Fides et Ratio » Tomisticum http://fides-et-ratio.pl Wiara Kultura Tradycja Naród Metafizyka Tue, 04 Aug 2015 21:54:41 +0000 pl-PL hourly 1 http://wordpress.org/?v=3.7.10 ks. Andrzej Maryniarczyk SDB Dlaczego tomizm dziś ? http://fides-et-ratio.pl/index.php/2015/02/ks-andrzej-maryniarczyk-sdb-dlaczego-tomizm-dzis/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2015/02/ks-andrzej-maryniarczyk-sdb-dlaczego-tomizm-dzis/#comments Fri, 13 Feb 2015 13:12:08 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5835 Słowo „tomizm” budzi dziś różne skojarzenia1. Dla jednych oznacza
rzeczywistość minionej epoki, coś jak „archeologia”, dla innych
pewne „monstrum”, które jako przestrogę przywołujemy, by przybliżyć
obraz przeszłości. Jedni w tomizmie widzą „ideologię” teologii
chrześcijańskiej (ancilla teologiae), drudzy niebezpieczne narzędzie
totalitaryzmu Kościoła zmierzającego do podporządkowania sobie
wszystkich i wszystkiego. Dla jednych tomizm to symbol „skostniałej”,
„schołastycznej”, oderwanej od życia filozofii, dla innych to obraz
filozofii konserwatywnej, by nie powiedzieć „zacofanej” filozofii.
Mówić więc o współczesnym tomizmie to rzecz dość ryzykowna
i niebezpieczna. Niebezpieczna, by nie powiększyć tych negatywnych
obrazów, a ryzykowna, by nie być posądzonym o ignorancję co do
odkryć współczesnej filozofii. Czy mi się to uda? — Zobaczymy.
Trzeba spróbować. A jak to mówił stary góral: „Próba nic strzelba.
Będziesz widzioł, jak nie będziesz wisioł!” A teraz zobaczymy.
To, że we współczesnej filozofii spotykamy się z negatywnym nastawieniem
co do realizmu tomistycznego, nie znaczy, że ten styl
filozofowania jest już nieobecny we współczesnym myśleniu. Sam
przecież sprzeciw czy krytyka nic czyni tym samym faktu nieobec-
1 Termin „tomizm” jako określenie filozofii, a raczej teologii, zaczął funkcjonować
od 1879 roku, a więc po encyklice Leona X I I I Aeterni Patris, zalecającej tomizm
jako obowiązujący w ośrodkach kościelnych sposób filozofowania. Zob. M. Gogacz.
Tomizm egzystencjalny na tle odmian tomizmu, w: W kierunku Boga, Warszawa 1982.
s. 60 n.
144 Ks. Andrzej Maryniarczyk SDB
ności tomizmu w kulturze zachodniej. Trudno bowiem zaprzeczyć,
że ten typ filozofowania nie kształtował przez długi czas i dziś także
nie kształtuje oblicza nie tylko teologii chrześcijańskiej, ale także filozofii
i kultury zachodniej. Co więcej, z perspektywy czasu można
z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że wyjaśnienia, które proponował
tak w dziedzinie rozumienia świata i człowieka, jak i kultury,
stanowią dziś niezbywalną wartość i są ciągle aktualne.
Jest faktem, że termin „tomizm” częściej wiązano z teologią,
w której filozofia jest ancilla teologiae, ale jest też faktem, że „tomizm”
to także autonomiczny sposób filozofowania nawiązujący
do tradycji filozofii realistycznej. I w tym drugim ujęciu zajmiemy
się „tomizmem”2.
Skoro już państwo daliście się skusić i zainteresować tym tematem,
spróbujmy, nie wikłając się w szczegółowe dyskusje na temat powyższych
opinii (bo wiele z nich wyrosło bardziej na bazie dyskusji
ideologicznych niż merytorycznych)3, odpowiedzieć sobie od strony
pozytywnej na dwa pytania: co to jest tomizm współczesny oraz jaką
funkcję pełni w dzisiejszej filozofii i kulturze? W wykładzie zostanie
położony akcent na jego treściową zawartość i główne charakterystyczne
cechy (wzięte raczej przykładowo niż wyczerpująco), mniej
zaś na historyczne uwarunkowania poszczególnych faz jego rozwoju.
1. CO TO JEST TOMIZM WSPÓŁCZESNY?
Tomizm nic jest jakąś konfesyjną filozofią, która została sformułowana
w XIII wieku przez Tomasza dla wyznawców religii chrześcijańskiej
— musimy to sobie na początku uświadomić. Przymiotnik
2 Zob. E. Gilson, Tomizm, Warszawa 1960, s. 41.
3 Zob. M. Gogacz, Współczesne interpretacje tomizmu, „Znak” 15 (1963) nr 113,
s. 1339-1353; Tenże, Aktualne dyskusje wokół tomizmu, „Zeszyty Naukowe KUL”
10 (1967), z. 3, s. 59-70; Tenże, Aktualność filozofii Tomasza z Akwinu, w: W kierunku
prawdy, Warszawa 1976, s. 458-472.
DLACZEGO TOMIZM DZIŚ? 145
zaś „współczesny” nie oznacza jego „reanimacji” w celu uwspółcześnienia
i adaptacji. Czym więc jest?
Jak każda odpowiedzialna nauka czy teoria, nic wyrasta od „dziś”
(jak np. niektórzy wyprowadzają całą filozofię od Kartezjusza. Kanta
czy Hume’a), ale jest kontynuacją dziedzictwa bogatej tradycji filozoficznej
wieków poprzednich (Platona, Arystotelesa, Augustyna, Bonawentury,
Beocjusza, Awicenny i innych). Z tym jednak, że identyfikuje
się przede wszystkim z tradycją filozofii realistycznej, której
podstawy zbudował Arystoteles, rozwijali jego kontynuatorzy (tak
arabscy jak i żydowscy), Tomasz zaś filozofii tej nadał „życiodajny
impuls” i odsłonił nowe perspektywy.
Co było i co jest charakterystyczne dla filozofii realistycznej, a tym
samym i tomizmu?
1. Przede wszystkim uznanie „służebnej” roli rozumu i nauki
(w tym także filozofii) w stosunku do rzeczywistości4. Wszelkie teorie,
filozofie, nauki itp. mają być na „służbie” rzeczy, a nie odwrotnie.
Ta wrażliwość, by poznać świat realnie istniejący, a nie nasze
wyobrażenia o nim. czy skonstruowane teorie lub modele — jest typowa
dla filozofii realistycznej. Taka też postawa poznawcza gwarantuje
poznawanie świata i odkrywanie prawdy o nim. „Jest bowiem
cechą człowieka wykształconego — powie Arystoteles — żądać
w każdej dziedzinie ścisłości w tej mierze, w jakiej na to pozwala
natura przedmiotu”5. Stąd — zdaniem Arystotelesa — wykształcony
filozof „więcej powinien słuchać rzeczy i rozumu niż teorii”.
Z czasem postawa ta zostanie nazwana genetycznym empiryzmem
i metodycznym racjonalizmem. A będzie to oznaczało, że podstawą
formowania pojęć (i budowania wiedzy) są dane doświadczenia, metodą
zaś wyjaśniania jest przechodzenie od tego, co złożone, do tego,
co niezłożone, od tego, co proste, do tego, co skomplikowane, od
4 Oto jak pojęcie ancilla wrasta do filozofii realistycznej. Poznanie ma być „ancillą”
świata realnego, filozofia „ancilla” teologii itd. W ten sposób uwalniamy się
od ideologizacji „naukowości” odrzucając prymat poznania przed rzeczą, nauki przed
człowiekiem, filozofii przed życiem.
5. Arystoteles, Etyka Nikomachejska, 1094 b 23-25.
146 Ks. Andrzej Maryniarczyk SDB
skutku do przyczyny, czyli — jak powie Arystoteles — oddzielanie
„bytu od niebytu”. Tym też różnić się będzie realizm filozoficzny
Arystotelesa od empiryzmu współczesnych nauk, że dla empiryzmu
rzecz jest kryterium weryfikacji przyjęte wcześniej teorii czy hipotezy,
a nie bezpośrednim przedmiotem poznania (rzecz nie służy do oświecania
umysłu prawdą, lecz do potwierdzania skonstruowanej przez
umysł prawdy). Stąd np. w fizyce przywołujemy przedmiot, by zweryfikować
słuszność teorii kwarków czy strun; w biologii odwołujemy
się do człowieka, by weryfikować teorię ewolucji zamiast go poznawać;
w literaturze do teorii formgeschichte czy „koła hermeneutycznego”,
by badać zasadność ich sformułowania zamiast poznawać
dzieło. Nie zawsze naukowiec jest świadomy, że weryfikacja przyjętej
hipotezy czy teorii nie jest równocześnie weryfikacją rzeczy. Teorie
bowiem zmieniają się, zastępujemy je innymi, a rzecz pozostaje rzeczą.
Jak to wyraził Werner Heisenberg: „hipotezy się zmieniają, a żaba
pozostaje żabą”.
2. Bezpośrednio z tą „wrażliwością” filozofii na świat realny i dopuszczania
do głosu w teoriach naukowych i filozoficznych wpierw
„rzeczy i rozumu” wiąże się też rozumienie tego, co znaczy być „rzeczywistym”,
„realnym” (bytem). Arystotelesowski realizm to także
„sztuka” odróżniania tego, co rzeczywiste, od tego, co nierzeczywiste,
co urojone, skonstruowane, od tego, co realne, „bytu od niebytu”.
Kryterium tym jest samodzielność w istnieniu.
W historii filozofii możemy spotkać się z różnym pojmowaniem
tego, co nazywamy „rzeczą” czy „rzeczywistym”. I tak dla fizyków
jońskich „rzeczą” i czymś „rzeczywistym”, a zatem i „realnym”, były
tylko jednorodne elementy (elementy wody, ognia, powietrza,
ziemi, czegoś nieokreślonego itp.)6. W naturze swej były czymś materialnie
upostaciowionym, „z których” i „dzięki którym” coś powstawało.
Realność i rzeczywiste istnienie im tylko przysługiwało, nie
6 Idea elementu jest idea grecką. Grecki odpowiednik naszego słowa „element”
oznacza literę alfabetu, tak jak łacińskie słowo elementum, które niektórzy wyprowadzają
od liter „LMN — tum”. Element w sensie litery istnieje autonomicznie
w sylabie.
DLACZEGO TOMIZM DZIŚ? 147
przysługiwało natomiast powstałym z nich przedmiotom. One były
agregatami części i rozpadały się na elementy.
Inaczej natomiast „rzecz” i „rzeczywistość” pojmował Parmenides
czy Platon. „Rzeczywistym” jest to, co niematerialne, niezłożone
i niezmienne. To, co jest przedmiotem myśli. Ono bowiem nie ginie,
nie zmienia się. To, co jest rzeczą, może mieć postać myśli (Parmenides),
idei (Platon) czy prawa (logosu). Sama zaś „rzeczywistość”
jest rozwojem myśli (jak powie później Hegel), odbiciem idei (Platon)
czy przejawem prawa Logosu.
Jeszcze inaczej pojmował rzeczywistość Heraklit. To, co rzeczywiste,
nie jest w ogóle czymś, ono „zdarza się”, rzeczywistość zaś
„dzieje się” w ciągłym procesie — panta rhei kai ouden menei itd.7
W każdym z tych przypadków mamy do czynienia z dość osobliwym
pojmowaniem tego, „co rzeczywiste”, i samej „realności”.
Przede wszystkim — powie Arystoteles — zabrakło u tych filozofów
„wrażliwości” na rzecz samą, a została ona przytłumiona albo
„ślepym” posłuszeństwem zmysłom i wyobrażeniom, albo rozumowi.
Zabrakło też owej filozoficznej „wielkodusznej mądrości” pozwalającej
być otwartym na wszystko, co istnieje; tak w postaci materii
jak i czegoś niematerialnego, tak złożonego jak i prostego. Wskutek
czego słowo „realny” wcale nie musiało oznaczać „rzeczywisty”, lecz
„zgodny z przyjętym punktem widzenia”, teorią czy przekonaniem.
W konsekwencji świat został rozbity na świat materii i świat ducha,
bytu i niebytu, dobra i zła. Dualizm, jak bóg Janus o podwójnym
obliczu, zaczął wyznaczać obraz świata i legł u podstaw rozumienia
rzeczy.
Ten „okrojony” obraz świata, jego zafałszowane pojęcie „realności”
(które było przenoszone na człowieka, jego działanie, wytwory kultury,
a także Boga) próbuje zmienić Arystoteles. „Rzeczy” to konkrety,
które istnieją, „rzeczywistość” to świat konkretnie istniejących
przedmiotów. I nie ma innego świata jak właśnie świat konkretów.
Te zaś mogą być w sobie złożone z różnorodnych elementów i części.
Jednak jako całości są czymś więcej niż sumą swych części. Kon-
7 Zob. Arystoteles, Metafizyka, 984 a-993 a.
148 Ks. Andrzej Maryniarczyk SDB
krety te mogą być materialne i oddzielone od materii (figury geometryczne,
liczby, konstrukty myślowe, a także inteligencje). Mogą być
dziełem natury lub kultury (człowieka).
3. Odpowiednio do rozumienia „rzeczy” i „realności” Arystoteles
przebudowuje też całą teorię poznania. Do poznania przedmiotów
świata realnego mamy dostęp przez zmysły i rozum. Nie ma i nie
może być poznania i myślenia dotyczącego realnego świata bez realnego
przedmiotu myślenia. Bez realnego przedmiotu może być najwyżej
wymyślanie. Zostanie więc sformułowany przez Arystotelesa
program filozofii maksymalistyczncj. Wyrażać się będzie
w tym, że filozofia traktowana jest jako poznanie autonomiczne tak
ze względu na swój przedmiot, jak i metodę oraz cel. Poznanie to
charakteryzować się będzie między innymi: prawdziwościową-koniecznością
(wskazywane w wyjaśnianiu faktów czy zjawisk przyczyny
są takie, bez których nie może istnieć dany fakt czy zdarzenie),
obiektywnością (poznanie dotyczy realnie istniejącej rzeczy) oraz analogicznością
(pozwała zachować odrębność poznawanych przedmiotów
i chroni przed redukcjonizmem). I tak oto Arystoteles przecina
zaczarowane koło dualizmu zmysłów i intelektu, materii i ducha, bytu
i niebytu i odsłania przed filozofem szeroką perspektywę realnego
świata jako pola jego dociekań i badań, który (realny świat) z jednej
strony stanowi nieograniczoną możliwość twórczych dociekań człowieka,
z drugiej zaś wskazuje na ich faktyczną granicę, którą jest
realnie istniejący przedmiot. Realizmowi arystotelesowskiemu jest obca
absolutyzacja praw rozumu, choć powie, że to rozum czyni człowieka,
gdyż pozwala mu stawać się (człowiekiem) w prawdzie. Jest
to jednak rozum postawiony w służbie prawdy, jej zaś nośnikiem jest
przedmiot.
Dopiero Kartezjusz przyzna rozumowi absolutne prawo do stanowienia
o prawdzie. Napis na nagrobku Kartezjusza w Sain-Germaindes-
Pris sławi go jako reconditor doctrinae — „pierwszego obrońcę
praw rozumu” (twórcę nauki)8. Historia uczy nas, co może rozum,
który nie liczy się z rzeczami. Zawołanie Hegla, który poszedł za
Zob. J. Pieper, Scholastyka, Warszawa 1963, s. 9.
DLACZEGO TOMIZM DZIŚ? 149
tym odkryciem Kartezjusza: „tym gorzej faktom”, jest dziedzictwem
i testamentem tego odkrycia.
4. Realizm arystotelesowski to także określony obraz świata. Świat
ten istnieje odwiecznie. Jego tajemnicą jest powstawanie i niszczenie
— a więc zmiana i ruch. Nie jest to jednak świat dualizmu dobra
i zła, bytu i niebytu, choć istniejące konkrety są w sobie złożone.
Arystoteles daje prawo do bycia czymś rzeczywistym i realnym temu,
co jest z ł o ż o n e (poprzednicy wszystko, co było złożone, uznawali
za coś wtórnego, nie-rzeczywistego, nie-realnego, za rzeczywistość
drugiej kategorii). To niebagatelne w skutki posunięcie. Pociągnie to
za sobą przyjęcie istnienia także pewnej „tajemnicy” rzeczy. Gdyż
całość złożonego konkretu nie jest sumą jego złożeń. Stąd dotarcie
do tajemnicy rzeczy wymaga nie lada wysiłku poznawczego. Wysiłku,
który będzie polegał nie tylko na rozkładaniu rzeczy na części, ale
na przedzieraniu się poprzez dane zmysłowe i docieraniu do tego, co
tylko zaczątkowo było dane w zmysłach: od skutku do przyczyny,
od właściwości do ich podmiotu, od tego, co materialne, do tego, co
duchowe itd. W ten sposób rozpościera się przed rozumem szerokie
pole działania, gdzie „rozum staje się rozumem”. Dokonując zaś tego
rozum spełnia swe podstawowe zadanie: odkrywa tajemnicę (prawdę)
rzeczy, to znaczy staje się w „prawdzie rzeczy”.
Tajemnica przedmiotów złożonych jest zawarta w tym, dzięki czemu
są tym, czym są, dzięki czemu różne elementy tworzą całość
i jedność, dzięki czemu z odwiecznego tworzywa formują się konkretne
przedmioty.
Świat ten, będąc nośnikiem prawdy, dobra i piękna, jest też miejscem
egzystencji człowieka. To w tym świecie człowiek poprzez rozum
i wolę, twórczość i kontemplację odkrywa swoją transcendencję
i wznosi się do poznania najwyższej Prawdy jako ostatecznej tajemnicy
świata9.
9 Jest to bardzo optymistyczna perspektywa świata. Nie jest to świat przeniknięty
walką pomiędzy dobrem i złem, bytem i niebytem, życiem i nicością. Jest to świat
racjonalny, związany z rozumem i rozumny, z człowiekiem i ludzki. Jest naturalnym
środowiskiem człowieka.
150 Ks. Andrzej Maryniarczyk SDB
5. Z czasem bogate dziedzictwo Arystotelesowskiego realizmu
i realistycznej filozofii podzieliło różne losy w interpretacjach filozofów
arabskich (Alfarabi, Algazel, Awicenna) i żydowskich (Mojżesz,
Majmonides). W wieku XIII nawiąże do niego św. Tomasz, który
z jednej strony zafascynowany „wielkodusznością” filozoficznego poznania
oraz otwartością na bogactwo świata, z drugiej świadomy wartości,
ale i ograniczeń filozofii Platona czy Augustyna, przejmie
dziedzictwo Arystotelesowskiej interpretacji świata i człowieka, jako
interpretacji najbardziej całościowej, spójnej i to, co najważniejsze —
interpretacji będącej na „służbie” rzeczywistości, a więc w miarę
neutralnej.
Będzie to jednak twórcze przejęcie dziedzictwa realizmu filozofii
Arystotelesowskiej10. Tomizm będzie czymś więcej niż asymilacją
czy adaptacją. Będzie to po prostu „wdrapanie się na barki
olbrzyma” i popatrzenie z nich jeszcze szerzej na świat. Mając zaś
„przedeptane” szlaki będzie mógł Tomasz wniknąć rozumem głębiej
w rzeczywistość i dostrzec to, czego Arystoteles nie dostrzegł czy nie
mógł dostrzec. Tomasz nie jest więc interpretatorem Arystotelesa (jak
to próbują ukazać niektórzy historycy), ale jest przede wszystkim
twórczym spadkobiercą realistycznej filozofii, którą sformułował
Arystoteles.
Co więc św. Tomasz przejmie z dziedzictwa Arystotelesowskiego
realizmu?
(a) Przejmie n i e k w e s t i o n o w a n ą postawę f i l o z o f o wania,
która wyraża się w tym, że zadaniem filozofii jest poznawanie
i wyjaśnianie rzeczywistości, a nie naszych wrażeń o niej czy
weryfikowanie hipotez i teorii.
(b) Rzeczywistość stanowią tak dla niego, jak i Arystotelesa konkretnie
istniejące przedmioty (i tylko one!).
(c) Świat jednak, który tworzą owe konkretne przedmioty, choć
jest jedynym światem realnym, nie może być jednak czymś wiecznym.
Nic bowiem w tym świecie nie utwierdza nas w przekonaniu,
że istnienie jest konieczną właściwością konkretów. Widzimy bo-
Zob. E. Gilson, Tomizm, s. 42nn.
DLACZEGO TOMIZM DZIŚ? 151
wiem, że rzeczy giną, to znów przemieniają się. Istnienie wchodzi
więc w wewnętrzną strukturę tego świata i rzeczy jako czynnik konstytutywny.
Nie jest on jednak tożsamy z treścią wyznaczającą istotę
rzeczy. Gdyby bowiem istnienie było konieczną cechą rzeczy, a więc
tożsame z jej istotą, np. tożsame z Janem czy drzewem, to wówczas
koniecznym warunkiem istnienia byłoby być Janem czy drzewem itp.
Wszystko więc, co by istniało, musiałoby mieć postać Jana czy drzewa.
Ponadto każde poznawcze ujęcie istoty pociągałoby za sobą jej
istnienie. Świat zaroiłby się od naszych uprzedmiotowionych myśli.
A przecież widzimy, że to jest absurd11.
I tak oto Tomasz odkrywa najgłębszy czynnik urealniający złożony
konkret, a mianowicie akt istnienia.
(d) Pociągnie to od razu konieczność innego widzenia całego świata.
Już nie jest to świat, który odwiecznie istnieje, którego tworzywo
jest niezniszczalne, ale będzie to świat niekonieczny, a więc
przygodny. Tak widziany świat będzie potrzebował dla swego
istnienia i działania nie tylko czynnika organizującego, ale przede
wszystkim czynnika sprawczego, stwórczego. Tomasz na fundamencie
Arystotelesowskiego realizmu, który nie był do końca wyjaśnieniem
zagadki istnienia świata, buduje swój egzystencjalny realizm,
w którym jako główne zadanie do wyjaśnienia staje problem niekoniecznego
(przygodnego) istnienia świata.
Sformułowana przez Tomasza teoria stworzenia świata nie jest teorią
pozytywnie wyjaśniającą powstanie świata. Jest to teoria negatywna,
która głosi, że świat nie powstał z czegoś.
A więc to, że świat istnieje, i wszystko, co ten świat tworzy (także
materia), ostateczne swe uzasadnienie ma przez odwołanie się do
Pierwszej przyczyny istnienia tego świata (przyczyny sprawczej
stwórczej)12.
11 Św. Tomasz, De ente et essentia, c. IV.
12 Tomasz — pisze Gilson — „zachował swobodę w stosunku zarówno do Arystotelesa,
jak i do św. Augustyna. Zamiast biernie płynąć z prądem tradycyjnego auguśtynizmu,
wypracował nową teorię poznania, zmienił podstawy, na których wspierały
się dowody na istnienie Boga, poddał nowej krytyce pojęcie stworzenia i wzniósł
152 Ks. Andrzej Maryniarczyk SDB
W tym była istota Tomaszowej r e w o l u c j i f i l o z o f i i realistycznej.
Pociągnęło to za sobą konieczność popatrzenia z tej
perspektywy tak na otaczający nas świat, jak i na człowieka oraz na
wszystko, co dzieje się w życiu i działaniu człowieka. W pierwszym
rzędzie człowiek musiał też zmienić swój stosunek do świata materii
(ciał). Świat przedmiotów materialnych nie jest bezkształtną masą
skazaną na twórcę, materia jest współelementem świata. Jest dla tego
świata i każdego konkretu konieczna. Stanowi jego zawartość, środowisko
i współuczestniczy w tajemnicy jedności bytu. Nie jest symbolem
zła, jak u Platona, czy obojętności (nieokreśloności), jak
u Arystotelesa, przynależy do egzystencji tego świata. Tomaszowy
człowiek podobnie jak Arystotelesowski jest compositum ciała i duszy,
materii i formy. Z tym tylko, że jeśli Arystotelesowska dusza
pełniła w człowieku funkcję autonomicznej zasady organizującej materię
do życia nie będąc jednak zasadą istnienia owej materii-ciała,
to w Tomaszowej wykładni tajemnicy człowieka dusza jest nie tylko
formą ciał i zasadą życia, lecz także pierwszym i podstawowym
aktem jego istnienia. Człowiek nie tylko istnieje
przez duszę, ale i tym, czym jest i jak jest, jest dzięki duszy. Dusza
ludzka, będąc autonomiczną zasadą działania ludzkiego, jest też ostatecznym
aktem jego istnienia. Będąc w swym działaniu źródłem
aktów tak materialnych, jak i niematerialnych wskazuje na swą specyficzną
naturę i specyficzne, niematerialne pochodzenie. Jako dusza
ludzka przejawia swe istnienie i działanie zawsze przez „ciało” jako
konieczny element ludzkiego compositum, choć nie musi to być postać
ciała tylko materialnego.
Ponadto cały człowiek, jako byt przygodny, rozpoznaje się jako
istota z natury religijna, to znaczy jako istota, której ostateczną racją
nowy lub całkowicie przekształcił stary gmach etyki. Ale też, zamiast kroczyć biernie
za arystotelizmem awerroistów, rozsadził jego ciasne ramy, przekształcając do głębi
doktrynę, którą potrafił skomentować w taki sposób, że nabrała ona zupełnie nowego
sensu. Cała tajemnica tomizmu tkwi w dążeniu — z bezwzględną uczciwością intełektuainą
— do odbudowania filozofii na takiej płaszczyźnie, aby jej faktyczna
zgodność z teologią okazała się niezbędna jako spełnienie wymagań samego rozumu,
nie zaś przypadkowym wynikiem dążenia do ich uzgodnienia” E. Gilson, Tomizm, s. 42.
DLACZEGO TOMIZM DZIŚ?
istnienia i działania jest Absolut. Stąd —jak powie Augustyn — „niespokojne
jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”. Dążenie
to wyznacza ostateczną perspektywę ludzkiego życia i postępowania,
cel i kres dążenia.
Człowiek wprawdzie przynależy do jedności tego świata, lecz świat
ten transcenduje. Transcendencja ta ujawnia się w jego zdolności do
poznania, w aktach miłości i wolności. Ponadto człowiek w kontekście
życia społecznego jest postrzegany jako cel wszelkich działań.
Jest bowiem istotą godną, suwerenną w bytowaniu oraz stanowi podmiot
prawa.
Akt istnienia, który pełni funkcję zasady tworzenia i organizowania
sobie materii, jest tym, dzięki czemu „rzecz jest” i „jest taka oto”.
I tak z Arystotelesowskiego esencjaiizmu, w którym forma była ostatecznym
wyjaśnieniem zagadki bytu, Tomasz wprowadza nas do
egzystencjalizmu, gdzie akt istnienia stanowi o ostatecznej tajemnicy
bytu. Jest on nie tylko zasadą organizowania materii (jak arystotelesowska
forma), lecz zasadą istnienia i organizowania istoty konkretnego
bytu.
Odpowiednio do tego trzeba będzie przebudować teorię poznania,
a także całą teorię bytu, czyli metafizykę. Poznanie zaś metafizyczne
zakończy się teorią Absolutu. Na czym ta przebudowa będzie polegać?
Spróbujmy się temu przyjrzeć.
Potrzeba przebudowy teorii poznania wiązała się z koniecznością
