Fides et Ratio » Animi cultura http://fides-et-ratio.pl Wiara Kultura Tradycja Naród Metafizyka Tue, 04 Aug 2015 21:54:41 +0000 pl-PL hourly 1 http://wordpress.org/?v=3.7.10 ks. Tomasz Jaklewicz : Zapomniany gigant http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/09/5163/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/09/5163/#comments Sat, 21 Sep 2013 14:48:11 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5163 Nie potrafię zrozumieć, dlaczego katolicy nie znają Chestertona. Jeden z moich profesorów w seminarium zawołał kiedyś w uniesieniu na wykładzie: „Kto nie przeczytał »Wyznań« św. Augustyna, jest barbarzyńcą!”. Natychmiast poleciałem do biblioteki. Niestety, nikt nie wspomniał ani słowem o Chestertonie i jego pisarstwie. Dziś nadrabiam zaległości. Lektura jego książek przywraca wiarę w sens posługiwania się słowem, jest odtrutką dla duszy zmęczonej bełkotem mediów. Humor, lekkość, erudycja, zdrowy rozsądek, nakłuwanie balonów głupoty strojącej się w piórka postępowych mądrości, zamiłowanie do polemiki, ale bez napastliwości oraz, co może najważniejsze, obrona wiary i ukochanie Kościoła katolickiego, który odkrył jako swój intelektualny i duchowy dom – to wszystko i o wiele więcej znajdziemy w tekstach tego angielskiego dżentelmena o charakterystycznej sylwetce, najsłynniejszego angielskiego konwertyty obok bł. kard. Johna Newmana.

Apostoł zdrowego rozsądku

Dwa metry wzrostu i 130 kg żywej wagi, w ustach cygaro, w kapeluszu z dużym rondem i obowiązkowej pelerynce, z binoklami na nosie i laską z ukrytą szpadą, wybuchający raz po raz tubalnym śmiechem spod wąsów. Kim był Gilbert Keith Chesterton (1874–1936), daj Boże przyszły błogosławiony? Trudno zmieścić odpowiedź w krótkim artykule. Najchętniej cytowałoby się jego teksty – są po prostu genialne. Zjawiska, poglądy, mody, które krytykował 100 lat temu, dziś są nadal, niestety, aktualne. Być może gdzieś tu tkwi sekret milczenia o nim. „Dla współczesnego świata wygodniej jest ignorować Chestertona, niż podjąć ryzyko dyskutowania z nim na argumenty, bo to z góry oznaczałoby przegraną” – zauważa Dale Ahlquist, prezes Amerykańskiego Towarzystwa Chestertonowskiego. Żywiołem Chestertona było słowo. Był pisarzem, poetą, filozofem, krytykiem literackim, polemistą, dziennikarzem. Pisał na każdy temat. W przypadku kogoś innego równałoby się to z niebezpieczeństwem powierzchowności, ale nie w jego przypadku. Jeden przykład. Kiedyś przyjął zamówienie napisania książki o św. Tomaszu z Akwinu. Bez zaglądania do czegokolwiek podyktował połowę książki swojej sekretarce. Potem poprosił ją, by mu sprowadziła jakieś prace. Sekretarka przywiozła mu stertę książek o św. Tomaszu.

Przekartkował kilka, pospacerował po ogrodzie, po czym podyktował resztę. Étienne Gilson, który poświęcił życie studiowaniu Tomasza, napisał o dziele Chestertona: „Uważam, że to najlepsza książka, jaką kiedykolwiek napisano o świętym Tomaszu. Nic prócz wielkiego geniuszu nie może wytłumaczyć takiego dokonania”. Naturalnie Chesterton musiał znać „Sumę teologiczną”, ale zadziwiające jest, że studiował to dzieło trzydzieści lat wcześniej, zanim jeszcze stał się katolikiem. Urodził się w Londynie, ochrz­czono go w kościele anglikańskim św. Jerzego. Uczy się w gimnazjum św. Pawła, prywatnej szkole z tradycjami. Kształci się potem przez trzy lata w Slade School of Art, renomowanej uczelni artystycznej Londynu, ale w końcu ją porzuca. Nie ukończył żadnych innych studiów. W 1900 r. zaczyna publikować pierwsze teksty w prasie. Odtąd pisanie staje się jego zawodem i namiętnością. Jest autorem setki książek, współautorem kolejnych dwustu, setek wierszy, pięciu sztuk, pięciu powieści, około 200 krótkich opowiadań, w tym serii popularnych kryminałów o księdzu Brownie, który zasłynął detektywistycznym zacięciem na długo przed naszym księdzem Mateuszem. Chesterton uważał się przede wszystkim za dziennikarza, napisał ponad 4000 artykułów. Przez 30 lat pisał co tydzień felieton w „Illustrated London News”, przez 13 lat w „Daily News”. W końcu przez 11 lat wydawał własną gazetę „G.K.’s Weekly”. Poruszał tematy z dziedziny sztuki, literatury, historii, filozofii, ekonomii i reform społecznych. Kiedy zatrudniał się w „Illustrated London News”, powiedziano mu, że może pisać na dowolny temat z wyjątkiem religii i polityki. Odpowiedział, że poza tymi dwiema sprawami o niczym innym nie warto pisać. Dale Ahlquist zatytułował książkę poświęconą jego twórczości „Apostoł zdrowego rozsądku”. Angielskie słowo common sense to dosłownie wspólny, powszechny sens lub rozum, czyli zbiór najbardziej podstawowych prawd, które intuicyjnie odkrywają zwyczajni ludzie (ang. common people). Chesterton całe życie walczył z, jak to określał, „postępującym zidioceniem dzisiejszego świata” w imię zdrowego rozsądku właśnie. Podróżował z wykładami, lubił się spierać, ale czynił to zawsze z klasą, o której dziś można tylko pomarzyć. Dyskutował z George’ em Bernardem Shawem, Herbertem George’ em Wellsem, Bertrandem Russellem. Stworzył własny styl, pełen paradoksów, humoru, zdumienia, przenikliwości i pokory.

Wiara Chestertona

Papież Pius XI nazwał go w depeszy kondolencyjnej „oddanym synem Kościoła świętego i obrońcą wiary”. Prasa świecka odmówiła publikacji tego telegramu, bo tytuł „obrońca wiary” od czasów Henryka VIII (o ironio!) nosili królowie angielscy. Papież z całą pewnością użył celowo tego określenia. Droga Chestertona do wiary katolickiej była dość długa. Wychował się w tradycyjnej, niepraktykującej rodzinie anglikańskiej. W szkole artystycznej zetknął się z typowym dla tego środowiska lekceważącym podejściem do wiary i moralności. Ponieważ miał naturę przekorną, ów pogardliwy stosunek do chrześcijaństwa, z którym się spotykał, sprawił, że ciągnęło go ku temu, co sam nazywał „ortodoksją”. Taki jest tytuł jednej z najlepszych jego książek, w której opisuje, jak doszedł do przekonania, że podstawowa teologia zawarta w Credo apostolskim „jest najlepszym źródłem energii i zdrowej etyki”. Własne intelektualne i duchowe nawrócenie porównuje Chesterton do wyprawy żeglarza, który szuka nowego lądu i na końcu podróży go odkrywa. Tyle tylko, że ową „nową wyspą” jest… Anglia. „Próbowałem stworzyć własną herezję, a kiedy robota była skończona, okazało się, że wynalazłem ortodoksję”. Do odkrycia chrześcijaństwa doprowadziły go intelektualna uczciwość, zawierzenie zdrowemu rozsądkowi. Dostrzegł, że zmienianie lub odrzucanie zasad w imię wolności nikogo nie wyzwala. Do wolności prowadzi jedynie prawda, a ta się nie zmienia. Przekonywał, że jeśli usuniemy mury doktryny i dyscypliny, to usuniemy nie tylko to, co stoi na straży wiary, ale także radość życia, której te mury chronią. „Ortodoksję” napisał 14 lat przed nawróceniem się na katolicyzm. Wpływ na jego duchowy rozwój miała Frances Blogg, głęboko wierząca anglikanka, którą poślubił w 1901 roku. Przeżył z nią 35 lat w bardzo udanym związku. Niestety nie mieli dzieci, choć oboje bardzo tego chcieli. Odkrycie katolicyzmu zawdzięcza Chesterton katolickiemu księdzu, który był pierwowzorem literackiego bohatera, ks. Browna. Był to Irlandczyk mieszkający w Anglii, ks. John O’Connor. Połączyła go z Chestertonem głęboka, wieloletnia przyjaźń. Charakterystyczną cechą Anglii była głęboka niechęć do katolicyzmu, do papistów – jak mówiono. Jednak Chesterton, im bardziej wsłuchiwał się w głosy krytyków, tym wyraźniej rozumiał, że nie mają racji. Była w tej niechęci jakaś irracjonalna nienawiść do Kościoła. „Gdy jednak ludzie przestają napierać na niego (Kościół) z gniewem, czują, jak coś ciągnie ich do środka”. Tego doświadczył. Zaczął czytać św. Tomasza i teologów katolickich, zauroczyła go postać św. Franciszka. Zwlekał z konwersją, bo nie chciał ranić tym swojej żony przywiązanej mocno do anglikanizmu. W 1922 roku przyjmuje jednak wiarę katolicką, w której w gruncie rzeczy od dawna już odnajdywał swój dom. Pytany, czemu został członkiem Kościoła katolickiego, odpowiadał: „Pierwszą zasadniczą, chociaż niepełną odpowiedzią jest: po to, by pozbyć się moich grzechów. Nie istnieje bowiem żaden inny system religijny, który by naprawdę utrzymywał, że wyzbywa się ludzkich grzechów. (…) Tak więc sakrament pokuty pozwala zacząć życie od nowa i godzi człowieka ze wszystkim, co żyje”.
Katolicyzm to „jedyna religia, która odważyła się zejść ze mną w otchłanie mnie samego”. „Doktryny katolickie spoiły w jedno całe moje życie, od samego zarania, czego żadne inne nie zdołały sprawić. Wywarły zwłaszcza wpływ na główną ideę mojego życia. Jest to idea, że trzeba przyjmować wszystko z wdzięcznością, a nie uznawać za oczywiste”. Uroczystość przyjęcia do Kościoła była bardzo skromna i prywatna. W Beaconsfield, gdzie mieszkał, katolicy gromadzili się w brzydkiej kaplicy przerobionej z pokoju hotelowego. Tam Gilbert przyjął chrzest z rąk ks. O’Connora i swoją Pierwszą Komunię. Przygotowywał go do niej miejscowy duszpasterz ks. Walker, o tuszy podobnej jak u Chestertona. Kiedy miejscowa gazeta zrobiła im zdjęcie podczas jakiegoś odpustu, podpisała je: „Giganci wiary”. Frances Chesterton przyjęła katolicyzm w 1926 roku.

Aniołowie traktują siebie lekko

G.K.C. wspominał często o Polsce, popierał jej dążenia do niepodległości. Była mu bliska ze względu na swoje związki z katolicyzmem. W 1927 roku odwiedził nasz kraj. Był w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Zakopanem, Lwowie, Wilnie. Spotykał się z władzami i polską elitą, miał odczyty na uniwersytetach. Swoją osobowością i pisarstwem wywierał potężny wpływ na ludzi. Przyczynił się do nawrócenia C.S. Lewisa, jego opowiadanie zainspirowało Michaela Collinsa, by stanął na czele irlandzkiego ruchu niepodległościowego, był natchnieniem dla Gandhiego. Oddziaływał na intelektualistów, ale także na zwykłych ludzi. Kiedyś otrzymał list od pewnego marynarza, który pisał: „Pana artykuły są ciekawe, ale trudno je zrozumieć. (…) Ale to, co rozumiem, pomaga mi żyć”. Teksty poświęcone wprost tematyce religijnej zajmują około jednej dziesiątej jego twórczości, ale pisząc na jakikolwiek temat, zawsze patrzył na niego pod kątem wiary. Kiedyś powiedział, że nie zna się na teologii, zna tylko katechizm. „Ale dodaje go pan do wszystkiego jak keczup” – ktoś zakpił. Na co Chesterton odparł: „Bo do tego służy”. Nieprzeciętny intelekt łączył się u niego z nieprzeciętnym roztargnieniem. Nigdy nie wiedział, gdzie i z kim się umówił, ratowały go żona i sekretarka. Dzieci zabawiał chwytaniem w usta ciasteczek, śmiał się głośno z własnych żartów. Jego przyjaciel, katolicki pisarz Belloc, wspominał, że cechowała go „stała, ciepła, serdeczna radość, którą natychmiast każdy przy nim odczuwał, geniusz dobrego humoru”. Dale Ahlquist, który sam był baptystą i którego do katolicyzmu nakłoniła lektura dzieł angielskiego konwertyty, napisał, że miał on „ciało i duszę świętego Tomasza połączone z sercem świętego Franciszka”. Czytając dzisiaj teksty Chestertona, raz po raz człowiek zatrzymuje się ze zdziwieniem. On nazywa dokładnie to, co intuicyjnie czujemy, ale czego nie potrafimy wyartykułować. Pisze tak, jakby przed chwilą czytał dzisiejszą prasę. Miał w sobie przenikliwość proroka, dostrzegając i krytykując choroby współczesnej kultury, które od jego czasów jeszcze się nasiliły. O tak wychwalanej dziś postawie „otwartego umysłu” pisał: „Otwarty umysł, podobnie jak otwarte usta, jest w gruncie rzeczy oznaką głupoty”. „Celem otwarcia się umysłu, tak jak otwarcia się ust, jest ponowne jego zamknięcie się na czymś solidnym”. Przewidział, że cywilizacja zachodnia „zachwyci się zmysłowością, a zakaże płodności”, że aborcja stanie się znakiem postępu, że „mistrzowie od materializmu wprowadzą kontrolę urodzeń do praktyki dnia codziennego”, a „dobrobyt nie sprzyja rachunkowi sumienia”. Przepowiedział, że autorytet rodziców zostanie podkopany, a państwo stanie się jedynym absolutem w sprawach moralności. O „tolerancji religijnej” pisał, że polega ona – jak się zdaje – na tym, że liberalni i pobłażliwi chrześcijanie dopatrują się dobra we wszystkich innych religiach, w Kościele zaś widzą wyłącznie samo zło (skąd my to znamy?). Nie znaczy to wcale, że idealizował katolików. „Jedno głupie słowo wypowiedziane przez człowieka należącego do Kościoła katolickiego przynosi więcej szkody niż sto tysięcy głupich słów wypowiedzianych przez człowieka spoza niego”. Można tak cytować bez końca. Czy nie powinniśmy w „Gościu” przedrukowywać jego felietonów? Chesterton inspiruje. Jest ideałem katolika zaangażowanego w świat i w Kościół. Jakże brakuje nam dziś w Polsce liderów takiego pokroju. Jest bowiem żywym zaprzeczeniem dwóch postaw katolickiej inteligencji. Albo bezkrytycznego mizdrzenia się do współczesnych herezji, albo unikania zaangażowania się w kulturowe spory i zamykania się w katolickich gettach, w których pisze się specjalistycznym językiem specjalistyczne dzieła dla garstki specjalistów. G.K.C. był zawsze w samym środku spraw, którymi żyły Anglia, Europa i świat. Wchodził na ring publicznej dysputy, bronił życia, rodziny, piękna, ubogich, Kościoła, wiary.

A czynił to dowcipnie, z błyskiem, inteligencją, ale i zawsze z szacunkiem dla swoich antagonistów. Wielkim pożytkiem z ewentualnej beatyfikacji byłoby przywrócenie pamięci o Chestertonie, odkrycie jego dzieł, które pozostają niedoścignionym wzorem zaangażowanej publicystyki. Bez żadnej przesady można go nazwać współczesnym ojcem Kościoła. Jego teksty pomagają zrozumieć, o co toczy się w istocie gra we współczesnym świecie. Uczą myślenia wiarą, pokory i wdzięczności, radości i dumy z bycia katolikiem. „Kościół katolicki jest jedyną rzeczywistością, która wybawia człowieka od poniżającej niewoli bycia dzieckiem swojego czasu” – pisał. Żałuję, że nie możemy usłyszeć jego komentarza na temat beatyfikacji. „Aniołowie potrafią latać, bo traktują siebie lekko” – powiedział kiedyś. I chyba w tę stronę by to szło. • Korzystałem z książek: D. Ahlquist „Apostoł zdrowego rozsądku” oraz J. Rydzewska „Obrońca wiary”.

http://gosc.pl/doc/1674918.Zapomniany-gigant

aktualna

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/09/5163/feed/ 72
Marzena Zawodzińska: O szkolnictwie wyższym rozważania niepopularne http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/02/4664/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/02/4664/#comments Sat, 02 Feb 2013 23:27:56 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=4664 Uniwersytet na rynku? A może raczej na bazarze lub w supermarkecie? Przecież dzisiaj każdy może studiować, tak samo jak każdy może kupować marchewkę w Lidlu. Nawet nie trzeba mieć szczególnych predyspozycji – wystarczą pieniądze, żeby posiadanie przed nazwiskiem co najmniej skrótu „lic.” stało się całkiem realne i możliwe do osiągnięcia. Jeśli nie na państwowej uczelni, to na prywatnej. Czy ideał już sięgnął bruku? Może jeszcze nie, ale niebezpiecznie się do niego zbliża. W końcu jeśli się świadczy „usługi edukacyjne”, to trzeba ich zakres dostosować do wymagań „klientów”. Czy to przypadek, że proces, który od jakiegoś czasu maltretuje polskie uczelnie, nazywa się „boloński”? Nawet jeśli trudno w to uwierzyć, skojarzenie nasuwa się samo – właśnie w Bolonii powstał w 1088 r. najstarszy uniwersytet, rządzony przez studentów, którzy wynajmowali profesorów i płacili im za nauczanie, czyli „świadczenie usług”! Model ten na szczęście wówczas się nie przyjął i ustąpił miejsca paryskiemu, w którym uczelnią zarządzali profesorowie1. Oczywiście nie sposób posądzać współczesnych reformatorów o sentyment do „ciemnego średniowiecza”, kieruje nimi raczej resentyment – wobec uniwersytetu klasycznego. Zapewne woleliby „postnieklasyczny”, w którym nie ma miejsca na poszukiwanie prawdy absolutnej, a „Nauka rozpatrywana jest (…) jako swoiste przedsiębiorstwo społeczne, którego cele i wartość ustalane są poprzez zamówienie społeczne, wyrażone w sposób jawny lub ukryty”2. I nawet trudno się temu dziwić. W świecie zdominowanym przez relatywizm oraz utylitaryzm nie ma miejsca na bezinteresowne zdobywanie obiektywnej wiedzy. Konieczność konfrontowania swoich poglądów z rzeczywistością jest zbyt trudna, bo czasami trzeba uznać, że rację ma ktoś inny. Łatwiej głosić równoprawność różnych, nieraz sprzecznych, „punktów widzenia”. Jak w takiej sytuacji pogodzić się z istnieniem miejsca, gdzie tego typu myślenie jeszcze do końca się nie zagnieździło? Stąd pomysły „reinterpretacji idei uniwersytetu”, która podobno „znajduje się w sprzeczności z sytuacją kulturową”, bo „nie istnieje jedna wiedza”, a świat współczesny „z natury wymyka się poznaniu”. Stąd próby oceniania wiedzy „nie na podstawie jej prawdziwości, lecz na podstawie znaczenia praktycznego”3. Teraz może być już tylko coraz gorzej…

Bez wątpienia najbardziej zagrożona jest humanistyka, szczególnie podatna na manipulacje i wpływy rozmaitych ideologii, a w dodatku zupełnie niepraktyczna. Bo w jakim biznesie może się przydać znajomość starocerkiewnosłowiańskiego albo historii filozofii? Studenci narzekają więc, że muszą się uczyć nieużytecznych przedmiotów. I oczywiście, jeśli ich celem jest tylko zdobycie jakiegokolwiek dyplomu, a potem kariera w biznesie, to właściwie mają rację. Tylko po co biznesmenowi jakikolwiek dyplom? Po co dyplom szkoły wyższej managerowi, sekretarce, przedstawicielowi handlowemu, sprzedawcy? Żeby nim pomachać przed oczami potencjalnego pracodawcy, zrobić wrażenie, a potem schować w szufladzie do czasu następnej rekrutacji?Najwyższy czas uświadomić sobie, czym uniwersytet jest, a czym nie jest i być nie może!

Według „Powszechnej Encyklopedii Filozofii”, „Uniwersytet (łac universitas magistrorum et scholarium)” to „zespół nauczających i ich słuchaczy biorących udział w określonym studium na określonym terenie; wszechstronne metodyczne uprawianie wiedzy naukowej i jej przekazywanie na poziomie możliwie najwyższym w danej epoce kulturowej, stąd charakter i poziom naukowy u. świadczy o poziomie kultury społeczności, w której u. działa”4. Właśnie: „wszechstronne metodyczne uprawianie wiedzy naukowej”, a nie zdobywanie umiejętności, jak by chcieli współcześni reformatorzy. Owszem, umiejętności są ważne, ale ich cel jest odmienny. „Celem nauki są także prawdy interesujące same przez się, podczas gdy w umiejętnościach chodzi tylko o prawdy praktycznie cenne”5. Uniwersytet zatem nie kształci umiejętności, nie przede wszystkim. Nie przygotowuje też do wykonywania zawodu. Studenci, pod kierunkiem wykładowców, zgłębiają interesującą ich dziedzinę, doskonaląc przy tym umiejętności analizowania, wyciągania wniosków, pisania i przekazywania wiedzy. Doskonaląc! – bo kto ich nie posiada, nie powinien się w ogóle wybierać na studia. Tylko jak to sprawdzić, skoro egzaminy wstępne skasowane, i żeby zostać studentem, wystarczy dobrze napisać kilka testów, chyba tylko z przyzwyczajenia nazywanych jeszcze maturą. Umiejętności oczywiście powinno się zdobywać w szkole, ale też nie w oderwaniu od wiedzy!

