężkim do zrozumienia dla osób zdrowych. Bardzo ważnym i zawsze występującym objawem lemingozy jest pracoholizm impresywny oraz ekspresywny, czyli zamiłowanie do ciężkiego harowania (najlepiej dla kogoś, przy absolutnym przekonaniu że pracuje się dla siebie) a także agresywnego oceniania innych osób (szczególnie zdrowych, ale także innych lemingów) na podstawie tego ile czasu się uczą i pracują. Lemingi bardzo często atakują zdrowe osoby przez atakowanie ich honoru, twierdząc, że są słabe i poddają się i nie walczą, gdy najzwyczajniej nie chcą dać się zarazić lemingozą i stać niewolnikami innych lemingów, lub gdy rezygnują z czynności nie mających sensu i nie przynoszących żadnych efektów. Bardzo często mieszają się w czyjeś życie starając się obsesyjnie zarazić lemingozą zdrowe osoby i kontrolować je lub pogłębić chorobę u osób już chorych. Lemingi kochają również porażki (również nie zawsze przyznając się do tego) twierdząc jednocześnie, że czegoś ich to uczy. Uwielbiają też doszukiwać się u kogoś błędów oraz udowadniać, że ktoś nie ma racji. Za żadne skarby nie wolno przyznawać się lemingom do jakichkolwiek błędów, nie ważne czy są czy nie ani jak bardzo leming czaruje słownictwem by je wmówić ofierze. Należy być nieugiętym i stać twardo przy swoim, bowiem przyznawanie się do tego, czego leming się w nas dopatruje wprawia go w stan istnej eurofii, wręcz orgazmu, pogłębiając tym samym bardzo drastycznie jego chorobę.
Społeczeństwo lemingów mimo, że jest okradane i wyzyskiwane na wszelkie możliwe sposoby przez władze, którym tak ufają, nie jest w stanie nic zrobić nawet gdy wyraźnie przedstawi im się twarde dowody na to w jakim systemie żyją. Nawet przy silnym naświetleniu problemów finansowych, bądź gospodarczych czy rozmaitych innych argumenty lemingów ograniczają się jedynie do stwierdzeń typu „takie życie, trzeba żyć dalej, nic na to nie poradzimy, trudno” itp, a jako rozwiązanie problemu promują więcej harowania i więcej aktów kujonizmu u uczniów i studentów, co wedłuch nich ma zapewnić lepsze perspektywy, a w rzeczywistości podtrzymać zarazę lemingozy i totalnej ciemnoty.
Społeczeństwo lemingów kocha nudę, rutynę i monotonię. Życie stereotypowego leminga zakłada spędzenie połowy (w najlepszych przypadkach jednej trzeciej) życia nad książkami, szkołę, studia, gdzie około 90% to kompletnie niepotrzebne rzeczy. Następnie praca przez minimum 40 lat, minimum po 8 godzin dziennie, 8-10 godzin w dniu to sen, 1-3 godziny to szykowanie się i dojazd do pracy oraz powrót, a reszta dnia (0-7 godz.) to siedzenie zmęczonym robotą, łykanie wszystkiego z TV, żarcie aspartamu z fluorem, załatwianie się i płacenie rachunków i podatków. Następnie spędzenie starości faszerując się lekami, w końcu w szpitalu i śmierć tamże. Taki scenariusz to wręcz wymarzony raj dla lemingów i istny powód, dla którego warto żyć.
Lemingoza jest chorobą postępującą z wiekiem, wolniej lub szybciej i może prowadzić do wielu innych chorób i bardziej finezyjnych objawów, takich jak wampiryzm energetyczny, poprawność polityczna (…) lewicowe poglądy, pseudofeminizm (rozwścieczone tępe dziewuchy chcące stać ponad prawem, nie mylić z prawdziwą walką o równość), socjalizm, w końcu przyjmuje postać finalnego stadium – lemingozy ortodoksyjnej, czyli ciotyzmu.
Szczególnym, ale też bardzo powszechnym typem lemingozy jest lemingoza internetowa. Objawia się proklamacją typowo lemingowskich haseł i poglądów, jednak dodatkowy jej objaw to agreswywne próby zabłyśnięcia „inteligencją”, doszukiwanie się i wytykanie cudzych błędów (będących błędami niemal tylko w oczach leminga), czepianie się ortografii, interpunkcji, zjedzonych literek, szpanerstwo skomplikowanym słownictwem lub powiedzonkami przy jednoczesnym braku konkretnego przekazu, próby udowadniania innym głupoty, prowokacje, doszukiwanie się nietolerancji, straszenie policją itp.
Wszystkie rodzaje lemingozy są jak najbardziej pożądane u niewolników przez władze nimi rządzące. Jak to w sporcie bywa, muszą być środki dopingujące. I o tym władze nie zapomniały, gdyż jako doping stymulujący rozwój lemingozy mamy fluor, aspartam, szczepionki, chemtrails, dodatki E, GMO i wiele innych.
Lemingoza jest chorobą śmiertelną, nieuleczalną, zakaźną przenoszoną drogą płciową, medialną, szkolną i religijną. Obecnie pandemia tej choroby zaszła już tak daleko, że praktycznie brak jakichkolwiek szans na jej zwalczenie i najprawdobniej doprowadzi niedługo do powstania hipersocjalistycznego orwellowskiego turbototalitaryzmu Nowego Porządku Świata. Osoby jeszcze zdrowe ostrzega się przed lemingami i zaleca izolację od nich jak najszybciej to możliwe, o ile jest możliwe.

 

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/07/lemingoza-najwieksza-choroba-swiata/feed/ 0
Michał Kramek: Abp. Stanisław Wielgus – człowiek który wystraszył elity http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/06/michal-kramek-abp-stanislaw-wielgus-czlowiek-ktory-wystraszyl-elity/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/06/michal-kramek-abp-stanislaw-wielgus-czlowiek-ktory-wystraszyl-elity/#comments Mon, 09 Jun 2014 00:42:28 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5503 Wstęp

Inspiracją do napisania pracy w oparciu o nauczanie księdza arcybiskupa Stanisława Wielgusa był jego niedoszły ingres z dnia 7 stycznia 2007 roku.

Jeszcze tego samego dnia wydarzenia te następująco skomentował kardynał Józef Glemp: „Cóż to za sąd nad arcybiskupem, bez świadków, bez możliwości obrony? Sąd oparty na świstkach i wątpliwych kserokopiach, mikrofilmach!”. Głośne i donośne wołanie w katedrze słowa ,,nie” było zaprzeczeniem lawiny oszczerstw, jakie spadły na arcybiskupa Wielgusa.

Ksiądz arcybiskup nie współpracował z SB, gdyż aby taka współpraca mogła mieć miejsce – zdaniem ks. prof. Tadeusza Guza – musi być wolny wybór prowadzący do ściśle określonego celu. Nie było żadnych notatek, jedynie podpis na wielokrotnie kopiowanej kartce papieru, którego nikt nie zbadał. Arcybiskupowi nie postawiono żadnych zarzutów, nie miał obrońców, a tylko rozwścieczonych oskarżycieli. Siły wrogie arcybiskupowi osiągnęły swój cel: nie dopuściły do objęcia warszawskiej stolicy arcybiskupiej. Poza tym, zniszczyły go psychicznie i duchowo. Podczas ingresu dokonano swoistego medialnego mordu na osobie czcigodnego arcybiskupa. Jednym nienawistnym głosem przemawiali dziennikarze, publicyści, komentatorzy, a także niektórzy duchowni

Nie przedstawiono żadnego dowodu, który by obciążał arcybiskupa Wielgusa. Jego obrońca, mec. Sebastian Karczewski, mówił wówczas tak: „Ksiądz arcybiskup Stanisław Wielgus nie był tajnym współpracownikiem SB (…). Sprawa jego oskarżenia o współpracę (…) została celowo sprowokowana przez grupę osób, które postanowiły nie dopuścić do objęcia przez ówczesnego biskupa płockiego urzędu metropolity warszawskiego ze względu na fakt, że nominacja dokonana przez Benedykta XVI nie odpowiadała ich oczekiwaniom”1.

Słowa wypowiedziane w warszawskiej archikatedrze przez Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego tuż przed jego aresztowaniem pasują do sytuacji z 7 stycznia 2007 roku: „Gdy będę w więzieniu, a powiedzą wam, że Prymas zdradził sprawy Boże – nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas ma nieczyste ręce – nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas stchórzył – nie wierzcie. Gdy będą mówili, że Prymas działa przeciwko Narodowi i własnej Ojczyźnie – nie wierzcie. Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce i wszystko, co czynię dla Kościoła, czynię dla niej” (Warszawa, 25 listopada 1953).

To „nie wierzcie” chciałoby się wielokrotnie dzisiaj jeszcze głośnej zawołać w stosunku do abp. Stanisława Wielgusa. Zniszczono wielkiego człowieka prawdziwie kochającego Boga, Ojczyznę, Kościół i człowieka. Największego w Polsce mediewistę, naukowca, wychowawcę i odpowiedzialnego duszpasterza.

Wybrałem temat „Humanizm chrześcijański w nauczaniu abp. Wielgusa”, gdyż w nim zawarta jest wielkość człowieka i godność osoby ludzkiej związana z Bogiem w świetle objawienia chrześcijańskiego. Przyjmuję zatem, że wartości religijne i dążenia transcendentne nie tylko nie są sprzeczne z jakimkolwiek humanizmem godnym tego miana, ale że czynią go pełnym i autentycznym. Humanizmem na czasy dzisiejsze jest całe nauczanie Jana Pawła II na temat wolności, równości, sprawiedliwości, godności ludzkiej, szacunku dla różnych dziedzin działalności człowieka, o które opiera się nauczanie księdza arcybiskupa Wielgusa.

W pierwszym rozdziale, opierając się na nauczaniu arcybiskupa Wielgusa, starałem się dać odpowiedź na pytanie „kim jest człowiek?”. Drugi rozdział poświęciłem temu, co dla księdza Wielgusa jest najważniejsze: ojczyźnie, narodowi, rodzinie i nauce. W trzecim rozdziale ukazałem ideologie zła, które niszczą człowieka. Wnioski oraz podsumowanie całej pracy zawarłem w zakończeniu.

 

Chrześcijanin wobec nowych ideologii niszczących chrześcijański humanizm

 

„Nowa ideologia zła”, którą Jan Paweł II często nazywał cywilizacją śmierci, wyrosła z dawnych ateistycznych i anarchistycznych filozofii: z Marksa, Nietzschego, Trockiego, Freuda i wielu innych. Jej dynamiczny rozwój rozpoczął się na Zachodzie od 1968 roku. To wówczas młodzi ludzie zaczęli masowo występować pod hasłami: „Zabrania się zabraniać czegokolwiek”, „Niszczcie to, co was niszczy, a niszczy was obecny porządek prawny, niszczy was państwo i religia, niszczą was wszelkie urzędy i wychowawcze instytucje, niszczą was uniwersytety, szkoły, rodzina, małżeństwo”[1].

Ci nowi ideologowie krzyczeli, że należy zbudować nowy, wolny świat, świat pozbawiony starych zasad moralnych, politycznych i kulturalnych; świat, w którym każdy będzie mógł robić, co mu się podoba. Policja stłumiła manifestacje, ale nie spowodowało to zmiany mentalności ludzi, którzy po wielu latach w demokratycznych wyborach dostali władzę. Pokolenie roku 1968 nie potrzebuje obecnie aktów przemocy dla realizacji swoich starych haseł. Ma bardziej skuteczne metody działania: ustanawianie prawa godzącego w rodzinę, małżeństwo, akceptującego aborcję, eutanazję, małżeństwa homoseksualne. Ludzie ci świadomie obalają wartości, na których zbudowane było życie społeczne całych narodów od tysięcy lat. Nowa ideologia zła nie posiada charakteru zorganizowanej potężnej partii czy też innej struktury, ale prezentuje tak jak dawne zbrodnicze ideologie, karykaturę historii zbawienia i jest o wiele nawet groźniejsza, gdyż działa podstępnie, opierając się na fałszywej antropologii. Wykorzystuje olbrzymie wpływy polityczne, finansowe, oraz potężne i bardzo skuteczne w swoim działaniu liberalne media. Celem agresji tej nowej ideologii zła nie jest, jak kiedyś, inny naród, obca rasa, lecz biblijny obraz człowieka. W taki oto sposób arcybiskup przedstawił proces rodzenia się nowych ideologii zła, które są skierowane przeciw naturze i kulturze, które niszczą przyszłość współczesnych pokoleń, ale i przed nimi nie ma żadnej przyszłości, bo opierają się na kłamstwie, oszustwie, niesprawiedliwości i pogardzie dla biednych, słabszych i bezbronnych.

 

 

Postmodernizm

Twórcy postmodernizmu twierdzą, że ich filozofia zrodziła się z rozczarowania religią, nauką, nacjonalistycznymi ideologiami, które głosiły istnienie prawdy obiektywnej, która doprowadziła do wojen, prześladowań religijnych i narodowościowych, stała się ostoją zła i nieszczęścia ludzkiego. Odrzucenie prawdy obiektywnej ma ich zdaniem zapewnić powszechną zgodę, miłość i braterstwo.

Ksiądz arcybiskup Stanisław Wielgus nie uznaje postmodernizmu za nową ideologię, tylko uważa ją za powstałą na podwalinach pradawnych mitów o utraconym tzw. złotym wieku, który pojawia się w starożytnej gnozie. W szczególności ks. Wielgus powołuje się na wizje XII-wiecznego autora Joachima de Fiore, który w historii ludzkości wyróżnił trzy epoki: Ojca, Syna i Ducha – epokę wiecznego spokoju.

Od kilkudziesięciu lat kraje rdzennie chrześcijańskie opanowuje nowa ideologia tzw. postmodernizm. Miliony ludzi uznało tę filozofię życia, często nie zdając sobie nawet sprawy z nazwy prądu, który wyznają. Głosi on zupełnie inną wizję świata i człowieka, niż chrześcijaństwo. Propaguje całkowity relatywizm poznawczy i moralny, skrajny indywidualizm, praktyczny materializm, agnostycyzm, irracjonalizm i szczególnie hasło nieograniczonej wolności: od wszystkiego i do wszystkiego.

Arcybiskup wyjaśnia, co kryje się za tymi pojęciami. Każdy człowiek ma swoją subiektywną prawdę, gdyż nie istnieje prawda obiektywna, każdy w sprawach moralnych postępuje tak, jak mu wygodnie, ponieważ nie istnieją żadne absolutne kryteria obejmujące cała ludzkość, ani pod względem moralnym, ani poznawczym. Eliminuje pojęcie grzechu i różnicę między dobrem a złem. Człowiek musi być wolny od prawdy, moralności, przekonań i religii. Człowieka nie może ograniczać rodzina, narodowa kultura, historia, czy wychowanie. Taki postmodernistyczny człowiek nie pracuje nad własnym charakterem, obca jest mu asceza czy jakiekolwiek poświęcenie dla drugiego człowieka Taki człowiek musi nieustannie dążyć do przyjemności, konsumpcji. Taki człowiek sam siebie uważa za tolerancyjnego, ale w rzeczywistości jest to tolerancja tylko wobec osób tak samo myślących jak on, nie toleruje osób mających inne poglądy.

Postmodernizm występuje przeciwko religii, która stawia jakieś wymagania moralne swoim wyznawcom i głosi trwałe, niezmienne i niepowtarzalne prawdy. Postmodernizm akceptuje te kościoły chrześcijańskie, które uległy temu nurtowi wprowadzając „chrześcijaństwo ułatwione, klubowe, rezygnujące z obowiązku zachowania chrześcijańskich norm moralnych, odrzucające wiarę w piekło i szatana, czasem już wiarę w samego Boga, udzielają natomiast ochoczo ślubów homoseksualistom i lesbijkom”[2]. Natomiast nie akceptuje kościołów z twardym i niezmiennym nauczaniem dotyczącym wiary. Kościół przestaje być sumieniem społeczeństwa. Religi jeszcze są skłoni powiedzieć „tak”, natomiast Kościołowi mówią „nie”.

 

Dalej arcybiskup Wielgus podkreśla, że religia – zdaniem postmodernistów – winna pełnić rolę terapeutyczną, podejmować działania charytatywne i zapewniać człowiekowi poczucie bezpieczeństwa. Bóg ma służyć człowiekowi, a nie człowiek Bogu. Religia ma akceptować wolność człowieka „do wszystkiego” i „od wszystkiego”. Ma dostarczać radosnych przeżyć, ma bawić i pocieszać, jeśli natomiast zacznie narzucać jakieś normy moralne czy też zacznie żądać od człowieka ofiarności i wyrzeczenia, to taką religię należy odrzucić. Człowiek zaczyna wówczas szukać czegoś innego i tak staje się ofiarą sekt czy też zaczyna wierzyć w astrologię, magię, okultyzm albo parapsychologię. Jako przykład, ksiądz Wielgus podaje sektę New Age, która głosi, że ludzkość przechodzi z epoki pełnej nienawiści i wojen chrześcijańskich – tzw. epoki Ryb do pozachrześcijańskiej epoki (tzw. epoki Wodnika) charakteryzującej się wiecznym spokojem i miłością. New Age zaciera różnice między Stwórcą a stworzeniem, między dobrem i złem, odrzuca pojęcie grzechu, a w konsekwencji prowadzi do destrukcji społecznej. Przyszłość świata widzi w gwiazdach. Człowiek tego nowego prądu wierzy w horoskopy i wróżby, a nie wierzy w zbawienie, uważa, że po śmierci panteistycznie wtopi się w kosmos.

„Współczesny angielski poeta Steave Turner w swoim pełnym ironii wierszu zatytułowanym »Credo«, tak przedstawia światopogląd współczesnego, zachodniego, poddanego ideologii postmodernizmu człowieka:

 Wierzy tylko w to, że Jezus był dobrym człowiekiem, podobnie jak Budda, Mahomet i my sami.

 Wierzy, że był niezłym kaznodzieją, choć nie uważa, żeby wszystkie jego morały były dobre i potrzebne.

 Wierzy, że wszystkie religie są w zasadzie takie same, ponieważ wszystkie wierzą w miłość i dobroć, a różnią się jedynie takimi drobiazgami jak: stworzenie świata, grzech, niebo, piekło, Bóg i zbawienie. Wierzy w to, że po śmierci jest tylko nicość, a jeśliby tam jednak coś było, to bez wątpienia będzie to niebo dla wszystkich; no może z wyjątkiem Hitlera, Stalina i Dżyngis-chana.

 Wierzy w seks przed, po i w czasie małżeństwa.

 Wierzy, że cudzołóstwo to frajda.

 Wierzy, że „seks inaczej” też.

 Wierzy, że tabu jest tabu.

 Wierzy, że wszystko idzie ku lepszemu. Wbrew temu, na co wskazują dowody.

 Wierzy, że coś jednak jest w horoskopach, w UFO i wygiętych na odległość przez medium łyżeczkach.

 Wierzy w końcu głęboko w to, że nie ma żadnej prawdy absolutnej – z wyjątkiem prawdy, że nie ma absolutnej prawdy”[3]

 

 

Ksiądz arcybiskup Stanisław Wielgus wyraża opinię, że jeśli ludzie utracą jakikolwiek wspólny język, jakąkolwiek wspólną wizję świata, która ich łączyła, gdy każdy z nich będzie miał swoją prawdę i własne spojrzenie na dobro moralne, to konsekwencją tego może być „wojna każdego z każdym, nieustająca, nie do zakończenia, okrutniejsza niż jakkolwiek inna, prowadzona wyłącznie według praw dżungli, bez nadziei na jakikolwiek pokój. Tak łatwo budzi się w ludziach, pozbawionych oparcia w niewzruszonej prawdzie i moralności, Kainowe dziedzictwo”[4].

Tylko życie w oparciu o zasady chrześcijańskie prowadzi do miłości i pokoju, żadna inna do tej pory wymyślona ideologia tego nie zapewnia.

 

Sekularyzm

Sekularyzm „(łac.: saecularis,-e: świecki; saeculum,-i: świat ziemski,przemijający) – ideologia negująca wszelkie elementy religijne tak w życiu społecznym człowieka, jak i w całej kulturze; swoista filozofia życia o charakterze ateistycznym propagująca koncentrację uwagi na sprawach doczesnych człowieka”[5].

Pierwsze oznaki sekularyzmu można zaobserwować już w okresie renesansu i narodzin kultury nowożytnej, które następnie wsparte zostały przez m.in. takich filozofów jak: Kartezjusz, Kant i Hegel oraz Marks, Nietzsche i Freud.

Podstawową zasadą tej ideologii było twierdzenie, że postęp ludzkości można osiągnąć poprzez wykorzystanie sił ludzkiego rozumu bez pomocy ze strony religii. Początkowo relacji sekularyzmu do religii nie cechowała wrogość, utrzymana była bardziej w klimacie milczącej separacji. Dopiero współczesny sekularyzm przyjął charakter sekularyzmu wojującego, dążącego do wyeliminowania Boga i rzeczywistości religijnej ze świata, poprzez wprowadzenie nowego stylu życia. Człowiek ma się skupić na życiu tu i teraz, wyłączając wszelkie relacje z Bogiem. Sekularyzm jest negatywnie nastawiony do religii, jest antyreligijny. Nie uznaje istnienia uniwersalnych norm postępowania, jak również ludzkich wartości, które by mogły posiadać stałe znaczenie. Sekularyzm akcentuje potrzebę zaangażowania się poznającego człowieka w proces dostosowania się do swojego środowiska i wykorzystania swojej wiedzy, jako praktycznego środka w zaspokajaniu własnych potrzeb i pragnień. Sekularyzm ma głębokie przekonanie, że człowiek jest z natury dobry, a więc natura ludzka nie jest skażona przez jakiś grzech. Szczęśliwą przyszłość ludzkość osiągnie dzięki cudom techniki.

Ksiądz arcybiskup Stanisław Wielgus mówi o dwóch sposobach rozumienia i realizowania sekularności w relacji do religii: europejskim i amerykańskim. Europejski model laickości został ukształtowany przez francuski i angielski ateizm oświeceniowy oraz rewolucję francuską. Model ten odrzuca transcendentny wymiar rzeczywistości, to kult państwa, które ma być ostateczną instancją w tworzeniu prawa i struktur społecznych oraz w kształceniu i wychowywaniu młodych pokoleń. Religia i wiara mają zostać albo całkiem wyeliminowane, albo ograniczone wyłącznie do sfery życia prywatnego.

Drugi model laickości wywodzi się z myśli filozoficzno-społecznej, rewolucji i konstytucji amerykańskiej. Stany Zjednoczone zbudowane zostały przez ludzi głęboko religijnych, a rewolucja amerykańska nie miała nic wspólnego z ateizmem. Co wpłynęło na fakt, że podstawę amerykańskiego modelu laickości stanowi teza, że tym, co ogranicza władzę państwową są prawa obywateli, które swoją moc czerpią z prawa naturalnego, które ma pierwszeństwo przed prawem państwowym, jak i prawem jednostki. Mowa o rzeczywistość transcendentnej, która stanowi ostateczną instancję i ostateczną gwarancję dla życia społecznego narodu amerykańskiego. Dlatego w życiu tego narodu i w jego prawie do dziś zachowało się – mimo coraz to gwałtowniejszych ataków ateistycznego liberalizmu – bardzo wiele treści religijnych i odwołań do Boga.

Wspomniane modele laickości wpłynęły znacząco na dwa współczesne rozumienia nowoczesności. Pozostająca pod wpływem francuskiego modelu nowoczesność ma opierać się na materialnej sferze natury, eliminując sferę rzeczywistości nadprzyrodzonej, ma opierać się wyłącznie na rozumie ludzkim, który stanowi o wszelkich normach w prawie, w życiu społecznym, kulturalnym, politycznym, po prostu o każdej sferze życia człowieka. Amerykański model nowoczesności zachował swoje dotychczasowe odniesienie do sacrum, mimo że jest przedmiotem ataków ze strony neomarksizmu oraz postmodernizmu. W państwach współczesnej zachodniej Europy dominuje francuski model nowoczesności, który dąży do uwolnienia społeczeństwa od religii, a tym samym od zasad moralnych wynikających z zasad wiary katolickiej.

„Za szczególnie groźny znak czasu, wskazujący na nadzwyczajną aktywizację sił zła w naszej epoce, uznał zmarły Papież zjawisko ateistycznego, wrogiego religii, a zwłaszcza katolicyzmowi, sekularyzmu, eliminującego z życia ludzkiego – indywidualnego i społecznego – nadprzyrodzony wymiar rzeczywistości i prowadzącego wprost do takiej współczesnej cywilizacji, która nie waha się mordować milionów niewinnych istnień ludzkich w aborcji, eutanazji i zbrodniczych doświadczeniach genetycznych, obłudnie przy tym, i całkowicie fałszywie, ogłaszając się za wykwit nowoczesnego, oświeconego postępu oraz za jedyną obrończynię wolności, godności i praw człowieka”[6].