dotarcia do „tajemnicy istnienia” bytu. W miejsce poznania abstrakcyjnego,
które odsłaniało tajemnice uorganizowania materii w określoną
treść bytu, Tomasz proponuje poznanie separacyjne, w ramach
którego docieramy do koniecznych elementów warunkujących istnienie
bytu. Jeśli poznanie abstrakcyjne polegało na odrywaniu jakiejś
cechy i celem uczynienia jej przedmiotem poznania, to poznanie separacyjne
dąży do wyróżniania i wskazywania w konkrecie takiego
czynnika, bez którego nie może istnieć dany konkret, nie może istnieć
dany proces czy nie może istnieć wyróżniona właściwość itp. Ponadto
w poznaniu abstrakcyjnym zmuszeni jesteśmy do rozbicia całościowego
obrazu rzeczy na rzecz wyróżnionego aspektu, zaś w poznaniu
separacyjnym wyróżniane i wyodrębniane czynniki nie są bezpośred154
As. Andrzej Maryniarczyk SDB
nim przedmiotem poznania, lecz stanowią podstawę poznania istnienia
konkretu jak i jego c a ł o ś c i . Na czym polega
poznanie separacyjne?
Poznanie separacyjne jest rozwinięciem najbardziej spontanicznego,
zdroworozsądkowego poznania ludzkiego. Poznania, które odznacza
się najmniejszym stopniem utcoretycznienia. Dotyczy tego, że
„rzecz jest”, a nie tego, „jak rzecz jest” czy „czym rzecz jest”. Pierwszymi
rezultatami tego poznania są wyrażenia: „coś jest”, „coś istnieje”,
a więc sądy egzystencjalne. Sądy te są nie tyle pierwszymi
rezultatami bezpośrednich aktów poznawczych, ile pierwszymi „stanami
świadomego istnienia” człowieka jako bytu poznającego. Są
więc pierwszymi aktami zaistnienia człowieka jako bytu poznającego,
wyrazem zapoczątkowania „życia poznawczego” w człowieku, które
będzie przybierać różne formy w jego świadomej działalności.
Jeśli natomiast sądy egzystencjalne potraktujemy jako wyrażenia
językowe będące rezultatem werbalizacji pierwotnych aktów poznania
istnienia bytu, to wyrażenia te odznaczają się nieograniczonym zakresem
orzekania. Możemy to uzyskać dzięki temu, że ujmujemy w nich
konieczne, a zarazem powszechne (transcendentalne) czynniki warunkujące
istnienie realnego konkretu. W ten sposób dochodzi do ugruntowania
wszelkiego poznania ludzkiego, a metafizycznego w szczególności,
w realnie istniejącym świecie.
Bezpośrednio z poznaniem abstrakcyjnym i pojęciami uniwersalnymi
(abstraktami) wiąże się problem mediacji pojęć w stosunku do
poznawanego przedmiotu. Wynikiem tej mediacji jest rozbicie faktycznego
(całościowego) obrazu rzeczy na szereg obrazów aspektywnych
oraz niemożliwość w „punkcie wyjścia” dotarcia do samej rzeczy.
Rodzi się więc uzasadniona obawa, że zniknie w poznaniu metafizycznym
realizm, uniwersalizm i neutralizm (obiektywizm), a zamiast
poznawania zacznie się dokonywać modelowanie rzeczywistości.
By ten problem rozwiązać, proponuje się ujęcia sądowe, jako
bazowe i zarazem jako jedynie właściwe do osadzenia poznania w realnym
świecie i bezpośredniego ujęcia całości istniejącej rzeczy.
Ujęcia sądowe charakteryzują się silnym momentem afirmacyjnym
polegającym na stwierdzeniu faktycznego istnienia rzeczy (i tylko istDLACZEGO
TOMIZM DZIŚ? 155
nienia rzeczy! — „coś istnieje”). Tak rozumianym, pierwotnym ujęciom
sądowym nie przysługuje jeszcze kwalifikacja prawdy lub fałszu
(to pojawi się dopiero w dalszym etapie rozwoju poznania). Sąd bowiem
egzystencjalny nastawiony jest przede wszystkim na stwierdzenie
istnienia „czegoś” i ten moment afirmacji jest tu podstawowym
w odróżnieniu od określenia natury tego „coś istniejącego”, a więc
czy „istniejące coś” jest „Janem”, „jabłonią” czy czymś innym.
Tak rozumiany sąd egzystencjalny, w metafizyce, stanowi bazę
(a więc punkt wyjścia, a nie ostateczny cel) dla dalszego teoretycznie
rozwiniętego poznania. Teoretycznie zreflektowany sąd egzystencjalny
(na terenie metafizyki) werbalizujemy przy pomocy wyrażenia
„byt” (jako skrót sądu) i innych wyrażeń zwanych transcendentaliami
(takich jak: rzecz, jedno, odrębność, prawda, dobro, piękno) oraz terminów
metafizycznych (typu: substancja, przypadłość, materia, forma,
istota, istnienie, osoba itp.). W ramach tych wyrażeń jako rezultatów
poznania separacyjnego otrzymujemy przede wszystkim wieloaspektowe
rozumienie rzeczy, które jest rozumieniem bazowym
— w oparciu na nich można dopiero lepiej rozumieć ujęcia aspektywne,
jakie otrzymujemy w ramach separacji oraz w ramach nauk
szczegółowych. Nie są to jednak ujęcia konkurencyjne, lecz uzupełniające.
Tak jak poznanie metafizyczne nie jest w stosunku do innych
typów poznania poznaniem konkurencyjnym i zastępującym, lecz jest
poznaniem bazowym pozwalającym osiągnąć, w kontekście poznania
aspektywnego, rozumienie rzeczy. I w tym sensie jest poznaniem bazowym.
Odpowiednio do tego typu poznania przebudowie musiała ulec także
cała metafizyka, jako ogólna teoria rzeczywistości. Przedmiotem
poznania metafizycznego jest oczywiście konkretnie istniejący byt.
Celem zaś tego poznania jest dotarcie do jego ostatecznej tajemnicy
istnienia i działania, poznania i postępowania, ustrukturowienia i jedności.
W poszukiwaniu ostatecznej odpowiedzi na te problemy, nie
znając jej ostatecznej wersji w ramach wewnętrznej struktury bytu
jak i świata, Tomasz wskazuje na Absolut jako ostateczną rację pozwalającą
nam w pełni wyjaśnić tajemnicę istniejącego bytu, jako
„zwornik” istnienia i poznania świata. W przeciwnym razie musimy
Ks. Andrzej Maryniarczyk SDB
zgodzić się na absurd poznawczy, to znaczy przyjąć, że coś jest bez
racji swego istnienia lub pogrążyć się w agnostycy zm.
Teoria Absolutu pojawia się więc jako naturalna konsekwencja
ostatecznego poznania istniejącego świata. Poznanie więc metafizyczne
dosięga celu wznosząc się do odkrycia konieczności istnienia
Absolutu jako ostatecznej przyczyny istnienia świata, który jest nam
dany jako przygodny, zmienny, uprzyczynowany, uporządkowany, obdarzony
wartościami dobra, prawdy i piękna.
Tomasz rozróżni przy tym porządek objawienia i filozofii, wiary
i rozumu, jako dwie drogi dojścia do Prawdy. Jednak dróg tych nie
będzie sobie przeciwstawiał, twierdząc, że tak jak jedna jest rzecz
i jeden jest świat, tak jedna jest prawda: rozumu i objawienia, choć
może być osiągana na różnych drogach. W ten sposób zaznaczy, że
dziedzina religii nie jest tylko dziedziną wiary, lecz także i dziedziną
rozumu. Stąd problem istnienia Boga nie jest tylko problemem wiar}’,
lecz także problemem poznania. A jeśli tak, to na terenie metafizyki
problem ateizmu jawi się w pierwszym rzędzie jako błąd poznawczy,
a wtórnie jako problem wiary.
Zaproponowane przez Tomasza drogi poznania Boga są nie tyle
dowodami, ile metodologicznymi propozycjami, zgodnie z którymi
rzeczywistość istniejąca jako przygodna, zmienna, uprzyczynowana,
celowa, inteligibilna, poddana analizie poznawczej doprowadzi nas
do odkrycia ostatecznej racji istnienia i działania, którą jest Absolut.
„Filozofia, której naucza Św. Tomasz — jak powie Gilson — nie
dlatego jest filozofią, że jest chrześcijańska. Wie on, że im prawdziwsza
będzie jego filozofia, tym bardziej będzie chrześcijańska — im
bardziej będzie chrześcijańska, tym będzie prawdziwsza”13.
13 Filozofia — komentuje Gilson — przeniesiona dzięki jego (Tomasza) usiłowaniom
na płaszczyznę „objawialnego” ma odtąd udział w przymiotach mądrości
teologicznej, o której św. Tomasz powiada, że jest zarazem najdoskonalszą, najwznioślejszą
i najpożyteczniejszą wiedzą, jaką człowiek może zdobyć w tym życiu.
Jest najdoskonalszą — gdyż w miarę jak człowiek poświęca się zagłębianiu mądrości,
uczestniczy już na tym świecie w prawdziwej szczęśliwości. Jest najwznioślejsza
— gdyż skoro Bóg wszystko ustanowił w mądrości, człowiek mądry upodabnia
się poniekąd do Boga. Jest najpożyteczniejsza — gdyż wiedzie nas do wieczystego
DLACZEGO TOMIZM DZIŚ? 157
Nie wszyscy jednak dostrzegli to, co Tomasz wprowadził do realistycznej
filozofii Arystotelesa. Uczniowie jego i jego komentatorzy
(Idzi Rzymianin, Jan od św. Tomasza, Kajetan z wyjątkiem Sylwestra
z Ferrary) potraktowali jako genialnego komentatora Arystotelesa i na
tym poprzestali. Inni skoncentrowali się na jego teologii, w której
wykorzystał filozoficzny obraz świata i człowieka, by przybliżyć
prawdę o Bogu. I trzeba było znowu czekać prawie VII wieków, żeby
dopiero w XX wieku Tomasz został na nowo odczytany.
Nie chodzi tu jednak o odczytanie czysto werbalne czy komentatorskie.
Chodzi tu o takie twórcze odczytanie Tomasza, jakiego Tomasz
dokonał w odniesieniu do Arystotelesa. I choć wielu podejmowało
wysiłki (np. J. Balmes, J. Kleutgen, S. Tongiorgi, T. Zigliara,
J. Gredt, E. Mercier, E. de Vorges, J. Marechal, R. Garigou-Lagrange,
P. Descoąs, R. Olgiati, A. Forest, H. Gouhier i inni) i wiele ośrodków
to czyniło (Włochy, Belgia, Niemcy, Francja, Hiszpania, Kanada, Polska),
to jednak tylko nielicznym się to udało1 4. Do takich, którzy
twórczo odczytali Tomasza, na pewno należy E. Gilson1:> i J. Maritain16,
oraz bez wątpienia na terenie Polski ojciec prof. A. Krąpiec1”.
Z tym jednak, że o ile Maritain spopularyzował na nowo myśl Tomasza,
Gilson odkrył jej głębię i potrafił ukazać jej aktualność, to
królestwa. Najbardziej obfituje w pociechy, gdyż wedle słów Pisma rozmowa z nią
wolna jest od goryczy, a jej towarzystwo od smutku: znajdujemy w niej tylko radość
i wesele (Mdr 8,16) E. Gilson, Tomizm, s. 43.
14 Szerzej na ten temat piszą: M. Gogacz, Tomizm egzystencjalny na tle odmian
tomizmu, w: W kierunku Boga, Warszawa 1982, s.59nn: A.M. Krąpiec, Współczesne
kierunki epistemologiczne w tomizmie (przegląd stanowisk), E. Gilson, Realizm tomistyczny,
Warszawa 1968, s. 167nn.
15 Jako typowe dzieła w tym kontekście to: E. Gilson, Tomizm, Warszawa 1960;
Tenże, Byt i istota, Warszawa 1963; Tenże, Duch filozofii średniowiecznej. Warszawa
1958.
16 J. Maritain, Sept leçons sur l’être et les premiesses de la raison speculative,
Paris 1932-1933; Tenże, Les degrés du savoir, Desclee de Brouwer 1958; Tenże,
Pisma filozoficzne, Kraków 1988.
17 Wśród podstawowych prac tego autora można wskazać: A.M. Krąpiec, Teoria
analogii bytu, Lublin 1959; Tenże, Metafizyka. Poznań 1956; Tenże, Ja —człowiek,
Lublin 1979; Tenże, S. Kamiński, Z teorii i metodologii metafizyki, Lublin 1962;
Tenże, Człowiek i prawo naturalne, Lublin 1975 i inne.
158 Ks. Andrzej Maryniarczyk SDB
Krąpiec wprowadził do filozofii współczesnej (nie tylko polskiej) całe
bogactwo realistycznego filozofowania18. Zasługa jego jest tym większa,
że dał on całościowy wykład egzystencjalnej filozofii Tomasza
w węzłowych problemach rozumienia świata, człowieka i kultury.
Ponadto przy współpracy z S. Kamińskim ukazał podstawy i zasady
przeprowadzenia metodologicznej refleksji w metafizyce, akcentując
przy tym priorytet natury przedmiotu przy determinacji narzędzi metodologiczno-
logicznej analizy języka i struktury metafizyki. Trudno
go więc nazywać kontynuatorem czy komentatorem Tomasza, tak jak
trudno nazwać Tomasza komentatorem Arystotelesa. Uczynił on to,
co Tomasz w XIII wieku, mianowicie wykorzystując dziedzictwo myśli
realizmu egzystencjalnego, a także inspirując się elementami bogatej
tradycji filozoficznej, tak starożytnej jak i współczesnej, ukazał
w całej perspektywie jego wartość, zaś opracowując na nowo szczegółowe
problemy filozoficzne zbudował w s p ó ł c z e s n ą wersję
autonomicznej f i l o z o f i i realistycznej.
Oczywiście wiek XX jest bogaty w nowe propozycje odczytania
Tomasza. Tomiści pozostający pod presją współczesnych nurtów filozoficznych,
a także nauk szczegółowych nie zawsze w korzystaniu
z dorobku tak filozofii współczesnej, jak i nauk szczegółowych pozostali,
tak jak dał temu wyraz Tomasz, neutralni w swym filozofowaniu.
Zapożyczona metoda czy przejęty punkt wyjścia filozofowania
od innych nauk (czy filozofii) pociągał za sobą odpowiednią determinację
przedmiotu filozofii i wyznaczał a priori kierunki rozwiązań
filozoficznych. I tak, poddając się modzie „unowocześniania” tomizmu,
próbowali asymilować np. wysiłki nauk przyrodniczych i formalnych,
elementy filozofii Kanta, Bergsona, fenomenologii czy filozofii
analitycznej i innych — tworzyli podstawy pod tzw. tomizm lowański
18 Oczywiście na terenie Polski do przybliżenia Tomasza przyczynili się także
inni, np. duża rolę w odczytaniu na nowo Tomasza odegra! także S. Swieżawski,
J. Kalinowski, a więc prekursorzy tzw. Filozoficznej Szkoły Lubelskiej, a także K.
Wojtyła, to jednak metafizyczne podstawy współczesnej interpretacji tomizmu daje
bez wątpienia Krąpiec. On też rozbudowuje główne dziedziny filozofii realistycznej,
takie jak: antropologia filozoficzna, metafizyka poznania realistycznego, filozofia
prawa, kultury i polityki, filozofia języka i szereg innych.
DLACZEGO TOMIZM DZIŚ? 159
(D. Mercier, P. Geny, L. Noel, K. Kłósak), tomizm transcendentalizujący
(J. Marechal, J.B. Lotz, E. Coreth, W. Brugger), tomizm fenomenologizujący
(A. Forest, A. Brunner, G. Rabeau, A. Stępień),
tomizm precyzujący (J. Salamucha, J. Drewnowski, S. Kamiński), tomizm
zachowawczy (J. Kleutgen, S. Tongiorgi, T. Ziligara, J. Gredt,
S. Adamczyk) i inne19. I choć wszystkim przyświecała zbożna idea
odnowy tomizmu, to jednak podejmowane drogi stawały się nierzadko
drogami jego „deformowania”. A co polegało przede wszystkim na
tym, że w tych nurtach asy miłujących realizm tomistyczny tracił to,
co było jego istotą, a mianowicie a u t o n o m i ę w stosunku do innych
nauk i filozofii oraz neutralizm w punkcie wyjścia.
Od zakończenia drugiej wojny światowej coraz częściej mówi się
o tomizmie egzy stencja 1 nym. „Powstanie problemu egzystencjalizmu
na gruncie tomistycznym —jak wyjaśnię Krąpiec — nie
miało nic wspólnego z pojawieniem się współczesnego kierunku filozofii
egzystencjalistycznej. Gilson już przed rokiem 1940 zauważył
naczelną rolę istnienia w myśli św. Tomasza, a podówczas nie czytał
jeszcze ani Heideggera, ani Jas persa, ani nie znał prac Sartre’a, ani
Kierkegaarda. Podobnie i Maritain, na długo przed wojną, bo w latach
1932-1933 podkreślał w bycie rolę istnienia. Zresztą była ona
zawsze doceniana w myśli samego Tomasza. Mając to na uwadze,
należy stwierdzić, że egzystencjalizm jest co do swego powstania
wewnętrznym faktem w tomizmie”20.
Dziś pozostają jedynie te interpretacje, które sprawdził czas. Znakiem
zaś tego jest uniknięcie absurdów w wyjaśnianiu kluczowych
problemów istnienia świata i człowieka. Absurdem może być przyjmowanie
hipotezy przypadku, odwoływanie się do ślepej ewolucji
1 9 Wymienione tu zostały tylko przykładowo różne możliwości łączenia tomizmu
ze współczesnymi kierunkami filozoficznymi i korzystające w różny sposób z wyników
nauk formalno-przyrodniczych. Także wskazano tylko reprezentatywnych
przedstawicieli. Zob. szerzej: M. Gogacz, Tomizm egzystencjalny na tle odmian tomizmu,
s. 60 nn; Współczesne kierunki epistemologiczne w tomizmie, w: E. Gilson,
Realizm tomistyczny, s. 169nn. A. Stępień, Wstęp do filozofii, Lublin 1976, s. 209nn.
20 A. Krąpiec, Egzystencjalizm tomistyczny, w: Człowiek —kultura —uniwersytet,
Lublin 1982, s. 245nn.
Ks. Andrzej Marvniarczyk SDB
czy nihilizmu itp. Filozofia zaś klasyczna w wersji tomizmu egzystencjalnego
staje się, wśród innych propozycji, jedną z najbardziej adekwatnych,
jeśli nie jedyną, metodą rozumiejącego poznawania świata,
człowieka i całokształtu jego działania. Niesie ona bowiem dwie niezbywalne
korzyści; prowadzi do poznania realnego świata (a nie wytworów
naszej myśli czy konstruowanych teorii) oraz gwarantuje
spełnienie się człowieka jako bytu poznającego, który jako taki może
spełnić się tylko w poznaniu prawdy, a której nośnikiem jest konkretnie
istniejący byt.
2. JAKĄ FUNKCJĘ PEŁNI FILOZOFIA REALISTYCZNA
WE WSPÓŁCZESNEJ FILOZOFII I KULTURZE?
W przeszłości tomizm, jako spadkobierca filozofii arystotelesowskiej,
nie był filozofią uprzywilejowaną. Wystarczy wspomnieć potępienia
z roku 1277 (najpierw abp Paryża Stefan Tempier, a później
abp Canterbury Robert Kildwardby). Od roku 1879 za sprawą encykliki
Leona XIII tomizm staje się oficjalną filozofią wykładaną
w ośrodkach kościelnych. Nowożytność traktuje ją jako „zło”, z którym
należy walczyć, gdyż stanowi zagrożenie absolutnej autonomii
rozumu. W czasach współczesnych powstające nowe nurty filozoficzne:
egzystencjalizm, fenomenologia, filozofia analityczna, marksizm,
filozofia procesu i inne, powstają w opozycji i traktują tomizm jako
głównego przeciwnika, czasem bardziej ideologicznego (w przypadku
marksizmu) niż merytorycznego. A jak .wygląda sytuacja na dziś?
Kiedy w latach przełomów Soboru Watykańskiego II zapytano jednego
z teologów francuskich (Yves Congar) o zadania współczesnych
teologów w Kościele, odpowiedział, że podobne są one do zamiataczy
ulic. Podobnie można by określić, upraszczając oczywiście problem,
funkcję filozofii realistycznej we współczesnej filozofii i kulturze.
Współczesne bowiem filozofie przeniknięte są różnorakimi
aprioryzmami. Aprioryzmy te są albo pochodne od przyjętej koncepcji
poznania naukowego (matematycznego, empirycznego), w które chce
się przybrać filozofię, albo od przyjętych metod (dedukcyjnych, inDLACZEGO
TOMIZM DZIŚ? 161
dukcyjnych, eksperymentalnych, opisowych, eidetycznych itp.), albo
wreszcie od doraźnych celów: na przykład jako nadbudowa dla nauk
szczegółowych (matematyczno-przyrodniczych). Wskutek tego filozofia,
która mając stać na straży poznania rzeczy, rzeczą tą manipuluje.
W rezultacie zaczyna brnąć w absurdy nihilizmów, i nacjonalizmów
itp. Tak zaś uprawiana filozofia przyczynia się do zniewolenia
człowieka w tym, co jest w nim najbardziej ludzkie, a mianowicie:
w poznaniu.
Naczelną więc funkcją filozofii tomistycznej we współczesnej kulturze
i nauce jest zachowanie dziedzictwa poznania realistycznego
i pozwolenie człowiekowi być wolnym w poznaniu. Zagrożenie wolności
może być fizyczne, gospodarcze, ekonomiczne — są one uciążliwe,
ale nie tak niebezpieczne jak zagrożenie wolności poznania.
Jeśli człowiek, przystępując do poznania drugiego człowieka, jak
i świata rzeczy, podchodzi do niego z gotową teorią czy hipotezą
przedstawiającą go jako np.: „zwierzę wyżej uorganizowane” lub jako
„absolut wolności” czy jako „produkt stosunków społecznych”, zaś
do świata rzeczy jako „agregatu części” czy „ciągu zdarzeń” — to
wówczas nasze poznanie nie jest poznaniem „realnego świata rzeczy”,
lecz naszych teorii, konstruktów czy hipotez.
Pomyłka ta nie pozostaje bez echa. Ona konsekwencjami odbija
się w kulturze, ta zaś zniewala człowieka. Samą zaś kulturę czyni
kulturą anty-ludzką. A sprawa ta nie jest bagatelna; kultura to naturalna
„nisza” życia i rozwoju człowieka i całego społeczeństwa. Dla
unaocznienia tego przytoczmy choćby dwa przykłady. Pierwszy to
fakt ekologii. Pojawił się dzięki człowiekowi i obrócił się przeciw
niemu, w konsekwencji zapoznania metafizycznego obrazu świata, jako
naturalnego środowiska człowieka. Świata, w którym człowiek jest
bytem najbardziej suwerennym, ale nie niezależnym. Popatrzenie na
świat przez „okular dumnego sejentysty”, który wszystko widzi jako
materiał do produkcji, zaowocowało nie tylko fałszem poznawczym,
ale konkretnym zagrożeniem egzystencji człowieka.
Albo drugi przykład zniewolenia poznania ludzkiego przez współczesne
teorie naukowe i filozoficzne. Dnia 13 marca br. Parlament
Europejski ogłasza dwie ustawy. Pierwsza wzywa do potępienia
162 Ks. Andrzej Maryniarczyk SDB
wszystkich parlamentów poszczególnych państw Europy, które
w swym ustawodawstwie dopuszczają karę śmierci za przestępstwa.
Przy okazji zaapelowano, by do tych państw, gdzie obowiązuje ustawa
o karze śmierci, nic wydawać przestępców, którym grozi deportacja.
Prawo bowiem ma bronić życia człowieka. Druga ustawa, podjęta
w tym samym dniu przez ten sam Parlament Europejski, głosi, że
należy potępić Parlament Irlandzki, bo nie dopuszcza aborcji, i domaga
się, by zmusić Parlament Irlandzki do zmiany ustawy i zatwierdzenia
„kary śmierci” na bezbronne dziecko w imię współczucia
matce.
Czyż nie są to klasyczne przykłady „myślenia nie rzeczami”, lecz
teoriami, słuchania bardziej teorii i koniunkturalnych ideologii niż
„rzeczy i rozumu”, przykłady zniewolenia ludzkiego poznania. Gdyby
parlamentarzyści kierowali się w myśleniu „rzeczami i rozumem”,
to dostrzegliby, że przecież tak przestępca jak i nienarodzone dziecko
są ludźmi. Jeśli więc jednemu przysługuje prawo obrony, to i drugiemu.
Myślano teoriami.
A ponieważ współczesność takich paradoksów dostarcza nam coraz
więcej, coraz też konieczniejszym wydaje się powrót do realistycznej
filozofii, która w pierwszym rzędzie ma nauczyć człowieka,
jak być wolnym w poznaniu i wartościowaniu. Jak osiągnąć pełnię
wolności, która nie jest anarchią, której wyrazem będzie umiejętność
wyboru dobra i „dobro-wolnego” działania.
PODSUMOWANIE
Spróbujmy na zakończenie wybrać kilka myśli, które wydają się
być dość istotne dla rozumienia tomizmu i jego funkcji we współczesnej
filozofii i kulturze.
1. Tomizm współczesny to przyjęcie i rozwijanie dziś dziedzictwa
myślenia realistycznego.
2. Tomizm to bardziej postawa poznawcza niż system czy teoria.
Postawa ta charakteryzuje się daniem pierwszeństwa rzeczy i rozumowi
przed teorią.
DLACZEGO TOMIZM DZIŚ? 163
3. Tomizm to filozofia, która wśród różnych współczesnych filozoficznych
dróg poznawania świata i człowieka „broni, by nie wyprzedać
myślenia za bezcen” na rzecz kombinowania czy przeliczania,
by posłużyć się parafrazą Heideggera.
4. Realizm filozofii tomistycznej, zaproponowany na dziś w wersji
egzystencjalnej, wydaje się być szkołą odpowiedzialnego (bo liczącego
się z rzeczą i faktami) oraz wolnego poznania i filozofowania
(bo traktującego wszelkie metody i teorie usługowo i narzędziowo,
a nie absolutystycznie).
Filozofia, którą proponuje tomizm współczesnemu człowiekowi,
nie dlatego jest dobrą filozofią, że jest tomistyczna. Wie on, że im
prawdziwsza będzie filozofia, tym będzie bardziej tomistyczna.
Ks. Andrzej Maryniarczyk SDB
SUMMARY
In this paper, on the ground of selected problems, the author shows
realistic philosophy in the version of existential thomism. He does
not come into detailed historical discussions and does not want to
offer the whole view of contemporary thomism. The author attempts
to answer two questions: What is contemporary thomism? and What
function does thomism play in modern culture and philosophy? In
answering the author points out that: (1) Contemporary thomism takes
possesion of the heritage of realistic thinking and develops it; (2) Thomism
is more a way of philosophising than a strictly described system
or theory. Therefore in philosophical investigation, thomism gives
priority to real things before theory; (3) The realism of thomistie
philosophy seems to be the school of responsible thinking (because
thomism takes into account the real things) and the school of free
cognition and free philosophising (because it treats the methods and
the theory as the tools of cognition).
Translated by the Author