Chyba już wszyscy widzą, że w szkolnictwie, nie tylko wyższym, źle się dzieje. Pacjent zaczął gorączkować, więc choroby nie da się ukryć. Co jakiś czas burzliwe dyskusje przetaczają się przez media, a chory już jedną nogą w grobie. I to się nie zmieni, dopóki prawidłowa diagnoza nie przedostanie się do świadomości publicznej i nie znajdzie swojego miejsca w dyskusji o polskim systemie kształcenia. Na razie dominują w niej opinie podobne do tej, którą zaprezentował Jan Stanek, profesor w Zakładzie Fizyki Medycznej Instytutu Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Zaczął interesująco i jeszcze niestereotypowo: „Drodzy Młodzi Przyjaciele. Czuję się w obowiązku zwierzyć się Wam z bardzo przykrej tajemnicy. Nie jesteście – większość z Was – dobrze wykształceni, a jedynie tak Wam się wydaje”6. Dalej też ciekawie: „Ale czy przypadkiem nie jest tak, że zostaliście oszukani, bo chcieliście być oszukani? Czy przyszliście na studia po to, aby zdobyć wiedzę i umiejętności, czy aby uzyskać dyplom? Czy wspieraliście wymagających nauczycieli, czy zwalczaliście plagiaty, czy chodziliście na wykłady, czy nie odpisywaliście (lub dawali odpisywać) na egzaminach? Teraz jesteście oburzeni, bo uważacie, że należy się Wam praca. Pracy jest wiele, ale nie ma ludzi potrafiących ją wykonać”. Oczywiście profesor ma tu rację. Większość studiuje dla dyplomu, jakiegokolwiek dyplomu, sądząc, że będzie on atutem na tzw. „rynku pracy”. Owszem, kiedyś był, w czasach, gdy uczelnie nie produkowały takich ilości absolwentów. Teraz „muszą”. I tu profesor też się nie myli. Jeśli „pracownicy dydaktyczni są płaceni od liczby wydanych dyplomów”, a „rzetelne wypełnianie obowiązków dydaktycznych nieuchronnie prowadzi do zawodowej klęski”, trudno się dziwić, że „naukowcy z szafarzy wiedzy stali się handlarzami marzeń”. Dalej jednak myśl profesora zbacza niestety na manowce „ponowoczesności”… Twierdzi, że „ilość dostępnej wiedzy uległa zwielokrotnieniu, a umysł ludzki, „nasza jednostka centralna”, się nie zmienił”, trzeba więc… przeprogramować mózg! „Jego zasoby wykorzystać jako pamięć operacyjną z szybkim dostępem do pamięci zewnętrznej, na przykład do internetu”. Ma to być „nowy wzór wykształcenia”. Jakiego wykształcenia? Co to za „wykształcony” człowiek, który nie umie sobie poradzić bez laptopa i dostępu do internetu? Pojawią się rzesze „wykształconych” nieuków, bez żadnej wiedzy, uzależnionych od „zewnętrznych pamięci”. I będzie to jeszcze większe oszustwo niż to obecne! Dzisiaj szkoła daje ogólną wiedzę o świecie, uczy zarówno przedmiotów ścisłych, jak i humanistycznych. Ale pan profesor uważa, że jest to „chora sytuacja”! Aż trudno uwierzyć, że pisze to człowiek, który sam niewątpliwie solidne wykształcenie odebrał, również ogólne. W imię czego chce wmówić młodym, że bez ogólnej wiedzy będą mogli nazywać się ludźmi wykształconymi?

To prawda, ilość dostępnej wiedzy jest dziś ogromna, nie sposób zgłębić całej. Podobno Goethe był ostatnim człowiekiem, który wiedział wszystko. Tylko dlaczego popadać w skrajności, twierdząc, że skoro nie można posiadać całej wiedzy, to lepiej specjalizować się w jakimś minimalnym wycinku? W dodatku przechowując go, zamiast w głowie, na „zewnętrznych nośnikach”? Nie każda nowa wiedza jest warta tego, aby ją przyswajać, a minimum, obowiązujące wykształconego człowieka, nie zmienia się zbytnio. Paryż nadal jest stolicą Francji, rocznicę bitwy pod Grunwaldem ciągle obchodzimy 15 lipca, a 2+2 w systemie dziesiętnym niezmiennie daje 4. Nasz mózg rozwija się, przyswajając informacje, a uczenie się na pamięć tylko zwiększa jego możliwości. Bez wiedzy również umiejętności są bezużyteczne. Wyobraźmy sobie np. mistrza ciętej riposty, który podczas najgorętszej wymiany poglądów co kawałek musi zaglądać do internetu. Czy ktokolwiek traktowałby go poważnie? Nie mówiąc już o tym, że trudno mieć własne poglądy bez prawdziwej wiedzy. Chyba, że chodzi o jakiekolwiek poglądy, wzięte z księżyca bądź telewizora, czyli z cudzej głowy. Wiedza chroni przed manipulacją. To zdumiewające, jak ogromne jej zasoby są dziś dla przeciętnego człowieka niedostępne, nie dlatego, że przestały istnieć, albo że są tajne czy nieosiągalne. Po prostu mało kto wie, że istnieją i są tak ważne! Ale i tak większość myśli, że pozjadała wszystkie rozumy. A może właśnie o to chodzi? Obalić autorytety, każdy niech ma swoją „wiedzę”. Nieważne, że szanowany profesor zgłębiał swoją dziedzinę przez 40 lat albo i dłużej, zawsze można powiedzieć, że jest głupi, jeśli to, czego naucza, nam nie pasuje. Sofiści pokazali, że każdą bzdurę da się obronić, zwłaszcza w dyskusji z kimś, kto nigdy nie uczył się logiki. A kto dziś uczy się logiki?

Te rozważania mogą zaprowadzić nas na skraj pesymizmu, skąd nie ma już odwrotu. Sytuacja rzeczywiście wygląda niewesoło. Szkolnictwo potrzebuje pilnie kontrrewolucji i to na wszystkich szczeblach! Kontrrewolucji, która nie zdobędzie uznania ani wśród nauczycieli, ani wśród rodziców, ani tym bardziej wśród uczniów. Rządzącym też nie spodoba się, że trzeba zlikwidować gimnazja i powrócić do starej matury. Nawet osoby dostrzegające konieczność zmian, mogą odrzucać te bardziej radykalne, choć samo stwierdzenie prof. Zbigniewa Mikołejki, że „Na szybko, to należałoby się wycofać z błędnego systemu edukacyjnego i zaostrzyć progi awansu dla młodych”7, już stanowi krok w dobrym kierunku. Trzeba iść jeszcze dalej.

Dzisiejsi reformatorzy chcą przede wszystkim „uzawodowienia” szkół wyższych, aby odpowiadały one na „potrzeby społeczne”, wymagania tzw. „rynku pracy”. Nie tędy droga! Należy właśnie odwrotnie – unaukowić uniwersytety jeszcze bardziej, tak, aby przestały być atrakcyjne zarówno dla „rynku pracy”, jak i dla niezainteresowanej uprawianiem wiedzy naukowej młodzieży, która będzie się kształcić w szkołach zawodowych i na kursach, zresztą z korzyścią dla siebie, bo szybciej zdobędzie zawód a potem łatwiej pracę. Uniwersytety zaś z molochów produkujących zastępy bezrobotnych staną się znów prawdziwymi instytucjami naukowymi. Oczywiście trzeba będzie wtedy zmienić zasady ich finansowania – nie „od studenta”, bo to właśnie rodzi patologie, a według potrzeb. Liberałom się to nie spodoba, ale rozwój polskiej nauki, wolnej od kaprysów biznesu i terroru utylitaryzmów jest ważniejszy od ideologii oraz dobrego humoru liberałów. Uniwersytety muszą być elitarne, ale predyspozycji do studiowania nie zdobywa się za pieniądze. I tu wracamy do punktu wyjścia, do pytania o miejsce szkoły wyższej na rynku… Dzisiaj wręcz na siłę się ją tam wpycha, wmawiając studentom, że są „usługobiorcami”, spychając uczelnie na obrzeża miasta, gdzie powinno się budować co najwyżej supermarkety. Te z kolei stają się lokalnymi centrami… Rynek to nie jest miejsce odpowiednie dla uniwersytetu. Czas to zrozumieć i wprowadzić w życie, dopóki nie jest za późno…

Przypisy
1. Patrzałek T., Nowe średniowiecze, w: Glosariusz od starożytności do pozytywizmu, Wrocław 1992, s. 54.
2. Wasilkowa W., Od uniwersytetu klasycznego do postnieklasycznego, „Tygiel Kultury” 2007, nr 10-12, s. 11.
3. Ibidem.
4. Powszechna Encyklopedia Filozofii, t. 9, Lublin 2008, s. 605.
5. Tatarkiewicz W., Historia filozofii, t. 1, Warszawa 1990, s. 24.
6. Stanek J., Profesor do młodych, wykształconych bezrobotnych: Zostaliście oszukani, „Gazeta Wyborcza”, [online], 2012. Dostępny w World Wide Web:

http://wyborcza.pl/1,76842,11633916,Profesor_do_mlodych__wyksztalconych_bezrobotnych_.html#

7. Kęsicka K., Bo gardzicie starymi, „Metro” 2012, nr 2443, s. 1.

http://www.jednodniowka.pl/readarticle.php?article_id=92

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/02/4664/feed/ 90
Ks. prof. Tadeusz Guz: Jak wesprzeć Polskę, jak ocalić Polskę? http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/12/4536/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/12/4536/#comments Sun, 09 Dec 2012 07:36:48 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=4536

Bytowość Polski ma swoje źródło w Trój Jedynym Bogu i z tej przyczyny wszelka bytowość: Człowiek, Naród, dziennikarstwo inspirowane są Tym Wielkim Bogiem Prawdą do wyboru opcji Prawdy, do decyzji zainwestowania całego życia w opcję Prawdy – zapewnił ks. prof. Tadeusz Guz podczas Forum Dziennikarzy Katolickich w Hebdowie. Prodziekan Wydziału Zamiejscowego Nauk Ekonomicznych i Prawnych KUL w Tomaszowie Lubelskim było gościem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, które w dniach 30.11-2.12 zorganizowało w prowadzonym przez Ojców Pijarów Centrum Wiara i Kultura – spotkanie ludzi mediów i Kościoła, a także działaczy społecznych.

Na początku wystąpienia prelegent podziękował zgromadzonym za trwanie w gotowości w służbie wielkiej sprawy polskiej i podjął temat Misji mediów katolickich w perspektywie chrześcijańskiej. Wykład wygłosił rozpoczynając od przytoczenia pytań zadanych Mu przez Organizatorów: Jak wesprzeć Polskę, jak ocalić Polskę?

Z pozycji teologa, filozofa, socjologa oraz filozofa przyrody ten Wielki Uczony naszych czasów i przez wielu Umiłowany Kapłan pochylił się nad problematyką służby Polsce, w której uczestniczą katolickie środowiska opiniotwórcze i zapewnił, że bytowość Polski ma swoje źródło w Trój Jedynym Bogu i z tej przyczyny wszelka bytowość: Człowiek, Naród, dziennikarstwo inspirowane są Tym Wielkim Bogiem Prawdą do wyboru opcji Prawdy, do decyzji zainwestowania całego życia w opcję Prawdy.

Jak podpowiadał zgromadzonym ksiądz Profesor, z tego doniosłego faktu pochodzenia wszelkiej bytowości od Boga Prawdy, Absolutu, Praźródła, płyną konsekwencje umacniające i dlatego pomimo potężnych oddziaływań zaciemniających obraz Prawdy, wszechobecnego ludzkiego smutku, to de facto nie ma takiej racji, która mogłaby nas złamać poprzez innych.

Profesor wyjaśniał, że jesteśmy wpisani w dzieje człowieka porajskiego, i tak jak Prawda, to odwieczna afirmacja życia, tak grzech jest aktem śmiercionośnym, a ponieważ dzieje Polski i dziennikarstwo wyrastają z Praźródła – Boga, to podążając za myślą świętego Tomasza z Akwinu i trwając w tej realistycznej optyce ostatecznie wiemy, że jako ludzie jesteśmy pod wpływem dwóch bytowości, z których jedna – Odwieczna Bytowość Bóg Stwórca inspiruje do Prawdy, a druga, zdeformowana (czasowa) bytowość anielskości – szatan, oddziałuje przez akt, który Kościół nazwał – grzechem, będącym zamachem na Prawdę, zamachem na Boga.

Wielkość Prawdy jest inspirująca natomiast grzech jest próbą zabicia Boga.

Dlatego Raj, podkreśla Uczony, nie potrzebował obrony prawdy, bytowość dziennikarstwa w Raju nie miałaby swojej racji, ponieważ Prawda byłaby dostępna per se.

Uczony dobitnie podkreślał, że wielkie ustawienie myśli w aspekcie poznawczym, logicznym, bytowym, że Prawda istnieje, i także prawda o Polsce istnieje powoduje, że siły, koncerny – jawią się jako oznaki bezradności wobec faktu prawdy o Polsce.

Ksiądz Profesor dzieląc się także swoim życiowym doświadczeniem przekonywał, że wystarczy człowieka spotkać z rzeczywistością prawdy i w tej perspektywie można powiedzieć, że media są ze swojej istoty powołane są do informowania o prawdzie, a wobec przeszkód blokowania Prawdy jeżeli służymy Prawdzie, to ona zawsze jest zwycięska niezależnie od tego ilu ludzi osiąga. I każdy akt służby Prawdzie ma cel – akt pasywnej służby przez cierpienie i służby aktywnej. Ale trzeba wiedzieć, że przyjdzie moment, kiedy trzeba za prawdę cierpieć i wtedy troski należy na płaszczyźnie prawdy odnieść do Jezusa, On ukazuje jednoznacznie, że wspólnota Państwa, zakłada misję.

To tylko w perspektywie Jezusa jest do udźwignięcia, bo On cały wymiar negacji Prawdy wziął na siebie i zwyciężył jako Prawda. Dlatego, ksiądz Profesor Tadeusz Guz, z mocą wypowiedział pewność, że Polski, nawet przy pełnym zaangażowaniu, nie obronimy bez Boga.

Jedynie z Bogiem, jako Tym, który jako pierwszy przezwyciężył fałsz można dokonać obrony prawdy w różnych kontekstach.

I konsekwentnie, ksiądz Profesor Tadeusz Guz podkreślił, że człowiek Prawdy bardzo intensywnie pracuje nad tym żeby kierunkiem była Prawda jako Prawda, a nie struktury manipulacji ponieważ wieczność Prawdy wyklucza manipulację.

Prelegent podkreślił, że na tym etapie dziejów jesteśmy konfrontowani, mówiąc językiem postmodernisty Habermasa, z postmodernistycznym myśleniem, że prawda nie istnieje, co z kolei jak zauważył kardynał J. Ratzinger – skutkuje tym, że w takiej dykcji odmawia się każdej bytowości racji istnienia i tutaj metodą jest takie zatomizowanie słuchacza żeby poza doświadczeniem zła jako zła żadnej prawdy nie mógł doświadczyć. W związku z tym dokonuje się takie ustawienie wiadomości, ustawienie filozofii, żeby na recepcję prawdy nie miał sił, czasu i wolnej woli: sparaliżować złem! I tak skonstruowaną „bombą informacyjną”, w punkcie wyjścia – np. początek wiadomości…wypadek, człowiek jest w ten sposób niszczony. Podobnie, wskazuje Ksiądz Profesor, w zalewie potopu obrazów, dokonuje się zamknięcie się człowieka na prawdę – bo byt nie może tego przepracować.

Ksiądz Profesor wypowiedział jednocześnie potrzebę konieczności powrotu w Polsce do fundamentalnej prawdy o Bogu i powrotu do prawdy, że istnieje prawda ziemska, bo inaczej człowiek staje się „wypadkiem totalnym” a ekonomia stawia się w miejsce Boga.

Profesor zwrócił uwagę na potrzebę zdobycia na nowo prawdy o człowieku – bo aktualnie, w tej postmodernistycznej optyce – nie ma człowieka.

Jeżeli chcemy ocalić Polskę – to trzeba przypominać każdemu i sobie: Jestem człowiekiem ! – ta prawda jest!

Szacowny Uczony i Kapłan zauważył, że w każdej płaszczyźnie np. w służbie zdrowia – nie ma człowieka, w polityce: – nie ma człowieka; Bo jeżeli większość parlamentarna w ostatnim 20 leciu nie opowiedziała się za człowiekiem jako człowiekiem, to z tego poziomu instrumentalizacji dokonaliśmy selekcji na – poczętego wskutek gwałtu, – chorego, tego – którego narodziny zagrażają życiu matki.

Jakiego więc człowieka w takiej mentalności można znaleźć? – pytał Ksiądz prof. dr hab. Tadeusz Guz?

I tutaj na pytanie – jak ocalić kulturę, Polskę? Uczony odpowiedział, że należy ocalić człowieka tutaj gdzie jestem, metodą bycia ambasadorem Prawdy, którą należy poznać, dzielić się nią i godnymi środkami prawdy bronić – i tutaj wyklucza się metody sprzeczne z nauką Kościoła.

Prelegent wyjaśnił, co oznacza godziwość środków: tj. nie mogę poniżać, traktować jako instrument, redukować bytowość drugiego do czegoś innego niż ona sama w sobie jest. W konsekwencji: muszę mieć poznanie żeby zająć stanowisko, co oznacza, że wypowiadam się na takie tematy, które zbadałem, bo drugi człowiek tego oczekuje, bo rozum jest po to, żeby racje które prowadzą nas do prawdy poznać i je w odpowiedni sposób wygłosić.

Istotną, jest według Księdza Profesora, prawda o człowieku, bo to ona decyduje o uzewnętrznieniu i kształcie innych relacji.

I tutaj, Ksiądz Profesor przytacza opcję przyjętą przez zachodnie media, że „człowiek ma być stwórcą rzeczywistości” – bo u podstaw takiego stanowiska stoi „ja jestem kreatorem rzeczywistości” i konsekwentnie w różnych koncernach medialnych dowolnie się konstruuje przekaz, by w końcu traktować człowieka jako „śmieć” i go całkowicie usunąć z przestrzeni. Uczony dowodzi, że to rozumienie mediów jest śmiertelnie zagrażające. I tutaj kino traktuje się jako broń w walce, mówi się o globalnej rewolucji w przestrzeni cybernetycznej.

Tymczasem, ksiądz Prof. Tadeusz Guz przypominał: Prawda powinna być kluczowym pojęciem środków współczesnej komunikacji: tutaj ludzka wola ma swoją rolę: w poznaniu prawdy ocalić rzeczywistość! Sprawę prawdy człowiek może wygrać jeśli miłuje prawdę.

Uczony przybliżył różnicę między liberalnym a chrześcijańskim rozumieniem wolności, otóż: wszystkie odmiany liberalizmu mówią o wolności dla niej samej. W chrześcijaństwie wolność jest istotnym warunkiem dla bytowania, nie jest celem samym w sobie, bo takim jest tylko człowiek dlatego tylko wtedy dokonuje się aktów wolnych, kiedy wolność kontynuuje drogę do prawdy, a prawda w wolności oznacza – Miłość. Chodzi o to żeby człowiek poznał prawdę i ją umiłował, co oznacza, że rozumienie wolności polega na gotowości miłowania Prawdy ze wszystkimi konsekwencjami, dlatego nie wolno nigdy mieć człowieka jako nieprzyjaciela: negatywnie oceniać czyny ale nie osobę.

Prelegent wskazywał, że w konsekwencji tak pojętej wolności, w zmaganiu o prawdę, nie wolno używać argumentów ad personam, bo nie ma prawa do zła, bo nie działa się wtedy jak człowiek.

Odpowiadając na pytanie – kiedy zbuduje wielką Polskę? ksiądz prof. dr hab. Tadeusz Guz podkreśla, że wtedy kiedy wybiorę opcję Prawdy ale też opcję Miłości, bowiem wtedy, wyjaśniał Uczony, przykazanie miłości Boga i człowieka się urzeczywistnia. Polska racja rozstrzyga się przez wybranie opcji Miłości z cierpieniem przekraczającym możliwości bytowe, przy wsparciu łaską Boga.

Uczony zauważył, że procesy demontażu rzeczywistości i człowieka uderzają w wolną wolę i chcą ją zniewolić. I tutaj słowo jest instrumentem. Słowo przez kardynała J. Ratzingera postrzegane jest jako „moneta ducha”.

W tym kontekście, Prelegent przypomniał, że ludzkość wynalazła pismo by obalić magię obrazu. Stąd postulat by ocalić wartość pisma – Pismo i słowo! żeby nie być konsumentem obrazu bez możliwości duchowego ustosunkowania się.

Stąd, jak ukazuje Ksiądz Profesor, chodzi o „transportowanie ducha”, misję przekazywania bogactwa duchowego człowieka- słowa lub dobrze przygotowanego obrazu ( nie magia obrazu).

Rozwijając wykład Uczony podkreślił, że na płaszczyźnie uczuć jesteśmy zawsze subiektywni, i uczucia są zmienne, gdy tymczasem obiektywizm postawy zapewnia płaszczyzna rozumu i woli.

Prelegent podkreślił wielką wartość ciszy, w epoce potopu obrazu. I tutaj, podkreślał Uczony, jej znaczenie uwidacznia się w decyzji o wprowadzeniu ciszy do liturgii po wysłuchaniu Słowa Bożego i komunii przez Papieża Benedykta XVI. Cisza jest inspirująca, bo kiedy nasz byt się wycisza, to ten drugi może coś przekazać, czyli Bóg – i tutaj jest doświadczenie mowy dzieł Boga.

Szansą dla misji dziennikarskiej jest służba pierwotnym ideałom.

Na tej drodze trzeba połączyć myślenie, działać wspólnotowo w polityce, w edukacji, w gospodarce, by wszystkich ludzi włączyć w tę sprawę promocji ocalenia rozwoju Polski i to powinno decydować w relacjach człowiek – człowiek, człowiek – technika. Chodzi o to żeby transportować Polskość, a w tym zadaniu od tego jakimi jesteśmy zależy kształt bytowości mediów, całej Polski – w każdym polskim sercu.

Wystąpienie ks. prof. dr hab. Tadeusza Guza opracowała dr Aldona Ciborowska z KSD

AM/ksd.media.pl
za:http://www.fronda.pl/a/ks-prof-tadeusz-guz-jak-wesprzec-polske-jak-ocalic-polske,24339.html

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/12/4536/feed/ 56
Cristiada http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/11/4490/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/11/4490/#comments Sun, 18 Nov 2012 11:10:42 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=4490 20 marca w Watykanie odbyła się światowa premiera filmu „Cristiada”, o którym wspominaliśmy już na naszym portalu. Jest to najdroższa produkcja w historii kina meksykańskiego z gwiazdorską obsadą m.in. Andy Garcia, Eva Longoria, czy Peter O’Toole. Film odpowiada o powstaniu meksykańskich katolików w latach 1926-1929 przeciwko tyranii masońsko-liberalno-socjalistycznej, nazywanym Cristiadą (Krucjatą).