Arcybiskup jeszcze dokładniej wskazuje na konsekwentnie realizowany cel niszczenia religii, w wyniku zaplanowanych, skoordynowanych i wprowadzanych w życie działań. A celem tym jest zastąpienie etosu judeochrześcijańskiego nihilizmem i kompletnym relatywizmem ideologii poprawności politycznej. Cel ten jest możliwy do osiągnięcia, gdyż w działania te zaangażowane są siły polityczne, najbardziej wpływowe media z tysiącami redaktorów gotowych do walki z religią, pieniądze. Dodatkowo, działania te są wspierane przez nauczycieli akademickich, artystów i wielu innych ludzi gotowych do wyszydzania świętości chrześcijańskich.

Ksiądz arcybiskup Stanisław Wielgus trwoży się, kiedy powiada, że sekularyzm to życie bez Boga, a najbardziej przerażające jest, to że, ci ludzie nie mają potrzeby Boga, uważają, że bez Niego żyje im się lepiej. Ludzie, którzy ulegli sekularyzmowi nie boją się umierać bez Boga, bez sakramentów świętych. Codzienne życie bez Boga im nie przeszkadza, nie mają z tego powodu żadnego dyskomfortu psychicznego.

Nowoczesny sekularyzm nie odwołuje się do nauki, ma cechy pragmatyzmu. Odrzuca wszystko to, co nie przynosi korzyści człowiekowi, przestał się zajmować szukaniem odpowiedzi na pytania o egzystencję człowieka. Interesuje się wyłącznie formułowaniem wskazówek, mających prowadzić do uniknięcia cierpienia i niesprawiedliwości.

W ostatnich kilku latach, zauważa arcybiskup, nasilił się atak mający na celu eliminację resztek elementów religii z obyczajowości i z życia publicznego. Z sądów wyrzucane są tablice z Dekalogiem, a ze ścian sal lekcyjnych usuwane się krzyże. Zakazuje się dzieciom i młodzieży noszenia jakichkolwiek symboli religijnych. Problemem okazują się szopki świąteczne, a ze świątecznych kartek pocztowych usuwa się wzmiankę o Bożym Narodzeniu i o Wielkanocy. Liberalne media na siłę wtłaczają, jak to było w czasach komunizmu, w świadomość milionów ludzi obrzędowość świecką zamiast religijnej. Wszystko to dzieje się publicznie, często przy aprobacie rządzących, powołujących się na postęp, pokój społeczny, tolerancje i wolność.

„Sekularyzm jak ongiś komunizm, dąży do tego, by stać się ogólnoświatowym światopoglądem. Podobnie również jak komunizm nie znosi żadnej konkurencji, a w stosunku do symboli chrześcijańskich i Boga reaguje z nieukrywaną nienawiścią i agresją. Karmi się antychrześcijańską ideologią oświeceniową, ale zajmuje wobec religii jeszcze bardziej skrajne niż ona stanowisko. Jeden z ojców europejskiego sekularyzmu, Voltaire, twierdził jeszcze, że wiara w Boga jest konieczna dla człowieka i że gdyby Bóg nie istniał, to należałoby Go wymyślić jako gwaranta moralności jednostek i społeczeństw. Współcześni kontynuatorzy oświeceniowego sposobu myślenia idą dalej niż Voltaire. Głoszą, że gdyby nawet było pewne, że Bóg istnieje, to należałoby o Nim milczeć i postępować tak, jakby nie istniał. »Hipoteza Boga« – powtarzają za jednym z dawnych przyrodników, jest już współczesnemu światu niepotrzebna. Dlatego też jakakolwiek wzmianka o Bogu nie powinna się, ich zdaniem, pojawiać w dokumentach publicznych – prawnych, politycznych, społecznych i innych. Zakazane winno być także publiczne używanie symboli religijnych i modlitw, ponieważ stanowią one poważne naruszenie praw ateistów i agnostyków. W dziwny sposób wyznawcy ateistycznego sekularyzmu nie zauważają, że takie zakazy naruszają żywotne prawa ludzi wierzących i że odbierając im prawo do publicznego wyznawania swojej wiary – stanowią jawną dyskryminację dokonywaną z powodów religijnych, naruszającą wiele międzynarodowych umów podpisywanych w majestacie prawa przez rządy demokratycznych krajów”[7].

Arcybiskup dostrzega jednocześnie w wielu krajach pewne zatrzymanie się rozwoju sekularyzmu, który osiągnął swoje apogeum w XX wieku, a obecnie się załamuje i religijność (niekoniecznie chrześcijańska) wraca do społeczności, które wcześniej religię wyrzuciły ze swego życia. Jednak obraz powracającego Boga jest często niechrześcijański. Nie uważa się Boga za przyczynę wszystkiego, co dzieje się w życiu ludzi i całego świata. Przyjmuje się immanentną transcendencje Boga, uważa się, że Bóg działa w człowieku niezależnie od Kościoła. Wobec tego odrzuca się hierarchię Kościoła, kapłaństwo, posłuszeństwo nakazom i zakazom religijnym, lekceważy się grzech i pokutę. Nie wierzy się w ingerencje Boga w los ludzi i świata, w Jego opatrzność i działanie.

Nawet współcześni badacze życia publicznego zaczęli doceniać znaczenie religii dla trwałości małżeństw, rodzin, przyjaźni, gdyż przekonali się, że tylko ona stoi na straży godności człowieka, nie traktuje osoby ludzkiej w charakterze środka do zaspokojenia czyichkolwiek celów. Współczesny myśliciel José Casanova traktuje ten temat następująco: „Podczas gdy od konserwatywnych, religijnych osób oczekuje się tolerowania zachowań, które mogą oni uznawać za moralnie odrażające, takich jak homoseksualizm, liberalni, laiccy Europejczycy głoszą otwarcie, że europejskie społeczeństwa nie powinny tolerować zachowań religijnych ani zwyczajów, które są moralnie odrażające, bo sprzeczne ze współczesnymi, liberalnymi, europejskimi normami… Tym, co sprawia, że nietolerancyjna tyrania laickiej liberalnej większości daje się usprawiedliwić, jest nie tyle demokratyczna zasada rządów większości, ile raczej sekularne, celowościowe założenie wbudowane w teorię modernizacji, według którego jeden zestaw norm jest reakcyjny, fundamentalistyczny i nienowoczesny, a drugi – postępowy, liberalny i nowoczesny”[8].

Sekularyzacja oddziela sacrum od profanum, co wg arcybiskupa nie jest czymś wrogim chrześcijaństwu, gdyż sam Jezus taki podział wprowadził mówiąc „co Bożego Bogu, a co cesarskiego cesarzowi”, broniąc jednocześnie tego, co należy do Boga. Jezus nie wyraża zgody na to, by cesarz zasiadał na ołtarzu i miał wpływ na ludzkie sumienia i dusze, aby decydował o prawdach wiary i o ludzkiej moralności. Bóg oddał cały świat człowiekowi w jego władanie, nakazując zarazem, aby rozwijał swoje talenty i czynił sobie ziemię poddaną. Bóg akceptuje działania i owoce tych działań na ziemi .Ostatecznie sekularyzacja, zdaniem arcybiskupa Wielgusa, może doprowadzić do przejęcia rozumu, wolności, ziemskich planów człowieka, z wykluczeniem jakiejkolwiek perspektywy religijnej .

Pluralizm i liberalna demokracja

„Pluralizm – (łac.), pluralizm polityczny, doktryna polityczna głosząca potrzebę stworzenia warunków ustrojowych do swobodnego ujawniania różnorodnych opinii dotyczących życia zbiorowego oraz tworzenia organizacji reprezentujących różne interesy grupowe (partii, stowarzyszeń)’’[9].

Pluralizm polityczny jest zasadą, zgodnie z którą wszystkie partie niezależnie od wyznawanych i głoszonych poglądów mają prawo bytu, a obywatel może znaleźć opcję właściwą dla siebie. Pluralizm polityczny jest więc związany z tolerancją. Dzięki niej współistnieć mogą przeciwne bloki i partie polityczne. Pluralizm powinien gwarantować dojście do porozumienia. Pluralizm i tolerancja, te dwa pojęcia wywodzą się z jednego korzenia i spełniają podobną rolę – wyznaczają pewne zadanie społeczne, pokazują, iż można żyć i współpracować z ludźmi, którzy mają kompletnie inne poglądy niż my. Oczywiście, wszystko ma swoje granice. Pluralizm polityczny akceptuje partie, które działają w zgodzie z ustalonymi normami społecznymi, które np. nie szerzą haseł nazistowskich, rasistowskich. Nie można tolerować i akceptować czegoś, co jest z natury rzeczy złe i zakazane. Tolerancja, jako pojęcie bywa nadużywane, a przez to traci na wartości. Nie możemy tolerować rzeczy, które są złe i naganne moralnie. Nie oznacza to, że nie powinniśmy chcieć ich zrozumieć, wręcz przeciwnie. Wszelkie odstępstwa nie zostaną zniwelowane, dopóki nie zrozumiemy ich podłoża i genezy. Jak mówi stare przysłowie: „aby zniszczyć wroga należy go najpierw poznać”. Wszystkie wielkie systemy polityczne miały swoje początki w teorii pozytywnej, co oznacza, iż nie miały w zamyśle niszczenia dorobku ludzkiego i wszelkich jego tworów. Tolerancja powinna mieć ograniczenia, nie powinna zezwalać na szerzenie zła i nienawiści. Powinna stać na twardych podstawach, a jednocześnie stać się źródłem inspiracji dla przyszłych pokoleń. Człowiek jest z natury rzeczy jednostką dobrą, stąd nie możemy mieć pewności, że wszystkie jego działania pozbawione będą treści i sensu. Jest to z pewnością, uogólnianie, a generalizacja, jak każdy wie, nie przynosi niczego pozytywnego. Sobór Watykański II zaakceptował pluralizm jako prawo do swobodnego rozwoju różnych grup społecznych, jak również zaakceptował politykę państwa, która uwzględnia w swoich decyzjach głos tych grup  .

 

Arcybiskup Wielgus podkreśla, że pluralizm winien się opierać na tolerancji, która pozwala różniącym się światopoglądowo, religijnie i narodowościowo żyć obok siebie w pokoju i wzajemnym szacunku, gdzie każdy ma mieć zagwarantowaną wolność, nie naruszając wolności innych ludzi. Jednak arcybiskup jednocześnie dodaje, że w państwach demokratycznych nie powinno się pluralizmu gloryfikować ani demonizować. Pluralizm to nie lekarstwo na wszystkie problemy społeczne, za pomocą tej ideologii nie da się samoczynnie ich rozwiązać, w co wierzą liczni liberalni politycy i ich media. Pluralizm, który akceptuje wszelkie różnice, w tym przeróżne skrajności polityczne, ideologiczne, etyczne i światopoglądowe nie jest siłą integrującą społeczeństwo do wspólnych celów, a przecież od wspólnego dobra zależy byt całego narodu. W tym wypadku pluralizm staje się siłą dezintegrująca społeczeństwo, przy akceptacji wolności od wszystkiego i do wszystkiego. To w konsekwencji prowadzi do rozpadu narodu, gdyż nie ma on wspólnego działania i wspólnego celu, ponad wszystkimi podziałami i różnicami. Ratunkiem może być wspólna płaszczyzna działania, którą mogą być wartości etyczne, od których demokracja nie powinna się odwracać i o nich zapominać. Wszystkich parlamentarzystów winien obowiązywać jeden powszechnie akceptowany kodeks niezmiennych wartości, niezależnych od żadnej opcji politycznej, w oparciu o który nie doszłoby do ustanowienia praw godzących w podstawowe prawa człowieka, praw sprzecznych z Dekalogiem i prawem naturalnym. A tak, nieliczni wybrani do parlamentu, decydują o losach całego narodu, wbrew ich woli. Tam gdzie nie ma ram etycznych, tam możliwa jest zupełna dowolność dająca pole do działania przeróżnym manipulacją prawnym, politycznym i społecznym. Jak miało to miejsce w hitlerowskich Niemczech, gdzie zgodnie z prawem zabijano upośledzonych Żydów, Cyganów, Słowian. Te trwałe, niezmienne normy etyczne i wartości odwołujące się do Boga i niezależne od woli ludzkich ustawodawców i jego instytucji, broniące godności osoby ludzkiej, chroniące życie od poczęcia do naturalnej śmierci, chroniące małżeństwo, jako związek mężczyzny i kobiety, chroniące rodzinę, jako podstawową komórkę społeczną, powinny się znaleźć u podstaw każdej konstytucji w demokratycznym państwie. Uwzględnienie tych wartości w niczym nie ogranicza właściwie rozumianego pluralizmu, a wprost przeciwnie, wzmacnia go. Prawdziwy pluralizm jest w stanie obronić społeczeństwo przed nihilizmem i relatywizmem, gdyż ma on korzenie chrześcijańskie, bo wyrastał z Bożego i naturalnego prawa, oraz opierał się na przekonaniu o obiektywnym, absolutnym charakterze prawdy i dobra. Ksiądz arcybiskup zauważa, że współczesny postmodernistyczny pluralizm stwarza jedynie pozory poszanowania dobra każdego. Dysponująca władzą polityczną mniejszość

narzuca swoje prawa większości powodując, że liczni biedni i słabi stają się jeszcze słabsi i biedniejsi, gdy nieliczni bogaci stają się jeszcze bogatsi i silniejsi. W państwach demokratycznych, w tym i w Polsce, olbrzymia grupa ludzi nie ma żadnego wpływu na życie w kraju ani żadnych szans na zmianę tego stanu rzeczy. Silne grupy interesów, dysponujące olbrzymim kapitałem i mediami nie pozwalają na swobodne zaistnienie sił społecznych, które inaczej myślą i inaczej widzą rzeczywistość niż oni. Siły te dążą do dechrystianizacji narodów, dążą do urzeczywistniania ateistycznej wizji rzeczywistości. „I to jest w nim elementem stałym, wszystko inne jest subiektywne, indywidualne i relatywne. Ludzi w nim nie łączy nic stałego. Ani religia, ani rozum, ani prawda, ani wspólne dobro, ani natura, ani ojczyzna. Wszystko zostało już zakwestionowane. I wszystko jest dozwolone”[10]. Prawdziwy pluralizm, zdaniem księdza arcybiskupa, sięga swoimi korzeniami do Chrystusa, który dokonał rozdziału sacrum od profanum. Sięga również do średniowiecznej doktryny o dwóch władzach: papieskiej i cesarskiej oraz do czasów reformacji, kiedy król Zygmunt August wbrew powszechnie obowiązującej na Zachodzie zasadzie „czyj kraj, tego religia” przeciwstawił się jej i wprowadził w życie swoje stanowisko mieszczące się w słowach: „Nie jestem panem waszych sumień. Prawdziwy pluralizm wyrasta z prawa Bożego i naturalnego oraz z przekonania o absolutnym charakterze prawdy i dobra. Nie ma prawdziwego pluralizmu tam, gdzie bogata, dobrze zorganizowana mniejszość zdominowała większość”70. „»Demokracja«, to ustrój polityczny, w którym źródło władzy stanowi wola większości obywateli, przy respektowaniu praw mniejszości. Gwarantem istnienia demokracji jest konstytucja. Obecnie powszechną formą ustroju demokratycznego jest demokracja parlamentarna”[11]. „Liberalizm to kierunek polityczny głoszący, iż szeroko rozumiana wolność jest nadrzędną wartością. Odwołuje się on do indywidualizmu, stawiając wyżej prawa jednostki niż znaczenie wspólnoty. Głosi nieskrępowaną (aczkolwiek w ramach prawa) działalność poszczególnych obywateli we wszystkich sferach życia zbiorowego. Liberalizm wywodzi się z epoki oświecenia. Skupiał on zwolenników tej epoki i związanych z nią nurtów filozoficznych. Postulował m.in. przeprowadzenie szeregu reform społeczno-politycznych, takich jak: zniesienie ustroju feudalnego, ograniczenie przywilejów szlacheckich, zastąpienie pańszczyzny wolnością gospodarczą, wprowadzenie równości obywateli wobec prawa,

ograniczenie roli Kościoła, zniesienie monarchii i absolutyzmu, wprowadzenie demokracji opartej na konstytucyjnej zasadzie trójpodziału władzy czy też respektowanie praw człowieka, swobód obywatelskich i zasad tolerancji”[12]. Dla arcybiskupa Wielgusa pojęcie liberalizmu jest wieloznaczne. U podstaw wszystkich jego odmian znajduje się tzw. liberalizm filozoficzny, głoszący całkowite wyzwolenie jednostki od jakichkolwiek więzów narzucanych przez państwo, Kościół, religię czy instytucję. Człowiek sam tworzy normy moralne, nie licząc się z Dekalogiem ani z prawem naturalnym, stoi ponad nimi. Na bazie tego liberalizmu wyrósł liberalizm teologiczny, głoszący przesadny indywidualizm, dążący do usunięcia wszelkich zewnętrznych zakazów, nakazów i autorytetów, które by ograniczały wolność jednostki. Człowiek nasiąknięty tego typu liberalizmem nie uznaje żadnej prawdy obiektywnej, żadnych powszechnie obowiązujących norm moralnych ani żadnych autorytetów. Za szczególnie groźny dla współczesnego człowieka – uważa arcybiskup – liberalizm etyczny i moralny, prowadzący do całkowitego egoizmu, hedonizmu i utylitaryzmu, a w konsekwencji prowadzący do ukształtowania człowieka bez sumienia, niewrażliwego na dobro wspólne. Ten typ liberalizmu łączy się z liberalizmem ekonomicznym wprowadzającym do życia społecznego i gospodarczego bezwzględne prawo dżungli. Zdaniem księdza arcybiskupa liberalizm jest wrogi człowiekowi tak, jak marksistowski kolektywizm. Czyni z człowieka niewolnika materii, koncentrującego się na zaspokojeniu cielesnych popędów, który odrzuca wszelkie formy samoopanowania i ascezy, a nawet pracy nad własnym charakterem. Prowadzi to w konsekwencji do braku sensu istnienia, gdyż człowiek nie wierzy w wymiar nadprzyrodzony. Tak jak pluralizm, tak i demokracja nie zapewni szczęścia ludziom na ziemi. O wartości danego ustroju nie decyduje sposób wyłaniania posłów czy mechanizmy sprawowania władzy, lecz wizja człowieka i hierarchia wartości, na której dany ustrój się opiera. Demokracja będzie wartościowym systemem władzy, jeśli będzie opierała się na prawdzie o człowieku, będzie broniła godności człowieka i umożliwi wychowanie mądrych, dobrych i pracowitych obywateli. Demokracja ma służyć człowiekowi a nie prowadzić do upadku społeczeństwa. Na naszych oczach dokonywany jest zamach na fundament demokracji, który stanowi chrześcijańska wizja człowieka, jako osoby świadomej, wolnej i odpowiedzialnej. Wielu polityków odrywa demokrację od tych wartości, traktuje człowieka niemal jak zwierzę. W świecie zwierząt toczy się nieustanna walka o byt, a wygrywa  56

silniejszy. Takie same zasady zaczyna stosować współczesna demokracja europejska, gdzie uchwalane prawo (przy pomocy demokratycznych procedur) bardziej broni przestępców niż ich ofiary. Mordercy mają gwarancję, że żadne państwo nie pozwoli ich zabić, natomiast dzieci w fazie rozwoju prenatalnego czy osoby starsze już takich gwarancji nie mają. Konsekwencją takiej wizji człowieka jest zdegenerowanie systemu demokratycznego i pojawienie się w to miejsce barbarzyńskiej, wypaczonej demokracji, opierającej się na wypaczonej hierarchii wartości. Arcybiskup podkreśla, że wypaczona demokracja jest niezdolna do wychowania młodego pokolenia, do rozwoju na wysokim poziomie kultury. Prowadzi to do sytuacji, w których władzę przejmują cwaniacy, karierowicze, a nawet przestępcy. Z mechanizmu demokracji może korzystać jedynie człowiek dobrze wychowany, bo w przeciwnym razie doprowadzi to do nadużycia władzy i ochrony skorumpowanych polityków. Wypaczona demokracja rodzi w ludziach rozczarowanie. Większość ludzi nie czuje się wtedy obywatelami, którzy współdecydują o losie państwa, a jedynie wyborcami, o których politycy przypominają sobie jedynie w trakcie kampanii przedwyborczej. W konsekwencji obserwujemy coraz większą obojętność obywateli na sprawy państwa i coraz niższą frekwencję w wyborach. Już teraz partie polityczne, mające większość w parlamencie, reprezentują mniejszość obywateli. Ksiądz arcybiskup kreśli smutną wizję przyszłości Polski. Jeśli nie zaczniemy znowu kierować się prawdą o człowieku i nie powrócimy do podstawowych wartości, takich jak: miłość, mądrość, odpowiedzialność, uczciwość, pracowitość, patriotyzm, to obecna forma demokracji przyniesie jeszcze większe rozczarowanie niż dotąd. Mieliśmy już demokrację ludową, obecnie promowana jest demokracja liberalna, ale demokracja normalna zaistnieje dopiero wtedy, gdy większość obywateli i wybranych przez nich przez nich polityków, postawi w centrum człowieka i jego godność dziecka Bożego



[1] S. Wielgus, Nowa ideologia zła, PIW, Płock 2006, s. 13.

[2] Idem, Moja umiłowana…, ed. cit., s. 161.

[3] Idem, Ducha nie gaście…, ed. cit., ss. 320-321.

[4] Idem, Moja umiłowana…, ed. cit., s. 162.

[5] P. Mazanka, Sekularyzm [online] http://www.ptta.pl/pef/pdf/suplement/sekularyzm.pdf (dostęp: 21.04.2011).

[6] S. Wielgus, Wobec wojującego sekularyzmu, PIW, Płock 2006, s, 5.

[7] Ibidem, ss. 10-11.

[8] Ibidem, s. 13.

[9] Encyklopedia PWN, [online] encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=4009536 (dostęp: 26.02.2011).

[10] S. Wielgus, Ducha nie gaście…, ed. cit., s. 337.

[11] M. Bankowicz, Demokracja. Zasady, procedury, instytucje, Wydawnictwo UJ, Kraków 2006

[12] Z. Rau, Liberalizm. Zarys myśli politycznej XIX i XX wieku, Fundacja Aletheia, Warszawa 2000.

