Jeśli rzucimy okiem na historię krytyki demokracji, szybko uprzytomnimy sobie, że w całym gąszczu wielkich i małych zarzutów przeciw ustrojowi, gdzie suwerenem jest demos, znajdziemy dwa o charakterze zasadniczym, które przewijają się zawsze i wszędzie pod różnymi postaciami i odmianami. Po pierwsze, demokracji zawsze zarzucano, że jest nieskutecznym narzędziem dla realizacji interesu państwa i dbałości o dobro wspólne. Po drugie, podnoszono zawsze, że wola większości jedynie z rzadka i przypadkowo pokrywa się z prawdą, co owocuje nieredukowalnym konfliktem demokracji ze światem wiecznych wartości. Ten ostatni konflikt zwykle kończy się porażką prawdy, czego symbolem jest uśmiercenie Sokratesa – które tak wstrząsnęło Platonem i skłoniło go do wytoczenia demokracji największego filozoficznego „procesu”, jaki widziała historia – i przegłosowanie przez suwerenny żydowski demos uwolnienia Barabasza i ukrzyżowania Jezusa. Jeśli czytamy u św. Mateusza: „Krew jego na nas i na syny nasze” (Mt 27, 25), to jest to krew na rękach demokracji, gdyż to nie żydzi jako tacy chcieli śmierci Chrystusa – wszak Apostołowie też pierwotnie byli żydami – lecz większość żydów, co wyraził akt głosowania.
Demokracja, wraz ze swoim dogmatycznym pluralizmem, stoi w radykalnej opozycji do prawdy i nigdy nie wahała się – wbrew własnym zasadom wolności słowa i głoszenia poglądów – unicestwić tych, którzy negowali jej relatywistyczny dogmat. Nie jest przypadkiem, że ideolodzy postmodernizmu – Leszek Kołakowski i Michel Foucault – zawsze twierdzili, że prawda prowadzi do totalitaryzmu, a więc każdy, kto głosi pogląd, który uważa za bezwzględnie prawdziwy, jest fanatykiem. Dlatego też demokracja – i to nie tylko późny wyraz jej dekadencji, jakim jest Adam Michnik – wyznaje zasadę, że „nie ma wolności dla wrogów wolności”. W społeczeństwach demokratycznych tych, co głoszą prawdę, morduje się (Sokrates, Chrystus); w społeczeństwach technicznych zabija się ich bardziej humanitarnie, bez robienia z nich męczenników i bez rozgłosu: nie pokazuje się ich w telewizji.
Prawda jest kwestią fundamentalną dla Kościoła, który opiera się na prawdzie. Na pytanie Piłata: „Co to jest prawda?” (J 18, 38), Chrystus odpowiada: „Jam jest droga, i prawda” (J 14, 6). Nie ma tedy Kościoła bez prawdy; jest ona wieczna – zawsze była, jest i będzie taka sama, niezależnie od czasu i miejsca. Jest faktem, że dogmaty mają swoją historię dostrzeżenia ich, opisania i ostatecznego ustalenia. Dogmaty nie są jednak tworzone przez człowieka, lecz odkrywane przezeń. Jezus z Nazaretu nie zostawił po sobie ani linijki pisma; Jego nauka była początkowo przekazywana ustnie, aż wreszcie uczniowie postanowili ją spisać. Różnice między poszczególnymi relacjami ukazują, że wiele im umknęło; zapewne wiele istotnych szczegółów uciekło nie tylko jednemu z Ewangelistów, ale wszystkim czterem. Stąd wykształciła się – rozwijająca się przez dwa tysiąclecia – Tradycja katolicka, czyli interpretacja słów Jezusa, a na podstawie tej interpretacji, całościowa nauka o Bogu, człowieku i świecie.
Tradycja katolicka nie była jednak przez ludzi wymyślana, lecz kształtowała się przez stulecia w wyniku mozolnego odkrywania przez Ojców Kościoła, doktorów, sobory i papieży szczegółów i możliwych interpretacji, które zostały przeoczone lub niedostrzeżone przez poprzednie pokolenia interpretatorów. Tradycja została niejako skodyfikowana w postaci dogmatów, stanowiących zapis odkrycia przez człowieka tego, co jest prawdą o Bogu. Dogmaty nie są rozwijane w przypadkowym kierunku; przeciwnie, rozwój ten ma charakter celowy (teleologiczny) i polega na pogłębianiu Tradycji, a nie na wymyślaniu jej. Jest faktem, że ludzki umysł – skażony grzechem pierworodnym – nie uniknął w tym pogłębianiu błędów, o czym zaświadcza historia Kościoła, pełna walki z błędami arian, donatystów, montanów, monofizytów i wielu innych, czy wreszcie protestantów i modernistów.
Rację mają teologowie, że spór z herezją ma dobre strony: zmusza do przemyślenia własnych pozycji dogmatycznych, ich coraz to nowych interpretacji, dania nowych uzasadnień. Z tych poszukiwań wyrasta dogmat w całej krasie; już nie jako niejasne przekonanie, lecz jako twierdzenie, które można udowodnić. W wyniku starcia opinii (herezji) z prawdą katolicką prawda ta jaśnieje coraz większym blaskiem i coraz bardziej poraża oczy swoim racjonalnym – a więc zrozumiałym dla ludzkiego umysłu – charakterem.
Kim jest heretyk? Jak mawiał w XVII wieku Jakub Bossuet, heretyk to „człowiek mający osobiste opinie” w kwestii wiary. Kościół przez 2000 lat zwalczał „osobiste opinie”, które rodziły się w opozycji do Kościoła (poganie) lub w jego wnętrzu (heretycy). Nie było to łatwe, gdyż wiele poglądów wydawało się równie mocno racjonalnie uzasadnionych. Kościół potrzebował tedy autorytetu o nieomylnym charakterze, który orzekłby: to jest prawda, a tamto to błąd. Jeszcze w zamierzchłej przeszłości spojrzenie, w tym kontekście, padło na biskupa Rzymu, co wyraża znana maksyma: „Roma locuta, causa finita”, a co ostatecznie usankcjonował Sobór Watykański I w postaci dogmatu – przed którym każdy katolik chyli czoło, widząc jego logiczną niewzruszoność – nieomylności papieża w kwestiach wiary i moralności.
Bez nieomylnego papieża Kościołowi groził relatywizm. Uczniowie Moliny uważają tak; Akwinaty inaczej; Augustyna jeszcze inaczej; Karola Rahnera zaś nie zgadzają się ze wszystkimi. Prawda zaczęłaby tedy podlegać dyskusjom; dogmaty raz ustalone zostałyby zakwestionowane. Jak to pośród ludzi, duch pieniactwa, pycha w postaci chęci błyśnięcia stanęłaby ponad prawdą. Ecce homo. Jak w takiej sytuacji ustalić, co jest prawdą? Trzeba by raz po raz zwoływać sobory, gdzie zgromadzeni ojcowie, większością głosów, orzekaliby, co jest prawdą, a co fałszem. „Inflacja” soborowa spowodowałyby, że w pewnym momencie postawilibyśmy sobie nieuniknione pytanie: czy to Duch Święty podejmuje tu decyzje rękami ojców, czy decydują klasyczne chwyty z dziedziny socjotechniki i marketingu? Innymi słowy: w Kościele musiałby się pojawić duch demokratycznych głosowań i towarzyszące mu jak cień poczucie relatywizmu, zmienności i historyczności wszystkich prawd.
Prawda katolicka nie jest tedy wynikiem głosowań, kompromisów, efektem posiedzeń różnorakich „komisji” i „podstolików”. W słynnej metaforze z Państwa Platona, gdy filozof (Sokrates) wychodzi z jaskini – w której siedzą powiązani ludzkimi mniemaniami ludzie i oglądają świat własnych mniemań w bladym świetle ogniska, czyli ludzkiej wiedzy – zobaczyć słońce, grecki mędrzec opisuje jak dostrzega „Ideę Dobra”, czyli „coś bliższego bytu”. To scena bardzo bliska katolickiemu pojęciu prawdy: człowiek wychodzi z mroków jaskini, aby zobaczyć prawdę w całej krasie; prawdę, którą otrzymuje w gotowej formie, nad którą się nie deliberuje, której się nie rozważa; którą można jedynie podziwiać. Katolicyzm daje człowiekowi formułę: otwieramy katechizm i jesteśmy jak Sokrates po wyjściu z jaskini. Oto prawda jest przed naszymi oczami.
Gdy Sokrates wraca do jaskini i objawia ludziom to, co zobaczył, wtedy – wedle Platona – „gdyby ludzie tylko mogli coś wziąć w ręce i zabić go, to na pewno by go zabili”. Kim są ci „ludzie”? To masa, tłum. Większość. Demokracja zabiła Sokratesa, zabiła Chrystusa; demokracja zabiła prawdę filozoficzną; zabiła prawdę objawioną. Kościół katolicki dobrze zrozumiał tę absolutną antytezę pomiędzy prawdą a wolą większości. Dlatego też nigdy nie „ratyfikował” dogmatów za pomocą głosowania powszechnego. Przede wszystkim zaś nie czynił z człowieka podmiotu poznania prawdy. Podmiotem – Dawcą – prawdy zawsze był Bóg za pośrednictwem objawienia i Tradycji katolickiej. Człowiek jest słuchaczem, a Bóg i Kościół są tu prelegentem. Człowiek nie dyskutuje, nie zgłasza uwag, nie wysuwa zastrzeżeń; nie polemizuje i nie mędrkuje, a jedynie wsłuchuje się i przyjmuje prawdę za swoją lub ją odrzuca, stając się poganinem lub heretykiem.
To logiczne, jedynie prawowite katolickie rozumowanie odrzucił ze wzgardą modernizm, który Ojcowie Święci potępiali w Syllabusie (1864), Pascendi (1907), Lamentabili (1907) i Humani generis (1950). To ten sam modernizm, który Pius IX wrzucił w Syllabusie do jednego worka z masonerią i komunizmem, potępiając wspólnie „socjalizm, komunizm, tajne stowarzyszenia, towarzystwa biblijne, liberalne stowarzyszenia duchownych”. Czego chciały owe „liberalne stowarzyszenia duchownych”? Chciały odwrócić rozumowanie katolickie: Bóg i Jego Kościół nie miałyby już więcej być absolutnym dawcą prawdy, a człowiek jedynie słuchaczem. Modernizm to upodmiotowienie człowieka w miejsce Boga: człowiek już nie słucha Tradycji, przestaje traktować Magisterium jako rzecz daną odgórnie; człowiek zażądał prawa do oceny, czy dawana mu przez Kościół prawda rzeczywiście jest prawdziwa. Bóg przestaje być podmiotem dającym prawdę. Pojawił się sędzia, który stwierdza, że ma prawo zbadać, czy prawda katolicka nie jest zafałszowana. Sędzia ten rzekomo ma specjalny przyrząd do badania, co jest prawdą, a co nią nie jest. Ten przyrząd to ludzki rozum. Zasada zwana w XIX wieku mianem libre examen (swobodne badanie).
Zasada libre examen była przez stulecia potępiana przez Kościół, gdyż jej fundatorzy zapominali o jednej rzeczy: człowiek jest skażony grzechem, który padł nam na rozum i dlatego, gdy nasi przodkowie zjedli zakazany owoc, odkryli swoją (intelektualną) nagość. Ponieważ ludzki rozum jest skażony grzechem, to nie może samodzielnie – bez pomocy autorytetu wyposażonego w prawdę objawioną – dojść, czym jest prawda. Jeśli nawet niektórym mędrcom udaje się dojść do niektórych prawd wiary, to tabuny innych wyrażą w tej samej kwestii odmienną opinię. A jak zdecydować, co jest prawdą, gdy jest mnogość opinii, a brak autorytetu? W demokratycznym głosowaniu. Tak, ale głosowanie nie ustala co jest prawdą, lecz to, co większość uważa za prawdziwe.
Potępiana przez stulecia zasada libre examen – kryjąca się pod formułą tłumaczoną na język polski jako „własna rozwaga” – stała się fundamentem nauczania duszpasterskiego Soboru Watykańskiego II; na niej ufundowane są Dignitatis humanş i Gaudium et spes. Kościół posoborowy najwyraźniej zatracił pewność, że posiada prawdę daną mu odgórnie. W konstytucji Lumen gentium prawda już tylko „trwa” w Kościele. Prawda jest prawdą nie ze względu na jej dawcę (Boga), lecz ze względu na jej odbiorcę (człowieka). To my, ludzie, winniśmy zadecydować, czy uważamy, że prawda głoszona przez Kościół jest prawdziwa, czy też ma ona charakter, którą modernizm określa mianem „bycia” (Heidegger), lub też postać „historyczną” (Maritain). Dlatego też sobór uważa, że „prawdy trzeba szukać w sposób zgodny z godnością osoby ludzkiej i z jej naturą społeczną, to znaczy przez swobodne badanie przy pomocy Magisterium, czyli nauczania, przez wymianę myśli i dialog, przez co jedni drugim wykładają prawdę, jaką znaleźli albo sądzą, że znaleźli, aby nawzajem pomóc sobie w szukaniu prawdy”. Jeśli już do niej dojdziemy, to na mocy „osobistego przeświadczenia”.
Ta antropocentryczna formuła przeniesiona została także na prawdy polityczne, które – wedle dokumentów soborowych – człowiek samodzielnie „odkrywa (…) w głębi sumienia”. Sobór głosi, że „człowiek może zwracać się do dobra tylko w sposób wolny. Wolność tę wysoko sobie cenią nasi współcześni i żarliwie o nią zabiegają. I mają słuszność. (…) Godność człowieka wymaga, aby działał ze świadomego i wolnego wyboru, to znaczy osobowo, od wewnątrz poruszony i naprowadzony, a nie pod wpływem (…) przymusu zewnętrznego” (GS 17). Pluralizm i ideologia praw człowieka prowadzą ojców do pochwały „prawa do swobodnego zrzeszania się, stowarzyszania, wypowiadania swoich poglądów” (GS 73). Demokratyzacja zostaje uznana za istotę lewicowo pojętego „postępu”, gdyż umożliwia zagwarantowanie praw mniejszościom… religijnym! Zarazem „potępia się wszelkie formy ustroju politycznego, panujące w niektórych krajach, które krępują swobodę obywatelską lub religijną” (GS 73), czyli takie, gdzie obywatele nie uczestniczą „w wyborze władz” za pomocą instrumentu, jakim są „partie polityczne”, „a już nieludzką jest rzeczą, gdy władza polityczna przybiera formy totalitarne lub dyktatorskie, które naruszają prawa jednostek lub zrzeszeń społecznych” (GS 75).
Ktoś spyta: a co będzie, jeśli owa wychwalana zasada większości – gdy tłum kieruje się formułą libre examen – odrzuci prawdę, zamorduje Sokratesa i Chrystusa? Czy gdy demokracja uśmierci ostatniego katolika, to Ewangelia i Tradycja katolicka nadal będzie prawdą? Na to sobór nam nie odpowiada, trzeba zwrócić się o to z pytaniem do redakcji dodatku „Arka Noego” w „Gazecie Wyborczej”. Nikt tak dobrze jak piszący tam ludzie nie rozumie wszak „ducha soborowego”.
Pukanie do drzwi. Otwieram je. W drzwiach stoi uśmiechnięty, młody ksiądz. W kapeluszu, długim płaszczu. Na myśl przychodzi mi Don Camillo – wygląda zupełnie jak on. Nasz synek jest wyraźnie zaciekawiony. Księdza w takim ubraniu jeszcze nie widział. Witamy naszego gościa. Ksiądz Tomasz jest otwarty, pogodny. Siadamy przy stole i zaczynamy rozmowę. Jakbyśmy się znali od dawna. Rozmawiamy o Mszy prymicyjnej w Chełmie Śląskim, o prymicjach w Warszawie, które za kilka dni. I w końcu pada to pytanie: – Jak to się stało, że Ksiądz znalazł się we Włoszech? Ksiądz Tomasz ożywia się…
Ta historia zaczęła się w 1976 roku. Wtedy mały Tomek przyszedł na świat. A potem było przedszkole, szkoła, pierwsze przyjaźnie, pierwsze samodzielne wakacje. To co zapewne każdy z nas przeżywał. Osiemnastoletni Tomasz też miał swój świat. Wyjechał do rodziny do Zakopanego. Pracował w niezbyt chlubnym miejscu. Nocny klub. Alkohol, kobiety lekkich obyczajów, podchmieleni panowie. Tomasz był barmanem. – Pracowałem tam, przyglądałem się tym dziewczynom – to były Ukrainki i zastanawiałem się, dlaczego to robią – zaczyna swoją opowieść x. Tomasz. – Kościół? Bywałem na Krzeptówkach. Podobało mi się, bo można było służyć do Mszy w góralskim stroju. Moja rodzina jest mieszana: tata jest Ślązakiem a mama pochodzi z Podhala, więc trochę się z góralami utożsamiałem. Ale ta moja ministrantura była raczej z powodu tego stroju, niż z chęci stania przy ołtarzu.
Te odwiedziny u Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach zaowocowały długimi rozmowami z koleżankami z pracy. – Tłumaczyłem im, że to nie jest życie. Pytałem, dlaczego to robią. Kiedyś zapytałem też, czy są ochrzczone. Nie były. Te długie rozmowy doprowadziły do tego, że i dziewczyny zaczęły się zastanawiać. Nawet przyszły kilka razy do kościoła. A jedna z nich – tego dowiedziałem się później – chodziła na spotkania przygotowujące do chrztu. Być może została ochrzczona? Tego nie wiem. Poszedłem wtedy do seminarium.
- Jak do tego doszło?
To był 1995 rok. Po Polsce pielgrzymowała Matka Boża Fatimska – figura, koronowana przez Jana Pawła II. Na Krzeptówkach wizyta miała się odbyć 3 grudnia. – Nie wiem dlaczego, ale czułem, że muszę tam być – wspomina x. Tomasz. – Coś mnie tam pchało, ciągnęło. Poszedłem do szefa i poprosiłem, czy mógłbym się zwolnić na dwie godziny. Szef zapytał po co? – Chcę pójść przywitać figurę Matki Bożej Fatimskiej – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Popatrzył na mnie, jakbym co najmniej postradał rozum. Ja, barman z nocnego klubu, chciałem pójść przywitać Matkę Bożą. Wyśmiał mnie, ale pozwolił pójść. Poszedłem. W kościele panował półmrok. Światła były zgaszone, a na środku stała Ona! Pamiętam dokładnie. Oświetlały ją reflektory, a figura dosłownie tonęła w kwiatach. Wszędzie unosił się zapach lilii. Padłem na kolana. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. To było takie silne jak rażenie pioruna. Nie wiem kiedy przeleciały te dwie godziny, o które poprosiłem szefa. Nie pamiętam nawet jak minęła noc. Trwałem na kolanach, wpatrzony w jej twarz. Nie mówiłem nic, ale w środku, we mnie kłębiły się tysiące myśli. Wyszedłem z kościoła dopiero rano, by poszukać księdza, u którego mógłbym się wyspowiadać. Do pracy w za barem nigdy już nie wróciłem. Miałem 19 lat, a czułem się, jakbym dopiero się narodził.