Film jest gotowy od miesięcy, kampania reklamowa trwa, jednak film nie wchodzi do kin. Powód: podobnie jak w przypadku naszej rodzimej produkcji – „Historii Roja”, niektórym środowiskom zależy, aby jak najmniej ludzi go zobaczyło. Trudno znaleźć firmę dystrybucyjną, która zajęła by się wprowadzeniem „Krucjaty” do kin.

Podczas wtorkowej premiery w papieskim Instytucie Patrystycznym Augustinianum, nieopodal Placu Św. Piotra w Rzymie, sala wypełniła się po brzegi. Znaczna część imprezy była poświęcona problemom z jakimi borykają się twórcy filmu. Producent „Cristiady”, Pablo José Barroso zachęcał do wsparcia promocji filmu, aby szybko rozprzestrzenił się na całym świecie. Dlaczego jest tak trudno znaleźć firmę, która zajęła by się dystrybucją filmu, pozostaje tajemnicą – dodał.

Pojawiały się pytania o to jak możliwym jest, że podczas gdy mierne produkcje filmowe wypełniają programy kinowe, a sale świecą pustkami, nie ma miejsca na dobrze zrealizowany film niosący katolickie przesłanie, mówiący o brutalnych prześladowaniach chrześcijan? Jakich to warunków nie spełnia „Cristiada”? Dlaczego film jest bojkotowany? Czyżby była to jakaś ukryta forma cenzury?

Barroso pozostaje ostrożny: Nie wiem, naprawdę nie wiem. Zwróciliśmy się do wszystkich głównych firm w sektorze filmowym, zgodnie z przyjętą praktyką, nie pomijając niczego. Byliśmy przekonani, że doskonała jakość techniczna filmu, jego przekonywująca historia i znakomita obsada, ze światowej sławy aktorami w rolach głównych mogą być pomocne, a mimo to przez wiele miesięcy nie uzyskaliśmy nic, tylko przeszkody… Żaden z dystrybutorów, mimo że zwracaliśmy się do dużych i małych firm, nigdy nie wszedł w szczegóły zawartości filmu… Za to stale słyszeliśmy odpowiedź, że „Cristiadę” trudno będzie sprzedać na rynku, że to film niszowy, że może być klapa…

- Film zrealizowany jak hollywoodzki hit, tyle że meksykańskiej produkcji, w reżyserii laureata do Oscara za efekty specjalne w takich filmach jak: „Dwie Wieże”, w 2002 r., oraz „Powrót Króla”, w roku 2003 (czyli druga i trzecia część trylogii „Władca Pierścieni” w reżyserii Petera Jacksona), oraz z udziałem Andiego Garcia, Evy Longorii, Petera O’Toole i Eduardo Verástegui? Trudno w to uwierzyć – puentuje katolicki portal La Bussola Quotidiana.

Barroso uspokaja: Tak czy owak, nie poddajemy się. Ostatecznie uzyskaliśmy jakiś efekt. Odbyła się światowa premiera w Rzymie… W Meksyku, gdzie dystrybutorem jest 20th Century Fox premiera nastąpi 20 kwietnia. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, „Cristiada” rozprzestrzeni się w całej Ameryce hiszpańskojęzycznej. A skoro tak, na 1 czerwca planujemy ruszyć w Stanach Zjednoczonych… Pozostaje Europa.

Producent kończy temat z nutą optymizmu i wspomina również o tym, że są pewne sygnały, iż zainteresowaną wydaje się być największa na świecie korporacja medialna tj. The Walt Disney Company.

- Potrzebujemy wszelkiej pomocy. Chcemy zaoferować społeczeństwu historię, którą czyta się jak western w czasach świetności, ale głęboką, opartą na prawdziwych wydarzeniach… i tragiczną. – podsumowuje.

Pablo José Barroso widzi kino jako narzędzie świadectwa i apostolatu. Na początku grudnia ubiegłego roku do kin w USA wszedł jego produkcji film animowany 3D pt. „Największy Cud” (El gran Milagro) w reżyserii Bruce M. Morrisa. To historia grupy katolików, którzy są prowadzeni przez anioły do pełnego zrozumienia Najświętszej Ofiary Mszy. za http://www.nacjonalista.pl/2011/08/11/prapremiera-cristiady-17-sierpnia/

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/11/4490/feed/ 54
Stanisław Krajski: Narodziny Metanoi – powieść http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/08/4193/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/08/4193/#comments Wed, 08 Aug 2012 04:14:29 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=4193 Narodziny Metanoi

Gdy rzeczywistość przypomina senny koszmar zaczynamy śnić na jawie. Nasze sny nie tylko dają nam siły. One także mogą zmienić nasze życie.

George J. Brown

Od autora

Oddaję Państwu do rąk swój debiut powieściowy. Dziś zdaję sobie sprawę z tego, że pierwszą książkę powinno się, w zasadzie, napisać tylko tak dla wprawy, by zaraz wrzucić ją do ognia. Nigdy bowiem, chyba, nie da się w niej uniknąć jakiejś nieporadności, chropowatości, różnych warsztatowych błędów i wpadek. Oczywiście wszystko to starałem się usunąć, poprawić, skorygować. Nie wiem czy do końca to mi się udało. Nie mogłem jednak zniszczyć tej książki. Opisuje ona przecież ważny początek wielkiej historii, początek, bez którego by jej po prostu nie było. A poza tym  wydarzenia w niej opisane stały się, w jakiejś mierze, cząstką mnie samego. Polubiłem swoich bohaterów. Pokochałem ich wręcz jak swoją rodzinę. Wiem, że trudno mi będzie któregoś z nich skazać w przyszłości na śmierć. “Narodziny Metanoji” to pierwszy z przynajmniej pietnastu tomów powieści-rzeki. Tyle ich bowiem wymyśliłem w wolnych chwilach, przeważnie w pociągach wiozących mnie, przynajmniej raz na tydzień, w różne części Polski na zaproszenia osób i środowisk pragnących wysłuchać tego, co mam do powiedzenia. Jeżeli znajdą się ludzie, którzy będą chcieli czytać tę sagę powstaną jej kolejne tomy. Jeśli nie “Narodziny Metanoji” pozostaną historią niedokończoną, a nawet, w jakiejś mierze, nie zaczęta. Choć wcale tego nie jestem pewny bo jak już stwierdziłem polubiłem, a nawet pokochałem tych swoich bohaterów i być może opisałbym ich dalsze życie zgadzając się na to, że śledzić je będzie niewielu czytelników. Warte jest ono tego bo i ciekawe i wplecione w ważne wydarzenia. Jak mógłbym wiedząc, z grubsza, co się stanie opuścić ich, nie towarzyszyć im w ich małych i wielkich radościach i sukcesach, małych i wielkich tragediach i cierpieniach,  w szczęściu i rozpaczy. Ja przecież wiem co ich czeka, jakie burze, dziejowe nawałnice,  katastrofy. Ale wiem też jak to się skończy, jaki wspaniały będzie finał. Oni przecież doczekają tego czego i my byśmy chcieli doczekać –  Wolnego Świata, który będzie realizacją Królestwa Chrystusowego na ziemi, Wolnej i Prawdziwej Polski, Europy, z której każdy z nas mógłby być dumny, Kościoła takiego jaki jest w naszych wyobrażeniach i snach. Tak więc rozpoczynam za chwilę tę historię, która jakoś będzie “nie z tej ziemi” ale rozegra się na niej i być może nie tylko na kartach mojej powieści ale także poza nimi bo przecież wszystko jest możliwe na tym świecie. Dlaczego więc nie miałoby być możliwe to, co pojawia się w naszych snach w nocy gdy w dzień czujemy gorycz jakiejś beznadziei wpatrując się i wsłuchując w otaczjący nas świat.

Pobierz książkę w wersji elektronicznej (następnie zapisz do)

 

 

 

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/08/4193/feed/ 44
Grzegorz Grabowski :170. rocznica urodzin Marii Konopnickiej: Synteza polskości http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/06/170-rocznica-urodzin-marii-konopnickiej-synteza-polskosci/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/06/170-rocznica-urodzin-marii-konopnickiej-synteza-polskosci/#comments Mon, 04 Jun 2012 12:29:53 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=3793 170. rocznica urodzin Marii Konopnickiej: Synteza polskości

„Ja się wsi nie uczyłam z książek. Ja się z nią urodziłam w duszy”

W połowie listopada 1908 roku w krakowskim miesięczniku „Przodownica”[1] ukazał się po raz pierwszy drukiem tekst „Roty” Marii Konopnickiej. Był to – jak pisała później Autorka – „wiersz napisany dla Wielkopolski” i zarazem „rota przysięgi na wierność Ojczyźnie”. Jej narodziny wiązały się ściśle z rosnącym oporem Polaków przeciwko polityce wywłaszczenia i wynarodowienia ludności polskiej w zaborze pruskim. W styczniu 1910 r., dzięki muzyce Feliksa Nowowiejskiego, wiersz przekształcił się w pieśń, a po jej prawykonaniu na odsłonięciu pomnika grunwaldzkiego w Krakowie (15 lipca 1910) „Rota” stała się siódmym (!) hymnem narodowym Polaków. Mimo olbrzymiej popularności we wszystkich dzielnicach rozbiorowych – rosnącej w czasie wojny światowej i w Polsce niepodległej – „Rota” Konopnickiej i Nowowiejskiego nie została nigdy oficjalnym hymnem państwowym.
W 1927 roku władze sanacyjne arbitralnie uznały za takowy „Pieśń Legionów Polskich we Włoszech”, ułożoną przez rewolucjonistę-kryptomasona[2] i sławiącą formację, której „polityczne i militarne znaczenie działania było niewielkie, nawet propagandowo raczej nikłe” (Jerzy Łojek).
Wbrew woli Piłsudskiego i zdominowanych przez masonerię, sanacyjnych rządów, to właśnie „Rota” pozostała hymnem katolickiej Polski i jej wiernego ludu, ciemiężonego okrutnie, lecz trzymającego się polskości na przekór wszystkim XX-wiecznym okupantom, fałszywym przyjaciołom i prawdziwym wrogom.
Przeciw odwiecznemu wrogowi Agaton Giller, jeden z przyszłych przywódców powstania styczniowego, odbywał w latach pięćdziesiątych XIX wieku karę zesłania na Syberii. I napotkał tam – gdzieś hen, w zabajkalskiej krainie – wieloletniego legendarnego zesłańca, Piotra Wysockiego. Według relacji Gillera, dawny bohater Nocy Listopadowej niezwykle dużo teraz czytał i dużo rozmyślał na tematy historyczne. Poglądy niegdysiejszego antyrosyjskiego radykała były już raczej jednoznaczne: „Niemców uważa za niebezpieczniejszych dla nas niż Moskali – pisał Giller – nie nazywa ich Niemcami, lecz Dajczerami i ze smutkiem przypomina, ile to już milionów Polaków nad Elbą i Odrą mieszkających wynarodowili.”
Po upadku powstania styczniowego (którego zamysł Wysocki potępił i przystąpienia do niego odmówił), antypolskie represje dotknęły nie tylko mieszkańców zaboru rosyjskiego. Już wkrótce zagrożona została też polskość ziem znajdujących się pod pruskim zaborem. Pretekstem do rozpoczęcia bismarckowskiej polityki „kulturkampfu”, czyli polityki przekształcania ludności polskiej w „Prusaków mówiących po polsku” stało się zjawisko „cofania się niemczyzny” (Der Rueckang des Deutschtums), spowodowane tzw. „ostfluchtem” – przemieszczaniem się niemieckiej ludności zaboru pruskiego na zachodnie, uprzemysławiające się gwałtownie obszary Niemiec, a także napływem do wschodnich prowincji pruskich tanich polskich robotników z Królestwa Polskiego i Galicji. Zauważono, że w latach 1871-1885 przyrost ludności polskiej w prowincji poznańskiej był kilkakrotnie większy niż przyrost ludności niemieckiej: przybyło 22,3 tys. Niemców i aż 109,6 tys. Polaków. Towarzyszyło tym zjawiskom budzenie się polskiej świadomości narodowej nawet na terenach uważanych już za zniemczone, co było dla Niemców dzwonkiem alarmowym, zwłaszcza wobec istniejących napięć politycznych w Europie i perspektywy wojny z Rosją, sprzymierzoną od początku lat 90. z Francją. Dla Bismarcka było rzeczą oczywistą, że żywioł polski obróciłby się w razie takiej wojny przeciwko niemieckiemu zaborcy, co mogłoby zniweczyć dotychczasowe wysiłki germanizacyjne i naruszyć niemiecki stan posiadania na Wschodzie.
Terytoria odzyskane od Niemców po traktacie wersalskim. Niemiecki filozof, Eduard Hartman[3], sformułował wobec tego w 1885 r. prosty wniosek: „musimy wykorzenić („ausrotten”) słowiańszczyznę w naszych granicach”, zaś cesarz Wilhelm I zapowiedział na początku 1886 r. podjęcie nadzwyczajnych kroków mających „zabezpieczyć interesy zagrożonej ludności niemieckiej na kresach wschodnich”. W pierwszej kolejności wydalono z tych obszarów większość Polaków nie posiadających obywatelstwa pruskiego, a więc głównie owych „najtańszych i najmniej wymagających” polskich najemników. W kwietniu 1886 r. cesarz zatwierdził bismarckowską „Ustawę dotyczącą popierania niemieckiego osadnictwa w prowincjach Prus Zachodnich i Poznania”. Jej germanizacyjne cele miała realizować specjalna Komisja Kolonizacyjna dla Prus Zachodnich i Poznańskiego, na której czele stanął Robert Zedlitz und Tritzschler, prezes prowincji poznańskiej.
Komisja Kolonizacyjna otrzymała olbrzymie sumy pieniędzy na swoją działalność i zakupiła od Polaków w latach 1886-1889 około 42,2 tys. hektarów ziemi, z czego większość nabyto w drodze dobrowolnych umów. Wzrost cen na ziemię zachęcał, na szczęście, również samych Niemców do pozbywania się gospodarstw, jednakże władze niemieckie były zdeterminowane i powiększały systematycznie fundusz Komisji Kolonizacyjnej, a także utworzony w 1897 roku „fundusz dyspozycyjny naczelnych prezesów (prowincji) celem popierania i wzmocnienia żywiołu niemieckiego w prowincji poznańskiej i Prusach Zachodnich, tudzież w regencji opolskiej”. Fundusz dyspozycyjny miał umocnić niemczyznę w miastach zaboru, ponieważ np. w Poznańskiem odsetek polskiej ludności miast wzrósł w l. 1861-1895 z 32,8 proc. do 44,5 proc. ogółu ich mieszkańców. Zaczęto więc otaczać wiele wytypowanych miast łańcuchami nowych wsi niemieckich, które tworzono na gruntach wykupionych z rąk Polaków i zaludniano własnymi osadnikami.
Hasło połączenia wysiłków germanizacyjnych w miastach i na prowincji wysunęli jako pierwsi członkowie tzw. Hakaty, czyli powstałego w 1894 r. Niemieckiego Towarzystwa Marchii Wschodniej (Deutscher Ostmarkenverein), skupiającego wkrótce kilkadziesiąt tysięcy aktywistów z całych Niemiec. Prym w Ostmarkenverein wiedli nie tylko junkrzy pruscy, lecz również urzędnicy państwowi, profesorowie, nauczyciele i przedsiębiorcy – przedstawiciele elit, które pchnęły naród niemiecki w tragedię pierwszej światowej wojny. Swą nazwę wzięła Hakata od nazwisk jej twórców: von Hansemanna, Kennemanna i von Tiedemanna (nb. wnuk tego ostatniego, Hans von Herwarth, przekazał Amerykanom treść tajnych postanowień paktu Ribbentrop-Mołotow w kilka godzin po ich podpisaniu). Hakatyści podsycali antypolskie nastroje i domagali się od rządu radykalnych posunięć. Za ich namową dokonano w 1904 r. nowelizacji ustawy osadniczej i odtąd chłopi nabywający parcele nie mogli stawiać na własnej ziemi budynków bez uzyskania zgody władz administracyjnych (casus Drzymały).
Niemieckie pomysły na wykorzenienie polskości zaczęły jednak przynosić odwrotne skutki: w latach 1886-1894 wzrosła znacznie liczba polskich gospodarstw w prowincjach, które poddawano akcji kolonizacyjnej, zaś w latach 1896-1904 polska własność ziemi zwiększyła się w zaborze pruskim o 59,1 tys. hektarów. Mimo zaostrzonej polityki narodowościowej odsetek ludności niemieckiej w Poznańskiem zmalał z 39,8 proc. (1890) do 38,5 proc. w roku 1905. W odpowiedzi na zakaz używania języka polskiego na lekcjach religii (1900) doszło w latach 1901-1903 do wielu protestów dzieci i rodziców, a w latach 1906-1907 strajki szkolne objęły niemal cały zabór i dziesiątki tysięcy uczniów.
Widząc co się dzieje, Niemcy uciekli się do najdrastyczniejszych metod. W listopadzie 1907 roku kanclerz von Buelow przedstawił projekt hakatystowskiej ustawy pt. „O środkach wiodących do wzmocnienia żywiołu niemieckiego w prowincji poznańskiej i Prusach Zachodnich”. Przewidywał on przymusowy wykup polskich majątków ziemskich, wytypowanych uznaniowo przez władze Komisji Kolonizacyjnej. Po burzliwej debacie, zaaprobowały ten „fakt wprost niesłychany, urągający cywilizacji, prawu i sprawiedliwości” (H. Sienkiewicz) obie izby niemieckiego parlamentu (16 stycznia – 3 marca 1908 r.). W listopadzie 1907 roku wniesiono także pod obrady parlamentu Rzeszy projekt ustawy o stowarzyszeniach, który wprowadzał przymus używania języka niemieckiego podczas publicznych zgromadzeń. Ustawa ta została przyjęta w kwietniu 1908 roku. Ignacy Daszyński powiedział o tych aktach, że „Ustawa pierwsza (wywłaszczeniowa) ma zrobić naród nasz bezbronnym, (a) druga chce uczynić go niemym”. Działania te wywołały gwałtowny sprzeciw Polaków.
Przodownica” nr 11/1908.
W tych dramatycznych okolicznościach narodziła się „Rota”. Maria Konopnicka napisała ją na przełomie 1907/1908 roku we wsi Istebna (lub we wsi Bystra) na Śląsku austriackim. Tekst „Roty” opublikowano po raz pierwszy w połowie listopada 1908 r. w krakowskim miesięczniku „Przodownica”, wydawanym przez Marię Siedlecką dla kobiet wiejskich. Załączona dedykacja: „Ludowi śląskiemu – Maria Konopnicka” i dopisek redakcji: „Wiersz ten napisała i przeznaczyła znana poetka umyślnie dla >Gwiazdki Cieszyńskiej<, chcąc podnieść ducha narodowego w Polakach przechodzących obecnie ciężkie chwile.” – były nawiązaniem do krwawych starć polsko-niemieckich, do których doszło latem 1908 r. w austriackim Cieszynie. W pierwotnym jednak zamyśle „Rota” była adresowana do mieszkańców Wielkopolski i stanowiła poetycką odpowiedź na wieloletnie, zaprogramowane niszczenie polskości przez Prusaków.
Inteligencja polska szybko doceniła ładunek polskości zawarty w „Rocie”. Przedrukowały ją gazety wydawane w kraju i na obczyźnie, a masową popularność osiągnęła jako pieśń wszechpolska jeszcze przed wybuchem I wojny światowej. Niosąc pod strzechy przykazania obrony ziemi, mowy i Ducha – wskazywała najprościej i najlepiej główne cele dla narodu polskiego w okrutnym XX wieku.
Komu zawadzała „Rota”?
O polskości inteligencji w 1918 r. przesądzało coś więcej, aniżeli ponoszone w czasie wojen ofiary: była to miłość, przywiązanie do ziemi ojczystej! To właśnie ów silny, częstokroć jeszcze bezpośredni związek dużej części naszych ówczesnych elit ze wsią, z tradycją życia i pracy na ziemi przesądzał w praktyce o tym, że była to istotnie autentyczna warstwa przywódcza. Jej patriotyczni przedstawiciele posiadali nie tylko solidne wykształcenie, lecz mieli także swoje naturalne zaplecze i bronili świadomie czegoś konkretnego – bronili Narodu zakorzenionego mocno we własnej ziemi i uparcie strzegącego każdego skrawka terytorium odziedziczonego po przodkach.
W kraju, w którym zdecydowana większość współrodaków żyła z ziemi i dla ziemi, zadanie stojące przed każdym wykształconym Polakiem było jasne i oczywiste: „Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród”! Właśnie dlatego potrzebne były polskie uniwersytety, potrzebna była myśl państwowa, inteligencja i… Niepodległa Polska. Same elity, ich „jedność ideowa” czy wręcz partyjna, ich „syntezy” koncepcji państwowotwórczych – nie były żadnym rzeczywistym celem dla polskiego Narodu. Celem tym była własna ziemia: ta, którą orano, i ta, na której stały domy, fabryki i kościoły. Maria Konopnicka rozumiała to doskonale.
Jako autentyczna przedstawicielka „postępowej”, a nawet antyklerykalnej (choć głęboko wierzącej) części inteligencji polskiej z przełomu XIX i XX wieku, poetka stanęła w końcu na gruncie kiełkującej idei katolicko-narodowej i stała się sztandarową postacią obozu polskiego. Albowiem „W myśl ideologii wczesnej Narodowej Demokracji w chłopie polskim widziano ostoję narodowego bytu, kładąc równocześnie nacisk na niemilitarne, niepowstańcze metody organizowania walki z zaborcą, głównie zresztą niemieckim, przed którym – wtedy właśnie, gdy Konopnicka pisała >Rotę<, ostrzegał Roman Dmowski w głośnej książce >Niemcy, Rosja a kwestia polska<”. „Rota” zyskała sobie olbrzymią popularność „w całym społeczeństwie bez względu na polityczne podziały (…) była śpiewana przez niepodległościowców zarówno endeckiej, jak i socjalistyczno-piłsudczykowskiej proweniencji. (…) gdybyśmy spróbowali odtworzyć atmosferę schyłku roku 1918, kiedy społeczeństwo zrzucało więzy okupacji niemieckiej, ujrzelibyśmy zjawisko nieoczekiwane: Niepodległość zdobywali Polacy z >Rotą< na ustach.” (A. Romanowski, „Rota” – Pieśń Niepodległości, „Pamiętnik Literacki” nr 2/1987).
I dopiero w tej niepodległej Drugiej Rzeczpospolitej „ze wszystkich stron, z podziwu godną jednomyślnością, zaczęto piętnować frazę >Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz<”, zaś „W Polsce sanacyjnej >Rota< nie cieszyła się na ogół szczególnymi względami (…) Wacław Kostek-Biernacki oficjalnie zakazał śpiewania >Nie rzucim ziemi< w swym 38 pułku piechoty. Stanisław Rostworowski (bohater spod Rokitny, a w przyszłości generał AK) deklarował w roku 1930 na łamach Polski Zbrojnej: >Armia także nie chce Roty!< (…) Z kolei opozycja rewanżowała się żarliwym kultem >Roty<: w dalszym ciągu była ona pieśnią szczególnie bliską Narodowej Demokracji i stronnictwom ludowym. Rzecz jednak charakterystyczna: ci ludowcy, którzy współpracowali z rządami Piłsudskiego, przyłączyli się do krytyki >Roty<.” (tamże).
Eugeniusz Małaczewski (1897-1922), potomek rodziny drobnoszlacheckiej z okolic Humania, był ochotniczym żołnierzem armii rosyjskiej (1915), dowódcą kompanii w 3. dywizji I Korpusu gen. Dowbor-Muśnickiego, a od stycznia 1918 r. żołnierzem III Korpusu Polskiego w Rosji. Po rozbrojeniu tej ostatniej formacji przez Austriaków, Małaczewski został aresztowany i skazany na rozstrzelanie przez bolszewików. Wyrwawszy się śmierci, dotarł do Archangielska i tam, w szeregach walczących z Armią Czerwoną „murmańczyków”, zastała go wieść o Niepodległości. I oto, w jego „Koniu na wzgórzu” (1921), czytamy: „z gardzieli założonych szlochem szczęścia wyrwała się – razem u wszystkich – pieśń zrodzona w godzinie najgłębszej niedoli narodu. Jej znana melodia jest posępna jak psalm nieszporny. Lecz pieśń, oskrzydlona bezdennym zapałem młodych dusz, brzmiała fanfarami, jakich w sobie nie ma nawet płomienna >Marsylianka<. A słowa: Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz! rozległy się pełnią takiego triumfu, a zarazem groźby niezłomnej, że zdało się, iż po nich nastąpi coś wspaniałego (…) – tyle potęgi ducha zalewało śpiew i – wyszarpnęło się zeń, jak z pochwy wylata nagi jasny miecz.”
W roku 1933 Hakatę zastąpił Związek Niemieckiego Wschodu (Bund Deutscher Osten) – antysłowiańska polityka Hitlera stała się faktem.