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2015/02/ks-andrzej-maryniarczyk-sdb-dlaczego-tomizm-dzis/feed/ 0
Frederick Wilhelmsen: Święty Tomasz z Akwinu — geniusz nad geniuszami http://fides-et-ratio.pl/index.php/2015/01/frederick-wilhelmsen-swiety-tomasz-z-akwinu-geniusz-nad-geniuszami/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2015/01/frederick-wilhelmsen-swiety-tomasz-z-akwinu-geniusz-nad-geniuszami/#comments Tue, 13 Jan 2015 12:21:08 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5822 Był człowiekiem postawnym, korpulentnym, na pewno nie przypominał jednak grubego cherubina z legendy. Miał jasne oczy – mówiło się, że jego wzrok zdawał się przenikać w głąb ludzkiej duszy. Ojciec Tomasz z Akwinu był spokojnym i cichym zakonnikiem, którego głos kontrastował z jego posturą.

Urodzony 22 listopada 1224 roku w Rocasecca w południowo-wschodniej Italii, w krainie która do końca XIX wieku znana była jako Królestwo Obojga Sycylii, Akwinata mógłby pomieścić na swej tarczy rycerskiej połowę znaków herbowych Europy. Biorąc pod uwagę fakt, iż spokrewniony był z Fryderykiem II, władcą Świętego Cesarstwa Rzymskiego, samo jego urodzenie predestynowało go do zostania rycerzem lub opatem benedyktyńskim. Widoczne od wczesnego dzieciństwa zamiłowanie do modlitwy wskazywało jednak, iż jego przeznaczeniem nie jest życie średniowiecznego rycerza i wielkiego władcy. Wysłany przez rodzinę jako chłopiec na naukę do słynnego klasztoru na Monte Cassino, stanowczo opierał się planom uczynienia z niego mnicha benedyktyńskiego, a następnie wyniesienia do rangi opata, co wydawało się odpowiadać zarówno jego powołaniu zakonnemu, jak i wysokiemu urodzeniu.