Ksiądz Tomasz następnego dnia wrócił znowu na Krzeptówki. – Kustosz sanktuarium, dzisiaj już śp. x. Mirosław Drozdek zauważył, że coś się ze mną dzieje. – Może powinieneś pójść do seminarium? Może to twoja droga – zasugerował. A ja chyba na to właśnie czekałem. Ksiądz Drozdek był pallotynem, więc naturalnym dla mnie wyborem było seminarium pallotyńskie. Tak się złożyło, że właśnie w Zakopanem zaczynał się miesięczny postulat. Wziąłem w nim udział i tak stałem się członkiem Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego.
To skąd wzięła się u Księdza miłość do Tradycji?
- W seminarium mieszkałem w pokoju z kolegą, który pisał pracę magisterską o Bractwie św. Piusa X. szczególnie interesował go abp Lefebvre. Jeździł do bractwa do Warszawy na ul. Garncarską i tam – nie przyznając się, że jest klerykiem i że zbiera materiały do pracy – obserwował Msze św. i działalność Bractwa. Zwoził do seminarium literaturę. Między innymi magazyn Zawsze Wierni. Kiedyś wziąłem jedne z numerów i zacząłem przeglądać. Dosłownie przeglądać. Oglądałem jedynie ilustracje i… zobaczyłem zdjęcie z Mszy odprawianej w rycie trydenckim. Popatrzyłem i pomyślałem: – Boże jakie to piękne! Jakie cudowne szaty! Tak, tak. Spodobały mi się szaty.
I po nitce do kłębka?
- To nie było natychmiastowe. Muszę tu wrócić do Matki Bożej Fatimskiej. Ja miałem do niej – i mam do tej pory – szczególne nabożeństwo. Jeszcze od x. Drozdka dostałem jej figurę – całkiem sporą, wysoką na ponad pół metra. W pokoju seminaryjnym ustawiłem ją na honorowym miejscu. Zapalałem przy niej świecę. Zbierałem niedopalone świeczki z naszego kościoła i zamiast je wyrzucać zapalałem Matce Bożej. Modliłem się do niej często, urządzałem nabożeństwa fatimskie 13 dnia miesiąca. Koledzy patrzyli na mnie trochę dziwnie. Zresztą zyskałem w seminarium przydomek Fatima. Nie bardzo mi się to podobało, ale nie zwracałem na to szczególnej uwagi. Uśmieszki kolegów zwielokrotniły się, kiedy znalazłem na strychu portret papieża Sługi Bożego Piusa XII. Przytargałem go do pokoju i zawisł na ścianie. Usłyszałem wtedy od przełożonych trochę gorzkich słów – że moja pobożność jest nieżyciowa, a stosunek do Matki Bożej fatimskiej staroświecki i kiczowaty. Ale nie przejmowałem się. Wolałem być kiczowaty i staroświecki. Niestety nie skończyło się to dla mnie dobrze. Przełożeni postanowili wysłać mnie na rok do Czarnej – pallotyni mają tam swój dom rekolekcyjny. Miałem popracować, przemyśleć pewne sprawy. Nie wiedzieli, że to zupełnie odmieni moje powołanie.
Co się stało w Czarnej?
- Pracowałem, organizowaliśmy z proboszczem różne przedsięwzięcia, czułem się tam dobrze. Mieszkało tam dwóch starszych księży. Jeden z nich jeszcze żyje – ma już 60 lat kapłaństwa. To byli bardzo pobożni kapłani. Codziennie w nocy o godzinie 2.00 wstawali z łóżek, by odprawić Mszę. Jeden szedł do kościoła, drugi do kaplicy i sprawowali Najświętszą Ofiarę. Ja nic o tym nie wiedziałem, ale pewnej nocy obudził mnie hałas na korytarzu. Słyszałem kroki, skrzypnięcia drzwi. Wyszedłem zobaczyć, co się dzieje. W kaplicy świeciło się światło. Uchyliłem lekko drzwi… Ksiądz Klemens stał przy ołtarzu – ale inaczej. Nie z tej strony, co zwykle. Zorientowałem się szybko, że odprawia Mszę taką jak przed soborem. Wykonywał piękne gesty, był skupiony i rozmodlony. Gdy mnie zobaczył, przeraził się. Jakbym nakrył go na czymś absolutnie zabronionym. Poprosił, żebym nikomu o tym nie mówił. I nie powiedziałem, ale odtąd często służyłem mu do Mszy. Odkryłem Mszę trydencką – świętą, wspaniałą Mszę, której dotychczas nie znałem. Do seminarium wróciłem po roku. Odmieniony. Choć pewnie w oczach moich kolegów i przełożonych, jeszcze bardziej „kiczowaty”. Skończyło się tak, że nie zostałem dopuszczony do wiecznej profesji, a co za tym idzie – do święceń diakonatu. Po siedmiu latach spędzonych u pallotynów zostałem z niczym. Sam.
Wrócił Ksiądz do domu?
- Nie mogłem wrócić do domu. To długa historia. Moja mama nie pogodziła się z decyzja, że chcę zostać kapłanem. Kiedy odwozili mnie do seminarium na początku mojej drogi, powiedziała, że jeśli tam wejdę, do domu nie mam już powrotu. Rozumiem ją. Miała już w myślach ułożony plan na moje życie. Żona, dzieci, dobra praca. Ja ten jej poukładany obrazek zburzyłem. I dlatego do domu nie mogłem pojechać. Zresztą, nie chciałem. Nawet nie powiedziałem rodzicom, że pallotynem już nie jestem. Kiedy wygasły wszystkie moje poprzednie zobowiązania względem Stowarzyszenia, pojechałem do Warszawy. Z figurą Matki Bożej Fatimskiej, obrazem Piusa XII i mała walizką. W Warszawie znałem tylko siostry karmelitanki z Woli. Nikogo więcej. Nie miałem żadnego pomysłu. Wiedziałem tylko jedno – chcę być kapłanem!
Co było dalej?
- Opatrzność nade mną czuwała. Siostry znały małżeństwo, które miało mieszkanie. Odremontowane, ładne. Miała w nim zamieszkać ich mama, ale nie chciała. Dali mi klucze. Mi – obcemu człowiekowi. Nie znali mnie przecież. Nie wiedzieli kim jestem. Wiedzieli tylko, że byłem u pallotynów. Ale to przecież nie oznaczało, że byłem kimś szczególnym. Ci państwo byli związani z dominikanami na Służewiu. Ja także zacząłem chodzić na Msze do dominikanów. Musze powiedzieć, że przygarnęli mnie z wielkim zawierzeniem. Tam poznałem szczególną osobę. Myślę, że dzięki niej jestem tutaj teraz. Jeden z ojców zaproponował mi, bym wstąpił do dominikanów, ale najpierw bym zapoznał się z ich Trzecim Zakonem Dominikańskim. Skierował mnie do Marii Kominek OPs, wówczas przełożonej Trzeciego Zakonu Dominikańskiego. To ona wprowadziła mnie w świat Trydentu. Opowiadała o Mszy, o soborze, o tym, jak to się stało, że teraz Mszy Wszechczasów praktycznie się nie sprawuje. A ja żarliwie chłonąłem te treści. Chciałem zostać kapłanem, chciałem sprawować liturgię w nadzwyczajnym jej rycie. Trudno było jednak znaleźć w Polsce seminarium, które przyjęłoby człowieka po przejściach, jak ja. Jeden z moich znajomych przypomniał sobie, że ma znajomego księdza we Włoszech. Zadzwonił do niego. Jego odpowiedź była natychmiastowa: – Niech przyjeżdża nawet dzisiaj. Wiadomo, we Włoszech księży brakuje. Pojechałem. Musiałem nauczyć się języka, bo włoskiego nie znałem w ogóle. Gdy już trochę go posiadłem, zacząłem kontynuować naukę w seminarium. I na nowo odkryłem moc Matki Najświętszej w jej fatimskiej figurze.
Jak to się stało?
- Byłem na parafii i przyjechał do nas jedne kolega – ksiądz. Proboszcz korzystając z okazji wyjechał, ale zapomniał o zostawieniu jedzenia dla nas. Siedzieliśmy w moim pokoju, obok stała na ołtarzyku moja figurka. A ja zastanawiałem się, co będziemy jeść. Mój kolega stwierdził: – nie przejmuj się, zjemy jakieś pomidory z mozarellą. Nie rozumiałem; – U nas nie ma pomidorów. – To może ktoś przyniesie – kontynuował kolega. – Nikt nie przyniesie pomidorów, bo wszyscy wiedza, że proboszcz nie jada warzyw. Nikt tu nigdy żadnych warzyw nie przynosi. Kolega mnie uspokajał, a ja byłem coraz bardziej wzburzony, bo zdawałem sobie sprawę z tego, że dopóki proboszcz nie wróci, a miało go nie być dwa-trzy dni, dopóty nic nie zjemy. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. W drzwiach stała kobieta, nasza parafianka z koszem pomidorów. Powiedziała, że właśnie wraca z działki, że miała ich dużo, więc przyniosła. Byłem przekonany, że mój kolega ją o to poprosił. Zapytałem więc, czy dzwonił do niej Don Francesco. Odpowiedziała ze zdziwieniem, że nie. I powiedziała, że w ogóle nie wiedziała, że tu jest. Jeszcze raz zapytałem, czy na pewno nikt ja nie poprosił o przyniesienie tych pomidorów. Przypomniałem, że przecież proboszcz nie lubi warzyw. – Wiem, powiedziała. Ale pomyślałam, że Ty je zjesz. Wróciłem na górę do kolegi. Miałem oczy wielkie i wręcz przerażone, ale on wcale się nie zdziwił. Powiedział, że kiedy biadałem nad tym co będziemy jeść, on patrzył na figurę Maryi i modlił się: Matko, spraw, by ktoś przyniósł pomidory. Nie dlatego, że mam na nie ochotę, ale dlatego, by Tomek mógł zobaczyć jak jesteś wszechmocna. Ta figura… Moim zdaniem to był jakiś cud.
I przystąpił Ksiądz w końcu do święceń diakonatu?
- To był czas przełomu przede wszystkim dla mojej mamy. W rodzinnej miejscowości dokuczano jej: – matka wiecznego kleryka. On nigdy nie będzie księdzem – słyszała. Wtedy w końcu uwierzyła, że zostanę kapłanem. I zrozumiała, że to naprawdę jest moje powołanie. Nie jakieś młodzieńcze „widzimisię”.
Przyjął Ksiądz w końcu święcenia kapłańskie…
- To był wspaniały dzień. I była ze mną Matka Boża Fatimska. Była w sposób cudowny. Muszę o tym opowiedzieć. Dużo wcześniej poznałem ludzi ze Światowego Apostolatu Fatimskiego. Spotykałem się z nimi często. Często jeździłem na spotkania z Matka Bożą Fatimską. Jeśli tylko gdzieś w pobliżu była peregrynująca figura, jechałem tam. Kiedy już było wiadomo, że przyjmę święcenia diakonatu, zadzwoniłem do nich. Wszyscy bardzo się ucieszyli i zapowiedzieli, że będą mieli dla mnie niespodziankę. Co to ma być, dowiedziałem się tydzień przed święceniami kapłańskimi. Okazało się, że dla mnie przerwali peregrynację Maryi po włoskich parafiach i przywieźli ją do mnie. Do kościoła, w którym przyjmowaliśmy święcenia. To było coś niewyobrażalnego. Maryja, ta sama, która była na Krzeptówkach, ta koronowana przez Jana Pawła II, ta która zjeździła cały świat, przybyła na moją uroczystość. Przerodziła się ona w nabożeństwo uwielbienia Maryi. Przed kościołem stała cała procesja powitalna. Biskup, proboszcz, księża ze świecami, krzyżem. Były kwiaty. Daleko na wzgórzu można było zaobserwować, jak zbliża się. Święta figura – Matka Boża. Powitano ją po królewsku – tak jak należy powitać Królową Świata. Ja szedłem z rodzicami od granic miasta. Moja mama powiedziała wtedy: – Prowadzimy cię stąd, żeby wszyscy wiedzieli, że przyszedłeś z daleka. Po mojej prawej stronie szli moi rodzice, po lewej, moi włoscy rodzice, którzy się mną zaopiekowali, kiedy przyjechałem do Italii. Moja mama powierzyła mnie im i to ona chciała, by szli razem z nami. To była tak niesamowita chwila, że trudno było powstrzymać łzy. Stałem potem w kościele i patrzyłem na Maryję. Starałem się przypomnieć sobie tę chwilę, kiedy mnie do siebie przygarnęła. Pamiętałem dokładnie Krzeptówki, kościół, noc. Ale kiedy stała się ta najważniejsza chwila? Kiedy odkryłem swoje powołanie? Nie potrafię tego czasowo zlokalizować. Czy to było od razu, po godzinie, czy po siedmiu. Nie wiem.
Uczył się Ksiądz sprawować Mszę w rycie trydenckim?
- Uczyłem się. Przystępowałem do święceń z zamiarem sprawowania jedynie takiej Mszy. Tylko w nadzwyczajnej formie. W naszej diecezji właściwie wszędzie się ją sprawuje – to teren kardynała Siri i wszyscy mają tu szczególny stosunek do starej formy Mszy. Tuz obok nas zadomowili się (na zaproszenie biskupa) mnisi z opactwa Le Barroux. Oni mnie wszystkiego uczyli. Na święceniach kapłańskich ksiądz biskup podziękował mi za moje przywiązanie do tradycji. Cieszył się, że pokochałem Msze trydencką i że taką będę sprawował. Na dowód tego, poprosił mnie, bym stanął przy nim podczas Mszy, na której wraz z kilkoma innymi diakonami przyjęliśmy sakrament kapłaństwa. Przyjechałem do Polski by odprawić Mszę w mojej rodzinnej miejscowości. Nie bez problemów, ale w końcu udało się i 6 stycznia stanąłem przed ołtarzem w kościele w Chełmie Śląskim. Niestety w tej diecezji nie można jeszcze odprawiać Mszy trydenckiej bez ograniczeń, dlatego moi rodzice postanowili zbudować obok domu kaplicę, bym mógł do nich przyjeżdżać i sprawować najświętszą ofiarę. Póki co, wznieśli niewielki ołtarz w domu.
A nowej Mszy Ksiądz nie odprawia?
- Ja nie umiem odprawiać nowej Mszy. I nie chcę umieć. Uczyłem się tylko Mszy trydenckiej.
Wkrótce wraca Ksiądz do Włoch…
- Tak. Właśnie dzisiaj dowiedziałem się, że biskup mianował mnie proboszczem aż dwóch parafii. To pokazuje najwyraźniej jak bardzo brakuje kapłanów we Włoszech. Mamy tam wiele pracy.
Ksiądz Tomasz wstał. Przypomniał sobie, że musi jeszcze kogoś odwiedzić, a zupełnie nie kontrolowaliśmy czasu. Okazało się, że siedzieliśmy tak kilka dobrych godzin słuchając niesamowitej historii życia tego młodego kapłana. Na koniec udzielił nam jeszcze prymicyjnego błogosławieństwa. Włożył płaszcz, kapelusz i wyszedł. A my zostaliśmy, rozmyślając jak Pan Bóg potrafi poprowadzić człowieka, by był w życiu szczęśliwy. Bo nie ma wątpliwości, że ksiądz Tomasz jest człowiekiem szczęśliwym.
Nova et Vetera x. Tomasz Jochemczyk
Za: Centrum Kultury i Tradycji – Wiedeń 1863 (2012.07.16)
Tekst ukazał się pierwotnie w 6 numerze Nova et Vetera. Niestety, nakład już jest wyczerpany. Za to o posłudze x. Tomasza we Włoszech i o jego staraniach na rzecz przywrócenia klasycznej liturgii do parafii, które zostały mu powierzone, przeczytać można w 9 numerze magazynu Tradycji Katolickiej Nova et Vetera.
]]>Wśród ugrupowań tradycjonalistycznych, jednym z najważniejszych, a z całą pewnością najliczniejszym jest środowisko związane z Bractwem Kapłańskim świętego Piusa X (Fraternitas Sacerdotalis Sancti Pii Decimi, FSSPX), które powstało w roku 1970, a od początku lat 90-tych działającym również w Polsce. Do języka potocznego weszło już pejoratywne określenie „lefebryści”, ukute przez przeciwników Bractwa, które odnoszone jest nie tylko do bezpośrednich zwolenników tego nurtu tradycjonalizmu katolickiego, ale często także wobec różnych konserwatywnych postaw i zachowań w środowiskach katolickich.
Założycielem Bractwa był francuski arcybiskup Marcel Lefebvre (1905-1991). Urodził się w religijnej katolickiej rodzinie mieszczańskiej w Tourcoing na północy Francji i pośród licznego rodzeństwa, miał brata, którzy został misjonarzem oraz trzy siostry, które wstąpiły do zakonów. Po ukończeniu Francuskiego Seminarium w Rzymie i uzyskaniu doktoratów z filozofii i z teologii na Uniwersytecie Gregoriańskim wstąpił w 1931 roku do Zgromadzenia Ojców Ducha Świętego, zaś w 1932 roku wyjechał na misje do Gabonu i został wykładowcą, a następnie rektorem seminarium duchownego w Libreville. W 1947 r. papież Pius XII powołał ks. Marcela Lefebvre’a na stanowisko wikariusza apostolskiego w Dakarze w Senegalu, a dnia 18 września 1947 r. odbyła się jego konsekracja biskupia. W 1955 roku dotychczasowy biskup Lefebvre objął nowoutworzone arcybiskupstwo Dakaru i został delegatem apostolskim na obszar całej francuskojęzycznej Afryki. W ciągu wieloletniej pracy misyjnej abp Lefebvre powołał do życia na podległym sobie obszarze cztery Konferencje Episkopatów i 21 nowych diecezji oraz prefektur apostolskich. Działalność Delegata Apostolskiego obejmowała również zakładanie szkół, szpitali i klasztorów. Arcybiskup pozostawał w ścisłym kontakcie z papieżem Piusem XII, u którego bywał na corocznych audiencjach. W 1962 roku abp Lefebvre powrócił do Europy, objął francuską diecezję Tulle, którą rządził przez pół roku, a następnie został wybrany (na okres 12 lat) Przełożonym Generalnym Zgromadzenia Ojców Ducha Świętego. Papież Jan XXIII powołał abpa Lefebvre na członka Komisji Przygotowawczej Soboru Watykańskiego II.
W czasie Soboru francuski hierarcha zorganizował, wraz z innymi konserwatywnymi uczestnikami Vaticanum II, zachowawczą grupę ojców soborowych Coetus Internationalis Patrum (Międzynarodowa Grupa Ojców Soborowych) kierowaną przez brazylijskiego bpa Proença Sigaud i odgrywał wiodącą rolę w jej działalności. Organizacja ta obejmowała około 250 biskupów przeciwnych głębokim zmianom w Kościele, które postulowane były przez zwolenników reform[3].
Kontrowersje wokół niektórych dokumentów soborowych nie zostały zażegnane w trakcie obrad, a znaczne poparcie, jakie uzyskali zwolennicy reform, doprowadziło do niemal jednogłośnego przyjęcia przygotowanych przez nich schematów (projektów dekumentów), po uprzednim odrzuceniu schematów tradycyjnych. Pewne zastrzeżenia wobec konstytucji o Kościele Lumen gentium starał się rozwikłać sam papież Paweł VI polecając ogłosić notę wyjaśniającą sposób rozumienia kontrowersyjnych sformułowań tego dokumentu (nota praevia). Sam abp Lefebvre nie złożył podpisów pod dwoma z 16 konstytucji, dekretów i deklaracji ogłoszonych przez Sobór[4].