Tryumf – groźba niezłomna – potęga ducha – nagi miecz… – komuż to mogło przeszkadzać w Polsce Niepodległej? (nie licząc, rzecz jasna, polskich Niemców). Pierwszym takim osobnikiem był podobno artysta rzeźbiarz, Ludwik Puget-Puszet, który jeszcze w roku 1918 wydał za własne pieniądze broszurę: „Przeciw >Rocie< Konopnickiej”. Zaatakował w niej zwłaszcza słowa: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”, wołając z pasją: „I my to śpiewamy? Mamy to śpiewać jako hymn narodowy, z głową odkrytą, w skupieniu i świętym szacunku? (…) Wstyd i oburzenie zalewają człowieka, gdy się słucha tej pieśni”. – W roku 1942 Ludwik Puget został aresztowany przez gestapo w krakowskim Domu Plastyków, a w rok potem Niemcy przynieśli go na noszach pod oświęcimski mur śmierci i rozstrzelali…
W roku 1921, Tadeusz Boy-Żeleński (kolega Pugeta z kabaretu „Zielony Balonik”, późniejszy profesor literatury francuskiej i kandydat do Wielkiej Loży Narodowej w Warszawie) wypowiedział się o niemieckim „pluciu w twarz” następująco: „Nigdy nie mogłem słuchać tego ustępu pieśni bez najwyższej przykrości i niesmaku.” (Nicht spucken. Nieśmiały głos dobrego Polaka, „Czas” nr 248/1921). W dniu 11 listopada 1939 roku, owi potraktowani przez Konopnicką z „niesmakiem” Niemcy przeprowadzili obławę w podwarszawskiej Zielonce i zatrzymali, a następnie zamordowali w pobliskim lesie 11 harcerzy w wieku szkolnym. Pretekstem był wywieszony nocą plakat z napisem: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz i dzieci nam germanił”. W półtora roku później Niemcy zgładzili również nieszczęsnego Boya…
Jesienią 1926 roku rozpoczęła się kampania medialna elitarnego, konserwatywnego dziennika „Słowo”. W jej wyniku władze miejskie Wilna musiały zastąpić odgrywaną dotąd z wieży katedralnej melodię „Roty” jakimś bardziej tolerowanym hejnałem. Profesor Stanisław Cywiński (nauczyciel Cata-Mackiewicza, Miłosza i Gołubiewa, wykładowca USB i członek PAU) przychylił się wówczas do zdania, że śpiewanie o pluciu nam w twarz przez Niemców „jest absolutnie niedopuszczalne”, a w październiku 1939 r. – w konsekwencji wspólnej, niemiecko-sowieckiej agresji na Polskę – został aresztowany i zmarł po półtora roku w szpitalu więziennym w Kirowie (ob. Wiatka).
Z kolei w styczniu 1927 roku polski Urząd Wojewódzki w Katowicach zakazał śpiewania „Roty” w niektórych placówkach szkolnych na Śląsku (w tzw. szkołach mniejszościowych). W dniu 5 września 1939 roku Michał Grażyński (doktor filozofii i praw, wojewoda śląski od 1926 r.) mianowany został ministrem propagandy i urządził w Warszawie konferencję prasową, po której „stolicę ogarnęła panika i trwała przez trzy dni” (J. Ślaski, Polska walcząca, Warszawa 1990, s. 98). Eks-wojewoda śląski uciekł z kraju jeszcze przed kapitulacją Warszawy, obawiając się niemieckiej zemsty m.in. za… anulowanie zakazu „Roty” w kwietniu 1928 roku.
W roku 1930 oficerowie WP – jak już była mowa – wyrażali niechęć do „Roty” na łamach „Polski Zbrojnej”, której wydawcą był do śmierci w sierpniu 1928 r. piłsudczyk Maciej Kuhnke, absolwent Szkoły Handlowej Kronenberga, były kierownik Wydziału Finansowego Komendy Naczelnej POW, „uczestnik najbardziej konspiracyjnych zebrań obozu niepodległościowego – odbywały się w jego mieszkaniu” (Hass), wieloletni członek Zarządu Głównego Związku Strzeleckiego, a po 1922 r. członek honorowy POW. A zarazem… wybitny mason, członek tzw. Rady Najwyższej 33. i ostatniego stopnia Obrządku Szkockiego Dawnego i Uznanego na Polskę, skarbnik Wielkiej Loży Narodowej w Warszawie (Hass).
Ppłk Stanisław Rostworowski (późniejszy generał „Odra”), który pozwolił następcom (uczniom?) Kuhnke’go na wykorzystanie autorytetu polskiego oficera do dyskredytowania „Roty”, był w III Powstaniu Śląskim szefem sztabu wojsk polskich, a od maja 1942 r. „jednym z najwybitniejszych dowódców armii podziemnej w kraju”. W roku 1944 Rostworowski został aresztowany w Krakowie przez Gestapo i zakatowany na śmierć w trakcie beznadziejnej bójki z przesłuchującymi go Niemcami (Ślaski, s. 918).
Jak pisał na początku lat 30. Stanisław Pigoń (O „Rocie” Marii Konopnickiej – słowa spokojne, „Kurier Poznański” nr 592/1931), pieśń „Nie rzucim ziemi…” była „źle słyszana” przez sanacyjne czynniki decyzyjne i „wypychana” ze śpiewników dla młodzieży i z oficjalnych uroczystości. Pułkownik Kostek-Biernacki – który „wypchnął” skutecznie „Rotę” z podległego mu pułku piechoty – również nie uniknął konieczności przystąpienia do dziejowego „egzaminu”: „Po rozpoczęciu działań wojennych (w 1939 roku) został on powołany na stanowisko ministra, z powierzeniem mu funkcji głównego komisarza cywilnego przy Głównej Kwaterze Naczelnego Wodza. Z tej nominacji nic nie wyniknęło, prócz tego, że przekreśliła ona nadzieje na utworzenie rządu zjednoczenia narodowego.” (Ślaski, s. 106). Osławiony piłsudczyk-sadysta („lubujący się – jak zapisał Witos – w okrucieństwie i krwi”) „funkcji nie objął, niczego nie osiągnął i wkrótce znalazł się w Rumunii. Ci, których miał organizować do przeciwstawienia się najazdowi, uczynili to sami” (tamże).
Polityka propolska odpowiedziała Niemcom hasłem jedności słowiańskiej.
Zwycięstwo „Roty”
Epilog bojów o „Rotę” dopisało samo życie. Potomkinie Konopnickiej – żony oficerów 9. pułku ułanów w Trembowli (woj. tarnopolskie) – zostały deportowane w 1940 roku wraz z trojgiem malutkich prawnucząt w dwóch różnych kierunkach: w głąb tajgi w republice Komi oraz nad granicę z Chinami w Kazachstanie. Najstarszy prawnuczek poetki, „Niespełna siedmioletni Janek zapamiętał z tej długiej podróży, o głodzie i chłodzie, że zmarłych wyrzucano z kibitek na pobocza torów. Ale najbardziej przeżył chwilę, kiedy cały pociąg zaczął śpiewać Rotę. Mijali właśnie polsko-rosyjską granicę, gdy ktoś zaintonował tę pieśń. I nagle >Nie rzucim ziemi skąd nasz ród…< zabrzmiało głosami dwóch i pół tysiąca zesłańców. – Wiedziałem już wtedy, że autorką Roty jest moja prababka. Ale po raz pierwszy usłyszałem ją wykonaną przez tak niezwykły chór. Śpiewał cały pociąg, aż drżały wagony. Nie pomogło walenie bolszewików kolbami w ściany pociągu. Narodowa pieśń, symbol walki Polaków w niewoli, niosła się daleko. Zesłańcy krzepili nią zrozpaczone serca i dusze – zapamiętał na całe życie.”[4]
W rok później zdarzył się cud: „w końcu lipca [1941] zwołano następne zebranie, na którym podano do wiadomości, że został zawarty układ między rządem sowieckim a rządem polskim. Komendant [osady zesłańców] oświadczył, że ZSRR popełnił wielki błąd uważając Polaków za wrogów. >Nasze narody są słowiańskie, my jesteśmy bracia, a naszym wrogiem są Niemcy hitlerowskie. Ogłoszona będzie amnestia dla Polaków, wkrótce otrzymacie wolność<. Zapanowała nieopisana radość, ludzie padali sobie w objęcia, płakali ze wzruszenia. Zwrócono się do komendanta o zezwolenie na odśpiewanie narodowej pieśni. Zezwolił pod warunkiem, że słowa i treść nie będą obrażały, ani godziły w ZSRR. Uroczyście odśpiewano >Nie rzucim ziemi skąd nasz ród…<. W czasie śpiewania >Roty< Rosjanie zrozumieli słowa skierowane przeciw Niemcom, co im się podobało, bo kiwali głowami.”[5] – Nic więc dziwnego, że podczas formowania I Dywizji Wojska Polskiego w Sielcach nad Oką „Rotę” śpiewano już codziennie.
I wreszcie rozległ się chichot historii – „W czerwcu 1956 roku warszawski Teatr Narodowy pokazał w Paryżu >Kordiana< w reżyserii Erwina Axera. Na widowni Anders i emigracja z Londynu. Kordian-Łomnicki ze szczytu Mont Blanc obwieszcza światu: >Polska Winkelriedem narodów/ poświęci się, choć padnie”. Wzywa chmury, i wiatry, i ptaki – by go niosły! Krzyczy: >Polacy!< i podchodzi do widowni. Ludzie zrywają się z miejsc, płaczą, rzucają na scenę kwiaty, a po chwili pod sklepieniem paryskiego Teatru Narodów wybucha >Rota<.”[6]
Trudno chyba o lepszy dowód zwycięstwa tej pieśni (i kontekst). Odśpiewali ją poniewczasie zgodnym już chórem emigracyjni tułacze: generał Anders – w maju 1926 roku szef sztabu obrony Warszawy, broniący Polski i Polaków przed buntownikami Piłsudskiego oraz zbiegli na Zachód przedstawiciele sanacyjnej elity, która po zamachu majowym zdetronizowała „Rotę” za pomocą „Mazurka Dąbrowskiego”.

II wojna: chłop polski z rodziną chroniącą się w ziemiance.

Zadanie inteligencji
Dzisiaj dawne spory wokół „Roty” wydawać się mogą już nieważne. Nie żyją już świadkowie prawykonania pieśni na odsłonięciu pomnika grunwaldzkiego w Krakowie i mało kto pamięta, że w listopadzie 1939 r. okupanci niemieccy przystąpili do jego zburzenia. Wiosną 1940 roku, po zaledwie 30 latach od postawienia – nie było po nim śladu. Pomnik odbudowano, lecz czy przetrwały nauka i przysięga zapisane w strofach i dziejach „Roty”?
Minęło sto lat. Inna epoka. Migracje. Nawet chłopów pozostało już niewielu.
A jednak, wbrew pozorom, najważniejsze jest dzisiaj to, czy inteligencja żyjąca w Polsce dostrzega swój cel główny i podstawową rację swojego istnienia. Czy młode elity rozumieją i czy podejmą Hasło. Jest nim nadal „Rota” – „pieśń na cześć ziemi i na cześć trwania przy ojcowiźnie, (…) ślubowanie na wierność zagonowi ojczystemu, pracy na nim i straży nad jego całością, nienaruszalnością.”. Jest to nasza Synteza Polskości – konkretna, prawdziwa i jasna. Musimy wierzyć, że – jak pisał prof. Pigoń – „pokolenia niepodległe znajdą w niej prosty wyraz dla najwyższej swej, elementarnej woli zbiorowej: jesteśmy na ziemi praojców i wytrwamy na niej – do krwi ostatniej kropli z żył.”. To zadanie numer jeden dla każdego myślącego po polsku.
—— [1] – Założycielką i pierwszą redaktorką naczelną „Przodownicy” była Maria z Bouffałów Wysłouchowa, zdeklasowana szlachcianka, absolwentka Żeńskich Wyższych Kursów w Petersburgu, żona szlachcica Bolesława Wysłoucha i faktyczna współtwórczyni zorganizowanego przezeń w Galicji Stronnictwa Ludowego. Zob.: G. Kowalska, Maria Wysłouchowa (Bouffałówna) 1858-1905 http://kobietynawsi.pl/Maria-Wyslouchowa-Bouffalowna
[2] – Zob.: Marek Rezler, Józef Wybicki jako wolnomularz http://wolnomularstwo.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=83&Itemid=44 (30.11.2005)
[3] – Hartmann należał do coraz liczniejszego grona niemieckich panteistów, deistów i ateistów. W książkach „Die Selbstzersetzung des Christentums und Religion der Zukunft” (Samounicestwienie chrześcijaństwa i religia przyszłości, 1874) oraz „Die Krisis des Christentums in der modernen Theologie” (Kryzys chrześcijaństwa we współczesnej teologii, 1880) – głosił przeżycie się chrześcijaństwa i potrzebę ustanowienia nowej religii.
Zob.: B. Grott, Szowinizm niemiecki jako obiektywna legitymacja reorientacji polityki polskiej dokonanej przez Romana Dmowskiego na początku XX wieku, /w:/ Nacjonalizmy różnych narodów – perspektywa politologiczno-religioznawcza, red. Bogumił Grott i Olgierd Grott, Kraków 2012. http://konserwatyzm.pl/artykul/4508/szowinizm-niemiecki-jako-obiektywna-legitymacja-reorientacji
[4] – O losach potomków Konopnickiej: Teresa Kaczorowska, Nazywano ją pieśniarką ludu, „Rzeczpospolita” z dnia 05.09.2010, „Plus Minus” nr 33, s. 20-21. http://www.kaczorowska.com/index.php?numer=8&nr=2&idpr=17
[5] – Relacja Wiktora Kamińskiego z Kalinówki na Wołyniu, cyt za: Michał Bronowicki, Deportacja osadników wojskowych w głąb ZSRR, „Kresowe Stanice” nr 1(44)/2009, s. 20. http://www.osadnicy.org/bronowicki.pdf
[6] – Cyt za: Magdalena Grochowska, Ja broczę krwią. Tadeusz Łomnicki, „Gazeta Wyborcza” z dnia 07.12.2000. http://niniwa2.cba.pl/grochowska_ja_brocze_krwia_lomnicki.htm
]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/06/170-rocznica-urodzin-marii-konopnickiej-synteza-polskosci/feed/ 61
Antologia polskiej poezji tożsamościowej – wywiad z Tomaszem J. Kostyłą http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/06/antologia-polskiej-poezji-tozsamosciowej-wywiad-z-tomaszem-j-kostyla/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/06/antologia-polskiej-poezji-tozsamosciowej-wywiad-z-tomaszem-j-kostyla/#comments Fri, 01 Jun 2012 23:42:43 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=3768  

Podczas okupacji kraju i upadku wartości, jedynie kultura tożsamościowa budzi i ożywia Duszę Narodu, który dzięki temu odzyskuje wolność – powiedział Tomasz J. Kostyła, z którego inicjatywy na rynku wydawniczym ukazała się „Antologia polskiej poezji tożsamościowej”. Poeta w wywiadzie dla Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy podkreślił, że Sztuka polska odzwierciedla naszą Duszę i w zależności od jej stanu albo ją usypia albo ożywia. Dlatego - zdaniem Kostyły- zamach na sztukę polską jest zamachem na rodzimą  tożsamość.

KSD: Z Twojej inicjatywy na rynku ukazała się „Antologia polskiej poezji tożsamościowej”. Jest to pierwsza taka publikacja po 1945 roku. Zanim porozmawiamy o Antologii 2012 wyjaśnij Czytelnikom skąd czerpie współczesne wydanie swoje źródła?

T.J.K.: ANTOLOGIA jest przede wszystkim otwarciem się myśli narodowej na kulture polską, która po 1945 roku stała się nieobecna. Mówimy o kulturze tożsamościowej, a więc osadzonej w pewnych kanonach religijnych, etnicznych, geograficznych oraz politycznych. Antologia jest nawiązaniem do dorobku „Sztuki i Narodu”, ponieważ optyka ideowa środowiska skupionego wokół tego pisma, jest dla mnie jak i dla autorów wierszy, bardzo bliska.

Jednak mogą się pojawić głosy, że nawiązanie do dorobku SiN jest zbyt daleko idące…

Od 1989 roku minęło sporo czasu i praktycznie każdy mógł wcześniej wydać niejedną antologię, stworzyć trwałe środowisko artystów tożsamościowych. Nikt o tym nie pomyślał ani przez chwilę. Dla wszelkich organizacji narodowych, włącznie z Ligą Polskich Rodzin problem kultury tożsamościowej nie istniał. A przecież były takie momenty, ze można było wspierać nie tylko poezję, ale i twórczość muzyków tożsamościowych. Nie zrobiono w tym zakresie niczego, w przeciwieństwie do lewaków, którzy opanowali sferę kultury w niemalże każdym wymiarze artystycznym- od graffiti po teatry. Jeżeli się więc teraz komuś nie podoba idea nawiązania do dorobku Pokolenia „Sztuki i Narodu”, to niech się wykaże najpierw własnym dorobkiem tożsamościowym, zanim zacznie cokolwiek mówić.

Czy uważasz, że wśród Polaków jest zapotrzebowanie na tego typu publikacje?

A czy podczas zaborów, czy w trakcie okupacji hitlerowskiej było zapotrzebowanie na życie kulturalne? Dzisiaj również żyjemy w czasach okupacji- okupacji globalnej, do której przygotował nas Lech Wałęsa, a wtrącił z premedytacją Lech Kaczyński podpisując Traktat Lizboński. Polityka polska sprowadza się do sloganów liberalnej nowomowy i podsyca jedynie walkę o zachowanie mitu smoleńskiej tragedii. W takim wymiarze nie ma drogi do sukcesu dla polskiej polityki narodowej. Musi nastąpić odrodzenie polskiej kultury, która wyłoni autentyczne elity polskie, odporne na pieniądze banksterów. Nie wiemy dzisiaj, czy jest w Polsce zapotrzebowanie na poezję tożsamościową, ale można zrobić wszystko, aby stała się modna i pożądana. Poezja nie jest dla mas, ale pośród tego szarego żywiołu znajdują się ludzie, którzy nie zawsze wpatrują się w ekran telewizora. Skoro więc w katolickim kraju można zboczenie seksualne wynieść do rangi szansy na sukces, to czemu kultura tożsamościowa ma nie dotrzeć do normalnej większości, która na sodomię patrzy z obrzydzeniem?

Jednak ludzie wolą bardziej oglądać niż czytać, a jak już czytają, to tylko o sprawach, o których za kilka godzin się już nie pamięta.

To prawda. Z tym, że aby tak było pracowano nad Polakami od 1945 roku. Proces prania mózgu trwa już 67 lat. To sporo czasu. Jest więc sporo pracy aby przekonać niejednego, żeby zamiast na piwo czy papierosy, przeznaczył te pieniądze na zakup przynajmniej jednej książki w miesiącu. Trzeba sobie zdać sprawę, ze opanowały nas trendy. Nie wiedza merytoryczna, ale emocje i trendy. Jest moda na bycie nikim. Lansuje się mit metroseksualności, panuje pogląd, że nie warto nic robić, skoro mamy wszystko. W takim świecie ktoś powinien w końcu odrodzić kulturę tożsamościową. Jest to poniekąd naturalny odruch obronny. Jeśli czytanie stanie się modne, społeczeństwo dorośnie do roli narodu.

Kim są poeci, których twórczość zamieszcza Antologia?