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/06/michal-kramek-abp-stanislaw-wielgus-czlowiek-ktory-wystraszyl-elity/feed/ 0
Wojna masonów na ukrainie. Reperkusje dla Polski – nowa ksiażka Stanisława Krajskiego http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/06/wojna-masonow-na-ukrainie-reperkusje-dla-polski-nowa-ksiazka-stanislawa-krajskiego/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/06/wojna-masonow-na-ukrainie-reperkusje-dla-polski-nowa-ksiazka-stanislawa-krajskiego/#comments Fri, 06 Jun 2014 12:38:42 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5500 Spis treści: Wstęp Rozdział I – Masońskie zagrożenie 1. Masoneria i kabała 2. Masoneria i Lucyfer 3. Masoneria – teozofia – okultyzm 4. Masoneria jako sekta 5. Masoneria rosyjska i masoneria amerykańska 6. Masoneria zmierza do przejęcia władzy nad światem 7. Współpraca „szkotów i „francuzów” w dziele zniewolenia świata Rozdział II – Dawid Rockefeller na Ukrainie 1. Różne spojrzenia: Sakiewicz, Isakowicz-Zaleski, Michalkiewicz – Euromajdan i polska racja stanu 2. Amerykańscy masoni na Ukrainie – Chevron, Dawid Rockefeller i Wiktor Janukowycz Rozdział III – Aleksander Dugin i rosyjska masoneria rytu francuskiego 1. „Drogi absolutu” 2. Masońska doktryna prezentowana przez Dugina 3. Rosja, Niemcy, Polska Rozdział IV – Dugin i sytuacja na Ukrainie 1. „Ukraina jest na ostatnim etapie swojego istnienia” 2. „Czysta, zimna geopolityka – atlantyści przeciw eurazjatom” 3. Aleksandr Dugin i Alissa Rosenbaum (Ayn Rand) 4. „Polska i Ukraina mogą być tylko albo rosyjskie albo niemieckie” Rozdział V – Wpływy masonerii w Rosji Rozdział VI – Aktywność Tajnego Zakonu Eurazji na Ukrainie 1. Zagubienie Putina i nowych władz Ukrainy 2. GRU na Ukrainie – jaką role odgrywa tu Dugin? Rozdział VII – Czy na Ukrainie pojawiła się amerykańska armia masońska? Rozdział VIII – Arsenij Jaceniuk i masoneria 1. Jakiej narodowości jest Jaceniuk? 2. W jaki sposób Jaceniuk zarabiał pieniądze? 3. Masońskie powiązania fundacji Jaceniuka 4. Funkcje państwowe pełnione przez Jaceniuka 5. Czy Jaceniuk jest scjentologiem? 6. Jaceniuk i rosyjskie służby specjalne 7. Wpływy Jaceniuka Rozdział IX – Masońska bitwa o Ukrainę – reperkusje dla Polski 1. Wojna pomiędzy dwoma odłamami masonerii 2. Smoleńsk, GRU, Putin, masoneria 3. Do czego doprowadzi wojna masonów na Ukrainie? 4. Polska: owoce masońskiej wojny na Ukrainie Indeks nazwisk Bibliografia

Wstęp

W październiku 2013 roku zakończyłem gromadzić podstawowe materiały do książki „Masoneria polska 2014” i zabrałem się do jej pisania. Początkowe rozdziały książki tak się rozbudowały, że postanowiłem wydać je jako oddzielną książkę, książkę pt. „Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu”. W książce tej zapowiedziałem, że „Masonerię polską 2014” wydam wiosną 2014 roku. W trakcie pisania „Masonerii polskiej 2014” pojawił się całe szereg nowych, ważnych, niekiedy nawet mnie bulwersujących, źródeł i pojawił się szereg nowych „tropów”. Coraz bardziej zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że książki „Masoneria polska 2014” nie zdążę zakończyć na wiosnę 2014 roku. Jednym z nowych tematów, których dotyczyło wiele źródeł był temat wydarzeń na Ukrainie. Wydarzenie te miały (i mają) bardzo ważny aspekt masoński i w tym aspekcie dotyczyły problemów wręcz kluczowych dla Polski. W pewnym momencie skupiłem się na tym temacie. Powstały tekst okazał się być tekstem autonomicznym o objętości średniej książki. W taki więc sposób postanowiłem go wydać. Jest to opowieść o wojnie na Ukrainie, wojnie rosyjskiej masonerii rytu francuskiego z amerykańską masonerią rytu szkockiego. Ta wojna jeszcze bardziej niż Wojna Rosja-Ukraina dotyka i będzie dotykać Polski. Książka „Masoneria polska 2014”, która i tak będzie jedną z najbardziej obszernych (i najbardziej bulwersujących) moich książek ukaże się zaś jesienią 2014 roku.10406929_595840860524008_1723278250626860620_n

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/06/wojna-masonow-na-ukrainie-reperkusje-dla-polski-nowa-ksiazka-stanislawa-krajskiego/feed/ 0
Grzegorz Musiał: Ukraina – między Czerwonym Smokiem a Czarną Panterą http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/03/grzegorz-musial-ukraina-miedzy-czerwonym-smokiem-a-czarna-pantera/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/03/grzegorz-musial-ukraina-miedzy-czerwonym-smokiem-a-czarna-pantera/#comments Sun, 23 Mar 2014 21:18:28 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5275 Tekst zdjęty z portalu Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy
Światem rządzą inne osobistości, niż wyobrażają sobie ci, którzy nie mogą zajrzeć za jego kulisy” (Beniamin Disraeli)

Ukraina – między Czerwonym Smokiem a Czarną Panterą

Chyba już nikt spośród rozumnych Polaków, kto swej wiedzy nie czerpie wyłącznie z politpoprawnych me(n)diów tzw. „głównego ścieku”, nie ma wątpliwości, że Majdańska rewolta na Ukrainie jest dziełem tego samego międzynarodowego lobby ideologicznego, które podobny „gniew ludu” przeciwko „tyranowi” wzniecało kolejno w Iraku, w Libii, Egipcie a obecnie – w imię podobnego „wsparcia”, oferowanego przez „wolny świat” – inspiruje w Syrii rozwałkę do niedawna wolnego i dobrze prosperującego państwa przez tak zwanych „rebeliantów”. Sama amerykańska sekretarz stanu, pani Victoria Nuland, dnia 13 grudnia 2013 r. nie kryła wobec dziennikarzy zgromadzonych w National Press Clubie w Waszyngtonie, że USA „zainwestowało 5 miliardów dolarów w agitację na Ukrainie.”

Ta sama dama została też przypadkiem sfilmowana, gdy rozmawiając z ambasadorem USA na Ukrainie Geoffrey’em Pyattem o „zarządzaniu” tzw. „partiami opozycyjnymi” Ukrainy, wyraziła się: „Fuck European Union!” („Pierdo*** UE) – wyrażając w ten kulturalny sposób swe niezadowolenie z niedostatecznego, w porównaniu z USA, zaangażowania Brukseli w obalenie dotychczasowych władz na Ukrainie. W przeciwieństwie bowiem do Amerykanów, których celem jest udostępnienie Ukrainy dla grabieży jej gospodarki i zasobów przez amerykańskie banki i korporacje oraz wprowadzenie jej do NATO – dla uzyskania baz wojskowych tuż przy rosyjskiej granicy – Europejczycy zdali sobie sprawę, że zbyt jawne „przejmowanie Ukrainy” może mieć dla nich zgubne skutki, gdyby Rosja zmniejszyła dostawy ropy i gazu ziemnego do Europy. W związku z tym, Unia na jakiś czas podkuliła ogon i przyhamowała w zapędach „demokratyzacyjnych”, a nawet miała ochotę całkiem odstąpić od wywoływania protestów na Ukrainie.

Nowy Porządek Świata

Celowo napisałem, że to jest środowisko „ideologiczne”, a nie polityczne, gdyż to, co wyprawiają ci poukrywani jako „doradcy”, „eksperci” lub „prezesi” rozmaitych „organizacji ponadnarodowych”, macherzy od wdrażania mniej lub bardziej jawnych „strategii światowych”, nie ma już nic wspólnego z tym czy tamtym poważnym politycznym ugrupowaniem, w dawnym sensie tego słowa, z konkretnym stronnictwem czy polityczną opcją „prawicową”, „lewicową” lub „liberalną”…

Te etykietki można dziś wrzucić do kosza – posługują się nimi, dla mącenia nam w głowach, już tylko znani z głębi swych przemyśleń tzw. mainstreamowi dziennikarze. Zaś stanowiący jedynie 2% populacji świata, gang globalistycznych „filutów” – wg. terminologii Stanisława Michalkiewicza – to gang najbogatszych łobuzów związanych z domami panującymi, z przemysłem finansowym, ubezpieczeniowym, wydobywczym, farmaceutycznym i naftowym, dążący do wzniecania, gdzie się tylko da, rozruchów, przewrotów, prowokacji – bo, jak mawia stare przysłowie, w mętnej wodzie łowi się najlepiej. Znajdują oni niewysłowioną rozkosz w pociąganiu za sznurki wszelkich wojen, przewrotów, masakr, sycąc się poczuciem wszechwładzy i gardząc wszystkim, co do niedawna stanowiło o potrzebie etyczności w polityce i co łączy się ze świętością praw ludzkich, samostanowieniem narodów, nienaruszalnością granic, śmieją się usadowieni wysoko, na swych kapłańskich tronach, z nas, hen na dole, trzymających się wciąż jakichś zasad, podziałów i pojęć, nieprzystających do świata ich absolutnego kosmopolityzmu i odrzuconych chrześcijańskich wartości.

W przemówieniu z 11 września 1992 r. prezydent George Bush senior, tę chuliganerię światową, której mafia bankierska, nazywana już powszechnie „banksterami”, jest nieledwie małą częścią, malowniczo nazwał Nowym Porządkiem Świata. Zaś jego towarzysz tajnej walki o „tysiąc punktów świetlnych”, Zbigniew Brzeziński, na użytek telewizyjnej gawiedzi, której wszystko można do ogłupionych rozrywką łbów wcisnąć, Nowym Porządkiem Świata określił „dążenie światowych elit, w kierunku stworzenia systemu światowego, który rozciąga się równomiernie we wszystkich częściach świata, gdzie władza jest w rękach komunistycznych rządów”.

Brzmi to niewinnie, bo niby – skierowane jest to przeciw komunizmowi. Jednak w obecnym świecie, w którym jawnego ustroju komunistycznego już prawie nie ma, ostrze „wolnego świata” – reprezentowanego przez Waszyngton, Izrael i Brukselę –łatwo skierować np. w Putina czy innego legalnie wybranego przywódcę państwowego, jeśli tylko nazwać go „dyktatorem” i oskarżyć o sympatyzowanie z komunizmem (tak było np. z Kaddafim, a teraz jest z Janukowyczem). Taka definicja Nowego Porządku Światowego – przedstawiająca go jako ruch dobroczynnych „wybrańców”, „obrońców uciśnionych mas”, będący wcieleniem najwyższych ideałów „demokracji” – jest tylko retorycznym frazesem, elementem ogłupiania, które widzimy dziś na Ukrainie i któremu, niestety, ulegli również politycy polscy. Znacznie brutalniej bowiem, rzeczywiste cele Nowego Porządku Światowego – jako ruchu wyłonienia nowej arystokracji, mogącej zarządzać ludami, które pozbawia się suwerenności i narodowego samostanowienia, ujawnił inny jego współtwórca, Dawid Rockefeller:

„Jesteśmy wdzięczni wydawcom Washington Post, New York Times, Time Magazine i innym wielkim publikacjom, których menadżerowie uczestniczyli w naszych spotkaniach i dotrzymali swych obietnic zachowania dyskrecji przez blisko 40 lat. Byłoby dla nas niemożliwością zrealizowanie naszego planu budowy światowego rządu, jeśli bylibyśmy w tym czasie przedmiotem zainteresowania prasy. Dziś jednak świat jest już dużo bardziej wyrafinowany i przygotowany do organizacji rządu światowego. Idea ponadnarodowej suwerenności elit intelektualnych i światowych bankierów jest z całą pewnością korzystniejsza od narodowego samostanowienia, praktykowanego w minionych stuleciach”. (1991)

I dodaje:

Znajdujemy się na pograniczu globalnej przemiany. Wszystko czego potrzebujemy, to odpowiedni kryzys, a narody zaakceptują Nowy Porządek Świata. (1991)

Trilateral Commission

Jednym z najpotężniejszych ramion wykonawczych Nowego Porządku Świata jest Komisja Trójstronna (Trilateral Commission) – kolos o ogromnych możliwościach finansowych, kontrolujący dwadzieścia największych światowych koncernów w USA, Europie i Japonii a także większość globalistycznych fundacji, na czele z wszechpotężnym IREXem (odpowiedzialnym za światową indoktrynację globalistyczną, w tym gender). Komisja Trójstronna, założona w 1972 r. przez Dawida Rockefellera, Zbigniewa Brzezińskiego i Henry Kissingera w posiadłości Rockefellerów Hudson Valley jako organizacja prywatna, skupia dziś amerykańskich, europejskich i japońskich technokratów z najwyższych kręgów władzy finansowo-politycznej, stawiając sobie za cel wdrażanie technologii i teorii wspierających hegemonię świata opartego na dominacji wybranych elit technokratyczno-pragmantycznych, a także tworzenie zaplecza tej władzy: biurokracji państwowej, ponadnarodowych korporacji, związków zawodowych, partii politycznych, centrów uniwersyteckich i mediów, sprzyjających tej ideologii.

Wśród światowych członków Komisji Trójstronnej, prócz wyżej wymienionych, widzimy Jimmy’ego Cartera czy Billa Clintona; warto też przyjrzeć się polskim nazwiskom: Marka Belki, Janusza Palikota, Wandy Rapaczyńskiej, Andrzeja Olechowskiego czy naczelnego redaktora „Polityki” Jerzego Baczyńskiego. Ich obecność w tym specyficznym gremium daje do myślenia nad wpływem, jaki zapewne wywierają na bieg wielu spraw wewnętrznych i polityki zagranicznej naszego kraju. Pamiętajmy, że parę miesięcy temu, 27 października 2013 r., 37-e Europejskie Spotkanie Komisji Trójstronnej odbyło się w Krakowie. Na zaproszenie Aleksandra Kwaśniewskiego – członka innego wpływowego gremium globalistów, Rady Atlantyckiej (Atlantic Council) – uczestniczył w nim również minister spraw zagranicznych Ukrainy, Leonid Kożara… Czy w tej sytuacji, podnoszone ostatnio przez Władimira Putina zarzuty, iż „demonstranci z kijowskiego Majdanu szkoleni byli w Polsce i na Litwie” – brzmią do końca bezpodstawnie?

Trilateral Coimmission jawi się wiec nie tylko jako ważna, bodaj najważniejsza, globalna organizacja stapiająca interesy światowych elit politycznych i ekonomicznych dla „akumulacji kapitału w skali globu” – jak opisuje ich cele opiniotwórcze pismo angielskie „Review of International Studies” (12/1986) – ale jest również „stowarzyszeniem myśli” (tego wyrażenia użył w 1975 r. późniejszy premier Francji, Jacques Chirac). Jest marksistowskim upiorem – światowym „biurem politycznym” globalizmu, ideologiczną nadbudową dla jednego państwa i jed­nego rządu światowego.

W swych książkach, nader szybko tłumaczonych na język polski, Zbigniew Brzeziński szkicuje zarys tego demona, w postaci apodyktycznej, groźnie jednowymiarowej ideologii, która łamie prawa jednostki w imię „praw” jakiegoś zbiorowego molocha, totalitarnego mechanizmu zarządzania społeczeństwami.

W wydanej jeszcze w 1970 r. książce ”Between Two Ages” opisuje on przyszłość Zachodu w erze technokracji, słowami szokującymi każdego zdrowo myślącego mieszkańca planety:

Nad społeczeństwem dominować będzie elita, (…) która, dla osiągnięcia swoich politycznych celów, nie będzie wzbraniać się przed stosowaniem najnowocześniejszych technik kształtowania publicznych zachowań i utrzymywania społeczeństwa pod ścisłą kontrolą i inwigilacją.

W wydanej siedem lat później „Wielkiej Szachownicy” – ten sam autor, piórem szaleńca opętanego wizją jakiejś upajającej starcze zmysły globalnej rewolty, kreśli podział świata na 3 makroregiony: trzy mega-kartele w miejsce dotychczasowego podziału dwuosiowego: USA – ZSRR, mające opierać się na trzech filarach supermocarstw: USA, Eurazji i Japonii. Sam tytuł „Wielka Szachownica” pochodzi od tezy, że świat jest podzielony na figury i zwykłe pionki – czyli państwa i „państewka”.

Polsce nie daje się tu nawet statusu pionka. Czeka ją całkowity niebyt państwowości i suwerenności. Eurazja jest tą szachownicą „na której w przyszłości rozegra się walka o globalną hegemonię.” Szczególną role w tym procesie odgrywa Ukraina – gdyż przejście Ukrainy do obozu prozachodniego osłabi Moskwę – nie tylko, jeśli chodzi o politykę zagraniczną, ale również „postawi pod znakiem zapytania polityczną, ekonomiczną i militarną zdolność Rosji do przeżycia”. Bez Ukrainy, Rosja skazana jest na bolesny upadek „w geopolityczną nieważność, a ostatecznie nawet na zniknięcie” – konkluduje Brzeziński.

Łakomy kąsek

Z Rosją wiąże Ukrainę nie tylko długa wspólna historia, która sięga aż do Rusi Kijowskiej w 9. wieku, lecz również dzisiejsze ścisłe stosunki gospodarcze. Rosja jest największym partnerem handlowym Ukrainy. Największa część dzisiejszej Ukrainy była w minionych trzystu latach rosyjskim, ewentualnie radzieckim terenem państwa. W tym czasie dokonała się znaczna wymiana społeczeństwa: 17 procent ludności ukraińskiej jest pochodzenia rosyjskiego, prawie połowa mówi po rosyjsku. Przemysł ciężki Wschodniej Ukrainy, stworzony w czasach ZSRR, jest ściśle powiązany z rosyjskim i zerwanie tych więzi będzie miało katastrofalne skutki dla obydwu krajów. Do tego dochodzi strategiczne znaczenie Ukrainy: rzecz nie tylko w ropie i gazie ( – aż 80 % rosyjskiego eksportu, będącego dla Rosji głównym źródłem dewiz, przepływa przez ukraińskie rurociągi) ale również, punktem oparcia dla rosyjskiej floty czarnomorskiej jest Sewastopol, leżący na terytorium ukraińskim.

Nawet bez państw bałtyckich i Polski, Rosja, która utrzymałaby kontrolę nad Ukrainą, mogłaby dążyć ciągle jeszcze do przywództwa samodzielnego euroazjatyckiego mocarstwa…. Ale bez Ukrainy z jej 52 milionami braci i sióstr, każda próba Moskwy odbudowania euroazjatyckiego mocarstwa, grozi uwikłaniem Rosji w długie konflikty z narodowo i religijnie zmotywowanymi Niesłowianami – pisze, co ciekawe, socjalista Czwartej Międzynarodówki, Peter Schwartz.

Przypomnienie najżywotniejszych interesów Rosji, ulokowanych w tym regionie, pozwala w całej grozie ujrzeć słowa Brzezińskiego, o trwającej co najmniej od 1994 r. – na przekór interesom Rosji i lawinowo rosnącej – tendencji USA „przypisania amerykańsko-ukraińskim stosunkom najwyższego priorytetu i pomocy Ukrainie w zachowaniu jej nowej narodowej wolności”. W swym najnowszym, i już wydanym po polsku dziele „Strategic Vision: America and the Crisis of Global Power”, Brzeziński, zatroskany o losy świata, pochyla się nad kadencją prezydencką Baracka Obamy, widząc w nim gwaranta – skuteczniejszego niż George Bush Jr. – zachowania w najbliższym czasie „absolutnie dominującej roli Stanów Zjednoczonych nad globem ziemskim”.

Scenariusz wprowadzania tej dominacji jest do znudzenia taki sam. Najpierw, w wybranym rejonie kuli ziemskiej, zaczynają się burdy wzniecane przez „nieznanych sprawców”, potem – rewolta uliczna pod hasłem „walki z tyranem”, następnie tropienie tegoż, dopadnięcie go i rytualny mord – bo do praworządnego procesu i cywilizowanego wyroku zwykle nie zniżają się najęci do mokrej roboty spece od „zaprowadzania demokracji”. W końcu, następuje powołanie rządu, który jest „po myśli” „spragnionego demokracji” społeczeństwa, choć w rzeczywistości to marionetka, utrzymywania na czas „wdrażania nowych dyrektyw centrali” – patrz Włochy, Grecja, Libia, Egipt, teraz – Ukraina… Cóż, „wybory demokratyczne” to figura retoryczna. Takimi drobiazgami w skali „Wielkiej Szachownicy” poważni „politycy” się nie zajmują.

Kulisy tych strategii, opisał w styczniu 2003 r. amerykański ambasador w Uzbekistanie, John Herbst, który przez całe lata wspomagał transfery setek milionów dolarów, przelewanych autokratycznemu prezydentowi Islamowi Karimowi „w zamian” za bazę wojskową dla USA, do kontroli nad Afganistanem.

Zapewnił on Kongres USA, w przemówieniu podczas swego zaprzysiężenia na ambasadora w Kijowie (został w nim w latach 2003-2006), iż w przypadku zaprzysiężenia „będzie robił wszystko, co możliwe, aby baczyć na ukraińskie władze, czy zagwarantowały kandydatom na prezydenta równe szanse oraz żeby przygotowania do wyborów jak i same wybory przeprowadzone zostały w sposób wolny i sprawiedliwy”. Inaczej mówiąc – pełna kontrola amerykańskiej ambasady nad wewnętrznymi sprawami Ukrainy. W samych tylko latach 2003-2004 rząd amerykański wydał 65 milionów dolarów, aby dopomóc ukraińskiej opozycji dojść do władzy. Potwierdzili to przedstawiciele ówczesnego rządu. Dalsze miliony nadeszły z prywatnych fundacji, jak fundacja Sorosa, oraz od rządów europejskich. Naturalnie, pieniądze te nigdy nie płyną bezpośrednio do partii politycznych, lecz służą pośrednio „wspieraniu demokracji”, jak to stale podkreśla rząd amerykański. Jest publiczną tajemnicą (nieustająco powtarzał to Janukowycz i nadal powtarza Putin) – że na Ukrainie fundusze te służyły prawie wyłącznie wspieraniu opozycji, wpływając do fundacji i organizacji użyteczności publicznej, które doradzały opozycji i wyposażały ją w najnowocześniejsze środki techniczne, kształcąc aktywistów oraz sztaby wyborcze. Również podróże przywódców opozycji do amerykańskich polityków, finansowane były z tych pieniędzy. Bezwzględną determinację USA w pilnowaniu swoich interesów w Europie, opisał z iście wojskowym wdziękiem Wesley Clark – w latach 1997–2000 naczelny dowódca Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie:

Przestrzegam Europejczyków przed łudzeniem się, że Stany Zjednoczone miałyby – tworząc Nowy Porządek Świata – jakiekolwiek skrupuły, gdyby ich interesy były zagrożone, a zaszłaby konieczność interwencji wojskowej w Europie, przeciwnie: Użyto by wszelkich środków, łącznie z bronią atomową. Ogólnie biorąc, dążeniem USA jest utrzymanie w większości krajów biedy, oprócz tego skorumpowanych, lecz posłusznych reżimów. Zakładam jednak, iż Stany Zjednoczone interweniowałyby także w Europie Zachodniej, choć dziś może się to niektórym ludziom wydawać absurdalnym przypuszczeniem. Stany Zjednoczone nie tolerowałyby długo istnienia w Europie supermocarstwa nuklearnego czy ekonomicznego.

Hegemoniczne zakusy USA, z równym wdziękiem zdradziła w czerwcu 2006 r. inna amerykańska specjalistka od przerabiania porządku światowego na mielonkę, Condoleeza Rice. Na konferencji prasowej, zorganizowanej w czasie inauguracji terminalu ropy Baku-Tbilisi-Ceyhan (Turcja) oraz w szczytowym czasie sponsorowanego przez Anglo-Amerykanów izraelskiego oblężenia Libanu – przedstawiła ona mapę zrestrukturyzowanego Bliskiego Wschodu, określonego przez nią jako „Nowy Bliski Wschód” – w miejsce starego, odchodzącego do lamusa dawnego „Bliskiego Wschodu.” Wspólnie z premierem Izraela Ehudem Olmertem, poinformowała międzynarodowe media, że projekt „Nowego Bliskiego Wschodu” właśnie został zapoczątkowany w Libanie. „To, co widzimy tutaj [w odniesieniu do zniszczenia Libanu i izraelskich ataków na Liban] – to są w pewnym sensie „bóle porodowe” Nowego Bliskiego Wschodu i „cokolwiek nie zrobimy [czyli Stany Zjednoczone], jest pewne, że idziemy w kierunku Nowego Bliskiego Wschodu [i] nie powrócimy do starego” – oznajmiła, nie zdobywając się na choćby cień współczucia wobec wywołanej tą strategią masakry Libanu i cierpień jego mieszkańców (Mahdi Darius Nazemroaya http://www.patriotfreedom.org/news_20110227_2236/the-map-of-the-new-middle-east/ ).

Ta Anglo-Amerykańsko-Izraelska „mapa drogowa” jasno wskazuje, że dla globalistycznego gangu wejście do Azji Środkowej prowadzi przez Nowy Bliski Wschód, rozumiany jako „klamra południowej Rosji” czy rosyjska „bliska zagranica”: przez Kaukaz (Gruzję, Azerbejdżan, Armenię), Kazachstan, Uzbekistan, Kirgistan, Tadżykistan, Turkmenistan, Afganistan oraz część Iranu i Turcji. Tędy otwiera się możliwość wymierzenia śmiertelnego ciosu w najczulsze podbrzusze Rosji. Nieoceniony Brzeziński chwali koncepcję nowoczesnego Bliskiego Wschodu, jako „dźwigni kontroli regionu”, który nazywa „Bałkanami Eurazji”. Ukraina nie jest w tej układance wymieniona – ale tylko dlatego, że trzeba po to sięgnąć do jeszcze innej bajki. Chodzi bowiem o rzecz arcyważną: kontrolę nad decydującymi obszarami światowego zaopatrzenia w energię, nad ropą naftową i gazem. Przypomnijmy, że Unia Europejska prawie 20 % swego importu ropy i 44 % gazu uzyskuje z Rosji, a z tego 80 % płynie przez ukraińskie rurociągi…

„Konflikt o rudę z Lotaryngii i węgiel z Zagłębia Rury, przyczynił się w znacznym stopniu do wybuchu I Wojny Światowej” – przypomina Peter Schwartz.

Zagubienie polityków polskich

Wobec tylko naszkicowanych, niezliczonych wątków, składających się na obraz „kryzysu ukraińskiego”, trudno wprost uwierzyć, że od samego początku Polska i część Zachodu bezkrytycznie kibicuje „rebeliantom”! Jakby nie czytali choćby tych paru książek, które tu wymieniam i jakby jedynym ich zadaniem było mizdrzenie się do kamer i wygadywanie głupstw w programach Jakuba Wojewódzkiego czy Olejnik.