W stosunku do Soboru Watykańskiego II i pod adresem reform posoborowych Bractwo św. Piusa X formułuje kilka poważnych oskarżeń[5]. Zdaniem tradycjonalistów związanych z Bractwem skoro Sobór zorganizowany został jako forum dyskusji jedynie duszpasterskich i nie skorzystał z asystencji Ducha Świętego (zapewnionej jedynie w przypadku definicji dogmatycznych), to możliwa staje się krytyka pewnych decyzji soborowych. Zdaniem konserwatywnych obserwatorów auli soborowej nacisk środków masowego przekazu, upublicznienie obrad, a w konsekwencji wystawienie uczestników Soboru na wpływy współczesnego świata umocniły liberalną mniejszość, która zyskawszy poparcie dwóch kolejnych papieży wprowadziła rewolucyjne zmiany do Kościoła rzymskiego. Podjęcie na Soborze dialogu ze zwolennikami reform działającymi w ramach Kościoła, a także poza nim, doprowadzić miało – zdaniem tradycjonalistów – do stopniowego zburzenia dawnej dyscypliny i przeniknięcia do Kościoła orientacji protestantyzującej katolicyzm od samego szczytu hierarchii aż do poszczególnych wiernych. W ich oczach: upadek dyscypliny doprowadzić zaś miał do swobodnego rozwoju oddolnych ruchów zmierzających do głębokiej reformy Kościoła sprzecznej z jego niezmienną istotą. Tradycjonaliści zauważają, że dwa ostatnie stulecia w dziejach cywilizacji zachodniej przebiegają pod rosnącym wpływem idei Rewolucji Francuskiej, które dają się streścić w haśle: „Wolność – równość – braterstwo”. W czasie Soboru rewolucyjne idee miały wywrzeć swój wpływ na Kościół, czego przez dwa wieki starali się uniknąć kolejni papieże od Piusa VI (1775-1799) aż do Piusa XII (1939-1958) surowo potępiając usiłowania zwolenników reformy Kościoła. Idee wolności człowieka bez odniesienia do Boga mają wyrażać się w deklaracji o wolności religijnej, zaś idea równości w dopuszczeniu elementów kolegializmu do monarchicznej struktury Kościoła, zaś braterstwo staje się podstawą ekumenizmu, pojmowanego jako zjednoczenie wyznań w takim Kościele, który nie jest Kościołem Rzymskim, ale koalicją suwerennych wyznań.
W dobie posoborowej abp Marcel Lefebvre, zaniepokojony gwałtowną dechrystianizacją katolickich społeczeństw, spadkiem powołań kapłańskich i zakonnych, przebudową i zamykaniem kościołów, banalizacją liturgii, a także narastaniem poglądów niekatolickich w łonie duchowieństwa i wiernych[6] wygłosił w wielu miastach świata kilkaset konferencji poświęconych zmianom zachodzącym w Kościele Rzymskokatolickim. Wydawnictwa tradycjonalistyczne opublikowały liczne książki jego autorstwa poświęcone analizie sytuacji w Kościele[7]. W związku z posoborowymi zmianami w Zgromadzeniu Ojców Ducha Świętego podjętymi przez Kapitułę Zgromadzenia, abp Lefebvre zrezygnował z funkcji przełożonego i zamieszkał w Rzymie jako kapelan klasztorny. U schyłku lat 60-tych, w atmosferze rewolucyjnych wystąpień młodzieży francuskiej, grupa konserwatywnych seminarzystów Seminarium Francuskiego w Rzymie w obliczu zmian zachodzących w ich uczelni, udała się pod opiekę emerytowanego arcybiskupa, który w szwajcarskim Fryburgu zorganizował tradycyjne seminarium duchowne za zgodą miejscowego bpa Charriére. W 1969 roku grupa wiernych nabyła likwidowany właśnie dom zakonny kanoników św. Bernarda w miejscowości Ecône, u podnóża Alp szwajcarskich, w pobliżu miasta Martigny[8]. Do Ecône przeniesione zostało następnie seminarium z Fryburga. Dnia 1 listopada 1970 r. bp Charriére erygował kanonicznie na okres 6 lat Bractwo Kapłańskie św. Piusa X. Zgodnie z prawem kanonicznym po tym okresie próbnym nastąpić mogło definitywne erygowanie Bractwa.
Papież Paweł VI wprowadził w 1969 roku tzw. Novus Ordo Missae (Nowy Porządek Mszy) przygotowany przez komisję liturgiczną kierowaną przez abpa Annibale Bugniniego. W pracach komisji wzięło udział m. in. sześciu pastorów protestanckich. Arcybiskup Marcel Lefebvre brał udział w sporządzeniu przez grupę kilkunastu teologów krytycznej analizy tego rytu, która podpisana następnie przez kardynałów Ottavianiego i Bacciego została przedstawiona papieżowi. Autorzy prosili o odwołanie decyzji wprowadzającej Nową Mszę, powołując się na poważne błędy zawarte w nowym mszale i niebezpieczeństwa wynikające z tej reformy. Protest okazał się jednak bezskuteczny[9]. Dzięki naciskom środowisk konserwatywnych udało się tylko doprowadzić do przeformułowania nowej definicji Mszy we wprowadzeniu do nowego mszału, ale sam Mszał nie został poprawiony. W 1973 roku powstało nowe seminarium Bractwa w Stanach Zjednoczonych (Armada w stanie Michigan), a w 1974 r. we Włoszech (Albano w pobliżu Rzymu). W Ecône w tym czasie studiowało już ponad 100 kleryków. Podstawą kształcenia w seminariach Bractwa jest filozofia tomistyczna i dzieła teologów przedsoborowych. Klerycy poznają liturgię Mszy Rzymskiej w rycie trydenckim. Bractwo odmawia odprawiania Nowej Mszy, ale w przeciwieństwie do środowisk sedewakantystycznych[10] uznaje ważność Mszy odprawianych wedle nowego rytu gdy zachowana jest właściwa materia, forma i intencja kapłana.
Odmowa akceptacji posoborowych zmian przez abpa Lefebvre i Bractwo św. Piusa X oraz wymierzone w jego dzialalność apele francuskich biskupów doprowadziły do tego, że komisja trzech kardynałów (wydelegowanych przez papieża Pawła VI) podjęła decyzję o rozwiązaniu Bractwa wydaną 6 maja 1975 r. Odwołanie arcybiskupa od tej decyzji skierowane do Sygnatury Apostolskiej zostało odrzucone. Kolejne święcenia kapłańskie, jakie odbyły się w Ecône już bez zgody miejscowego biskupa doprowadziły do tego, że w lipcu 1976 r. papież Paweł VI ogłosił karę suspensio a divinis zawieszającą arcybiskupa Lefebvre’a w funkcjach kapłańskich. Przełożony Bractwa nie uznał tych decyzji i nakładanych kar. Dnia 11 września 1976 został przyjęty przez Pawła VI, a 16 listopada 1978 r. przez papieża Jana Pawła II, ale konsekwentne odrzucanie reform soborowych sprawiło, że kompromis okazał się niemożliwy.
Od wielu lat bliską współpracę z Bractwem prowadzi wiele grup tradycjonalistycznych, a wśród nich zwłaszcza silne środowisko tradycjonalistyczne z brazylijskiej diecezji Campos. Wieloletni ordynariusz tej diecezji, bp Antonio de Castro Mayer zorganizował Zgromadzenie Kapłańskie św. Jana Chrzciciela Marii Vianney (União Sacerdotal S. João Batista Maria Vianney) i wziął udział w konsekracjach biskupich w Ecône w 1988 roku jako współkonsekrator[11].
Długotrwałe negocjacje Bractwa z Rzymem nie doprowadziły do ułożenia wzajemnych stosunków. Jednym z warunków pojednania stawianym ze strony Watykanu było uznanie reformy liturgicznej i wszystkich reform soborowych, ale teologowie Bractwa wyrazili pogląd, że zagrożenie dla wiary wynikające z nowego rytu uniemożliwia jakikolwiek kompromis z reformą, która – zdaniem tradycjonalistów – zbliża rzymskokatolicką liturgię do kultu protestanckiego, a wraz z innymi reformami przyczynia się do samozniszczenia Kościoła. W drugiej połowie lat osiemdziesiąttych, z powodu zaawansowanego wieku abp Lefebvre podjął decyzję o udzieleniu święceń biskupich czterem kapłanom Bractwa, nie czekając na pozwolenie Stolicy Apostolskiej, a nawet występując przeciwko formalnym upomnieniom z jej strony. Konsekracje biskupie odbyły się w Ecône 30 czerwca 1988 r. Abp Lefebvre z udziałem bpa de Castro Mayera udzielił sakry biskupiej księżom: Bernardowi Fellay, Richardowi Williamsonowi, Bernardowi Tissier de Mallerais oraz Alfonso de Galaretta[12].
Stolica Apostolska, wyrażając wstępnie zgodę na konsekracje następcy arcybiskupa dla Bractwa, odmówiła zgody na wyświęcenie wybranych przez niego kandydatów, traktując czerwcowe konsekracje jako akt schizmatycki, oznaczający w praktyce odmowę uznania prymatu papieskiego. 1 lipca 1988 r. został wydany dekret Kongregacji Biskupów stwierdzający zajście ekskomuniki wiążącej mocą samego prawa (latae sententiae), a 2 lipca 1988 r. Jan Paweł II wydał list motu proprio (tzn. ze swej własnej inicjatywy) rozpoczynający się słowami Ecclesia Dei w którym wyraził smutek z powodu konsekracji biskupich. Papież uznał konsekracje za akt schizmatycki, który sprawia, że konsekratorzy i wyświęceni biskupi podlegają ekskomunice wiążącej mocą samego prawa. W zaistniałej sytuacji Jan Paweł II postanowił powołać do życia Komisję, zwaną odtąd Komisją Ecclesia Dei, która ma umożliwić trwanie przy dawnej liturgii byłym zwolennikom Bractwa, którzy odstąpią od swego dotychczasowego przełożonego, uznając wszakże zgodność reform soborowych z „żywą Tradycją” Kościoła. 18 lipca 1988 r. grupa kapłanów i seminarzystów Bractwa, którzy opuścili abpa Lefebvre’a utworzyła, zaakceptowane w październiku 1988 r. przez Stolicę Apostolską Bractwo Kapłańskie św. Piotra (Fraternitas Sacerdotalis Sancti Petri, FSSP), kultywujące stary ryt Mszy w pełnej łączności z papieżem, akceptujące formalnie soborowe reformy i prawomocność oraz poprawność Novus Ordo Missae. Przełożonym Generalnym jest Szwajcar, ks. Joseph Bisig, były kapłan FSSPX. Pomimo licznych trudności w stosunkach z duchowieństwem Bractwo św. Piotra posiada dwa seminaria duchowne (jedno w Niemczech, a drugie w USA) i liczy około 100 kapłanów. Ze strony Bractwa św. Piusa X padają zarzuty, że za cenę ograniczonego indultu na dawny ryt, przymykając oczy na powszechne panowanie Nowej Mszy i „zgubnego” pluralizmu, Bractwo św. Piotra i jego zwolennicy, określani potocznie pejoratywnym mianem „petrystów”, zrezygnowali z walki o wyeliminowanie „modernizmu” z życia Kościoła.
Większość duchownych i świeckich zwolenników Bractwa św. Piusa X uznało, że konsekracje biskupie podjęte wbrew woli papieża uwarunkowane były stanem wyższej konieczności i nie doprowadziły do faktycznej schizmy w Kościele. Bractwo nadal się rozwija, a apostolat obejmuje kolejne państwa. Ważnym wydarzeniem było przystąpienie do Bractwa w 1996 r. emerytowanego biskupa Salvadora Lazo z Filipin. Przemiany polityczne w Europie Wschodniej pozwoliły na podjęcie działalności Bractwa również w tej części kontynentu. Arcybiskup Lefebvre do końca życia wygłaszał konferencje poświęcone sytuacji panującej w Kościele, ale z braku sił nie podróżował już po świecie aby udzielać święceń kapłańskich w seminariach Bractwa i przekazał te obowiązki wyświęconym przez siebie biskupom. Po krótkiej chorobie zmarł 25 marca 1991 r. Pogrzeb odbył się w Ecône, 2 kwietnia 1991 r. Marmurowa tablica na grobie arcybiskupa wyraża dewizę jego dzieła zachowania Tradycji w Kościele: Tradidi quod et accepi – „przekazałem to, co otrzymałem”.
Do końca życia arcybiskup Lefebvre wyrażał pogląd, że jego decyzja o udzieleniu sakry biskupiej czterem spośród kapłanów Bractwa motywowana była troską o zachowanie nieskazitelnego depozytu wiary i dyscypliny katolickiej. Zdaniem arcybiskupa było to jedyne wyjście w sytuacji gdy Jan Paweł II z całą mocą zaangażował się w promowanie nowej orientacji Kościoła. Najbardziej wyraźnym przejawem nowego ducha panującego w Watykanie było zorganizowanie w październiku 1986 r. w Asyżu modlitewnego spotkania w intencji pokoju z udziałem papieża oraz przełożonych i przedstawicieli chrześcijańskich wyznań niekatolickich i religii niechrześcijańskich. Zdaniem tradycjonalistów związanych z Bractwem zorganizowanie takiego spotkania przez Jana Pawła II i zaproszenie wyznawców innych religii do odprawienia ich własnych modlitw w kościołach katolickich stanowi akt synkretyzmu religijnego i uderza w katolicką naukę o jedynej prawdziwej religii, za którą uważa się wyznanie rzymskokatolickie.
Arcybiskup Lefebvre odrzucał zarzuty o popadnięcie w schizmę, a nakreślając obraz kryzysu panującego w Kościele, potęgowanego przez decyzje najwyższych autorytetów, powoływał się na stan wyższej konieczności. Problem ważności ekskomuniki arcybiskupa doczekał się już sporej literatury. Do najważniejszych opracowań tematu należy rozprawa licencjacka z prawa kanonicznego napisana w połowie lat 90-tych przez ks. Geralda Murraya na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Ks. Murray wykazał, że nawet subiektywne tylko przekonanie o stanie wyższej konieczności jest wystarczającym argumentem na rzecz tezy, że abp Lefevbre nie popadł w ekskomunikę. Ogłoszenie wyniku tych badań i wykorzystanie wniosków ks. Murraya przez zwolenników arcybiskupa spowodowało ostre reakcje władz kościelnych. W niedługim czasie ks. Murray ogłosił na łamach prasy katolickiej, że sformułowane wnioski należy jednak zrewidować. Odwoławszy swą tezę ks. Murray przestrzegł przed schizmą w którą jego zdaniem popadło Bractwo, ale zwolennicy Bractwa zwrócili uwagę, że uznanie rozprawy przez Uniwersytet Gregoriański dotyczyło tezy wyrażonej w rozprawie licencjackiej, a nie późniejszych odwołań i nie można zatem odrzucić dobrze udokumentowanych wyników studiów kanonistycznych ks. Murraya.
Stanowisko Bractwa wobec przemian w katolicyzmie posoborowym koncentruje się na czterech głównych zagadnieniach. Poważne kontrowersje wzbudzają: (1) reforma liturgiczna Pawła VI, (2) nauczanie o ekumenizmie i praktyka spotkań międzywyznaniowych a nawet międzyreligijnych, (3) elementy kolegializmu pojawiające się coraz częściej wśród biskupów oraz na innych szczeblach hierarchii oraz (4) wolność religijna głoszona przez Kościół i realizowana w praktyce w państwach do niedawna uważanych na mocy konstytucji za katolickie z punktu widzenia prawa.
(1) Reforma liturgiczna przeprowadzona przez papieża Pawła VI doprowadziła do wprowadzenia Novus Ordo Missae, niemal wyłącznego użycia języków narodowych w liturgii i stołów (czy tzw. ludowych ołtarzy) w miejsce ołtarzy, przy których kapłan celebruje Mszę zwrócony w stronę wiernych (versus populo) w całym Kościele Rzymskokatolickim. Msza rzymska, która była wynikiem ciągłego i jednorodnego rozwoju od czasów apostolskich,[13] została skodyfikowana w 1570 r. przez papieża św. Piusa V, a zatwierdzona w bulli Quo primum tempore, zgodnie z normami określonymi na Soborze Trydenckim (1545-1563). Kodyfikacja ta nadała jednolity charakter rytowi rzymskiemu, a zgodnie z zaleceniem wspomnianej bulli, ryt nie mógł odtąd podlegać zmianom o charakterze istotnym. Chociaż, wbrew potocznemu mniemaniu, papież Pius V nie ogłosił nowego rytu, ale skodyfikował i uporządkował tylko ryt istniejący, to jednak Msza zatwierdzona w bulli Quo primum tempore zwana jest zwykle Mszą św. Piusa V lub Mszą trydencką. Niektórzy posługują się także pojęciem rytu klasycznego, ale określenie to jest niechętnie używane przez tradycjonalistów z Bractwa, którzy uważają, że zakłada ono równorzędny charakter nowego rytu wobec rytu starego. Takiego zaś poglądu nie mogą jednak przyjąć, wyrażając opinię o zasadniczej niepoprawności teologicznej Nowej Mszy stworzonej przez komisję ekspertów z elementów dawnych i nowych.
Do czasu pontyfikatu Jana XXIII wszelkie istotne zmiany w modlitwach wchodzących w skład Mszy Rzymskiej (tzw. nigrykach), a zwłaszcza w kanonie Mszy były niedopuszczalne. Jeszcze pod koniec XIX w., pomimo próśb wielu kardynałów i biskupów, papież Leon XIII odmówił dodania do kanonu Mszy imienia św. Józefa. Zmianę tę przeprowadził Jan XXIII w 1962 r. Ogłoszenie Novus Ordo Missae spowodowało silne protesty środowisk konserwatywnych, a część argumentów krytycznych sformułowanych przez tradycjonalistów podejmowanych jest również wśród wysokich rangą hierarchów Kościoła akceptujących samą reformę posoborową. Do tych ostatnich należy również Joseph kard. Ratzinger, który podobnie jak tradycjonaliści zwraca uwagę, że nowy ryt jest nowym tworem grupy liturgistów, a nie wynikiem organicznego rozwoju, tak jak stary ryt[14]. Formułowane są argumenty o istotowej odmienności wielu aspektów nowego rytu w stosunku do Mszy Rzymskiej, a także zarzuty o poważnych błędach teologicznych rytu posoborowego wynikających z wpływów protestanckich. Tradycjonaliści uważają także, że wprowadzenie do liturgii mszalnej języków narodowych, dokonane zresztą wbrew wyraźnej woli Soboru Watykańskiego II [sic!], doprowadziło do szeregu błędów wiążących się z dwuznacznym przekładem pewnych istotnych terminów zawartych we wzorcowym wydaniu łacińskim Novus Ordo na języki narodowe[15]. Kontrowersje wzbudza wprowadzenie stołu w miejsce ołtarza i odwrócenie kapłana w kierunku wiernych, a reforma ta dopuszczona po Soborze tylko jako możliwość, stała się w praktyce normą w świecie katolickim[16]. Innym nader poważnym problemem są coraz liczniejsze nadużycia w przestrzeganiu rubryk Nowej Mszy (czyli norm określających sposób celebracji) rozpowszechnione w całym Kościele[17].