Zgromadziliśmy dwudziestu poetów w różnym przedziale wiekowym. Rocznikowo od 1956 do 1993. Bardzo mile zaskoczyła mnie ich twórczość. Prezentują utwory dobre i bardzo dobre, o szerokiej tematyce. Można by rzec, że jest w tych utworach mało polityki, za to wiele uczuć. Piękna liryka, która siłą rzeczy nawiązuje do dorobku poetów z pisma „Sztuka i Naród”. Ja czytałem nadesłane teksty z wielką przyjemnością. Ponadto, poeci pochodzą z wielu środowisk narodowych. Mamy ONR Podhale, Organizację Monarchistów Polskich, Prawicę Rzeczpospolitej, Falangę, byłych działaczy LPR i Młodzieży Wszechpolskiej. To cieszy i rokuje nadzieję na kontynuację tej pracy w przyszłości.

Jakie macie plany na przyszłość?

Tak jak wielokrotnie wspominałem, chcemy odrodzić kulturę tożsamościową w Polsce w jej wielu aspektach twórczych jest to sprawa niezwykle ważna jako jedyne spoiwo substancji narodowej w czasie i przestrzeni. Podczas okupacji kraju i upadku wartości, jedynie kultura tożsamościowa budzi i ożywia Duszę Narodu, który dzięki temu odzyskuje wolność. Sztuka polska odzwierciedla naszą Duszę i w zależności od jej stanu albo ją usypia albo ożywia. Dlatego zamach na sztukę polską jest zamachem na rodzimą  tożsamość. I my chcemy się  temu przeciwstawić.

Dziękuję za rozmowę.

Z Tomaszem J. Kostyłą rozmawiała Agnieszka Piwar. Źródło: ksd.media.pl

„Antologia polskiej poezji tożsamościowej” jest dostępna w sprzedaży od dnia 23 kwietnia 2012 roku. Informacje oraz zamówienia pod adresem: [email protected]

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/06/antologia-polskiej-poezji-tozsamosciowej-wywiad-z-tomaszem-j-kostyla/feed/ 192
Urszula Wolska: Negatywne skutki wybranych zjawisk związanych z globalizacją w świecie dla kondycji duchowej współczesnego człowieka http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/05/urszula-wolska-negatywne-skutki-wybranych-zjawisk-zwiazanych-z-globalizacja-w-swiecie-dla-kondycji-duchowej-wspolczesnego-czlowieka/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/05/urszula-wolska-negatywne-skutki-wybranych-zjawisk-zwiazanych-z-globalizacja-w-swiecie-dla-kondycji-duchowej-wspolczesnego-czlowieka/#comments Wed, 30 May 2012 22:53:39 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=3734

1.      Wstęp

 

1.1.  Powstanie i definicja globalizacji

 

Dzisiejsze czasy są bardzo różnie nazywane i każdy o nich piszący sili się na nową oryginalną nazwę, którą potem modyfikuje i zmienia. W różnych pracach używa się między innymi takich określeń, jak: postkapitalizm, postindustrializm, postmodernizm, postmoderna, nowoczesność, ponowoczesność, płynna nowoczesność, płynne czasy, płynne życie, czas płynnego lęku, era globalizacji, zglobalizowany świat, epoka niepewności, cywilizacja informacyjna, społeczeństwo technotroniczne, społeczeństwo spektaklu, społeczeństwo w stanie oblężenia, społeczeństwo konsumpcyjne, społeczeństwo zmakdonaldyzowane, społeczeństwo sieci, społeczeństwo wiedzy, społeczeństwo międzynarodowe, społeczności międzynarodowa, itp.[1]

Do tej pracy najbardziej pasuje, żeby współczesność nazwać erą globalizacji. Najczęściej jednak będziemy tu używać nazwy współczesność, współczesny świat.

We współczesnym nam świecie mocno odczuwamy już skutki gwałtownego postępu ludzkiej wiedzy i przemian technologicznych. Jednym z nich jest postępujący proces globalnej unifikacji świata, zwany globalizacją.

Idea przejęcia władzy nad światem nie jest nowa i pojawiała się w większości historycznych cywilizacji.

Pojęcia globalnej wioski użył kanadyjski teoretyk komunikacji w 1962 roku w swojej pracy The Gutenberg Galaxy [2], i od tego czasu funkcjonują w obiegu terminy globalizm i globalizacja, a od lat 90 są już bardzo szeroko używane.  Proces globalizacji postępuje coraz szybciej i w tej chwili jest dominującym nurtem sterującym prawie wszystkimi wydarzeniami w świecie i prowadzi do zawężenia i realnej utraty suwerenności państw narodowych[3].

Pojęcie globalizacja pochodzi od słowa globalizm, z łacińskiego  globare, co znaczy tworzyć kulę, gromadzić się. Najkrócej globalizację można określić, jako dynamiczny trend ekonomiczno-polityczny dążący do zniesienia wszelkich barier, by umożliwić niczym nieograniczony swobodny przepływ towarów, usług, osób, produkcji i operacji finansowych w skali całego świata, co ma doprowadzić do utworzenia jednego rządu światowego[4].

Jak doszło do powstania globalizmu – doktryny ekonomicznej preferującej światowy wolny rynek i politycznej dążącej do stworzenia jednego państwa świata?

Czynnikiem decydującym jest tu zmiana koncepcji poznania naukowego – celem nauki nie jest już odpowiedź na pytanie, dlaczego? – i poznanie prawdy dla samej prawdy. Teraz nauka stawia sobie tylko i wyłącznie cele utylitarne, a głównym pytaniem jest pytanie jak?, w jaki sposób? – co przybiera coraz bardziej niebezpieczne dla człowieka formy, bo prowadzi to w rezultacie do tego, by znaleźć klucz do rządzenia i manipulowania całym światem w celu umocnienia władzy i osiągnięcia korzyści dla określonej grupy osób[5].

Współczesny globalizm jest ponadpaństwowy i ponadnarodowy i znajduje oparcie w instytucjach o wymiarze ogólnoświatowym. Przywódcy polityczni w wielu dziedzinach już nie podejmują suwerennych decyzji, świat wszedł w fazę globalnej rewolucji[6]. Metaforycznie wyraża to ekonomista Luttwak tak: ”scalanie kałuż, stawów, jezior i mórz wiejskich, prowincjonalnych, regionalnych i narodowych gospodarek w jeden globalny ocean gospodarczy, który małe jednostki wystawi na oddziaływanie olbrzymich bałwanów ekonomicznej konkurencji, zamiast jak to miało miejsce wcześniej, na poruszanie małych fal oraz regularnych przypływów i odpływów”[7].

Globalizm wspomaga rewolucja informatyczna obejmująca w szybkim tempie cały świat. Prowadzi ona do szybkiego pogłębiania się procesów globalizacyjnych.

Globalizacja a priori nie jest dobra, ani zła. Postępująca globalizacja we współczesnym świecie jest faktem i nie ma od niej jak dotąd odwrotu.

Globalizacja w swych skutkach jest tym, co czynią z niej ludzie. Wydaje się też, że zjawiska globalizacji wymykają się spod kontroli, bo w globalnym wymiarze wszystko dzieje się bardziej lub mniej, ale żywiołowo. Ten żywiołowy charakter globalnych procesów międzynarodowych jest w dużej mierze niekontrolowalny i nieprzewidywalny i to jest podstawowe ryzyko procesów globalnych we współczesnym świecie. Trafne są tu określenia ‘nowy nieład światowy’ Kenneta Jowitta, gdzie rzeczywistość globalna nie może być do końca określona, a nikt biegu zdarzeń nie jest już w stanie kontrolować[8] i określenie  ‘społeczeństwo ryzyka’ Ulricha Becka [9], o czym Bauman pisze tak: „przy braku jasnych map i logicznych konsekwencji nie wiadomo, czego należy się spodziewać”[10].

Globalizacja przyniosła ludziom wiele dobrego, między innymi międzynarodowy podział pracy, korzystanie z innowacji, wolność wyboru i wolności myśli. Jednocześnie jest bardzo duży krąg ludzi ze świata biznesu i polityki, którzy mocno profitują na globalizacji i dlatego też bardzo mocno rozwinięty jest system światowego lobbingu globalizacji z naciskiem na pozytywne skutki dla całego świata. Bazują oni głównie na ogólnie przyjmowanej idei postępu, którego skutkiem jest postępujący wzrost dobrobytu wszystkich ludzi na świecie. Ale tak się nie dzieje wszędzie i w równym stopniu.

Globalizacja jest faktem, to interakcja milionów ludzi na całym świecie, to zbiór procesów, którego nie sposób ani kontrolować, ani zatrzymać.

Najbogatsze elity świata dalej spokojnie głoszą, że globalizacja, to postęp ku nowej lepszej cywilizacji i dlatego w mediach i wydawnictwach popularno-naukowych trudno szukać negatywnych skutków globalizacji dla pojedynczego człowieka, dlatego w dalszej części tej pracy skupimy się na tym problemie.

 

 

2.      Negatywne skutki globalizacji dla duchowej kondycji współczesnego człowieka

2.1.  Nieludzkie społeczeństwo współczesności – ery globalizmu

Jednym z negatywnych zjawisk współczesnego świata jest zamknięty w sobie humanizm i jego skutki w postaci nieludzkiego społeczeństwa, które jest jego wytworem. Humanizm zamknięty każe nam postrzegać globalizację, jako coś pozytywnego, jaką jest wiara w rozum, w naukę i postęp, ale nietrudno tu zauważyć, że traci tę swoją ‘fikcyjną wartość’ dla współczesnego człowieka, kiedy uświadamiamy sobie, że jedną z jej konsekwencji jest kryzys moralności i nauki, które powinny stanowić podstawowy fundament tego postępu i rozwoju cywilizacyjnego ludzkości. Ten kryzys moralności sprzyja tym zjawiskom, które obecnie obserwujemy w całym świecie, a globalny świat bez granic potęguje to. Te zjawiska to upadek sprawiedliwości, oparcie całego systemu organizowania życia ludzi na świecie na normach tylko i wyłącznie prawnych, gdzie wyroki sądowe zapadają w zależności od tego, jaką grupę i jak dobrze opłacanych prawników wynajmie oskarżony o naruszenie tych norm prawnych, powszechna korupcja, ukierunkowanie człowieka ku korzyściom i pokazywanie, że celem i dobrem jest dobrobyt, dalej jest to bezkarność globalnych bosów narkotykowych i wykazywanie ich w oficjalnych mediach, jako najbogatszych ludzi świata razem z całą czołówką bogaczy działających legalnie na rynku[11].  

Kryzys moralności powoduje ucieczkę ludzi od siebie w cielesność i materialność tego świata – w cielesne i materialne zaspokojenie wszelkich potrzeb i pragnień, w świat zabronionego wcześniej najbardziej wyuzdanego seksu, w świat nałogów, narkotyków, nieustannej zabawy do upadłego, w świat śmiertelnie niebezpiecznych wypraw, różnego rodzaju sekt, pseudoreligii i wróżbiarstwa, w pochłaniające czas i życie człowieka gry, w światy wirtualne dostępne w internecie typu ‘second life’[12] itp.[13].

W humanizmie zamkniętym, cielesnym, na wskroś materialnym z wiarą w rozum i naukę, bez kontemplacji i myślenia na poziomie duchowym nie ma przeszłości ani przyszłości, człowiek jest zamknięty i ograniczony do teraźniejszości. Człowiek jest środkiem i przedmiotem dla samego siebie i dla innych. Jego dewizą już nie jest kartezjańskie ‘jestem, bo myślę’, tylko ‘jestem, bo czuję’. Przyjemność, rozkosz, emocje tu i teraz, to jest główny cel człowieka współczesnego, a to jest możliwe tylko i wyłącznie w teraźniejszości[14]. Taki humanizm wyznaje zasadę mam prawo żyć przyjemnie i cieszyć się z życia tu i teraz.

Od tej teraźniejszości zdaje się nie ma już ucieczki, a każda najmniejsza refleksja i myślenie powoduje napięcia wewnętrzne, dysharmonię duchową i natychmiastową ucieczkę z tego stanu w proponowaną tanią zabawę i rozrywkę do upadłego aż do katastrofy, z której już nie można się podnieść, bo jest już za późno.

Przyszłość redukowana jest do pary liczb ’20:80’ i jednego pojęcia tittitainment[15]. Tylko 20% ludności zdolnej do pracy wystarczy światowej gospodarce, więcej siły roboczej nie będzie potrzebne, a 80% skazana będzie na bezrobocie.

Ten proces już się zaczął, już jest zauważalny w świecie, zwłaszcza w okresie kryzysów ekonomicznych, które przyjmują coraz ostrzejszą i nieprzewidywalna formę. Aby utrzymać te 80% sfrustrowanej ludności w ryzach potrzebne będzie tittitainment, to kombinacja angielskich słów entertainment – rozrywka i tits – piersi /tu chodzi o karmiące piersi/. Chodzi o to, żeby zapewnić tej reszcie wystarczającą ilość pożywienia i odpowiednią mieszankę z odurzającej rozrywki.

Człowiek jest istotą społeczną i przestrzeń, którą zamieszkuje traktuje automatycznie, jako przestrzeń wspólną. Współczesne, najbogatsze elity świata wybrały sobie izolację, budują odgradzające je prywatne twierdze i bardzo słono płacą za ochronę w tych twierdzach. Reszta jest odcięta i nie ma już wolnej, wspólnej przestrzeni. Społeczeństwo odcięte płaci za to wysoką cenę i ponosi koszty takiej izolacji. Są to koszty psychologiczne, kulturalne i polityczne. Do społeczności lokalnych sprowadzają się bogatsi, separują się od tubylców, grodzą swoje nowo zakupione terytoria, które do tej pory były wspólne, stawiają tabliczki ‘teren prywatny – zakaz wstępu’ i grożą więzieniem za przekroczenie granicy ich własności[16]. Coraz ubożsi, zaniedbani, często wykluczeni mieszkańcy terenów odgrodzonych, obszarów zepchniętych na margines, zamienionych w getta odpowiadają na ten stan agresją, tworzą własne rytuały i łamią prawo[17]. Ta sytuacja nie jest komfortowa ani dla bogaczy, którzy się coraz bardziej boją i chronią w swoich twierdzach z uzbrojonymi po zęby strażnikami, ani dla biednych, skazanych na nędzę. Jedni i drudzy żyją w lęku niedającego ani spokoju zewnętrznego ani duchowej harmonii wewnętrznej.

Separacja jest teraz głównym zjawiskiem zapewniającym ‘pozorne bezpieczeństwo’. Zanika solidarność społeczności lokalnych, nie ma już miejsc, gdzie spotykają się ludzie, którzy się znają, by wymienić ze sobą informacje o problemach dnia codziennego. Dotyczy to głównie aglomeracji wielkomiejskich i już coraz częściej aglomeracji wiejskich, gdzie swoje twierdze budują przyjezdni bogacze. To wszystko powoduje narastające problemy ze zdrowiem psychicznym we współczesnym, cywilizowanym świecie. Tworzą się lęki przed wrogiem wewnętrznym na wspólnym do tej pory terytorium. Ta nieludzka cywilizacja i to nieludzkie społeczeństwo współczesności nie poradzi sobie jednak z tym narastającym problemem zdrowia psychicznego. Raport Zdrowia Światowego WHO z 2001 roku wskazuje, że w najbliższym czasie aż 25% ludzkości będzie cierpiało na różne schorzenia dotyczące sfery psychicznej człowieka., a obecnie juz prawie 30% społeczeństwa amerykańskiego wymaga opieki psychiatrycznej[18].

 

2.2.  Globalizacja kultury i jej skutki dla współczesnego człowieka.

 

Globalizacja prowadzi do homogenizacji kultury, ujednolicenia stylów życia, do zunifikowania człowieka i uczynienia go obywatelem świata, ale człowiek nie jest stworzony do życia w odosobnieniu, bez kultury duchowej, bez tożsamości, według schematu, w który usiłuje się go wtłoczyć i według mody, którą usiłuje mu się narzucić, by móc go lepiej kontrolować i nim manipulować.

Człowiek nie jest ani przedmiotem, ani środkiem, ani towarem. Jest istotą duchowo-cielesną. Nawet, jeżeli chwilowo będzie mu wygodnie się dopasować i czerpać z tego korzyści, to na poziomie duchowym prędzej czy później doświadczy pustki, której już nic materialnego nie zaspokoi, nie mówiąc już o stanie duchowym ludzi, którzy nagle wypadają z sieci, tracą pracę i stają się ludźmi wykluczonymi i często lądują w gettach ubóstwa.

Największe spustoszenie duchowe przynosi współczesnemu człowiekowi globalizacja kultury. Powoduje ona rozmycie tożsamości kulturowej. Kultura globalna, to popkultura produkująca coraz większe ilości dóbr i usług do skonsumowania w celu maksymalizacji zysku. Kultura globalna, to kultura konsumpcyjna. To masowa produkcja chwilowych przyjemności dla jak największej ilości ludzi na rynku światowym, globalnym. Zauważamy demokratyzację kultury, czyli próbę zaspokojenia wszystkich gustów. Prowadzi to do przeciętności w kulturze. Tworzy się kultura masowa, a to wszystko w celu generowania jak największych zysków. Jedynym kryterium jest tu opłacalność. Człowiek staje się tylko zwykłym konsumentem w globalnym supermarkecie globalnej masowej kultury. By to funkcjonowało stworzone zostały doprowadzone do perfekcji techniki uwodzenia konsumenta kultury poprzez wytworzenie w nim potrzeby konsumpcji. Techniki te wykorzystują wszystkie dostępne multimedia docierające do każdego domu. Najpopularniejsze i najskuteczniejsze to telewizor i internet[19]. Kultura stała się masowym produktem rynkowym dla mas. Już ponad 500 czynnych satelitów przekazuje te same obrazy na miliardzie ekranów telewizyjnych we wszystkich zakątkach świata[20]. Proponuje się ludziom spłyconą wielokulturowość, która w efekcie jest bezkulturowością. Żeby kultura taką się stała potrzebna była idea postmodernizmu z poddaniem pod wątpliwość wszelkich systemów wartości, co doprowadziło do relatywizacji wartości i norm, ułatwiło uniformizację, spłycenie i komercjalizację kultury[21]. To powoduje, że współczesna kultura, głównie generowana przez media jest nieprawdziwa, bo jest nasycona tożsamościami często wymyślonymi i nietrwałymi, jest baudrillardowskim symulakiem[22] niemającymi już żadnej relacji z rzeczywistością. Baudrillard pisząc o współczesnej kulturze wskazuje na pomieszanie gatunków, na tworzenie niezliczonych ilości kopi i klisz.

Nikt nie zawraca już sobie głowy tym, by tworzyć coś oryginalnego, bo masy zadowalają się klonami i rozmnożonymi symulakami[23].Unifikacja i komercjalizacja kultury na poziomie globalnym prowadzi do kontrreakcji i powstawanie skrajnych fundamentalizmów gotowych do agresji, przemocy, wojen i terroryzmu o zasięgu globalnym, co ostatnio coraz częściej obserwujemy, a żądne sensacji media o zasięgu globalnym robią z terrorystów gwiazdy popularnością dorównujące idolom światowego życia publicznego[24].

 

2.3. Globalizacja stylów życia i modeli konsumpcyjnych – pogłębiająca się pustka i stany depresyjne

 

Globalizacja w dużej mierze przyczynia się do unifikacji, czyli ujednolicenia życia człowieka na świcie i wszystkiego, co z tym życiem jest związane. Największy udział i sukcesy w dążeniu do tej unifikacji mają największe transnarodowe o zasięgu globalnym korporacje. Celem ich jest wytwarzanie konsumpcyjnej pożądliwości i wielomiliardowego popytu na globalnie reklamowane towary bez względu na to, czy te towary są ludziom do życia w ich warunkach potrzebne czy nie. Te koncerny dla maksymalizacji zysku w jak najkrótszym czasie realizowanym na przestrzeni całego świata dążą do takiej unifikacji życia człowieka w świecie i kreowaniu jego potrzeb w tym kierunku, by w jak najszybszym czasie i jak najtaniej wyprodukować towary, które w tym samym czasie z jak największym zyskiem sprzedadzą się w jak największym obszarze na świecie. Firmy te wykorzystują swój olbrzymi potencjał finansowy i marketingowy by zmarginalizować wszystko, co lokalne łącznie z rodziną, społecznością lokalną, narodami, państwami ich kulturę, sztukę i religię, lokalne mniejsze firmy i rzemiosło, wszystko to, co przeszkadza im generować zyski i gromadzić fortuny. Proponują zawsze coś nowego, pozornie lepszego, modniejszego, co samo przez się wymusza ograniczenie trwałości produktów i produkcję tego, co ulotne, efemeryczne, nietrwałe i niepewne. To już nie jest produkcja dóbr potrzebnych człowiekowi do życia, do rozwoju, do funkcjonowania w świecie, to jest produkcja atrakcji i pokus i pragnień.  

         Magiczne koło pokus i pragnień nigdy nie przestaje się kręcić[25]. Zmiany postępują tak szybko, żeby żadne potrzeby nie były nigdy zaspokojone i żadne pragnienia ostateczne. Ciągle pojawiają się nowe towary, nowe atrakcje rodzące nowe pokusy, potrzeby i pragnienia. Gospodarka globalna staje się elastyczna i podporządkowana tym regułom. Do tego podporządkowuje się zapotrzebowanie na siłę roboczą, elastyczny czas pracy, praca na godziny, na pół etatu, czy dowolna redukcja zatrudnienia w zależności od potrzeb rynku[26].

           Efektem tego jest zniewolenie człowieka i zmienianie go w uległego, bezwolnego i chciwego nabywcę dóbr materialnych, istnych ‘maniaków konsumpcji’, którzy zatracają swoje podstawowe atrybuty człowieczeństwa[27].  To już nie jest człowiek myślący, to już jest człowiek goniący od atrakcji do atrakcji, od pożądania do pożądania nigdy niezaspokojonego. Rynek konsumencki odebrał człowiekowi jego wolną wolę i zdolności wolnego wyboru. To rynek swoimi psychologicznymi narzędziami marketingowo-reklamowymi zniewala człowieka tak, że wytwarza w człowieku takie pokusy i pożądania, by konsument wybrał dokładnie to, co rynek chce by wybrał. A z drugiej strony to człowiek zagubiony w tym świecie, na rynku pracy, niepewny jutra, w każdej chwili narażony na bezrobocie, na wykluczenie z grupy, w której do tej pory funkcjonował.