Z przykrością przychodziło słuchać tego, co na kijowskim Majdanie wygadywali w minionych miesiącach nasi prawicowi politycy, z – niestety! – Jarosławem Kaczyńskim na czele, wykrzykującym komunały w rodzaju: „nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy!” lub „Ukraina potrzebuje Europy, Europa-Ukrainy”. Jakie żenujące były ich płaskie polityczne diagnozy, a zwłaszcza obracane na wszystkie strony słowo „demokracja”, którą, jakoby, właśnie prawica Polska przyniesie Ukrainie… Brzmi to jak kiepski żart, kiedy zarazem widziało się tych, zaiste, spragnionych demokracji Ukraińców spod czarno-czerwonych sztandarów UPA, którymi wymachiwały nie tylko banderowskie bojówki we Lwowie, podczas tamtejszych demonstracji „patriotycznych”, ale też potężna straż obywatelska chroniąca wejścia do kijowskiego parlamentu, w czasie „detronizacji” Janukowycza. A nam wydawało się, że przynajmniej wschodnia, prawosławna Ukraina, wolna jest od banderowskiej zarazy…

Lecz to nie jedyny objaw politycznej tępoty, jaką w ostatnim czasie wykazywali się politycy polskiej prawicy, ilekroć padło słowo „Ukraina”. Jeden przez drugiego pędzili mądrzyć się przed kamerami, a co powiedzieli, to głupiej. A we wszystkim, jaskrawo przeświecało spoza ich myślenia, iż prawdę powiedziawszy – niewiele, poza niektórymi hasłami, dzieli ich w tym populistycznym szale od Platformy Obywatelskiej. Jednak brednie Tuska czy Komorowskiego, np. o „zapewnieniach Obamy” o „ochronie dla Polski” – pomijam, bo gędźba trzcin na wietrze więcej ma w sobie treści, niż ich ględzenie.

Boli jednak, gdy „nasz polityk”, z prawa – w tym wypadku Mariusz Błaszczyk – zastanawia się w telewizyjnym programie „Z każdej strony” (do tego, wdając się w dialogi z zasłużonym dla lewicowego betonu dziennikarzem), czy „Unia Europejska zechce wywrzeć odpowiedni nacisk na przyjęcie Ukrainy do strefy wolnego świata?”. Hm, jeszcze niedawno gorąco oskarżał Unię o „zniewalaniu ideologią gender” czy o „łamaniu praw dziecka w łonie matki” – a tu nagle Unia – to „strefa wolności”? Czy jakieś dalsze wolty tego rodzaju poseł Błaszczyk i jemu podobni, mają w zanadrzu? Wolałbym to wiedzieć przed następnymi wyborami. A jakie, jeszcze dwa tygodnie temu, widział on najskuteczniejsze narzędzie dla rozwiązania konfliktu na Ukrainie? – Sankcje dla oligarchów! Oto recepta Błaszczyka, zapewne całkiem przypadkowo zbiegająca się z identycznie brzmiącymi „receptami” posłów SLD i Platformy. W radiu zaś, jego rozentuzjazmowany kolega, Janusz Dziedziczak, woła z Majdanu prze telefon, jaki szczęśliwy jest on i inni delegaci polskiej pawicy, mogąc wobec Ukrainy pełnić rolę „ambasadorów demokracji…”…

Jest w tym zachowaniu pycha, wyrastająca z kompleksów – że oto wreszcie polityk polski może być dawcą „dla gorszych” – dla „biednych braci Ukraińców” – czegoś „lepszego”, co „my, wcześniej” dostaliśmy z Zachodu. Oto możemy być przekazicielami – samej demokracji!! Ach, jak to pięknie brzmi! Ale czy zastanowili się choć przez chwilę nad tym słowem? Co to jest – ta demokracja? Czy to jest wciąż ten piękny, ateński ideał (choć w Atenach dotyczył on tylko 20 000 uprzywilejowanych posiadaczy niewolników) – czy raczej brukselski „gorący żużel”, którym niejedne ręce, w tym polskie, hiszpańskie, greckie – nieźle się już poparzyły. I że już boski Plato ostrzegał przed demokracją, jako dużym, bardzo głupim i bardzo trudnym do oswojenia zwierzęciem… O tym ani słowa. Żadna wiedza nie płynie z gładkiej, pustej gadki polityków, nauczonych paru frazesów „demokratycznych” – bo to bezpieczne – tak dla prawicy Kaczyńskiego, jak dla pseudo-prawicy Tuska, i w tym samozachowawczym uniku, niestety, obaj dotychczasowi przeciwnicy znajdują zadziwiająca zgodność…. Dość, że Dziedziczak zaznaczył – i na tym chyba kończy się jego głębsza wiedza historyczna o problemach Ukrainy – iż, oczywiście, nie zamierzają „prowadzić rozmów z nacjonalistami, banderowcami”… Uff, przynajmniej tyle.

Czerwony Smok i Czarna Pantera

Tylko ślepiec, opchany oficjalną papką, nie widzi głębokiej, i o wiele bardziej przerażającej, niż na razie to się wydaje, prawdy: że dziś na Ukrainie starły się w śmiertelnym uścisku dwie mroczne potęgi: jedna to Czerwony Smok, który dotąd sprawował niepodzielną władzę nad tymi ziemiami, i którego do niedawna symbolizował Janukowicz, po części z Putinem, a druga – to Czarna Pantera. Ciemna siła pełznąca z Zachodu, której agentury, obecne w tym konflikcie i za niego wspólodpowiedzialne, starałem się opisać.

Dwie to są barwy – czarna i czerwona – które zawiera (zapewne przez przypadek) flaga OUN-UPA, organizacji ukraińskiej, która do 1939 r. zabijała polskich urzędników, a potem zajęła się masakrowaniem setek tysięcy polskich współobywateli na Wołyniu. Niestety – podczas gdy politycy wielkiego, cynicznego formatu – Jose Barroso, Angela Merkel czy Obama – zdają się jasno widzieć skalę tych zmagań i przeogromną stawkę, jaka za nim i stoi (tylko dzięki tej wiedzy, żadna ze stron na razie nie rzuciła w drugą bombą atomową) – to polscy politycy jak dzieci, powtarzają swój grzeczny wierszyk o „obronie demokracji”, a czasem któryś (ostatnio – Radosław Sikorski) groźnie tupnie nóżką, przestrzegając Putina przed „skąpaniem Ukrainy we krwi”. W imię fałszywie postawionego problemu – gdzie „zły Putin” chce pognębić „dobrych opozycjonistów”, a Zachód i Polska winni wspierać „rodzącą się na Ukrainie demokrację” – gotowi są wesprzeć każdego, kto na ulicy głośno krzyknie „wolność” lub „Ukraina” i pomacha ukraińskim sztandarem, choć potem okazuje się, że to banderowiec.

Takie ośmieszenie grozi każdemu, kto zaniecha zgłębienia i zrozumienia prawdziwych, niezwykle głębokich i i powikłanych mechanizmów ukraińskiej prowokacji – skutkujące wciągnięciem Polski w awanturę, na płaskim, jednowymiarowym poziomie tabloidu. To głupota niewybaczalna, a skutki jej mogą ciągnąć się za Polską latami. W żadnych planach polityków Zachodu, Polska nie jest bowiem rozpatrywana jako element strategiczny. Może jedynie zaszkodzić sobie, wpychając palec między drzwi, wciąż jeszcze oddzielające Czerwonego Smoka od Czarnej Pantery. Wystarczająco jasno o roli takich „państewek”, jeśli trzymać się podziału Brzezińskiego, wyraził się inny przyjezdny mesjasz z USA – pan Stephen Sestanovitch, „ekspert” jeszcze jednego klubu bankierów i prawników globalistycznych – tzw. Council on Foreign Affairs (Rady Stosunków Zagranicznych).

Niby gołąbek pokoju, nadleciał z Waszyngtonu na krótko przed upadkiem Janukowycza i podczas briefingu, zorganizowanego przez kijowski odpowiednik tego środowiska, zupełnie nie krył zamiarów Czarnej Pantery wobec Ukrainy. Największe jego zatroskanie wzbudziło widmo ukraińskiego bankructwa. „Ukraińska gospodarka, już na koniec ubiegłego roku, była w bardzo złym stanie i trzy miesiące rewolucji nie poprawiły jej perspektyw” – stwierdził, dodając kwaśno, że jak dotąd ani UE ani Międzynarodowy Fundusz Walutowy nie przedstawiły swoich pomysłów. Rodzą się więc pytania – nie tylko wobec Unii, ale również USA „i ich ministrów finansów” – dodaje przytomnie, mając – w przypadku USA – na myśli chyba panią Janet Yellen, nominowaną ostatnio na przewodniczącą Rezerwy Federalnej USA – „co mogą zrobić, aby pomóc Ukrainie”.

I kończy swe rozważania propozycją, od której cierpną plecy: „W grę mógłby wchodzić pakiet podobny do tego, jaki przygotowano dla Grecji (…) – oznajmia wyrok śmierci na niezależną gospodarkę oraz polityczną suwerenność Ukrainy. „Ciężar przygotowania tego pakietu spoczywać będzie musiał na państwach starej Unii i na USA” – dodaje, odbierając wszelkie nadzieje polskim politykom, także tym z kręgu Jarosława Kaczyńskiego, na odegranie jakiejkolwiek znaczniejszej roli w tym procesie.

Na wypadek jednak, gdyby się łudzili, Sestanovitch oznajmia, że „nic z tego”. „Nie mają takich zasobów ani tak znacznych wpływów, jak kraje zachodniej Europy, aby pomóc nowemu rządowi Ukrainy w uniknięciu bankructwa”. http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Amerykanski-ekspert-porozumienie-Janukowycza-z-opozycja-to-przegrana-Putina,wid,16426240,wiadomosc.html

Więc – albo Ukraina da się przerobić na model kieszonkowy, zdatny, by go wsadzić do portfela Unii, albo – nie będzie Ukrainy. Przynajmniej – z punktu widzenia Czarnej Pantery.

Co na to Czerwony Smok?

Najbliższy czas pokaże.
za: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=12162&Itemid=47