O ile zdaniem zwolenników reformy i wielu konserwatywnych katolików związanych z umiarkowanym tradycjonalizmem Ecclesia Dei nadużycia nie wypływają z nowego rytu jako takiego, a więc nie podważają wartości dokonanej reformy, to wedle zwolenników Bractwa potwierdzają tylko i potęgują szkodliwy z samej istoty wpływ nowego rytu na tak zasadnicze kwestie jak jedność Kościoła, prawowierność kultu i czystość wiary.
Trwając przy rycie rzymskim skodyfikowanym przez papieża św. Piusa V Bractwo posługuje się księgami liturgicznymi wydanymi za pontyfikatu papieża Jana XXIII w 1962 r. Jest to ostatnie wydanie Mszy trydenckiej przed reformą posoborową. Bractwo odrzuca zarówno częściowo zreformowany mszał z 1965 r., jak również nowy mszał Pawła VI z 1969 r. Środowiska tradycjonalistyczne związane z komisją Ecclesia Dei również korzystają z ksiąg liturgicznych wydanych w 1962 r. uzyskując stosowne indulty biskupów poszczególnych diecezji. Kontrowersje wśród tradycjonalistów wzbudza jednak problem tzw. birytualizmu, a więc korzystania przez tradycyjnych kapłanów z obu rytów: czy to rzymskiej Mszy św. Piusa V czy też nowej Mszy Pawła VI. Charakterystyczne jest, że konserwatywni katolicy działający w ramach kościelnych środowisk indultowych[18] napotykają z reguły na silny sprzeciw biskupów wobec swych starań o prawo korzystania z rytu trydenckiego. Z drugiej strony rozmaite eksperymenty liturgiczne, zwłaszcza w grupach młodzieżowych i w środowiskach ekumenicznych, połączone nierzadko z kontaktami międzywyznaniowymi, przebiegające często przy poważnym naruszaniu obowiązujących norm i rubryk liturgicznych traktowane są przez hierarchię znacznie bardziej przychylnie niż dążenie do zachowania starego rytu, które bywa dezawuowane jako »lefebryzm«[19].
(2) Działalność ekumeniczna w Kościele posoborowym należy do kwestii najbardziej znanych, a jednocześnie najmocniej wpływających na postrzeganie Kościoła przez współczesny świat. Pewne elementy ekumenizmu zarysowane w soborowym dekrecie Unitatis redintegratio doprowadziły w dobie posoborowej do zjawiska bez precedensu, a mianowicie do radykalnego przeformowania katolickiej eklezjologii. Tradycyjne nauczanie Kościoła Rzymskiego wywodzące się w nieprzerwanej tradycji od czasów apostolskich, przez pisma Ojców Kościoła, dokumenty soborów i papieży, wyrażało stanowisko o tożsamości Kościoła Chrystusa z Kościołem katolickim (Ecclesia catholica est Ecclesia Christi), za który uważał się Kościół rzymski[20]. Pojawianie się inicjatyw ekumenicznych w środowiskach protestanckich u schyłku zeszłego stulecia spotkało się wówczas z bardzo krytycznym potępieniem przez kolejnych papieży. W swych encyklikach papieże potępiali przejawy ekumenizmu, m. in. Leon XIII w encyklice Satis cognitum (1896), Pius XI w Mortalium animos (1928), a Pius XII w Humani generis (1950). Jako jedyną uprawnioną formę dążenia do jedności chrześcijan przyjmowano w Kościele zasadę powrotu do kanonicznej jedności z Rzymem po przez przyjęcie katolickiej dogmatyki i papieskiego prymatu, który zdefiniowany został już przez Bonifacego VIII w bulli Unam Sanctam (1302), a także w dokumentach Soboru Watykańskiego I (1869-1870).
Współczesne przeorientowanie eklezjologii katolickiej doprowadziło w praktyce do wprowadzenia specyficznie rozumianego poglądu o »trwaniu« Kościoła katolickiego w Kościele Chrystusa (Ecclesia catholica subsistit in ecclesia Christi). W myśl tej koncepcji Kościół Chrystusowy jest ontologicznie odrębny od Kościoła Rzymskokatolickiego i w Kościele Chrystusowym uczestniczy zarówno Kościół rzymski, jak również Cerkiew prawosławna, wspólnoty anglikańskie, starokatolickie, i wszystkie inne wyznania chrześcijańskie. Szerokie rozumienie terminu subsistit nie zostało nigdy oficjalnie zdefiniowane, ani przez ostatni Sobór, ani przez żadnego z posoborowych papieży, a sam termin podatny jest na odmienne interpretacje: od konserwatywnych, aż po radykalnie ekumeniczne. W praktyce posoborowej zaznaczyło się jednak odejście od tradycyjnego rozumienia istoty Kościoła, a wyrazem tego stanowiska są liczne dokumenty ekumeniczne i wypowiedzi najwyższych przedstawicieli hierarchii[21]. Tolerancja, a nawet akceptacja dla tego rodzaju pluralizmu towarzyszy paradoksalnie nader ostrym potępieniom formułowanym wobec tradycjonalistów, którzy z kolei piętnują dokonaną rewolucję jako błędną i szkodliwą.
(3) Problem kolegializmu dotyczy stopniowego odchodzenia w Kościele od ścisłych zasad indywidualnego sprawowania władzy przez poszczególnych przedstawicieli hierarchii. W miejsce monarchii papieża w całym Kościele i biskupów w swych diecezjach powstają liczne rady i organa doradcze, konferencje i synody, które stopniowo przejmują część władzy, a istniejące instytucje zmieniają zakres swych kompetencji. Bractwo ocenia ten proces jako niebezpieczne rozmywanie odpowiedzialności, przekazywanie decyzji w ręce wieloosobowych ciał i narastanie demokracji w Kościele, który tradycyjnie był traktowany jako monarchia. Zdaniem tradycjonalistów istnieje niebezpieczeństwo, że narastające wpływy wiernych w Kościele zaczną sięgać również kwestii doktrynalnych, co grozi radykalną protestantyzacją Kościoła. Rosnące wpływy oddolnych organizacji liberalnych katolików jak np. Ruch 8 maja w Holandii czy też Wir sind Kirche (Jesteśmy Kościołem) w Niemczech i Austrii wydają się potwierdzać tę diagnozę. Rewolucyjne przeobrażenia wielu wspólnot protestanckich w państwach Europy Zachodniej czy w Stanach Zjednoczonych pod wpływem nacisku liberalnych środowisk wiernych tych wyznań wskazują na sposób działania tych mechanizmów.
(4) Zagadnienie wolności religijnej jest najbardziej gorąco dyskutowanym problemem podejmowanym w sporach nad tradycjonalizmem katolickim, gdyż dotyczy nie tylko samego Kościoła, ale jego relacji do państwa i społeczeństwa. W dobie przedsoborowej obowiązywała w Kościele zasada tolerancji religijnej (tolerantia religiosa) w państwach katolickich, z wykluczeniem wszakże zasady wolności religijnej (libertas religiosa). Wedle ówczesnej nauki Kościoła, państwa złożone w przeważającej większości z katolików powinny na mocy prawa uniemożliwić wyznaniom niekatolickim sprawowanie publicznego kultu religijnego. Naukę tę
wyrażał m. in. papież Pius IX w Syllabusie (1864) czy Leon XIII w encyklice Immortale Dei (1885), a także Pius XI, ustanowiając święto Chrystusa Króla encykliką Quas Primas (1925). W trakcie obrad Soboru Watykańskiego II schemat oparty o tradycyjną doktrynę przedstawił kardynał Ottaviani, ale skrzydło reformatorskie doprowadziło do odrzucenia tego schematu i uchwalenia deklaracji o wolności religijnej Dignitatis humanae. Odrzucenie przez Sobór tradycyjnego nauczania doprowadziło do zmiany konkordatów z państwami, w których wyznanie rzymskokatolickie posiadało przywilej religii państwowej (Hiszpania, większość państw w Ameryce Łacińskiej). Zmiany te dokonały się z inicjatywy samej Stolicy Apostolskiej. Odejście od tradycyjnego nauczania w kwestii wolności religijnej doprowadziło w praktyce do masowego rozwoju wyznań niekatolickich w krajach o katolickiej dotąd większości społeczeństwa, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej, gdyż ustawodawstwo tych państw zostało zmienione, a przepisy zakazujące publicznej działalności wyznań niekatolickich – odwołane.
Bractwo św. Piusa X ostro potępia te zmiany i wyraża pogląd, że Stolica Apostolska przyczynia się w ten sposób do dechrystianizacji całych narodów i do odchodzenia milionów wiernych z Kościoła. Faktem jest, że np. w Ameryce Południowej Kościół Rzymskokatolicki opuściło po Soborze ponad 60 milionów wiernych, przechodząc głównie do wyznań protestanckich i sekt neo-pogańskich, które dotąd nie mogły prowadzić otwartej działalności misyjnej w tych państwach.
Stanowisko Bractwa wobec Soboru można określić mianem umiarkowanie krytycznego, gdyż tradycjonaliści są przekonani, że nauczanie soborowe można w większości zinterpretować w duchu Tradycji, a kilka niebezpiecznych – ich zdaniem – dokumentów, w których mają tkwić dwuznaczności określane mianem groźnych „bomb zegarowych” wymierzonych w integralność Kościoła, czy nawet wyraźne błędy, należy bezwzględnie odrzucić. Znacznie groźniejsze jest natomiast – ich zdaniem – pogłębianie się reform w okresie posoborowym, gdyż to Stolica Apostolska daje obowiązującą wykładnię dość wieloznacznej nauki soborowej zgodnie ze swym rozumieniem sytuacji w Kościele i kierunku dalszych przemian[22]. Tradycjonaliści związani z Bractwem są zdania, że pastoralny charakter ostatniego Soboru wyklucza gwarancję nieomylności jego nauczania i pozwala na przyszłą rewizję jego postanowień. Mają także nadzieję, że w przyszłości papież dokona rewizji postanowień swych poprzedników i oczyści abpa Lefevbre’a z zarzutu nieuprawnionego nieposłuszeństwa Rzymowi i schizmy. Powrót papieża do autentycznej Tradycji Kościoła, pozwoli – zdaniem zwolenników Bractwa – odzyskać Kościołowi dawną kondycję i skutecznie przeciwstawić się współczesnemu światu i jego błędom w celu nawrócenia ludzkości do Kościoła i zbawienia dusz.
Konserwatywni katolicy działający w ramach komisji Ecclesia Dei ograniczają swe zastrzeżenia wobec systemu posoborowego z reguły do kwestii liturgicznych. W innych dziedzinach starają się natomiast wskazywać na konieczność tradycyjnego interpretowania nauki soborowej. Domagają się także ukrócenia nadużyć w dziedzinie liturgii i dyscypliny, wyrażając pogląd, że tzw. autentyczne czerpanie z dorobku Soboru pozwoli opanować narastający od lat 60-tych kryzys katolicyzmu. Zdaniem tych środowisk zdecydowana większość hierarchii opowiada się za trwaniem przy dobrze pojętej Tradycji, rozważnie korzystając z osiągnięć teologii współczesnej w myśl zasady Nova et Vetera (dosłownie: rzeczy nowe i dawne) – czyli wedle tradycyjnej odnowy.
Warto zauważyć, że oficjalne stanowisko rzymskich autorytetów kościelnych w stosunku do Bractwa pozostaje w sprzeczności z ekumenicznymi zasadami obowiązującymi w Kościele posoborowym wobec niekatolickich wspólnot chrześcijańskich. O ile z jednej strony formułowane są jednoznaczne opinie odnośnie ekskomuniki abpa Lefebvre’a, to zarazem urzędowi przedstawiciele Kościoła prowadzący dialog ekumeniczny, na czele z papieżem Janem Pawłem II oraz Edwardem kard. Cassidym, przewodniczącym Papieskiej Rady do spraw Jedności Chrześcijan, podważają ważność ekskomunik nakładanych przez Kościół na różne osoby w przeszłości. Wyznania niekatolickie uczestniczące w dialogu nie odchodzą przy tym w swym nauczaniu od istotnych przyczyn doktrynalnych nałożenia tych ekskomunik, zwłaszcza w materii jurysdykcji papieskiej i dogmatów Kościoła Rzymskokatolickiego. Już w samym założeniu dialog ekumeniczny jest forum równorzędnego traktowania partnerów tych spotkań. Wyrazem ekumenicznego stanowiska posoborowego katolicyzmu jest pogląd wyrażony przez czołowego polskiego teologa ekumenicznego, o. prof. Wacława Hryniewicza OMI, który wraz z innymi teologami jest zdania, że „jedność Kościoła nie oznacza poddania stolicy rzymskiej. Potrydencka teologia głosiła, że Kościół rzymski jest jedyną »matką i nauczycielką« (mater et magistra). Pogląd ten jest niezgodny z podstawową intuicją eklezjologii Kościołów siostrzanych”[23]. Ekumeniści nie wymagają podporządkowania Rzymowi się przez wyznania niekatolickie, twierdzą natomiast, że Bractwo winne jest powrócić do posłuszeństwa papieżowi, a konsekracje biskupie dokonane bez mandatu papieskiego doprowadziły do stanu schizmy Bractwa z Kościołem. Biskupi prawosławni są natomiast uważani za pełnoprawnych biskupów siostrzanego Kościoła, chociaż wszyscy byli konsekrowani bez mandatu papieskiego i nie uznają ponadto dogmatycznego nauczania soborów, które Kościół rzymskokatolicki traktuje jako sobory powszechne.
Innym przykładem przedstawionego stanowiska jest spotkanie ekumeniczne, jakie odbyło się w lutym 1992 r. w katedrze wyznania polsko-katolickiego (Polish National Catholic Church) pod wezwaniem św. Stanisława w Scranton, w stanie Pensylwania, USA. Podczas oficjalnego nabożeństwa z udziałem biskupów – zwierzchników tej wspólnoty, kard. Cassidy ogłosił w imieniu Kościoła odwołanie ekskomuniki nałożonej w 1898 r. na ks. Franciszka Hodura (1866-1953), założyciela wspólnoty polsko-katolickiej i jego pierwszego (od 1907 r.) biskupa. Bp Hodur wyświęcił później kilku biskupów, ale przede wszystkim odrzucił dogmaty Soboru Watykańskiego I przyjmując orientację starokatolicką. Odwołanie ekskomuniki w r. 1992 nie zostało poprzedzone przez jakiekolwiek odwołanie poglądów starokatolickich przez zwierzchników wspólnoty polskokatolickiej, a biskupi rzymskokatoliccy, z kard. Cassidym na czele wyrazili wolę wymazania z pamięci nie tylko ekskomuniki, ale także zarzutów sformułowanych pod adresem wspólnoty polsko-katolickiej (zarzuty te dotyczyły herezji). Warto zauważyć, że w przypadku ekskomuniki abpa Lefebvre’a przez Stolicę Apostolską nie są formułowane ciężkie zarzuty doktrynalne (oskarżenia o herezję), a tylko zarzut nieposłuszeństwa motywowanego „niepełnym i wewnętrznie sprzecznym” rozumieniem Tradycji[24].
Oficjalny dokument dialogu katolicko-prawosławnego, deklaracja podpisana w Balamand w Libanie w czerwcu 1993 roku, nazywa obydwa wyznania „Kościołami siostrzanymi” i zobowiązuje do okazywania wzajemnego szacunku dla autorytetu biskupów obu tych wyznań przez wiernych. Sformułowania powyższe zostały użyte, pomimo faktu, że prawosławni biskupi nie uznają jurysdykcji i prymatu Stolicy Apostolskiej, a więc nauczania, które było ogłoszone dogmatycznie na Soborze Watykańskim I[25]. Konsekracje biskupie w Cerkwi prawosławnej dokonywane są oczywiście bez żadnych konsultacji z papieżem, nie wpływa to jednak w żaden sposób na dialog ekumeniczny z prawosławiem, ani na gesty przyjaźni okazywane prawosławnym biskupom przez hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego z Janem Pawłem II na czele.
W czasie swej czwartej pielgrzymki do Polski, papież Jan Paweł II w dniu 5 czerwca 1991 r. wziął udział w spotkaniu ekumenicznym z udziałem biskupów Cerkwi prawosławnej
w Białymstoku, gdzie powiedział: „widzimy jaśniej i rozumiemy, że nasze Kościoły są Kościołami siostrzanymi. Powiedzenie »Kościoły-siostry« to nie tylko zwrot grzecznościowy, ale podstawowa kategoria ekumenicznej eklezjologii. Na niej winny się opierać wzajemne relacje między wszystkimi Kościołami, w tym także między Kościołem katolickim i Kościołem prawosławnym w Polsce”[26]. Wypowiedź ta zdaje się rozszerzać zakres stosowania pojęcia „Kościołów siostrzanych” na wszystkie wyznania chrześcijańskie, a przynajmniej na główne gałęzie chrześcijaństwa: katolicyzm rzymski, prawosławie, anglikanizm, luteranizm, kalwinizm czy też starokatolicyzm.
Podkreślanie z jednej strony koncepcji Kościoła Chrystusowego pojmowanego jako organizacji religijnej, w której mają swój udział wszystkie wspólnoty chrześcijańskie[27], łączy się zwykle z akcentowaniem poglądu o schizmie Bractwa wobec Kościoła Rzymskokatolickiego i ekskomunice jego członków, chociaż pojęcie ekskomuniki eliminowane jest z teorii i praktyki dialogu ekumenicznego nawet w odniesieniu do wspólnot nader odległych od Kościoła rzymskokatolickiego. Niektórzy zwolennicy ekumenizmu rozciągają zasięg dialogu także na religie niechrześcijańskie. Działacze ekumeniczni wyrażają często stanowisko, które krótko ujęte jest w zdaniu polskiego teologa prawosławnego Jerzego Klingera, a które cytuje o. W. Hryniewicz: „w ogniu realnej obecności Chrystusa topnieją wszystkie ekskomuniki między Kościołami wszędzie tam, gdzie one jeszcze istnieją”[28]. Siłą paradoksu jedyną ekskomuniką, która nie jest oceniana w ten sposób, to ekskomunika arcybiskupa Lefebvre’a.
Stanowisko Bractwa św. Piusa X wobec przemian w Kościele krytykowane jest zarówno ze strony hierarchii rzymskokatolickiej, jak również przez umiarkowane środowiska tradycjonalistyczne związane z komisją Ecclesia Dei, a także przez bardziej radykalne ugrupowania tradycjonalistyczne, które przyjmują orientację sedewakantystyczną. O ile konserwatywni przeciwnicy Bractwa działający w ramach struktury Kościoła posoborowego zarzucają Bractwu radykalizm, to z kolei sedewakantyści podnoszą zarzuty o zbytniej ugodowości zwolenników abpa Marcela Lefebvre’a wobec „soborowej rewolucji”.