Uwięziony przez rodzonych braci

Stać się miało jednak inaczej. Po mniej więcej pięciu latach studiów na uniwersytecie w Neapolu, Tomasz przyłączył się do zakonu kaznodziejskiego. Dominikanie, podobnie jak franciszkanie, byli zakonem żebrzącym. Zamiast prowadzić spokojne życie na uprawianych przez siebie samych i swych dzierżawców ziemiach klasztornych, zapełniali drogi i ulice europejskich miast, głosząc Ewangelię Chrystusową i żyjąc z jałmużny udzielanej im przez wiernych. Owi noszący białe habity ludzie byli duchowymi synami św. Dominika, który zainicjował na zachodzie Hiszpanii i południu Francji krucjatę przeciwko albigensom, zwodniczej sekcie powstałej w Afryce Północnej i zdobywającej stopniowo coraz więcej zwolenników w południowej Francji. Heretycy mieli zostać poskromieni dopiero dzięki potędze różańca i męstwu chrześcijańskiego rycerstwa.

Jednak duchowieństwo diecezjalne nierzadko odnosiło się do dominikanów z podejrzliwością, widząc w nich zagrożenie dla spokoju żyjącego zasadniczo z pracy na roli społeczeństwa. Dominikanie nie byli rolnikami, byli żebrakami. To, że potomek znakomitego rodu mógłby odrzucić swą spuściznę, by przyłączyć się do owych pstrokatych „psów Pańskich” – dominicanes – stanowiło zniewagę dla dumy braci Tomasza. Porwali go więc i przyprowadzili siłą do rodzinnego zamku w Rocasecca. Przez rok był tam niejako więźniem, traktowanym co prawda ze względami należnymi jego stanowi, niemniej jednak pozbawiony był swobody. Upierał się przy noszeniu swego dominikańskiego habitu.

Powszechnie znana jest opowieść o tym jak jego bracia, pragnąc przełamać upór, sprowadzili do jego komnaty prostytutkę, mając nadzieję, że skuszą go w ten sposób do porzucenia swych planów. Słyszeliśmy też zapewne o tym, jak Tomasz, porwawszy z kominka płonące polano, wygnał kobietę ze swej komnaty, wypalając następnie na drzwiach znak krzyża. Hagiografowie sugerują, że od tego momentu Tomasz nie odczuwał już pokus cielesnych, ja jednak skłonny jestem podejrzewać, że już wówczas był od nich wolny. Był szczerze rozgniewany tą zniewagą okazaną jego osobie. Biedna kobieta ze strachu omal nie straciła zmysłów. Kto wie, może doświadczenie to skłoniło ją do porzucenia dotychczasowego sposobu życia? Wiarygodność tej historii zdaje się potwierdzać kult, jakim otaczali Tomasza miejscowi wieśniacy oraz szlachta na długo zanim został wyniesiony do chwały ołtarzy.

„Milczący wół” kiedyś przemówi…

Prawdopodobnie dzięki pobłażliwości swej matki Tomaszowi udało się uciec z aresztu i wkrótce pojawił się w Paryżu, gdzie odbywał nowicjat i pobierał nauki. Później udał się do Kolonii, gdzie jego mistrzem został sam Albert Wielki i gdzie przyjął święcenia kapłańskie, prawdopodobnie w roku 1250 lub 1251. Choć był dość małomówny, już wówczas zaczęły szerzyć się pogłoski o jego geniuszu. Jeden ze współnowicjuszy zaoferował mu pomoc w nauce, mylnie biorąc jego milczenie za przejaw tępoty umysłowej, szybko jednak role się odwróciły. Choć przez współbraci nazywany był „Milczącym wołem”, Albert Wielki trafnie ocenił jego zdolności wygłaszając przy tym przepowiednię, że „pewnego dnia ten «Milczący wół» zaryczy, a ryk jego usłyszy cały świat”.

Wysłany na uniwersytet paryski, najbardziej prestiżową uczelnię ówczesnego świata, Tomasz spędził w stolicy Francji siedem lat, nauczając i pisząc. Był do tego stopnia zaabsorbowany swą pracą, że nigdy nie nauczył się francuskiego. Mówił jedynie po łacinie i w rodzinnym dialekcie włoskim. Po latach powrócił do Neapolu, potem udał się do Orvieto i Rzymu, miejsca pobytu zmieniając zgodnie z poleceniami swych przełożonych, następnie na kolejne trzy lata udał się do Paryża, po czym powrócił ostatecznie do Neapolu. Wezwany na sobór do Lyonu, wyruszył w drogę na północ, podróżując na ośle. Stan jego zdrowia pogorszył się jednak i umieszczony został w opactwie cysterskim w Fossanova, gdzie zmarł 7 marca 1274 roku. Jego kanonizacja była jedną z najszybszych w historii Kościoła.

Życie św. Tomasza nie było długie, nie trwało nawet 50 lat, jednak jego pisma teologiczne i filozoficzne zająć mogłyby z powodzeniem dwie lub trzy długie półki biblioteczne. Jego energia wydawała się być niespożyta. Kim jednak był ów człowiek, tak cichy, tak spokojny i zwyczajny w stylu życia, tak rzeczowy w argumentacji, a równocześnie spieszący niemal bez wytchnienia z jednego kraju do drugiego, z miejsca na miejsce?

Nagle huknął pięścią w królewski stół!

Jako że św. Tomasz sam mówił o sobie bardzo mało, większość informacji na jego temat pochodzi od ludzi mu współczesnych. W ostatnich dwudziestu latach swego życia był osobą publiczną, powszechnie szanowaną ze względu na erudycję oraz mądrość – żył więc niejako na oczach wszystkich. Z rzadka jedynie zdarzało mu się dać wyraz swym uczuciom w pieśni, a poetyckość jego tekstów liturgicznych na uroczystość Bożego Ciała pozostaje do dziś niedościgłym wzorem, łącząc w sobie prostotę z najwznioślejszym liryzmem. Przyswoiwszy sobie mądrość ojców Kościoła oraz oczyszczone przez zawarte w Piśmie św. Objawienie dziedzictwo klasycznej Grecji oraz Rzymu, zdawał się łączyć w sobie całą dostępną ludzkości wiedzę. Gdy pewnego razu zaproszony został na ucztę przez króla Francji św. Ludwika, do tego stopnia zaabsorbowany był swymi myślami, że niemal nie dostrzegał swego otoczenia, aż nagle niespodziewanie uderzył pięścią w stół, strącając na podłogę naczynia i wykrzykując triumfalnie: „I w ten sposób manichejczycy zostaną pokonani!”. Zamiast skarcić swego gościa za złe maniery, świątobliwy król wezwał bezzwłocznie skrybę, by spisał argumentację Tomasza, zanim ten ją zapomni. Był to szlachetny gest szlachetnego człowieka – choć bez wątpienia zbędny.

Pamięć św. Tomasza była zdumiewająca. Jako młody człowiek pisał sam i kilka z jego rękopisów zachowało się do dziś. Jego pismo uznawano za niewyraźne i wręcz niemożliwe do odczytania. Myślał szybciej niż pisał. W późniejszym okresie ograniczał się do dyktowania, przy czym często jednemu lub dwóm sekretarzom równocześnie, i to tekstów dotyczących różnych kwestii. Zdarzało się nawet, choć rzadko, że dyktował czterem, a przynajmniej jeden raz pięciu sekretarzom, którzy zapisywali jego kunsztowne argumenty o niezrównanej głębi, podczas gdy on sam siedział z głową opuszczoną na piersi i z zamkniętymi oczyma.

Bomba wybucha w XX wieku

Niech mi będzie wolno powiedzieć to bez ogródek – św. Tomasz był najwybitniejszym teologiem i filozofem, jakiego znał świat. W pewnym sensie każdy myśliciel jest „produktem” swej własnej epoki. Jest to nieuniknione, w św. Tomaszu było jednak coś, dzięki czemu wyłamywał się z tej reguły. Mniej więcej 40 lat temu, zwracając się do zgromadzenia American Catholic Philosophical Society, msgr Geral Phelan, jeden z najwybitniejszych tomistów tego stulecia stwierdził, że św. Tomasz lepiej rozumiany jest w wieku XX niż w jego własnej epoce. Choć nie posiadam tekstu tego wystąpienia, mogę domniemywać, jako że sam studiowałem pod jego kierownictwem, że miał on na myśli doktrynę św. Tomasza o bycie.

W czasie gdy Zachód pogrążony był po II wojnie światowej w lęku i rozpaczy, we Francji oraz Niemczech narodził się egzystencjalizm. Święty Tomasz zaś „napomina” nas: „Nie zadręczajcie się o życie, jak to czynili Jean Paul Sartre i Martin Heidegger, ale radujcie się nim, ponieważ imieniem Boga jest «Jestem Który Jestem», jak sam powiedział do Mojżesza z gorejącego krzewu: «Tak powiesz synom Izraela: Jestem posłał mnie do was»”. Natchniona wiarą metafizyka Akwinaty była prawdziwą bombą spuszczoną na świat intelektualny owych czasów. Bomba ta wybuchła jednak dopiero w wieku XX. Na początku 20. stulecia, gdy Europa opętana była przez sceptycyzm i racjonalizm, słynny Etienne Gilson właśnie u św. Tomasza znalazł jedyne zdrowe podejście do tego, co określał mianem „problemu poznania”.

Święty Tomasz zachęca nas, byśmy podeszli do otaczającego nas świata kierując się zmysłami oświeconymi przez intelekt. W ten sposób odkryjemy, że to co istnieje, istnieje naprawdę, a na tym podstawowym przeświadczeniu opiera się cała zdrowa filozofia. Wracając raz jeszcze do postaci Gilsona – kiedy wielu chrześcijańskich i niechrześcijańskich filozofów negowało prawdziwość chrześcijańskiej filozofii, Gilson zachęcał ich, by przyjrzeli się historii, nie całej historii myśli chrześcijańskiej, ale historii streszczonej w wyjątkowy sposób w osobie św. Tomasza. Tam gdzie jest on najbardziej teologiem, jest też w największym stopniu filozofem. Tam gdzie jest w największym stopniu człowiekiem rozumu, tam jest najbardziej człowiekiem wiary. Nie rozdzielając nigdy dwóch objawień danych przez Boga człowiekowi, objawienia poprzez stworzony przez Niego świat oraz Objawienia poprzez Jego Słowo, Akwinata łączy je we wspaniałą jedność.

„Dobrze o Mnie napisałeś”

Nieżyjący już dr Marshall McCluhan, uważany niegdyś za guru rewolucji telewizyjnej i traktowany przez „Time’a”, „Newsweeka” i „Fortune” jako zwiastun nowej epoki, zapytany został kiedyś przez kanadyjskich biskupów, co mogłoby pomóc im w zrozumieniu fenomenu współczesnych środków przekazu. „Lektura De spiritualibus creaturis” – odpowiedział. Człowiek współczesny, dzięki swej technice, zbliża się (choć nigdy jej nie osiągnie) do kondycji aniołów. Człowiek jest w coraz większym stopniu odcieleśniony, żyjąc w stworzonym przez siebie świecie sztuczek elektronicznych, w coraz większym stopniu oddzielającym go od ciała.

Głównym problemem apologetycznym jest obecnie konieczność głoszenia opartej na dogmacie o Wcieleniu religii odcieleśnionemu człowiekowi. Tak twierdził świętej pamięci Marshall McCluhan, konwertyta, który codziennie przystępował do Komunii św. Wyznał mi jednak z ironią, że jego dostojni rozmówcy nie mieli najmniejszego pojęcia, o czym mówił. Podkreślał, że chcąc zrozumieć gwałtowny rozwój środków przekazu, musimy najpierw zrozumieć pogląd św. Tomasza na proces myślowy jako komunikację. Inspiracją dla nauczania Akwinaty w tej kwestii była doktryna o Trójcy Świętej: na początku było Słowo. Dominikanin jak zawsze wydaje się tu nas wyprzedzać, podobnie jak wyprzedzał swoją epokę.

Cofając się na moment do reformacji i negowania doktryny o transsubstancjacji widzimy, w jaki sposób Kościół posłużył się na Soborze Trydenckim teologią św. Tomasza, aby wyjaśnić tajemnicę Sakramentu Ołtarza i rzeczywistej obecności Zbawiciela pod postaciami chleba i wina. W Trydencie Suma teologiczna umieszczona została na głównym ołtarzu. Również sam św. Tomasz złożył u stóp ołtarza swój Traktat o Eucharystii, podczas pokornej modlitwy do Chrystusa. Znajdujący się nieopodal brat usłyszał wówczas dobiegające z krucyfiksu słowa: „Tomaszu, dobrze napisałeś o Moim Ciele oraz Krwi”. Sam św. Tomasz nie opowiedział o tym oczywiście nikomu, był jednak postacią dobrze znaną i – jak już pisałem – obserwowaną przez swych współczesnych. Pomimo więc, iż sam zachowywał milczenie, już za życia cieszył się sławą świętego.

Liczy się nie opinia ludzi, ale prawda

Będąc postacią o formacie ponadczasowym, zaangażowany był również w wydarzenia własnej epoki. Chrześcijaństwo zmierzyć musiało się wówczas ze skrajną postacią arystotelizmu, która przeniknęła do Europy poprzez pisma Awerroesa. Jego europejscy zwolennicy głosili wieczność świata, negowali Bożą Opatrzność, odrzucali nieśmiertelność jednostkowej duszy. Święty Tomasz zbił ich argumenty publicznie podczas dysputy w Paryżu, kończąc swą mowę skierowaną przeciwko Sigerowi z Brabantu słowami: „Odpowiedzieliśmy ci argumentami filozofów. Jeśli w dalszym ciągu atakować pragniesz wiarę, nie czyń tego szepcąc po kątach z niedorostkami, ale wystąp publicznie, a odpowiedź dam ci albo ja, albo ktoś bardziej godny by wystąpić w jej obronie”.

W naszych czasach, które gardzą zarówno rozumem, jak i wiarą, potrzebujemy Akwinaty bardziej niż kiedykolwiek. W epoce, która kieruje się ulotnymi opiniami kształtowanymi przez media i która szczyci sie swym sekularyzmem, u św. Tomasza odnaleźć możemy zarówno zasady, jak i konkluzje, zdolne do rozproszenia ciemności, w jakich się obecnie znajdujemy. Pierwszym krokiem powinno być ponowne oparcie naszych uczelni na zasadzie św. Tomasza, która powinna stać się naszym hasłem.

Przejął ją on od Arystotelesa i uczynił własną: „Celem filozofii nie jest poznanie, co ludzie uważają, ale na czym polega prawda”. A czym jest prawda? Takie pytanie zadał Piłat Chrystusowi, będącemu Drogą, Prawdą i Życiem. Prawda ta, naucza św. Tomasz, jest jednym z Bogiem, ponieważ Bóg jest Prawdą. Po drugie, polega ona na zgodności intelektu człowieka z prawdziwą naturą rzeczy. I na koniec, prawda opiera się na swej przyczynie, na samej istocie porządku naturalnego, stworzonego z miłości przez Boga. Ten porządek natury oraz jego Stwórca zostali ukazani poprzez geniusz pokornego dominikanina.

tłum. Tomasz Maszczyk

http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/2120

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2015/01/frederick-wilhelmsen-swiety-tomasz-z-akwinu-geniusz-nad-geniuszami/feed/ 0
Etienne Gilson: Lichwa wg Św. Tomasza z Akwinu http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/07/etienne-gilson-lichwa-wg-sw-tomasza-z-akwinu/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/07/etienne-gilson-lichwa-wg-sw-tomasza-z-akwinu/#comments Fri, 25 Jul 2014 01:46:22 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5645 Zagadnienie pożyczek procentowych jest, być może, jeszcze bardziej od poprzednich złożone. Jest rzeczą godną uwagi, iż św. Tomasz posługuje się zawsze jednym tylko terminem usura na oznaczenie zarówno tego, co my nazywamy odsetkami, jak i tego, co nazywamy lichwą. W najbardziej ogólnym znaczeniu procent jest ceną zapłaconą za użytkowanie jakiegoś dobra: pretium usus, quod usura dicitur. Pojęcie to wiąże się ściśle z pojęciem pożyczki i długu. Gdy potrzebuję pewnej sumy pieniędzy, pożyczam ją od kogoś, kto mi ją pożycza. Jeśli żąda wynagrodzenia za czasowe użytkowanie tych pieniędzy, suma której żąda, jest usura, procentem. Otóż, zdaniem św. Tomasza branie procentów od pożyczonych pieniędzy jest niedozwolone. Jest niedozwolone, bo jest niesprawiedliwe, a niesprawiedliwe jest dlatego, że sprowadza się do sprzedaży czegoś, co nie istnieje: quia venditur id quo non est. 1)

Są rzeczy, których użytkowanie pociąga za sobą ich zniszczenie. Zużywa wino, kto je wypija, zużywa chleb, kto go zjada. W takich wypadkach nie można oddzielić użytkowania rzeczy od samej rzeczy: kto posiada jedno, ten posiada i drugie. Widzimy to na przykładzie sprzedaży. Gdyby ktoś chciał sprzedawać osobno wino i osobno prawo do wypicia tego wina, sprzedawałby dwukrotnie tę samą rzecz lub też sprzedawałby coś, co nie istnieje. Tak czy inaczej dopuściłby się niesprawiedliwości. Zupełnie tak samo ma się rzecz gdy chodzi o pożyczkę. Jeśli komuś coś pożyczam, to właśnie w tym celu, aby mu to służyło. Jeśli pożyczam wino, to po to, aby je wypił.