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/03/grzegorz-musial-ukraina-miedzy-czerwonym-smokiem-a-czarna-pantera/feed/ 0
ks. Henryk Łuczak: „Nowy Światowy Ład” http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/02/ks-henryk-luczak-nowy-swiatowy-lad/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/02/ks-henryk-luczak-nowy-swiatowy-lad/#comments Fri, 14 Feb 2014 18:28:30 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5257 W czasach poważnych przymiarek do powołania Rządu Światowego,
wrogiem publicznym nr 1 jest nadal Kościół Katolicki, jedyny ratunek
dla ludzkości.
Epiphanius
Bezkompromisowy Pawle!
Potrafisz krytycznie myśleć! Zgodnie z lucyferyczną doktryną prawdziwa Era Słońca nastanie wówczas, gdy „obywatele świata” odrzucą więzy nacjonalistycznego oszukiwania samych siebie i zjednoczą się w jednej społeczności wyzwolonej od przekleństwa katolicyzmu.
Z tego względu od ponad wieku podejmowane są irracjonalne i tragiczne w skutkach działania, które mają doprowadzić do stworzenia nowego, ateistycznego i liberalnego porządku w świecie – porządku sprzecznego z odwiecznymi zasadami moralnymi i etycznymi, umożliwiającego podejmowanie perfidnych działań anty-Kościołowi, sprzyjającego powstawaniu pierwszej globalnej cywilizacji. W tym przypadku przodują loże masońskie wszystkich rytów, stworzone przez Żydów i tajnie nimi sterujących. Międzynarodowy spisek, usiłujący narzucić siłą i gwałtem wszystkim narodom „Nowy Światowy Ład”, napotyka opór szlachetnych i zachowujących zdrowy rozsądek ludzi, którzy nie zamierzają poddać się panowaniu biblijnej Bestii. Zasługujesz na szacunek i podziw ze względu na determinację, jaką przejawiasz
w zwalczaniu spiskowego programu masonerii, która przyznaje sobie prawo do całkowitego zapanowania nad światem i do wyłącznego decydowania o losach ludzkości. Ośmielam się wyrazić przekonanie, że nie dołączysz nigdy do „ciemnych sił” wsłuchujących się w głos Lucyfera i dążących do „przepędzenia Boga z nieba”. W imię jakich racji mielibyśmy stanąć na gruncie odwiecznego „non serviam”?
158
Przemyśl te zapowiedzi!
James Paul Warburg, przedstawiciel kosmopolickiej finansjery żydowskiej, w swym wystąpieniu na forum senatu amerykańskiego
w 1950 roku stwierdził:
„Będziemy mieli rząd światowy, czy to nam się podoba, czy nie. Otwartą pozostaje tylko kwestia, czy zostanie on utworzony w wyniku walki, czy konsensusu”.
Nicholas Murray Butler wypowiedział na spotkaniu globalistów
w 1937 roku znamienne słowa:
„Komunizm jest instrumentem, za pomocą którego obalimy rządy narodowe, aby przygotować glebę dla rządu światowego, policji światowej i światowej waluty”.
Dominique Moisi, członek Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych, w jednej ze swych publikacji zamieścił niepokojące stwierdzenia:
„W Europie, jaką pragnie reaktywować Jan Paweł II, nie odnalazłaby się większość Europejczyków. Kościół, który – historycznie rzecz biorąc – przyczynił się do powstania problemu antysemityzmu, nie jest w stanie zaproponować rozwiązań dla nowej Europy. Takie rozwiązania mogą przynieść jedynie wartości humanistyczne i instytucje demokratyczne. W przeciwnym razie należałoby uznać, że mur berliński upadł na darmo”.
Jakże złowieszczo brzmią „obietnice” masońskich globalistów!
Jakże nierozumnie postępuje człowiek, pragnąc stać się sprawcą własnego zbawienia!
Jakże nieludzkie okazują się działania organizowane pod dyktando globalistycznej władzy!
W ciągu ostatnich czterdziestu lat z niespotykaną szybkością przetoczyły się epokowe przemiany, które wywróciły budowaną przez dwa tysiące lat skalę wartości, znajdujących się u podstaw chrześcijańskiej cywilizacji europejskiej. Pewne ukryte i potężne organizacje polityczne uznały, że nadszedł odpowiedni moment, by podjąć noszące piętno lucyferycznej inspiracji działania, popychające narody ku powszechnym formom niewolnictwa i skazujące niekiedy całe grupy ludzi na fizyczną zagładę w imię ideałów postępu. Demoniczne zamysły wpisują się w realizację planów masonerii, która zamierza poddać całą ludzkość mocom ciemności, czemu ma służyć fenomen globalizacji i wyłonienie
159
się Nowego Ładu Światowego. Myślący globalnie członkowie różnych mafii politycznych dążą za wszelką cenę do utworzenia wymarzonego Rządu Światowego, który realizując konsekwentnie tajny plan, byłby
w stanie respektować interesy Wysokich Sfer Finansowych, sprawujących kontrolę nad bogactwami naszej planety, aprobować bezwarunkowo globalną dyktaturę masonerii nad społeczeństwem sprawującym kult Lucyfera, odbierać w coraz szerszym zakresie suwerenność państwom narodowym. W dążeniach do ścisłej integracji świata na zasadach spod znaku gnostyckiego węża szczególną rolę obecnie spełniają: Klubri Bilderberg, Komisja Trójstronna, Międzynarodowy Instytut Studiów Strategicznych, Pilgrims’ Society, B’nai B’rith. W czyim interesie tworzy się Nowy Światowy Porządek, postępując wbrew woli zainteresowanych narodów, historycznych instytucji politycznych, państw?
Nie wolno upowszechniać zdziczałych doktryn politycznych!
Nie wolno sprzyjać grabarzom narodowych państw!
Nie wolno ulegać presji wielbicieli wizerunku Bafometa!
Masoneria stanowi europejski twór czasów nowożytnych. Jej początki osłania jednak nieprzenikniona mgła, co sprzyja tworzeniu różnych legend na temat osób, miejsc i wydarzeń, które wyznaczyły historię ruchu masońskiego. Niezależnie od celowo upowszechnianych mitów, jest prawdą, że u podstaw stowarzyszeń masońskich znajdują się związki grupujące murarzy i budowniczych katedr. W specyficznych warunkach, w jakich żyli i pracowali, stworzyli szczególny typ zawodowej organizacji, która stanowiła miejsce wytwarzania naturalnej wspólnoty; nazwano ją lożą. Opracowywano w niej organizacyjne zasady i normy dotyczące ich członków – „wolnomularzy”. Z biegiem czasu zaczęli wstępować do stowarzyszeń ludzie spoza fachu, wśród nich znajdowało się wiele osób postawionych wysoko w społecznej hierarchii. W loży naczelne miejsce zajęła problematyka światopoglądowa, filozoficzna i moralna. Bardzo ważnym wydarzeniem było utworzenie pierwszej Wielkiej Loży i wybór Wielkiego Mistrza w 1717 roku w Londynie. Na zlecenie tzw. Komitetu Czternastu dr Anderson dokonał kodyfikacji masońskiego prawa.
W 1738 roku została opublikowana poprawiona i poszerzona Konstytucja, stanowiąca podstawowy dokument wolnomularstwa.
W dziejach europejskiej masonerii ważną rolę odegrał Adam Weis-
haupt – żydowski przechrzta, który okazał się geniuszem konspiracji i przewrotności. W dniu 1 maja 1776 roku założył tajne stowarzysze160
nie pod nazwą Zakonu Iluminatów, tzn. „oświeconych”. Zapewniał swoich „braci”: „Zakon prędzej czy później opanuje cały świat, będzie
w stanie kontrolować wszystkie ważne wydarzenia. Tak więc każdy nasz towarzysz stanie się oligarchą, bo w pełni będzie na to zasługiwać”. Członkowie tajnego stowarzyszenia postawili sobie za cel „transformację ludzkiej rasy” oraz zamierzali wprowadzić „Nowy Światowy Porządek”.
Weishaupt doszedł do wniosku, że bez odebrania człowiekowi Boga nie zrealizuje się planu zbudowania rządu władającego całym światem. Z tego względu przystąpiono wówczas do walki z chrześcijaństwem, z nakazami moralnymi, z instytucją rodziny i patriotyzmem. Iluminaci byli przeświadczeni, że jeśli człowiek zostanie pozbawiony Boga, wtedy w swej dezorientacji będzie skłonny oddać pokłon każdemu, kogo mu się wskaże jako władcę Wszechświata, nawet Szatanowi, obiecującemu ludziom „ziemskie królestwo”. Zaczęto zatem nauczać, że religia powinna być stopniowo wyeliminowana i zastąpiona kultem rozumu. Z niego należy wyprowadzić moralność wolności, równości i praw człowieka. Przyjęto zasadę, że cel uświęca środki, stąd usprawiedliwione jest posługiwanie się pobożnymi fałszerstwami, by wyzwolić całą ludzkość od religii; wszystkie bowiem religie oparte są na chimerach, błędach, kłamstwach i udawaniach, a religia Chrystusowa to dzieło księży, samozwańców i tyranów. Znamienne jest to, że cała struktura iluminatów została tak perfidnie pomyślana, by wznosili się na szczyty w hierarchii tajnej organizacji jedynie ludzie cyniczni, bezwzględni i zuchwali, chętni do uwalniania się od religii, moralności i patriotyzmu, natomiast osoby wrażliwe, prawe i łatwowierne nie powinny nigdy przekraczać najniższych stopni. Profesor konspirujący na zgubę ludzkości uznał za wstępny warunek realizacji swoich nikczemnych planów opanowanie od wewnątrz masonerii, by móc się posługiwać nią w dążeniu do osiągania zamierzonych celów. Trzeba pamiętać, że masoneria odegrała istotną rolę w wywołaniu Rewolucji Francuskiej w 1789 roku i przyczyniła się do powiększenia zakresu barbarzyńskich zbrodni, jakie w okresie triumfu „sługusów ciemności” popełniono przeciwko ludzkości, własnemu narodowi, Kościołowi. Masonami byli nie tylko „związani” z oświeceniem filozofowie, pisarze i publicyści, ale także „zdziczali” parlamentarzyści uchwalający prawa, „zwyrod161
niali” dowódcy wysyłający lud na barykady, „demoniczni” wykonawcy wyroków śmierci na niewinnych osobach.
Odpowiem na Twoje pytanie! Masoneria nie pojawiła się spontanicznie i przypadkowo w obrębie chrześcijaństwa, lecz celowo powołały ją do istnienia określone kręgi antychrystów. Zależało im bowiem na dokonaniu duchowego i politycznego przewrotu, by zgodnie z ich zamysłami wyzwolić świat spod panowania Boga i zbudować na ziemi królestwo Szatana. W zamysłach „piekielnych architektów” zostało ono przeciwstawione temu królestwu, które zainaugurował Chrystus, uwalniając ludzi spod panowania Szatana, grzechu i śmierci. Jest to królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju. Odnajduje w nim swoje miejsce każdy, kto odwrócił się wewnętrznie od swoich grzechów, uwierzył w zbawcze posłannictwo Chrystusa i pełni konsekwentnie wolę Bożą. Królestwo zapoczątkowane przez Syna Bożego na ziemi, znajduje swoje wypełnienie w niebie, gdzie wszyscy ludzie zbawieni przebywają we wspólnocie z Bogiem i mają udział w Jego życiu, pokoju i radości. Masoni czczą Lucyfera, natomiast przejawiają nienawiść wobec Boga oraz zwalczają w sposób bezwzględny Chrystusa wraz z Jego Orędziem zbawczym. Z tego powodu starają się za wszelką cenę uniemożliwić braciom w człowieczeństwie osiągnięcie wiecznego zbawienia, które stanowi przedmiot najgłębszych ludzkich pragnień, tęsknot i marzeń. Podejmują zatem wszelkiego rodzaju nikczemne działania, by „zagwarantować” ludziom miejsce w „piekielnej spelunie”, gdzie – będąc oddzielonym od Boga – jest się pogrążonym w ciemnościach oraz doświadcza się bezsensu, pustki obrzydzenia, absurdalnych cierpień duchowych. Czy rzeczywiście człowiek rozumny pragnie znaleźć się
w „masońskim raju” z karnetem potępieńca otrzymanym w jakiejś znanej loży? W czym tkwi urok zbawczych obietnic upowszechnianych
w imię Lucyfera? Czyżbyśmy pojawili się na świecie jako dzieci Szatana?
Znaczący masoni z różnych lóż mówili wyraźnie o masońskiej religii, w której Lucyfera uznaje się za brata ludzi i wyznaje się wiarę
w niego w miejsce wiary w Boga. Albert Pike w swej „biblii” przedstawił Lucyfera jako nosiciela Wolności i Światła. Oswald Wirth, znaczący mason, twierdził, że połączenie masonerii z Lucyferem, głową zbuntowanych aniołów, jest w pełni akceptowane, gdyż Anioł Światła przedstawia ducha wolności. Giuseppe Mazzini, masoński rewolucjonista
162
włoski, wyjaśniał, że docelowym planem masonerii jest uwolnienie nie tylko Europy, lecz także całego świata od chrześcijaństwa i ustanowienie lucyferianizmu. Niezbyt odległe są czasy, kiedy masoni o znanych nazwiskach ogłaszali w czasopismach rehabilitację Szatana i uznawali go za swego prawdziwego przełożonego. Na organizowanych przez nich zgromadzeniach i ulicznych manifestacjach wykrzykiwano piekielne hasło: „Niech żyje diabeł, precz z Bogiem, śmierć księżom”! Niektórzy masoni nie tylko uprawiali kult Diabła, lecz także wchodzili
z nim w bezpośrednie relacje.
W 1896 roku nawrócił się w Rzymie Avventore Zola, który przez 30 lat był członkiem wolnomularskich lóż, a przez 12 lat rządził nimi, mając w ręku absolutną władzę. Odwołał swe błędy przed generalnym komisarzem Świętej Inkwizycji, a w dziennikach ogłosił oświadczenie:
„W dobru, rzekomo zawartym w ustawach i przepisach wolnomularskich, nie ma ani krzty prawdy. Kłamstwem, wyłącznie bezczelnym kłamstwem jest owa słusznie głoszona sprawiedliwość, ludzkość, filantropia, miłość. Nie panują one ani w wolnomularskiej świątyni, ani w sercach wolnomularzy. Ci ostatni, o pewnych nieznacznych wyjątkach nie wspominając, cnót tych bynajmniej nie wykonują. Prawda
w loży nie przemieszkuje i wolnomularze jej nie mają. Kłamstwo, obłuda, oszustwo, osłonięte pozorami prawdy, rządzą wszechwładnie wolnomularską rzeszą”.
„W gruncie rzeczy – za to zaręczam – wolnomularstwo najsłuszniej nazwać by można religijnym związkiem; jego celem jest zniszczenie wszystkich religii, a przede wszystkim religii katolickiej, aby zająć jej miejsce i sprowadzić rodzaj ludzki do pierwotnego pogaństwa. Dziś przekonałem się jasno, wiem co sądzić i czuję głęboki żal, żem błądził przez 30 lat przyznając się do wolnomularskich zasad, rozszerzając je, a także prowadząc wielu innych do błędu, w którym się sam znajdowałem. Oświecony od Boga, poznałem dotychczasowe zło. Dlatego pożegnałem się z lożą, odstąpiłem od niej raz na zawsze i wyrzekam się wobec kościoła wszystkich moich błędów”.
Błagam Boga o przebaczenie za liczne zgorszenia, dane przeze mnie w czasie, w którym należałem do sekty, i proszę również o przebaczenie świętego Ojca naszego, Leona XIII, i wszystkich, których zgorszyłem”.
Należy wyraźnie to powiedzieć! Kościół zawsze oceniał negatywnie wolnomularskie zrzeszenia, powołując się na racje doktrynalne i prak163
tyczne. Papieże niejednokrotnie demaskowali filozoficzne idee i moralne pojęcia masonerii, które nie tylko były sprzeczne z oficjalnym nauczaniem katolickim, lecz także inspirowały wrogie działania przeciw Kościołowi
i ludziom wierzącym w Chrystusa jako jedynego Pośrednika naszego zbawienia. Na temat antykatolickiej działalności masonerii wypowiedziało się jednoznacznie i ostro kilku ostatnich papieży – odważnych Strażników Kościoła zwalczanego przez bezbożników. Namiestnicy Chrystusa na ziemi starali się zdemaskować wielorakie kłamstwa w słowach piętnujących okrutne przemiany umysłu. A zatem masoneria to synagoga Szatana, bo chce stworzyć religię bez Boga i zająć miejsce Kościoła. Jest przepełniona szatańskim duchem, który gdy zajdzie taka konieczność, przemienia się
w anioła światła. Przejawia nienawiść wobec Stolicy Apostolskiej. Występuje przeciwko obywatelskim i kościelnym prawom. Prowadzi bezwzględną walkę z Kościołem, by wyeliminować go z powierzchni ziemi. Wzbija się na szczyty przewrotności, kierując się zasadami sprzecznymi z rozumem i logiką. Upowszechnia liczne zdziczałe doktryny, by przywrócić barbarzyński porządek i pogańską moralność. Dąży do stworzenia tajnej władzy nad prawowitymi społeczeństwami. Ponosi główną odpowiedzialność za to, że zwycięża zepsucie obyczajów, nauka staje się bezczelnością, a wolność przeradza się w bezprawie, w niej tkwią korzenie współczesnego odstępstwa od wiary: ateizm, dialektyczny materializm i świeckość społeczeństwa. Stanowi przyczynę strasznych światowych przewrotów, które wychodzą z dna piekła. Masoni to „synowie ciemności” – skłonni do buntu, przejawiający umiłowanie swawoli i ośmieszający chrześcijańskie obrzędy. Przychodzą zazwyczaj w przebraniu owiec, a w rzeczywistości są drapieżnymi wilkami. Udaje się im niekiedy przeniknąć do Kościoła, gdzie pod pretekstem odrodzenia i odnowienia fałszują prawdy wiary
i szerzą religijną obojętność. W myśl papieskich pouczeń obowiązkiem biskupów i kapłanów jest chronienie wiernych przed tym złem, jakie powoduje masoneria, istniejąca jedynie po to, by prowadzić bój z Bogiem,
z Chrystusem i Kościołem. Duchowni powinni ściągać masonom ich maskę i ukazywać ich takimi, jakimi są w rzeczywistości. Mają również obowiązek pouczać ludzi o okropieństwie masonerii, jej oszustwach i podstępach, inspirowanych przez nią zbrodniczych działaniach.
Jakże mądrym i przewidującym był papież Leon XIII, który ostrzegał katolików, że wolnomularstwo zaatakuje chrześcijaństwo pod pretekstem obrony praw człowieka!
164
Jakże trzeba być ściśle zjednoczonym z Chrystusem, by nie ulec pokusom „apostołów” Lucyfera i nie przyłączyć się do ciemnej sekty stanowiącej początek śmierci współczesnego społeczeństwa!
Jakże odważni okazują się ludzie przeciwstawiający się masonerii –
sekcie sprawującej „święty kult” piekielnego Oblubieńca!
Zachowajmy zdrowy krytycyzm! Masoneria to stowarzyszenie pseudoreligijnych organizacji, u których podstaw znajduje się naturalizm, okultyzm i liberalizm. Ma swoją wiarę, swój system moralny, swój kult, swoją hierarchię, swoich „świętych”. Przyjmuje do swoich lóż osoby znane z przewrotności, byleby chciały być jej powolnymi narzędziami. Głosi moralność sprzyjającą ludzkim namiętnościom,
a w działaniu posługuje się w razie potrzeby obłudą, kłamstwem, bezprawiem. Nie uwzględnia żadnych granic, jakie istnieją między wyznaniami, narodami i państwami; jest ona wszechświatowa i kosmopolityczna. Dąży do opanowania władzy i przekształcenia społeczeństwa w myśl swoich ideałów. Posiada własną wizję przyszłości świata, który pragnie zjednoczyć pod swoją władzą. Przejawia ogromną determinację w jawnym sięganiu po „religijny” rząd dusz nad całą ludzkością przemodelowaną według własnych założeń sekciarskich. Osłania tajemniczością swoją naukę, swoje struktury organizacyjne, swoje dalekosiężne cele.
Masoneria wraz ze swoimi przybudówkami służy z premedytacją Księciu tego świata, stąd też nazywa siebie często Anty-Kościołem.
W tym określeniu wyraża się nie tylko dążenie do przywłaszczenia sobie wszelkich wartości religijnych i politycznych, lecz także determinacja w prowadzeniu na śmierć i życie walki przeciwko Chrystusowi, chrześcijańskiej cywilizacji i Kościołowi katolickiemu. Masoński Anty-Kościół podejmuje najperfidniejsze działania, by móc usunąć ze świata Boga, upowszechnić pogański i libertyński naturalizm na ziemi i wydać człowieka na pastwę „mocy szatańskich”. Wspiera apokaliptyczną walkę, jaka się obecnie toczy w celu przyspieszenia dnia, gdy „w świątyni Boga zasiądzie człowiek grzechu, syn zatracenia, dowodząc, że to on jest Bogiem” / 2 Tes 2, 3-4 /. Sprzyja wszelkim demonicznym inicjatywom, intrygom i przewrotom, które kwestionują chrześcijańskie przekonanie, iż zwycięstwo Boga nad mocami Zła jest nienaruszalne. Stara się doprowadzić do unicestwienia Kościoła, stanowiącego jedyny znak i źródło Bożego zbawienia na ziemi, dzięki żywej obecności
165
w nim Jezusa Chrystusa, który umacnia pewność i czystość naszej wiary. Popiera jawną rebelię duchową wewnątrz Kościoła katolickiego, wprowadzając do niego swoich agentów w fioletach, sutannach i habitach. Przeciwstawia się Chrystusowej wizji Królestwa Bożego na ziemi. Propaguje okultyzm, magię i satanizm. Tworzy nowe prawa i nowe obyczaje, pomocne w niszczeniu naturalnej moralności i tworzeniu całkowicie zlaicyzowanego i zerotyzowanego społeczeństwa. Laicyzuje w sposób konsekwentny całe życie prywatne i publiczne oraz powszechną oświatę. Traktuje nierozerwalne małżeństwo jako niezgodne z naturą, natomiast wierność małżeńską i obowiązki rodzinne utożsamia z nieznośnym jarzmem krępującym wolność człowieka. Akceptuje „niekonwencjonalne zachowania” różnych aferzystów, wykolejeńców, zboczeńców, dewiantów, bo człowiek sam dla siebie jest bogiem i sędzią, a grzech to pojęcie anachroniczne. Szerzy zachłanny konsumpcjonizm, odrzucający duchowe wartości i zagłuszający sumienie. Wciąga w podtrute fałszem sztuczne światy inteligencję, odrywając ją od obiektywnych zasad moralnych i rzeczywistych prawd życia. Rozgrzesza z najbardziej haniebnych postępków i doprowadza do brutalizacji międzyludzkich stosunków. Posługuje się mediami w kształtowaniu „nowej moralności” nihilistycznej – przeciwstawnej chrześcijaństwu i sprzyjającej tworzeniu lucyferycznej cywilizacji śmierci. Czy wolno zgadzać się na deprawowanie ludzkich umysłów i sumień, by mógł zapanować nad nimi Lucyfer – nosiciel „światła, prawdy i dobra”?
Nie wolno odzierać ludzi z czci, mądrości i cnoty!
Nie wolno rozpalać piekła w sercu brata w człowieczeństwie!
Nie wolno poszukiwać ukojenia w pociechach księcia piekieł!
Na początku trzeciego tysiąclecia masoneria rozciąga się na szczytach politycznej władzy wielu państw jakby jakaś niewidoczna pajęczyna i ma ogromny wpływ na kształtowanie dzisiejszego świata. Francuzi twierdzą, że wśród światowej inteligencji jest około 15 milionów masonów różnych szczebli. Dla wielu polityków masońska loża stanowi większe oparcie niż partia polityczna. I tacy ludzie opanowują często najwyższe urzędy i trzymają się dzielnie mimo „demokratycznych” wyborów, a raczej dzięki nim, bo mają pieniądze i wtedy jeden mason wymienia drugiego. W naszych czasach siła masonerii wynika ze zgranego współdziałania olbrzymiego potencjału światowych elit politycznych, finansowych, intelektualnych i opiniotwórczych. Dysponuje ona
166
niemal wszystkimi nowoczesnymi środkami masowego przekazu, które wykorzystuje w kształtowaniu „nowej moralności” – przeciwstawnej chrześcijaństwu i sprzyjającej tworzeniu lucyferycznej cywilizacji śmierci. Stara się wpływać na całe narody poprzez ustalane prawa, wydawnictwa, media, reklamę, wyznaczniki mody, style postępowania. W 1979 roku w oficjalnym czasopiśmie masońskim pojawiło się oświadczenie: „Godzina masonerii wybiła. Mamy wszystko, co potrzebne w naszych lożach, ludzi i metody. O ile masoneria nie powinna być nigdzie widoczna, masoni powinni być obecni wszędzie, w partiach, w związkach zawodowych, w stowarzyszeniach, spółkach, towarzystwach ubezpieczeniowych”. Czyżby w rozumieniu masonów na tym polegała demokratyzacja i humanizacja pluralistycznego społeczeństwa?
Nie wolno tego przemilczać! Masoneria nie tylko walczy z Kościołem, zaszczepiając w katolickich społeczeństwach libertyńską moralność, lecz także dąży konsekwentnie do utworzenia Rządu Światowego, który ma decydować o losach ludzkości. Istotnym warunkiem urzeczywistnienia spiskowego programu, jaki wypracowała masoneria w celu zapewnienia sobie całkowitego zapanowania nad światem – jest bezwzględne zniszczenie potęgi państw narodowych i zastąpienie wielości narodów wielością osobowości. Z tego względu od ponad wieku podejmowane są irracjonalne i tragiczne w skutkach działania, w których brylują loże masońskie wszystkich rytów, stworzone przez Żydów. Upowszechnia się zatem twierdzenie, że państwa narodowe nie odpowiadają już potrzebie współczesnego świata, gdyż problemy, jakim musimy obecnie stawić czoło, są globalne i poszczególne kraje nie są w stanie ich rozwiązać, stąd też trzeba to zadanie powierzyć Rządowi Światowemu. Budowa „domu ładu światowego” – jak przekonują „rycerze” zwalczający „narodowe przesądy” – wymaga respektowania masońskich zasad, wśród których najważniejsze to: destrukcja, materializm i iluzja. Prawdziwa Era Słońca nastanie wówczas, gdy „obywatele świata” odrzucą więzy nacjonalistycznego oszukiwania samych siebie i zjednoczą się w jednej społeczności wyzwolonej od przekleństwa katolicyzmu. Z myślą o urzeczywistnieniu utopijnej wizji świata bez granic czyni się obecnie coś, co świadczy o wzbiciu się na szczyty antyludzkiego absurdu:
- na różne sposoby ogranicza się suwerenność państw i niepodległych
narodów;
167
- coraz skuteczniej wspiera się ponadkontynentalne konsorcja przemysłowe i bankowe, które za pomocą „kontrolowanej dezintegracji ekonomii świata niszczą zdolności produkcyjne narodów, wskutek czego pogrążają się one w coraz większym ubóstwie i coraz bardziej zatracają własną tożsamość kulturową;
- ustawicznie powiela się kłamstwa dotyczące „demograficznej eksplozji” i wprowadza się stopniowo w życie różne środki techniczne, umożliwiające przeprowadzanie depopulacji;
- uparcie spycha się na margines życia publicznego katolików, którzy słuchają bardziej Boga niż ludzi; natomiast przyznaje się coraz więcej praw ateistom, osobom przejawiającym mentalność karierowiczów, łotrów i zdrajców, dewiantom niszczącym naturalną moralność;
- nieustannie tworzy się nowe systemy i programy edukacyjne, które nie sprzyjają kształceniu umysłów dzieci i młodzieży, lecz mają ich uformować jako „politycznie poprawnych” obywateli – pozbawionych wszelkich uczuć patriotycznych, odrzucających system chrześcijańskich wartości, akceptujących w całej czystości lucyferyczną doktrynę;
- niezmordowanie zmienia się ustawodawstwo w taki sposób, by poszerzać wolność masowej migracji w skali globalnej, co ma doprowadzić do stopienia się ludzi w wielonarodowym i wielorasowym tyglu oraz do utworzenia „nowej rasy” – pozbawionej historycznej pamięci
i oderwanej od dotychczas obowiązujących zasad moralnych.
Jakże niebezpieczne jest wsłuchiwanie się w głos Lucyfera!
Jakże wielkimi zdrajcami okazują się ludzie pragnący wskrzesić czasy Judasza!
Jakże łatwo gnać ku bezdennej przepaści ludzi niezdolnych odczuwać radość z Obecności Bożej przy sobie!
Nie pozwólmy się zwodzić! Najistotniejszym problemem aktualnych dziejów świata jest dążenie masonerii do ustanowienia laickiej „Republiki Globu” pod jednym dyktatorskim rządem światowym, inspirowanym przez „Radę Mędrców”. W urzeczywistnianiu swych utopijnych i antyludzkich zamierzeń, które mają zapewniać jej duchowe i polityczne opanowanie świata, odbiera niezliczonym masom ludzi to, co uważają za najcenniejsze dla siebie: własny grunt pod nogami, własny świat duchowy, religię, tradycję, swoistą własną kulturę, ojczyznę, wreszcie wolność, możność stanowienia o sobie i obrony swoich
168
interesów i praw, poczucie bezpieczeństwa na własnej ziemi ojczystej. W strategicznych zamierzeniach masonerii światowej nie chodzi bynajmniej ani o wolność, ani o rozumność życia, ani o demokrację, ani
o poszanowanie godności człowieka. Zależy jej przede wszystkim na doprowadzeniu do zaniku chrześcijańskiego myślenia i wartościowania w katolickim społeczeństwie, do zatarcia śladów Chrystusa na ziemi, do wykreowania „Powszechnego Kościoła Ludzkości”, podporządkowanego Lucyferowi i sprawującego jego kult. W gigantycznej grze
o przyszłość liczą się elity, a nie masy ludzkie. Z tego względu masoneria stara się od szeregu pokoleń skupiać w swoich lożach i odpowiednio urabiać zarówno aktualnych przywódców, jak i kandydatów przygotowywanych do przejęcia władzy w przyszłości. Kształtowani są oni w taki sposób, by zamysły i wolę „nieznanych przełożonych” pseudoreligijnych organizacji masońskich oraz własną karierę i osobiste korzyści – stawiali ponad resztki swojej wiary i swego sumienia, ponad honor, niezawisłość i dobro własnych narodów i państw. Czy katoliccy „profani” muszą zaakceptować szczegółowy program urządzenia świata, wypracowany przez masonerię w duchu „niosącego światło przyjaciela ludzkości”, zatroskanego o ciągłe pomnażanie liczby potępionych?
Nie wolno o tym zapominać! Masoni ukazują swoje tajne stowarzyszenie jako ponad wyznaniowe, ponadnarodowe i ponadpaństwowe. Ze względu na uniwersalizm, stanowiący konstytutywną cechę ducha masonerii, dążą do duchowego i politycznego opanowania świata, by móc go urządzić na nowo od samych podstaw zgodnie ze swoją utopijną i antyludzką wizją. W jawnie masońskim świecie wszystko ma być znaczone pieczęcią Antychrysta. W laickiej Republice Globu ma obowiązywać światopoglądowy, społeczny i gospodarczy porządek, umożliwiający człowiekowi zdetronizowanie Boga i zajęcie Jego miejsca. Z tego względu musi całkowicie zgasnąć światło Chrystusa i zniknąć Jego ślad z powierzchni ziemi. W antyludzkiej republice pojawi się super-Kościół, który powstanie z połączenia różnych religii i będzie miał zaplecze okultystyczne; zajmie zdecydowanie wrogą postawę wobec Kościoła Chrystusowego i będzie na różne sposoby zaciekle go zwalczał. W masońskim „Państwie Człowieka” będą zamieszkiwać jedynie prawdziwi ludzie – istoty wolne, myślące w nieskrępowany sposób, decydujące samodzielnie o dobru i złu moralnym; natomiast osoby
169
niezdolne do realizacji wartości głoszonych przez masonerię – zostaną całkowicie wyeliminowane „z gry”. Nastąpi wymieszanie licznych ras i populacji, zostanie ustanowiona sprężysta administracja, będą używane środki absolutnego nadzoru. Dyktatura masońska okaże się na tyle silna, by zmusić Boga do kapitulacji i wyemigrowania z cywilizacji opartej na tolerowaniu wszelkich „odmienności”, zdziczałych postaw „nonkonformistycznych”, niekonwencjonalnych zachowań ludzkich „bestii”. Jakże wielką determinację przejawiają masoni w dążeniu do zbudowania światowego superpaństwa, by móc za jego pośrednictwem sprawować nieograniczoną władzę nad światem i ludzkością wewnętrznie zniewoloną wskutek grzechu!
Od czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej podejmowane są coraz zacieklejsze próby zniszczenia chrześcijańskiego państwa, które
św. Augustyn nazywał „Państwem Bożym”, tzn. szanującym moralność daną przez Bloga i służącym wiernie Bogu. W dążeniu do osiągnięcia zamierzonego celu istotną rolę odgrywa zeświecczenie wszelkich instytucji oraz szerzenia religijnych kultów pogańskich.
W drugiej połowie XVIII wieku pojawił się pomysł zniszczenia „historycznego ładu”, w którym przeważały jeszcze wpływy chrześcijaństwa. Adam Weishaupt, żydowski geniusz konspiracji, zaplanował „Nowy Światowy Ład” – uwolniony od wiary w Boga, oparty na obrzydliwym kulcie człowieka i sytej doczesności, uzależniony całkowicie od Żydów posiadających w swych rękach wszelką władzę na ziemi. Po śmierci przewrotnego konspiratora, jego uczniowie założyli tajną organizację zwaną „Czaszka i Piszczele”, mającą na celu urzeczywistnienie owego demonicznego planu, dzięki któremu Niemcy staliby się panami świata. W specyficznych uwarunkowaniach politycznych planem stworzenia „Nowego Ładu Świeckiego” zainteresowali się amerykańscy Żydzi, którzy po zbadaniu całej sprawy