Zdaniem autorów krytykujących Bractwo z pozycji zbliżonych do oficjalnego stanowiska hierarchii rzymskokatolickiej postawa podważająca pewne decyzje Soboru Watykańskiego II jest błędem o charakterze doktrynalnym. Niektórzy formułują nawet pod adresem Bractwa nie udokumentowany niczym zarzut herezji[29], chociaż w oficjalnych dokumentach Stolicy Apostolskiej nigdy nie padło oskarżenie tej rangi, zaś Sobór Watykański II był od początku soborem pastoralnym i nie uchwalił żadnego dogmatu, którego odrzucenie mogłoby być traktowane jako herezja, ani nie wyraził żadnego nauczania w sposób ostateczny.[30] Formułowany niekiedy argument o ścisłej analogii pomiędzy krytyką Soborów Watykańskiego Pierwszego i Drugiego jest więc pozbawiony podstaw, gdyż z obu tych soborów tylko Watykański I był soborem dogmatycznym. Celem Soboru Watykańskiego II miało być przecież tylko zbliżenie ujęcia niezmiennego nauczania Kościoła do sposobu rozumienia współczesnego człowieka. Niektórzy krytycy Bractwa nie sięgają jednak wcale do problemu głębokich przemian doktrynalnych w Kościele i opozycję abpa Lefebvre’a wobec soborowych decyzji i posoborowych reform postrzegają jako jego nieuzasadnione przywiązanie do drugorzędnych, zmiennych tradycji historycznych[31].
Krytykę Bractwa św. Piusa X rozwijają przedstawiciele i zwolennicy Bractwa św. Piotra i środowisk związanych z komisją Ecclesia Dei. Zdaniem tych krytyków, zgodnie ze stanowiskiem Stolicy Apostolskiej, abp Lefebvre konsekrując czterech biskupów zdecydował się na krok jednoznacznie schizmatycki. Skoro zaistniała schizma to – zdaniem tych środowisk – wykluczone jest wszelkie poparcie dla dalszej działalności Bractwa, gdyż tylko odżegnując się od »lefebryzmu« można postępować zgodnie z wolą papieża[32].
Według zwolenników reform w Kościele, a zwłaszcza zdaniem liberalnych środków przekazu, szczególnie szkodliwe jest stanowisko Bractwa w kwestii nauki o „społecznym panowaniu Chrystusa”, gdyż nauczanie to jest uważane za radykalnie sprzeczne z porządkiem demokratycznym współczesnego świata i z zasadami wolności religijnej sformułowanymi w nauczaniu Soboru Watykańskiego II. Przywiązanie do dawnej dyscypliny i liturgii jest nierzadko piętnowane jako przejaw sentymentalizmu bądź wyraz integrystycznej postawy na rzecz upaństwowienia religii w ramach porządku charakterystycznego dla ancien regime’u, w czasach poprzedzających Rewolucję Francuską. W tym kontekście nierzadko padają również zarzuty o bezwględnej nietolerancji i „fanatyzmie” abpa Lefebvre’a i jego zwolenników.
Bractwo jest krytykowane także ze strony środowisk sedewakantystycznych. Na przykład bp Daniel Dolan, były kapłan FSSPX, a obecnie niezależny biskup sedewakantysta
konsekrowany 30 listopada 1993 r. przez bpa Marka Pivarunasa i mieszkający w USA, uważa że teologiczne stanowisko Bractwa jest fałszywe, niespójne, niekonsekwentne, a także blisko przypomina poglądy środowisk starokatolickich[33]. Wedle bpa Dolana główny błąd Bractwa to przyjęcie postawy, która polega na uznaniu papieży soborowych za legalnych następców św. Piotra, a jednocześnie odrzucenie ich nauczania w materii ekumenizmu, wolności religijnej, kolegializmu i zreformowanej liturgii co odpowiada postawie wyznań starokatolickich, które uznają papieża za biskupa Rzymu, ale odmawiają następcy św. Piotra zarówno prymatu jurysdykcyjnego nad całym światem chrześcijańskim, jak również negują nieomylność rozstrzygnięć papieskich podejmowanych ex cathedra. Zdaniem bpa Dolana jedyną konsekwentną postawą jest uznanie, że skoro Kościół jest nieomylny i jako taki nie może promulgować błędów w swym Magisterium, a papież jako Wikariusz Chrystusa nie może przecież nigdy ani popierać ani głosić herezji, to Kościół posoborowy nie jest Kościołem rzymskokatolickim, a tak zwani (wedle bpa Dolana) „papieże posoborowi” jako głosiciele herezji nie są papieżami Kościoła rzymskokatolickiego, a jedynie zwierzchnikami nowej „religii koncyliarnej”.[34] Podobne poglądy na temat sytuacji w Kościele i w odniesieniu do stanowiska Bractwa wyrażają również inni sedewakantyści.
Przedstawiciele Bractwa św. Piusa X odpierają zarzuty środowisk sedewakantystycznych twierdząc, że głęboki kryzys w Kościele nie pozbawia jednak Kościoła widzialnej głowy w osobie papieża, prawowitego następcy św. Piotra i przewidują, że proces uzdrowienia sytuacji w Kościele rozpocznie się wtedy, gdy papież powróci do tradycyjnego nauczania ponawiając potępienia błędów współczesnych obowiązujące aż do pontyfikatu Piusa XII włącznie. Zdaniem tradycjonalistów związanych z FSSPX właśnie stanowisko sedewakantystyczne grozi popadnięciem w błąd starokalicyzmu i odłączeniem od Kościoła, gdyż poza istniejącym papieżem nie ma innego Wikariusza Chrystusowego. Wedle Bractwa środowiska sedewakantystyczne zbyt jednostronnie oceniają nauczanie Kościoła posoborowego, np. w kwestii ważności sakramentów sprawowanych wedle zreformowanych rytów.
W odpowiedzi na zarzuty ugrupowań związanych z komisją Ecclesia Dei zwolennicy Bractwa twierdzą, że podstawa działania wspomnianej komisji (list motu proprio Jana Pawła II Ecclesia Dei) jest jednocześnie przekreśleniem jakiegokolwiek znaczenia katolików związanych z tą komisją dla przeciwdziałania rewolucji w Kościele. List Ecclesia Dei ogłasza bowiem, że tradycja w Kościele ma charakter żywego procesu, a nauczanie Soboru Watykańskiego II jest integralnym elementem tej tradycji. W myśl zasad wyłożonych w liście Ecclesia Dei przyzwolenie na ograniczone przecież korzystanie pewnych środowisk z dawnego rytu Mszy wiąże się nieodłącznie z akceptacją przez te środowiska zmian soborowych i posoborowych, na czele z nowym rytem Mszy, a właśnie te zmiany są przedmiotem kontrowersji. Wedle FSSPX pozwolenie na ryt trydencki w ramach posoborowego pluralizmu liturgicznego jest nieporozumieniem, gdyż pluralizm ten, czyli mnogość form pełna – zdaniem Bractwa – teologicznych błędów, pozostaje w sprzeczności z rytem trydenckim, który wyraża odmienną niż w zreformowanej liturgii koncepcję Kościoła. Możliwość zachowania dawnego rytu przy jednoczesnym uznaniu reform jest postrzegane jako kapitulacja, postawa sprzeczna wewnętrznie – uznanie rewolucji pod osłoną form pozornego konserwatyzmu.
Obecnie Bractwo św. Piusa X liczy ponad 400 kapłanów, więcej niż 200 seminarzystów i działa w ponad 50 krajach na całym świecie. Dysponuje około 700 kościołami i kaplicami, a kandydaci do kapłaństwa kształcą się w sześciu seminariach duchownych: Flavigny (Francja), Zaitzkofen (Niemcy), Ecône (Szwajcaria), Winona (USA), La Reja (Argentyna) i Goulburn (Australia). Budowane jest kolejne seminarium na Filipinach. Istnieje także kilkanaście zakonów związanych z Bractwem, do których należy kilkudziesięciu tradycyjnych zakonników i zakonnic. Bractwo posiada także dwie szkoły wyższe o charakterze uniwersyteckim (w Paryżu i Lyonie) i kilkadziesiąt szkół średnich oraz podstawowych. Można przyjąć, że liczba zwolenników Bractwa na całym świecie wynosi obecnie kilkaset tysięcy osób. Największa liczba wiernych związanych z Bractwem pochodzi ze Szwajcarii, Francji, Niemiec i Stanów Zjednoczonych. Silnym ośrodkiem tradycjonalizmu współpracującym z Bractwem jest również diecezja Campos w Brazylii, gdzie po śmierci bpa de Castro Mayera, biskupi Bractwa św. Piusa X konsekrowali jego następcę – ks. Licinio Rangel.
Przełożonym Generalnym FSSPX od roku 1994 jest bp Bernard Fellay, który rezyduje na stałe w miejscowości Menzingen w Szwajcarii. Bractwo powołuje się na jurysdykcję zastępczą jako podstawę swej działalności i nie tworzy struktur równoległych wobec istniejących diecezji rzymskokatolickich. W poszczególnych krajach funkcjonują dystrykty, domy autonomiczne i przeoraty Bractwa, pełniąc posługę wśród tych wiernych, którzy zwracają się do jego kapłanów, oczekując tradycyjnej nauki i sakramentów sprawowanych w przedsoborowym rycie rzymskim. Można stwierdzić stały wzrost aktywności i znaczenia tego środowiska tradycjonalistycznego w wielu państwach świata.
W Polsce FSSPX rozpoczęło działalność w początkach lat 90-tych. Obecnie w Warszawie znajduje się Przeorat św. Piusa X, obejmujący swym zasięgiem Europę Środkowo-Wschodnią, którym kieruje ks. Karl T. Stehlin. W warszawskim przeoracie ks. Stehlin pracuje wraz z dwoma kapłanami – ks. Anzelmem Etteltem i ks. Edwardem Wesołkiem, polskim jezuitą, który w r. 1997 opuścił swój zakon i podjął współpracę z Bractwem, a 8 grudnia 1999 r. formalnie wstąpił do Bractwa. Kapłani pełnią posługę duszpasterską w kaplicach w Warszawie, Sopocie, Bydgoszczy, Lublinie, Krakowie i Katowicach. W seminarium duchownym w bawarskim Zaitzkofen studiuje obecnie trzech Polaków. Pismem informacyjnym Bractwa w Polsce jest dwumiesięcznik „Zawsze Wierni”, który ukazuje się od 1994 r. Jego redaktorem naczelnym jest ks. Edward Wesołek. Na łamach tego czasopisma prezentowana jest działalność środowisk tradycjonalistycznych na całym świecie, przedstawiane są ważkie problemy teologiczne i historyczne oraz przejawy zmian i reform we współczesnym Kościele. Objętość dwumiesięcznika systematycznie wzrasta. Ponadto Bractwo publikuje w Polsce liczne książki we własnym wydawnictwie Te Deum, a stałą serią wydawniczą są encykliki papieży z epoki przedsoborowej. Publikacje te rozpowszechniane są również w Internecie na stronach Bractwa[35]. W ciągu ostatnich kilku lat, od momentu podjęcia działalności w Polsce, Bractwo ciągle rozwija swą aktywność, a przejawem tego rozwoju jest powstawanie nowych kaplic, wzrastająca liczba wiernych korzystających z posługi kapłanów Bractwa oraz coraz liczniejsze grono czytelników książek publikowanych przez wydawnictwo Te Deum. Wzrost zainteresowania tradycjonalizmem katolickim można także zauważyć na łamach polskiej prasy.
Trudno precyzyjnie określić liczbę zwolenników FSSPX w Polsce, ale można sądzić, że prócz około tysiąca wiernych blisko związanych z Bractwem, liczba sympatyków tego tradycjonalistycznego nurtu wynosi w Polsce kilka tysięcy osób. Na Msze odprawiane w sześciu polskich kaplicach Bractwa uczęszcza regularnie około 300 osób.
Podjęcie przez Bractwo działalności duszpasterskiej w Polsce wywołało nader ostre reakcje władz Kościoła rzymskokatolickiego w naszym kraju. Biskupi określili Bractwo mianem środowiska schizmatyckiego i zakazali wiernym korzystania z posługi kapłanów Bractwa[36]. Wyrażenie przez biskupów stanowiska o rozłamie między Bractwem a Stolicą Apostolską nie wydaje się uzasadniać tak ostrego tonu, gdyż pozostaje on w wyraźnej sprzeczności z wyrazami sympatii, okazywanymi licznym wyznaniom niekatolickim w myśl zasad regulujących stosunki ekumeniczne[37]. Na przykład w jednym z warszawskich kościołów rzymskokatolickich za zgodą władz kościelnych odbywa się regularnie msza anglikańska[38], a na Śląsku istnieją przypadki wspólnego użytkowania kościołów i kaplic przez rzymskich katolików i luteran za zgodą odpowiednich władz kościelnych. Warto zauważyć, że również w wypowiedziach polskich dostojników Kościoła na temat Bractwa stosuje się inne rozumienie Kościoła niż to, które wyznacza stosunki z wyznaniami niekatolickimi określanymi jako „Kościoły siostrzane” i głosi się zasady eklezjologii przedsoborowej w materii jedności z papieżem i dyscypliny kościelnej, a normy te są charakterystyczne przecież właśnie dla Bractwa św. Piusa X, które domaga się ich stosowania w miejsce współczesnych przepisów ekumenicznych Kościoła.
Rozwój środowisk tradycjonalistycznych we współczesnym katolicyzmie świadczy o przeświadczeniu części wiernych, iż istnieje zasadnicza sprzeczność między „nową orientacją” Kościoła w epoce posoborowej, a trwaniem przy „nienaruszonej” wierze katolickiej. Wielu tradycjonalistów to ludzie młodzi. Fakt ten dowodzi, że integryzm nie jest wyłącznie sentymentalnym przywiązaniem do minionej epoki niektórych starych ludzi, którzy nie mogą się przystosować do nowej rzeczywistości. Trwające nadal reformy Kościoła posoborowego pozwalają przewidywać, że liczba przeciwników „modernizacji katolicyzmu” będzie wzrastać, a diagnozę tę potwierdza rozwijający się apostolat Bractwa św. Piusa X w Polsce i w innych państwach.
The Society of Saint Pius X – the catholic traditional movement in the post-conciliar era.
Summary.
The paper is concerned with the history and the present activity of the Priestly Society of Saint Pius X (Societas Sacerdotalis Sancti Pii X – SSPX), founded in Switzerland in the 1970 by the late French archbishop Marcel Lefebvre (1905-1991). The autor shows how in the post-conciliar era, archbishop Lefebvre invoked the „state of necessity” to justify his extraordinary actions in the Roman Catholic Church. Despite of lacking the permission from the Pope John Paul II, archbishop Lefebvre transmitted the episcopal orders to four priests from his Society (1988). According to the catholic traditionalists, the present crisis in the Roman Church is caused by Vatican II reforms and is very grave. In the „traditional” point of view, all catholics – to „save the true faith” – should adhere to the traditional Holy Mass (so called The Mass of St. Pius V). They should reject new liturgy (so called Novus Ordo Missae, introducted by Paul VI in 1969), which is „inspired by the protestant Lord’s Supper”, and all „false ideas” of religious freedom, liberalism and ecumenism, condemned by all Popes before the Vatican Council II (for example by: Gregory XVI, Pius IX, and St. Pius X).
Episcopal consecrations without papal mandate, given by archbishop Lefebvre, were judged by the Holy See as a schismatical act. Vatican stated a schism of archbishop Lefebvre, bishop Antonio de Castro Mayer (who was a co-consecrator) and of four newly consecrated bishops. Traditionalists reject all accusations of the schism, remaining faithful to the whole catholic teachings with the excepion of the contemporary „new theology”, and conciliar reforms (aggioramento), which are known as „pure pastoral”. These reforms really and profoundly changed the Roman Catholic Church. They ackowledge John Paul II as the true Pope rejecting any idea of „sedevacantism”. On the other hand, they claim that the position taken by Society of St. Peter (FSSP) and other groups existing under the direction of the papal commision „Ecclesia Dei” is acceptation of „reforms” and „capitulation” before the „modernism”, which „infected” the modern catholic hierarchy. The Roman Catholic traditionalism has its own place in the modern catholicism though it is divided into numerous groups. Notwithstanding one of the biggest of them is the Society od St. Pius X. The author also shows traditional activity in Poland and makes a comparison between FSSPX and other conservative catholic groups in the modern world.
——————————————————————————–
[1] Syntezę przemian we współczesnym katolicyzmie, w ujęciu konserwatywnym, przedstawia jeden z soborowych ekspertów, R. Amerio, w książce Iota Unum, A Study of Changes in the Catholic Church in the XXth Century, Kansas City 1997.
[2] Jednym z ostatnich dokumentów papieskich wyrażających tą orientację jest encyklika Humani Generis papieża Piusa XII z 12 sierpnia 1950 r.
[3] O wpływie środowisk postępowych na obrady soboru por.: R. Wiltgen, Der Rhein fließt in den Tiber. Eine Geschichte des Zweiten Vatikanischen Konzils, Feldkirch 1988. Dokumenty soborowe w tłumaczeniu polskim wydane zostały przez Pallotinum: Sobór Watykański II. Konstytucje, Dekrety, Deklaracje, Poznań 1986. Tradycjonaliści zwracają uwagę na pewne nieścisłości w tłumaczeniu tych dokumentów na język polski. Podobne zarzuty formułowane są także w odniesieniu do przekładu włoskiego. Por. R. Amerio, dz. cyt., s. 473. Nb: łączna liczba ojców soborowych przekraczała 2500 osób.
[4] Były to: deklaracja o wolności religijnej Dignitatis humanae oraz dekret o ekumenizmie Unitatis redintegratio.
[5] Klasycznym przedstawieniem roli Soboru Watykańskiego II dla Kościoła w ujęciu tradycjonalistycznym jest książka abpa M. Lefebvre’a Oni Jego zdetronizowali, Warszawa 1997.
[6] Sam papież Paweł VI kilkakrotnie wyrażał swe zaniepokojenie sytuacją w Kościele posoborowym, mówiąc nawet o „samozniszczeniu Kościoła”. Jednak w przeciwieństwie do tradycjonalistów papież przeciwny był krytycznemu traktowaniu soboru i odrzucał oskarżenia stawiane pod jego adresem. Por. wykład obecnego przełożonego Bractwa św. Piusa X: B. Fellay, Kryzys w Kościele. Przyczyny i środki zaradcze, Warszawa 1996.
[7] Spośród wydanych w Polsce prac abpa Lefebvre’a por.: Oni Jego…, dz. cyt., Kościół przesiąknięty modernizmem, Chorzów-Poznań 1995; Kazania abpa Marcela Lefebvre. Dokumenty, kazania i wytyczne. Dokumentacja historiograficzna, Warszawa 1999.
[8] Por. bp B. Tissier de Mallerais, Historia kościoła w Ecône, „Zawsze Wierni”, 1999, nr 27, s. 24-29.
[9] Por. Kardynał Ottaviani, Kardynał Bacci, Krótka analiza krytyczna nowego Ordo Missae, w: S. Maessen, Hoc est enim corpus meum, Warszawa 1997, s. 94-123. Nb: Z. Zieliński, autor opracowania historycznego z dziejów Kościoła (Papiestwo i papieże dwóch ostatnich wieków, Warszawa 1983, s. 613-614) błędnie cytuje cel tej analizy jedynie jako prośby o pozwolenie zachowania starego rytu dla autorów listu, którzy wyraźnie domagali się odwołania reformy.