Toteż jedyną rzeczą której mogę się spodziewać w zamian, jest zwrot równowartości pożyczonego wina, ale nie ma żadnego słusznego powodu by uważać, iż pożyczającego obowiązuje ponadto zapłacenie za to, że je wypił .

Pieniądz jest właśnie jedną z tych rzeczy, których używanie pociąga za sobą ich zniszczenie. Wino jest na to, aby je pić, pieniądze są na to, aby je wydawać. Jest to prawda w znaczeniu dosłownym, bo pieniądz jest wynalazkiem ludzkim i zadaniem jego jest umożliwienie wymiany. Jeśli pożyczamy komuś pieniądze, pozwalamy mu posługiwać się nimi, czyli wydawać je. Żądanie, aby oprócz zwrotu pieniędzy dodawano nam jeszcze odszkodowanie za możność użytkowania ich, równa się żądaniu dwukrotnie tej samej sumy. 2)

Św. Tomasz z pewnością nie przewidywał zawiłości nowoczesnych operacji bankowych. Pozwoliło mu to na nieustępliwe trwanie przy tej zasadzie. Miał bowiem na myśli zupełnie nieskomplikowany przypadek, gdy człowiek wypłacalny, potrzebując pieniędzy, zwraca się do zasobniejszego sąsiada, którego pieniądze – gdyby ich nie pożyczył – spoczywałyby w skrzyniach. Dlatego św. Tomasz jest nieugięty wobec klasycznego zastrzeżenia, że pożyczając pieniądze traci się to, co można by przy ich pomocy zarobić. Niewątpliwie jest tak, odpowiada św. Tomasz, nikt jednak nie ma jeszcze w ręku tych pieniędzy, które mógłby zarobić, a być może nigdy ich nie zobaczy. Sprzedawać pieniądze, które można by zarobić, to sprzedawać coś, czego się jeszcze nie ma i czego się być może nigdy nie będzie miało.

Zarzut ten nie trafiał więc do przekonania św. Tomaszowi, niemniej przewidział on inny zarzut, któremu sam przyznał pewne znaczenie. Przypuśćmy, że pożyczając pieniądze wierzyciel zostanie rzeczywiście poszkodowany, czyż nie przysługuje mu wówczas prawo do pewnego wynagrodzenia? Owszem, odpowiada św. Tomasz, lecz nie jest to sprzedaż użytkowania pieniędzy, a odszkodowanie za poniesioną stratę. Jest to tym bardziej słuszne, że niekiedy dłużnik dzięki otrzymanej pożyczce unika poważniejszych strat, niż te, które poniósł wierzyciel; pożyczający może więc bez trudu dzięki unikniętym stratom wynagrodzić stratę wierzycielowi. Co więcej, nawet św. Tomasz wierny swej zasadzie utrzymuje stanowczo, iż nie wolno sprzedawać prawa do użytkowania pożyczonych pieniędzy; ale są inne jeszcze sposoby użytkowania pieniędzy niż ich wydawanie. Można na przykład złożyć pieniądze w zastaw, co nie jest równoznaczne z wydawaniem ich. W podobnym wypadku użytek uczyniony z pieniędzy jest czymś od samych pieniędzy odrębnym, toteż może być sprzedany oddzielnie, wskutek czego pożyczający ma prawo do otrzymania więcej, niż pożyczył.3) Niejedna pożyczka na procent, w formie, w jakiej są one dziś praktykowane, znalazłaby w tym rozróżnieniu pewne uzasadnienie. Jednakże św. Tomasza obchodzą nie wierzyciele – cała bowiem jego życzliwość jest po stronie pożyczających. Nieubłagany dla lichwiarzy rozgrzesza tych, co korzystają z ich usług. Cała niesprawiedliwość lichwiarstwa zdaniem św. Tomasza – obarcza lichwiarza, pożyczający jest tu tylko ofiarą. Człowiek biedny potrzebuje pieniędzy; jeśli poza lichwiarzem nie znajdzie nikogo, kto by mu je pożyczył, zmuszony jest przystać na warunki, które zostaną mu narzucone. Najgłębszą nienawiść żywią do grzechu lichwy ci, którzy muszą korzystać z jej usług. Nie lichwy bowiem chcą, ale pożyczki.

Etienne Gilson

Tekst ukazał się w dwumiesięczniku „Michael”.

Przypisy:

1) Sum. theol., II-II, 78, l , resp. i ad 5. Dalsze rozważania streszczają tylko ten artykuł. Św. Tomasz odrzuca wielokrotnie zarzut oparty na fakcie, że prawo ludzkie dopuszcza pobieranie procentu, bowiem prawo ludzkie nie karze lichwy, podobnie jak i wielu innych grzechów; por. Sum. theol., II-II, 78, l , ad 3; w tym miejscu św. Tomasz chwali Arystotelesa za to, że naturali ratione ductus [kierując się naturalnym sposobem myślenia] dostrzegł, iż taki sposób zarabiania pieniędzy jest maxime praeter naturam [całkowicie przeciwny naturze].

2) Zupełnie inaczej ma się rzecz, kiedy użytek przedmiotów nie pociąga za sobą ich zniszczenia. Kto na przykład używa domu, ten go nie niszczy, lecz w nim mieszka. Można więc sprzedać jedno bez drugiego. Tak właśnie się dzieje, gdy przy sprzedaży domu zastrzega się jego używalność do śmierci, albo gdy się sprzedaje jego używalność (przez najem), zachowując jego własność. Słuszne jest więc pobieranie komornego: Sum. theol., II-II, 78, l , resp.

3) Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa, gdy chodzi o włożenie pieniędzy w jakiś interes. Nie jest to pożyczka, lecz spółka handlowa, w której dzieli się zarówno zyski, jak straty.

Etienne Gilson (1884-1978), francuski filozof, jeden z najwybitniejszych historyków filozofii na świecie. Powyższy komentarz pochodzi z jego pracy pt. Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu, która ukazała się w 1947 r.

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/07/etienne-gilson-lichwa-wg-sw-tomasza-z-akwinu/feed/ 0
Jarosław Kleban: Wierzę, więc jestem http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/01/jaroslaw-kleban-wierze-wiec-jestem/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/01/jaroslaw-kleban-wierze-wiec-jestem/#comments Tue, 21 Jan 2014 11:56:47 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5245 Tomasz z Akwinu, zrobił w XIII w. przełom. Przejął dziedzictwo „starszych” teologów, ale w nowy i w usystematyzowany sposób. Odwołał się, do metody Arystotelesa, zwanego Stagirytą. Co było w tym nowatorskiego? Akwinata, zapowiedział formułę nauk nowożytnych, a teologię uczynił ich królową.

Wierzę.

Akwinata użył metody. Ta zaprowadziła większą dyscyplinę w teologii, w której dotąd wiedza i wiara splatały się, rywalizując o miejsce. Nieuzgodnienie wiary z rozumem budziło w epoce św. Tomasza, jak i dzisiaj, ryzyko rozmaitych przesądów. Formuła Akwinaty wnosi dwupodział: 1.Revelatum – to prawdy wiary, objawione, co więcej, takie, których nie moglibyśmy poznać inaczej, niż z objawienia i 2.Revelabile – prawdy, które możemy zasadniczo poznać w sposób przyrodzony (choć także zostały nam objawione). Dwie drogi: Objawienia i teologii naturalnej. Po co, osobna droga rozumu, tj. teologia naturalna? Po pierwsze, by przygotować do wiary (preambula fidei). Po drugie, by zabezpieczać i bronić wiary.

Rozum i wiedza, dają nam pewien wgląd w Bożą Istotę, ale o Trójcy Świętej, niczego mądrego nie powiemy. Możemy tylko wierzyć. Niemożliwe jest też, abyśmy podali jakąś definicję Boga, bo jest On poza wszelkim rodzajem.1 Właściwie, św. Tomasz, oddaje pole teologii apofatycznej; o Bogu możemy mówić, tylko zaprzeczając czemuś, ponieważ jest On tak niepojmowalny. Metoda negacji, nie poprawia szczególnie naszego pojęcia o Bogu, ale rozbija w pył utopię i pseudonadzieje. Metoda revelabile pokazuje, co możemy rzeczywiście wiedzieć, a czego nie. Tomizm dowodzi, że metoda apofatyczna (negacji i tajemnicy) oraz racjonalna, są synergiczne, wspierają się i razem dopełniają.

Wiara, jest konieczna, do przyjęcia Objawienia Starego i Nowego Testamentu; revelatum. Myliłby się jednak ktoś, sądząc, że na „ścieżce” rozumu naturalnego, nie jest konieczna. Przeciwnie, może być jeszcze potrzebniejsza. Nie tylko dlatego, że wiara oświetla i oczyszcza rozum (wcześniejsi Ojcowie Kościoła, ze św. Augustynem). Wiara oświeca i oczyszcza rozum, z jego grzeszności, skłonności do błędu, do kłamstwa i do myśłenia magiczno-zabobonnego (Rdz 3, 1-8), ale daje mu także motywację, oparcie i cel. Rozum i wiara, wsparte sobą, zadają klęskę zabobonowi i utopii, w religii, w nauce i w filozofii. Wiara, staje się energią ludzkiego rozumu, zdolnego dzięki niej przeciwstawić się potęgom i inteligencjom, wyższym niż ludzka.

„Revelatum” oczekuje, iż człowiek zawierzy „gotowej” dogmatyce i moralności Kościoła. Osoby nie dość zaznajomione z wiedzą religijną, bo np. zajmują się zawodowo czymś innym; młode i nieukształtowane osobowości; neofita, u którego „duch jest ochoczy, ale ciało słabe” (Mk 14, 38) – dzięki ścieżce „revelabile” – mogą w pokoju i samodzielnie, dojrzewać do wszystkich, eklezjalnych konsensusów. Jeśli nawet, nie rozumieją jeszcze i nie są przekonani, od razu do całego Katechizmu, ale jednak akceptują go w praktyce i stanowi dla nich ideał; ścieżka naturalna daje im, indywidualne poznanie i potwierdzenie nauki w nim zawartej. Zachowują przykazania i jednocześnie, w wolności poznają, po to, by – powtarzając za św. Antonim Eremitą, jego definicję wiary – „mieć wolne przekonanie o tym, co nam zostało objawione” (Sentencje św. Antoniego).

Ufam.

Na czym polega u św. Tomasza, ścieżka revelabile, tj. teologii naturalnej? Najkrócej – na odrzuceniu dowodzenia a priori (łac. a priori – z góry, uprzedzając fakty) i na przyjęciu metody naukowej, opartej na doświadczeniu i dowodzeniu a posteriori (łac. a posteriori – to, co późniejsze, z następstwa logicznego). Inaczej ujmując, św. Tomasza interesują fakty i rzeczy konkretne. Św. Tomasz wychodzi z założenia, jak platonicy, że istnieją byty idealne i ogólne, oprócz materialnych i jednostkowych. Jednakże, w przeciwieństwie do Platona i większości teologów sprzed i z czasów Tomasza, nie uważa on, że idee (uniwersalia – gatunki i rodzaje) „latają” gdzieś ponad nami, jako superwzorce. Dla św. Tomasza, idee same, nie są substancjami, tzn. samoistnymi bytami, bo samoistne są tylko rzeczy jednostkowe, te które widzimy, słyszymy, dotykamy… Natomiast faktycznie istnieją byty idealne, ale w rzeczach, w substancjach. I stąd, mogą zostać umysłowo wyabstrahowane. W tym kluczu, Tomasz rozumie i człowieka. Dusza jest formą dla „materii ludzkiej”, jej entelechią; zaczynem i spełnieniem, w cielesno-duchowej jedni. Co dzieje się w duszy, ma wyraz w ciele; a co i jak – przez ciało – angażuje duszę
(Rz 8, 13).

W praktyce, na ścieżce teologii naturalnej, u św. Tomasza, do dyspozycji mamy przede wszystkim zmysły i rozum. Toteż poznanie, jakie zdobywamy jest receptywne, poprzedzone zmysłowo. Jednak skojarzenia w tym miejscu, Akwinaty z pozytywistami i neopozytywistami, nie wytrzymują próby. Wspomniani, nie mają metafizyki. Poza tym św. Tomasz, nie zatrzymuje się na zmysłowej recepcji świata, ale idzie dalej, dzięki myśleniu abstrakcyjnemu, tj. wiedzy, o oderwanych i ogólnych cechach przedmiotów (kategorie). Rozum bowiem, więcej znaczy według Tomasza, niż zmysły. Skoro zaś – władze wyższe, posługują się niższymi – to i umysłowe, zmysłowymi. Jednak, to od władz niższych, zmysłowych, rozpoczyna się poznanie.

Tak, św. Tomasz, przenosi nas w praktykę, w życie codzienne. Rzeczywistość ziemska, chociaż tak poślednia wobec niebiańskiej, poprzedza przecież tę drugą. Via practica otwiera nam nieskończone pole, do zaufania Bogu. Wiara się konkretyzuje; wierzymy – ufamy, że Bóg rządzi rzeczywistością i losem, że je stwarza, a zatem przeszkody i dramaty tego czasu, wzmacniają nas i moją, twoją, nadzieję. Zaufanie, nie udziela dyspensy od dobrego działania; raczej pracuję lepiej, ponieważ ufam w sens dobrej pracy, bo wierzę w dobro samo w sobie, w uczciwość, w rzetelność. Zaufanie Bogu, jako skonkretyzowana wiara życia codziennego, nie przypomina kwietyzmu. Konkluzją nauki św. Tomasza, wydaje się być sentencja św. Ignacego Loyoli: „Tak Bogu ufaj, jakby całe powodzenie spraw zależało tylko od Boga, a nie od ciebie; tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś ty sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła.”

Wracając, do wspomnianej metody dowodzenia a posteriori, tj. z faktów, u św. Tomasza, pozwala nam ona, po analizie jakiegoś danego, skończonego bytu, dojść do wniosku, że nie posiada on w sobie samym, przyczyny swego istnienia i wskazuje na Boga, jako na swoją przyczynę. Każde stworzenie może być bowiem, jak często powtarza się to np. w Starym Testamencie, ledwie cieniem, a najwyżej podobizną Boga, Jego obrazem (w skrajnym wypadku, bożkiem). Z doświadczalnych obserwacji, utkał Tomasz słynnych 5 dowodów istnienia Boga: 1. z istnienia ruchu (jakiejkolwiek zmiany) – istnieje pierwsza przyczyna ruchu 2. z niesamoistności świata – istnieje istota samoistna, będąca przyczyną świata 3. z przypadkowości rzeczy – istnieje poza nimi, istota konieczna 4. ze stopni doskonałości w świecie – istnieje istota najdoskonalsza 5. z powszechnej celowości przyrody – istnieje istota najwyższa, władająca przyrodą i działająca celowo (przez „pociąganie ku sobie”). Wszystkie te dowody, wskazują na przyczynę pierwszą, jako, że szereg przyczyn, nie może iść w nieskończoność. Dowody 4 i 5 mają charakter, już nie arystotelejski, a raczej neoplatoński. W kontekście dowodu 4 św. Tomasz, rozwija wyrafinowaną angelologię (naukę o aniołach).

Człowiek, wobec tej kosmicznej i anielskiej hierarchii, jawi się sobie, jako pełen nieurzeczywistnionych możności, drzemiących w materii. Jest jednak, przede wszyskim, nieśmiertelną duszą – treścią i energią (realizacją) swojego bytu. Realizacja własnego potencjału, jest kluczowa dla zbawienia (Przypowieść o talentach – Mt 25, 14-30). Wszystkie byty na świecie, są w napięciu i w ruchu, od i do Boga, pomiędzy aktami stworzenia, a zbawienia. Wezwane niejako, do najwyższej z Nim współpracy. Jeśli poważnie, to przyjąć, gros współczesnych, nawet „wewnątrzkościelnych”, podejrzeń o pelagianizm, okazuje się chybiony.

Kocham.

Bóg – Byt najwyższy u Arystotelesa – nie jest jeszcze osobą, lecz bardziej Zasadą; to Substancja, pierwsza przyczyna i cel wszystkiego. Nie jest Stwórcą, gdyż materialny świat istnieje odwiecznie. Doskonały, czysty akt, będący stale aktualną i dynamiczną realizacją wszystkich możności we Wszechświecie; niezmienny, choć jest czystym „dzianiem się”, a k c j ą – formą i energią. Św. Tomasz, koryguje ten opis, wprowadzając rozróżnienie między istotą i istnieniem Boga. W Bogu istota=istnieniu. Istnienie Boga wynika z jego natury (istoty). Jeśli istotę Boga, przyrównać do możności (potencji) bytów ziemskich, to istnienie Jego, jest aktem czystym, zawsze aktualnym urzeczywistnieniem wszelkich potencji. Samym działaniem, samym JESTEM. „JESTEM KTÓRY JESTEM”(Wyj 3, 14). Jest więc Bóg św. Tomasza, bytem koniecznym i niezależnym. Inaczej stworzenia. U stworzeń istnienie, nie leży w ich naturze; każdy byt stworzony jest i przypadkowy i zależny. Bóg, udziela wszystkim rzeczom, najpierw ze swego istnienia. Istnienie, dane bytom przez Boga, zakłada ich dalsze własności, jak np. dobro; nie mają jednak prostoty Boga. Ale wszystko, co istnieje jako stworzone w świecie, jest dobre, właśnie przez to, że istnieje. Nicość, byłaby zatem czymś złym, brakiem dobra. Istnienie jednostki „kurczy się” wskutek jej złych wyborów. Grzech jest brakiem dobra; tylko brakiem, bo zło, nie jest substancją. Każde stworzenie ziemskie (wbrew sekciarskim tęsknotom) z racji istnienia, jest dobre, bo jest chciane przez Boga; „Bóg stwarza świat uporządkowany i dobry.”2

Stanowisko Tomasza, podobnie jak Arystotelesa i ogólnie Greków, jest intelektualistyczne. Wola, jest poprzedzona rozumem. W opisie Boga i także człowieka, którego Bóg pociąga ku sobie, mamy pierwszeństwo poznania i wtedy – wolę. Jak jednak poznać coś bez woli, bez pragnienia tego czegoś? Poznanie samego Boga, zwraca się początkowo ku sobie; w sobie poznaje On idee, praobrazy wszystkich rzeczy i c h c e aby się stały. Funkcją woli jest miłość. Bóg, powołuje stworzenia do bytu, z miłości; czyni dobrymi i kocha je bez wyjątku, oraz w sposób konieczny (co znaczy, iż chcenie i miłość Boga, nie mają przyczyny). Tak pojęta wola, nie występuje, ani u Arystotelesa, ani u Platona, ani u innych dawnych Greków. To chrześcijańskie novum. Podobnie w etyce Tomasza, choć również ma intelektualistyczny charakter, jej rdzeniem jest wola – miłość. Nie sposób bowiem, wyobrazić sobie, poznania prawdy i cnoty, bez miłości; jakiegobądź skutecznego głoszenia i świadczenia, prawdy i dobra, bez miłości. Jeśli etyka i moralność, miałyby mieć wyłącznie poznawczo – intelektualistyczny charakter, jak chyba uważał Sokrates, to za całą wiedzą, nie szło by działanie, tak ważne u św. Tomasza. W filozofii prawa, wciela tę myśl. Prawo musi mieć cel – dobro wspólne, działanie i poświęcanie się dla innych, które utożsamia się ze szczęściem (eudaimonia). Koncentracja na pierwszym i absolutnym Poruszycielu, pomaga kochać. Łatwiej odpierać różnorodne podniety i pokusy demonów, do czynnego zła, lub do zaniedbań, które ogniskują się właśnie na tym, co relatywne.