i otrzymaniu zgody od niemieckich konspirujących sekciarzy, założyli analogiczną tajną organizację w Stanach Zjednoczonych, nadając jej nazwę w języku angielskim „Skull and Bones”. Początkowo należeli do niej tylko niektórzy milionerzy z Wall Street i z Broadway 120. Wypracowali oni The New World Order i plan tajnego rządu światowego.
W realizację swoich zamysłów włączyli przede wszystkim biznes, co
w znacznym stopniu stanowiło odejście od planów Weishaupta i zamiarów niemieckiej tajnej organizacji „Czaszki i piszczele”. W specyficznej
170
sytuacji centrum planowania „Nowego Ładu Światowego” przeniosło się z Niemiec do Stanów Zjednoczonych. Bardzo znamienne jest to, że na jednodolarowym banknocie do dziś widnieje symbol masonerii w formie niedokończonej piramidy z napisem: „Novus Ordo Seculorum”, czyli „Nowy Ład Świecki”, a więc ład bez religii. Należy również pamiętać o tym, iż wszyscy prezydenci Stanów Zjednoczonych,
z wyjątkiem Johna Kennedy’ego i Ronalda Reagana, byli masonami. Nie jest łatwo ustalić, w jakim stopniu rząd Stanów Zjednoczonych oddaje się świadomie na usługi międzynarodowej polityki prowadzonej przez masonerię korzystającą z „usług” wysokich sfer finansowych, niemniej trudno pomijać to, że szczególną aktywność w jak najszybszym doprowadzeniu do utworzenia jednego państwa światowego wykazywało trzech prezydentów w minionym stuleciu: Wilson,
Roosevelt i Bush. Czy nasza Ojczyzna zostałaby zdradzona przez zachodnich aliantów, gdyby prezydent Roosevelt i premier Churchill nie byli prominentnymi masonami?
Masz całkowitą rację! W realizacji masońskiego planu, który dotyczy zaprowadzenia na całym świecie jednego ustroju politycznego kontrolowanego przez „Światowe Państwo Laickie”, najważniejszą rolę spełniają Stany Zjednoczone – kraj zamieszkiwany przez cztery miliony regularnej masonerii. Dawniej międzynarodowy spisek politycznej mafii popierały po cichu, natomiast obecnie czynią to oficjalnie i jawnie, wykorzystując w tym celu głównie Organizację Narodów Zjednoczonych jako instytucję międzynarodowego prawa oraz najrozmaitsze instytucje, prywatne fundacje i pozarządowe organizacje. Mają ogromne możliwości w tym względzie, gdyż są uznawane za najwspanialszy kraj na świecie, tolerancyjny wobec innych wyznań, gotowy przychylić nieba demokracji. W 1872 roku wielki prezydent Stanów Zjednoczonych, Ulysses Simpson Grant, w uroczystej proklamacji do amerykańskiego narodu oznajmił: „Świat cywilizowany zmierza ku demokracji, ku rządom ludu poprzez swych reprezentantów, a nasza wielka Republika jest przeznaczona, by przewodzić wszystkim innym… Nasz Stwórca przygotowuje świat do przekształcenia się, w odpowiednim czasie, w wielki naród, który będzie mówił tylko jednym językiem, a w którym armie i floty wojenne nie będą już potrzebne”. W owym czasie ukrywano w wielkiej tajemnicy to, o czym obecnie powszechnie wiadomo. W tajnych organizacjach amerykańskiej masonerii opracowano
171
plan zaprowadzenia „Nowego Ładu Światowego”, a lucyferyczny zamysł miał być urzeczywistniony przez trzy kolejne wojny światowe; dwie już przeżyła ludzkość, a trzecia ciągle nam zagraża. Perfidnym konspiratorom zależało na tym, by w skutek pierwszej wojny światowej uległy zniszczeniu chrześcijańskie mocarstwa: Austriacko-węgierskie cesarstwo Habsburgów oraz prawosławny carat, Rosji natomiast druga wojna światowa miała na celu radykalne odchrześcijanienie Niemiec, przygotowanie gruntu pod stopniową likwidację europejskich imperiów, stworzenie izraelskiego państwa i oddanie ateistycznemu komunizmowi Europy Środkowej, Dalekiego Wschodu, Azji i Afryki. Obydwie wojny były sztucznie przedłużane przez żydowskich bankierów, bo każdy dzień walki przynosił ogromne zyski finansowe. Masońska mafia polityczno-finansowa, prowadząc politykę konspiracji, przygotowała i sfinansowała bolszewicką rewolucję komunistyczną
w Rosji, by ją nie tylko złupić i wykorzystać jej surowce, lecz także
w sposób radykalny odchrześcijanić. Związek Sowiecki, w którym komuniści sprawowali władzę, miał szczególne zadania w procesie odchrześcijaniania wielu krajów oraz w destrukcji ojczyzn i narodowych państw, a gdy wypełnił „wiekopomną” misję i przygotował teren pod „Jedno Państwo Światowe” – pojawił się Gorbaczow i dokonał rozbiórki sowieckiego imperium. Nie pomylił się zatem Murry Butler, który w 1937 roku na polecenie swoich masońskich przełożonych
w czasie bankietu w hotelu Astor w Nowym Yorku złożył oświadczenie: „Komunizm jest narzędziem, które służy do zniszczenia państw narodowych i do ustalenia jednego rządu światowego, jednej policji światowej i jednego pieniądza światowego”.
Robert Strauss-Hupé był przez czterdzieści lat ambasadorem Stanów Zjednoczonych w różnych krajach i założycielem Foreign Policy Institute. Napisał wiele książek, w których wykłada ideę budowy „Jednego Państwa Światowego”. W 1945 roku ukazała się jego książka, zawierająca obszerne studium dotyczące realizacji tego projektu przez Stany Zjednoczone. Autor stara się racjonalnie uzasadnić, że fundamentem przyszłego „Państwa Światowego” powinny być Stany Zjednoczone, gdyż w tym względzie mają największe doświadczenie. Są bowiem państwem federalnym oraz dysponują odpowiednią armią, konieczną do ustalenia tego międzynarodowego systemu politycznego. W jego przekonaniu trzeba się spieszyć z realizacją owego projektu, ponieważ
172
mamy do czynienia z gwałtownym rozwojem państw i ludów Azji,
o czym świadczy niezwykła dynamika zarówno ludnościowa /przyrost naturalny/, jak i kulturalno-gospodarcza; w XXI wieku kraje azjatyckie mogą stać się pierwszą potęgą światową, bardzo niebezpieczną dla reszty świata. Innym wysuwanym argumentem, który ma uzasadnić twierdzenie znanego dyplomaty, jest potęgujące się niebezpieczeństwo wybuchu wojny atomowej. Czy rzeczywiście są to wystarczające racje, by pogodzić się z realizacją dawno przygotowanych masońskich planów politycznych?
W 1974 roku Rada Bezpieczeństwa Narodowego USA przygotowała pod przewodnictwem Henry’ego Kissingera raport, znany jako „Memorandum 200”. Istotą tego dokumentu jest zabezpieczenie ekonomicznych interesów głównie amerykańskiej oligarchii, „zagrożonych” wzrostem populacji w krajach Trzeciego Świata. Ameryka Północna musi mieć zapewniony niezakłócony dostęp do naturalnych surowców w tych krajach, gdyż jest to konieczne dla rozwoju jej gospodarki i zapewnienia poczucia bezpieczeństwa. Wzrost bezrobocia w przeludnionych krajach rozwijających się spotęgowałby groźbę niepokojów i wystąpień o charakterze zbrojnym. Kissinger wyraźnie powiedział: „Depopulacja powinna być najważniejszym priorytetem amerykańskiej polityki zagranicznej wobec Trzeciego Świata, ponieważ gospodarka amerykańska będzie wymagała dużych i rosnących ilości surowców
z zagranicy, a w szczególności z krajów słabo rozwiniętych”. Redukcja światowej populacji – zgodnie z zamierzeniami masońskich polityków – miała dokonać się m.in. poprzez spowodowanie niedoboru żywności, forsowanie programów sterylizacyjnych i prowokowanie konfliktów zbrojnych. „Memorandum 200” mówi wprost, że pomoc żywnościowa powinna być uzależniona od tego, jakie działania dany kraj przedsięwziął w celu kontroli populacji. A zatem biedne kraje Trzeciego Świata musiały poddać się woli globalnej elity, jeśli nie chciały ulec zrujnowaniu przez doprowadzenie swych społeczeństw do głodu.
Łącząc kwestię bezpieczeństwa z kontrolą liczby ludności, zaczęto przywiązywać istotne znaczenie do realizacji programów kontroli „niepotrzebnych” urodzeń. W związku z tym podjęto próby reinterpretacji praw człowieka oraz przekształcania ludzkiej mentalności pod kątem „prawa wyboru”. Wdrażanie „Memorandum 200”, które stanowi bazowy dokument dla wszystkich regulacji dotyczących kontroli
173
populacji, w praktyce oznacza zabijanie dzieci poczętych, stosowanie na szeroką skalę antykoncepcji i sterylizacji kobiet, sprzyjanie deprawacji dzieci i młodzieży, wytwarzanie klimatu umożliwiającego desakralizację ludzkiego życia i bezczeszczenie godności osoby ludzkiej.
W tej sytuacji człowiek staje się przedmiotem użycia i można go wszechstronnie eksploatować. Czy rzeczywiście ludzie istnieją na ziemi z woli Boga tylko po to, by niesyci piekielnych rozkoszy masoni mogli ich naznaczać ostrzem swego zatrutego zęba? Na co może liczyć cnotliwa dziewczyna w „Światowym Państwie Laickim”? Czy inteligentny i szlachetny chłopiec będzie szanowany w masońskim Anty-Kościele, podporządkowanym Lucyferowi?
Nie wolno wpychać podstępnie ludzi w radosny uścisk Szatana!
Nie wolno wkraczać triumfalnie w świat masońskich bredni!
Nie wolno pogardzać pełnymi cierpień krajami!
W dzisiejszym świecie istnieje wiele działających dyskretnie towarzystw i organizacji, które przejawiają niezwykłą wprost determinację w zapędzaniu ludzkości do zaplanowanego przez masonerię „światowego Gułagu”. Czy chrześcijanie mogą lekceważyć polityczne spiski
i akceptować „pajęczą nić tajemnej władzy”?
- Jedną z najbardziej ekskluzywnych i wpływowych tajnych organizacji, jakie obecnie istnieją, jest niewątpliwie B’nai B’rith – Synowie Przymierza. Od dziesięcioleci reprezentuje to stowarzyszenie amerykańskich Żydów i służy ochronie „żydowskich interesów za granicą”. Jest to najstarsza żydowsko-masońska organizacja, którą w 1843 roku w Stanach Zjednoczonych założyło dwunastu żydowskich emigrantów z Niemiec. Zgodnie z deklaracją założycieli bractwo miało doprowadzić do zjednoczenia skłóconych Żydów amerykańskich wokół celów wyznaczonych przez masonerię, co
w znacznym stopniu się udało.Dla Członków „żydowskiego odgałęzienia masonerii”duże znaczenie miała obrona interesów Judaizmu, podtrzymywanie kultury i tradycji żydowskiej, zwalczania utajonego lub jawnego antysemityzmu, wyciąganie praktycznych wniosków z idei uniwersalizmu ludzkości. Elitarna żydowska masoneria liczy obecnie ponad 600 tys. członków, posiada swoje loże w 58 krajach, ma swoich przedstawicieli przy najważniejszych organizacjach międzynarodowych. W Stanach Zjednoczonych każdy kandydat do fotela prezydenckiego zabiega o poparcie B’nai B’rith,
174
co ewidentnie świadczy o sile nieformalnej władzy, jaką sprawuje organizacja pielęgnująca żydowską i syjonistyczną tożsamość. Czy można doprowadzić do autentycznego braterstwa wszystkich ludzi
i narodów, krocząc drogą wyznaczoną przez idee masońskie i podporządkowując się nieformalnej władzy tajnych gremiów żydowskich?
- W dzisiejszym świecie istotną rolę w dominacji nad narodami spełnia Klub Bilderberg, stanowiący pomost między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Powstał z inicjatywy żydowskiego ekonomisty – Josepha Retingera, który przez niemal pół wieku był zakulisową postacią światowej polityki. Nazwa pochodzi od hotelu w Oosterbeck / Holandia /, gdzie w dniach 29-31 maja 1954 roku odbyła się pierwsza „konferencja” z udziałem około setki osób należących do elity Wysokiej Finansjery. Klub Bilderberg skupia osobistości świata finansów i polityki, od prezesów wielonarodowych grup bankowych i przemysłowych po przedstawicieli instytucji o zasięgu światowym oraz dyrektorów Instytutów Spraw Międzynarodowych; większość członków to masoni, którzy dzielą się na dwie obediencje: angloamerykańską i „frankofilsko-humanistyczną”. Życie Klubu koncentruje się wokół dorocznych sesji, na których dyskusje toczą się zawsze przy zamkniętych drzwiach i nie wydaje się żadnych oficjalnych komunikatów ani raportów z końcowymi wnioskami swoich obrad. Klub Bilderberg ustala podział terytorialnych granic, planuje zbrojne interwencje, określa kierunki polityki „krajów wschodzących”, typuje odpowiednie postaci życia publicznego i politycznego na dany etap. Postanowienia Bilderbergu obowiązują później przez wiele lat
i są narzucane innym instytucjom międzynarodowym, odgrywającym jakąś ogólnoświatową rolę w tworzeniu masońskiej Republiki Globu. Joseph Retinger, propagator globalizmu w latach powojennych, dążył usilnie do tego, by w pierwszej kolejności powstała Unia Europejska. Czy musimy zrealizować jego wizję „Uniwersalnej Republiki”?
- W naszych czasach światowa polityka jest prowadzona przez elitarne, dyskretnie działające gremia, które wywierają ogromny wpływ na rządy poszczególnych krajów. Wśród tych gremiów naczelne miejsce zajmuje Komisja Trójstronna, zaprojektowana przez wąskie grono Amerykanów, Europejczyków i Japończyków, którzy spotkali się pewnego listopadowego dnia 1972 roku w posiadłości Roc175
kefellerów. W następnym roku odbyło się jej pierwsze posiedzenie
w Tokio. Jest „półjawną” organizacją ponadnarodową, a jej teoretykiem i mistrzem stał się Zbigniew Brzeziński, Żyd urodzony
w Warszawie. W skład Komisji wchodzi blisko 300 członków, którzy co roku spotykają się na kilkudniowych sesjach i debatują głównie nad problemami społecznymi i gospodarczymi. Na tych zjazdach uzgadniane są linie polityki, jakie powinny wdrażać poszczególne rządy. Komisja Trójstronna, uznawana za „stowarzyszenie myśli”, kładzie szczególny nacisk na znaczenie międzynarodowych instytucji, na tworzenie organizacji i na potrzebę ich ciągłego dostosowania do zmieniających się okoliczności. Głoszone przez nią tezy można streścić w kilku punktach:
- dążenie do socjalizmu w jego różnych odmianach, ze szczególnym
uwzględnieniem wariantu technokratycznego;
- sprzyjanie religii, jeśli stanowi nośnik globalizmu;
- wspieranie międzynarodowych porozumień opartych wyłącznie
na wymiarze ekonomicznym;
- radykalne przeciwstawianie się idei narodowego państwa;
- przeciwstawianie się wszelkiej propagandzie antysocjalistycznej
i antykomunistycznej.
Komisja Trójstronna, w której następuje stopienie się sił społecznych, politycznych i ekonomicznych, wyzuwa narody z ich bogactw, by skoncentrować je w rękach nielicznych, których podporządkowuje sobie autorytet, stanowiący zwierzchnią instancję Anty Kościoła. Czy można lekceważyć zagrażające ludzkości niebezpieczeństwo?
Nie wolno wspierać zuchwalstwa masonerii!
Nie wolno podpisywać wyroku śmierci na własny naród!
Nie wolno powierzać losów państwa politykom znieważającym Boga!
Stworzenie koszmarnego „Nowego Ładu Światowego” wymaga przejścia niezbędnego etapu, który jest utożsamiany – zgodnie z wizjami ideologów opracowujących lucyferyczny porządek wspólnoty
o światowym zasięgu – z urzeczywistnieniem fascynującego projektu politycznego, jaki stanowi Unia Europejska spod znaku Maastricht. Grunt pod budowę wspólnego domu europejskiego zaczęto przygotowywać już w XVIII wieku, szerząc kosmopolityzm, promując uniwersalny humanizm, działając na rzecz wolnej myśli, świeckości państwa
i tolerowania wszelkich kultów. Zgodnie z filozofią masonerii praw176
dziwym społeczeństwem jest tylko ludzkość i powinna się ona zjednoczyć w jedno państwo, by móc posuwać się naprzód poprzez postęp, który jest rozwojem mocy, inteligencji i dobrobytu. W epoce oświecenia głosił konieczność stworzenia ogólnoeuropejskiego państwa ze wspólnym parlamentem Rousseau – założyciel „rodu Antychrysta”. Saint Simon, mason, wręczył uczestnikom Kongresu Wiedeńskiego projekt uporządkowania Europy według podstaw federacyjnych ze wspólnym parlamentem europejskim. W 1847 roku kongres lóż w Strasburgu mówił o powołaniu Zjednoczonych Państw Europejskich. Masoni ogłosili po upadku państwa kościelnego, że musiał upaść tron papieski, by mogły powstać Zjednoczone Państwa Europejskie pod republikańską flagą. W 1927 roku konwent lóż masońskich zadekretował, że przy każdej nadarzającej się okazji należy słowem i pismem tworzyć przestrzeń pozytywnie nastawioną do budowy Zjednoczonych Państw Europejskich.
Richard Nikolaus Caudenhove-Kalergi, austriacki arystokrata, zaproponował swoją wizję Paneuropy w artykule, który ukazał się
w czasopiśmie w 1922 roku. Był zwolennikiem planu Nowego Ładu Międzynarodowego pomyślanego jako federacja narodów pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych Ameryki, a pierwszym krokiem w tym kierunku – zgodnie z jego pomysłem – miałoby być doprowadzenie do powstania Zjednoczonej Europy. Powinna stanowić ponadnarodowy twór, kosmopolityczny, funkcjonujący na instytucjach, które nie uwzględniają narodowej różnorodności kontynentu europejskiego.
W jego koncepcji pierwotni obywatele Starego Kontynentu powinni się zmieszać z innymi narodami świata, a na ich czele należy postawić Żydów jako nową rasę szlachecką. Kalergi zainicjował w Wiedniu „Ruch Paneuropejski”, który poparło wielu znamienitych polityków, bankierów, ludzi nauki i kultury. Napisał również książkę Paneuropa
i przedstawił w niej projekt federacji ludów; cieszyła się ona dużą poczytnością i została uznana za „biblię” zapoczątkowanego przez niego ruchu. Inicjatywę austriackiego masona podjął i twórczo rozwinął Aristide Briand, który w 1929 roku zgłosił we francuskim parlamencie projekt utworzenia stanów zjednoczonych Europy z jedną władzą federalną i współpracą ekonomiczną. Nie był to jednak odpowiedni czas, by można było podjąć próbę realizacji kontrowersyjnego projektu politycznego. W latach międzywojennych nie udało się urzeczywistnić zamysłu zjednoczenia Europy na masońskich podstawach.
177
W pierwszych latach po zakończeniu drugiej wojny światowej zaczęto znowu odnosić się ze zrozumieniem i życzliwością do realizacji idei zjednoczenia Europy, bo – jak sądzono – będzie można skutecznie przeciwstawiać się tendencjom prowadzącym do wojny. Acheson, minister spraw zagranicznych USA, zachęcił Roberta Schumana, katolickiego polityka francuskiego, do przyłączenia się do ruchu stawiającego sobie za główny cel ściślejszą integrację europejską. Szanowany polityk, wywodzący się z partii chrześcijańskiej, otrzymał konkretny projekt, który opracował znamienity mason, Jean Monnet, uczeń
Coudenhove-Kalergiego. Polityk masoński zaproponował stworzenie ponadnarodowej Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Projekt zaadoptowali i zaczęli propagować Alcide De Gaspari, katolicki polityk włoski, oraz Konrad Adenauer, katolicki polityk z RFN. Nie tylko myśleli o odrodzeniu gospodarki europejskiej, zniszczonej wskutek działań wojennych, lecz także pragnęli ustrzec Zachód przed powstaniem jakichkolwiek zbrojnych konfliktów.
W 1957 roku został podpisany traktat rzymski, na którego mocy powstała Wspólnota Europejska. W swych najgłębszych przesłankach opierała na chrześcijaństwie, na europejskiej tradycji, na klasycznych pojęciach prawdy, dobra, piękna, sprawiedliwości i wolności. Miała charakter przede wszystkim gospodarczy i polityczny, a tylko ubocznie – ideowy. Chodziło o popieranie w państwach członkowskich stałego rozwoju działalności gospodarczej, o wysoki poziom zatrudnienia, nieinflacyjny wzrost konkurencyjności. Starano się również odpowiadać na rozbudzone sympatie socjalistyczne i komunistyczne, stąd też stawiano pewne cele socjalne: podniesienie poziomu jakości życia, zabezpieczenia socjalne, równość społeczna mężczyzny i kobiety, poprawa jakości środowiska naturalnego, pogłębienie solidarności między państwami członkowskimi. Traktat Rzymski popierali papieże: Pius XII, Jan XXIII, Paweł VI, Jan Paweł II. Wspólnota europejska przetrwała w swych przesłankach rzymskich do 1992 roku, kiedy na mocy traktatu z Maastricht przekształciła się w Unię Europejską – nową siłę polityczną i gospodarczą na arenie świata.
Ateistyczni twórcy demokracji pozbawionej odniesienia do Boga wykorzystywali polityczną naiwność katolickich społeczeństw – prostodusznych, zdezorientowanych w sprawach publicznych, popierających swoich liderów i przywódców. W ewidentny sposób świadczy
178
o tym eurokonstytucja, która ma wyznaczać przyszłość Unii Europejskiej. Została zredagowana przez jednego z czołowych masonów francuskich i byłego prezydenta – Valery’ego Giscarda d’Estaing. Opiera się ona zasadniczo na bazie dawnych traktatów, niemniej większe znaczenie ma dla niej ideologia niż sprawy administracyjne
i gospodarcze. Stara się normować wszystkie dziedziny życia w państwach członkowskich, łącznie ze sferą światopoglądową, duchową
i moralną. Posługuje się przewrotnie rozumianymi pojęciami: wolności, wyższości prawa nad osobą, pluralizmu, równości, tolerancji, bezpaństwowości. Intelektualną podstawę przyjętej oficjalnie eurokonstytucji stanowią: liberalizm, postmodernizm, socjaldemokracja i nowa lewica. Z gruntu są one ateistyczne, budzą wszelkie prawa historii, duchowej kultury, tradycji, wprowadzają chaos w życie zbiorowe. Eurokonstytucja zabezpiecza jedność Europy pod względem gospodarczym, administracyjnym i politycznym. Narzuca jednak krajom członkowskim całą swoją ideologię na sposób nowej religii, z czym łączy się lekceważenie wiary i etycznych przekonań katolików zamieszkujących w Europie. Nie odwołuje się do Boga, co świadczy o oderwaniu Europy od jej chrześcijańskich korzeni i zmianie pierwotnego kursu europejskiej integracji. Wspiera rozwijający się w kręgach eurokratów sekularyzm – ideologię zeświecczenia sfer życia uważanych dotąd za sakralne. Ignoruje uniwersalny charakter Kościoła i redukuje jego status do poziomu lokalnych stowarzyszeń, będących tworami czysto ludzkimi. Uznaje relatywizm moralny i poznawczy jako istotny element demokracji oraz odrzuca
w imię tolerancji z zasady wszystko, co się nie zgadza z laickością. Opiera na antropologicznym błędzie koncepcję praw człowieka, ujmowanych dość płytko, bez ściślejszego związku z europejską kulturą, wskutek czego ateiści mają zapewnioną uprzywilejowaną pozycję w życiu publicznym, natomiast katolicy zostali zepchnięci na margines społeczeństwa.
Najbardziej nieludzkie i barbarzyńskie prawa zostały sformułowane w odniesieniu do małżeństwa i rodziny, by w imię ideologii nikczemnej wolności zdegradować naturalną strukturę rodziny jako wspólnoty opartej na przymierzu mężczyzny i kobiety. A zatem małżonkowie nie muszą dochowywać sobie wierności i każdy z nich może swobodnie cudzołożyć. Kobieta ma prawo zsyłać swoje dziecko „żywcem w ziemi łono”. Należy odnosić się z szacunkiem i podziwem do dewiantów, którzy profanują miłość w nienaturalnym związku homoseksualnym.
179
Nie wolno zakazywać rozpusty uprawianej w świetle reflektorów ani korzystania z usług prostytutek w prywatnych burdelach, ani odzierania z niewinności dorastających dziewcząt. Czyżby „niechcący” zbudowano „Eurosodomę”?
Nie zamierzam korzystać z prawa do ubliżania Bogu!
Nie poszukuję miejsca w „Świątyni Ubóstwionej Ludzkości”!
Nie tęsknię za „łaskami” pochodzącymi od Lucyfera!
Dostrzegam pojawiające się zagrożenia! W obecnych uwarunkowaniach społeczno-politycznych, gdy ważą się dalsze losy świata i europejskiej cywilizacji, Polska znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Nie od dziś wiadomo, że rządzące światem loże masońskie nie akceptują naszej Ojczyzny, która trwa przy chrześcijańskiej wierze i niezmiennych zasadach moralnych należących do nieśmiertelnego dziedzictwa ludzkości, stąd też starają się zagasić Boży znicz na ziemi Lechitów
i zmusić Polaków do przejścia na służbę Lucyfera. Trzeba pamiętać
o statucie rytu szkockiego, w którym znajdują się paragrafy ukazujące pilnie strzeżoną prawdę dotyczącą tajnej organizacji. Czyż nie są to porażające zamysły?
- Celem masonerii jest rozsiewanie rewolucji we wszystkich zakątkach globu, utworzenie światowej republiki opartej na powstaniu przeciwko odwiecznej suwerenności, na zniesieniu granic państw i na wyrugowaniu uczuć patriotycznych.
- Masoneria kontynuuje walkę przeciwko Kościołowi, wprowadzając w narodach chrześcijańskich prawa ateistyczne.
- W dążeniu do rozbicia rodziny masoneria zaczyna od demoralizacji kobiet, które przyjmowane są do loży i tworzą z nich aktyw ruchu feministycznego albo emancypacyjnego, utworzonego w celu wywołania konfliktów w rodzinach na skutek niewykonalnych zadań.
Zachowują życiowy realizm! Polacy – podobnie jak inni Europejczycy – są podatni na duchowe uwiedzenie masonów, którzy chcą rozprawić się definitywnie z Chrystusem i zjednoczyć wszystkie narody w uniwersalnej republice – bezreligijnej, wszechwładnej i podporządkowanej Lucyferowi. Ze źródeł masońskich wynika, że wszystkie bardziej znaczące wydarzenia historyczne w Polsce od połowy XVIII wieku do 1848 roku były inspirowane przez masonerię. Bracia spod znaku cyrkla i kielni, należący do międzynarodowej loży o nazwie Okrągły Stół, której siedzibą była Saksonia, planowali i przygotowy180
wali rozbiory Polski. Masoni wywołali powstanie kościuszkowskie
w 1794 roku. Większość jego uczestników walczyła szczerze za wiarę i Ojczyznę, ale gdyby się powiodło, miano wprowadzić republikę według wzoru francuskiego. W późniejszym okresie loże masońskie, powstające na ziemiach polskich, wykorzystywały wzrastające poczucie przynależności narodowej wśród Polaków i głosiły patriotyczne hasła, a jednocześnie atakowały Kościół katolicki. W 1904 roku mówiono
o potrzebie odrodzenia Polski, ale nie wynikało to z miłości do polskiego Narodu. Chodziło jedynie o to, by stał się on częścią wału obronnego przed Rosją, która miała się podzielić na 3 – 4 państwa. Działalność masonerii ułatwiła odrodzenie Polski w 1918 roku, lecz w okresie między światowymi wojnami masońscy politycy starali się wprowadzać sekularyzację. Z tego powodu ks. kard. August Hlond, na zjeździe katolickim w 1926 roku, nazwał masonerię zagranicznym spiskiem, bo nie zależy jej na naszym kraju i nie chce silnej Polski. W czasie drugiej wojny światowej Polska walczyła po stronie aliantów przeciwko hitlerowskim Niemcom i znalazła się w gronie zwycięzców, a jednak po zakończeniu wojny natychmiast wbrew swej woli została oddana na łup Związkowi Radzieckiemu, bo wymagał tego interes polityki prowadzonej przez masońską organizację amerykańską Skuli and Bones; w tym przypadku niechlubną rolę spełnili Roosevelt, prezydent Stanów Zjednoczonych i Churchill, premier Wielkiej Brytanii – masońscy politycy, którzy brutalnie podeptali tzw. Kartę Atlantycką, gwarantującą prawo każdego narodu do wyboru ustroju i rządu według swej woli. Czyż nie jest to przejaw bezwstydnego cynizmu?
W dzisiejszej Polsce masoneria działa w zalegalizowanych strukturach. Wśród lóż masońskich można wyróżnić dwa rodzaje rytów. Pierwszy to masoneria rytu szkockiego, natomiast druga obediencja to masoneria rytu francuskiego. Znane są powszechnie nazwiska osób, które z masońskiej doktryny czerpią inspiracje w swej działalności na rzecz wolnej myśli, świeckości państwa, tolerancji oraz wierności zasadom liberalizmu i braterstwa narodów. W pewnych sytuacjach starają się „uzupełniać” i „poprawiać” Boga, a niekiedy próbują zająć Jego miejsce z upoważnienia swoich mocodawców.
W latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia do działającej nielegalnie loży Kopernik należeli wszyscy członkowie opozycji wobec systemu komunistycznego. Założyciele KOR-u, który chronił robotników
181
prześladowanych po strajkach w 1976 roku, byli członkami loży finansowanej przez masonerię z loży Kopernik. Masoneria wzięła udział
w likwidacji systemu komunistycznego w Polsce, ale uczyniła to w taki sposób, by komunistyczni zbrodniarze nie zostali ukarani, a państwowy majątek mógł zostać rozkradziony. Masoni działający w polskich partiach politycznych zabiegali o przyłączenie Polski do Unii Europejskiej, ponieważ liczyli na powiększenie swego wpływu na życie społeczno-polityczne.
W 2007 roku wznowiło swoją działalność w Polsce Stowarzyszenie B’nai B’rith – Synowie Przymierza. Pierwsza loża tego stowarzyszenia powstała w naszej Ojczyźnie w 1892 roku w Krakowie. Musiała jednak przerwać swą działalność, gdy 22 listopada 1938 roku prezydent Rzeczypospolitej wydał dekret rozwiązujący organizacje masońskie w Polsce, ponieważ działalność wolnomularzy oceniono jednoznacznie jako zagrożenie dla polskiej państwowości. Pojawienie się żydowsko-masońskiej organizacji w naszej Ojczyźnie po niemal 70 latach nieobecności jest czymś niepokojącym, gdyż w dzisiejszej rzeczywistości społeczno-politycznej najważniejszym problemem dla masonów żydowskich są kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam oraz sprawa ustawodawstwa dotyczącego zwrotu mienia żydowskiego pozostawionego w Polsce wskutek ostatniej wojny światowej. Czy możemy wyrażać zgodę na to, by rola masonerii była dominująca w dzisiejszym społeczeństwie polskim?
Nie wolno ulegać „pokusom” upowszechnianym przez masonów, którzy pragną utopić nas w bajorze ateizmu i permisywizmu moralnego!
Nie wolno popierać tajnych ośrodków politycznej władzy!
Nie wolno kroczyć bezmyślnie w kierunku „Nowego Światowego Ładu”, jaki stara się narzucić ludzkości organizacja „Czaszka i Piszczele”!
Zachowuj nadal czujność, bezkompromisowy Pawle!
Żyjemy w zmasonizowanym kraju, o czym świadczą dominujące standardy myślowe, agresywne zwalczanie wszystkiego, co się łączy z katolicyzmem i polskością, powiększająca się ustawicznie liczba publicznych bezbożników, moralnych schizofreników i nikczemnych zdrajców.
Politycy sprawujący władzę w naszym państwie bronią zaciekle demokracji, za której fasadą następuje utrata naturalnej suwerenności człowieka i katolickiego narodu.
182
Dyplomata rosyjski głośno mówi, że tworzy się konstelacja nowego ładu euroazjatyckiego we współpracy Niemiec i Rosji, ale nie przewiduje się w niej miejsca dla niepodległej Polski.
Naćpana hołota nie tylko z trybuny sejmowej pluje w twarz prawowiernym katolikom i kochającym Ojczyznę rodakom, lecz także propaguje politykę depopulacyjną za pomocą antykoncepcji, homoseksualnych związków i aborcji, bo pragnie wiernie wypełnić ustalenie masońskich gremiów, że Polska powinna liczyć najwyżej 15 milionów Polaków.
Polecam Cię Bogu, bezkompromisowy Pawle!
Mam niezłomną nadzieję, że nie dasz się uwieść wielbicielom Bafometa, ponieważ pokładasz swoje wszystkie nadzieje w Chrystusie, który obdarza nasze dusze szlachectwem, łaską i pokojem.
Wzywaj zawsze imienia Boga, a On rozpromieni swoje oblicze nad Tobą i ustrzeże Cię przed śmiercionośnymi strzałami wylatującymi
z szeregów „armii Antychrysta”.
Dobrze, że jesteś, jaki jesteś, bezkompromisowy Pawle – studencie zdolny przeciwstawiać się zamysłom masonerii, która stara się naznaczyć czoła Polaków piętnem apokaliptycznej Bestii!