[10] Sedewakantyzm jest jednym z nurtów tradycjonalizmu katolickiego i charakteryzuje się głoszeniem poglądu, że ostatni papieże od Jana XXIII (względnie od Pawła VI) popadli w herezję, a w konsekwencji nie są papieżami Kościoła Rzymskokatolickiego. W związku z tym, wedle sedewakantystów, Stolica Apostolska od śmierci Piusa XII czyli od 1958 .r (lub w wyniku późniejszych posunięć Pawła VI) „opustoszała” i nadal pozostaje „nieobsadzona”. Pustostan na Stolicy św. Piotra w języku teologicznym jest określany mianem sede vacante – „tron jest pusty” i od tego określenia wywodzi się określenie całego nurtu.
[11] O tradycjonalizmie w diecezji Campos por. artykuły w: „Zawsze Wierni”, 1999, nr 30, s. 10-55.
[12] Por. F. Schmidberger, Przekazałem to, co otrzymałem. Konsekracje biskupów dokonane przez abpa Marcela Lefebvre, Warszawa 1997; „Fideliter”, 1998, nr 123, s. 1-51; „Zawsze Wierni”, 1998, nr 23, s. 10-43 (tłumaczenie artykułów z pisma „Fideliter” dotyczących konsekracji biskupów w 1988 r.).
[13] Por. A. Nowowiejski, Msza Święta, t. 1-2., Płock 1993; J. Bilczewski, Eucharystia w świetle najdawniejszych pomników piśmiennych, ikonograficznych, epigraficznych, Kraków 1898.
[14] Por.: D. J. Olewiński, W obronie Mszy Świętej i Tradycji katolickiej, Komorów 1997, S. Maessen, Hoc est enim corpus meum, Warszawa 1997, R. Coomaraswamy, The Problems with the New Mass, Rockford 1990.
[15] Por. B. Huculak, Słowo o jedności Katolickiego Kościoła Chrystusowego, Kraków 1995.
[16] Por. krytyczne opracowanie: K. Gamber, Zwróćmy się ku Panu!, Poznań 1998, (ze wstępem J. kard. Ratzingera).
[17] Na poważne nadużycia liturgiczne wskazuje m. in. Instrukcja Kongregacji Kultu Bożego Inaestimabile donum, De quibusdam normis circa cultum mysteri eucharistici, w: „Acta Apostolicae Sedis”, t. 72, (1980), s. 331-343.
[18] Nazwa ta pochodzi od indultów czyli pozwoleń biskupów na ograniczone posługiwanie się Mszałem Rzymskim w rycie trydenckim i odprawianie starej Mszy dla grup konserwatywnych katolików.
[19] Por.: bp Z. Pawłowicz, Lefebvre i lefebryści. Schizma u schyłku XX wieku, Gdańsk 1998, s. 209-210 (krytyka Bractwa św. Piotra), D. J. Olewiński, W obronie…, dz. cyt., (nadużycia liturgiczne), J. Ratzinger, Sól ziemi, Kraków 1997, s. 153: „Niestety, tolerancja nawet dla ekstrawaganckich igraszek jest u nas [w Kościele – przyp. M. K.] niemal nieograniczona, podczas gdy praktycznie nie ma czegoś takiego jak tolerancja dla dawnej liturgii. Z pewnością jest to błędna droga.“; Por. także roczniki pisma „Zawsze wierni” z lat 1997-1999.
[20] Por.: H. Hurter, Theologiae Dogmaticae Compendium, Oeniponte 1893, t. I, s. 196-454.
[21] Por.: Ku chrześcijaństwu jutra. Wprowadzenie do ekumenizmu, red. W. Hryniewicz, J. S. Gajek, S. J. Koza, Lublin 1997, passim; W. Hryniewicz, Przeszłość zostawić Bogu. Unia i uniatyzm w perspektywie ekumenicznej, Opole 1995, passim; L. Górka, S. C. Napiórkowski, Kościoły czy Kościół. Wybrane zagadnienia z ekumenizmu, Warszawa 1995, passim; H. Seweryniak, Święty Kościół Powszedni, Warszawa 1999, passim; Z. Skowronek, Światła ekumenii. Spotkania z teologią, Warszawa 1984, passim.
[22] O tradycjonalistycznym ujęciu zagrożeń soborowych por.: F. Schmidberger, Bomby zegarowe Soboru Watykańskiego II. Powszechne sobory Kościoła i problem Soboru Watykańskiego II, Warszawa 1997.
[23] W. Hryniewicz, Przeszłość zostawić Bogu, dz. cyt., s. 45.
[24] Por.: A. Hałas, B. Wołyński, Kościoły i wspólnoty chrześcijańskie. Polski Narodowy Katolicki Kościół, [w:] Ku chrześcijaństwu jutra. Wprowadzenie do ekumenizmu…, dz. cyt., s. 222-234.
[25] Por. W. Hryniewicz, Przeszłość zostawić…, dz. cyt., s. 135-142.
[26] Cyt. za: L. Górka, S. C. Napiórkowski, Kościoły czy Kościół, dz. cyt., s. 243.
[27] Por. H. Seweryniak, Święty Kościół Powszedni, dz. cyt.; W. Hryniewicz, Przeszłość zostawić…, dz. cyt.; Z. Glaeser, W jednym duchu jeden Kościół. Pneumatologiczna eklezjologia Nikosa A. Nissiotisa, Opole 1996; Z. Skowronek, Światła ekumenii, dz. cyt.
[28] W. Hryniewicz, Przeszłość zostawić…, dz. cyt., s. 167.
[29] Por. S. Grzechowiak, Ruch arcybiskupa Lefebvre’a, ku rozłamowi w Kościele posoborowym, Gniezno 1998, s. 76.
[30] Por. S. C. Napiórkowski, Jak uprawiać teologię, Wrocław 1996, s. 165.
[31] Tamże, s. 129.
[32] Por. D. J. Olewiński, W obronie…, dz. cyt., Komorów 1997, s. 117-141.
[33] Por.: Réponse de Mgr Dolan à la Fraternité Saint Pie X. Texte d’une conférence donée à l’école Saint-Joseph, à Serre-Nerpol (Isère) le 17 octobre 1999 en réponse à certaines accusationes faites par la Fraternité, Serre-Nerpol 1999.
[34] Réponse de Mgr Dolan…, dz. cyt., passim.
[35] Zob. adres internetowy http://www.piusx.org.pl.
[36] Por.: Komunikat Konferencji Episkopatu Polski w sprawie Bractwa św. Piusa X, Częstochowa 27 listopada 1998; Stanowisko Bractwa w tej sprawie por.: „Zawsze Wierni”, 1998, nr 25, s. 11-12.
[37] Por.: Papieska Rada do spraw Jedności Chrześcijan, Dyrektorium w sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu, w: „Communio, Międzynarodowy Przegląd Teologiczny”, 1994, nr 2 (80), s. 3-93.
[38] Jest to kaplica Res Sacra Miser przy ul. Krakowskie Przedmieście 62, gdzie pastor Stuart Robertson odprawia nabożeństwo w każdą niedzielę o godz. 10.
za: „Nomos. Kwartalnik Religioznawczy”, z. 30-31 (2000), s. 79-99.
Święty Bernard rozpoczyna część dzieła poświęconą tematyce „antyekumenicznej” (nie stosując oczywiście tego pojęcia) rozważaniem o rzeczach poddanych papieżowi. Określenie obszaru władzy papieskiej jest dość jasne: „Trzeba by wyjść poza granice naszego świata, aby znaleźć coś, co nie podlega Twojej władzy”. Za tym stanem rzeczy idą konkretne konsekwencje: „Twoim poprzednikom – apostołom – polecono zdobyć cały świat, a nie tylko pewne jego regiony. Powiedziano im: Idźcie na cały świat (Mk 16, 15)”. Następnie św. Bernard mówi o sposobie zdobywania świata przez apostołów: „Sprzedali więc szaty i kupili sobie miecze (por. Łk 22, 36), to znaczy słowa ogniste i tchnienie mocy, które jest orężem Najwyższego”. Ten sposób walki prowadził do zwycięstwa: „Zaiste: Na wszystką ziemię wyszedł głos ich i na krańce okręgu ziemi słowa ich (Ps 18, 4). Dokądkolwiek dotarły słowa, wzniecały ogień – ten ogień, który zesłał Pan na ziemię (por. Łk 12, 49). Ci to wytrwali rycerze padali w boju, ale nie ulegali; ich śmierć zamieniała się w triumf. Bardzo się umocniło ich panowanie; ustanowieni zostali książętami nad wszystką ziemią (por. Ps 138, 17; 44, 17)”.
Papież jest ich „następcą i spadkobiercą”, św. Bernard więc mówi do papieża: „świat jest Twoim dziedzictwem”. Trzeba jednak papieżowi spokojnie rozważyć w jakiej mierze świat do niego należy.
Papież nie jest właścicielem świata, lecz zarządcą. Uzurpując sobie prawo własności świata, sprzeciwiłby się słowom: „Mój jest świat i to, co go napełnia” (Ps 49, 12). Czytamy więc: „Tylko Chrystus jest jedynym władcą, czy to jako Stwórca, czy przez zasługi odkupienia, czy wreszcie – z daru Ojca”. Jaka więc z tego wynika rola dla papieża? Wyrażają ją słowa: „Zostaw Mu więc posiadanie dziedzictwa, a dla siebie zatrzymaj troskę o nie. Taka jest Twoja część; po nic więcej nie wyciągaj ręki”.
Na wypadek wątpliwości autor porównuje zadania papieża do funkcji dzierżawcy czy wychowawcy panicza: „Dzierżawca nie jest panem majątku, jak wychowawca nie jest panem ucznia. Podobnie Ciebie postawiono, abyś się opiekował, czuwał, ochraniał i strzegł. Twoim obowiązkiem jest – być pożytecznym rządcą, jak ów sługa dobry i roztropny, którego pan ustanowił nad rodziną swoją (por. Mt 24, 45)”. Władzę papieską ogranicza fakt, że jest on człowiekiem: „Sam będąc człowiekiem, nie chciej panować nad ludźmi – aby nad Tobą nie zapanowała wszelka niesprawiedliwość (…). Choćbyś przypisywał sobie bardzo wiele, to jednak, jeśli nie uległeś złudzeniu, nie możesz mniemać, żeś otrzymał więcej niż wielcy Apostołowie”.
Następnie św. Bernard przypomina słowa św. Pawła: „Jestem dłużnikiem mądrych i niemądrych (Rz 1, 14)”. Komentując je stwierdza, iż „niemiła nazwa dłużnik wskazuje raczej na sługę niż na pana (…). Jeśli więc stwierdzasz, że nie jesteś panem, lecz dłużnikiem mądrych i niemądrych, winieneś poświęcić im jak największą troskę i wnikliwe rozważanie, tak aby uczynić mądrymi tych, którzy nimi nie są, mądrych zachować w mądrości i przywrócić mądrość tym, którzy ją utracili. Otóż ze wszystkich rodzajów bezrozumności najbardziej bezrozumną – tak się wyrażę – jest niewiara. Musisz więc czuć się dłużnikiem niewierzących – Żydów, Greków i pogan”.
Trzeba w tym miejscu wtrącić, celem wyjaśnienia, słowa pochodzące z dalszej części tekstu, odnoszące się do stojących wtedy na granicy formalnej schizmy Greków, czyli chrześcijan pozostających w kręgu Konstantynopola: „Mnie zaś wypada wspomnieć o uporze Greków, którzy są i nie są z nami: związani z nami wiarą, nie żyją z nami we wspólnocie pokoju, choć i w samej wierze zdarzały im się fałszywe kroki”.
Praktyczny wniosek jest następujący: „powinieneś uczynić wszystko, co możliwe, aby niewierzący się nawrócił, aby nawróceni się nie odwrócili, aby odwróceni powrócili do wiary. A następnie: aby przewrotni skłonili się ku prawości, błądzący wrócili na drogę prawdy, uwodzący innych sami zostali pokonani niezbitymi argumentami i się nawrócili – jeśli to być może – lub przynajmniej pozbawieni zostali możliwości buntowania innych. Absolutnie nie może ujść Twojej uwadze najgorszy ów rodzaj niemądrych. Mam na myśli heretyków i schizmatyków; oni to zbuntowawszy się, buntują innych; to psy rozrywające i lisy oszukujące”.
Wyraźny zapał św. Bernarda nie przeszkadza mu patrzeć na problem realistycznie: „Gdy chodzi o nawrócenie Żydów, masz niejakie usprawiedliwienie, ze względu na czas, którego nie należy wyprzedzać (por. Rz 11, 25). Najpierw winni nawrócić się poganie. Ale cóż mi powiesz o samych poganach? Albo raczej – co Ci powie Twoje rozważanie o Twoim kunktatorstwie?”.
W tym kontekście zaprzestawanie głoszenia wiary wiąże autor jako z wyznaczaniem granic Ewangelii. Stawia pytanie: „Kto pierwszy położył tamę jego [tj. słowa] zbawczemu biegowi?”. Nie chce jednak dokonywać oceny poprzedników papieża Eugeniusza III, dopuszczając, że mogły być jakieś przeszkody, czy konieczności, o których nie wie.
Nie bada przeszłości, stawia pytanie: „jaka jest przyczyna naszej bezczynności?” i wzywa, znowuż zachowując realizm, do głoszenia Chrystusa wszystkim narodom: „Będziemyż czekać, aż wiara spadnie im z nieba? Nie zdarzyło się, by wiara była owocem przypadku. Jak mogą uwierzyć narody, jeśli nikt nie będzie im głosił Ewangelii?”
Jeśli sięgniemy do historii Kościoła, właśnie do czasów, gdy żył autor traktatu O rozważaniu, to przekonamy się, w jak trudnej sytuacji znajdowali się kolejni papieże, którzy nie tylko mogli nie mieć dostępu do grobu św. Piotra, ale nawet zmuszeni byli rezydować poza Rzymem. W tej trudnej sytuacji mogło powstawać dla naszych czasów dziedzictwo niedościgłe, jak choćby traktat, z którego urywki zostały tu przytoczone.
Religia katolicka nakierowuje na przyszłość, skłania do dążenia, nie do stania w miejscu czy ucieczki w przeszłość. Dziś jednak, wobec słabości (a niejednokrotnie nieczystości doktrynalnej) współczesnej teologii, warto osobiście sięgać do dawnych tekstów. Nie po to jednak, w pierwszej kolejności, by czerpać zadowolenie z ich piękna (choć często jest to nieuniknione), lecz po to, by dowiedzieć się, czym jest naprawdę katolicyzm. W co mamy wierzyć i jak mamy praktykować wiarę w Chrystusa. Skupienie się na tych tekstach pozwoli wyrwać się z współczesnego chaosu. Nie zwiodą nas fałszywi charyzmatycy, jeżdżący po świecie jak popularni artyści, nie ulegniemy ułudzie pozornej świętości, prowokującej ogólną niefrasobliwość w sprawach dotyczących zbawienia duszy, a zwłaszcza oddawaniu czci Panu Bogu.
Tekst oparty na: Święty Bernard z Clairvaux, O rozważaniu,
wprowadzenie Stanisław Kiełtyka SOCist, Kraków 1992.
http://podawnemu.art.pl/rozwazania-antyekumeniczne-dla-papieza/
]]>o ustanowieniu Wiecznego Kanonu Mszy św.
Konstytucja Apostolska Jego Świątobliwości Papieża św. Piusa V
14 lipca 1570 r.
Pius, Biskup, Sługa Sług Bożych Na wieczną rzeczy pamiątkę
Do Naszych Czcigodnych Braci: Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów, Biskupów, i innych Miejscowych Ordynariuszy w Pokoju i Łączności ze Stolicą Apostolską
Czcigodni Bracia, zdrowie i Błogosławieństwo Apostolskie!
Po wyniesieniu Nas na tron apostolski, z zadowoleniem skoncentrowaliśmy Nasz umysł i energię, i skierowaliśmy wszystkie Nasze myśli na kwestię zachowania nieskazitelnym publicznego kultu Kościoła; i dołożyliśmy starań, z Bożą pomocą, wszelkimi środkami naszej władzy, do osiągnięcia tego celu.
Zważywszy, iż, pośród innych dekretów Świętego Soboru Trydenckiego, powierzono nam również obowiązek zrewidowania i ponownego wydania świętych ksiąg, a mianowicie Katechizmu, Mszału i Brewiarza; i zważywszy, że z woli Bożej wydaliśmy Katechizm dla nauczania wiernych oraz gruntownie zrewidowany Brewiarz, następnie, dla właściwego wywiązania się z Boskiego Urzędu, aby Mszał i Brewiarz były w doskonałej harmonii, co jest prawe i właściwe (uznając, iż jest zupełnie stosownym, aby w Kościele był jeden tylko odpowiedni rodzaj psalmodii [melodii śpiewanego psalmu – przyp. tłum.] i jeden jedyny ryt odprawiania Mszy św.), uznaliśmy za konieczne natychmiast skierować Naszą uwagę na to, co jeszcze pozostało do zrobienia, a mianowicie, przeredagowanie Mszału tak szybko, jak to tylko możliwe.
Postanowiliśmy więc przekazać to zadanie wybranemu komitetowi uczonych; a oni, porównując na każdym etapie swojej pracy i z najwyższą uwagą starożytne kodeksy z Naszej Watykańskiej Biblioteki oraz odpowiednie (oryginalne lub poprawione) kodeksy z innych źródeł, konsultując to ponadto z pismami uznanych starożytnych autorów, którzy zapisali nam w testamencie treści dotyczące odprawianych świętych rytów, odtworzyli w ten sposób sam Mszał w pierwotnej formie i rycie świętych Ojców. Gdy efekty tej pracy zostały poddane dokładnemu rozpatrzeniu, a następnie poprawieniu, wówczas My, po głębokim rozważeniu, nakazaliśmy, iż końcowy ich wynik będzie bezzwłocznie wydrukowany i wydany w Rzymie, tak aby wszyscy mogli cieszyć się owocami tej pracy: aby księża wiedzieli jakich modlitw używać, oraz jakich odtąd, przy odprawianiu Mszy św., rytów i ceremonii przestrzegać.