Reakcja

Teologiczna wizja św. Tomasza, od początku była silnie atakowana przez teologów, głównie ze szkoły franciszkańskiej (wiernych augustyńskiej tradycji) jak np.: Duns Szkot, współcześni Tomaszowi, uczniowie św. Bonawentury; wiek później (w XIV w.) związany z Oxfordem, Anglik, Ockham, a także przez duchownych świeckich. Najsilniejsze jednak zderzenie tomizmu, musiało zajść z awerroistami łacińskimi, współczesnymi Tomaszowi, uczniami Awerroesa, filozofa, lekarza, matematyka i teologa arabskiego, żyjącego w XII w. w Kordowie (dziś Hiszpania), także powołującego się na arystotelizm, lecz w duchu Islamu. W tym starciu, ujawniała się odmienność obu stanowisk wobec prawdy. Akwinata, jak zaznaczyłem, uznawał 2 ścieżki poznania Boga i prawdy: objawioną i rozumową. Objawienie i wiedza, mają wspólne źródło, sprzeciwiają się tym samym błędom i nie są sprzeczne ze sobą. Awerroiści, także mówili o drodze filozofii i drodze wiary, ale – wbrew Tomaszowi – dopuszczali niezgodność obu dróg. Twierdzili, że co jest prawdziwe według filozofii, może być nieprawdziwe według wiary i odwrotnie; „teoria dwóch prawd”. Wypowiadali szereg tez, jawnie niezgodnych z nauką Kościoła, a jednocześnie chcieli być w przyjaźni z Kościołem.

Inną, efektowną próbę zastosowania arystotelizmu, w tym wypadku w duchu judaizmu, podjął Mojżesz Majmonides, filozof współczesny Awerroesowi, również z Kordowy. Św. Tomasz, inspirował się później, niektórymi twierdzeniami Majmonidesa; np. wspomnianym, iż pewne prawdy przyrodzone, zwłaszcza o Bogu, należy najpierw przyjąć na wiarę, a dopiero potem nabywać o nich wiedzę. Natomiast istotna, według mnie, różnica między Akwinatą i Majmonidesem, ukazała się wobec kwestii dostępności wiedzy metafizycznej. Majmonides chce być w elicie i jest przeciwny udostępnianiu jej prostym ludziom. Tomasz uważa, że podstawowe prawdy metafizyki, zwłaszcza, że są objawione, pomagają w zbawieniu i są dla wszystkich. Metafizyka, nie jest zagmatwana, lecz prosta w swej istocie, jak i sama prawda; wymaga raczej dyspozycji serca, czystego i nieskażonego rozumu. Sam Bóg, jest genialnie paradoksalny, bo pełen prostoty i jednocześnie, nie do pojęcia. Tam, gdzie jest niepojmowalny, jest taki dla każdego, niezależnie od rangi i roli społecznej. Z kolei tam, gdzie daje się poznać, jest osiągalny dla najprostszych.

Aż do dzisiaj, tomizm i neotomizm, mają swoich oponentów, w i poza Kościołem. Krytyka najczęściej wypływa ze środowisk humanistów, intelektualistów, utopistów, lecz nie naukowych. U badaczy, każda teoria musi zgadzać się z rzeczywistością, aby zaistniała, musi podpierać się faktem. Tak, jak nie ma porządku dwóch prawd, tak też i liczni współcześni uczeni, np. spod szyldu „gender”, nie mają prawa, pod pretekstem rozdzielania porządków, wiary i nauki, narzucać swoich błędów i zwalczać wiary. Gdy zwalczają wiarę, by przeforsować swoje złe idee, zaraz okazuje się, że walczą również z nauką. A dalej, z naturą i z całą rzeczywistością, zaś jedynym ich orężem, staje się „kultura”, wykreowana zresztą, niekiedy przez nich samych, lub innych, podobnie zagubionych ludzi. „Ponieważ, tak się robi tu, czy tam, np. na Zachodzie…” Lecz któż, to jest, ten osławiony i przemożny „Się”? O tym, każdy z „jego” propagatorów, milczy.

Zakon dominikański uznał naukę św. Tomasza za swoją, już w latach 1278-1313 (Tomasz umarł w 1274 r.) a jego samego, za doktora zakonu. Rok 1323, to ogłoszenie kanonizacji. W roku 1567, Akwinata, został uznany przez papieża Piusa V, za piątego doktora Kościoła. Kolejno, główne zakony, a zwłaszcza Jezuici, uznają tomizm za swoją naukę. Od Jana XXII po Benedykta XV, Stolica Apostolska wielokrotnie będzie ogłaszać tomizm, nauką Kościoła (od XIV do XX w.). Od Leona XIII i jego encykliki, Aeterni patris, z 1879 r., która zalecała odnowienie filozofii, w duchu św. Tomasza, rodzi się neotomizm. Pius X, w słynnej encyklice, Pascendi Dominici Gregis, z 1907 r., nakazuje naukę tomizmu, jako antidotum na herezje modernizmu. Pius XII, w encyklice, Humani Generis, z 1950 r., również żąda kształcenia duchowieństwa, „wedle metody, nauki i zasad Anielskiego Doktora3”. Jan Paweł II, składa Akwinacie hołd, w encyklice, Fides et ratio, z 1998 r. Benedykt XVI, istotnie wspiera swoje tezy, twierdzeniami Tomasza, w encyklice, Deus caritas est, z 2006 r. jak również, w najbardziej spekulatywnej części, encykliki, Spe Salvi, z 2007 r.

Jarosław Kleban

Literatura:
Arystoteles, Dzieła wszystkie, t.I, tł. K. Leśniak, Warszawa 1990
Arystoteles, Dzieła wszystkie, t.V, Warszawa 1990
Tomasz z Akwinu, Traktat o Bogu, tł. G. Kurylewicz, Z. Nerczuk, M. Olszewski, Kraków 1999
Tomasz z Akwinu, Kwestia o duszy, tł. Z. Włodkowa, W. Zega, Kraków 1996
Józef M. Bocheński, Zarys historii filozofii, Kraków 1993
Władysław Tatarkiewicz, Historia filozofii, t.I, Warszawa 1981
Stefan Świeżawski, Dzieje europejskiej filozofii klasycznej, Warszawa-Wrocław 2000
Jan Paweł II, Fides et ratio, Poznań 1998
Benedykt XVI, Deus caritas est, Kraków 2006
Benedykt XVI, Spe Salvi, Kraków 2007
Pius X, Pascendi Dominici Gregis, Warszawa 2002
Pius XII, Humani Generis, Warszawa 2002
Katechizm Kościoła Katolickiego, Poznań 1994

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2014/01/jaroslaw-kleban-wierze-wiec-jestem/feed/ 0
o. Tomasza Pegues: Katechizm według Summy Teologicznej św. Tomasza z Akwinu. http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/11/o-tomasza-pegues-katechizm-wedlug-summy-teologicznej-sw-tomasza-z-akwinu/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/11/o-tomasza-pegues-katechizm-wedlug-summy-teologicznej-sw-tomasza-z-akwinu/#comments Thu, 28 Nov 2013 04:56:11 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5215 1476266_509211582520117_257921847_n263327_419492394825370_1916068621_nTeologowie i katecheci, kaznodzieje i inni nauczający, w przeważającej większości zapomnieli o Mistrzu Tomaszu z Akwinu. Zapewne z powodu tego zapomnienia mamy do czynienia z szokującym analfabetyzmem religijnym. Nie zapobiega mu ani katechizacja w szkole, ani katolickie media, ani nawet coniedzielna obecność na Mszach świętych i wysłuchiwanie kazań.

Dziś rzadko mówi się o rzeczach najważniejszych, a jeszcze rzadziej mówi się o nich klarownie, wyraźnie i zrozumiale.

Przyczyną tego opłakanego stanu rzeczy jest nie tylko brak odpowiedniej formacji w seminariach duchownych, lecz także zupełna niedostępność literatury, która dawałaby uporządkowaną i uzasadnioną wiedzę na temat podstawowych prawd wiary.

Ten brak został uzupełniony przez wydany staraniem Centrum Kultury i Tradycji znakomity Katechizm według Summy Teologicznej św. Tomasza z Akwinu. Dzieło, powstałe na początku XX wieku, napisane przez dominikanina, o. Tomasza Pegues’a, jest tym, czego potrzeba człowiekowi, którego umysł jest stale rozpraszany i zarzucany informacjami. Jest spokojnym, rzeczowym, zdecydowanym w wyrazie i treści wykładem podstawowych prawd wiary katolickiej. Autor zadał sobie ogromny trud „przełożenia” Summy Teologicznej św. Tomasza z Akwinu, dzieła wielkiego, którego lektura wymaga nieprzeciętnej wiedzy filozoficznej, na język zrozumiały dla każdego. Czytając Katechizm według Summy, mamy możność obcowania nieprzemijającą myślą Doktora Anielskiego, poddania się jego geniuszowi w formacji katolickiej, tak bardzo dziś niedoskonałej.

Ojciec św. Benedykt XV, zalecając lekturę Katechizmu według Summy Teologicznej pisał:

Nadzwyczajne w swej wspaniałości pochwały, które Stolica Apostolska obdarzyła Tomasza z Akwinu, nie pozwalają żadnemu katolikowi na wątpienie, że ten Doktor Kościoła został powołany przez Boga w tym celu, aby Kościół miał Mistrza doktryny, którą kieruje się w każdym czasie. Z drugiej strony, wydało się właściwym, aby wyjątkowa mądrość tego Doktora Kościoła była całkowicie dostępna, nie tylko dla duchownych, ale także dla wszystkich tych, kimkolwiek by byli, którzy zajmują się w wyższym stopniu poznawaniem religii, i to w całym jej bogactwie: natura rzeczy domaga się bowiem tego, że im bliżej zbliżamy się do światła, tym obficiej jesteśmy przez nie oświeceni. Jest Ojciec wysoce godny pochwały, za to, że po przedsięwzięciu pracy wyjaśnienia, poprzez komentarz po francusku, podstawowego dzieła Doktora Anielskiego, Summy Teologicznej (a dotychczas wydane tomy ukazujTeologowie i katecheci, kaznodzieje i inni nauczający, w przeważającej większości zapomnieli o Mistrzu Tomaszu z Akwinu. Zapewne z powodu tego zapomnienia mamy do czynienia z szokującym analfabetyzmem religijnym. Nie zapobiega mu ani katechizacja w szkole, ani katolickie media, ani nawet coniedzielna obecność na Mszach świętych i wysłuchiwanie kazań.
Dziś rzadko mówi się o rzeczach najważniejszych, a jeszcze rzadziej mówi się o nich klarownie, wyraźnie i zrozumiale.
Przyczyną tego opłakanego stanu rzeczy jest nie tylko brak odpowiedniej formacji w seminariach duchownych, lecz także zupełna niedostępność literatury, która dawałaby uporządkowaną i uzasadnioną wiedzę na temat podstawowych prawd wiary.
Ten brak zostanie już wkrótce uzupełniony przez znakomity Katechizm według Summy Teologicznej św. Tomasza z Akwinu. Dzieło, powstałe na początku XX wieku, napisane przez dominikanina, o. Tomasza Pegues’a, jest tym, czego potrzeba człowiekowi, którego umysł jest stale rozpraszany i zarzucany informacjami. Jest spokojnym, rzeczowym, zdecydowanym w wyrazie i treści wykładem podstawowych prawd wiary katolickiej. Autor zadał sobie ogromny trud „przełożenia” Summy Teologicznej św. Tomasza z Akwinu, dzieła wielkiego, którego lektura wymaga nieprzeciętnej wiedzy filozoficznej, na język zrozumiały dla każdego. Czytając Katechizm według Summy, mamy możność obcowania nieprzemijającą myślą Doktora Anielskiego, poddania się jego geniuszowi w formacji katolickiej, tak bardzo dziś niedoskonałej.
Ojciec św. Benedykt XV, zalecając lekturę Katechizmu według Summy Teologicznej pisał:
Nadzwyczajne w swej wspaniałości pochwały, które Stolica Apostolska obdarzyła Tomasza z Akwinu, nie pozwalają żadnemu katolikowi na wątpienie, że ten Doktor Kościoła został powołany przez Boga w tym celu, aby Kościół miał Mistrza doktryny, którą kieruje się w każdym czasie. Z drugiej strony, wydało się właściwym, aby wyjątkowa mądrość tego Doktora Kościoła była całkowicie dostępna, nie tylko dla duchownych, ale także dla wszystkich tych, kimkolwiek by byli, którzy zajmują się w wyższym stopniu poznawaniem religii, i to w całym jej bogactwie: natura rzeczy domaga się bowiem tego, że im bliżej zbliżamy się do światła, tym obficiej jesteśmy przez nie oświeceni. Jest Ojciec wysoce godny pochwały, za to, że po przedsięwzięciu pracy wyjaśnienia, poprzez komentarz po francusku, podstawowego dzieła Doktora Anielskiego, Summy Teologicznej (a dotychczas wydane tomy ukazują, że ojca projekt jest realizowany z sukcesem), ostatnio opublikował tę samą Sumę w formie katechizmu. W ten sposób, ojciec w równie zręczny sposób dostosował bogactwa tego wielkiego geniusza, podając w formie krótkiej i zwięzłej, w tym samym porządku, to, co on wyłożył w sposób bardziej obfity, do użytku tych mniej i tych bardziej uformowanych. W rzeczy samej, gratulujemy ojcu tego owocu długiego studium, w którym można rozpoznać wielka znajomość i wiedzę doktryny tomistycznej. Żywimy nadzieję, zgodną z pragnieniem powodowanym miłością, którą ojciec żywi do Kościoła świętego, aby ta praca służyła w dogłębnym poznaniu doktryny chrześcijańskiej przez jak największą liczbą ludzi.ą, że ojca projekt jest realizowany z sukcesem), ostatnio opublikował tę samą Sumę w formie katechizmu. W ten sposób, ojciec w równie zręczny sposób dostosował bogactwa tego wielkiego geniusza, podając w formie krótkiej i zwięzłej, w tym samym porządku, to, co on wyłożył w sposób bardziej obfity, do użytku tych mniej i tych bardziej uformowanych. W rzeczy samej, gratulujemy ojcu tego owocu długiego studium, w którym można rozpoznać wielka znajomość i wiedzę doktryny tomistycznej. Żywimy nadzieję, zgodną z pragnieniem powodowanym miłością, którą ojciec żywi do Kościoła świętego, aby ta praca służyła w dogłębnym poznaniu doktryny chrześcijańskiej przez jak największą liczbą ludzi.

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/11/o-tomasza-pegues-katechizm-wedlug-summy-teologicznej-sw-tomasza-z-akwinu/feed/ 0
ks. Herve de la Tour FSSPX : Dwa sposoby nabywania wiedzy według św. Tomasza z Akwinu http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/07/ks-herve-de-la-tour-fsspx-dwa-sposoby-nabywania-wiedzy-wedlug-sw-tomasza-z-akwinu/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/07/ks-herve-de-la-tour-fsspx-dwa-sposoby-nabywania-wiedzy-wedlug-sw-tomasza-z-akwinu/#comments Sat, 20 Jul 2013 00:37:55 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=5029 Doskonalsza jest metoda samodzielnego poszukiwania, którą św. Tomasz nazywa „odkrywaniem”. Mamy z nią do czynienia w przypadku utalentowanych dzieci, które samodzielnie uczą się czytać lub, jak trzyletni Mozart, grać na instrumentach muzycznych, zanim otrzymają jakiekolwiek wskazówki. Również my stosujemy tę metodę w mniej spektakularny sposób, kiedy nabywamy pewną wiedzę czy umiejętności przez własne doświadczenia lub wysiłki. Metoda ta nie tylko dowodzi większej zdolności intelektualnej u ucznia – uważa św. Tomasz – ale również jest doskonalsza. Uczymy się bowiem w tym przypadku poprzez bezpośredni kontakt z rzeczywistością, podczas gdy jesteśmy uczeni, korzystamy ze „wskazówek” nauczyciela – ilustracji, objaśnień etc., które w najlepszym razie kierują nas ku owej rzeczywistości. Talent pozwalający całkowicie obyć się bez pomocy nauczyciela jest jednak dość rzadki, a sama metoda czasochłonna. Tak więc główną zaletą drugiego sposobu zdobywania wiedzy – przy pomocy nauczyciela – jest ekonomia. Większość ludzi nie miałaby ani dość wolnego czasu, ani odwagi, by uczyć się wszystkiego czego potrzebują, gdyby nauczyciele nie ułatwiali im tego procesu i nie przyspieszali go.