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/02/ks-henryk-luczak-nowy-swiatowy-lad/feed/ 0
prof. Anna Raźny: PiS czyli fałszywa chrześcijańska aksjologia http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/12/prof-anna-razny-pis-czyli-falszywa-chrzescijanska-aksjologia/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/12/prof-anna-razny-pis-czyli-falszywa-chrzescijanska-aksjologia/#comments Tue, 31 Dec 2013 15:44:51 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5232 Lech Kaczyński i jego partia nie tylko stracili okazję, aby uczynić z Polski bastion chrześcijaństwa w Europie XXI wieku, ale przyczynili się walnie do jej przekształcenia cywilizacyjnego – w kierunku perspektywy ateistycznej.

Parafrazując najbardziej znane hasło, jakie podał w pierwszej polskiej encyklopedii – Nowych Atenach – Benedykt Chmielowski, można powiedzieć: PiS jaki jest, każdy widzi. Jednakże jego wielomilionowy katolicki elektorat nie chce widzieć podwójnej, fałszywej aksjologii tej partii i podwójnych jej standardów, co ma poważne konsekwencje nie tylko w sferze polityki i moralności, ale również cywilizacji. Z podwójności owej wynika bowiem brak perspektywy cywilizacyjnej, fundamentalnej dla przyszłości nie tylko Polski, ale również Europy. Jest on widoczny zarówno w programie tej partii, jak i – nade wszystko – w jej działaniach. Z jednej strony widzimy w sferze retoryki-teorii częste odniesienia do cywilizacji łacińskiej, wartości chrześcijańskich, tradycji polskiego katolicyzmu, nauczania Jana Pawła II, z drugiej – brak ich w praktyce politycznej, szeroko pojętym działaniu – nade wszystko w sferze ustawodawstwa. Jest to brak rażący w zestawieniu z aspiracjami tej partii, odwołującej się – nie tylko w swej nazwie, ale także w różnych swoich programach – do prawa jako fundamentu współczesnego państwa. Rażący tym bardziej, że w swej retoryce PiS kieruje się szczególną wrażliwością jej odbiorcy. Jest to wrażliwość polskich katolików. Ta nieadekwatność miedzy teorią i działaniem jest przez nich akceptowana, gdyż retoryka PiS ma chrześcijański – katolicki kod, który jest obcy programom innych partii bądź obecny w nich śladowo. Nieadekwatność, którą w sferze wartości nazwiemy fałszem aksjologicznym bądź podwójną moralnością, wskazuje na to, iż retoryka tej partii ma charakter propagandowy, zaś jej chrześcijański kod ma znaczenie instrumentalne. Dzięki niemu bowiem PiS osiąga coś, co w koncepcji manipulacji i propagandy Eduarda Hermana i Noama Chomsky’ego nazywa się produkowaniem zgody. W tym wypadku zgody katolickiego elektoratu w Polsce na to, aby reprezentowali go ludzie tej partii. Archetypiczne ujęcie takiej postawy dał Fiodor Dostojewski w Braciach Karamazow w postaci Wielkiego Inkwizytora, pragnącego urzeczywistnić idee dziewiętnastowiecznego socjalizmu – Królestwo Boże na ziemi bez Boga. Dostojewski pokazał, jak można zniewalać ludzi w imię ducha niebytu, wykorzystując chrześcijańskie symbole i Ewangelię. Wielki Inkwizytor posługuje się bowiem krzyżem i odwołuje do wizji ewangelicznego Królestwa Bożego, a jednocześnie występuje przeciwko Chrystusowi, którego naukę odrzuca w imię nowego, socjalistycznego porządku świata. Symbolizuje on mechanizm zniewalania duchowego przybierającego pozór realizacji wartości najwyższych. Jest to zniewalanie wyrafinowane, odbywające się w imię nie kwestionowanego dobra najwyższego.

Wykorzystywanie katolickiego kodu i katolickich mediów do „produkowania” zgody katolików na działania niezgodne z nauczaniem Kościoła Katolickiego ma głębsze znaczenie. Jest bowiem „produkowaniem” fałszywej świadomości katolików, utwierdzaniem ich w przekonaniu, że działanie może różnić się od deklarowanych intencji, że ograniczająca się do retoryki tożsamość reprezentującej ich partii jest czymś normalnym. Takie przekonanie rodzi jeszcze jedno niebezpieczeństwo: brak odpowiedzialności za dokonania niezgodne z katolicką doktryną wiary. Brak oznaczający infantylizację sfery politycznej i jednocześnie całej sfery społecznej. Skutki stosowania podwójnych standardów w polityce rzutują na charakter cywilizacji, która na naszych oczach odrywa się od chrześcijańskich korzeni i buduje nowy swój kształt na fundamencie nowych ideologii, z których najsilniejszy jest genderyzm. Natomiast skutki demonstrowania podwójnej moralności to nie tylko demoralizacja społeczeństwa, ale również próba „fabrykowania” jego zgody na to, że w polityce nie ma żadnych świętości, a zatem – jak określa taką sytuację jeden z bohaterów Dostojewskiego – wszystko jest dozwolone.

Negatywne skutki podwójnej, a więc fałszywej aksjologii i podwójnych standardów PiS są na tyle znaczące, że podejmowane próby ich przemilczenia bądź przesłonięcia wizją katastrofy smoleńskiej jako zamachu wydają się dziecinne. Zakładają bowiem niezdolność Polaków do refleksji i krytycznej oceny wydarzeń, jakie nastąpiły w Polsce po 1989 roku. Dziwi więc wysiłek zwłaszcza katolickich publicystów, historyków, socjologów, a nawet filozofów i teologów, którzy uprawiają pisowską narrację historyczną i usiłują katastrofą przesłonić prawdziwe oblicze tej partii. Historycznego bowiem już znaczenia nabrały jej działania w okresie V kadencji sejmu, gdy miała ona pełnię władzy – nie tylko w parlamencie, ale również w Belwederze – i w następnych kadencjach. Świadectwem tych działań było głosowanie przytłaczającej ilości członków PiS przeciwko życiu, gdy z inicjatywy LPR podjęto w sejmie nowelizację konstytucji w celu umieszczenia w niej zapisu o ochronie życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci. Wstrzymało się wówczas lub nie głosowało 94 posłów PiS (109 posłów PO) z władzami partii na czele. Inicjatywę poparł w całości jedynie klub LPR. Władze PiS przyrzekały wprawdzie powrót do tej inicjatywy, ale jednocześnie robiły wszystko – m.in. wykorzystując służby specjalne do prowokowania afer – aby koalicja z LPR i Samoobroną jak najszybciej się rozpadła, co musiało spowodować samorozwiązanie sejmu i przyspieszone wybory. W przeprowadzeniu tej akcji PiS uzyskał całkowite poparcie głównych partii opozycyjnych – PO i SLD. Rozwiązując sejm, PiS zaprzepaścił bezpowrotnie ideę konstytucyjnej ochrony życia w Polsce. Traktat Lizboński, obejmujący Kartę Praw Podstawowych, nie dawał bowiem szans na powrót do niej, szans takich nie dawał również istniejący od 2007 roku układ sił politycznych w Polsce – nie do naruszenia.

Gdy zaś doszło do ewenementu i pod koniec VI kadencji sejmu (w 2011 roku) poddano głosowaniu projekt ustawy chroniącej życie od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci – przygotowanej przez organizacje pro-life, które uzyskały dla swej inicjatywy podpisy 600 tysięcy Polaków – PiS dał kolejne świadectwo swej fałszywej aksjologii chrześcijańskiej i fałszywej moralności. Nie wprowadził bowiem dyscypliny klubowej w tym głosowaniu, co sprawiło, że 10 jego posłów nie wzięło w nim udziału. Zabrakło wówczas jedynie 5 głosów, aby ustawa została uchwalona (186 za, 191 przeciw). To, że PO w większości zagłosowała przeciw, było do przewidzenia, bo ta partia nie miała i nie ma w programie ochrony życia poczętego, rzadko odwołuje się do chrześcijańskich wartości, nie jest lansowana w katolickich mediach jako reprezentant polskich katolików. Natomiast PiS, który ochronę tę uczynił w teorii jednym ze swych celów, w działaniu ponownie jej zaprzeczył.

Dziś można wysunąć tezę, że partia ta świadomie pozbawiła Polaków możliwości nowelizacji konstytucji we 2007 roku. Teza ta jest tym bardziej uzasadniona, gdyż jednocześnie rząd PiS od początku popierał Traktat Lizboński i na konferencji międzyrządowej UE prezentował wówczas w imieniu Polski pełną akceptację jego tekstu. Zgadzał się z brakiem odwołania do Boga w preambule i odrzuceniem dziedzictwa chrześcijańskiego w budowie nowej, ateistycznej Unii. Zgadzał się na to, ze chrześcijaństwo i jego wyznawcy oraz jego symbole – nade wszystko krzyż – nie będą chronione w sytuacji, gdy ochronie podlegać będą wszystkie mniejszości – a więc także ich kultura oraz głoszone przez nie różne ideologie, np. gender. Prawda logiczna, którą w pisowskiej narracji historycznej się pomija, jest oczywista: antychrześcijańska ideologia gender niszczy cywilizację łacińską, ponieważ prawo unijne – Traktat Lizboński – nie chroni wartości chrześcijańskich, które tę cywilizację ukształtowały. Wobec nowej perspektywy cywilizacyjnej, przed jaką stanęła Europa, wydawałby się czymś oczywistym program naprawy popełnionych błędów przez partię, która w swej retoryce używa nadal chrześcijańskiego kodu. Program działania w nowej, rozpoczynającej się w 2014 roku kadencji europarlamentu, na rzecz unieważnienia Traktatu Lizbońskiego, bądź wprowadzenia do niego zapisów podtrzymujących cywilizację łacińską – o ochronie wartości chrześcijańskich, życia od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci, tradycyjnej rodziny, definicji małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety. To powinno być zadaniem wszystkich katolickich parlamentarzystów, którzy na gruncie prawa winni walczyć z genderyzmem, nie zaś wyłącznie popisywać się w mediach i na różnych konferencjach antygenderowymi mowami. PiS nie ma jednak najmniejszego zamiaru podjąć się tego zadania. Jest bowiem pewny swego zwycięstwa w eurowyborach 2014 roku i to mu wystarcza. Nie musi nawet – zgodnie ze swoją fałszywą aksjologią. – formułować programu działania na rzecz wartości chrześcijańskich w europarlamencie, bo go nigdy nie miał, a poparcie katolickiego elektoratu i tak otrzymywał dzięki manipulacji tymi wartościami i budowanej na nich propagandzie.

Obecnie można wysunąć także drugą tezę: że z inicjatywy PiS rozwiązano w 2007 roku polski parlament dla ratyfikacji Traktatu. Liderom partii dokonujących samorozwiązania chodziło o to, aby tekst Traktatu nie został poddany debacie sejmowej i wiedza na jego temat nie dotarła do wyborców, zwłaszcza katolickich. Z dzisiejszej perspektywy walka LPR i Samoobrony o przedłużenie V kadencji sejmu przynajmniej o kilka miesięcy była próbą zachowania jego trybuny do walki z tą ateistyczną konstytucją unijną.

Podpisanie przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Traktatu Lizbońskiego, ratyfikowanego przez polski sejm VI kadencji dzięki głosom posłów PiS-u, było gwoździem do trumny chrześcijańskiej Europy. Polska przestała być w niej przedmurzem chrześcijaństwa. Jeśli mówimy, że ikoną wierności chrześcijaństwu w Europie jest po dzień dzisiejszy Jan III Sobieski, to Lech Kaczyński jest jej zaprzeczeniem. Dramatem polskich katolików – nieświadomych tego w pełni – jest fakt, że decydującą rolę w tym odejściu od postawy wierności odegrała nie lewica i środowiska liberalno-demokratyczne, ale właśnie PiS, który miał ich reprezentować w sejmie i UE. Lech Kaczyński i jego partia nie tylko stracili okazję, aby uczynić z Polski bastion chrześcijaństwa w Europie XXI wieku, ale przyczynili się walnie do jej przekształcenia cywilizacyjnego – w kierunku perspektywy ateistycznej. To był majstersztyk manipulacji i propagandy, odpowiadający klasycznym ich teoriom – Harolda Laswella, Eduarda Hermana i Noama Chomsky’ego, Jacques’a Ellula. Dominowała w niej tzw. zasada transfuzji – wykorzystania przyjętych przez ogół polskiego społeczeństwa wartości chrześcijańskich do ukrytych celów partii. Szczególnym instrumentem owej transfuzji było zniekształcanie rzeczywistości unijnej – sfery społeczno-politycznej i kulturowej – przemilczanie faktu, że jest ona skazana przez Traktat na ostateczną sekularyzację oraz odcięcie od tradycji chrześcijańskiej. W tej grze manipulacyjnej PiS skoncentrował uwagę katolickiego elektoratu na problemach liczbowej reprezentacji Polski w europarlamencie, suwerenności państw członkowskich, dopłatach do rolnictwa i pustych hasłach w rodzaju Europa ojczyzn.

Na arenie międzynarodowej działania PiS na rzecz chrześcijaństwa są zerowe. Brak jakiejkolwiek inicjatywy w celu obrony chrześcijan na Bliskim Wschodzie i w świecie islamu, gdzie – jak powszechnie wiadomo – dokonuje się ich ludobójstwo, jest skandalem nie tylko moralnym i politycznym, ale również cywilizacyjnym. Oto bowiem przy milczeniu parlamentów krajowych – również polskiego – i unijnego zginęły setki tysięcy chrześcijan – i giną nadal – z powodu wyznawanej wiary w Chrystusa. Wraz z nimi giną ostatnie ślady występującej na tym obszarze od 2000 lat cywilizacji ukształtowanej na chrześcijaństwie. Jasno również teraz widać, że o to właśnie idzie ideologom NWO, autoryzowanego m.in. przez koncepcje Zbigniewa Brzezińskiego oraz Henry Kissingera i firmowanego (wbrew woli przeciętnych Amerykanów ) przez USA. Pomimo tego wszyscy czołowi polscy politycy – również z PiS – i ich partie ślepo popierali i popierają politykę Ameryki w tym rejonie – wojnę prewencyjną z Irakiem, atak prewencyjny na Libię, rewolucję w krajach arabskich i wreszcie walkę z demokratycznie wybranym prezydentem Syrii Baszszarem al.-Asadem. Popierają politykę, która pobudza ekstremizm islamski – i nie tylko – skutkujący ludobójstwem chrześcijan. Ci, którzy mieli reprezentować polskich katolików w sferze polityki, nie chcieli słyszeć głosu Jana Pawła II, który sprzeciwiał się atakowi na Irak, nie chcieli słyszeć papieża Franciszka, który podjął szereg działań, aby powstrzymać atak USA na Syrię. Zwrócił się nawet z prośbą – skuteczną – do Władimira Putina, aby na odbywającym się w Petersburgu na początku września b.r. szczycie G20 powstrzymał jego uczestników przed udzieleniem poparcia dla tego ataku, mogącego skutkować wybuchem trzeciej wojny światowej. W tej sytuacji jawnie wrogie wobec działań papieża było stanowisko, jakie zajął w sprawie Syrii trzy tygodnie później Witold Waszczykowski w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” (wydanie z 24 października 2013) jako wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, w której reprezentuje PiS. W całostronicowym potoku wypowiedzi, poświęconych m.in. zabijaniu niewinnych ludzi w tym kraju, nie padło ani jedno słowo na temat prześladowań syryjskich chrześcijan ze strony rebeliantów, nade wszystko na temat dokonywanych na nich okrutnych mordach. Wysokiej rangi polityk PiS w wywiadzie tym uzasadniał ponadto konieczność zaangażowania Polski w sprawie Syrii po stronie USA, Turcji i ich sojuszników – tych sił w konflikcie, które dozbrajają od kilku lat tzw. rebeliantów, wykrwawiających Syrię. Nawet nie napomknął o pomocy dla syryjskich chrześcijan. Ten wywiad jest jednym z ważniejszych świadectw głębokiego zaangażowania PiS na arenie międzynarodowej w budowę NWO. Z perspektywy cywilizacyjnej politycy PiS umacniają bowiem procesy, które niszczą chrześcijaństwo nie tylko w Europie, ale również poza nią.

Z tej samej perspektywy trzeba spojrzeć na wielkie zaangażowanie polityków PiS w proces włączania Ukrainy do antychrześcijańskiej Unii, która poprzez jej akcesję poszerzyłaby swoją władzę i umocniła się, wchłaniając nowe, 46 milionowe społeczeństwo (to wygląda tak, jakby ktoś chciał przed 1989 rokiem poszerzać Związek Radziecki). Działania PiS na rzecz włączenia Ukrainy do Unii mają jeszcze jeden cywilizacyjny aspekt: mają osłabić Rosję, która triumfalnie wróciła do chrześcijaństwa i broni go na arenie międzynarodowej, m.in. w Syrii.

Również w polityce historycznej i historycznej narracji ta reprezentująca polskich katolików partia stosuje podwójne standardy i prezentuje fałszywą aksjologię. Jest to nade wszystko widoczne w przypadku ofiar ludobójstwa dokonanego z jednej strony przez sowieckie NKWD, z drugiej przez nacjonalistów ukraińskich z OUN-UPA. Przez długie lata zarówno w polityce, jak i narracji historycznej PiS istniał wyłącznie Katyń. Politycy tej partii zwrócili publiczne uwagę na rzeź wołyńską dopiero w związku z jej 70. rocznicą, angażując się jedynie w sejmie w przygotowanie związanej z nią uchwały. Natomiast w kontaktach z władzami i społeczeństwem Ukrainy ludobójstwo Polaków na jej terenie pozostaje dla PiS nadal tematem tabu – zgodnie z wyznawaną przez partię Jarosława Kaczyńskiego doktryną Jerzego Giedroycia, iż koniecznością historyczną jest budowa wielkiej Ukrainy kosztem Polski. Między innymi ta właśnie doktryna była – oprócz innych motywacji – inspiracją wspólnego wystąpienia przywódcy PiS i jego polityków na kijowskim Euromajdanie z Ołunem Tiahnybokiem, przedstawicielem ukraińskich neonazistów, odwołujących się do tradycji OUN-UPA. Ich wspólne wystąpienie było szokiem nawet dla przyzwyczajonych do podwójnych standardów PiS jego zwolenników. Tym większym szokiem, że odbyło się pod sztandarami ukraińskiej neonazistowskiej partii, której gestem i hasłami prezes PiS przywitał zgromadzonych na Euromajdanie zwolenników UE. Działanie takie urąga pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej i przeczy upublicznieniu prawdy o niej, tak jak przeczy zasadom współżycia dwóch sąsiadujących z sobą narodów, którym potrzebne jest pojednanie nie poprzez fałszywą aksjologię i ateistyczną Unię Europejską, ale w prawdzie i na gruncie chrześcijańskich wartości. Podobnie jak we wcześniej przedstawionych posunięciach PiS mamy tu do czynienia z jawnym działaniem na ich szkodę, a zarazem na szkodę polsko-ukraińskiego pojednania.

Analiza ważniejszych antychrześcijańskich działań PiS mówi bardzo wiele: chrześcijaństwa i jego wartości musimy bronić nie tylko przed NWO i jego ideologiami, takimi jak gender, ale również przed partiami politycznymi, które wartościami tymi manipulują dla osiągnięcia pozachrześcijańskich celów. Najskuteczniejszą bronią jest w taki przypadku demaskowanie fałszywej aksjologii partii.

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/12/prof-anna-razny-pis-czyli-falszywa-chrzescijanska-aksjologia/feed/ 0
Prof. Grzegorz Kucharczyk: Jak laicyzm przygotowywał grunt pod totalitaryzm http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/10/prof-grzegorz-kucharczyk-jak-laicyzm-przygotowywal-grunt-pod-totalitaryzm/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/10/prof-grzegorz-kucharczyk-jak-laicyzm-przygotowywal-grunt-pod-totalitaryzm/#comments Sun, 20 Oct 2013 05:30:10 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5197 Wielki myśliciel katolicki, prof. P. C. de Oliveira w swoim najważniejszym dziele Rewolucja i kontrrewolucja jako istotę przewrotu rewolucyjnego wskazał wolę „zniszczenia legitymowanego ładu rzeczy i zastąpienie go sytuacją nie-legitymowaną”. Jaki jest zaś „legitymowany ład rzeczy”, ład po prostu? To nic innego jak „pokój Chrystusa w królestwie Chrystusa, a więc cywilizacja chrześcijańska, surowa i hierarchiczna, z gruntu sakralna, antyegalitarna i antyliberalna”[1].

Historyczna rzeczywistość kolejnych wstrząsów rewolucyjnych – począwszy od rewolucji francuskiej – potwierdza tę diagnozę brazylijskiego myśliciela. Chrześcijaństwo, a przede wszystkim katolicyzm był przez wszystkich rewolucjonistów postrzegany jako najistotniejsza przeszkoda na drodze ustanowienia „nowego ładu”, który miał ukształtować „nowego człowieka” wedle rewolucyjnej ideologii. Rewolucja francuska była pod tym względem wzorcem, powielanym następnie przez kolejnych rewolucjonistów w XIX i XX w. Nic też nie zapowiada, by wiek obecny był pod tym względem jakimś wyjątkiem.

Jeden z deputowanych do rewolucyjnego parlamentu francuskiego w następujących słowach określał istotę polityki rewolucyjnej: „Stworzone zostały dla Narodu prawa; obecnie rzecz w tym, aby stworzyć Naród dla tych praw”[2]. Wtórował mu amerykański sympatyk rewolucji francuskiej, Th. Paine, który rzeczywistość polityczną we Francji i w Europie po 1789 r. skomentował następująco: „Jest w naszej mocy zacząć świat na nowo […]. Narodziny nowego świata już się zbliżają”[3]. Jak wiemy, zmieniono nawet sposób mierzenia czasu. Żeby tak szeroko zakrojone zmiany przeprowadzić, należało uderzyć w podstawę, z której wyrastały wszystkie te obyczaje, prawa, idee i sensy słów – czyli w cywilizację chrześcijańską (a w przypadku Francji – katolicką), dlatego też obserwując politykę rewolucji francuskiej wobec Kościoła dostrzegamy narastającą eskalację wrogości wobec wspólnoty ludzi wierzących w Chrystusa: poczynając od zadekretowanej w 1789 r. konfiskaty wszystkich majątków kościelnych, poprzez tzw. konstytucję cywilną kleru z 1790 r. (będącą de facto próbą próbą ustanowienia we Francji schizmatyckiego Kościoła) i represje skierowane wobec księży, którzy nie chcieli złożyć przysięgi na ten dokument (w 1792 r. jako karę dla „niezaprzysiężonych” zadekretowano banicję, a od 1793 r. karano śmiercią).