Dlatego więc, aby wszyscy i wszędzie zaadaptowali i przestrzegali tego, co zostało im przekazane przez Święty Kościół Rzymski, Matkę i Nauczycielkę wszystkich innych Kościołów, będzie odtąd bezprawiem na zawsze w całym świecie chrześcijańskim śpiewanie albo recytowanie Mszy św. według formuły innej, niż ta przez Nas wydana; nakaz ten ma zastosowanie do wszystkich kościołów i kaplic, patriarchalnych, kolegialnych i parafialnych, świeckich bądź należących do zgromadzenia religijnego, czy to męskiego (włączając w to wojskowe) czy żeńskiego, w których Msze św. winny być śpiewane głośno w prezbiterium lub recytowane prywatnie, zgodnie z rytami i zwyczajami Kościoła Rzymskiego; ma to zastosowanie nawet wówczas, jeżeli wymienione kościoły zostały w jakikolwiek sposób zwolnione, czy to przez indult Stolicy Apostolskiej, czy przez zwyczaj, przywilej, lub nawet przez przysięgę lub zatwierdzenie Stolicy Apostolskiej, lub też jeżeli ich prawa i swobody były zagwarantowane w jakikolwiek inny sposób; zachowując tylko te, gdzie praktyka odprawiania Mszy św. w inny sposób była przyznana ponad 200 lat temu wraz z jednoczesnym utworzeniem i zatwierdzeniem kościoła przez Stolicę Apostolską, oraz te, które zachowały podobny zwyczaj nieprzerwanie przez okres nie mniej niż 200 lat; w których to przypadkach w żaden sposób nie odwołujemy ich ww. przywilejów lub zwyczajów. Mimo to, jeżeli ten Mszał, który uznaliśmy, iż jest godzien wydania, bardziej odpowiada tym ostatnim, niniejszym pozwalamy im na odprawianie Mszy św. zgodnie z tym rytem, pod warunkiem uzyskania zgody ich biskupa lub prałata, oraz całej kapituły, i niezależnie od innych warunków. Wszystkim innym ww. kościołom zakazuje się używania innych mszałów, które należy zupełnie i w całości wycofać; i przez tę obecną Konstytucję, która będzie mieć moc prawną po wsze czasy, nakazujemy i polecamy, pod groźbą kary Naszego gniewu, aby nic nie było dodane do Naszego nowo wydanego Mszału, nic tam pominięte, ani cokolwiek zmienione.
W szczególności, nakazujemy każdemu patriarsze, administratorowi i innym osobom jakiejkolwiek kościelnej godności, choćby był to kardynał Świętego Kościoła Rzymskiego lub posiadacz jakiegokolwiek innego stopnia lub stanowiska, a nakazujemy im to na mocy świętego posłuszeństwa, aby śpiewali bądź recytowali Mszę św. zgodnie z rytem, sposobem i normą niniejszym przez Nas ustanowioną, a tym samym zaprzestali i całkowicie zaniechali wszystkich innych rubryk i rytów innych mszałów, niezależnie jak dawnych, do których przestrzegania byli przyzwyczajeni, i aby nie dopuszczali myśli o wprowadzaniu do odprawiania Mszy św. jakichkolwiek ceremonii lub recytowania jakichkolwiek innych modlitw, niż te zawarte w Mszale.
Ponadto, na mocy treści niniejszego aktu i mocą Naszej Apostolskiej władzy, przyznajemy i uznajemy po wieczne czasy, że dla śpiewania bądź recytowania Mszy św. w jakimkolwiek kościele, bezwzględnie można posługiwać się tym Mszałem, bez jakichkolwiek skrupułów sumienia lub obawy o narażenie się na karę, sąd lub cenzurę, i że można go swobodnie i zgodnie z prawem używać. Żaden biskup, administrator, kanonik, kapelan lub inny ksiądz diecezjalny, lub zakonnik jakiegokolwiek zgromadzenia, jakkolwiek nie byłby tytułowany, nie może być zobowiązany do odprawiania Mszy św. w inny sposób, niż przez Nas polecono. Podobnie nakazujemy i oznajmiamy, iż nikt nie może być nakłaniany bądź zmuszany do zmieniania tego Mszału; a niniejsza Konstytucja nigdy nie może być unieważniona lub zmieniona, ale na zawsze pozostanie ważna, i będzie mieć moc prawną, pomimo wcześniejszych konstytucji lub edyktów zgromadzeń prowincjalnych bądź synodalnych, i pomimo zwyczajów ww. kościołów, ustanowionych bardzo dawnym lub odwiecznym nakazem, zachowując tylko zwyczaje mające ponad 200 lat.
W konsekwencji, z Naszej woli i mocą tej samej władzy, zarządzamy, iż jeden miesiąc po opublikowaniu tej Naszej Konstytucji i Mszału, księża Kurii Rzymskiej będą zobowiązani do śpiewania bądź recytowania Mszy św. zgodnie z niniejszym; inni na południe od Alp, po trzech miesiącach; ci, którzy mieszkają za Alpami, po sześciu miesiącach lub tak szybko, jak tylko Mszał będzie dostępny.
Ponadto, aby wymieniony Mszał był zachowany od skazy i utrzymany wolny od defektów i błędów, karą za nieprzestrzeganie niniejszego w przypadku wszystkich drukarń na obszarze bezpośrednio lub pośrednio podległym Nam, bądź Świętemu Kościołowi Rzymskiemu, będzie konfiskata ich książek i grzywna w wysokości 100 dukatów w złocie płatna ipso facto do Apostolskiego Skarbca. W przypadku siedziby w innych częściach świata, karą będzie ekskomunika latae sententiae i inne kary według Naszego uznania; i mocą Naszej Apostolskiej władzy i zgodnie z brzmieniem tego dokumentu, zarządzamy, iż nie wolno im ośmielić się, albo dopuścić myśli o wydrukowaniu, wydaniu lub sprzedaży, lub w jakikolwiek inny sposób przyczynić się do dostarczenia takich ksiąg, bez Naszego potwierdzenia i zgody, lub bez wyraźnej zgody Komisarza Apostolskiego dla wymienionych rejonów świata, który będzie w tym celu przez Nas wyznaczony. Każda z wymienionych drukarń musi otrzymać od ww. Komisarza Mszał standardowy, który będzie służyć jako wzorzec kolejnych kopii, które, gdy zostaną wykonane, muszą być porównane ze wzorcem i wiernie się z nim zgadzać, nie różniąc się w żaden sposób od pierwowzoru wydrukowanego w Rzymie.
Ale, ponieważ trudno byłoby przesłać niniejszą Konstytucję do wszystkich części świata i powiadomić jednocześnie wszystkich zainteresowanych, zarządzamy, iż będzie ona, jak zwykle, rozwieszona na drzwiach Bazyliki Księcia Apostołów, na drzwiach Apostolskiej Kancelarii i na końcu Campo de’Fiori; ponadto nakazujemy, że drukowane kopie niniejszego dokumentu, potwierdzone przez notariusza i poświadczone pieczęcią funkcjonariusza kościelnego, będą posiadać tę samą niebudzącą wątpliwości ważność, gdziekolwiek w każdym kraju, który chciałby wystawić publicznie niniejszy Nasz tekst. Podobnie, nikomu nie wolno naruszyć lub nierozważnie zmienić tego tekstu Naszego zezwolenia, ustanowienia, nakazania, polecenia, skierowania, przyznania, indultu, deklaracji, woli, dekretu i zakazu. Ktokolwiek by ośmielił się tak uczynić, niech wie, iż naraża się na gniew Boga Wszechmogącego oraz błogosławionych Apostołów Piotra i Pawła.
Dan u Świętego Piotra w Rzymie, w roku tysiąc pięćset siedemdziesiątym Wcielenia Naszego Pana, dnia czternastego lipca, piątego roku Naszego Pontyfikatu.
]]>Na przełomie XIX i XX w. w Kościele katolickim pojawiła się nowa herezja – modernizm. Głównymi elementami wyróżniającymi tę doktrynę od wiary katolickiej było zanegowanie jakiejkolwiek możliwości objawienia, odrzucenie czynnika nadprzyrodzonego w powstaniu religii (nawet katolickiej). Wszystkie przejawy religii są wynikiem naturalnych potrzeb i dążeń. Modernizm dopuszczał możliwości wystąpienia sprzeczności między wiarą a rozumem i historią. Odróżniał Jezusa wiary od Jezusa historycznego, w analizie Pisma św. rugował wszystkie elementy nadprzyrodzone i wskazywał tylko na źródła naturalno-historyczne. Kluczowe miejsce zajmowała teoria o ewolucji dogmatów (według modernistów mogą one ulegać zmianie w czasie, ich rozumienie w różnych epokach historycznych może być różne).
Pasterze Kościoła wcześnie poznali jakie niebezpieczeństw dla wiary Kościoła niesie ta ideologia. Do walki o zachowanie nie skażonej wiary katolickiej wystąpił papież św. Pius X nazywając ten nurt stekiem wszystkich herezji. W 1907 r. Św. Officium wydało dekret „Lamentabili” potępiający 50 głównych twierdzeń modernistycznych. W tym samym roku została wydana przez św. Piusa X encyklika „Pascendi”. Zawarty w niej został syntetyczny wykład doktryny modernistycznej. Ponadto wprowadziła ona szereg zarządzeń zapobiegawczych: nowe programy nauczania w seminariach, zaostrzenie cenzury kościelnej itp.
Pomimo wydania encykliki „Pascendi” i dekretu „Lamentabili” oraz ekskomunikowania głównych przedstawicieli tego nurtu, nie ustała modernistyczna agitacja wśród kleru, zwłaszcza młodego. Stolica Apostolska weszła w posiadanie dokumentów dowodzących tajnej propagandy modernistycznej w seminariach francuskich. Nie pozostało nic innego jak uroczystą przysięgą zmusić zarażonych modernizmem do uchylenia przyłbicy i pozostawić im do wyboru: albo zastosować się do nauki Kościoła albo opuścić szeregi kleru katolickiego. 1 IX 1910 r. papież Pius X w Motu proprio: >Sacrorum Antistitium< wprowadził tzw. "Przysięgę antymodernistyczną" (jako dodatek do Wyznania Wiary Piusa IV). Do jej składania zostali zobowiązani nowo wyświęcani księża, osoby obejmujący urzędy kościelne i wykładowcy na katolickich uczelniach. Błędy modernizmu znalazły swoją odpowiedź w pierwszej części "Przysięgi". Dotyczą one podstawowych prawd wiary. "Przysięga" sprowadza je do następujących pięciu punktów: a) Z danych dostępnych samemu rozumowi można poznać istnienie Boga i podstawowe Jego przymioty; b) dla ludzi wszystkich czasów (dawniej i dziś) cuda i proroctwa są zewnętrznymi dowodami objawienia; c) Kościół został ustanowiony przez Chrystusa jako strażnik i nauczyciel objawionej prawdy; nauka wiary jest niezmienna w swej treści; d) prawidłowe ujęcie pojęcia cnoty wiary nie zgadza się z pojęciem >uczucia religijnego< modernistów. "Przysięga" jest orzeczeniem ex catedra. Sobór Watykański I wymienia cztery charakterystyczne warunki dla nieomylności orzeczeń papieskich. 1) Papież musi przemawiać jako Pasterz i Nauczyciel wszystkich chrześcijan. Wypowiedź taka nie może być prywatnym pouczeniem, chodźby ściśle teologicznym Ojca św. Tekst "Przysięgi" jest dokumentem publicznym, obwarowanym sankcjami kanonicznymi. Spełnia zatem pierwszy warunek. 2) Przedmiotem orzeczeń ex catedra muszą być sprawy wiary i moralności (res fidei et morum). "Przysięga" w sposób oczywisty traktuje o sprawach wiary. 3) Od strony formalnej takie orzeczenie winno być wyrokiem decydującym. Sobór Watykański I używa tu wyrazu definit t.j. wyjaśnia, że Papież jest nieomylny, kiedy "naukę wiary lub moralności... decydująco orzeka". Muszą to być orzeczenia rozstrzygające i usuwające wszelkie spory i wątpliwości, nie zaś rady i upomnienia. Motu proprio: >Sacrorum antistitium< ponawia postanowienia zawarte w encyklice "Pascendi", uzupełnia nowymi przepisami prawnymi. Jednocześnie podaje "Formułę Przysięgi" (Juramenti Formula) będącą zarazem nowym wyznaniem wiary. Encyklika "Pascendi" opisuje i przedstawia błędy modernistyczne. Zaś wyznanie wiary Piusa X ujmuje szereg punktów nauki katolickiej przeciwnych potępionym herezjom doby obecnej. Pius X wypowiedział się decydująco przeciw modernizmowi w encyklice Pascendi, uzupełnił ją Motu proprio: >Sacrorum antistitum< i tam podaną "Przysięgą". Ta okoliczność każe nam przyjąć, że sama Rota przysięgi antymodernistycznej jest również dokumentem decydującym, czyli ex catedra ze względu na swą formę. 4) Ostatnim warunkiem nieomylnego orzeczenia jest aby musiał ją przyjąć cały Kościół. Motu proprio: >Sacrorum antistitum< jest takim dokumentem powszechnym. Pius X podaje cały szereg przepisów, których wykonanie powierza biskupom całego świata. Zobowiązuje ich w sumieniu do czuwania nad wykonaniem tych postanowień. Wszystkie więc upomnienia i zbawienne nakazy, któreśmy w tym Motu proprio z całą świadomością wydali (certa scientia ediximus), chcemy i powagą Naszą nakazujemy, aby jaknajświęciej (religiosissime) były zachowywane przez wszystkich Biskupów świata katolickiego, oraz przez wszystkich głównych przełożonych zakonów i stowarzyszeń kościelnych". Sama "Przysięga" pod groźbą kar kościelnych musi wejść w życia w całym Kościele. Warto dodać, że Pius X postawił "Przysięgę" na równi tzw. "Trydenckim Wyznaniem Wiary". Przez to samo chciał aby to nowe wyznanie posiadało taką samą powszechną i nieomylną powagę. Moderniści podnieśli zarzut, że "Przysięga" nie jest orzeczeniem ex catedra skoro za swój przedmiot ma nie tylko prawdy objawione ale i kwestie metody, krytyki historycznej itp. Wątpliwość ta wynikała on z niewłaściwego pojmowania zagadnienia niomylnych orzeczeń. Sobór Watykański I orzekając o papieskiej nieomylności jako jej przedmiot określił naukę, odnoszącą się do wiary i moralności (doctrina de fide vel moribus). Oprócz dogmatów należy przyjąć naukę co do prawd ściśle związanych z dogmatami, a odrzucić nie tylko herezję, lecz i błędne doktryny do niej prowadzące. Stąd też wyróżnia się dwa przedmioty nieomylności: pierwszorzędny (prawdy przez Boga objawione formalnie, wyraźnie lub równoznacznie t.j. zawarte w źródłach Objawienia: Piśmie św. i tradycji) i drugorzędny (prawdy formalnie nie objawione, jednak ściśle z nimi związane, tak iż są one konieczne dla przechowywania w całości depozytu wiary i jej prawowitego wykładu). Dalsze zarzuty dotyczyły rozstrzygnięć dyscyplinarnych. "Przysięga" nakazuje podporządkować się encyklice "Pascendi" i dekretowi "Lamentabili". Pierwsza część tejże encykliki jest niewątpliwie orzeczeniem ex catedra. Jej część druga zawiera przepisy dyscyplinarne o studiach filozofii i teologii scholastycznej, cenzurze kościelnej, czuwaniu nad prawowiernością kleru przez radę nadzorczą - (Consilium a vigilantia) itp. Czy i na te zarządzenia rozciąg się moc nieomylnego rozporządzenia? Tak, również i ta część stanowi przedmiot nieomylnego orzeczenia, aczkolwiek tylko drugorzędny. Duch św. kieruje kościołem, tak iż ten nie postanowi nic przeciwnego wierze i dobrym obyczajom (co do karności). Nieomylność w tym zakresie daje minimum pewności (kryterium negatywne), że przepisy te nie będą przeciwne i szkodliwe dla wiary i moralności. Trzeba jednak zastrzec, że ich nieomylność nie gwarantuje najwyższego stopnia roztropności i nie gwarantuje tego, aby każdy taki środek miał być po wszystkie czasy najskuteczniejszy. Ogłaszają "Przysięgę" Kościół użył znanego i wypróbowanego środka aby zmusić przeciwnika do uchylenia przyłbicy i jasnego opowiedzenie się za lub przeciw wierze katolickiej. Liczono bowiem na zwykłą ludzką uczciwość, która nakazuje otwarcie przyznać się do swych poglądów, nawet gdyby to miało prowadzić do przykrych konsekwencji. Nie spodziewano się tak powszechnej obłudnej uległości wśród modernistów świadczącej tylko o znikczemnieniu ich charakterów. W walce propagandowej uciekli się oni do paszkwili, anonimów i do publicznego przyznawania się do wiarołomstwa. Znamienny pod tym względem jest anonimowy manifest modernistów z października 1910 r. przesłany wszystkim biskupom francuskim a opublikowany w żydowsko-masońskiej prasie. Twierdzą oni w nim, że pragną pozostać w Kościele gdyż wierzą, że jest on domem Ojca naszego a ich obecność w nim stanowi nie zwyciężoną przeszkodę dla ustanowienia w nim bezwzględnego despotyzmu. Sposobem pozornego utrzymania się w kościele ma być krzywoprzysięstwo. Wprost i otwarcie zapowiadają takie swoje postępowanie. Dla wszystkich tych powodów i dla wielu innych, które zbyt długo byłoby tu wyszczególniać, liczni duchowni, należący do wszystkich diecezji, postanowiliśmy uczynić to, czego żąda od nas Motu proprio: >Sacrorum Antistitium< i dopełnić formalności przysięgi, zarówno w okolicznościach obecnych, jak też w okolicznościach tej samej natury, mogących zdarzyć się w przyszłości. Lecz zanim ulegniemy temu gwałtowi, protestujemy przeciwko niemu wobec Boga, wobec Kościoła i wobec Waszej Ekscelencji, iż akt ten bynajmniej nie zobowiązuje naszego sumienia i w niczym nie zmienia naszych przekonań, że dla dokładniejszego rozpoznania stanu rzeczy, pozostajemy dziś tym, czym byliśmy wczoraj, oraz zachowując uznanie wewnętrzne, zupełnie i bezwzględne, uległość >z całej duszy< dla tego, co stanowi istotę wiary, co do reszty poprzestajemy, o ile to będzie możliwe, na pełnym czci milczeniu. Odpowiadają na ten memoriał biskup z Cahors - Laurens tak ocenił tą deklarację: Trudno znaleźć deklarację bardziej przeciwną moralności chrześcijańskiej i uczciwości przyrodzonej, jak to cyniczne usprawiedliwienie kłamstwa i krzywoprzysięstwa. Krzywoprzysięstwo jest więc tylko formalnością bez znaczenia, na którą można sobie pozwolić dziś i w przyszłości, zawsze, gdy to będzie dogodne. Wystarczy dla jego usprawiedliwienia wzgląd na interes osobisty. Gdyby Regulus znał subtelności moralności modernistycznej, nie byłby powrócił do Kartaginy. W innym miejscu bp. Laurans napisał. List, który zbijamy, jest anonimowy, więc nie mający powagi - to prawda; wybornie jednak odpowiada duchowi i tradycji sekty, jest streszczeniem rzekomych zażaleń, którymi moderniści usprawiedliwiają swe uchylanie się z pod władzy Kościoła. Zdemaskowani przed światem katolickim przez dekret Lamentabili i encyklikę Pascendi, nie chcieli przyznać się, że ich to osobiście dotyczy. W dalszym ciągu potajemnie istnieją, zachowują swą organizację, pracują i propagują swe idee. Odrzucają nazwę modernistów; w omawianym manifeście wyraz ten nie pojawia się ani razu, jednak każdy wiersz - można rzec: każde słowo - zuchwale zdradza doktryny modernistyczne. Utrzymują, jak to widzieliśmy, że wierzą w Kościół i go miłują; jednocześnie zaś odzierają go z praw, które mu nadał Chrystus i z misji, którą mu powierzył Zbawiciel. Jeszcze za pontyfikatu Piusa X masońska propaganda usiłowała uśpić czujność Kościoła twierdząc, że dalsze zwalczanie modernizmu jest zbędne, gdyż on już... nie istniej. Rozsypał się pod wpływem antymodernistycznych zarządzeń. Usiłowano nawet przeciwstawić w tym zakresie następnego papieża Benedykta XV jego poprzednikowi! Sugerowano, jakoby on sam był podejrzany o modernizm. Benedykt XV dał jasny i zdecydowany odpór takim próbom w swej encyklice "Ad beatissimi Apostolorum Principis" z 1 XI 1914 r. Potwierdził i ponowił on w niej wszystkie decyzje św. Piusa X. Wyliczając zasługi swego poprzednika wymienił: zapobieżenie niebezpieczeństwu modernizmu przy wykładach nauk teologicznych. O modernistach napisał: Nie zawahali się bystrością swych umysłów nawet tajemnice Boże i skarb Objawienia Bożego wymierzać i do nastroju bieżącej epoki naginać. Stąd to powstały potworne błędy Modernizmu, które Poprzednik Nasz słusznie >stekiem wszystkich herezji< nazwał i uroczyście potępił. To potępienie, Czcigodni Bracia, w całej rozciągłości ponawiamy, a ponieważ ta zgubna plaga nie wszędzie jeszcze wymieciona została, lecz tu i ówdzie, chociaż skrycie pełza, niechaj wszyscy – wzywam do tego – mają się na baczeniu przed zetknięciem się z nią i zakażeniem duszy; (…) Niech się zaś katolicy zdala trzymają nie tylko od błędów, lecz i od ducha, jak to się mówi Modernistów. Kogokolwiek duch ten przenika, ten z niechęcią odrzuca wszystko, co trąci dawnością, a wszędy chciwie szuka nowości: w sposobie mówienia o sprawach religijnych, w wykonywaniu kultu Boskiego, w urządzeniach katolickich, nawet w prywatnych praktykach pobożności. Wobec faktu dalszej konspiracji modernistów i schowanie się ich pod obłudną maską prawowierności należało zintensyfikować działania mające na celu ich wykrycie. Zresztą Święte Oficjum rozpoczęło tego typu działania. Zabrakło jednak wytrwałości w ich kontynuowaniu. Szkoda, że nie powołano ogólnokościelnego organu, działającego we wszystkich diecezjach, któryby wyszukiwał ukrytych modernistów. Mając na uwadzę dobro całego Kościoła i dobro dusz zarażonych tą herezją należało tak właśnie postąpić! Ta właśnie przyczyna spowodowała, że modernizm przechował się w konspiracji i ponownie dał o sobie znać ze zwielokrotnioną energią przy okazji obrad Vaticanum II. Ostatecznie w 1967 r. zrezygnowano z obowiązku składania „Przysięgi”.