Św. Tomasz daje jednak wyraźne pierwszeństwo samodzielnemu zdobywaniu wiedzy – przez „odkrywanie”. Nauczyciel – pisał – powinien wzorować swój sposób nauczania na metodzie, którą stosuje uczeń, kiedy zdobywa wiedzę samodzielnie. Jest to oparte na generalnej zasadzie mówiącej, że niezależnie od tego, czy efekt może być osiągnięty dzięki naturalnemu procesowi, czy metodą sztuczną, metoda powinna być, na ile to tylko możliwe, podobna do procesu naturalnego. Św. Tomasz podkreślał różnicę pomiędzy pracą, która może być wykonana jedynie poprzez sztuczne środki (na przykład konstrukcja maszyny), a pracą, która może być również dokonana przez naturę (np. wzrost rośliny). Nauczanie należy do drugiej kategorii. Nauczyciel powinien starać się pomagać, a nie zastępować naturalnych zdolności ucznia. Nie powinien zachowywać się jak inżynier, ale raczej jak rolnik, który wspomaga wzrost drzewa przez podlewanie, plewienie i przycinanie. Zasadniczym powodem wzrostu jest naturalna moc drzewa, rolnik jedynie ją wspomaga.

Jesteśmy ofiarami – zapoczątkowanego przez Kartezjusza – przypisywania nadmiernej wagi „metodom” przekazywania wiedzy. Uczeń postrzegany jest obecnie w perspektywie mechanistycznej. Nauczanie stało się synonimem wtłaczania danych w umysł ucznia, jakby był on bierną maszyną, a nie żywym umysłem. Św. Tomasz był całkowicie przeciwny takiej karykaturze prawdziwego nauczania. Wyjaśniał, że proces przekazywania wiedzy jest bardziej skuteczny, kiedy wzoruje się na osobistym poszukiwaniu. Dobry nauczyciel zna różnicę pomiędzy nauczaniem przez odkrywanie a nauczaniem poprzez dostarczanie szczegółowych informacji. Innymi słowy: pomaga uczniowi w nabywaniu wiedzy w taki sposób, by temu wydawało się to samodzielnym odkrywaniem danych prawd. Niektórzy wybitni nauczyciele naprawdę posiadają ten dar. Ich zajęcia są tak dobrze prowadzone, że stale odkrywa się na nich nowe rzeczy i jest się nimi zafascynowanym. Zamiłowanie do wykładanego przedmiotu sprawia, że entuzjazm zdobywania wiedzy i radość z wyzwania są wśród uczniów żywe. Tacy nauczyciele mogą jednak porozumieć się jedynie z tymi uczniami, którzy opuszczają salę lekcyjną z pragnieniem nauczenia się czegoś więcej.

Po to, by lepiej zrozumieć koncepcję roli nauczyciela u św. Tomasza, przytoczmy inny jeszcze przykład z jego pism.

Wyobraźmy sobie lekarza usiłującego pomóc człowiekowi cierpiącemu w wyniku infekcji. W wielu takich przypadkach, jeśli pacjent nie zwróci się po poradę, jego organizm może sam zareagować, a ostatecznie doprowadzić do wyzdrowienia. Sztuka nauczyciela podobna jest do sztuki lekarza, gdyż wszystko, co nauczyciel może mieć nadzieję osiągnąć, to wzmocnić środki, jakimi posługuje się uczeń, i pomóc w ich zastosowaniu. Tam, gdzie ma miejsce prawdziwy proces uczenia, jego zasadniczym sprawcą jest sam uczeń. W terminologii św. Tomasza nauczyciel nazywany jest sprawcą drugorzędnym i instrumentalnym, pomocnym, ale nie nieodzownym. Nie może on przekazać swej własnej wiedzy uczniowi, ale jedynie pomóc mu osiągnąć podobną metodę samodzielnego zdobywania wiedzy.

Widzimy, jakie to odległe od współczesnej koncepcji nauczania, w której nauczyciel polega jedynie na sztucznych środkach (podręcznikach i innych pomocach) i powoli traci z oczu swą prawdziwą funkcję: stymulowanie żywego umysłu ucznia, kierowanie rozwojem jego intelektu. Podkreślanie roli zapamiętywania informacji i sprawdzania postępu za pomocą testów jest częściowo wynikiem tej właśnie fałszywej filozofii. Według św. Tomasza wiedza jest cechą żywego umysłu, a nie ilością zapamiętanych danych.

Wniknijmy nieco głębiej w tę kwestię i zobaczmy w jaki sposób nauczyciel powinien pomagać uczniowi w zdobywaniu wiedzy. Weźmy na przykład geometrię. Nauka ta posługuje się dedukcją dla wyciągnięcia całościowych wniosków z kilku przyjętych przesłanek. Zadaniem nauczyciela jest sprawić, by uczeń dobrze zrozumiał podstawowe zasady geometrii. Pomaga mu również doskonalić umiejętność rozwiązywania problemów, wyjaśniając podstawowy tok rozumowania, kiedy napotyka na trudności, podaje przykłady, porównania, schematy etc., będące wskazówkami, które mają doprowadzić ucznia do tej czy innej prawdy. Kiedy znajdujemy się przed ścianą zbyt wysoką, by ją przeskoczyć, możemy potrzebować pomocy kogoś, kto wskaże nam drabinę, której nie zauważyliśmy. Zadanie nauczyciela polega na posługiwaniu się językiem tak umiejętnie, by uczeń potrafił przejść od słów do rzeczywistości, które one oznaczają.

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/07/ks-herve-de-la-tour-fsspx-dwa-sposoby-nabywania-wiedzy-wedlug-sw-tomasza-z-akwinu/feed/ 80
Magdalena Ziętek: „Konserwatyzm tomistyczny a ideologie” http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/01/magdalena-zietek-konserwatyzm-tomistyczny-a-ideologie/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/01/magdalena-zietek-konserwatyzm-tomistyczny-a-ideologie/#comments Fri, 04 Jan 2013 13:50:36 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=4587 Tomiści lubią podkreślać, iż tomizm zapewnia najlepszą ochronę przed „ideologizowaniem”. Ich zdaniem, to właśnie odejście od podstawowych zasad tej filozofii spowodowało pojawienie się wszelkiej maści ideologii. Uważają oni przy tym, że sam tomizm nie może stać się ideologią.

Przyjrzyjmy się najpierw, co na temat pojęcia ideologii mówią sami tomiści. Piotr Jaroszyński charakteryzuje je w taki sposób: „Ideologia tym różni się od filozofii, że celem tej ostatniej jest poznanie prawdy dla samej prawdy, poznanie rzeczywistości w aspekcie konstytuujących ją koniecznie przyczyn, natomiast ideologia poznaje rzeczywistość w świetle pewnego a priori po to, by wyniki poznania użyć dla zbudowania pewnej konstrukcji intelektualnej będącej prototypem nowej rzeczywistości (zwł. społecznej). Ten prototyp może być następnie wcielany w życie przez polityków, którzy dysponują odpowiednimi środkami, takimi jak administracja, finanse, ustawodawstwo, policja i wojsko. Filozofia, z uwagi na odmienny cel, aspekt i metodę, nie jest ideologią, choć ideologia stara się czasem przybrać postać filozofii” (P. Jaroszyński, NAUKA, Powszechna Encyklopedia Filozofii, Tom 7, ss. 533-541).

Natomiast Henryk Kiereś twierdzi, że w odróżnieniu od filozofii, która jest nauką, a więc wyjaśnia swój przedmiot, „ideologie nie wyjaśniają świata rzeczy i osób, ale ten świat kreują”, traktując ludzi jak surowiec przetwarzany podług aktualnych konieczności. Kiereś mówi dalej: „ideologia jest jak maszyna, działa obiektywnie, lecz bezosobowo”, zwalniając swych wyznawców z odpowiedzialności za czyny (H. Kiereś, 2000, Trzy socjalizmy, s. 80-82). Jego zdaniem, ideologizacja życia społecznego polega na jego mechanizacji, gdyż u podstaw myślenia ideologicznego zawsze leży „jakiś determinizm naturalistyczny (biologizm) lub historyczny, socjologiczny bądź psychologiczny”, co skłaniało osoby wyznające daną ideologię do poszukiwania obiektywnych praw życia społecznego (H. Kiereś, 1998, Służyć kulturze, IEN, s. 30).

Jako filozofia realistyczna, tomizm ideologią nie jest i nigdy nie może się nią stać (chyba że przyjmiemy inną definicję pojęcia ideologii). Po bliższym przyjrzeniu się tomaszowej koncepcji polityki trudno oprzeć się wrażeniu, że rzeczywiście jest ona najlepszym lekarstwem na wszelkiej maści ideologie.

Zacznijmy od tego, że tomizm nie zakłada istnienia jakiegoś abstrakcyjnego i zamkniętego systemu norm, który w niezmienionej formie obowiązywałby w każdym czasie i każdych okolicznościach. Nie oznacza to jednak relatywizmu, gdyż św. Tomasz przyjmuje istnienie obiektywnego dobra, które musi być przez ludzi ciągle na nowo odczytywane i urzeczywistniane. Brzmi bardzo skomplikowanie, ale sprawa jest prosta. Wyjaśnijmy ją na podstawie kilku prostych przykładów.

Św. Tomasz mówi, że każdy byt ma swoją naturę i że dobre dla niego jest to, dzięki czemu może żyć zgodnie ze swoją naturą. I tak to, co jest dobre dla kota, niekoniecznie musi być dobre dla psa, a co dobrze służy chwastom, może się okazać zabójcze dla róży. Co więcej, natura psa i kota nie zmieniają się w czasie i przestrzeni, nawet jeśli sposób zachowania tych zwierząt częściowo zmienia się w zależności od okoliczności. Inaczej odżywiał się pies należący do średniowiecznego chłopa niż pies, którego właścicielem jest współczesny nowobogacki. Nawet jeśli ten drugi zwierzak nie byłby w stanie przełknąć tego, czym żywił się jego przodek, nie oznacza to, że w międzyczasie natura psa się zmieniła. Gdyby natura psa się zmieniła, to pies nie byłby już psem, tylko jakimś zupełnie nowym zwierzęciem.

Podobnie sprawy mają się z człowiekiem. Także człowiek ma swoją niezmienną naturę, ale to, co jest dobre dla Eskimosa, może być zabójcze dla Afrykańczyka, etc. Różnica między człowiekiem a zwierzętami polega na tym, że zwierzęta niejako instynktownie wiedzą, co jest dla nich dobre, a człowiek tylko w ograniczonych zakresie (w końcu także jest zwierzęciem). Ze względu na to, że posiada on rozum i wolną wolę, musi ich odpowiednio używać do rozpoznawania i realizowanie tego, co jest dla niego dobre. Człowiek jako istota wolna i rozumna może żyć zgodnie ze swoją naturą tylko wtedy, kiedy odpowiednio używa tych dwóch władz.

Św. Tomasz z Akwinu twierdzi, że człowiek jest w stanie znaleźć racjonalne rozwiązanie dla bieżących problemów, co jednak wymaga spełnienia kilku warunków. Zacznijmy od tego, że wiedza na temat tego, co jest dobre, nigdy nie jest wiedzą czysto indywidualną, lecz jest wynikiem procesu akumulacji wiedzy z pokolenia na pokolenie. Ludzkość gromadzi swoją wiedzę poprzez doświadczenia wielu pokoleń, za pomocą metody prób i błędów zdobywa ciągle to nowe informacje na temat otaczającej ją rzeczywistości. Dzięki temu nowe pokolenia nigdy nie muszą zaczynać od zera. Nie ma też prawdziwej wiedzy bez mądrości, czyli rozumienia spraw ludzkich, jak np. znajomości typów charakterologicznych, umiejętności rozwiązywania konfliktów. Wiedza zdobywana jest także poprzez nauki teoretyczne, i to zarówno czysto spekulatywne, np. filozofię czy teologię, jak i szczegółowe, np. współczesną psychologię albo socjologię. Dla katolików prawdziwą skarbnicą wiedzy oczywiście jest Kościół.

Tomaszowa koncepcja poznawania i realizowania dobra ściśle związana jest z jego rozważaniami na temat edukacji. To właśnie dzięki odpowiedniej edukacji wiedza zgromadzona przez pokolenia przekazywana jest dalej. I tak np. zgodnie z klasyczną koncepcją wychowania, studiowanie historii nie sprowadza się do „wykuwania” na pamięć faktów i dat, tylko polega na studiowaniu zachowań ludzkich, a więc poznawaniu natury człowieka (zgodnie z zasadą historia magistra vitae est). Przyglądając się różnym zdarzeniom z przeszłości, nietrudno bowiem dostrzec pewne prawidłowości (które nie mają jednak statusu praw przyrodniczych!), których znajomość może okazać się przydatna w podejmowaniu indywidualnych decyzji. Edukacja także ma na celu uzdolnienie człowieka do robienia prawidłowego użytku ze swojego rozumu poprzez nauczenie go rzetelnego badania rzeczywistości, rzeczowego argumentowania i logicznego dowodzenia.

Dopiero tak przygotowany człowiek może, zdaniem św. Tomasza z Akwinu, żyć zgodnie ze swoją wolną i rozumną naturą. I tutaj dotykamy kolejnej kwestii, czyli zasady pomocniczości i decentralizacji. Człowiek może realizować się jako wolna i rozumna osoba tylko wtedy, kiedy rzeczywiście ma coś do powiedzenia we własnej sprawie. Jeśli scentralizowana administracja w drobiazgowy w sposób reguluje, jak ma żyć każdy obywatel, to nie jest on w stanie żyć zgodnie ze swoją naturą, bo nie ma nawet okazji do tego, by używać swojego rozumu i wolnej woli!

Model tomistyczny zakłada, że każde nowe pokolenie powinno zostać wyposażone w wiedzę odziedziczoną po swoich przodkach, jak również zostać odpowiednio przygotowane do życia poprzez wychowanie. Należy nadmienić, że św. Tomasz nigdy nie obiecywał, że człowiek może mieć absolutną pewność, iż podjęta przez niego decyzja była słuszna. Ale nawet jeśli po czasie okaże się ona błędna, to jej „autor” powinien wyciągnąć z tego konkretne wnioski.

Tomaszowa koncepcja dobra uwzględnia więc fakt, że człowiek nieustannie przekształca swoje otoczenie, przez co jest konfrontowany z coraz to nowymi problemami. W końcu jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie było metody in vitro, nie było urządzeń technicznych przez wiele lat podtrzymujących życie ciężko chorych pacjentów, nie było gier komputerowych ani Teletubisiów. Warto na marginesie dodać, że katolicy, którzy szukają odpowiedzi na pytanie, jak się mają zachować w nowych okolicznościach, nie znajdą przecież odpowiedniego rozwiązania w Biblii. Jezus nie wypowiadał się na temat Teletubisiów, podobnie Ojcowie i Doktorzy Kościoła. Skąd więc współcześni katolicy mają wiedzieć, co jest dla nich dobre, czy np. należy zabronić dzieciom oglądania Teletubisiów, bo oglądanie jednego z Teletubisiów paradującego z damską torebką mogłoby podświadomie kształtować preferencje seksualne ich dzieci? Czy katolicy powinni w każdej, nawet najdrobniejszej sprawie, czekać na odpowiednią encyklikę papieską? (Warto także nadmienić, że wszelkiej maści propaństwowi pesymiści antropologiczni powiedzą, że człowiek jest zły i zepsuty i nie jest w stanie rozstrzygnąć tego problemu. To władza musi zadekretować co jest dobre, a co złe. Ludzie muszą być ślepo posłuszni jej zarządzeniom, gdyż w przeciwnym razie z powodu Teletubisiów może rozpętać się prawdziwa wojna domowa).

Koncepcja tomistyczna została doskonale ujęta w następujących słowach encykliki Benedykta XVI „Spe salvi”:

„24. (…) Wolność zakłada, że przy podejmowaniu fundamentalnych decyzji każdy człowiek, każde pokolenie jest nowym początkiem. Oczywiście, nowe pokolenia muszą budować na wiedzy i doświadczeniu tych, które je poprzedzały, jak też mogą czerpać ze skarbca moralnego całej ludzkości. Ale mogą to też odrzucić, ponieważ nie musi to być tak samo ewidentne dla nich, jak odkrycia materialne. Skarbiec moralny ludzkości nie jest obecny w taki sposób, w jaki obecne są narzędzia, których się używa; istnieje on jako zaproszenie do wolności i jako jej możliwość. To jednak oznacza, że:

„a) Właściwy stan rzeczy ludzkich i zdrowie moralne świata nie mogą być nigdy zagwarantowane jedynie przez struktury, jakkolwiek są one wartościowe. Struktury takie nie tylko są ważne, ale także konieczne; nie mogą one jednak i nie powinny pozbawiać człowieka wolności. Nawet najlepsze struktury funkcjonują dobrze tylko wtedy, gdy w społeczności są żywe przekonania, które są w stanie skłaniać ludzi do wolnego przyjęcia ładu wspólnotowego. Wolność potrzebuje przekonania; przekonanie nie istnieje samo z siebie, ale wciąż musi być wspólnotowo zdobywane.

b) Ponieważ człowiek zawsze pozostaje wolny, a jego wolność jest zawsze krucha, nigdy na tym świecie nie zaistnieje definitywnie ugruntowane królestwo dobra. Kto obiecuje lepszy świat, który miałby nieodwołalnie istnieć na zawsze, daje obietnicę fałszywą; pomija ludzką wolność. Wolność musi wciąż być zdobywana dla dobra. Wolne przylgnięcie do dobra nigdy nie istnieje po prostu samo z siebie. Jeśli istniałyby struktury, które nieodwołalnie ustanowiłyby jakiś określony – dobry – stan świata, zostałaby zanegowana wolność człowieka, a z tego powodu ostatecznie struktury takie nie byłyby wcale dobre.

25. Konsekwencją tego, co zostało powiedziane jest fakt, że wciąż nowe, żmudne poszukiwanie słusznego ładu rzeczy ludzkich jest zadaniem każdego pokolenia; nigdy nie jest zadaniem skończonym. Każde pokolenie powinno wnosić wkład w ustalenie przekonującego ładu wolności i dobra, który byłby pomocny dla przyszłego pokolenia jako wskazówka, jak właściwie korzystać z wolności ludzkiej, a w ten sposób dałby, oczywiście w granicach ludzkich możliwości, pewną gwarancję na przyszłość. Inaczej mówiąc, dobre struktury pomagają, ale same nie wystarczą.”