To nic innego jak wypełnienie płomiennego apelu pewnego członka klubu jakobinów, który wzywał: „Tak, obywatele, religia jest nie do pogodzenia z ustrojem wolności, czujecie to tak samo jak ja. Rytuały, tajemnice, moralność nie będą mogły odpowiadać republikaninowi… Oddajcie nam pogańskich bogów! Chętnie będziemy czcić Jowisza, Herkulesa czy Pallas Atenę, ale nie chcemy więcej tego baśniowego stwórcy świata… nie chcemy więcej tego Boga nieogarnionego, który wszystko ponoć napełnia”[4].

Autorem tych słów był markiz D. A. F. de Sade. Słynny pornograf miał szczególny dług wdzięczności wobec rewolucji. Do lipca 1789 r., na prośbę swojej rodziny przetrzymywany był w zakładzie dla obłąkanych w Charenton. Niewiele brakowało, by znalazł się w gronie wyswobodzonych 14 VII 1789 r. paru więźniów Bastylii, która była wcześniejszym miejscem jego odosobnienia (również na prośbę rodziny).

Jak wiadomo rewolucja francuska nie cofnęła się przed ludobójstwem, by „zmienić ludzi”. Wojna w Wandei, pierwsze ludobójstwo w dziejach nowożytnej Europy nosiło znamiona wojny religijnej. Lud Wandei walczył pod sztandarami Najświętszego Serca Jezusowego (Sacre Coeur), a armię, którą stworzył, nazwał „Armią Królewską i Katolicką”. Z drugiej zaś strony rewolucjoniści nie kryli, że przynoszą do krainy „od wieków tkwiącej w okowach fanatyzmu i zabobonu” światło „prawdziwego oświecenia i postępu”.

Wojna wypowiedziana chrześcijaństwu przez rewolucję francuską była wzorcowa także w tym sensie, że równolegle z polityką krwawego terroru wymierzonego wobec ludzi wierzących w Chrystusa (bez względu na to, czy byli to duchowni czy świeccy) stosowany był wobec nich swoisty „przemysł pogardy”. Nienawiść szła w parze z lekceważeniem.

Gdy w 1793 r. swoje apogeum osiągała rozpętana przez rewolucyjne władze kampania dechrystianizacyjna, M. J. Chalier, komisarz republiki na Lyon – odpowiedzialny za krwawe powstania mieszkańców tego miasta przeciw republice (dlatego przeszedł do historii jako „kat Lyonu”), stwierdzał, że „księża są jedyną przyczyną nieszczęść we Francji. Rewolucja, która jest triumfem oświecenia, tylko z obrzydzeniem może spoglądać na zbyt długą agonię zgrai tych niegodziwców”[5]. Rok później, prokurator trybunału rewolucyjnego domagając się (skutecznie) posłania na szafot karmelitanek z Compiegne, jako okoliczność szczególnie je obciążającą wskazywał ich „fanatyzm” i precyzował: „Przez fanatyzm rozumiem wasze przywiązanie do waszych dziecinnych wierzeń, do waszych śmiesznych praktyk religijnych”[6].

Dzisiaj środowiska liberalno-lewicowe domagające się po obydwu stronach oceanu penalizacji „mowy nienawiści”, wyraźnie zapomniały, że pierwszymi, którzy na szeroką skalę ją stosowali byli ich ideowi antenaci z czasów rewolucji francuskiej, a następnie z epoki XIX-wiecznych „wojen o kulturę”. Dokonująca się w tamtej epoce forsowana przez państwo brutalna, odgórnie narzucana laicyzacja, dla niepoznaki posługująca się hasłem „rozdziału Kościoła od państwa” nie tylko kończyła się próbą podporządkowania Kościoła państwu, ale jej rezultatem było również wprowadzanie ostrego podziału wewnątrz poszczególnych społeczeństw. Kulturkampfy te oznaczały stygmatyzację dużego segmentu społeczeństwa jako „zacofanego” i „reprezentującego niższą kulturę”. Wobec takich ludzi liberalne rządy – czy to we Włoszech, czy we Francji, nie mówiąc o Prusach, gdzie w latach 70. XIX w. rządził O. von Bismarck, popierany przez miejscowych liberałów – bez wahania stosowały sprawdzoną maksymę francuskiej rewolucji o tym, że „nie ma wolności dla wrogów wolności”. Bo przecież dla antykatolickiej propagandy katolicy byli poważnym problemem, byli „wrogiem wewnętrznym”. Nieprzypadkowo to właśnie w tej epoce „wojen o kulturę” pojawia się figura „starszej kobiety modlącej się na różańcu” jako symbolu kołtunerii i ciemnogrodu. Współcześni kontynuatorzy tej „mowy nienawiści” mówią o „moherowych beretach”.

Charakterystyczne było także to, że wszędzie propagatorzy polityki bezwzględnej laicyzacji gładko przechodzili do porządku dziennego nad kwestią wolności obywateli, którzy byli represjonowani ze względu na wybraną drogę życiową (stan duchowny) czy wybrany model szkolnictwa dla swoich dzieci (szkoła katolicka). Dla promotorów laickości słowo „wolność” miało jednak bardzo specyficzny sens. Urzędujący w latach 1902–1905 premier J. L. É. Combes, odnosząc się do zarzutów katolickiej opozycji w parlamencie, że jego polityka brutalnego usuwania zakonów z Francji i zamykania katolickich szkół gwałci prawo obywateli do nieskrępowanego wybierania sposobu kształcenia swoich dzieci, stwierdzał wprost, że „wolność kształcenia nie należy do tych istotnych praw przynależnych obywatelowi [...]. Nie jest ona jedną ze swobód naturalnych czy też koniecznych, która stanowiłaby integralną część praw obywatela [...] Nie ma przyczyny, dla której państwo nie mogłoby zakazać nauczania osobom indywidualnym, czy też zbiorowiskom, których doktryny oraz interesy są w absolutnej sprzeczności z fundamentalnymi doktrynami i ogólnymi interesami, nad którymi ono [państwo – dop. G. K.] czuwa”[7].

Z pogardą okazywaną wobec obywateli, którzy dopominali się o swoje prawa (jako ludzie wierzący i rodzice pragnący jak najlepszej edukacji dla swoich dzieci), szedł u laicyzatorów prawdziwy kult państwa. W tym przypadku wyznawany przez nich liberalizm z jego programową niechęcią wobec państwa odchodził na plan dalszy wobec o wiele bardziej pilniejszej dla nich sprawy, jakim było wprowadzenie żelazną ręką „postępu i tolerancji”, a żelazna ręka powinna należeć do państwa.

W 1874 r. w zenicie prześladowań Kościoła podczas bismarckowskiego Kulturkampfu jeden z protestancko-liberalnych dzienników w następujący sposób wyjaśniał, że nie ma sprzeczności między hasłami o wolności i tolerancji, a brutalnym prześladowaniem katolików: „Niech ci, którzy w swojej straszliwej mądrości uważają, że państwo zbyt daleko poszło w podjętych przez siebie środkach przeciw hierarchii [katolickiej], w końcu zauważą, w jakich czasach żyjemy. Przeciw wrogowi absolutnie zdecydowanemu na wszystko nic nie można osiągnąć odwołując się li tylko do tej biernej tolerancji, która wzdraga się przed każdym zdecydowanym krokiem i raczej woli wrogowi ustępować. W walce o być albo nie być, tylko posunięte do ostatecznych granic zdecydowanie i zaangażowanie wszystkich sił może zapewnić zwycięstwo”[8].

Stanowisko to pozostawało w całkowitej zgodzie z definicją liberalizmu podaną w 1875 r. przez H. von Sybela: „być liberałem oznacza wyzwalanie jednostki z jarzma przesądu, nietolerancji, ze zniewolenia duchowego. Być liberałem – to w kwestiach narodowych pilnowanie, by większość narodu nie była zniewolona przez przesądy poszczególnych [katolickich – dop. G. K.] prowincji”[9].

W ten sposób przygotowywano grunt pod nadejście epoki państw totalitarnych. Pisał o tym w swojej encyklice Summi pontificatus papież Pius XII. W dokumencie z 1939 r., ogłoszonym, gdy trwała już II wojna światowa, Ojciec Święty diagnozując „główną chorobę czasu: świat bez Boga i bez Chrystusa”, która w 1939 r. już w pełni ujawniła swoje straszliwe oblicze w postaci totalitarnej statolatrii, wskazywał na głębsze korzenie tego zła. W tym właśnie kontekście Pius XII mówił o fatalnym „zaślepieniu” ludzi, którzy „domagali się usunięcia Boskiego Zbawiciela ze swego życia, a zwłaszcza z życia publicznego”. Jak pisał papież: „Państwo i społeczeństwo dostosowywało się we wszystkim do dowolnych haseł i teorii tak zwanego laicyzmu, a proces ten postępował coraz szybciej i spotykał się z ogólnym uznaniem. Prąd laicyzacji życia doszedł wreszcie aż do tego, że od ożywczego i dobroczynnego wpływu Boga i Kościoła odwiódł pojedynczego obywatela, rodzinę i państwo, i to nawet w krajach, które przez wiele wieków szczyciły się chrześcijańską kulturą i obyczajami”[10].

W ten sposób papież Pius XII rozwinął nauczanie swojego wielkiego poprzednika na Stolicy Piotrowej, bł. Piusa IX, który w swoim słynnym Syllabusie z 1864 r. jako jeden z najpoważniejszych błędów epoki nowożytnej wskazywał pogląd głoszący, że to państwo i tylko państwo powinno być źródłem i punktem odniesienia dla prawa rządzącego daną społecznością. Już wtedy błogosławiony papież jasno dostrzegał, że państwo może stać się straszliwym instrumentem w rękach autorów antykatolickich wojen o kulturę. Papież Pius XII pisząc wspomnianą encyklikę u progu najstraszliwszej wojny w dziejach świata widział już skutki tej fatalnej uzurpacji.

Grzegorz Kucharczyk, Cywilizacja 43/2012

——————————————————————————–

[1] P. C. de Oliveira, Revolution et contre-revolution, Sao Paolo 1960, s. 53, 83.

[2] Cyt. za: J. Baszkiewicz, Nowy człowiek, nowy naród, nowy świat. Mitologia i rzeczywistość rewolucji francuskiej, Warszawa 1993, s. 51.

[3] Tamże, s. 394.

[4] D. A. F. de Sade, Pisma polityczne, przeł. B. Banasiak [i in.], Warszawa 1997, s. 205.

[5] Cyt. za: G. Kucharczyk, Czerwone karty Kościoła, wyd. 2 rozszerz., Dębogóra–Kraków 2008, s. 75.

[6] Tamże, s. 78.

[7] E. Lecanuet, L’eglise de France sous la troisieme republique, vol. 3, Paris 1910, s. 408.

[8] C. Lepp, Protestantisch-liberaler Aufbruch in die Moderne. Der deutsche Protestantenverein in der Zeit der Reichsgründung und des Kulturkampfem, Gütersloh 1996, s. 351.

[9] J. B. Kißling, Geschichte des Kulturkampfem im Deutschen Reiche, Bd. 3, Freiburg im Breisgau 1916, s. 152.

[10] Pius XII, Encyklika Summi Pontificatus [online], [dostęp: 7 XII 2012], dostępny w Internecie: .

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/10/prof-grzegorz-kucharczyk-jak-laicyzm-przygotowywal-grunt-pod-totalitaryzm/feed/ 1
Szatan wezwał światowy zjazd demonów http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/10/ks-slawomir-kostrzewa-szatan-wezwal-swiatowy-zjazd-demonow/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/10/ks-slawomir-kostrzewa-szatan-wezwal-swiatowy-zjazd-demonow/#comments Wed, 02 Oct 2013 22:40:46 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5179 Szatan wezwał światowy zjazd demonów. W swoim przemówieniu na wstępie powiedział: “Nie możemy zabronić chrześcijanom chodzić do kościoła. Nie możemy zakazać im czytać Biblii. Nie możemy zakazać im komunikować się z Bogiem w modlitwie. Kiedy tylko zaczynają się modlić i nawiązują kontakt z Chrystusem – natychmiast tracimy władzę nad nimi. Więc niech chodzą do swoich kościołów, a my ukradniemy u nich – ich czas, tak aby, będąc zawsze zajętym, nie mogli się modlić i pokutować za grzechy i rozwijać swojego związku z Chrystusem. Nie będą też mieli czasu na czytanie Biblii. «Oto, co należy zrobić – powiedział diabeł. – Trzeba zapobiec ich spotkaniom z Bogiem i utrzymać ten stan rzeczy przez cały dzień.
– Jak to zrobić? – zawołały demony.
– Trzeba wymyślić dużo ciekawostek, próżności i wiele sposobów okupujących ich umysły wszelkiego rodzaju niepotrzebnymi rzeczami. A co najważniejsze trzeba zaszczepić w nich pragnienie dóbr materialnych, chęć wzbogacania się – i służenia dla mamony. Niech będą przepojeni pragnieniem, aby zarabiać jak najwięcej ilości pieniędzy, żeby kupić własne samochody, mieszkania, wille. Niech zarabiają więcej i więcej pieniędzy dla chęci pójścia do restauracji i kawiarni, chęci kupowania drogich, modnych ubrań, aby urządzać kosztowne remonty w mieszkaniach i dostarczać tam modne meble i luksusowy wystrój. Kuście ich, uczcie wydawać i brać pożyczki długoterminowe kredyty, a tym samym popadać w zależność/niewolę od banków. A gdy będą zapaleni pragnieniem osobistego wzbogacenia się, pogonią za mamoną – i nie będzie im już wtedy potrzebny Chrystus …
Przekonajcie ich żony do pozostania dłużej w pracy, a mężczyzn – do pracy 6-7 dni w tygodniu, najlepiej po 10-12 godzin dziennie, żeby nie mieli czasu na zajmowanie się rodziną i wychowaniem dzieci. Nie pozwólcie im spędzać czasu z dziećmi – po to, by ich dzieci włóczyły się od rana do nocy po ulicy i kolegowały i wpadły w złe towarzystwo, przez to przestały się uczyć, zaniedbały szkołę i aby nic z nich dobrego dzięki temu nie wyrosło. Wtedy ich rodziny rozpadną się, oni staną się samotni, a my pomożemy im z żalu upić się i stać się alkoholikami.
Stymulujcie ich umysły tak, żeby dzięki temu telewizory i komputery w domach pracowały stale, a oni jak najwięcej czasu spędzali oglądając telewizję i ślęcząc przed komputerem, a przez to nie mieli czasu na modlitwę. Upewnijcie się, że w każdym sklepie i restauracji na świecie stale brzmiała niechrześcijańska bluźniercza-omamjająca muzyka. To będzie blokować ich umysły i niszczyć ich jedność z Chrystusem i przynależność do Niego Rozłóżcie na stole w kawiarni dużo czasopism i gazet. Bombardujcie ich umysły wiadomościami i reklamami 24 godziny na dobę. Niech po drodze uderza w nich morze oślepiających reklam z billboardów. Napełnijcie im reklamą skrzynki pocztowe, katalogami do zamówienia towarów dostępnych w internecie, biuletynami i ofertami bezpłatnych towarów, usług i innych złudzeń. Pokazujcie im, w czasopismach i telewizji szczupłe, wysportowane piękne modelki, żeby mężczyźni uwierzyli , że zewnętrzne piękno jest najważniejsze, a przez to stali się niezadowoleni ze swoich żon.
Zróbcie tak, żeby ich żony były zbyt zmęczone, aby spełniać swoje małżeńskie obowiązki. Jeśli nie spełnią ich żony tego czego oczekują, to zaczną szukać tego gdzie indziej. To doprowadzi szybko do zniszczenia rodzin!
Na Boże Narodzenie i Wielkanoc trzeba odwrócić ich uwagę pustotą, dajcie koncerty, filmy w telewizji, aby te święta były spędzone za stołem, z obżarstwem i pijaństwem. Dzięki temu nie nauczą oni dzieci prawdziwej wymowy świąt i ich Bożego znaczenia.
Niech wracają z wolnego zmęczeni. Zróbcie to tak, żeby też nie mieli czasu wybrać się na łono natury i cieszyć się Bożym stworzeniem. Zamiast tego kuście ich wyjściem do parków rozrywki, na imprezy sportowe, spektakle, koncerty czy do galerii. Tak żeby ich umysł ciągle był zajęty tą pustotą nie przynoszącą nic dobrego i pożytecznego dla zbawienia. Macie czynić pełną izolację ich od Chrystusa! Niech wszyscy chrześcijanie będą wiecznie zajęci, zajęci, zajęci!
Zalejcie ich życie tak wieloma pozornie dobrymi rzeczami, żeby nie mieli czasu na zastanowienie nad poszukiwaniem pomocy u Jezusa, a wkrótce będą żyć i pracować, opierając się tylko na sobie, poświęcając swoje zdrowie i rodziny.
To działa! To wspaniały plan!
Diabły chętnie poszły do pracy, zmuszając chrześcijan wszędzie by byli bardziej zajęci i pędzili tu i tam, nie pozostawiając czasu dla Boga, na modlitwę i dla rodziny. Czy plan diabła odniósł sukces? Możesz osądzić!
Daj ten list innym. A może i TY zbyt jesteś zajęty ?

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/10/ks-slawomir-kostrzewa-szatan-wezwal-swiatowy-zjazd-demonow/feed/ 91
Magdalena Ziętek: Lipski, PiS i lewica antykomunistyczna http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/09/magdalena-zietek-lipski-pis-i-lewica-antykomunistyczna/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/09/magdalena-zietek-lipski-pis-i-lewica-antykomunistyczna/#comments Thu, 26 Sep 2013 15:04:52 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5174 Swoją słynną pracę pt. „Propaganda” Edward Bernays rozpoczyna takimi słowami: „Świadome i celowe manipulowanie sposobem zachowania i nastawieniami mas jest istotną częścią składową społeczeństw demokratycznych. Organizacje, które pracują w ukryciu, kierują procesami społecznymi. To one są właściwym rządem w naszym kraju. Jesteśmy rządzeni przez osoby, których nazwisk jeszcze nigdy nie słyszeliśmy. Wpływają na nasze przekonania, nasz gust, nasze myśli. Jednakże to nie jest żadnym zaskoczeniem, taki stan rzeczy jest tylko logiczną konsekwencją struktur naszej demokracji: kiedy wiele ludzi ma żyć w społeczeństwie możliwie bezkonfliktowo, procesy sterowania tego rodzaju są niezbędne”. Osobą, która miała niebagatelny wpływ na obecny kształt polskiego społeczeństwa („na nasze przekonania, nasz gust, nasze myśli”), a która nie jest znana jego szerszym kręgom, bez wątpienia jest Jan Józef Lipski.

Aby zrozumieć, co się wydarzyło w Polsce na przestrzeni ostatnich 40 lat, należy sięgnąć do pism Lipskiego. Zadanie to ułatwiła Jadwiga Kaczyńska (matka Jarosława i Lecha Kaczyńskich), która przygotowała monografię zawierającą spis publikacji Lipskiego. Chodzi o książkę pt. „Jan Józef Lipski. Monografia bibliograficzna” wydaną w 2001 r. nakładem Wydawnictwa Instytutu Badań Literackich PAN. Na szczególną uwagę zasługuje krótki wstęp do tej pracy, który rzuca trochę światła na kwestię ideologicznego przyporządkowania synów autorki i założonej przez nich partii. Zacytujmy kilka jego fragmentów:

„Jan Józef Lipski był też pisarzem społecznym i politycznym. Ten nurt jego twórczości pojawiał się w druku w szczególnych momentach – gdy cenzura słabła, lub też gdy można było pisać bez cenzury. Lata 1956–1957 to pierwszy okres, w którym odnaleźć można jego publikacje społeczno-polityczne. W 1957–1959 pisze rozprawę o ONR-Falanga. Książka to historyczna, ale ze względu na działalność PAX-u przed, a także po 1956, ciągle aktualna (praca długo pozostawała w maszynopisie, który ostatecznie zaginął). Pojawienie się w drugiej połowie lat 70. prasy i wydawnictw niezależnych zapoczątkowało okres społeczno-politycznego pisarstwa Lipskiego. Ten temat z czasem zdominuje zainteresowania literackie. Krytyka ideologii ONR-owskiej, traktowana jako stale aktualne zagrożenie, walka z antysemityzmem i ksenofobią oraz problem polsko-niemieckich stosunków z dążeniem do pojednania – to najważniejsze tematy, którymi się zajmował.

Jak Józef Lipski całe życie aktywnie służył idei niepodległej i demokratycznej Polski. W czasie okupacji brał udział w życiu konspiracyjnym kraju. Służył w Szarych Szeregach, a następnie jako członek Armii Krajowej był żołnierzem pułku „Baszta”. W Powstaniu Warszawskim ciężko ranny, został odznaczony Krzyżem Walecznych. […] Był też społecznikiem o zacięciu pedagogicznym. Już w czasie okupacji tworzył wśród młodzieży robotniczej Woli kółka samokształceniowe – nazwał je później „przedszkolem działalności społecznej”. Takie akcje podejmował potem wśród młodzieży licealno-studenckiej. W 1955 należał do założycieli Klubu Krzywego Koła. […]

W 1964, zainspirowany reakcją władz na List 34, Janusz Szpotański napisał utwór satyryczny pt. „Cisi i gęgacze” – Lipskiemu przydzielił rolę Prezydenta. Tę nominację uznało cało środowisko opozycyjne. W 1961 Lipski został przyjęty do tajnej loży wolnomularskiej Kopernik; w latach 1962–1981, 1986–1988 był jej przewodniczącym, a w 1988–1990 – sekretarzem. Z powodu ścisłego utajnienia działania loży w niniejszej pracy źródła jej dotyczące odnotowane są w niepełnym zakresie i sprowadzają się właściwie do artykułów i wspomnień opublikowanych pośmiertnie. Od 1965 roku Jan Józef prowadził tajną kasę pomocy dla osób aresztowanych (z przyczyn politycznych) i ich rodzin. […] Nie sposób wyliczyć tu wszystkich akcji, które inicjował, czy współorganizował. Najważniejszą jednak rolę w jego życiu odegrał Komitet Obrony Robotników (KOR). Powstał 23 września 1976, Jan Józef był jego współzałożycielem i bardzo aktywnym członkiem. W swojej książce o historii KOR-u pisał: »Z dumą i całą odpowiedzialnością stwierdzam: byliśmy niezbędni, by „Solidarność” powstała«. Powtórzył to w udzielonym w „Literaturze” wywiadzie: »rozdział KOR-owski jest najważniejszy w historii mego życia, a także obiektywnie w historii Polski«. Po rozwiązaniu KOR-u od września 1980 był aktywnym członkiem NSZZ „Solidarność”. Po zdelegalizowaniu Związku w grudniu 1981, gdy tylko został zwolniony z więzienia, rozwinął szeroką działalność podziemną. Wielokrotnie represjonowany, dwukrotnie aresztowany, potem ciężko chory, nie przerwał działalności. W czerwcu 1989 został wybrany senatorem z województwa radomskiego.

Ostatnią pasją jego życia było reaktywowanie Polskiej Partii Socjalistycznej. Zawsze należał do lewicy i zawsze był antykomunistą. Oburzała go wszelka identyfikacja PPS ze stalinizmem, z totalitaryzmem. W wywiadzie dla „Biuletynu Łódzkiego” mówił o swej wizji PPS: »nie może być kryptokomunistyczna i nie musi być antyklerykalna«. PPS reaktywowano w listopadzie 1987 roku. W październiku 1990 doszło do Kongresu Zjednoczeniowego, który objął także PPS emigracyjną. Lipski został przewodniczącym partii, najpierw w listopadzie 1987 i ponownie w październiku 1990. Stanowisko to piastował do końca życia”.

Z powyższych słów przebija utożsamianie się autorki z profilem światopoglądowym Lipskiego. Jaki wpływ wywarł on natomiast na założycieli partii PiS? Czy także oni, obok Adama Michnika, są jego ideowymi wychowankami? Aby odpowiedzieć na to pytanie należy sięgnąć do pism Lipskiego: zapoznanie się z nimi na pewno ułatwi nam zrozumienie tego, co aktualnie dzieje się na polskiej scenie politycznej. A jak już wspomniałam, monografia Jadwigi Kaczyńskiej ułatwi wykonanie tego zadania (zaletą tej książki jest to, że przy wielu pozycjach autorka umieściła krótkiego streszczenie tekstów Lipskiego).

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/09/magdalena-zietek-lipski-pis-i-lewica-antykomunistyczna/feed/ 79