Proces ten ułatwia i pogłębia globalna supremacja języka angielskiego, jako podstawowej formy przekazu informacji w świecie, głównie za pośrednictwem internetu. Korzystają na tym głównie transnarodowe korporacje. Światowe i lokalne media te korporacje podporządkowały sobie tak, że stały się one narzędziem marketingowym reklamującym wszystko, co trzeba szybko ludziom wcisnąć i sprzedać. Przez bardzo agresywny marketing i reklamę zaśmiecona jest i zdegradowana cała przestrzeń publiczna, w której porusza się człowiek.  Przy okazji swoje fortuny zgarniają banki, które na to wszystko zawsze mają pod ręką świetną ofertę na tanie kredyty rujnujące człowieka do reszty. Osobną sprawą są różnego rodzaju konkursy, pseudopromocje i loterie wyciągające od ludzi ostatnie pieniądze. Tak agresywnie zmanipulowany człowiek nie jest w stanie się ani bronić, ani temu oprzeć, a skutki tego obserwujemy z oczywistością i naocznie na każdym kroku. Globalna gospodarka potrzebuje tylko 20% siły roboczej, by móc produkować, ale potrzebuje wszystkich ludzi, jako konsumentów, by móc świetnie funkcjonować i pomnażać swoje zyski. Cały wysiłek teraz jest wkładany w to, by tych wszystkich ludzi zmusić do pełnienia roli konsumenta i stworzenia społeczeństwa konsumpcyjnego, co jak obserwujemy przynosi już oczekiwany skutek i tworzy się już globalne społeczeństwo konsumenckie. Konsumeryzm pociąga za sobą zniewolenia i uzależnienia, z którymi człowiek sobie nie radzi. John Caroll opisuje konsumeryzm, jako społeczną analogię choroby psychicznej zwanej depresją, której objawami są równocześnie osłabienie i bezsenność[28]. Zaspokajanie chwilowych pragnień, łatwa dostępność towarów i usług – kreowanie złudnych pragnień i pożądań skutkują pogłębiającą się pustką i stanami depresyjnymi.

 

2.3.  Globalizacja i kult ‘złotego cielca”- człowiek zniewolony przez żądzę pieniądza.

 

Bogacenie się, powrót kultu ‘złotego cielca” jest wysunięte na czoło w hierarchii dóbr i celów w kontaktach międzynarodowych i międzyludzkich. Globalizacja przyczynia się do powstawania niewyobrażalnych fortun i oaz bogactwa. Zyski transnarodowych koncernów rosną w dwucyfrowych stopach procentowych, gdy jednocześnie spadają płace i rośnie bezrobocie[29]. Te rosnące dysproporcje w świecie rodzą proporcjonalnie do nich wysokie napięcia, które nie wróżą nic dobrego dla pokoju.

Te nowe zjawiska globalizacji, turbokapitalizm, nieustanna pogoń za ‘złotym cielcem’, hasło ‘winner takes all’ – zwycięzca bierze wszystko’, to horrendalne tempo przemian skutkuje traumatycznym doświadczeniem większej części ludzkości. Pracę wykonuje człowiek pod jedno wewnętrzne dyktando, zarobić i zgromadzić jak najwięcej pieniędzy i dóbr w jak najkrótszym czasie, pokonać wszystkich i wspiąć się na listy najbogatszych ludzi świata. Praca powinna służyć rozwojowi osobowemu człowieka i zabezpieczeniu środków do utrzymania jego rodziny[30], ale to już jest przeszłość.

Nie ma tu czasu na trzeźwą refleksję, a skutki tego przyśpieszania procesu kreatywnej destrukcji dają się we znaki coraz większej ilości zniewolonych ‘złotym cielcem’ ludzi, którzy już nie nadążają i też często nie chcą w takim tempie wszystkiego zmieniać dla ‘złotego cielca’ i pracować całe życie na maksymalnych obrotach w stresie i pod pręgierzem dużego ryzyka przegranej. Problemy te opisuje amerykański ekonomista Edward Luttwak[31].   

Pokój też już nie jest taką wartością dla świata, jak miało to miejsce jeszcze niedawno. Media nie mówią o nim tak dużo i nie jest on tak ważnym celem dla świata jak to było jeszcze parę dekad do tyłu. Cel życia ludzkiego jest całkowicie zafałszowany, celem staje się ‘złoty cielec’ w postaci pieniądza i towarów, które normalnie powinny być środkiem. Kultura duchowa stała się kultura masową i też jest tylko środkiem – towarem, co skutkuje odpodmiotowieniem relacji międzyludzkich. Dotychczasowy obszar kultury został zamieniony na obszar wysokodochodowej masowej i taniej rozrywki. To wszystko prowadzi do źle ustawionej hierarchii dóbr, do utraty trwałego poczucia sensu życia do odpodmiotowienia relacji międzyludzkich, do traktowania człowieka materialnie, jako środek do uzyskania korzyści, jako towar do zaspokajania chwilowych pragnień. Człowiek jest zagubiony i oderwany od podmiotu i celu pracy, a podporządkowany jest żądzy pieniądza.

 

2.5. Przepaść pomiędzy światem bogatych i biednych.

   2.5.1. Tworzenie przepaści pomiędzy światem bogatych i biednych – widmo nadmiaru i braku, widmo globalnego bezrobocia.

 

Trwały już i bardzo dynamiczny rozwój globalizacji pod dyktatem cywilizacji zachodniej już teraz pokazuje skrajny egoistyczny indywidualizm bogatych jednostek, którzy osiągają monstrualne przychody, co powoduje poczucie ogromnej niesprawiedliwości społecznej i rodzi coraz większą agresję poszkodowanych.

Faktem jest, że większa część ludzkości jest zmarginalizowana, a z uczestnictwa w przepływie dóbr wyłączone są olbrzymie obszary współczesnego świata. Potwierdza to fakt, że prawie dwie trzecie międzynarodowych przepływów towarowych, to de facto przepływy w obrębie około trzystu korporacji, które kontrolują przeszło jedna trzecią wszystkich globalnych zasobów surowcowych, energii, informacji, środków produkcji i dystrybucji[32], a tylko 20 procent światowego majątku należy do tak zwanych krajów rozwijających się, które zamieszkuje aż 80 procent ludzkości[33].

Ciągłe powoływanie się zwolenników globalizmu na globalny zasięg nauki i postępu, i co za tym idzie globalny wzrost dobrobytu ma przekonać świat do globalizmu, a ten dobrobyt ma być lekarstwem na wszystko, co współczesnego człowieka trapi. Ale to jest właśnie ta pułapka, którą szykują najbogatsi dla najbiedniejszych, i też przy okazji dla siebie. Bo po pierwsze największy wzrost bogactwa odnotowują globalne korporacje, a dystans pomiędzy najbogatszymi i najbiedniejszymi się poszerza.

Globalne firmy, wielkie transnarodowe korporacje rozwijają się w dynamicznym tempie i na całym świecie funkcjonuje ich już ponad czterdzieści tysięcy[34] i tu nie ma złudzeń, że wszystkie one kierują się jedynie logiką jak największego zysku w jak najkrótszym czasie i nie identyfikują się one z interesami żadnego państwa i w żadnym wypadku dobrem powstającej nowej społeczności ogólnoludzkiej. Gorzej, wszelką racjonalną politykę gospodarczą prowadzoną przez poszczególne kraje, prowadzoną w trosce o lokalne cele strategiczne, w trosce o ekologię, pełne zatrudnienie i sprawiedliwość społeczną, takie korporacje traktują, jako zamach na ich prawo do wolnego i nieskrępowanego działania oraz przeszkody na drodze do maksymalizacji zysków. Ogólnie znane są przypadki karania rządów takich państw w ten sposób, że firmy te przenoszą swoją produkcję do krajów idących na wszelkie ustępstwa[35]. To wszystko doprowadza do sytuacji, w której zwykły człowiek-pracownik staje się narzędziem i ofiarą bezwzględnych rozgrywek pomiędzy globalnymi koncernami konkurującymi o maksymalizację zysków oraz idącymi na coraz większe ustępstwa rządami i parlamentami poszczególnych państw. Z punktu widzenia tego człowieka –pracownika postrzegamy globalizację, jako proces równania w dół, sprowadzania pracowników do najniższego stanowiska. Przy produkcji różnych dóbr zalewających zachodni rynek nierzadko pracują dzieci, a dniówka dorosłych pracowników oscyluje wokół 1-2 dolarów[36].

Za dobrobytem, który ma spowodować globalny postęp, jako tym dobrem najbardziej pożądanym nie idzie wzrost moralności, dobro moralne i co za tym idzie szczęście dla coraz większej ilości istot ludzkich na świecie. Ta wiara w naukę i postęp nie przynosi oczekiwanych skutków.

W praktyce nie sprawdzają się bardzo często wypowiadane słowa, że globalizacja jest narzędziem zwiększania dobrobytu ludzkości.  Gdy dzisiaj przyglądamy się całej ludzkości, w błyskawicznym tempie rośnie tylko dobrobyt najbogatszych.

Obserwujemy obecnie, że środki i narzędzia postępu globalnego zwracają się przeciw człowiekowi i to, że przy dużych już napięciach powodowanych przez tak duże różnice między obszarami niewyobrażalnego bogactwa i niewyobrażalnej nędzy, gdzie te obszary nędzy, zwłaszcza w obrębie największych miast drastycznie rosną, mogą spowodować rozładowania, które obrócą się przeciw ludzkości. Okazuje się teraz, że ta wiara w naukę, postęp i zbawienny wpływ globalizacji na ludzkość, na naszych oczach staje się kolejna utopią.

To, co dzisiaj obserwujemy w świecie nie daje żadnej podstawy, by sądzić, że jest możliwe, by w najbliższym czasie wraz z globalizacją pojawiła się nowa jakościowo i zakresowo społeczność ogólnoludzka, gdzie jednostki będą się skupiały na tym, by pracować na rzecz dobra drugiego i całej ogólnoludzkiej społeczności.

Obserwujemy tendencje wręcz przeciwne, budowa globalnej cywilizacji, cywilizacji ztechnologizowanej już pociąga za sobą niezliczone ofiary w postaci bezrobotnych, ludzi wykluczonych, zmarginalizowanych, pozostawionych samych sobie w skrajnej nędzy, a dysproporcja i co za tym idzie agrsja pomiędzy enklawami ludzi bogatych i biednych się zwiększa. Od Hiroszimy i Nagasaki nic się nie zmieniło i podejrzenia, że zdobycze techniki posłużą ludziom do samozniszczenia i samozagłady są jak najbardziej realne [37].

Warto tu jeszcze zwrócić uwagę na związaną z tym postępem sprawę ciągłego zmagania się z czasem. Globalizm otworzył drogę do zmian ilościowych i jakościowych osiąganych najniższym kosztem i najszybciej jak jest to możliwe. Maksymalizacja wytwarzania i posiadania, gdzie większa ilość oznacza postęp pojęty jako wzrost dobrobytu w jak najszybszym czasie. Charakteryzuje się to prawdziwym pędem do osiągania coraz większej szybkości pracy, komunikacji i przepływu informacji. Szybko to znaczy nowocześnie, to dominujący wzorzec współczesności. Zauważamy tu wyczerpanie temporalne i życie w ‘długiej teraźniejszości’, w kulturze natychmiastowości opartej na chronocentryźmie[38].

Po Europie i świecie krąży dzisiaj „widmo nadmiaru i braku. Żyjemy w epoce wszystkiego i niczego, w epoce kultury-spektaklu-przebrania, w epoce, w której wszystko jest na sprzedaż”[39].

Globalizacja skutkuje bezrobociem na niespotykana dotąd skalę. Siła ludzka jest eliminowana z procesu produkcji, bowiem maszyny produkują szybciej i dokładniej, a poza tym postęp techniczny powoduje, że wystarcza, by 20 procent społeczeństwa było produktywne, i to wystarczy, by zapewnić utrzymanie na podstawowym poziomie pozostałym 80 procentom[40]. Parcie na szybki postęp powoduje rozwój gospodarki automatycznych technologii, co oznacza koniec pracy[41]. Ten szybki i masowy wzrost bezrobocia jest niebezpieczny dla społecznej stabilności, bo praktycznie powoduje stopniowy zanik siły roboczej i to staje się podstawowym problemem stworzonym przez globalizację we współczesnym świecie. To właśnie idea postępu globalnego doprowadziła do powstania   enklaw niewyobrażalnego bogactwa i tych gett ubóstwa.

Bezrobocie i życie w nędzy prowadzi do frustracji, społecznej destabilizacji, otwartej agresji oraz do rozwoju patologii społecznej i przestępczości, która też rozwija się a bardzo szybkim tempie i ma zasięg globalny. Ta segregacja przestrzenna na enklawy bogactwa, getta ubóstwa, obszary chronicznego bezrobocia i rosnąca globalnie przestępczość jest jak tykająca bomba, która nie wiadomo, kiedy wybuchnie, a wszystko na to wskazuje, że wybuchnie na pewno, bo nie da się tego ani globalnie zmienić ani kontrolować. Globalizacja w świecie bez granic jest ułudą i zafałszowaniem obrazu świata i nie wiadomo, dlaczego zamyka się oczy na nowo tworzące się i pilnie strzeżone granice enklaw najbogatszych.

Wydawałoby się, że rewolucja informatyczna zmniejszy przepaść między światem bogatych i biednych, ale tak do końca nie jest. Rewolucja informatyczna pogłębia procesy globalizacyjne, pogłębia też przepaść pomiędzy krajami mającymi dostęp do sieci informatycznych i co za tym idzie do informacji, a tymi krajami, którzy tego dostępu nie mają. William Wresch pisze o tym tak:, „ Jeśli informacja to ostatni pociąg odjeżdżający w XX wieku, to wydaje się, że na peronie zostaje wielu ludzi i całe regiony świata. Ci, którzy zostają w tyle, wiedzą, że nie mają powodu do świętowania „rewolucji informatycznej”. Ekoturyści mogą przyjechać do nich na pustynię na kilka dni, ale są wystarczająco poinformowani, by wsiąść do powrotnego samolotu, gdy tylko nadejdą deszcze”[42]. Tubylcy pozostają zostawieni sami sobie.

Nowe technologie informatyczne nie rozwiązują, ale wręcz zaostrzają największe problemy socjalne i nierówności w dzisiejszym świecie, pisze w recenzji książki Wrescha[43] C. Diane Martin – Szef ACM – Special Interst Group on Computers and Society. Do naszego współczesnego światowego języka weszły już takie pojęcia jak: digital divide – cyfrowy podział, information rich/ information poor – informacyjnie bogaci/informacyjnie biedni, disconnected- odłączeni, co świadczy o tym, jak bardzo podzielony jest świat. Hedley używa pojęcia informacyjny apartheid, co oznacza całkowite wykluczenie znacznych obszarów świata z przemian technologicznych i pokazuje też, jakie korzyści ekonomiczne i cywilizacyjne czerpie z tego ta cywilizowana część świata[44].

Wydawałoby się, że globalna cyberprzestrzeń otwiera się na cały świat, ale to jest tylko taka możliwość, a służy ona jedynie państwom najbogatszym i to kosztem tych biednych, co skutkuje podziałem świata na „kilka całkowicie odrębnych kręgów, wzajemnie nieprzekraczalnych i dających swym uczestnikom całkowicie różne możliwości kręgów. W miejsce globalnej wioski powstanie raczej rzeczywistość cyfrowego feudalizmu”[45]..

 

2.5.2.     Bieda w czasach ‘globalnego postępu i wzrostu dobrobytu’.

Celowo bierzemy tu w nawias wyrażenie ‘globalnego postępu i wzrostu dobrobytu’, bo tak chcą widzieć problem globalizacji wszyscy ci, którzy są po drugiej stronie, czyli po stronie bogatych, dla nich przyśpieszanie i rozwój globalizacji, to ‘wzrost globalnego postępu i dobrobytu’, ale tak nie jest. Majątek 358 miliarderów jest równy dochodom 2, 3 miliarda ludzi, to jest 45% całej ludności świata[46], a przepaść między bogatymi i biednymi w przyśpieszonym tempie się pogłębia. Victor Keegan nazywa to współczesne przetasowanie bogactw ‘nową formą rozboju drogowego’[47], a John Kavanagh z Instytutu Badań Politycznych w Waszyngtonie pisze o tym tak: „Globalizacja jest w rzeczywistości paradoksem: przynosząc wielkie korzyści nielicznym, wyklucza lub marginalizuje dwie trzecie ludności świata”[48]. Ten globalny postęp i wzrost dobrobytu, otwarty świat bez granic z możliwością nieograniczonego poruszania się nie jest dla wszystkich obywateli świata. Jest tylko dla wybranych elit. Zygmunt Bauman dzieli obywateli świata na turystów i włóczęgów[49]. Turyści, to elity korzystające ze wszystkich dobrodziejstw tego świata, a włóczędzy skazani są na tułaczkę ‘za chlebem’ i nigdzie nie są oni mile widziani. W 1975 roku pod opieką Wysokiej Komisji do spraw Uchodźców przy ONZ było dwa miliony przymusowych emigrantów, a w 1995 roku było ich już dwadzieścia siedem milionów. Turysta jest nieosiągalnym marzeniem włóczęgi, a włóczęga jest koszmarnym snem turysty. Granica między turystą a włóczęgą w tym niepewnym świecie jest płynna, wszyscy mogą stać się włóczęgami, faktycznie lub potencjalnie.

Bogaci się bogacą, a biedni biednieją i rozszerzają się obszary nędzy. Jest bardzo dużo prac opisujących zjawisko biedy we współczesnym świecie, w świecie ‘globalnego postępu i wzrostu dobrobytu’[50].

Lucyna Kulińska[51] nazywa to „biedą w czasach globalnej obfitości”, i to wydaje się być najtrafniejszym określeniem. Wszystko wskazuje na to, że w erze globalnego postępu i wzrostu dobrobytu wzrastają dysproporcje ekonomiczne pomiędzy jednostkami, grupami społecznymi i państwami, a globalizacja pozwala na przyśpieszony wzrost bogacenia się najbogatszych, a prawie dwie trzecie ludności świata spycha na margines społeczny. Ludzie zmuszeni są poszukiwać pracy, często zmieniać miejsce zamieszkania, odrywać się od swoich korzeni, kultury, religii i rodziny i skazani są na pustkę i osamotnienie. 

John Maynard Keynes mówił w swoim wystąpieniu w 1923 roku tak: „Kapitalizm nowoczesny jest zupełnie areligijny, pozbawiony więzi wewnętrznych, niewiele ma ducha społecznego i jest często, choć nie zawsze, tylko zbiorowiskiem ludzi, którzy posiadają lub dążą do posiadania”[52]. Wiek XXI z pewnością będzie można nazwać wiekiem powrotu wielkiej biedy i wielkiej rzeszy ludzi zbędnych, za których nikt nie chce wziąć żadnej odpowiedzialności.

We współczesnym, nowoczesnym świecie nie da się pogodzić nędzy z głoszonym humanizmem. Współczesny świat musi się kierować „ładem rozumnym”[53], który muszą stworzyć ludzie. Biedni, enklawy nędzy w świecie są zagrożeniem dla świata, a głównie dla tych, którzy profitują z globalnego postępu i którym wzrasta dobrobyt. Nie da się już dłużej udawać, że pozbawianie rok w rok pracy milionów ludzi na świecie i skazywanie coraz większej rzeszy ludności na nędzę, odbędzie się bez powstawania zagrożenia i nowych problemów. Ubóstwo generuje przestępczość. Nazywamy to kryminalizacja ubóstwa.

Wiemy jak czują się bezrobotni, biedni bądź wykluczeni w globalnym świecie postępu i dobrobytu, ale świat najbogatszych bynajmniej nie jest taki jak go sobie ci biedni wyobrażają. Bieda zwiastuje złe nowiny bogatym, puka do ich drzwi, daje o sobie znać i powoduje, że bogaci czują się zagrożeni, niepewne jest ich bezpieczeństwo, dobrobyt nietrwały i zagrożony, a spokój zakłócony[54]. Bogaci nie mogą mieć komfortu duchowego, bo czują się zagrożeni i muszą się odgradzać i chronić w stworzonych dla siebie twierdzach[55] z całodobową ochroną, a biedni nie mogą mieć komfortu duchowego żyjąc w nędzy i niepewności jutra.

 

2.6. Globalizacja i globalny terroryzm oraz inne zagrożenia.

 

Globalizacja niesie za sobą coraz większe zagrożenia dla jednostki, dla niewinnych cywilnych ludzi z powodu globalnego terroryzmu, rozgrywek mafijnych, łatwości dostępu i rozprzestrzenianie się handlu narkotykami, handlu ludźmi, narządami ludzkimi itp.

Globalizacja sprzyja globalnemu terroryzmowi, a wykrycie sprawców jest bardzo skomplikowane i trudne. „Nowe propozycje przepisów europejskich przyjmują, jako definicję terroryzmu ‘czyn popełniony przez jedną osobę lub grupę przeciw jednemu bądź więcej krajom, ich instytucjom czy społeczeństwu, celem zastraszenia ich i poważnego osłabienia lub zniszczenia struktur politycznych, gospodarczych czy społecznych tych krajów’”[56].

Terrorysta działający globalnie, działa nieracjonalnie, a jego motywacje są metafizyczne i nieprzewidywalne[57]. Najgorsze jest to, że w każdej chwili są gotowi na śmierć. Obrona przed takimi terrorystami jest bardzo trudna dla współczesnego społeczeństwa otwartego głoszącego wolność i swobody obywatelskie, gdzie nie może być mowy o globalnych systemach policyjnych, które mogłyby się uporać z tym problemem. Globalizacja zmusza ludzi do „międzykulturowych relacji w stopniu, w jakim wcześniej to nie występowało”[58]. W wyniku zderzenia kultur wzrasta gwałtownie liczba konfliktów wybuchających w różnych częściach świata i tworzą się niezliczone ilości różnych ugrupowań terrorystycznych. Wzmagają się działania terrorystyczne fundamentalistycznych grup, które występują przeciwko globalnemu zalewowi zachodniej kultury.

Era globalizacji niesie za sobą erę superteroryzmu globalnego. Żadne środki zaradcze nie przynoszą oczekiwanych skutków, a terroryści zaskakują świat nowymi i coraz bardziej okrutnymi metodami[59]. W dobie globalnego terroryzmu zarówno państwa jak i jednostki wydają się być bezbronne, narasta lęk i beznadzieja.