W słowach tych Benedykt XVI dobitnie podkreśla, że narzucenie ludziom jakiegoś sztywnego zespołu reguł, które wręcz w mechaniczny sposób miałyby być przez nich wypełniane, byłoby gwałtem na naturze ludzkiej. I dokładnie do tego zmierzają wszelkiej maści ideologie. Co więcej, także te nowożytne koncepcje konserwatywne, które stoją na stanowisku, że „właściwy stan rzeczy ludzkich i zdrowie moralne świata” mogą być zagwarantowane wyłącznie przez struktury, są mechanicystycznymi ideologiami.

Na zakończenie należy jeszcze dodać, że św. Tomasz oczywiście nie miał wątpliwości co do tego, że ze względu na grzech pierworodny stan idealny nigdy nie zostanie urzeczywistniony. Z jego pism płynie jednak jasna nauka: jeśli człowiek całkowicie zwolni się z obowiązku szukania dobra i życia zgodnie z własną naturą, to prędzej czy później poniesie tego konsekwencje. Prawa rządzące rzeczywistością są nieubłagane: człowiek ma wolną wolę, i może je lekceważyć, ale nie może ich zmienić. Pożytek z nauki Tomasza jest więc taki, że jeśli w jakieś wspólnocie dochodzi do zgrzytów, u niego znajdziemy wyjaśnienie przyczyn. Czy wspólnota podejmie trud samonaprawy, to już zależy od wolnej woli jej członków.

http://konserwatywnaemigracja.blogspot.co.uk/2013/01/magdalena-zietek-konserwatyzm.html

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2013/01/magdalena-zietek-konserwatyzm-tomistyczny-a-ideologie/feed/ 166
MŁOT TOMASZA Z AKWINU http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/11/4473/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/11/4473/#comments Tue, 06 Nov 2012 01:02:24 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=4473 Tomizm był jedyną filozofią która stała w opozycji do fikcyjnej „rzeczywistości” zbudowanej przez Wolnych Murarzy – w której jak nam się wydaje żyjemy. Ta „rzeczywistość” ustanowiona została przez Immanuela Kanta, który ogłosił przewrót kopernikański w filozofii. Szybko pojawili się sponsorzy którzy uczynili ten przewrót oficjalną doktryną europejskich, a następnie amerykańskich uniwersytetów. Doktryna ta jest racjonalizmem genetycznym i uznaje że rzeczywistość jest niepoznawalna i nie istnieje. Źródłem poznania są idee wrodzone za pomocą których umysł urealnia to co poznaje, co jawnie narusza obowiązującą do dziś zasadę niesprzeczności ogłoszoną przez Arystotelesa. Głównym odkryciem kopernikańskim Kanta było obalenie empiryzmu genetycznego Arystotelesa, który przez ostatnie wieki dogorywał na uniwersytetach europejskich w postaci neoplatońskiego tomizmu. Kopernik wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię, a Kant wstrzymał empirię, a ruszył idee. Wstrzymanie empirii jako źródła poznania wiązało się z poruszeniem idei, które teraz zastąpiły empirię. Mamy zatem klasyczny spór filozoficzny między idealizmem platońskim, a realizmem arystotelesowskim. Doktryna Kanta oznaczała niemożność poznania prawdy (agnostycyzm), niemożność identyfikacji dobra (woluntaryzm) głównie w postaci etyki obowiązku, oraz relatywizm – zgodnie z którym wszystko jest względne. Etyka obowiązku dała otwartą furtkę dla rewolucji francuskiej i wszystkich kolejnych obalających monarchie chrześcijańskie. Od tej chwili agnostyczny i relatywistyczny woluntaryzm wykreował całkowicie fikcyjną rzeczywistość w postaci pseudo świata polityki która zaczęła panować za pomocą prawa, ekonomii i nauk szczegółowych. O tej fikcyjnej „rzeczywistości” dowiadujemy się codziennie wieczorem pomiędzy „Wydarzeniami” „Faktami” i „Wiadomościami”. Tomasz z Akwinu jako arystotelik i empirysta genetyczny nie zajmuje się taką „rzeczywistością” – on wyprowadza nas do realnego świata wypełnionego realnymi faktami, którymi są ludzie, zwierzęta, rośliny i substancje (woda, ziemia, powietrze). On nam daje specjalny wyburzeniowy młot do rozbijania wolnomurarskiej „rzeczywistości” i przywraca nas do realnej rzeczywistości wolnej od zła i fałszu.                                                                                                                                 Tomizm na fb  http://www.facebook.com/#!/neotomista ]]> http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/11/4473/feed/ 51 Marek P. Prokop – Mieczysławowi Gogaczowi – twórcy tomizmu konsekwentnego http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/08/marek-p-prokop-mieczylawowi-gogaczowi-tworcy-tomizmu-konsekwentnego/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/08/marek-p-prokop-mieczylawowi-gogaczowi-tworcy-tomizmu-konsekwentnego/#comments Mon, 27 Aug 2012 08:06:15 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=4281

 

Praca profesora nie polega na wydawaniu poleceń, lecz na zaproszeniu studenta do stawiania pytań, na zachęceniu go do podejmowania ważnych problemów, na wytworzeniu sytuacji, gdzie nauczający staje się partnerem dla uczącego się. To także umiejętność dialogu ze studentami. Dialogu, wymagającego dużej dozy cierpliwości. To umiejętność prowadzenia studenta do zidentyfikowania istotnych zagadnień i wskazywania na konsekwencje (prawdziwe bądź błędne) wynikające z proponowanych rozwiązań. W takich mniej więcej terminach biskup W. Mering przedstawia uniwersytecką a nawet prywatną działalność swojego profesora filozofii Mieczysława Gogacza we wstępie do książki „Filozofia i mistyka. Wokół myśli M. Gogacza“ przygotowanej przez 21 uczniów profesora. [1]

Koncepcję uniwersyteckiego nauczania według M. Gogacza rozwija prof. Artur Andrzejuk (s. 201-209), akcentując wymiar „universitas“ jako wspólnotę nauczających i uczących się, którzy spotykają się w relacji prawdy. Gdy prawda przestaje być priorytetem i najgłębszą potrzebą profesorów i studentów, wtedy uniwersytet nie spełnia swej podstawowej funkcji. Niestety, często tak się działo i dzieje jeszcze dzisiaj w wyższych szkołach, gdzie dominuje ideologia pragmatyzmu za wszelką cenę, i dlatego uczelnie przekształcają się coraz częściej w zwykłe ‚szkoły zawodowe’, z tego powodu przestają być „universitas magistrorum et scholarium“.

Jeżeli przyjmiemy, że pytania filozoficzne dotyczą przede wszystkim sensu rzeczy, wtedy odpowiedzi będą różnorodne, gdyż różne sensy nadajemy tym samym przedmiotom. Pytanie o sens jest pragnieniem dowiedzenia się, jaką funkcję pełni dana rzecz dla nas lub dla innych. Dalej, uogólniając taką odpowiedź, natrafiamy na duże trudności, gdyż funkcje danych rzeczy są rozmaite. Z takiego poznawczego podejścia i rozumowania narzuca się nam wniosek, że tak na prawdę niczego nie możemy jednoznacznie poznać, gdyż nie możemy określić jego podstawowego sensu. Taka opcja w konsekwencji prowadzi nas do relatywizmu. I tak np. zwykły kuchenny nóż możemy uważać za narzędzie do otwierania konserw, za szpachelkę do malowania obrazu, za śróbokręt, za broń etc., wcale nie uwzględniając jego pierwotnej funkcji, do której był zrobiony, tj. do krojenia żywności.

Podobnie filozofię można rozumieć jako narzędzie używane do różnorakich celów, nadając jej rozmaite sensy, a zapomnieć o jej podstawowej funkcji : informowania nas o tym, czym jest rzeczywistość. Natomiast jej sensów możemy znaleźć krocie.

I nie jest tak, że filozofia jest wyłącznie wiedzą teoretyczną, więc nieużyteczną, niedającą poprawnych odpowiedzi dotyczących człowieka czy rzeczywistości, w której żyjemy. Owszem, ten negatywny, relatywny obraz otrzymujemy, gdy pytamy o sens, a nie o to, co jest. Prof. M. Gogacz przeciwnie, twierdzi, że filozofia jest użyteczna, gdyż właśnie dzięki niej, w sposób rozumny lub intuicyjny, realizujemy swoje codzienne sprawy, życie rodzinne i społeczne. Właśnie na miarę filozoficznego rozumienia siebie, swojego losu, naszych relacji z ludźmi, naszych zadań i obowiązków wobec ludzkich wspólnot realizujemy nasze życie, po prostu tak, a nie inaczej żyjemy, wychowujemy się, działamy, reagujemy. „Nie jest więc obojętne czy pojmiemy człowieka jako proces przeżyć, jako fragment przyrody czy też jako wyłącznie ducha.“ Aby nasza koncepcja rzeczywistości, a więc i człowieka była poprawna i nie zawierała błędów popełnionych przez poprzedników, „powinna być zgodna z tym, kim jest człowiek, aby sprawy ludzkie były rozwiązywane dla realnego, a nie fikcyjnego, wyspekulowanego dobra osób ludzkich“. O antropologii, opartej na realistycznie pojętej koncepcji rzeczywistości Mieczysława Gogacza, pisze B. Listkowska (s. 21-38), wskazując na jej oryginalne cechy : to każdy byt informuje nas czym jest, a nie nasze pytania (np. wbrew Heideggerowi); metodą filozoficzną jest identyfikacja, a nie metody porównawcze zapożyczone z nauk przyrodniczych; wyprowadzone z koncepcji człowieka rozumienie osoby, która nie utożsamia się z psychologicznie pojętą osobowością, prowadzi do twierdzenia, że każdy człowiek jest osobą, ale nie każda osoba jest człowiekiem.

Doprecyzowania M. Gogacza zawarte w jego koncepcji osoby wprowadzają w tematykę relacji osobowych opartych na fakcie istnienia, realnego, odrębnego, prawdziwego, dobrego. Propozycje M. Gogacza pozwalają zdystansować tradycję kartezjańsko-kantowsko-heideggerowską redukującą w rezultacie filozofię jedynie do antropologii, a ta siłą konsekwencji doprowadza nas do relatywizmu.

Teorię osoby i relacji osobowych według M. Gogacza prezentuje Paweł Bromski (s. 39-52), afirmując, iż teoria ta ma zasadnicze znaczenie nie tylko w filozofii, psychologii, etyce, lecz także w naukach społecznych i politycznych. Budowanie struktur społecznych i politycznych na realistycznej koncepcji osoby i jej relacjach pomaga w niepoddawaniu się presjom współczesnym, światopoglądowym fikcjom i poprawnościowym ideologiom dominującym w naszej kulturze od połowy XIX wieku.

Konsekwentnie prowadzone przez M. Gogacza rozumowania w oparciu o teorię osoby i jej relacji prowadzi do humanistycznie rozumianej koncepcji rodziny opartej na relacjach wiary, nadziei i miłości, temat opracowany przez Dorotę Zapisek (s. 53-62). Referowane przez dr. A.M. Nowika (s. 63-67) rozróżnienie przez M. Gogacza narodu jako wspólnoty osób od państwa rozumianego jako pomysłu, intytucji z funkcją ułatwienia życia ludziom na codzień, także opiera się na konsekwentnym rozumieniu koncepcji relacji osobowych. Problematykę ustalenia statusu bytowego ludzkiego embrionu podejmuje St. Fischer (s. 115-123); ujęcie etyki jako wyboru działań chroniących osoby prezentuje D. Lipski (s. 127-135); ustalenie celów pedagogiki według M. Gogacza opracował D. Pełka (s. 173-181); dominacja platonizmu i neoplatonizmu we współczenej kulturze, to temat analizowany przez A. Kazmierczak-Kucharską (s. 71-78).

Trudno w krótkiej notce recenzyjnej zaprezentować wyczerpująco wszystkie tematy analizowane przez uczniów M. Gogacza w tej publikacji, takie jak : koncepcja przyczyn celowych (W. Szepkowska), zagadnienie sumienia (J. Zatorowski), teoria pracy ( J. Wójcik), koncepcja wolności (M. Płotka), kontemplacji (J. Idzikowski), estetyki (Ł. Mażewski) czy oryginalnie ujęty przez M. Gogacza problem mistyki zaprezentowany w filozoficznej interpretacji „doświadczenia mistycznego“ nie utożamianego ani z kontemplacją, ani z religią, ani z „visio beatifica“ – wiedzą uszczęśliwiającą (Izabela Andrzejuk), ani też z życiem religijnym (E. Łażewski).

Zakończę tę recenzję wzmiankując interesujący, a według mnie bardzo ważny, gdyż ukazujący stan filozofii we współczesnej kulturze, artykuł dr. Michała Zembrzuskiego „Cienie bez jaskini“ prezentujący spór M. Gogacza z J. Tischnerem. Przedmiotem tego sporu, prowadzonego od 1970 do 1991 roku na łamach wielu czasopism, było rozumienie tego, czym jest filozofia, czym się zajmuje i jakie są jej źródła.

Inaczej mówiąc, czy jej przedmiotem jest zewnętrzna, niezależna od nas rzeczywistość, czy też chodzi tylko o sposoby, modele, ujęcia tej rzeczywistości. Czy to, czym coś jest znajduje się poza tą rzeczą, jak uczył Platon, czy też zawiera się w samej rzeczy, stanowiąc jej tożsamość, jak twierdził Arystoteles.

Czy można uprawiać filozofię zajmując się wyłącznie analizą świadomości, wykluczając z pola badań filozoficznych podmiot tej świadomości, czy też należy traktować „świadomość“ jedynie jako własność realnego bytu, podmiotu poznającego.

Według M. Zembrzuskiego w tym sporze o przedmiot filozofii nie było przeciwności czy sprzeczności, lecz „dysproporcja“ w stylu filozofowania. Można by nawet stwierdzić, że obie opcje spierających się filozofów są komplementarne. Ta uwaga jest słuszna, gdy rozumiemy filozofię bytu i teorię poznania jako dwie odrębne dziedziny filozoficzne, mające odrębne przedmioty analiz.

Niemniej, jak twierdzi autor artykułu, jeżeli filozofie współczesne (analityczna, fenomenologiczna, hermeneutyka, postmodernizm) uzurpują sobie miano wyłączności, tylko dlatego, że zajmują się teorią poznania, wówczas taka postawa musi spotkać się z reakcją upominającą się o pełne ujęcie rzeczywistości, a nie tylko o „nieznośną lekkość“ zadowolenia się fragmentarycznym opisem tego, jak zachodzi nasze poznanie.

Polecam tę publikację jako odtrutkę na „polityczno-ideologiczną poprawność“ dominującą w dzisiejszej kulturze na rozumienie, a może nierozumienie tego, czym jest „świat“, człowiek, Bóg i nasze działanie, rozwijanie się i przebywanie wśród osób oraz wytworów.

 

http://wydawnictwo.uksw.edu.pl/sklep/?p=productsList&sWord=filozofia+i+mistyka

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/08/marek-p-prokop-mieczylawowi-gogaczowi-tworcy-tomizmu-konsekwentnego/feed/ 47
Jarosław Kleban : Prawda http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/07/jaroslaw-kleban-prawda/ http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/07/jaroslaw-kleban-prawda/#comments Tue, 10 Jul 2012 16:26:41 +0000 http://fides-et-ratio.pl/?p=3989 Prawda

I. Prawdziwe jest to, co w moim i w twoim umyśle jest zgodne z rzeczywistością w odniesieniu do Umysłu Boskiego[1].
II. Prawda jest jedna (w ogóle, w konkrecie i w szczególe).
III. Prawda jest niezmienna. Nie ewoluuje; raczej nasz wgląd w prawdę rośnie.
IV. Prawda istnieje samoistnie (jak inne powszechniki: dobro, piękno) a nie tylko w nas, jak zapewnia
w większości filozofia po M. Lutrze, a zwłaszcza po Oświeceniu (Kartezjusz, I. Kant, F. Nietzsche i inni).
V. Poznajemy ją rozumem naturalnym (oświeconym wiarą) i przez wgląd intuitywny (intuicja logiczna).
VI. Nie poznamy jej uczuciem (J. J. Rousseau, A. Mickiewicz, F. Dostojewski i inni). Uczucia pomagają.  
VII. Nie ma tu dialektyki (G. W. F. Hegel, marksizm-engelizm, Islam, filozofie wschodnie, Gnoza-Kabała, wolnomularstwo, New Age, etc.) w sensie jedności przeciwieństw. Istnieją twierdzenia prawdziwe lub wewnętrznie sprzeczne – nieprawdziwe (zasada niesprzeczności)[2]. Prawda odsłania się w przeciwieństwach, ale nierównych rangą. Prawda – istota (to, co konieczne) oczyszcza się pod presją prawd względnych. Albo ścierają się dwie prawdy częściowe, odsłaniając zupełną. Nie ma mowy o tworzeniu się „nowej” super prawdy.
VIII. Prawda jest pierwsza wobec innych wartości. Dobro nie musi być prawdziwe, podobnie piękno.
IX. Jak każde Dobro zaczyna się od prawdy, tak każde zło (grzech) od kłamstwa (w duchu).
X. Każde kłamstwo osadza się na Kłamstwie modernistycznym tj. na prymacie lub równorzędności  uczucia (a następnie zmysłów – ciała) wobec rozumu i woli. „Chcę” uczucia dominuje wolę a potem rozum. Zniewolone rozum i wola tracą własne niezależne „Chcę” na rzecz chciwości. (2 wada główna): Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zbłądzili z dala od wiary i sobie samym zadali wiele cierpień.” 1 Tm 6, 10 

Wola (z wyjątkami) sytuuje się, w duszy ludzkiej, niżej od rozumu[3]. Zwyczajowo, kiedy chce przewodzić, musi przeciwstawić się rozumowi, a paktować z władzami niższymi duszy. Chcąc prymatu podpada pod uczucia, bo nie ma inspiracji. Woluntaryzm, jako stanowisko, które to odwraca i czyni z wyjątku zasadę – w teologii, czy w filozofii – jest fałszywy. 

[1]Por. Tomasz z Akwinu, Taktat o Bogu, Summa teologii, kwestie 1-26, Kraków 1999, s. 247
[2]Por. Tomasz z Akwinu, Traktat o Bogu,Summa teologii, kwestie 1-26, Kraków 1999, s. 269 – 270
[3]Por. Tomasz z Akwinu, Traktat o człowieku, Q82, III

]]>
http://fides-et-ratio.pl/index.php/2012/07/jaroslaw-kleban-prawda/feed/ 49