]]>Jaka jednak jest różnica między trzema, wymienionymi przeze mnie, przykładowymi herezjami a współczesnym modernizmem? Otóż tamte działały z zewnątrz, otwarcie wypowiadały wojnę pewnym dogmatom, natomiast, jak już zauważył św. Pius X, moderniści atakują od wewnątrz, pod pozorem troski o Kościół, którego zresztą formalnie są członkami.
Jeszcze na początku ubiegłego stulecia niewiele wskazywało, że prądy intelektualne próbujące już wtedy od wewnątrz opanować Kościół Chrystusowy będą promowane i bez żadnych skrupułów wyznawane przez znaczną część hierarchii w czasach nam współczesnych. Późniejszy święty, papież Pius X, bezkompromisowo zwalczał każdą herezję pojawiającą się w publikacjach nie tylko niekatolickich pisarzy, ale przede wszystkim tych, którzy deklarowali się jako członkowie Kościoła. Narażając się na liczne ataki m.in. ze strony demoliberalnych hierarchów i rządu Francji, potępiał fałszywe tezy modernistycznych reformatorów, czego najsłynniejszym przykładem jest ekskomunika francuskiego pozytywistycznego metodologa i fenomenologa Alfreda Loisy’ego (1908). Jak pisze prof. Adam Wielomski:
„Pius X był duchownym z tej epoki, w której z błędem nie prowadziło się dialogu – nazywając go odmienną opinią – lecz zwalczało się go poprzez potępienie. Zwróćmy uwagę, że Loisy nie był jedynym teologiem potępionym w tym czasie przez Rzym. Za błędy modernizmu potępił Pius X organizację Bravissimo officio (1906). W aspekcie tym wymienić należy także motu proprio Praestantia (1907r.) i antychadeckie dekrety potępiające prasę tego kierunku (1907); potępienie anonimowej ksiązki Program modernistów (Il programma dei Modernisti. Riposta all’Enciclica di Pio X „Pascendi dominici gregis”, Roma 1908), stanowiącą odpowiedź na encyklikę Pascendi; uwieńczeniem tej kampani będzie słynny list Notce charge apostolique (1910)” [1].
Niestety, im dalej w XX wiek, tym coraz więcej do powiedzenia mieli ci, którzy w normalnej sytuacji podzieliliby los Loisy’ego. Wystarczy wymienić Karola Rahnera, Yvesa Congara, czy „ojca duchowego” Soboru Watykańskiego II o. Teilharda de Chardin. Doprowadziło to do słynnego stwierdzenia w latach 70-tych papieża Pawła VI, że „dym szatana wdarł się do świątyni Pańskiej” [2]. Nie przeszkadzało to jednak kilka lat wcześniej papieżowi Janowi XXIII oznajmić, że potępienie to przeżytek i nie zamierza się nim posługiwać…
Zanim przejdę do głównych zasad owego „ścieku wszystkich herezji” [3], należy zaznaczyć, że nie istnieje jeden, idealny model modernisty, lecz kilka różnych nurtów, często sprzecznych ze sobą, które wyodrębnił św. Pius X we wspomnianej już encyklice „Pascendi dominici gregis”
Według pewnej opinii mądrość polega na rozpoznaniu jak najgłębszych przyczyn, dlatego też in principio należy znaleźć praźródła modernistycznych teorii, gdzie tkwi początek nie tyle samego kierunku, co sposobu myślenia. Bardzo często papieże XIX i XX wieku potępiając modernistycznych postępowców nazywali ich liberalnymi katolikami i choć nie zawsze możemy traktować modernizm i liberalny katolicyzm za synonimy, to ten drugi faktycznie stoi u podstaw pierwszego. Czym zaś jest liberalizm? W opublikowanej w 1926 roku pracy ojca Roussel „Liberalizm i Katolicyzm” czytamy:
„Liberał to fanatyk na rzecz niezależności, który wychwala ją w każdej dziedzinie, aż do granic absurdu” [4].
Dla chrześcijanina, którego wiara opiera się na filozofii klasyczno-chrześcijańskiej zawsze jasnym było, że istotą nazywania się rzymskim katolikiem jest przyjęcie danego odgórnie bytu, dogmatu, prawdy, którą człowiek odkrywa, nie zaś stwarza. Odbiera on niezmienny przekaz, obiektywną wiedzę o Stwórcy i wierze. Hierarchia bytów poznawanych i poznających jest więc zrozumiała i czytelna. Jako pierwszy bardzo poważnie podjął wyzwanie przeciw tym zasadom Marcin Luter wraz z narodzeniem protestantyzmu i zapanowaniem Reformacji w szesnastowiecznej Europie. Dochodzimy tutaj do wspomnianego źródła, do zapoczątkowania wysławiania „niezależności”, „wolności rozumu”, „postępu” etc. Według M. Lutra ja jest podmiotem poznającym świat i samodzielnie określającym, które zasady wiary uznaje. Stąd dominacja myślenia w kategoriach ja (ja sądzę, ja myślę, ja uważam, ja wierzę) w luteranizmie [5]. Takie rozumowanie nazywamy subiektywizmem, nie poddajemy się prawdzie, lecz sami ją tworzymy. Abp Lefebvre pisze:
„Szlachetność intelektu zakłada poddanie się przedmiotowi, to jest zgodność podmiotu myślącego z poznawanym przedmiotem. Intelekt działa na podobnej zasadzie, jak aparat fotograficzny, musi on precyzyjnie odtwarzać rzeczywistość” [6].
Przez wzgląd na historię możemy wyróżnić cztery osoby, które niepodzielnie przysłużyły sie totalnemu zepchnięciu do podziemia tej teorii:
- opisywany już M. Luter, przeczący autorytetowi Magisterium Kościoła, a uznającym jedynie Biblię, wprowadził zasadę swobodnej interpretacji, odrzucając wszelkich pośredników między człowiekiem a Bogiem;
- Kartezjusz, zaraz po nim Immanuel Kant, twierdzili, że intelekt jest uwięziony sam w sobie, zna tylko własne myśli, prawda obiektywna jest zupełnie niepoznawalna;
- J. J. Rousseau, „ojciec” dzisiejszej demokracji, według niego podmiot staje się bezbronny wobec opinii publicznej. Myśl jednostki poddana jest opinii większości lub nawet wszystkich, co świetnie rozpoznajemy w czasach nam współczesnych, kiedy to ta opinia z łatwością kształtowana bywa przez różnorakich speców od public relations, politykierów, a przede wszystkim mass-media.
Najlepszym przykładem pełnego sprzeczności myślenia subiektywnego są jedne z pism prekursora rewolucji francuskiej, Voltaire’a, gdzie znajdujemy taki oto dialog:
B: Czym jest prawo naturalne?
A: Instynktem, który sprawia, że mamy poczucie sprawiedliwości.
B: Co nazywasz sprawiedliwym, a co niesprawiedliwym?
A: To, co wydaje się takim całemu światu [7].
W konsekwencji, wraz z subiektywizmem pojawiają się następne herezje, szeroko rozpropagowane szczególnie w epoce Oświecenia. Odrzucając poddanie się rzeczywistości, modernista prędzej czy później odrzuci niezmienną istotę rzeczy. Taki prąd intelektualny nazywamy ewolucją, „człowiek dnia wczorajszego nie jest człowiekiem dnia dzisiejszego, popadamy tu w relatywizm” [8].
Innym bardzo ważnym myślicielem, którego filozofia była (i jest) źródłem wielu modernistów to Georg W. F. Hegel. Istotnym jednak jest fakt, że heglizm nie neguje chrześcijaństwa otwarcie, przekształca go jednak w pewien relatywny mit, stworzony przez ludzki rozum, mit który był potrzebny dla zaspokojenia potrzeb ludzkiej psychiki, czyli z religii objawionej staje się emanacją samoświadomości materii [9]. Warto podkreślić, że heglizm stał także u podstaw powstawania marksizmu, a sam Hegel był jednym z ulubionych pisarzy Karola Marksa [10].
Duży wpływ ma omawiane zagadnienie miały również dwie epoki:
- romantyzm ze swoim prymatem uczuć nad rozumem, co powoduje, jak zauważył abp Lefebvre, że „romantyk czerpie przyjemność z tworzenia sloganów, potępia on przemoc, przesądy, fanatyzm, integryzm, rasizm, gdyż słowa te wywołują wyobrażenie i ludzkie żądze. W tym samym duchu, romantyk czyni siebie apostołem pokoju, wolności, tolerancji i pluralizmu” [11];
- pozytywizm z ubóstwieniem nauk empirycznych, w wyniku czego nauka ma prawo nawet do weryfikacji tradycji katolickiej oraz dogmatów.
Modernista o. Teilhard de Chardin stwierdził, że katolicy dzielą się na dwie grupy: fizycystów i jurydycystów. Pierwsi uważają, że Bóg jest tylko bytem odczuwalnym i nie do zdefiniowania, nie rozumieją jak można problemy katolickie ujmować w zasady kanoniczne. Drudzy zaś uznają jedność prawd wiary i rozumu, mądrości szukają w racjonalnej teologii św. Tomasza i scholastyków, a za prawo wierzącego uznają kodeks kanoniczny, katechizm, orzeczenia soborów i Ojców Świętych [12]. Oczywiście o. Chardin kwalifikował się do pierwszej grupy, stwierdzając ponadto, że nie zamierza nawracać tych, którzy są odmiennego zdania, co świetnie ilustruje sposób myślenia progresistów.
Po tym nakreśleniu różnych nurtów wpływających na postacie modernizmu, prześledźmy wyodrębnione rodzaje tego kierunku, które św. Pius X podał wiernym w swej słynnej encyklice:
- Filozoficzny. Polega na agnostycyzmie i uznaniu rozumu za jedyne źródło prawdy o świecie i religii. Modernizm ten prowadzi do „ateizmu naukowego i dziejowego”. Przykładem tego typu „postępowców” jest Włoch Baldassare Labanc, usiłujący łączyć heglizm z katolicyzmem.
- Religijny. Prawdy wiary pojmowane są tu nie przez pryzmat Tradycji, lecz nowoczesnej nauki. Modernista tego typu w efekcie uznaje prymat nauki nad religią, nakazuje modyfikować dogmaty do ustaleń nauk szczegółowych. Odzwierciedlenie tej definicji to Francus Alfred Loisy, ekskomunikowany przez Piusa X.
- Teologiczny. Nurt ten uderza podobieństwem do poprzedniego, jego propagatorzy uważają, że katolicy nie powinni traktować dogmatów jako czegoś koniecznego dla wiary, jest to raczej przeżytek po „restrykcyjnym”, „inkwizycyjnym” Kościele średniowiecznym. Moderniści tego typu występują również radykalnie za rozdziałem Kościoła od państwa. Nurt ten wyodrębniony przez Piusa X skierowany został szczególnie przeciwko włoskim chadekom.
- Historyczny. Typ ten oddziela Jezusa nauczanego przez Tradycję katolicką od historycznego, biblijnego. Najprawdopodobniej jest to krytyka ówczesnych archeologów biblijnych, Loisy’ego i Turnela.
- Krytyczny. Jest to rozwinięcie modernizmu historycznego na całość historii Kościoła, wg interpretacji prof. Wielomskiego „zapewne papież chciał podkreślić (…) tych modernistów, którzy próbują desakralizować Chrystusa” [13]. Do tej kategorii możemy zakwalifikować ponownie Loisy’ego i Turnela.
- Apologetyczny. Nurt ten nie zaprzecza wielkiemu wkładowi Kościoła dla ludzkości, jednakże odmawia mu nadprzyrodzonego charakteru oraz asystencji Ducha Świętego.
- Reformatorski. Rodzaj modernistów próbujących zdemokratyzować instytucję Kościoła, pogodzić go ze współczesnym światem, wprowadzić suwerenność wiernych itd. Charakterystyce tej odpowiadają bez wątpienia przedstawiciele włoskiej chadecji (choć nie tylko).
Po szczegółowej analizie widzimy więc jak rożne są odmiany modernizmu, często sprzeczne ze sobą, jednakże z różnych stron atakujących Tradycję katolicką. Manicheizm, luteranizm, kalwinizm to również zupełnie odmienne od siebie nurty, aczkolwiek miały jeden cel: zburzyć jedność Kościoła i tylko to powinno interesować wiernego katolika. Jaka jednak jest różnica między trzema, wymienionymi przeze mnie, przykładowymi herezjami a współczesnym modernizmem? Otóż tamte działały z zewnątrz, otwarcie wypowiadały wojnę pewnym dogmatom, natomiast, jak już zauważył św. Pius X, moderniści atakują od wewnątrz, pod pozorem troski o Kościół, którego zresztą formalnie są członkami. Spoglądając na dzisiejszą sytuację Kościoła Chrystusowego, łatwo można dostrzec, że jego największym problemem nie są (jak chcieliby niektórzy) „najeźdźcy muzułmańscy”, „poganie” otwarcie bluźniący przeciw Bogu, lecz pewni hierarchowie i świeccy, którzy od kilkudziesięciu lat głoszą nurty intelektualne potępione już na początku XX wieku. Porównajmy sobie chociażby propagowany dziś w wielu środowiskach „katolicyzm pacyfistyczny” głoszący „walkę z karą śmierci”, z tym ustępem z Katechizmu św. Piusa X [14]:
„3. Czy w pewnych przypadkach godzi się zabijać?
W pewnych przypadkach godzi się zabijać, a mianowicie walcząc w wojnie sprawiedliwej, wykonując wyrok śmierci na zbrodniarzu, który został skazany wyrokiem najwyższej władzy, a także w słusznej obronie koniecznej swego własnego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem”.
Stoimy również przed bardzo ważnym pytaniem, jak uchronić nasz umysł, aby nie opanowały go zgubne współczesne idee? Jedna z najskuteczniejszych metod to niewątpliwie tomizm. Zacytujmy wielkiego papieża Leona XIII, który w swej encyklice „Aeterni Patris” z dnia 4 sierpnia 1879 r. pisze:
„Ogromne niebezpieczeństwo, na które naraziła rodzinę i świeckie społeczeństwo zaraza perwersyjnych poglądów jest nam wszystkim oczywiste. Z pewnością rodzina i społeczeństwo cieszyłaby się większym pokojem i bezpieczeństwem, gdyby na uczelniach i w szkołach nauczano doktryny zdrowszej i bardziej zgodnej z nauczaniem Kościoła, doktryny takiej, jaka znajduje się w dziełach Tomasza Akwinaty. To, czego św. Tomasz naucza nas na temat prawdziwej natury wolności, która w naszych czasach degeneruje się w swobodę, na temat boskiego pochodzenia władzy, na temat prawa i jego władzy, na temat rodzicielstwa i sprawiedliwych rządów monarchów, na temat posłuszeństwa należnego najwyższym władzom, na temat obustronnego miłosierdzia, które musi panować między ludźmi – to, co on mówi na powyższe i inne tematy posiada ogromną, nie do pokonania siłę, która może obalić zasady nowego prawa, pełnego niebezpieczeństw, jak wiemy, dla porządku i dobra publicznego” [15].
Tak też czyńmy, aby uchronić, pozostawiony nam w spadku, nieskażony depozyt prawdziwej wiar
[1] PRO FIDE REGE et LEGE, nr 2(59) A D 2007, artykuł Encyklika „Pascendi”: Geneza i przesłanie dr Adam Wielomski.
[2] Paweł VI, przemówienie z dnia 29 czerwca 1972 roku.
[3] Pius X, Accogliamo, [w:] Documents pontificaux de Sa Sainte Pie X, t. I, 1903-1908, Conde-sur Noireau 1993.
[4] Abp. Marcel Lefebvre, Oni Jego zdetronizowali, Warszawa 1997.
[5] R. Amerio, K. Stehlin, Ekumenizm grzechem przeciw miłości, Warszawa 2002.
[6] Abp. Marcel Lefebvre, Oni Jego…
[7] Ibidem.
[8] Ibidem.
[9] PRO FIDE…
[10] Ks. Michał Poradowski, Teologia wyzwolenia Karola Marksa cz. I i II, Wrocław 2006.
[11] Abp. Marcel Lefebvre, Oni Jego…
[12] PRO FIDE…
[13] Ibidem.
[14] Katechizm św. Piusa X, Sandomierz 2006.
[15] Leon XIII, Aeterni Patris, Warszawa 2003.
]]>