Obok terroryzmu globalizacja sprzyja powstawaniu transnarodowych korporacji zbrodni, które są zdolne do dokonywania uderzeń na wielką skalę i które dysponują coraz bardziej niebezpiecznymi arsenałami. Państwa już nie są monopolistami, jeżeli chodzi o posiadanie armii i arsenałów broni[60]. Państwa już coraz częściej korzystają z  najemników z tych ‘prywatnych armii’.Globalny handel bronią jest w praktyce nie do skontrolowania. Długoletnia walka o globalne otwarcie wszystkich granic dla wolnego handlu odniosła sukces, ale w zakresie zagrożenia terroryzmem i możliwości działania transnarodowych korporacji zbrodni, poniosła porażkę i naraziła całą ludzkość na życie w ciągłym lęku przed tymi zagrożeniami.

Największe zagrożenia to: niebezpieczeństwo globalnego ataku terrorystycznego, tworzenie się transnarodowych korporacji zbrodni, produkcja i rozprzestrzenianie środków masowego rażenia, akty ludobójstwa oraz masowe naruszanie praw człowieka zagrażające stabilności świata. A wszystko to jest skutkiem globalizującego się świata, unifikacji i komercjalizacji kultury, tworzeniem sztucznej cywilizacji globalnej, z roku na rok zwiększającej się w coraz szybszym tempie różnicy pomiędzy bogatymi elitami i żyjących w nędzy masami, co prowadzi do zniewolenia i frustracji coraz większej idącej już w setki milionów ludzi na świecie. To właśnie wzbudza coraz większą agresje w masowej skali. I z tej agresji rodzą się zagrożenia. I jak z tym żyć?

 

3.      Zakończenie

Współczesna nauka, która przyczynia się do tej globalnej rewolucji cywilizacyjnej, a ma też niewątpliwie swoje pozytywne osiągnięcia, to jednak w ostatecznym rozrachunku przyczynia się do zniewolenia człowieka w wymiarze społecznym, rodzinnym i osobowym. Staje się narzędziem przyśpieszania zaprowadzenia cywilizacji globalnej, która likwiduje odrębności kulturowe, spłyca wymiar duchowego i suwerennego życia człowieka[61].

Nauka, postrzegając wszystko materialnie, pomaga ten świat materializować łącznie z kulturą duchową, która jest teraz materialną popkultura, a materialne widzenie człowieka i jego potrzeb, gdzie nie ma miejsca na potrzeby duchowe, bo co to jest potrzeba duchowa z materialnego punktu widzenia? -  pomaga traktować człowieka, jako środek i przedmiot do osiągania nad nim władzy i czerpania z niego korzyści. Człowiek staje się środkiem i towarem i niczym więcej.

Eliminacja kultury duchowej w tym religii, to usuwanie ostatnich przeszkód do bezproblemowego rozwoju sztucznej cywilizacji globalnej sprzyjającej tworzącej się nowej światowej oligarchii – grupy ludzi żądnych władzy nad całym światem i bezproblemowego kumulowania niewyobrażalnych zysków. Nie jest to odosobniony pogląd, że globalizacja jest największym nieszczęściem i pułapką rozwarstwiającą świat.

Zjawisko globalizacji we współczesnym świecie nie jest zjawiskiem, czy wydarzeniem naturalnym. Jest wynikiem świadomie i celowo uprawianej polityki sterowanej przez transnarodowe koncerny profitujące z tych układów. To ciche i skuteczne sterowanie spowodowało, że rządy i parlamenty konkretnych krajów krok po kroku, ustawami, umowami i postanowieniami umożliwiły transgraniczną cyrkulację kapitałów i towarów w praktyce już niemożliwą do zatrzymania. Ten ‘turbokapitalizm’[62] demontuje sprawnie funkcjonujące państwo i demokratyczną stabilność, paradoksalnie rękami wybranych demokratycznie polityków. Ta dyktatura rynku światowego nabrała przyśpieszenia wobec braku zagrożenia dyktatury proletariatu po upadku partyjnych rządów całego bloku wschodniego..

W demokratycznie rządzonych społeczeństwach nie może być mowy o ludziach wykluczonych, niepotrzebnych o surpus people – zbędnych obywatelach. To wszystko są obywatele, którzy mają swoje prawa, o które się prędzej czy później upomną. Globalizacja stała się pułapką dla demokracji. Największym zagrożeniem dla demokracji jest ogólnie panujący lęk przed biedą. 

Należy zauważyć zjawiska kontrreakcji na skutki globalizacji i przybierające na sile, odbywające się na całym świecie protesty przeciwko globalizacyjnym przemianom. W 2002 roku w Porto Alegre miało miejsce spotkanie organizacji anyglobalistycznych z całego świata zwane „szczytem ubogich”, na którym powołano forum antyglobalistyczne[63].

Globalny postęp nie niesie za sobą wzrostu dobrobytu ludzkości i co za tym idzie szczęścia i harmonii duchowej, a przewodni motyw  szefów rządów siedmiu najbardziej uprzemysłowionych krajów świata  na szczycie w Lyonie 1 996 roku, brzmiący ‘Globalizację należy przekształcić w sukces ku pożytkowi wszystkich’ wydaje się być na tym tle, który tu przedstawiono, czysta kpiną. Zauważalnym już skutkiem postępującego procesu globalizacji jest segregacja przestrzenna, separacja i wykluczenie[64].

Globalizacja niesie za sobą globalny bezład, poczucie niepewności, wprowadza ‘nowy nieporządek świata’[65], to koniec tożsamości narodowych i kulturowych i życia w wymiarze duchowym człowieka. 

Dla kondycji duchowej współczesnego człowieka największe zagrożenie, jakie niesie globalizacja związane jest z niepokojami w sferze egzystencjonalnej i wyraża się brakiem poczucia bezpieczeństwa i niepewności jutra oraz niepokojami w sferze duchowej, dysharmonią wewnętrzną, brakiem poczucia sensu istnienia i co za tym idzie brakiem poczucia szczęścia.

Wszystko wygląda na to, że globalizacja jest bardziej zagrożeniem niż sposobem na wzrost dobrobytu światowego i na naszych oczach staje się nową formą kolonializmu ekonomicznego i kulturowego, który przeradza się w coraz silniejsze i niebezpieczne konflikty zagrażające całej ludzkości.

 

Bibliografia

 

            W kolejności ukazywania się w przypisach:

 

1.      G. Ritzer, Magiczny świat konsumpcji, Warszawa 2009.

2.      G. Ritzer, Makdonalyzacja społeczeństwa. Wydanie na nowy wiek, Warszawa 2009.

3.      B. Darin, Społeczeństwo sieci, Warszawa 2008.

4.      M. Castells, Społeczeństwo sieci, Warszawa 2007. 

5.      J. Baudrillard Społeczeństwo konsumpcyjne, jego mity i struktury, Warszawa 2006.

6.      G. Debord, Społeczeństwo spektaklu oraz rozważania o społeczeństwie spektaklu, Warszawa 2006.

7.      Z. Bauman, Konsumowanie życia, Kraków 2009.

8.      Z. Bauman, Nowoczesność i zagłada, Kraków 2009.

9.      Z. Bauman,  Płynny lęk, Kraków 2008.

10.  Z. Bauman,  Płynne czasy, życie w epoce niepewności, Warszawa 2007.

11.  Z. Bauman, Płynne życie, Kraków 2007.

12.  Z. Bauman, Szanse etyki w zglobalizowanym świecie, Kraków 2007.

13.  Z. Bauman, Płynna ponowoczesność, Kraków 2006.

14.  Z. Bauman,  Ponowoczesność, jako źródło cierpień, Warszawa 2000.

15.  Z. Bauman Glokalizacja, czyli komu globalizacja, a komu lokalizacja, „ Studia Socjologiczne”, 1997, nr 3/146/.

16.  Z. Bauman,  Zbędni, niechciani, odtrąceni – czyli o biednych w zamożnym świecie w: Kultura i Społeczeństwo, Komitet Socjologii, Instytut Studiów Politycznych PAN, kwiecień-czerwiec 1998, tom XLII, nr 2.

17.  Z. Bauman, Dziura, nicość, utrapienie, „Gazeta Wyborcza”, 3-4 lipca 1999.

18.  Z. Bauman, Globalizacja, Warszawa 2000.

19.  Z. Bauman, Szanse etyki w zglobalizowanym świecie, Kraków, 2007.

20.  R. Salvadori, Mitologia nowoczesności, Warszawa 2004.

21.  A. Giddens, Nowoczesność i tożsamość, Warszawa 2001.

22.  A. Giddens,  Konsekwencje nowoczesności, Kraków 2008.

23.  R. Borkowski /red./, Globalopolis. Kosmiczna wioska. Szanse i zagrożenia, Warszawa 2003.

24.  P. Drucker, Społeczeństwo postkapitalistyczne, Warszawa 1999.

25.  B. Smart, Postmodernizm, Poznań 1998.

26.  W. Zacher /red./ Rewolucja informacyjna i społeczeństwo, Warszawa 1997.

27.  A. Toffler, Trzecia fala, Warszawa 1997.

28.  J.F Lyotard, Kondycja ponowoczesna, Warszawa 1997.

29.  Ph. Sadler, Zarządzanie w społeczeństwie postindustrialnym, Kraków 1997.

30.  Ethos nr 56, Wobec postmodernizmu, Lublin 1996.

31.  A. Kiepas, Etyka w zinformatyzowanym społeczeństwie- nowe problemy i wyzwania, w: L. Zacher (red.),  Rewolucja informacyjna i społeczeństwo, Warszawa 1997.

32.  N. Postman, Technopol – triumph techniki nad kulturą, Warszawa 1995.

33.  D. Bell, Kulturowe sprzeczności kapitalizmu, Warszawa 1994.

34.  D. Bell, The Coming of Post-Industrial Society, New York 1974.

35.  Z. Brzeziński, Between Two Ages, Nowy York 1970.

36.  M. McLuhan, The Gutenberg Galaxy, Toronto 1962.

37.  Powszechna Encyklopedia filozofii, t 3, hasło; globalizm, opr. P. Jaroszyński, Lublin 2002, s. 795-799.

38.  H.P. Martin, H. Schumann, Pułapka globalizacji. Atak na demokrację i dobrobyt, Wrocław 1979.

39.  U. Beck, Społeczeństwo ryzyka. W drodze do innej nowoczesności, Warszawa 2002 i 2004.

40.    D. Hebdige, Hiding in the Light, London 1988.

41.  Health Day Friday, April 6, 2007.

42.  D. Bianculii, Teleliteracy. Taking Television Seriously, New York 1992.

43.  D. Davis, The Five Myths of Television Power or Why the Medium Is Not the Message, Simon&Schuster 1993.

44.  J. Baudrillard, Symulakry i symulacja, tłum. Sławomir Królak, Warszawa 2005.

45.  J. Baudrillard, La Transparence du Mal. Essai sur les phénomènes extremes, Paris 1990.

46.  W. Gadowski, T. Wojciechowski, Tragarze śmierci, Warszawa 2010.

47.  R. Petrella, Une machine infernale w: „Le monde diplomatique”, lipiec 1997.

48.  J. Caroll,  Ego and Soul: A Sociology of Modern West in the Search of Meaning, Carlton North Vic 2009.

49.  S. Huntington, Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, Wyd. Muza, Warszawa 1997.

50.  A. Bronk, Krajobraz postmodernistyczny, „Ethos” 9 (1996), nr 1-2.

51.  S. Brand, Długa teraźniejszość, Warszawa 2000.

52.  M. Bradbury, Doctor Criminale, Poznań 1996.

53.  J. Rifkin, Koniec pracy, Wrocław 2001.

54.  K. Doktorowicz, Świat bez pracy – przyszłości społeczeństw informacyjnych Warszawa 1999.

55.  L.W. Zacher, red., Rewolucja informacyjna i społeczeństwo, Warszawa 1997.

56.  W. Wresch Disconnected. Havens and Have- nots in the Information Age, New Brunswick 1996.

57.  A. Hedley, The Information Age: Apartheid, Cultural Imperialism, or Global Village?, w: “ Social Science Computer Review”, vol. 17, nr 1 , Spring 1999.

58.  UNDP Human Development Report/ONZ Raport o rozwoju ludzkości/ 1996, Nowy York, lipiec 1996.

59.  V. Keegan, Highway robbery by the super-rich, „the Guardian”, 22 lipca 1996.

60.  G. Balls i M. Jenkins, „ Too much for them, not enough for us” „Independent on Sunday”, 21 lipca 1996.

61.  K. Wódz (red.), W kręgu ubóstwa, Katowice 1993.

62.    S. Albinowski (red.), Bogactwo i nędza narodów: studia o gospodarce światowej XXI wieku, Warszawa 1996.

63.  P. Dobrowolski (red., i  współred. nauk. Irena Mądry), Ubodzy i bezdomni, Katowice 1998.

64.  L. C. Thurow, Przyszłości kapitalizmu, Wrocław 1999

65.  P. F. Drucker, Społeczeństwo  pokapitalistyczne, Warszawa 1999.

66.  A. Sen, Nierówności. Dalsze rozważania, Kraków 2000.

67.  D. S. Landes, Bogactwo i nędza narodów, Warszawa 2000.

68.  G. Soros, Kryzys światowego kapitalizmu, Warszawa 2000.

69.  F. P. Fitoussi, P. Rosanvallon, Czas nowych nierówności, Kraków 2000.

70.  M. Hirszowicz i E. Neymana Zbędni, biedni, niebezpieczni, „Kultura i Społeczeństwo” , numer 2, Katowice 1998.

71.  G. Gilder, Bogactwo i ubóstwo, Poznań 2001.

72.  Ch. Murray, Bez korzeni. Polityka społeczna USA 1950-1980, Poznań 2001.

73.  P. Dobrowolski, I. Mądry (red.), A. Zwoliński, Etyka bogacenia, Kraków 2002.

74.  J. Tomasiewicz, Wróg bez twarzy, ”Żołnierz Polski”, 2001, nr 10.

75.  B. Wildstein, Profile wieku, Warszawa 2000.

76.  A. Domosławski, Świat nie na sprzedaż. Rozmowy o globalizacji i kontestacji, Warszawa 2002.

77.  K. Jowitt, The New World Disorder, University of California Press, 1992.



[1] Zob. m.in.: G. Ritzer, Magiczny świat konsumpcji, Warszawa 2009, tenże: Makdonalyzacja społeczeństwa. Wydanie na nowy wiek, Warszawa 2009; B. Darin, Społeczeństwo sieci, Warszawa 2008; M. Castells, Społeczeństwo sieci, Warszawa 2007;  J. Baudrillard Społeczeństwo konsumpcyjne, jego mity i struktury, Warszawa 2006; G. Debord, Społeczeństwo spektaklu oraz rozważania o społeczeństwie spektaklu, Warszawa 2006; Z. Bauman, Konsumowanie życia, Kraków 2009, tenże: Nowoczesność i zagłada, Kraków 2009, Płynny lęk, Kraków 2008, Płynne czasy, życie w epoce niepewności, Warszawa 2007, Płynne życie, Kraków 2007, Szanse etyki w zglobalizowanym świecie, Kraków 2007, Płynna ponowoczesność, Kraków 2006, Globalizacja, Warszawa 2000, Ponowoczesność, jako źródło cierpień, Warszawa 2000; R. Salvadori, Mitologia nowoczesności, Warszawa 2004; A. Giddens, Nowoczesność i tożsamość, Warszawa 2001, tenże: Konsekwencje nowoczesności, Kraków 2008; R. Borkowski /red./, Globalopolis. Kosmiczna wioska. Szanse i zagrożenia, Warszawa 2003; P. Drucker, Społeczeństwo postkapitalistyczne, Warszawa 1999; B. Smart, Postmodernizm, Poznań 1998; W. Zacher /red./ Rewolucja informacyjna i społeczeństwo, Warszawa 1997; A. Toffler, Trzecia fala, Warszawa 1997; J.F Lyotard, Kondycja ponowoczesna, Warszawa 1997; Ph. Sadler, Zarządzanie w społeczeństwie postindustrialnym, Kraków 1997; Ethos nr 56, Wobec postmodernizmu, Lublin 1996; A. Kiepas, Etyka w zinformatyzowanym społeczeństwie- nowe problemy i wyzwania, w: L. Zacher, dz. cyt.; N. Postman, Technopol – triumph techniki nad kulturą, Warszawa 1995; D. Bell, Kulturowe sprzeczności kapitalizmu, Warszawa 1994; tenże: The Coming of Post-Industrial Society, New York 1974; Z. Brzeziński, Between Two Ages, Nowy York 1970, s. 9.

[2] M. McLuhan, The Gutenberg Galaxy, Toronto 1962.

[3]  Zob. Powszechna Encyklopedia filozofii, t 3, hasło; globalizm, opr. P. Jaroszyński, Lublin 2002, s. 795-799.

[4] Tamże, s. 795.

[5] Tamże  s. 797.

[6] Tamże, s. 796-797.

[7] Za: H.P. Martin, H. Schumann, Pułapka globalizacji, tłum. M. Zybura, Wrocław 1979, s. 29-30.

[8] Pisze o tym szerzej Z. Bauman w: Glokalizacja, czyli komu globalizacja, a komu lokalizacja, „ Studia Socjologiczne”, 1997, nr 3/146/, s. 53-69.

[9] U. Beck, Społeczeństwo ryzyka. W drodze do innej nowoczesności, Warszawa 2002 i 2004.

[10] Z. Bauman, Ponowoczesność…, dz. czyt., s. 45; pisze też o tym w: Dziura, nicość, utrapienie, „Gazeta Wyborcza”, 3-4 lipca 1999 roku.

[11] Zob. Forbes November 2009, największy baron narkotykowy Joaquín Guzmán  został ujęty w rankingu najbogatszych ludzi świata i mających nawiększy wpływ na świat – 41 miejsce na 67, za:http://en.wikipedia.org/wiki/Joaqu%C3%ADn_Guzm%C3%A1n_Loera   – skopiowano 17.8.2010,

http://news.bbc.co.uk/2/hi/americas/7938904.stm   – skopiowano 17.8.2010

[12]  Second Life -  darmowy, wirtualny świat, udostępniony publicznie w 2003 roku. To jest swego rodzaju gra,    gdzie zawarte są narzędzia, umożliwiające użytkownikom- ‘mieszkańcom’ modyfikację świata Second Life. Pod koniec sierpnia  2007 roku, według oficjalnych danych, zarejestrowanych było ponad 9 mln graczy, z czego około 1,5 mln aktywnych w ciągu ostatnich 60 dni. Second Life jest darmową platformą, umożliwiającą wykupienie płatnego konta premium, oferującego dodatkowe możliwości jakimi są np. możliwość zakupu własnej wirtualnej wyspy czy otrzymywanie okresowego wirtualnego kieszonkowego w tamtejszej walucie – Linden Dollars (Ls, L$) więcej:  – http://pl.wikipedia.org/wiki/Second_Life  – skopiowano 17.8.2010  

[13] Zob. R. Borkowski, (red.), Globalopolis. Kosmiczna wioska. Szanse i zagrożenia, Warszawa 2003, s.37.

[14] Zob. A. Bronk, Krajobraz postmodernistyczny, „Ethos” 9 (1996), nr 1-2, s. 20, 90.

[15] Zob. H-P Martin, H. Schumann, Pułapka globalizacji. Atak na demokracje i dobrobyt, Wrocław 1999, s.8-9.

[16] Zob. Z. Bauman, Globalizacja…dz. cyt., s. 29.

[17] Zob. D. Hebdige, Hiding in the Light, London 1988, s. 18.

[18] Health Day Friday, April 6, 2007.

[19] Zob. D. Bianculii, Teleliteracy. Taking Television Seroiusly, New York 1992; D. Davis, The Five Myths of Television Power or Why the Medium Is Not the Message, Simon&Schuster 1993.

[20] Zob. H-P Martin, H. Schumann, Pułapka …dz. cyt., s.19.

[21] R. Borkowski, (red.), Globalopolis…dz.cyt.,, s.24.

[22] Zob. J. Baudrillard, Symulakry i symulacja, tłum. Sławomir Królak, Warszawa 2005.

[23] J. Baudrillard, La Transparence du Mal. Essai sur les phénomènes extremes, Paris 1990, s. 16.   

[24] W. Gadowski, T. Wojciechowski, Tragarze śmierci, Warszawa 2010, s.7, 30,73,255.

[25] Zob. Z. Bauman, Globalizacja…dz. cyt., s.94.

[26] Pisze o tym profesor r. Petrella z Katolickiego Uniwersytetu w Lovain w artykule Une machine infernale w: „Le monde diplomatique”, lipiec 1997, s. 17.

[27] R. Borkowski, (red.), Globalopolis…dz. cyt., s.110.

[28] Zob. J. Caroll,  Ego and Soul: A Sociology of Modern West in the Search of Meaning, Carlton North Vic 2009.

[29] Zob. H-P Martin, H. Schumann, Pułapka…dz. cyt.,, s. 12.

[30] Zob. Powszechna Encyklopedia filozofii, t 3, hasło; globalizm, opr. P. Jaroszyński, Lublin 2002, s. 797.

[31] Zob. H-P Martin, H. Schumann, Pułapka…dz. cyt., s.218-220.

[32] Zob. R. Borkowski, (red.), Globalopolis… dz. cyt., s.19-20.

[33] Za:  H.P. Martin, H. Schumann, Pułapka… dz. cyt., s. 9.

[34] Zob. S. Huntington, Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, Wyd. Muza, Warszawa 1997

[35] Pisze o tym H.P. Martin, H. Schumann w: Pułapka… dz. cyt.

[36] Zob. R. Borkowski, red., Globalopolis… dz. cyt., s.97.

[37] Zob. A. Bronk, Krajobraz postmodernistyczny, „Ethos” 9 (1996), nr 1-2, s. 79-100.

[38] Zob. S. Brand, Długa teraźniejszość, Warszawa 2000, s. 30-35.

[39] M. Bradbury, Doctor Criminale, Poznań 1996, s. 189, 298.

[40] Zob. R. Borkowski, (red.), Globalopolis… dz. c, s.21

[41] Zob. J. Rifkin, Koniec pracy, Wrocław 2001, i K. Doktorowicz, Świat bez pracy – przyszłości społeczeństw informacyjnych, w: L.W. Zacher, red., Rewolucja informacyjna i społeczeństwo, Warszawa 1997, s. 59.

[42] W. Wresch, Disconnected. Havens and Have- nots in the Information Age, New Brunswick 1996, s. 136.

[43] Tamże.

[44] A. Hedley, The Information Age: Apartheid, Cultural Imperialism, or Global Village?, w: “ Social Science Computer Review”, vol. 17, nr 1 , Spring 1999, s. 78-87.

[45] Zob. R. Borkowski, red., Globalopolis…. dz. cyt, s.145.

[46] UNDP Human Development Report/ONZ Raport o rozwoju ludzkości/ 1996, Nowy York, lipiec 1996r.

[47] Zob. V. Keegan, Highway robbery by the super-rich, „the Guardian”, 22 lipca 1996.

[48] Cyt. za: G. Balls i M. Jenkins, „ Too much for them, not enough for us” „Independent on Sunday”, 21 lipca 1996.

[49] Zob. Z. Bauman, Globalizacja… dz. cyt., s.92-119.

[50] Zob. K. Wódz (red.), W kręgu ubóstwa, Katowice 1993;  S. Albinowski (red.), Bogactwo i nędza narodów: studia o gospodarce światowej XXI wieku, Warszawa 1996; Ubodzy i bezdomni, Katowice 1998; L. C. Thurow, Przyszłości kapitalizmu, Wrocław 1999;  P. F. Drucker, Społeczeństwo  pokapitalistyczne, Warszawa 1999; A. Sen, Nierówności. Dalsze rozważania, Kraków 2000; D. S. Landes, Bogactwo i nędza narodów, Warszawa 2000; G. Soros, Kryzys światowego kapitalizmu, Warszawa 2000; F. P. Fitoussi, P. Rosanvallon, Czas nowych nierówności, Kraków 2000; Miesięcznik „Kultura i Społeczeństwo” , numer 2 z 1998 roku poświęcony aspektowi biedy i numer 1 z 2000 roku , artykuł M. Hirszowicz i E. Neymana Zbędni, biedni, niebezpieczni; G. Gilder, Bogactwo i ubóstwo, Poznań 2001; Ch. Murray, Bez korzeni. Polityka społeczna USA 1950-1980, Poznań 2001; P. Dobrowolski, I. Mądry (red.), A. Zwoliński, Etyka bogacenia, Kraków 2002.

[51] Zob. R. Borkowski, (red.), Globalopolis… dz. cyt., s.146.

[52] Tamże, s.149.

[53] Pisze o tym Z. Bauman w arykule: Zbędni, niechciani, odtrąceni – czyli o biednych w zamożnym świecie w: Kultura i Społeczeństwo, Komitet Socjologii, Instytut Studiów Politycznych PAN, kwiecień-czerwiec 1998, tom XLII, nr 2.

[54] Zob. Z. Bauman, Szanse… dz. cyt. s.16.

[55] Już 10% populacji amerykanów – 28 milionów ludzi obwarowało się w strzeżonych osiedlach i budynkach,

    a na prywatną ochronę obywatele amerykańscy wydają dwa razy więcej pieniędzy niż całe ich państwo

    na policję. Pisze o tym L. Thurow, Przyszłości kapitalizmu, Wrocław 1999.

[56] Zob. R. Borkowski, (red.), Globalopolis… dz. cyt., s. 266.

[57] Zob. J. Tomasiewicz, Wróg bez twarzy, ”Żołnierz Polski”, 2001, nr 10.

[58] Zob. B. Wildstein, Profile wieku, Warszawa 2000, s. 23-30.

[59]Zob. R. Borkowski, (red.), Globalopolis.. dz. cyt., s.249-267.

[60] Tamże, s. 272-273.

[61] Zob. Powszechna Encyklopedia filozofii, t 3, hasło; globalizm… dz,. cyt., s. 798.

[62] Terminem tym posłużył się ekonomista amerykański E. Luttwak w 1995 roku, za: H-P Martin, H. Schumann, Pułapka globalizacji. Atak na demokracje i dobrobyt, Wrocław 1999, s. 14.

[63] Zob. A. Domosławski, Świat nie na sprzedaż. Rozmowy o globalizacji i kontestacji, Warszawa 2002.

[64] Zob. Z. Bauman, Globalizacja … dz. cyt., s. 7.

[65] Zob.  K. Jowitt, The New World Disorder, University of California Press, 1992.

 za: http://katedra.uksw.edu.pl/ramka.htm

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/05/urszula-wolska-negatywne-skutki-wybranych-zjawisk-zwiazanych-z-globalizacja-w-swiecie-dla-kondycji-duchowej-wspolczesnego-czlowieka/feed/ 47
Alicja Kondraciuk: Skarżył się Skarga czasu swego http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/05/alicja-kondraciuk-skarzyl-sie-skarga-czasu-swego/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/05/alicja-kondraciuk-skarzyl-sie-skarga-czasu-swego/#comments Sat, 05 May 2012 16:50:27 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=3611 Skarżył się Skarga  czasu swego.

Wołaj, nie przestawaj, – opowiadaj ludowi memu

złości ich, a domowi Jakubowemu grzechy ich.

(Iz. 58, 1).

Rok 2012 ogłoszono rokiem księdza  Piotra Skargi w czterechsetną rocznicę jego śmierci, bo musi nastąpić odrodzenie się narodu według myśli Skargi i kazań jego. Ojcowie nasi słuchali słów Skargi po większej części z uszanowaniem, ze zdumieniem, ale ich niestety nie strzegli – i dlatego przyszło na nas to wszystko, co Skarga przepowiadał.  Bo wiele słów Piotra Skargi, choć już od jego śmierci 400 lat upłynęło, i do dzisiejszych czasów się stosuje.

Kim był ksiądz  Piotr Skarga?

Piotr Skarga, a właściwie Piotr Powęski, był księdzem, jezuitą, który zasłynął jako najwybitniejszy kaznodzieja w dziejach dawnej Rzeczpospolitej. Był wielkim obrońcą wiary, patriotą, kaznodzieją królewskim, pisarzem i filantropem.

To, co mówił Skarga czasu swego: „Zelżony i zbluźniony jest w tym królestwie Pan Bóg nasz, Pana naszego Zbawiciela z bóstwa odzierają„, to mógłby mówić i dzisiaj. Bo i dzisiaj tak wielu bluźni Bogu, zwłaszcza w mediach, w prasie, w internecie – a i wiele książek polskich bluźni Bogu – Chrystusa Pana z bóstwa obdziera, bluźni Matce Bożej. A niektórzy Polacy z upodobaniem słuchają i czytają. Za czasów Skargi heretycy niektóre tylko prawdy wiary zaszczepiali, duch sprzeciwiania się Bogu wówczas nie śmiał jeszcze posunąć się aż tak dalece jak dziś. Dziś masoneria i bezbożność – NWO -wprost istnieniu Boga i duszy nieśmiertelnej przeczą: a są Polacy, którzy chciwie się tych dzisiejszych czasów nowinek czepiają, – i przestali chodzić na Mszę św., chodzić do spowiedzi i Komunii św., – i pacierza nie mówią, bo go może nawet nie umieją.

Narzekał Skarga na tych, którzy syny swe do szkół i ziem heretyckich posyłają. Ale w naszych czasach są tacy, którzy zaślepieni starają się o szkoły „wolne”, według ich myśli wolne, tj. w których by nie uczono religii, wolne od wszystkich wpływów Boga, pierwowzoru i twórcy wszelkiego dobra, podległe za to wszystkim wpływom złym i prowadzącym do zguby – wszak to postmodernizm jest czysty. Słowa, którymi Skarga karcił rozpustę wielu, i swawole i nieczystość i niewstydy ludzi młodych, którymi się cała ziemia zaraziła, i dziś można na głos powtórzyć, bo i dziś rozpusty niemało, a u wielu młodych zepsucia tyle, że zachodzi obawa, by od niego nie skarłowaciały pokolenia.

A podnietą do rozpusty są dziś prograny telewizyjne, reklamy, literatura pornograficzna i ilustracje wstyd obrażające, często kabarety i filmy i teatrzyki, a czasem nawet pleno titulo teatr, który powinien być przybytkiem sztuki. Tego Skarga nie przewidział, a na to zło – jakże trudno według słów jego – o jakiekolwiek ukrócenie, o jakie prawo i jakie forum albo jaki trybunał!

A już, co mówił Skarga o katolikach bojaźliwych i małego serca, którzy się ku obronie czci Boga nie zapalają i zelum nie mają; co mówi o różnych wyborach, że zejdzie się na nie kilkuset katolików, a 10 albo mniej niekatolików, i ci katolików ustraszą i swego wybiorą, a katolicy zakrzyczeni śmiech z siebie robią: to najbardziej mógłby w naszych czasach powtórzyć. Przyjdź czcigodny Piotrze Skargo do miast naszych i powtórz te święte słowa swoje, by się zawstydzili ci, którzy przy różnych wyborach postępowali sobie nie po katolicku i niepatriotycznie, aby się zawstydzili a na przyszłość poprawili!

Skarżył się Skarga czasu swego:

„Miłujecie pożytki swoje pojedynkowe, a pospolite burzycie; choćby Rzeczpospolita przepadła, o to nie dbamy, byle nasze zbieranie całe było i co dzień się szerzyło”.

Do tych, którzy tak czynili, czy dzisiaj nie są podobni ci, którzy dobra ziemskie lub kamienice i przedsiębiorstwa po miastach dla większego zysku sprzedają obcym – Żydom zwłaszcza? Skarży się na zbytek, marnotrawstwo wielu: a dziś życie nad stan, wygórowana ambicja, lekkomyślność, a także lenistwo i niepilnowanie interesu, ile majątków do upadku przywodzi! Żali się, że po wszystkich głowach jeździ łakomstwo: a dziś czy po wielu głowach nie jeździ łakomstwo, czy jego owocem nie bywają defraudacje  i  afery rozliczne? Karci Skarga surowo niezgodę, rozterki i swary w narodzie, na Sejmach i poza nimi; im szczególniej upadek Polski, który przewidywał, przypisuje. A dziś także ile u nas niezgody i rozterek, ile stronnictw i partii i partyjek, czego przyczyną albo upór i niewyrozumienie dla zdania drugich, albo zgoła chęć korzyści własnych!

Nie poprawiliśmy się więc jeszcze z wielu grzechów, które Skarga karci. A póki nie nastąpi narodu odrodzenie, nie może też przyjść jego zmartwychwstanie. Póki grzeszymy, nie może stać się nad nami zmiłowanie Pańskie. Potrzeba nam więc pokuty i odrodzenia!

Zatem słusznym by było, by podjąć nabożeństwo z okazji czterechsetnej rocznicy śmierci Skargi miało charakter nabożeństwa pokutnego, byśmy na końcu tego nabożeństwa zaśpiewali pieśń pokutną: „Przed oczy Twoje Panie winy nasze składamy” i potem słynne nasze suplikacje:

święty Boże, święty mocny, święty a nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami!’”

I tę pieśń pokutną śpiewać jęcząc będziem:

Przed oczy Twoje Panie winy nasze składamy, a karanie, które za nie odbieramy, przyrównywamy. Jeżeli uważamy złości, któreśmy popełnili, mniej daleko cierpimy, aniżeliśmy zasłużyli. Cięższe to jest, do czego się znamy być winnymi, a lżejsze to, co ponosimy. Karę za grzechy dobrze czujemy, a przecież grzeszyć poprzestać nie chcemy”.

Tak dotąd było, że chociaż karę za grzechy czuliśmy i ciężko, nie chcieliśmy poprzestać grzeszyć. Lecz już Ci przyrzekamy, że grzeszyć poprzestaniemy!

Oto nas masz korzących się Tobie, Wszechmogący Boże; wiemy, że jeżeli miłosierdzie nie odpuści, sprawiedliwość Twoja słusznie nas zagubić może!”

Racz nam tedy dać, o co prosimy, lubośmy nie zasłużyli!” – Racz nam dopomóc łaską Swoją, by naród się odrodził, i racz nam dać – zmartwychwstanie! A gdy kochana nasza Polska się odrodzi, przyrzekamy Ci, że nadal przez grzechy gniewu Twego na Ojczyznę naszą wywoływać nie będziemy, by wolność Ojczyzny naszej ziemskiej stała się nam zakładem wolności, którą synowie Boży mają w niebie, by Ojczyzna nasza ziemska stała się nam drogą i bramą do celu wszystkich rozumnych istot stworzonych, do Ojczyzny niebieskiej! widząc, jako wielu siebie samych tylko i pożytek swój miłuje, a o dobro powszechne, o Ojczyznę nie dba, uczy rodaków miłości Ojczyzny. Mówi:

„Która jest pierwsza i zasłużeńsza Matka, jak Ojczyzna, która jest gniazdem wszystkich matek i powinowactw waszych i komorą dóbr waszych wszystkich. Ona wam wiarę katolicką, przez którą do wiecznej Ojczyzny przychodzimy, przechowała…, kapłany wam i Biskupy i duchowne pasterze daje…, wszczepiła tu ołtarz służby Bożej i ofiar przedziwnych, z których wam ubłaganie Boskie zawżdy płynie. Ta Matka Ojczyzna wszczepiła wam i dochowała majestat królewski, który jest ozdobą wszystkich dóbr waszych…, podała wam złotą wolność, iż tyranom nie służycie, jeno bogobojnym panom i królom, których sobie sami obieracie…, dała wam pokój, jakiego wiele królestw nie mają…, i sławę wojenną, która się tych wieków najbardziej za szczęśliwym królów panowaniem podniosła…, rodzi wam mężne i mądre i szczęśliwe hetmany, mocne i nieustraszone rycerstwo i lud taki, na który się nieprzyjaciele oglądają. Cóż wam więcej uczynić mogła? Oną miłując, sami siebie miłujecie”.

Uchylając trumny wieka…

Istnieją dowody, że podczas każdorazowego otwierania trumny Piotra Skargi SJ ludzie, wykorzystując okazję, wynosili kawałki kości, tkanin, czy części zmurszałego drewna. Jedni robili to z pobożności inni z ciekawości2. Powstała nawet pogłoska, że jezuitę pochowano za życia. Nie stwierdzono dokładnie, kiedy to inne ułożenie zwłok zauważono. Może komuś zależało na tym, aby w to uwierzono i rozpowszechniono pogłoski o tym, że podczas pogrzebu znajdował się on w stanie śmierci klinicznej.Jego pracowite życie i powołanie jezuity wywoływało zazdrość, nie tylko wśród tych z którymi współpracował. Do dziś budzą kontrowersje, a przede wszystkim niepokój jego działania na rzecz umacniania jedności społeczeństwa i ostrzegania przed zagrożeniami płynącymi z zewnątrz. Wszędzie tam, gdzie w grę wchodzi zaangażowanie w roztropną troskę o dobro wspólne, powstaje podejrzliwość, a z czasem i niechęć. Powstały liczne plotki oraz pogłoski na temat życia znanego jezuity i trwają po dzień dzisiejszy. Skarga był niewygodny nie tylko dla protestantów. Jako nadworny kaznodzieja Zygmunta III Wazy mógł narazić się swoją działalnością szlachcie oraz władzy kościelnej wspieranej przez Habsburgów. Należal do zwolennikiów ograniczenia wpływu sejmu i umocnienia władzy królewskiej, co także nie było po myśli niektórym ówczesnym politykom.

Gdyby Skarga żył dziś, to na polu pracy apostolskiej by działał. 

Tak myślę, że Skarga podejmowałby te same prace, które go angażowały ówcześnie. Z pewnością zmieniłby się styl jego wystąpień, natomiast pozostałoby umiłowanie Kościoła i Ojczyzny oraz troska o ubogich. Niewątpliwie coraz większe oddzielenie państwa od Kościoła utrudniałoby mu podejmowanie funkcji mających jakieś znaczenie polityczne, ale działalność pisarską i wychowawczą mógłby pełnić dzisiaj z powodzeniem.

]]> http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/05/alicja-kondraciuk-skarzyl-sie-skarga-czasu-swego/feed/ 46 Stanisław Papież: Sojusz giełdy z telewizorem czyli o potrzebie deateizacji http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/04/stanislaw-papiez-sojusz-gieldy-z-telewizorem-czyli-o-potrzebie-deateizacji-3/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/04/stanislaw-papiez-sojusz-gieldy-z-telewizorem-czyli-o-potrzebie-deateizacji-3/#comments Sun, 29 Apr 2012 21:18:39 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=3567  

Świat w którym dzisiaj żyjemy jest zderzeniem dwóch przeciwstawnych światopoglądów: modernizmu i wiary – pisał przed laty XX wieczny odkrywca  św. Tomasza z Akwinu E. Gilson. Kiedy szukamy  przyczyn  zrozumienia obecnego stanu rzeczy w Polsce warto zwrócić uwagę na fakt, który często  znika z horyzontu naszego poznania. Komunizm został rozmontowany i zastąpiony modernistycznym liberalizmem ponieważ okazał się mało efektywnym narzędziem ateizacji współczesnego świata . Prometejskie mity o szczęśliwym świecie przyniesiono do naszego Kraju w opakowaniu demokratycznym  jako architekturę Nowego Porządku Świata.. W oparciu o niego zainstalowano w Polsce odcięty od archetypu  Polskości model społeczno-polityczny, który słusznie został nazwany „sojuszem giełdy i telewizora” .Dla realizacji tego celu utworzono telewizyjny sektor-info-rozrywkowy, który miał być kreatorem jak i o czym Polacy mająmyśleć. Jednak sterowanie medialne życiem Narodu połączone z ideologicznym relatywizmem poznawczym i moralnym, zasilanym ideologią ekonomizmu przeżywa swój kryzys. Polska coraz bardziej jest świadoma  w jakim kierunku zmierzają liberalni architekci rządzący naszym krajem..Jest nim proces ateizacji naszego kraju i coraz bardziej serwilistyczne podporządkowanie strukturom międzynarodowym.. Życie społeczne polityczne uległo swoistej postmodernistycznej apatii w wyniku psycho-socjo -technicznych manipulacji dokonywanych. przez polsko-języczne   nośniki medialne .Pomimo tego, Polacy  w coraz większym stopniu zaczynają reagować. Reakcja jest zawsze objawem życia..W dzisiejszej naszej sytuacji ważne jest to, aby owa reakcja była realistyczna – ukazująca wszystkim nam cel ku jakiemu powinna zmierzać Polska. Problem jest o tyle ważny ze współczesne programy partii politycznych lewicy czy prawicy budują politykę na ruchomych piaskach doraznych gier czy przepychanek politycznych. Reakcja Polska na ten stan rzeczy powinna sięgać sprawa fundamentalnych dla duchowo-materialnego bytu narodu.

Ruch społeczny „Błękitna Polska” ma szansę zaproponowania Polakom taki właśnie realistyczny model reakcji. Wbrew współczesnej  modzie zadaniem podstawowym jest odbudowanie kultury Polskiej – wolnej od ateistycznej czy agnostycznej indoktrynacji. Proces deateizacji kultury powiniem obejmować wszystkie aspekty życia . Naród zawsze żyje w oparciu o kulturę, jako uprawę ludzkiej duszy ( cultura animi) W tym obszarze warto zwrócić uwagę na odbudowanie, niszczonych przez lata więzi społecznych. Dla realizacji tego celu warto tworzyć lokalne środowiska kulturotwórcze w postaci znanych z naszej tradycji świetlic czy ośrodków Kultury. W oparciu o integracje społeczną wokół konkretnych zadań tworzyć strukturę edukacyjną w postaci Wszechnic Narodowych czy innych form samokształcenia. Edukacja katolicka i narodowa jest bowiem podstawą dla wszelkich działań zmierzających do odrodzenia Narodu Polskiego. W tej perspektywie warto postulować powrót do klasycznego modelu edukacji współdziałając  z istniejącymi inicjatywami edukacyjnymi. Pietą achilesową rozwoju kultury i świadomości narodowej jest dostęp do mediów, które w dzisiejszym świecie odgrywają rolę znaczącą. Jednak i tutaj możemy wiele zrobić. Polska katolicka i narodowa może nawet w tych warunkach poczynić znaczące działania. Powinniśmy zmierzać do budowy własnych mediów audio-wizualnych, realizując  filmy i reportażea następnie zamieszczać je na kanałach internetowych  i szeroko rozpowszechniać dostępnymi metodami technicznymi. Nasze środowisko Fides et Ratio w Krakowie od kilku lat już to realizuje.. Mamy nadzieje  ze inne środowiska narodowe i katolickie dostrzegą potrzebę tworzenia wolnych katolickich mediów w naszym kraju, Zintensyfikowanie takich działań pozwoli w coraz większym stopniu mówić nam wszystkim własnym głosem, odwracając    wzrok od oficjalnej „bestii” medialnej

 

 

Z realizacji kultury narodowej wynikają także działania ekonomiczne. Świat dzisiejszy w oparciu o ekonomię buduje swój nowy porządek, narzucając jednowymiarowy model gospodarki oparty o liberalizm gospodarczy .z pominięciem rozwoju życia osobowego człowieka ( personalizm) a zwłaszcza życia rodzinnego. Lansowanemu modelowi ekonomizmu – warto przeciwstawić zdroworozsądkowy model ekonomiczny – dystrybucjonizm, który szczególnie po pierwszej encyklice społecznej Leona XIII „Rerum Novarum” naznaczony został  przez wybitnych katolickich myślicieli takich jak K. G. Chesterton, H. Bellock, a w Polsce wybitny działacz ruchu narodowego Adam Doboszyński. Model gospodarki oparty o odczytanie natury ludzkiej chroni nas przed aberracjami dzisiejszego wielowymiarowego zniewolenia przez ekonomizm. Gospodarka dla człowieka, nie dla ideologii – powinna znaleźć dzisiaj także swoje znaczące miejsce i twórcze rozwinięcia. Jednak aby uniknąć pułapek dzisiejszego świata w postaci mamonizmu, kultu złotego cielca, a tworzyć rzeczywistość ekonomiczną dla człowieka w oparciu o prawdę i dobro warto przyjąć horyzont myślenia trafnie zaproponowany przez jednego z współczesnych myślicieli – „Kwestie gospodarcze są kwestiami politycznymi, polityczne moralnymi, a kwestie moralne duchowymi”

Tekst został zamieszczony w specjalnym numerze „Błękitna Polska” przygotowanym na zjazd Katolickiej Polski 28 kwietnia 2012

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/04/stanislaw-papiez-sojusz-gieldy-z-telewizorem-czyli-o-potrzebie-deateizacji-3/feed/ 0